Kłamstwa....

05.04.05, 00:34
Kto z was kłamał albo kto z waszych znajomych kłamał w czasie sprawy
rozwodowej? Ze spokojną twarzą? I dlaczego nikt o tym wcześniej nie mówił?
Moja żona dziś kłamała, jestem w szoku...Po prostu ewidentnie kłamała.....
    • tricolour No pewnie... 05.04.05, 00:46
      ... gdyby powiedziała prawdę, to pewnie nie byłoby rozwodu. Albo za mało
      pieniedzy by wpływało na jej konto co miesiąc...

      Zreszta prawda, to towar deficytowy, bo obnaża... a kto lubi publicznie obnażać
      się? No... dowiadujesz się też prawdy o żonie...

      Kiedyś juz pisałem, że pozew mojej ex był (na oko) w 60% bzdurny... aż mi się
      chciało napisac jakąś polemikę lub wręcz szyderstwo... ale zreflektowałem sie w
      porę i dobrze.
    • india8 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 07:03
      jarkoni - kłamała, czy subiektywnie interpretowała fakty - wyjaśnij pliz

      może dla niej coś wyglądało inaczej niż dla Ciebie

      nie atakuję - pytam
      • bezecnymen Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 08:03
        no własnie kwestia interpretacji...
        poza oczywistymi prawdami, czyli faktami typu zdrada fizyczna, jest całe morze
        półprawd, kto kogo i w czym zawiódł, nie dotrzymał obietnic, oszukał...
        jesli czujesz sie jarkoni zaskoczony postawa ex, to najprawdopodobniej oznacza,
        że jednak jej nie znałeś, albo, ze prób znalezienia wyjscia z drogi prowadzącej
        do rozwodu nie było, przynajmniej u jednego z was...
        na mojej pierwszej rozprawie,niby nic nie mogło mnie zaskoczyc a jednak...kiedy
        z ust exii padł zarzut przemocy fizycznej byłem tak zaskoczony, że sędzina omal
        nie wybuchnęła smiechem , bo uwaznie mnie obserwowała...musiałem miec ciekawa
        minę....wiedziałem, że exia pojdzie na całośc, ale cos takiego...predzej bym
        sie spodziewał, że odkryje moje hehe np. homosexualne skłonności niz to...
        nie napisałes tego ale sie domyślam...rozwód ma byc z twojej winy prawda??
        • india8 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 08:12
          bezecny, to stąd Twoje ciągoty do jarkoniego...

          a ja myślałam, że tu tu takie bezinteresowne poradnictwo uprawiasz
          • bezecnymen Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 08:41
            powinienem wymienic pedofilię...miałbym z głowy wszystkie dzieciate...
    • kruszynka301 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 08:41
      ja i eks nie kłamaliśmy, rozwód przebiegał spokojnie (najbardziej zdenerwowaną osobą była sędzina), a do dzisiaj pamiętam szok, jaki wywałaliśmy u innych rozwodzących się, bo kiedy wyszliśmy przed ogłoszeniem wyroku na korytarz, nawet przyjacielsko rozmawialiśmywink.
      Kłamstwa pewnie są spowodowane chęcią wywalczenia czegoś, u nas nie było nic takiego (oboje chcieliśmy rozwodu bez orzekania o winie).

