04.07.05, 13:03
czesc wszystkim,
pogadac chce...
no dobra, moze nie rozwod, nie bedzie sadu, nie ma dzieci, ale bylo pakowanie
walizek, koniec wspolnych planow (bardzo rozbudowanych...) i jest koniec
kompletny. Znow sama. Racjonalnie to ja wiem dlaczego, ale i tak serce boli.
Nie widze sensu zycia bez zwiazku (probowalam, uwierzcie), ale mi sie ciagle
nie udaje...

pozdrawiam was



Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: witam 04.07.05, 13:06
      witamsmile
      napisałaś: Nie widze sensu zycia bez zwiazku (probowalam, uwierzcie), ale mi
      sie ciagle
      > nie udaje...
      a które po było podejście??? bo jeśli pierwsze to nie widze powodu by tak pisac
      a jesli kolejne to musisz się zastanowic nad sobą, a zwłaszcza swoimi wyborami
      pozdrawiam i życze sukcesusmile
      • kuragan Re: witam 04.07.05, 13:31
        No jasne ze nie pierwsze...
        I jasne ze sie nad soba zastanawiam. I nawet wiem co jest nie tak i staram sie
        jak moge. Ale nie wszystko da sie przeskoczyc.

        Ja nawet wiem z kim moglabym byc (tzn. jaki mniej wiecej moj M powinien miec
        charakter). Tylko jakos mi sie nie trafia. Wiec daje szanse temu co jest (zeby
        sie nie zamykac). No i nie wychodzi.
        • phokara Re: witam 04.07.05, 13:40
          Bo metoda z braku laku... nie dziala.
          Ale jak Cie to w pewien sposob pocieszy, to ja laku nie bralam a i tak okazalo sie kitem. Nie
          wiem czy jasno sie wyrazam, jak przeczytasz sobie moja historie, to zalapiesz.

          Nie drecz sie i nie szukaj na sile wyrobu czekoladopodobnego. Bo tylko sie wpedzisz w jeszcze
          wiekszego dola, jak po raz kolejny cos nie wyjdzie.

          daj troche czasu samej sobie i nie laduj sie w nowy zwiazek tylko dlatego, ze nie umiesz byc
          sama. Tego sie (chyba) mozna nauczyc,
          pozdrawiam
          • kuragan Re: witam 04.07.05, 13:49
            To niestety nie jest takie proste...
            No bo jak zobaczyc te granice miedzy czekaniem na "ksiecia na bialym koniu" a
            ladowaniem sie w zwiazek z braku laku?
            W tej chwili nie mam ochoty na zwiazek, ale zdolowana jestem naprawde. I rozne
            stereotypowe (jak mi sie wydaje) opinie przychodza mi do glowy, na temat==
            niezaleznych i silnych kobiet i ich zwiazkow. Potrzebuje faceta z pasja,
            silnego, pewnego swojego charakteru no i uczuciowego jednoczesnie. Jak slysze
            kolejny raz: bo ty masz taki silny charakter! podczas gdy ja sie staram isc na
            kompromis i zdecydowanie zmieniam swoje plany, bo chce budowac zwiazek i
            rodzina jest najwazniejsza, to mi rece opadaja.


            • phokara Re: witam 04.07.05, 13:58
              ha, ha, ha...
              Smieje sie troche sama z siebie bo teksty pt. jaka to ja jestem silna kobieta z silna osobowoscia
              znam na pamiec i mdli mnie na samo wspomnienie...
              Napisalas:
              Potrzebuje faceta z pasja,
              > silnego, pewnego swojego charakteru no i uczuciowego jednoczesnie.

              Sluchaj - kojarzy mi sie taki jeden. Nie pamietam, jak sie nazywal, ale gral glowna role meska w
              Bajce o Kopciuszku...

              ps.
              Wiem, ze to nie jest proste... Tez jestem zdolowana na maxa. Ale u mnie dochodzi do tego
              jeszcze fakt, ze nie umiem sobie niczym wytlumaczyc tego co sie stalo. I to jest dopiero
              dramat.
          • kuragan Re: witam 04.07.05, 13:58
            Nie znalazlam duzo z Twojej historii, ale to co przeczytalam chyba daje mi
            jakis obraz...

