Wiecie co, mam taką jakąs potrzebę opisania tego, co częściowo już dawno
chciałam napisać:
1. Dziękuję jarkoniemu za pomysł utworzenia takiego forum, bardzo, bardzo
pomogło- czytałam je od dawna, o ile się nie mylę od listopada, choć nie
zabierałam przez kilka miesięcu głosu, odważyłam sie dopiero po pewnym
czasie

. Wypowiedzi wielu osób w słusznym czasie mnie podbudowały, im
również dziękuję

2. Zaobserwowałam u siebie na przestrzeni rocznej sepracji z moim mężem
wprawdzie bardzo powolny, ale jednak proces zmian jakie we mnie zachodziły-
od kilkumiesięcznej depresji połączonej z wirem pracy, zamknięcia się w
sobie, powolne wychodzenie z niej po przez zajęcie się sobą (w tym życie
kulturalne oraz dalsza edukacja), przypominanie sobie jak kiedyś chciałam
żyć, odbudowanie wiary w poczucie własnej wartości itd.
Zaczynam także stopniowo dopuszczać do siebie myśl, że jednak istnieją
szczęśliwe związki i choc podobno zbyt poważnie podchodzę do zycia to
uważam, że rozsądek połączony z dojrzałością pozwoli mi jeszcze kiedys w
przyszłości zaznać szczęścia w miłosci i zbudować coś poważniejszego...
Przepraszam, że trochę posmęciłam tymi osobistymi wynurzeniami i mam
nadzieję, że mi wybaczycie
Póki co życzę wszystkim pogody ducha
Vertigo, ciąglę się zastanawiam, czy nie powinnam skorzystać z Twojej rady
odnośnie Węgrów