      Jarkoni, a może spróbujesz porozmawiać z żoną? Zresztą to zależy, czego ona tak naprawdę chce, nie można też zapominać, że prawda jest rzeczą bardzo subiektywną, niestety.
      • kasiar74 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 08:45
        najwyraźniej nie potrafią ze soba rozmawiać i to jest problem także przy
        rozwodzie
    • latoja Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 09:05
      Wydaje mi się , że Twoja żona uległa presji otoczenia . Mnie też namawiali na
      oczernianie męża.Tak zwyczajnie , żeby lepiej w sądzie wypaść, bo przecież
      zasłużył krzywdząc nmie. Ja akurat nie skorzystałam z tych rad. Nie lubie
      kłamswa i brudnej walki. Jestem raczej w mniejszości , bo rezygnuję z
      dochodzenia sprawiedliwości w ten sposób.Pozwalam odejść mężowi z mojego życia
      bez walki ale wielu moim znajomym i rodzinie to się nie mieściło, i nie mieści
      w głowie.
      • jarkoni Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 19:40
        Być może ktoś zauważył, ze pisałem już tu, że nie dam złego słowa powiedzieć na
        żonę, bo ją cenię...To że nam nie po drodze nie oznacza, że będę kłamał i ją
        oczerniał...Dlatego tym większy był dla mnie szok..Nie chcę pisać elaboratu,
        ale krótko opowiem: moja żona z dziećmi była w długi weekend 11 listopada 3003
        u rodziny w Wawie, wróciła dzień wcześniej niż planowała, wieczorem, mnie nie
        było w domu..Teraz to kwestia li tylko wiary w moje słowa: byłem po południu u
        znajomego pod Łodzią, zresztą partnera biznesowego..Nie przewidywałem, ze nie
        wrócę na noc..Zostawiłem w domu mały rozgardiasz typu niezasłane łóżko w tzw
        salonie (bo z żoną od 5 lat wtedy już nie spalismy razem), wyjąłem z
        zamrażalnika słoninkę zeby zrobić wieczorem super smalczyk ze skwareczkami
        mniam..A nawet zostawiłem w video hmm nieprzyzwoity film brrrrrrr...Nie
        przygotowywałem żadnych bezecnych planów na noc, hmm pewnie zadbałbym o
        alibi..Tzw komórka miała już dość pracy i jedną kreseczkę, więc wyłączyłem ją
        na noc będąc tam gdzie byłem..Rano po włączeniu i na hmm kacu też,okazało się,
        że dzwoniło do mnie pół rodziny..Nawet ci z Wawy..Zadzwoniłem do córki, ze za
        parę godzin będę..Wszedłem do mieszkania, zobaczyłem spakowane torby w
        przedpokoju i tekst żony: wyprowadź się, chcę rozwodu..Porosiłem o rozmowę,
        usłyszałem nie, powiedziałem, że ok skoro tak chce, ale że chociaż 2 dni na
        znalezienie mieszkania..Następnego dnia rano w kuchni żona: wiesz, ze wczoraj
        mówiłam poważnie, masz się wynieść..Może ja albo zbyt spolegliwy, mało
        asertywny i liczyłem na rozmowę może za tydzień lub miesiąc...Ale następnego
        dnia wyszedłem z torbami z domu...A teraz pytanie: dlaczego wczoraj w sądzie
        żona powiedziała, ze wyprowadziłem się po ponad 2 tygodniach i sam tego
        chciałem a ona chciała rozmawiać?
        Ufffffff jednak wyszło z tego opowiadanie...
        Z góry uprzedzam, nie jestem biedny misio-rysio..Znałem juz wtedy kobietę o
        której jest w nagłówku forum...Chodzi mi tylko o kłamstwa teraz...
        • marija123 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 19:51
          Jarkoni!
          Mnie przed rozprawą pewna zaufana osoba powiedziała, zebym kłamła w celu
          uzyskania tylko i wyłącznie swoich racji....Nie skorzystałam z tego, bo nie
          umiem kłamać. Mam nadzieję, ze Twoja żona nie korzystała z tego samego doradcy:-
          ). Zdaję sobie sprawę, ze rozwód to wielka trauma, ale nie poddawaj się. Po
          prostu bądź sobą i jeżeli Ty masz inne zdanie na jakis temat, to go mów. Na
          mojej sprawie rozwodowej mój eks też składał zupełnie inne zeznania, ale sama
          nie wiem dlaczego. Wiem jedno jeżeli sprawę prowadziła kobieta, to ona stanie
          po jej stronie. takie sama odniosłam wrażenie. Ale trzymaj swego!!!!
          I jeszcze jedno - nie daj odczuć swojej drugiej połówce, ze to dla Ciebie
          ogromne przeżycie! Ona to też zapewne bardzo przeżywa i chyab nie chciałaby
          wiedzieć jak bardzo.....
        • jarkoni Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 19:54
          Nie chcę robić z niej zołzy, pewnie to porady rodziny i adwokata i chodzi o
          orzeczenie o mojej winie i o kasę, bo niby o co...Ale po wczorajszej sprawie
          dostałem oficjalny pozew z zarzutami i hmmmm ponad połowa to ewidentne
          kłamstwa..Typu, że nie wracałem na noc do domu,że nie łozyłem na
          rodzinę...Prawdziwe ciarki poczułem...Kurcze sama zabudowa i zagospodarowanie
          mieszkania to było ponad 30 tysiaków..Ma full wypas a ja z tego nic nie
          chcę..Mądrzy ludzie o co tu chodzi?Czemu kłamie?Na szczęście nie napisała, że
          maltretowałem heh...śmiech przez łzy...Aaaaa i w sądzie przyznała, że płacę
          regularnie odkąd się wyprowadziłem, a nigdy nie brałem żadnych pokwitowań, i
          nie przelew ale cash...Mam mętlik w głowie i się boję..
          • marija123 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 20:01
            Masz całkowitą rację. Zachowaj twarz i trzymaj klasę!!!! A dlaczego kłamie?
            Ostatnio czytała taki mądry artykuł, w którym dowiedziono, ze ludzie kłamią dla
            zachowania lepszego własnego wizerunku. Ot! Żeby ich lepiej postrzegano. Nie
            pzrejmuj się niczym i dalej do przodu!! Przynajmniej w stosunku do własnego
            sumienia jesteś ok!
          • jarkoni Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 20:05
            I jeszcze coś ciekawego (czyżbym tu spowiedź robił? no w pewnym sensie tak)
            Mówiłem że nie jestem święty i poznałem w trakcie małżeństwa kobietę i chciałem
            się rozwieść..Udało się mojej żonie podsłuchać kiedyś tam naszą
            rozmowę..Rozmowa polegała na pocieszaniu tejże kobiety( wiem, że nie powinienem
            znać żadnych kobiet mając żonę, uprzedzam ataki), ale padały zdania
            typu "kochanie wszystko będzie ok, musisz iść i to załatwić"...Problem ze
            studiami był i tyle..Z jednej strony mam kilka i kilku znajomych mówiących co
            chwilę kawka, ciasteczko,pieniążki,kochanie, skarbie przynieś ten papiereczek
            (taka sekretarka z dawnej pracy)...Ale w sądzie żona stwierdziła, że umawiałem
            się na hmmm intymne spotkanie z kobietą, do której mówiłem kochanie...Brrr
            pewnie kobiety mnie zjedzą, przeżują i wyplują...Ale po co tyle kłamstw
            • jarkoni Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 20:16
              A teraz już na koniec spowiedzi: jakieś 3 tyg po wyprowadzce zostałem
              zaproszony do domu na urodziny córki...W przeddzień zadzwoniła żona z pytaniem,
              czy mogę być nie na obiad i tort, czyli 14, ale o 9 rano i być z dziećmi, bo
              ona musi do szkoły..Jasne że tak, byłem rano a tu płacz, zmarła w nocy moja
              teściowa..Pobyłem z dziećmi, następnego dnia zadzwoniłem czy mogę jakos pomóc,
              bo przecież formalności wiele z pogrzebem..Usłyszałem:nie,dziękujemy..Po czym
              za 3 dni przypadkowo rozmawiam ze swoim bratem z Wawy i słyszę: zobaczymy się
              jutro przed czy po pogrzebie?A ja: to pogrzeb jest jutro?On: to nie wiesz? Hmmm
              nie zostałem poinformowany...Ale byłem na pogrzebie..I zbladłem widząc szarfę
              przy wieńcu niby od nas: Kochanej Mamie i Babci...I tu imię mojej żony i imiona
              dzieci....A ja nie istnieję....
              Przepraszam, powtarzam, nie byłem i nie jestem święty, ale niektóre sytuacje
              mnie przerastają...
              • bezecnymen Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 21:12
                to przygotuj sie solidnie do drugiej rundy...weź sie w garśc i nie oglądając
                się na względy ...cholera wie jakie, napisz odpowiedź na każdy zarzut,
                konkretnie... wylicz to co ty włożyłes do wspólnego majątku, te koszty
                urządzenia gniazdka tez, okresl swoja wersje wydarzeń, które zdaniem ex
                świadcza na twoją niekorzyśc...konkretnie....bez owijania w bawełnę
                broń sie chlopie...z tego co piszesz na cos w rodzaju porozumienia stron nie
                masz co liczyć..i na pewno nie zanosi sie na ten wymarzony na jakichś
                wczesniejszych topikach rozwód z klasą... to jest wojna stary!
                BTW zdaje sie że masz wyznaczony termin odpowiedzi na zarzuty...nie spóźnij
                się!!! sądy tego okropnie nie lubią...
              • gosiaas25 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 22:38
                myśę sobie, że kłamstwa rodzą kłamstwa
                im więcej kłamstw- tym więcej kłamstw..

                może jest to sposób na zamanifestowanie niezależność od Ciebie, odcięcie,
                zerwanie więzi, zanik lojalności - taka samoobrona, znieczulenie negatywnymi
                emocjami
                poza tym subiektywny odbiór, być może sama wierzy w to, co mówi, być może czuje
                się oszukana i odpłaca Ci tym samym?
                na pewno jest Ci ciężko i może być jeszcze gorzej, może to idiotycznie zabrzmi,
                ale może jest chociaż cień szansy na nawiązanie komunikacji z zoną??
                trzymaj się Jarkoni, duużo wytrwałości i całe pokłady cierplwości - przydadzą
                Ci sie
              • lisis Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 09:21
                jarkoni napisał:

                > bo przecież formalności wiele z pogrzebem..Usłyszałem:nie,dziękujemy..Po czym
                > za 3 dni przypadkowo rozmawiam ze swoim bratem z Wawy i słyszę: zobaczymy się
                > jutro przed czy po pogrzebie?A ja: to pogrzeb jest jutro?On: to nie wiesz?
                Hmmm> nie zostałem poinformowany...Ale byłem na pogrzebie..I zbladłem widząc
                szarfę > przy wieńcu niby od nas: Kochanej Mamie i Babci...I tu imię mojej żony
                i imiona> dzieci....A ja nie istnieję....


                ja ci nie rozumiem. czy ty czlowieku nie zainteresowalas sie sam tym, zeby
                zadzwonic i zapytac kiedy pogrzeb?
                czy nie wpadles na to ze na pogrzeb nawet tesciowej za ktora nie przepadales
                nalezy samemu kupic kwiatki albo wieniec?
                czy zona do konca zycia przed, w tarkcie,i po rozwodzie ma cie obslugiwac, za
                ciebie myslec i twoja osobe uwzgledniac wszedzie w swoim zyciu udajac ze
                jestescie "rodzina" gdy ty juz dawno sobie jej nastepczynie upatrzyles??

                wez ty sie stuknij w czolko... upokorzyles ja zdrada zwiazkiem z jakas
                studentka, chyba najbardziej jak mozna upokorzyc kobiete.

                w domu zostawiasz chlew i pornole w wideo nie liczac sie z tym ze masz
                dorastajace dzieci... a to ze "za wczesnie wrocila" cie nie usprawiedliwia.
                miala okazje na koniec zobaczyc twoje "prawdziwe" oblicze - to tyle odnosnie
                KLAMSTWA!!!




            • latoja Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 20:19
              Jarkoni nie oceniam Cię ale z tego, co napisałeś wnioskuję, że mocno zraniłeś
              ego swojej żony. Chyba poczuła się zwolniona z lojalności wobec Ciebie. Musisz
              się zastanowić nad rozsądną i mocną obroną. Potrzebny będzie dobry adwokat.
              • scrivo Re: Kłamstwa...i obrona przed kłamstwami. 05.04.05, 21:11
                potrzebny bedzie na pewno bo sam możesz nie dać rady, szczególnie że emocje były duże a będą jeszcze większe na następnej sprawie i może jeszcze innych, kto wie. musisz mieć wsparcie i dobrą poradę prawną bo to nie przelewki, oskarżenie o zawinienie wyłączne.licz się z tym, że w przypadku orzeczenia twojej winy alimenty na żonę bęziesz płacił do końca dni swoich a dojdą ci jeszcze koszty jej adwokata, które poniesiesz w całości.
                do tego bedziesz żył z pietnem oskarżonego i skazanego, więc musisz się bronić. to twoje prawo, do chronienia swojego życia i przyszłości. bo sądzę że o przyszłość dzieci przyzwoicie zadbasz. lecz po co żyć przez miesiące (oby!) z lękiem i stresem?
        • lisis Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 09:03
          > Wszedłem do mieszkania, zobaczyłem spakowane torby w
          > przedpokoju i tekst żony: wyprowadź się, chcę rozwodu..




          to wiele wyjasnia.
          dziwisz sie ze nowa panienka cie rzucila? bo ja nie.

          gdyby nie zona ktora miala dosc, to bys nadal u jednej mieszkal a z druga
          sypial.
          i to nazywales miloscia... brrrr
    • czekolada72 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 23:10
      1. Kłamał dzis moj ciaglejeszcze malzonek
      2. a co z ewentualnym kuratorem w sprawie dzieci?
      • jarkoni Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 23:29
        witaj w klubie czekoladko....Boję się
        • jarkoni Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 23:38
          Sorry ludzie, dlaczego kłamała? Jutro będę u dzieci i nie wiem czy nie warto
          spytać przt żonie 15 letniej rozumnej córki: dziecko czy pamietasz, ze
          wyprowadziłem sie po 2 dniach od kiedy Twoja Mama z krzykiem sobie tego
          zażyczyła?I pamietasz, że chciałem rozmawiać i wyjaśniac, a ona krzyk że chce
          rozwodu? Bo wiesz dziecko, 2 dni temu w sądzie Mama powiedziała, że byłem w
          domu jeszcze 2 tygodnie i sam się spakowałem i wyprowadziłem, a to ona chciała
          rozmawiac...Mam szczerą ochotę tak zrobic...
          • tricolour Weź sie w garść... 05.04.05, 23:46
            ... i broń sie sam albo skorzystaj z pomocy adwokata.
            Niech Cie ręka Boska broni byś wykorzystywał dzieci do załatwiania swoich
            spraw. To Ty jestes dorosły i Ty masz dbać o swoje interesy, a nie dzieci...

            Zrobisz im krzywdę, bo każesz wybierać miedzy mamą a tatą, a takiego wyboru NIE
            MA!!

            • czekolada72 Re: Weź sie w garść... 05.04.05, 23:54
              Tri!!!! Jak sie rozwodza rodzice to musi byc wyznaczona osoba ktora akceptuja
              obie strony a jak nie to kurator (powod placi 80zl) ktora wypowie sie na temat
              sytuacji i warunkow zycia dziecka'ci!

              Do 17 roku zycia dzieci nie bierze sie na swiadkow w sprawie rozwodowe ich
              rodzicow!
              • tricolour :))) 06.04.05, 00:22
                Nie zrozumiałas sensu mojego postu.
                Mnie nie chodziło ani o kuratora, ani o świadectwo dzieci podczas rozwodu.

                Chodziło mi o to, że "przypominanie" dziecku, że tata jest dobry, a mama
                gorsza, to manipulacja.
                • czekolada72 Re: :))) 06.04.05, 11:14
                  a mozliwe, ale ja swiezo, w trakcie problemu z dziecieciem i kuratorem
                  • czekolada72 Re: :))) 06.04.05, 11:18
                    aaa, bo mi umknala odpowiedzJarkoniego
            • jarkoni Re: Weź sie w garść... 06.04.05, 00:03
              tri niby nieobecni nie mają racji, ale jakoś chciałbym, żeby starsza córka
              dowiedziała się, że Mama kłamie..Ta Mama która robi obiady, przytula i jest tą
              najukochańszą...Wiesz o czym mówię?Ale dodam uczciwie, że aż so 4 kwietnia nie
              uwierzyłbym, ze potrafi z aż tak kamienną twarzą kłamać przed sądem(a jest
              protokół) i czy córcia rzeczywiście nie wracałem na noc do domu i nie mieliśmy
              pieniędzy na życie, bo Tata nie płacił...To jakiś koszmar jest..Córcia czyli
              nie mielismy na chleb ale masz na nowym biurku do komputera super monitor LCD
              Philipsa?Bo poprzedni był za duży i Tata kupił Ci nowy cieniutki..A tą wieżę w
              pokoju skąd masz?A TV wielkości stołu w salonie,kino domowe,nawet oryginały
              miłych obrazów od zaprzyjaźnionej malarki...Nie łożył na rodzinę, no trafi
              mnie...Poza kasą do domu targał jeszcze z auta zgrzewki mleka, soków
              itp...Jeździł z córką do CZD do Wawy,wiózł z przyczepą na kemping nad morze,a
              skąd ta przyczepa?A czym jeździsz żono? Autko automat,mąż kupił na
              imieniny...Ech...Świat się przewraca
              • tricolour Nie ma problemu... 06.04.05, 00:20
                Możesz poczekac kilka lat i wszystko powiedzieć...
                Masz czas.
                Chodziło mi tylko o to, by nie obciążać dziecka. Ono i tak wie, kto co kupił...
        • czekolada72 Re: Kłamstwa.... 05.04.05, 23:38
          Moze juz to pisales, ale ja juz nieprzytomna - kiedy masz nastepna rozprawe i
          co w sprawie dzieci?
    • akacjax Zastanawiam się: 05.04.05, 23:54
      Czy ja nie rozumiem tego forum, czy ono jest takie dziwne. W jednym wątku
      afera, bo ujawnia się kochanka(obca!), a grono zdradzonych rzuca się na nią, a
      w następnym szukanie pomysłu jak wesprzeć zdradzającego męża w czasie rozwodu.
      I tu nie ma już solidarności kobietsad
      Ja wiem, że każdy człowiek ma swoją wartość, każdego szkoda, ale nie dajmy sie
      zwariować.