            Tez w takiej sytuacji bylam, no podobnej oczywiscie, po 9 latach zwiazku. No i
            juz staralam sie byc potem baaaaardzo ostrozna. A tu znowu d...


            phokara napisała:

            > Bo metoda z braku laku... nie dziala.
            > Ale jak Cie to w pewien sposob pocieszy, to ja laku nie bralam a i tak
            okazalo
            > sie kitem. Nie
            > wiem czy jasno sie wyrazam, jak przeczytasz sobie moja historie, to zalapiesz.
            >
            > Nie drecz sie i nie szukaj na sile wyrobu czekoladopodobnego. Bo tylko sie
            wped
            > zisz w jeszcze
            > wiekszego dola, jak po raz kolejny cos nie wyjdzie.
            >
            > daj troche czasu samej sobie i nie laduj sie w nowy zwiazek tylko dlatego, ze
            n
            > ie umiesz byc
            > sama. Tego sie (chyba) mozna nauczyc,
            > pozdrawiam
            • kuragan Re: witam 04.07.05, 14:01
              No wlasnie masz racje!
              O to chodzi!
              Ze ja sobie zdalam sprawe, ze taki facet jak ja sobie wymarze to tylko w bajce.
              No i staram sie z takimi niebajkowymi... smile Ale sie staram naprawde. A tu nie
              wychodzi.

              No i co z tyum "z braku laku"? To nie jest proste.

              Nie mozesz zrozumiec jak to sie stalo? Nie wiem, dla mnie to jest zawsze
              najlatwiejsze. Natomiast bol od tego zrozumienia nie przechodzi.
    • e.mes Re: witam 04.07.05, 14:03
      Cześć Kuragan!

      Gadaj do woli. Wprawdzie Bezecny jest wredny straszliwie i kiedy tylko może
      kopie w kostkę, ale ogólnie to jest tu miła atmosfera.
      • kuragan Re: witam 04.07.05, 14:05
        >
        > Gadaj do woli. Wprawdzie Bezecny jest wredny straszliwie i kiedy tylko może
        > kopie w kostkę, ale ogólnie to jest tu miła atmosfera.

        A niech kopie, przywyklam. smile
        W koncu praktycznie sprawdze czy to prawda ze "taka silna kobieta jestem". wink
        • phokara Re: witam 04.07.05, 14:16
          Moja historia jest w 3 czesciach (taka dluga i lazwa, ha, ha) - tytul "Brazylijski serial.." jakos tak.
          Musisz poszukac po tytulach moich postow. Ale w sumie mozesz jej nie czytac, bo jest
          strasznie tandetna.

          COz, nie pisalam, ze jak ktos rozumie dlaczego sie rozsypalo, to mniej boli. Boli pewnie tak
          samo. Tylko ja nawet nie umiem zadnych wnioskow na przyszlosc wyciagnac... nie mam
          punktow zaczepienia. No oprocz tego jednego, ze moglam byc cholera i wymagac od exa, no nie
          wiem czego.... CZEGOKOLWIEK. Bo jak widac totalna sielanka i brak kontroli nie sluza
          mezczyznom. A przynajmniej nie temu.

          A u Ciebie jak to wygladalo mniej wiecej? Czemu sie rozwalilo?

      • bezecnymen Re: witam 04.07.05, 14:30
        czy antyreklama jest formą reklamy???
        e.mes możesz pokazac te siniaki których jakoby jestem autorem??
        jeszcze tego brakuje by o mnie tu wszyscy myśleli (poddaje pod głosowanie
        wersję A) stara wredna bezecna świniatongue_out
        • phokara Re: witam 04.07.05, 14:37
          Uspokoje Cie jako expert - antyreklama moze byc forma reklamy. I to bardzo skuteczna.

          A ze reklama nie bazuje na dowodach, wiec nawet nie trzeba pokazywac siniakow.

