zakreconax
09.04.05, 03:55
Rozumiem doskonale twoje wahania i niechęć do wchodzenia w nowy trwały
związek. Jestem w podobnej sytuacji, od ponad pół roku w nieformalnej
separacji, dojrzewam do rozwodu. wiem, że już na pewno nie chcę być dłużej z
nim, ale boję sie tej całej przeprawy przed obliczem prawa. Oddalaliśmy sie
coraz bardziej od siebie przez ostatnie lata, powód - alkohol.Na początku
próbowałam ratować związek,ani prośby ani groźby na dłuższą metę nie zdały
razultatu. Były obietnice, wszywki i ciągle wracaliśmy do punktu wyjścia...
Dziś mam przynajmniej spokój. Do niedawna myślałam, że to mi wystarczy, ale z
czasem zaczynam odczuwać samotność.Jednak na trwały związek w tej chwili
chyba nie odważyłabym się. Potrzeba czasu, mimo, że to trwało i była to moja
decyzja, pozostały jakieś rany, które czas musi zabliźnić. Narazie są jak
czerwone światło, które włącza się gdy pojawia sie "ktoś"
Myślę, że nie można robić niczego na siłę, a jeżeli druga osoba tego nie
rozumie, szczególnie gdy jest dużo młodsza, lepiej dać sobie spokój. Nie ma
co gmatwać sobie jeszscze bardziej życia, robić coś wbrew sobie.
Młoda dziewczyna, jeszcze być może wcześniej niezamężna, tęskni za
stabilizacją i czyms pewnym. Trzeba pewnej dojrzałości albo też dużej
wyrozumiałości i glębokiego uczucia, aby zrozumieć druga osobę "po
przejściach"
Ale głowa do góry, zawsze przecież po nocy wstaje nowy dzień