      Znam przypadek rozwodu, gdy zdradzający mąż najpierw sam chciał rozwodu, potem
      gdy żona powiedziała tak, ale z winy męża, to na głowie stawał by to odwlec,
      apelacje itd..ale przegrał, bo był winny. Oczywiście też twierdził, że na
      wszystko zarobił. Małżeństwo (pomijając takie ze zniesioną wspólnotą) to
      wspólnota i chciaz jedno zarabia to jest to obojga. Myślę, że ludzie tego nie
      rozumieją.
      Jeżeli w sądzie nie dojdziecie do porozumienia finansowego to sąd przy
      rozwodzie tego (poza kwestią mieszkaniową)nie zadecyduje i pozostaje sprawa o
      podział majątku. Na jej założenie jest czas-chyba trzy lata od rozwodu.
      • jarkoni Re: Zastanawiam się: 06.04.05, 00:10
        Akacja ja nie chcę podziałów majątku, zrozum...Nie mam wielkich wymagan..już
        nie mam..Czuję się jak w akademiku...Zostawiam wszystko żonie i dzieciom i
        poradzę sobie chyba jakoś...Chodzi mi tylko o ewidentne kłamstwa w majestacie
        prawa i słowne i te w pozwie...Może ja jakiś normalny inaczej jestem..
        • tricolour Bracie... 06.04.05, 00:25
          ... czepiłes sie tego kłamstwa jak rzep psiego ogona.
          A sam pisałes o swojej zdradzie, która jest sto razy gorsza od kłamstwa Twojej
          żony.
          Swoja zdradę starasz sie wybielić, a kłamstwo żony rozdymasz do monstrualnych
          rozmiarów...
          Troszkę umiaru smile)))
          • jarkoni Re: Bracie... 06.04.05, 01:50
            Tri, po pierwsze boli każde kłamstwo, po drugie wiem, ze zdradziłem, ale jedno
            małe ALE..Spytano żony co jest powodem pozwu, ona że zdrada małżeńska, potem
            pytanie do mnie czy potwierdzam...Szczerze mówiąc nie wiem jak to prawnie
            wygląda, czy kawa i kino to już zdrada, czy pocałunek, czy dopiero hmmm
            penetracja...Ale odpowiedziałem, że TAK spotykałem się i byłem związany z inną
            kobietą...Nie wybielam swojej zdrady, nie wzięła się znikąd, ale to nie jest
            meritum sprawy..Chodzi o to, że aż mi się nie mieści w głowie, że moja żona
            KŁAMIE...Ze spokojną twarzą i w żywe oczy...A ja się już chyba sam
            załatwiłem..Mogłem też kłamać
            • india8 Sam rzuciłeś kamyk 06.04.05, 02:44
              Wiesz co, Jarkoni, mogę Ci powiedzieć jedno - ja po cudnej akcji swojego męża
              zmieniłam się diametralnie. I zapewniam, że nie jest to zmiana w
              kierunku "nieszczęśliwa bezradna chodząca dobroć". To już było. Ale mnie
              małżonek należycie i energicznie do pionu ustawił.
              Być może z Twoją Żoną jest podobnie. Ty naprawdę chyba nie zdajesz sobie sprawy
              z tego, jaki to dla kobiety, dla człowieka w ogóle, policzek. Dlatego, mimo że
              nie pochwalam tego, co - jak twierdzisz - zrobiła, rozumiem Ją. Jeśli Jej nadal
              na Tobie w jakikolwiek sposób zależy, uważaj, pewnie to nie koniec przykrości.
              Koniec nastąpi dopiero wtedy, kiedy zaczniesz Jej być obojętny.
            • bezecnymen Re: Bracie... 06.04.05, 07:51
              sorry znowu bede brutalem...jarkoni!!
              taki duzy chlopiec a taki naiwny.......
              i tez mi sie nie podoba twoja chęc wykazania sie przed córką...Ty się przed
              sądem stary wykaż, że nie jestes wielbłądem, bo ci dołożą takie garby, że nie
              udźwigniesz....
              po rozwodzie szybko oduczyłem syna przychodzenia do mnie by ponarzekac na matkę
              mimo, że bywało to zasadne... teraz rozmawiam z nim o jego sprawach, to
              zdecydowanie wazniejsze i dla nie go i dla mnie..za 2 miesiące konczy 18 lat big_grin
              • kasiar74 Re: Bracie... 06.04.05, 09:22
                bezecny mówisz ze masz 18-letniego syna
                a wiesz że ponoć bardzo dobre sa maraiże 30-latek z 18 letnimi chłopakami?smile)))
                • bezecnymen Re: Bracie... 06.04.05, 16:13
                  ksiu a do czego mam podpiąc twój post???
    • kasiar74 Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 09:20
      wiesz co jarkoni jedna sprawa mnie tu uderzyła
      to ty sam się nie wyprowadziłes tylko musiała cie do tego namiawiac zona kiedy
      w sposób otwarty prowadziłes inny związek.
      Dziwisz się że obie kobeity się od ciebie odwórciły?
      byłam przekonana do tej pory że fakt, mażłżeństwo się nie ułożyło, poznałes
      kogos i uczciwie sie wyportowadziłes. Ale nie, ty po prostu prowadzisz podwójne
      zycie, krzywdzisz obie kobiety a teraz sie dziwisz że jest jak jest.
      Sory ale się wkurzyłam normalnie.
      Może towja ukochana własnie dlatego cię nie chciała, bo ty nie zdecydowałes sam
      że chcesz być tylko z nią, tylko nie wytrzymała żona i wystawiła ci walizki.
      Wiesz co dopókli tego nie zrozumiesz że w duzej mierze zawdzięczasz to sobie to
      nie uda ci się odbudowac zycia.
      Poza tym wybacz, ale powinieneś ponienieść konsekwencje tego że zdradzałes żonę
      w trakcie trwania waszego małżeństwa. Sam nie byłes do niej fair ale
      oczewkujesz że ona bedzie wspaniałomyślna i pogłaszcze cię po głowie.
      Wrrrr
      Może troche ostro napiasałam ale szczerze
      • lisis Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 09:23
        DOKLADNIE!!

        tez sie wkurzylam czytajac to do czego sie w koncu przyznal!

        gdyby ten facet mial odrobine honoru to zgodzil by sie bez gadania na rozwod z
        jego winy. ta jest dla mnie ewidentna!
        • gosiaas25 Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 10:11
          o to właśnie chodzi
          kłamstwo za kłamstwo
          jesli ktoś mnie zdradził - a to najgorsze kłamstwo, moja lojalność wygasa
          India ma racje, wszystko sie skonczy gdy uczucia wygasną
        • anja_pl Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 11:53
          też mnie jarkoni wkurzył, może zbyt nerwowa jestem...

          Jarkoni czego Ty oczekiwałes od Kogoś, kto Ci ufał, kochał, troszczyl się o
          Ciebie, o Twoje potrzeby, a Ty Jej dałeś kopa w D.... Pierdoły opowiadsz, że
          Wasze małżeństwo skończyło się wczesniej. Jeśli tak, to dlaczego wtedy się nie
          wyprowadziłeś i wtedy nie rozwiodłeś? Albo wtedy nie zacząłeś ratować Waszego
          małżeństwa? A prowadząc podwójne życie, to jak długo zamierzałeś oszukiwać? Jak
          żona Cię za drzwi, to Ty wtedy o rozwodzie pomyślałeś, a wcześniej obsługa w
          domu była ok? I to było w porządku?

          Przeczytałam relację Twoją i czekolady. Zupełnie inne odczucia, ale wg mnie
          jest to spowodowane tym kto jest winny, a kto pokrzywdzony. Ty zachowujesz się
          momentami jak Jej jeszcze-mąż.

          I bądź raz uczciwy wobec żony przyznaj się do winy. Wg mnie to Ty Twoją zdradą
          rozwaliłeś małżeństwo, nie zrobiłeś (albo o tym nie piszesz) nic,że by je
          uratować. Zaproponowałes żonie terapię małżeńską? a może na Jej propozycje
          odpowiedziałes pozytywnie?

          Lepiej uciec w ramiona innej, łatwiej i obowiązków mniej,
          jest tyle kobiet szukających miłości..

          A córki do tego nie mieszaj. Dla Niej nie jest ważne czy teraz Mama w sądzie
          kłamie przeciwko Tacie, ale to, że Tay nie ma a Mama, może nie idealna, ale
          jest stale, obok, wtedy kiedy trzeba. A nie na telefonm jak się Tatusiowi
          zachce.
          Moje dzieci wiedzą co Tatuś im kupił, teraz. Jak byliśmy rodziną to nie było to
          ważne, bo w rodzinie wszystko jest wspólne i czy dostaje dziecko coś od Taty
          czy Mamy, to wie, że dostaje od rodziców.

          a teraz pij piwo, które sobie nawarzyłeś, chcesz wypic szybciej, to bądź
          uczciwy do końca, a myślę, że wiesz o co mi chodzi,
          • bezecnymen Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 12:08
            oj! miłe panie..może nieco umiaru?
            jarkoni wczesniej pisał, o probach porozumienia i o niemozności osiągnięcia
            jakiegos kompromisu dla wspólnego dobra, po drugie do tego kina miał sie
            wyprowadzic czy do kafejki w której tak niecnie zdradzał zonę? czy może to tez
            jego wina , że nie planował wyprowadzenia sie od rodziny od razu w momencie gdy
            raczyl zdradzić?
            • india8 Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 12:15
              bezecny, a niby czyja jak nie jego

              najpierw jeden z drugim szaleją, idą na całego, a potem niech sie dzieje wola
              nieba?

              i co - za nich trzeba decydować

              a oni biedni pokrzywdzeni dowiadują się w końcu, że druga strona też może
              zagrać nie fair
              a przecież nie tak miało być
              miałem być ja - zagubiony szaleniec, który dał sie ponieść Miłości (ach!) i
              żona - to coś, co zawsze robi wszystko według schematu i po bożemu (blee!)

              może i naskoczyłyśmy na Jarkoniego, może i zamknie to forum albo nam głowy
              pourywa, ale albo szczerze albo wcale
              • india8 Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 12:29
                chyba za dużo kawy w nocy wypiłam...
                sorry jarkoni
            • kasiar74 Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 12:32
              wiesz co bezecny
              małżeństwo może się nie udać, niestety
              ale wybacz jak można mówić że nie chciał się wyprowadzić skoro był już cholera
              zakochany w innej kobiecie
              skrzywidził obie panie swoją postawą
              zero zdecydowania, zero
              płakał przez kilka miesięcy że nie rozumie czemu po tak długiej znajomości
              kochanka zostawiła go na lodzie jak się rozwodzi
              nie raczył wspomnieć że decyzję podjęła za niego żona
              on nie kochał żadnej kobiety na tyle aby o nią zawalczyć
              poza tym hmmm, czy musi być seks , czy poświcanie komuś swojej uwagi, czasu to
              nie jest zdrada
              ale jeśli się nie chce mieszkać z żona i chce się naprawdę mieszkac z kims innym
              to się nie wyprowadza do kina ani do kawiarnii tylko do wynajętego mieszkania
              i juz
              jeszcze jedno
              po co zagrywać dziećmi
              ale...gdzieś przeczytałam że Jarkoni nie ma ochoty juz rozmawiac o niczym ze
              swoja zona
              ze nie ma jej nic do powiedzenia
              ale ona nadal jest matka jego dzieci i niestety brak rozmów kończy się tak że
              robi się jakiś cyrk w ktorym biorą udział dzieci
              nie popieram kłamania w sądzie żeby była jasność
              to nie jest fair
              ale wiem że jarkoni w ostatnich misiącach rozpaczał nie za żoną i nie za
              straconą rodziną tylko za kochanką

              • bezecnymen Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 16:22
                Kaisu zaprzeczasz sama sobie...najpierw piszesz że zakochal sie w studentce, a
                potem że nie kochał żadnej z nich...no to zakochal sie w końcu czy tylko
                zadurzył? czy tylko zew krwi 40latka na widok młodego mięska?
                i... czy aby z postów jarkoniego nie wynika, że najpierw popsulo sie małzęństwo
                a dopiero potem zaczął szukać pociechy? to co pisał o niechęci do rozmowy z
                zona dotyczy teraźniejszości..a nie dawnych czasów..a to jak widac nie odbyło
                sie z dnia na dzień
                • anja_pl Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 20:30
                  Bezecny - dla mnie: zew krwi 40 latka na widok młodego i łatwego mięska,
                  forum założył w połowie października, a dopiero w połowie listopada żona kazała
                  Mu się wynosić, myślisz, że przez ten czas nie próbowała ratować ich
                  małżeństwa, że zostawiony śmietnik, pornos i brak powrotu na noc nie przeważył
                  szali goryczy?
                  może już nie miała i nie ma siły z Nim gadać,

                  sorry jarkoni, ale bądź konsekwetny: sam kłamałeś i dziwisz się ,że inni też to
                  robią,
                  nie moja sprawa Cię oceniać, to Twoje życie, ale
                  kto mieczem wojuje, od miecza ginie...

                  czy lubisz siebie, jarkoni?


                  • lisis Re: Kłamstwa.... 07.04.05, 09:17
                    dla mnie to co zrobil jest obrzydliwe.
                    podkreslam_ dla mnie.


                    wg niego najwyrazniej obie kobiety mialy wobec niego tylko obowiazki a zadnych
                    praw;

                    zona -powinna siedziec cicho, przyjmowac go w domu, i czekac ze moze mu sie
                    kiedys znudzi kochanka, i maz bedzie nadal z rodzina, z nia, z dziecmi.

                    kochanka -powinna siedziec cicho, kochac i czekac ze j. moze kiedys kiedys sie
                    zdecyduje odejsc od zony i zalozyc z nia rodzine bo chcialaby miec normalne
                    zycie, meza i dzieci.

                    obie czekaly dlugo na decyzja jarkoniego.

                    on jej nie podjal.

                    natomiast coraz pewniej i wygodniej bylo mu w takim podwojnym ukladzie,
                    dopoki zadna kobieta nie stawiala żądań.
                    trwaly w upokarzajacej je roli, w naiwnej nadziei ze jest szansa na normalny i
                    uczciwy zwiazek z jarkonim.
                    az dostrzegly ze nie ma, nie bedzie inaczej.

                    i to zona miala w koncu dosc i wyrzucila go z domu.

                    a on teraz oskarza obie kobiety;

                    zone -ze oziebla, nie rozmawiala, klamie i chce kasy,

                    kochanke -ze za malo kochala, niedojrzala, itd


                    a on sam nie jest niczemu winny.

                    i udowodni to w sadzie!
                    za wszelka cene. dzieci poswiadcza ze to tatus byl dobry.

                    sad
                    • bezecnymen Re: Kłamstwa.... 07.04.05, 13:57
                      no cóż..Ty wiesz najlepiej jak było....
                      • lisis Re: Kłamstwa.... 07.04.05, 14:34
                        oczywiscie ze jarkoni wie lepiej.
                        ale nie zapominaj ze rownie dobrze wie jego zona.
                        a ona wie najwyrazniej zupelnie co innego niz jarkoni.
                        • bezecnymen Re: Kłamstwa.... 07.04.05, 14:39
                          nawet gdy dwoje mowi to samo...to nie jest ''to samo'' jak mawiali Grecy
          • jarkoni Re: Kłamstwa.... 07.04.05, 00:45
            Poczytaj forum od początku
    • czekolada72 Re: Kłamstwa.... 06.04.05, 11:22
      A ja ponawiam pytanie - co sad zadecydowal odnosnie kuratora wsprawie dzieci??
      • jarkoni Re: Kłamstwa.... 07.04.05, 00:50
        bezecny daj mi swój nr gg jesli możesz...Ta napaść wczorajsza mnie
        przeraziła...Ta akceptacja kłamstwa...Pogadałbym
        • india8 To nie do końca tak... 07.04.05, 06:11
          Jarkoni, Ty nie rób nic pod wpływem tego tu gadania, nie zaperzaj się...
          Pamietaj, że tutaj każdy w dużym stopniu załatwia własne sprawy i to powyższe
          gadanie dziel sobie na pół co najmniej.

          Nie chodzi o akceptację kłamstwa - każdy patrzy na to ze swojej perspektywy,
          bardzo subiektywnie, i widzi w Tobie i twojej żonie nie Ciebie i Twoją żonę,
          ale - sama nie wiem - siebie, swoich bliskich itd.

          Ty nie bierz tego tak do siebie. Wiemy tylko to, co nam napisałeś - prawdę
          znacie tylko Ty i Twoja zona.

          I tak z ręką na sercu: chyba każdy, a przynajmniej większość tutaj, życzy Ci
          dobrze, Wam życzy dobrze.

          Cokolwiek zrobisz bądź tego w 100% pewien. I mądre zdanie na koniec (nie wiem
          czyje, ale mi pomaga)- Kiedy nie wiesz jak się zachować, zachowaj się
          przyzwoicie...

          Trzymaj się big_grin
        • tricolour Re: Kłamstwa.... 07.04.05, 10:27
          To nie jest akceptacja kłamstwa. To próba spojrzenia na całą sprawę: Twojej
          zdrady i żony kłamstwa.

          Mam wrażenie, że widzisz tylko to kłamstwo, bo strasznie się tym emocjonujesz.
          TYLKO kłamstwo, które jest mało ważne wobec zdrady. Jeżeli już Ci klapki zapadły
          na oczy, to bardzo źle...
          Piszesz bowiem, że zdrada skądś się wzięła, że była skutkiem. Mam inne zdanie -
          zdrady niczym nie można usprawiedliwić, bo to najpodlejsze i najbardzej
          upokarzające zachowanie wobec żony. Pamiętaj może o tym, kiedy bedziesz podnosił
          sprawę kłamstwa...
          • czekolada72 Jarkoni!!! 07.04.05, 11:19
            Moglbys na moment odczepic sie od klamstwa i odpowoedziec jak rozwiazaliscie
            sprawe dzieci (kurator, swiadkowie itp)!
            • clio11 Masz, babo, placek... 07.04.05, 12:04
              Przeczytałam początek topiku i wybiórczo kilka wypowiedzi.
              Moja refleksja-nie każdy uważa, że kilkanaście lat wspólnego pożycia do czegoś
              zobowiązuje, nawet, jeśli chodzi tylko o formalne poinformowanie o śmierci
              kogoś, kogo (było-nie było) spotykałeś na rodzinnych "nasiadówkach". Szarfa,
              kolejność żałobników za trumną, to wszystko zostało użyte po to, by wzmocnić
              wymowę tragicznej sytuacji, w jakiej ją (Ex)postawiłeś...
              Ciesz się, chłopie, że nie zostałeś uznany za winnego śmierci Twojej (Ś.P.)
              teściowej. Może nie na miejscu ten żart, ale ręce opadają.
              Umawiałeś się z "kochaniem", wyprowadziłeś się sam, ona chciała rozmawiać, pff.
              A jakiegoś gospodarstwa w pobliżu Waszego domu nikt nie ma? Może jeszcze krowy
              mleko potraciły przez Ciebie?
              Nie chodzi mi tu o gloryfikowanie Twojej postaci i postawy, ale, na Boga,
              odrobinę szacunku dla samych siebie i godności w tym całym bagnie, jakim jest
              rozwód (skoro juz jest)!
              Tego życzę Tym, którzy są "przed".
              • lisis Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 12:49
                fakt, jarkoni tez jakos nie uwazal ze kilkanascie lat zycia z zona zobowiazuje
                go do czegos wzgledem zony i rodziny (oprocz podkreslania ze to on je utrzymuja)

                o smierci tescowej doskonale wiedzial,
                a kazdy chyba wie, ze najczesciej pogrzeb jest na trzeci dzien po smierci...
                wiec dlaczego sie SAM tym nie zainteresowal ale oburza sie ze to zona nie
                wypelnila tego jej obowiazku??
                nie byli juz razem, zdradzal ja, chcial byc z inna, i nie mieszkali juz razem.
                podobno od lat zyli "obok siebie" i "nic ich nie laczylo oprocz dzieci" -wiec
                skad u licha Jarkoniego pretensje ze żona jego imienia na szarfie od siebie
                nie umiescila? mogla to zrobic i bylby to duzy gest z jej strony w tamtej
                chwili gdy byla doprowadzona do ostatecznosci - ale nie musiala. najwyzsza pora
                zeby j. zaczal sam o siebie dbac. (i to nie rekami kolejnej kobiety ale swoimi
                wlasnymi)
                i zapewne jarkoni w tym ich "malzenstwie" wkurzyl ja, zawiodl, upokorzyl,
                pogral na nerwach i ambicji swoim zachowaniem duzo bardziej niz sam to sobie
                uswiadamia. od paru lat nie rozmawiali ze soba. on sie zajal nowym kochaniem,
                zona nie wiemy czym, ale na pewno tez przy okazji kumulowaniem niecheci do
                mezusia.

                a to roztkliwianie sie teraz nad soba bo zona w twarz mu klamie!.. oh!

                nie widzisz tu pewnej dwoistosci?
                od miesiecy tu szalal z rozpaczy za kochanka, ze sie wyprowadzil z domu, ze sie
                rozwodzi, ze chcial byc z nia i WSZYSTKO robil w tym celu a ona go zostawila
                nie wiadomo czemu....

                a teraz sie dowiadujemy, ze to zona go wyrzucila bo miala dosyc chorej sytuacji
                i to zona zazadala rozwodu! a jarkoni nie kryl nowej znajomosci ale wcale nie
                chcial sie wyprowadzac i jeszcze chcial z zona rozmawiac...i bedzie udowadnial
                w sadzie ze jest niewinny....

                wiec ktora z tych kobiet OKLAMYWALES jarkoni slowem i czynem?
                chyba po prostu obie...


                oczywiscie, ze w bagnie rozwodu nalezaloby starac sie zachowac wzajemny
                szacunek.
                tylko czy potrafia to zrobic wzajemnie osoby ktore nie szanowaly sie w
                malzenstwie?





                • clio11 Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 13:37
                  Masz dużo racji, Lisis.
                  Chodzi mi jednak o to, by zachować także szacunek DLA SIEBIE. Czy satysfakcja,
                  że się Ex-owi dokuczyło (w sensie psychicznym, finansowym, piorun wie jakim
                  jeszcze) temu służy?
                  Ja nie oceniam Jarkoniego i oceniać nie mam zamiaru. Nawet, jeśli miałby i sto
                  kochanek-jego sprawa, nie mnie być sędzią. Uważam natomiast, że elementarne
                  zasady dobrego wychowania nakazują nie parać się prymitywnym kłamstwem; to nie
                  prowadzi do niczego dobrego. Sąd powinen mieć jasny (w miarę, jak się okazuje
                  możliwości) obraz rzeczywistości. Fakty to fakty. Tyle.
                  • lisis Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 14:19
                    moi znajomi rozwodzac sie, dogadali sie sami przed rozprawa co mowia sadowi by
                    rozwod przebiegl szybko i bez publicznych awantur.
                    nie do konca mowili prawde, bo wtedy sprawa toczyla by sie o wiele dluzej.

                    brudy wyprali miedzy soba wczesniej- nie w sadzie. sed jedynie potwierdzil ich
                    decyzje o rozstaniu.
                    sami tez ustalili miedzy soba sprawe podzialu majatku i opieki nad dziecmi.
                    ROZMAWIALI ZE SOBA, oni sami- nad tym co i dlaczego robia dalej bo przez 10 lat
                    przeciez zyli ze soba i dalej byli waznymi dla siebie i dzieci osobami.

                    wiec jesli jarkoni napisal ze zona go nie nie obchodzi i nie ma zamiaru ani
                    ochoty z nia sie kontaktowac i rozmawiac; ot olewa ja, bo kazala mu isc precz
                    gdy on jeszcze nie mial nowego miejsca u nowej kobietki zaklepanego... to
                    niech sie nie zdziwi ze jeszcze wiele historii o sobie na sali sadowej uslyszy,
                    i to mowionych ze stoickim spokojem.

                    a i fakty widziane z dwoch koncow moga wygladac zupelnie inaczej.
                    tym bardziej w tak zaklamanym ukladzie pelnym niedomowien i wzajemnych
                    pretensji jaki stworzyl z malzonka.

                    sluchalam ostatnio opowiesci znajomego malzenstwa ktore ma powazny kryzys:
                    -ona mowi: maz ma lewe rece, nic nie robi w domu, zarabia za malo jak na jego
                    zawod, robi awantury i krytykuje, nie umie sie zachowac w towarzystwie...
                    -on mowi: zona jest rozrzutna, nie umie dbac o finanse, ciagle brakuje kasy a
                    ona chce wiecej, pracuje caly dzien a w domu nic nie zrobione, udowadnia mi ze
                    jestem do niczego, krytykuje...
                    i co ciekawe- oboje w tym co mowili mieli racje.

                    wiec
                    jesli moj facet i ojciec moich dzieci, o ktorym wiem ze mnie zdradza,
                    rozmawia przy mnie telefonicznie z jakims "kochaniem" a do mnie sie nie odzywa
                    od dawna, zostawilby w mieszkaniu rozbebeszone lozko, pornosa, i zniknal na noc
                    wylaczajac komorke -tez nie wiadomo co bym przypuszczala. wyobraz sobie te
                    sytuacje...
                    klamstwo zony co do terminu wyprowadzki zapewne doradzil adwokat. a reszta?
                    przeciez jarkoni zapewnial nas ze chcial rozwodu, wyprowadzki, mieszkania z
                    kochanka... -wiec czy zona aby na pewno tak do konca klamie? moze tylko
                    wiedziala o jego myslach i zamiarach wiecej niz mu sie wydaje? bo przeciez on
                    sam z nia nie rozmawial od lat...

                    albo wiec jarkoni "ponizy sie" do szczerej rozmowy z zona nad tym jak to dalej
                    zalatwiaja by obie strony byly zadowolone (mysle, ze jakby przeprosil za zdrade
                    to duzo by zyskal)
                    albo bedziemy tu swiadkami relacji z wspanialego popisu prania brudow przed
                    sadem i dokopywania sobie we wzajemnej nienawisci
                    by tylko udowodnic drugiej stronie ze.... no wlasnie, diabli wiedza co oni
                    chca sobie udowodnic.
                    brrr.

                    • kasiar74 Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 14:23
                      clio i bezecny macie rację
                      nie mi oceniać
                      nie moja sprawa
                      oby się potrafili dogadać
                      no i tak naprawde poza nimi nikt nie zna najlepiej calej sytuacji
                      a kłamstwo nie niesie za soba nic dobrego
                • bezecnymen Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 14:13
                  lisis...az w oczy szczypie, ze z postów jarkoniego wybierasz tylko to co pasuje
                  do Twojej o nim opinii...nie zarzucasz mu kłamstwa gdy do czegos sie przyznaje,
                  ale odrzucasz wszystko co przytacza na swoja obronę z brakiem zdecydowania
                  włącznie...to tez grzech?
                  pewnie... POWINIEN zrobic wiele rzeczy, których nie zrobił gdy jeszcze mieszkał
                  z rodziną czy to jednak tak trudno wyobrazic sobie faceta, który sie w tej
                  calej sytuacji zagubił, nie wiedział co zrobić?
                  nie zamierzam go tu wybielać, zrobil co zrobil i jak wydac ponosi tego
                  konsekwencje...czy to musi oznaczac że jest bezwzględnym zimnym egoistą i w
                  dodatku...facetem ''bez jaj''......nie wiem jak to sie w ogóle da pogodzić
                  • lisis Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 14:30
                    bezecny, to moja i tylko moja opinia.
                    zupelnie subiektywna.

                    ale zapewniam cie ze bylabym o niebo szczesliwsza nie spotykajac w zyciu
                    takich "jarkoipodobnych"

                    ale,on nie jest raczej "bezwzglednym zimnym egoista"... raczej "bezmyslnym
                    egoista" sory, ale nasuwa mi sie tu tylko "glupi" i wygodnie dla siebie
                    niezdecydowany.
                    wybacz ale;
                    glupio zyl
                    glupio spieprzyl zwiazki z dwoma waznymi podobno dla niego kobietami
                    wiec niech teraz umie poniesc tego konsekwencje tego co sobie nagrabil!
                    a nie placze teraz ze przestalo mu wszystko uchodzic na sucho... i nagle
                    kobiety jego zycia tez zaczely grac nie fair.
                    a na co liczyl?
                    • bezecnymen Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 14:37
                      ja tez nie wiem....
                      • clio11 Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 15:00
                        Jarkoni!Proszę nie dłubać w nosie, tylko szybciutko mi tu się meldować! Raz!
                        Gadać, a wyraźnie:
                        -na co liczył, grając nie fair!
                        -po co się tu wyzewnętrznia?!
                        -kiedy, do jasnej cholerci, ma w końcu zamiar paść na kolana, ogolić głowę i
                        całować Ex-ię po piętach?!

                        I co tam mamrocze pod nosem?!

                        Że co, że nie chciał?


                        Kochani!
                        Dlaczego tak łatwo krytykujemy kogoś? Skoro Jarkoni założył to forum-widocznie
                        coś "go je". ?
                        Ja w niego nie rzucę kamieniem. Muszę jeszcze duzo nad soba pracować. A w ogóle
                        to nie nadaję się na ławnika ZUPEŁNIE.
                        -C.




                        • lisis Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 15:12
                          oj nic nie poradze ze mnie chlop wkurzyl
                          za bardzo mi kogos przypomina.

                          ale ja tez przeciez wole zeby sie z zona rozeszli w zgodzie, szybko i
                          polubownie.
                          a dogadanie sie z EX jest chyba jedyna do tego droga? czyz nie?

                          "gryzie go cus" na tym forum juz od wielu miesiecy
                          a jak na razie widac ze jak partolil swoje stosunki z tymi kobietami
                          to i partoli nadal, poniekad na wlasne zyczenie

                          od ilu osob juz tu dostal rady, wsparcie i krytyke? i co?
                          no nic. ciagle ten sam placz nad soba.
                          i ciagle zdziwiony ze go zadna EX juz nie lubi.

                          naprawde juz pora przestac dlubac w nosie a zabrac sie za konkrety.
                          oprocz dwoch wkurzonych Ex, ma jeszcze dzieci ktore tez chca miec w kims
                          oparcie.


                          • clio11 Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 15:35
                            A, widzisz, Lisis-ico-Lisico! Tak myslałam, że czyms (lub kims) sie sugerujesz!
                            Pryzmat naszych doświadczeń lub wiedzy potrafia czasem wypaczyć
                            rzeczywistość...Ale-nie moja sprawa.
                            Pozdrawiam
                            • clio11 Kochanemu zięciowi - wdzięczny teść... 07.04.05, 15:39
                              A, tak mi się kawał przypomniał....
                              Sorry Jarkoni, bo może ta Twoja teściowa to fajna babka była.
                              Na wszelki wypadek to
                              ups
                              ups
                              ups


                            • lisis Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 16:00
                              toz ciagle podkreslam ze to moja privatna opinia o sytuacji.

                              a jarkoniego zadaniem jest
                              zeby "prywatna" opinie jego zony przelamac, zalagodzic, lub zmienic, w miare
                              pokojowymi metodami.
                              i zajac sie w koncu przyszloscia dzieci, i swoja przyszloscia bez zony.

                              bo zaden problem pojsc na noze i odplacac pieknym za nadobne. na co
                              najwyrazniej ma ochote.

                              tak bardzo teraz uczulil sie na "prawde"... wiec jesli tak niech powie zonie
                              te "prawde" ,wprost to co nam, ze ma ja gleboko w... itd,i nie ma ochoty jej
                              ogladac ani rozmawiac.
                              moze tez zaczac od np. "przepraszam za to co bylo zle, sprobujmy ustalic co
                              dalej". -to on powinien wiedziec czym zalagodzi problem, i ktora metoda bedzie
                              lepsza do osiagniecia w miare poprawnych relacji na przyszlosc.
                              jesli woli sie unosic w swoim ego to prosze bardzo. po latach jako
                              rekompensate traumy kupi dzieciom nowy komputer i to zalatwi sprawe
                              interesowania sie nimi?


                              moze tez dac sedziemu link do tego forum. dla jasnosci wyroku winy.

                              • clio11 Re: Masz, babo, placek... 07.04.05, 16:32
                                Hyyyyyy
                                ciekawa propozycja wink))
                                • jarkoni Proszę 07.04.05, 23:23
                                  o kontakt na mail jeśli ktoś chce pogadać
Inne wątki na temat:
Pełna wersja