          Pozwolisz, ze zmienie Ci haslo reklamowe na:
          "Moda, rozowa lubiezna swinka" (i kobietom cieknie slinka)

          tak jest bardziej reklamiarsko. paaaaa
          • bezecnymen lubieżna 04.07.05, 14:39
            brzmi tak lubieżnie że aż bezecnie...podoba mi się big_grinDDDDDDd
            • phokara Re: lubiez˙na 04.07.05, 14:47
              Ciesze sie bardzo. Gdybys chcial wystepowac w roli produktu, to jestem Cie w stanie sprzedac
              w milionach egzemplarzy. Zacznij sie klonowac. Oczywiscie jako produkt reklamowany
              podlegasz reklamacjom... no ale na to to ja juz wplywu nie mam.

              ps. Znowu zaraz ktos nas zruga, ze zboczylismy (hmmm... ) z tematu.
              z gory przepraszam, ale ja po prostu kocham watki poboczne.
              • bezecnymen Re: lubiez˙na 04.07.05, 15:09
                na szczęście dałem inne Re więc się nie pomyli z głównymtongue_out
                • phokara Re: lubiez˙na 04.07.05, 15:14
                  Zuch!

                  ja oczywiscie jestem tak bystra, ze nie zauwazylam.
                  • kuragan Re: lubiez˙na 04.07.05, 15:57
                    Milo tu u was...

                    Phokara, no nie czytalam calej Twojej historii.
                    Nie mam pojecia co do kontroli... Nie, no chyba ja nie kontroluje.. Rozne mi
                    eksowie oskarzenia w twarz rzucali, ale tego ze nadmiernie kontroluje to chyba
                    nie... Czyli tak jak u Ciebie: kontroli brak.

                    Liczne natychmiastowe powody rozpadu ostatniego zwiazku mozna sprowadzic do
                    jednego: zle, ze w ogole sie na niego zgodzilam... Ale ile mozna czekac na
                    ksiecia z bajki? Powody rozpadu poprzednich zwiazkow (i tego bezposrednio tez):
                    moj charakter (podobno za energiczny, za silny i ogolnie fajny u kumpla, ale
                    nie w relacji.. buuuuuuuuuuuuuuuuu) + (czasem) katalizator w postaci drnien
                    serca do jakiejs spokojniejszej damy...
                    • phokara Re: lubiez˙na 04.07.05, 16:15
                      Na ksiecia z bajki mozna czekac do konca zycia. Wiecznego pewnie tez...

                      Nie wiem co Ci napisac. Moj ex nie wyjawil mi powodu, dla ktorego szukal sobie kolejnych
                      kochanek. Wiec nie wiem. Moze po prostu to zly mezczyzna byl... Za to wciaz przysyla mi
                      wyznania, ze brak mu mojego spokoju i charakteru. Cokolwiek ma to znaczyc. To znaczy - dla
                      mnie to juz nic nie znaczy.
                      To, ze ja mam silny charakter, nie oznacza, ze moj partner moze go nie miec wcale. Choc
                      pewnie granie na dwa (nie wiem czy tylko dwa...) fronty sprawialo by mu najwiecej satysfakcji.

                      Poza tym - z doswiadczenia wiem - faceci, jak mowia ze to cos z twoim charakterem nie tak, a
                      na boku rabia sobie kochanke, zazwyczaj sciemniaja na maksa. Coz swiezy towar najczesciej
                      wypiera towar lekko zuzyty (nawet jak jest lepszej jakosci)

                      Coz, zycie takie...
                      • kuragan Re: lubiez˙na 04.07.05, 16:19
                        Poza tym - z doswiadczenia wiem - faceci, jak mowia ze to cos z twoim charakter
                        > em nie tak, a
                        > na boku rabia sobie kochanke, zazwyczaj sciemniaja na maksa. Coz swiezy towar
                        n
                        > ajczesciej
                        > wypiera towar lekko zuzyty (nawet jak jest lepszej jakosci)
                        >
                        > Coz, zycie takie...

                        To w sumie dobrze ze tak piszesz... Bo jak tak to ja przecierpie jakos i bede
                        zyc dalej. A juz mialam sie zapisywac na operacyjna zmiane charakteru... smile
                        Daruje sobie...
                        • phokara Re: lubiez˙na 04.07.05, 16:46
                          Pewnie. Charakter ma sie jeden (jezeli sie go ma) a facetow mozna zmieniac. Az sie trafi jakis
                          co Cie zaakceptuje 'z dobrodziejstwem inwentarza', jak to ja mowie.
                          Nie wierze w zwiazki, gdzie ktos chce sie zmianiac dla kogos, albo tego kogos chce urobic pod
                          siebie. To nie moja bajka.
                          pozdrawiam
                          • bezecnymen Re: lubiez˙na 04.07.05, 17:38
                            i z tym się zgadzam w całej rozciągłości o ile rzecz ma dotyczyć także
                            odwrotnej sytuacjismile
                            • kuragan Re: lubiez˙na 04.07.05, 17:54
                              Ja tez sie zgadzam. Tylko...
                              • bezecnymen Re: lubiez˙na 04.07.05, 17:58
                                tylko nic na siłę.... jeśli nie zamierzasz jutro umrzeć to jeszcze się
                                pewnikiem doczekasz odpowiedniego faceta, no a gdyby jednak nie to też żadne
                                nieszczęście a na pewno nie takie jak kolejny facet nieodpowiedni...
                                ja sobie jakos radzę od lat 6 juz z hakiem i wcale nie latam jak kot za myszą
                                za kobietami, choc nie przeczę..poganiałbym chętnie tongue_out
                                • kuragan Re: lubiez˙na 04.07.05, 18:17
                                  bo ty pewnie masz inny charakter.. wink

                                  Moj oprocz tego, ze podobno jest paskudny to domaga sie kogos do kochania. I
                                  nie mow mi ze mam sobie kupic psa! nie moge, bo za czesto musze wyjezdzac.
                                  Ja rozumiem, ze wiele kobiet w mojej sytuacji nie jest w zwiazkach. tak juz ten
                                  zawod ma. Ale ja wole zwiazek niz moj zawod. A najlepiej jakis kompromis.

                                  Panowie, miejscie dla mnie troche cierpliwosc! Warto! (koniec reklamy)



                                  bezecnymen napisał:

                                  > tylko nic na siłę.... jeśli nie zamierzasz jutro umrzeć to jeszcze się
                                  > pewnikiem doczekasz odpowiedniego faceta, no a gdyby jednak nie to też żadne
                                  > nieszczęście a na pewno nie takie jak kolejny facet nieodpowiedni...
                                  > ja sobie jakos radzę od lat 6 juz z hakiem i wcale nie latam jak kot za myszą
                                  > za kobietami, choc nie przeczę..poganiałbym chętnie tongue_out
                                  • phokara Re: lubiez?na 04.07.05, 19:54
                                    Kuragan
                                    kazdy chce miec kogos do kochania (slowo 'domaga sie' nie bardzo mi tu pasuje)
                                    I kazdy chce zeby ktos go kochal... to naturalne. i charakter zapewniam Cie nie
                                    ma tu nic do rzeczy. Bo milosc wybacza brudne skarpety na telewizorze i czeste
                                    wyjazdy tez. moj mezczyzna wyjezdzal non-stop bo musial realizowac swoje
                                    sportowe pasje (no mowil, ze sportowe!) i nie stanowilo to dla mnie zadnego
                                    problemu. Oczywiscie do momentu, gdy deske surfingowa zastapila inna deska,
                                    tak?

                                    Zgadzam sie z Bezecnym - lepiej zyc samemu niz w byle jakim zwiazku. i choc
                                    wyje jeszcze cala w srodku i cholernie mi brak drugiej osoby to nie jest
                                    wystarczajacy powod zeby rzucac sie na pierwszego lepszego planktona (urocze
                                    okreslenie, prawda panowie?)

                                    I tak sobie jeszcze mysle, ze skoro czesto musialas wyjezdzac a rozlaka nie
                                    budzila pozytywnej tesknoty, to to po prostu nie byl ten facet. i tyle.

                                    a pies? Ja chyba sobie kupie, a co. bude mu wystawie przed firma i niech mi
                                    szef naskoczy. Bo wyrzucic to mu sie chyba nie oplaca...
                                    • bezecnymen Re: lubiez?na 04.07.05, 20:07
                                      pierwotniaki sa boskiesmile nie zdradzają, nie marudzą, nie noszą skarpet (nawet
                                      pantofelek) szkoda tylko że nie wszystkie rozmnażają się przez podział i
                                      oddalając się na nibynóżkach zostawiają za sobą owoce swojej niefrasobliwości(?)
                                      phokaro... skoro on taki miłosnik płaskich desek i równie płaskich panienek to
                                      pewnikiem to płaski facet był i nie ma czego żałować smile
                                      • phokara Re: lubiez?na 04.07.05, 20:16
                                           bezecnymen   04.07.2005 20:07  + odpowiedz

                                        pierwotniaki sa boskiesmile nie zdradzają, nie marudzą, nie noszą skarpet (nawet
                                        pantofelek)

                                        No patrz a ten moj byl nie-boski, marudzil i nosil skarpety. Cholera.

                                        Ja sobie dzien w dzien powtarzam, ze to 'plaski facet byl...' Jeszcze trudno mi
                                        sie z tym pogodzic, ale... Tak sobie mysle, ze 7 lat idealizowania kogos
                                        wystarczy. Kiedys przyjdzie taki dzien, ze przestane zalowac, bo rzeczywiscie
                                        dojde do wniosku ze nie ma kogo. Dojde albo sie doczolgam. Bez znaczenia.
                                        • bezecnymen Re: lubiez?na 04.07.05, 20:20
                                          no właśniesmile
                                          mądra z ciebie niewiasta choć podobno zła tongue_out no ale ideały są tylko w
                                          harlequinach big_grin
                                          • phokara Re: lubiez?na 04.07.05, 20:40
                                            Prosze pana, pan mnie z kims myli (wydaje mi sie, ze z owa panna co to miala
                                            panu plecy myc! To ona ta zla kobieta byla nie ja)

                                            A tak na marginesie, dla rozluznienia (bo ja sie niestety jeszcze strasznie
                                            spinam jak mysle o ex)
                                            W kwestii plaskich desek. Hmmm, moze powinnam mu wybaczyc, bo jesli w takich
                                            gustuje, to te 7 lat ze mna musialo byc dla niego wielka katorga, he, he!

                                            I moze cos w tym jest bo jego aktualna milosc (jest aktorka, wiec znam, ze sie
                                            tak wyraze konkurencje z tv) tez plaska jak deska...
                                            Coz - natury nie przeskoczysz.

                                            Usmiechnelam sie przy tym watku troszeczke. Fajna rzecz.

                                            a swoja droga ta moja historia rzeczywiscie harlekinem traci. Czytal pan
                                            jakiegos moze? jak sie toto z reguly konczy? Dobrze? I dla kogo.
                                            • bezecnymen Re: lubiez?na 04.07.05, 20:53
                                              nie pomyliłem cię jak sądzę..w którymś wątku tak o sobie napisałaśsmile
                                              gdyby twoją historię potraktować jako fabułę dla tego typu literatury to
                                              zapewne to co było dotąd zmieściłoby się w pierwszym rozdziale:0 dalej byłoby
                                              zapewne o spotkaniu mężczyzny, który o dziwo umiałby cię docenić, miałby
                                              rozmaite zalety ducha ciała i charakteru, a w dodatku bylby wolnego stanu big_grin
                                              reszta to już tylko zależne od fantazji autora splatanie wątków głównych,
                                              pobocznych i popobocznych tongue_out z obowiązkowym happy endem, czego szczerze ci
                                              życzy jak zwykle
                                              bezecny
                                              • phokara Re: lubiez?na 04.07.05, 21:27
                                                > nie pomyliłem cię jak sądzę..w którymś wątku tak o sobie napisałaśsmile

                                                No widzisz, mowilam ze mam kryzys osobowosci!

                                                Teraz juz wiem gdzie tkwil blad. Myslalam, ze to Dostojewski albo Hesse a ja tu
                                                gram w harlekinie. Cholera pochrzanily mi sie bajki.

                                                a tak powazniej - to nie sadze, ze czeka mnie taki prosty i sielankowy happy
                                                end. Niestety. Psychologia postaci troche bardziej zlozona.
                                                czasami jak sobie mysle dlaczego to sie akurat mi przydarzylo (wiem, wiem:
                                                durne pytanie, ale pewnie kazdy z nas je przerobil) to dochodze do wniosku, ze
                                                to byl zamach na moja wiare w ogolna kondycje ludzka i nieposkromiony idealizm.
                                                I w zlosci zawsze sobie powtarzam, ze koniec z tymi idealizmami, bo mnie tylko
                                                wszyscy roluja i dobrze na tym wychodza... ze teraz to bede wsteretna,
                                                interesowna wydra i nie dam sie wiecej krzywdzic. No ale cholera sama w to nie
                                                wierze, jakos nie podnieca mnie taka wizja mojej osoby. No tak, stad ten kryzys
                                                osobowosci, o ktorym tyle bredze. To dla mnie w tym wszystkim jest
                                                najwazniejsze. i pozostaje pytanie: jak to przetrwac i wyjsc z tego dobrym,
                                                prawym (i odwaznym) czlowiekiem.

                                                to pisalem ja Wallenrod Kordian, jakby ktos mial watpliwosci
                                                • bezecnymen Re: lubiez?na 04.07.05, 22:22
                                                  ktoś gdzieś tam napisał zdanie:
                                                  życie jest proste, tylko niektórym zapisano je krzywymi literamismile
                                                  oczywiście na harlekinowy scenariusz nie ma co liczyć, niemniej uważam że i
                                                  mnie i każdemu z nas tutaj trafi się kolejna szansa, grunt to jej nie przegapić
                                                  wpatrując się w przeszłość
                                                  .......poczekajmy
                                                  poczekajmy jeszcze chwilę
                                                  nigdzie przecież nie śpieszy
                                                  się już nam
                                                  zanim zgaśnie ostatni papieros
                                                  tak jak to co tliło się w nas
                                                  przez tyle, tyle dni
                                                  i nocy .......
                                                  • phokara Re: lubiez?na 04.07.05, 22:46
                                                    Fajny tekst.

                                                    w sumie coz tu komentowac, racja po calosci.
                                                    Ja jeszcze troche sie musze z tego pierwszego odruchu paniki wyleczyc. I coz,
                                                    mam nadzieje ze okazesz sie Sybilla i trafi sie nam jeszcze jedna szansa
                                                    (zapisze sie na wizyte do okulisty, aby nie przegapic. Bo cos ostatnio jakos
                                                    gorzej widze - to na serio)

                                                    A zreszta, zawsze chcialam cos wiekszego napisac (nie takie duperele ladne moze
                                                    ale bez wiekszej tresci) i zawsze mi sie wydawalo, ze jeszcze zbytnia gowniara
                                                    jestem bez wiekszych zyciowych doswiadczen. No to zaczynam sie wlasnie cudnie
                                                    starzec... moze i cos z tego sie na papier przeleje, kto wie?
                                                  • bezecnymen Re: lubiez?na 05.07.05, 00:47
                                                    staram się bardzo by nie zostać Kasandrą smile
                            • phokara Re: lubiez?na 04.07.05, 19:38
                              'Nie wierze w zwiazki, gdzie ktos chce sie zmianiac dla kogos, albo tego kogos
                              chce urobic pod siebie'.

                              Odwrotnie napisze:
                              Nie wierze w zwiazki, gdzie ktos chce kogos urobic pod siebie albo ktos chce
                              sie zmieniac dla kogos.

                              o to chodzilo, Bezecny? Bo, ze rzecz sie tyczy obu ploci to chyba zrozumiale.
                              • bezecnymen Re: lubiez?na 04.07.05, 19:57
                                a jużci smile
                                tyle że moim zdaniem zmiana kolejności w zdaniu złożonym z łącznikiem albo nie
                                robi żadnej różnicy tongue_out
                                a ostatni post naszej nowej znajomej brzmi jak apel poleglych...kobieto więcej
                                wiary w siebie i swoje zalety, na pewno ci ich nie brak, brak tylko tego no jak
                                mu tam.........aha faceta na poziomie adekwatnym
                                • phokara Re: lubiez?na 04.07.05, 20:02
                                  Kuragan
                                  ty sie sluchaj starszych i bezecnych, bo jak nie to manto spuscimy!
                                  Apel poleglych to pod Monte Cassino.
                                  No.
                                  • kuragan Re: lubiez?na 05.07.05, 11:27
                                    Bardzo wam dziekuje. Naprawde.

                                    Do zobaczenia w innych watkach, moze mi sie uda juz bez marudzenia????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka