Dodaj do ulubionych

A poczucie własnej wartości spada do zera

28.08.05, 22:07
Czy to zawsze tak jest ,że po porzuceniu aż tak bardzo spada wiara w siebie,
w swoją wartość, atrakcyjność, fajność, poczucie humoru, itd.?
Obecnie czuje sie strasznie podle sad

Najpierw byłam pełna poczucia winy, bo mąż oznajmił mi, że odchodzi tylko z
tego powodu, ze w ciągu kilku dni przestał mnie kochac z powodu różnicy
charakterów. Mnóstwo nocy przeleżałam bezsennie analizując w czym zawinilam,
co zrobiłam nie tak, co mogłam zrobić, zeby to się nie rozpadło, i w poczuciu
winy, że a nuż go naprawdę skrzywdziłam.
Tak. A po miesiącu okazało sie, ze mąż mój codziennie od kilku miesięcy
rozmawia sobie po kilka godzin dzienie z moją kolezanką na GG, ze jest nią
zafascynowany, ze ukrywał te kontakty przed mną na długo przed decyzją o
rozstaniu, ze dziewczyna mu sie bardzo podoba,że zwierzał się jej z klopotów
w małżeństwie i takie tam dyrdymały; nie chcę nawet wiedziec, co jeszcze sad

W kazdym razie czuje się okropnie. Momentalnie wartość własna spadła mi
prawie do zera. Pewnie to normalne, ale jak sie pozbierać, jak dać sobie
radę ze świadomościa,ze ta druga okazała się lepsza, ładniejsza, mądrzejsza,
zabawiejsza?
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 28.08.05, 22:14
      nie będe powtarzał tego co tu wszyscy wiedzą więc może inaczej:
      zacznij sobie mówić, że next WCALE NIE JEST lepsza, ładniejsza itd. wręcz
      przeciwnie, chyba ex byl solidnie napity, że się z nią zadałtongue_out
      po drugie... ona jest nowa, a jesli w onym obudził sie instynkt mysliwego, to
      rzecz staje sie całkiem prosta...to nie Twoja wina tylko JEGO
    • phokara Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 28.08.05, 22:31
      Mysle, ze zawsze ta wiara w siebie spada, po czyms takim.
      Jesli Cie to jakos pocieszy, moge tylko napisac, ze potem wraca. Powaznie.

      I cos Ci jeszcze napisze.
      Jesli Twoj maz Cie "przestal kochac" w ciagu kilku dni, z powodu "roznicy
      charakterow', to jest mi go szkoda. Jakos tak odruchowo sie lituje nad
      glupkami.

      Co do fascynacji "nowa grzechotka" to wiesz, dziala stara zasada, wszystko, co
      nowe i nieznane jest fascynujace. Tylko jak dlugo? To bardzo dobre pytanie.

      I nie katuj sie czy tamta jest lepsza, ladniejsza, madrzejsza... to jakis
      absurdalny idealizm. Ja sie w ogole nie zastanawialam nad takimi kwestiami, ot,
      dla zdrowia psychicznego. Bo rzeczywiscie mozna sie nakrecic dolujaco na bardzo
      dlugo... bez sensu.

      I nie szukaj w sobie na sile poczucia winy. Powiedz sobie, ze sa rzeczy od
      Ciebie niezalezne - np. glupota ludzka. Wyrycz sie do bolu, ale nie daj sobie
      odebrac godnosci - ta bardzo pomaga bowiem wrocic do pionu.
      • bezecnymen Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 28.08.05, 22:34
        a w razie braku nastroju do płaczu zachęcam do rzucania mięchembig_grin świetnie
        robi, naprawdęsmile
        • phokara Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 28.08.05, 22:36
          Potwierdzam. Ale to juz jest faza 1B!!!
    • tricolour Fascynacje internetem... 28.08.05, 22:46
      ... i możliwościami podrywania hurtem przerobił już pewnie każdy forumowicz.

      Nie mąż, tylko kretyn, zauroczył się w wytworze swojej wyobraźni i tu tkwi pewne
      nowe niebezpieczeństwo dla Ciebie.
      Otóż może się równie gwałtownie oduroczyć, albo zauroczyć w jeszcze nowszej pani
      i co wtedy? Przyjmiesz marnotrawnego pod dach z powrotem?
      • phokara Re: Fascynacje internetem... 28.08.05, 23:43
        Nie badz glupia, nie przyjmuj marnotrawnego z powrotem. Znajdz sobie lepszego,
        ladniejszego, madrzejszego i zabawniejszego.
        I niech sie Exio tym gnebi, jako Ty teraz.
      • bezecnymen Re: Fascynacje internetem... 28.08.05, 23:44
        obawiam się, że to nie tylko sieciowe zauroczenie...organoleptycznie chyba już
        sprawdził obiekt westchnień
        • afryka75 Re: Fascynacje internetem... 29.08.05, 08:11
          Zauroczenie nie jest tylko internetowe, oni widzieli sie juz wczesniej kilka
          razy.
          Źle mi jest tez z tego wlasnie powodu, że to ja ją wprowadziłam do naszego
          domu, ja ich ze sobą poznałam, nie wiedziałam, ze po takich kilkakrotnych
          kontaktach oni potrzebują ciągłych rozmów sam na sam, juz bez mojego udziału.
          Wiem, to głupie, bo jeśli nie ta, to pewnie wcześniej, czy później byłaby inna,
          ale w moim skołatanym mózgu ciągle przewija sie taka myśl, że moze gdybym jej
          nie poznala, to moje malżeństwo nadal by trwało.

          Dzięki za słowa pocieszenia i wzmocnienia, to mi jest teraz bardzo potrzebne,
          bo codziennie od nowa wpadam w to poczucie winy, a wiem, ze to najgorsze.
          Jeśli chodzi o powrót "męża marnotrawnego", to mąż nie wyklucza tego. To moze
          zabawne, ale nadal trzyma się swojej pierwotnej wersji. Twierdzi, że nie moze
          być ze mną, bo nic do mnie nie czuje, ale jeśli tylko okaże się, że jednak coś
          czuje, to natychmiast wróci. Że wtedy nie będzie patrzył na ludzi, na to, że
          wszyscy wiedzą, itd, tylko wróci. Śmiech mnie rozpiera. Myślę, ze jest tak, jak
          mówicie- jak mu coś nie wyjdzie z nex, to moze wtedy obudzi się w nim uczucie
          do mnie.
          Zawsze uważałam, ze jestem osobą dośc myślącą, ale teraz widzę, ze chyba nie,
          bo kiedy analizuję swoje uczucia, to wydaje mi się, ze pewnie bym go przyjęła,
          co jest strasznie głupie. Bo kiedy biorę to na rozum, to wiem,ze to bez sensu.
          Pewnie to, że mimo wszystko ciągle go kocham tak mnie ogłupia sad .
          W kazdym razie do końca miesiąca mąż się wyprowadza. I moze odżyję po tym.
          • bezecnymen Re: Fascynacje internetem... 29.08.05, 08:15
            pierwsza czynność terapeutyczna po odejściu exa:
            zmienić zamki w drzwiach!!!!
            • akacjax zamki? 29.08.05, 08:41
              Nie zawsze prawnie możliwe...

              A co do jego "niepalenia mostów", może być pozorne.
              Ciekawe, czy on dopuszcza myśl, że Ty możesz w czasie jego niebytności przestać
              cokolwiek do niego czuć? Może być chłopak zaskoczony?
              • mindsailor Re: zamki? 29.08.05, 08:51
                ale cwaniak, co? odchodzi, ale z góry zapowiada, że może mu się odmienić i może
                wrócić.
              • bezecnymen Re: zamki? 29.08.05, 12:58
                mowie o sytuacjach gdy odejście odbyło sie fizycznie, czyli o wyprowadzeniu się
                do nowego szczęścia... sytuacja taka jak u Ciebie Akacjo była moim udziałem
                przez lat kilka i chętnie się z Tobą zgodzę, że trudno o bardziej dołuijący
                czynnik w pękniętym związku
                i czy to, że onże powiada, że byc może wróci nie jest psychicznym
                molestowaniem, wykorzystywaniem niezgasłego uczucia? zapewne byłby mocno
                zaskoczony i do tego niemile, gdyby się okazało że szybko odzyskała równowagę i
                znalazła sobie kogoś, choćby jako przytulankę na długie jesienne i zimowe
                wieczorysmile
                • akacjax Re: zamki? 30.08.05, 06:23
                  U mnie zamki zmienią się natychmiast po wymeldowaniu...wyprowadzenie się (ale
                  oby ono jak najszybciej nastąpiło..) to za mało...
                  • bezecnymen Re: zamki? 30.08.05, 07:21
                    tu muszę postawić duży plus mojej exi, gdy juz podjęła decyzję o rozwodzie i
                    wyprowadziła się z majdanem, w ciągu tygodnia chyba wymeldowała się
                    a fakt Akacjo...wyprowadzka to nie to samo co wymeldowanieuncertain
          • afryka75 Re: Fascynacje internetem... 29.08.05, 08:53
            Jeszcze jedna sprawa: mąż ma straszny wpływ na mnie. Kiedy jestem daleko od
            niego, widzę całkiem jasno wszystkie te sprawy, wszystko mi się wydaje
            oczywiste, a to jak się skończyło nasze małżeństwo banalne i schematyczne.

            Wystarczy jednak, że zamienię z nim kilka zdań, a nastawienie mi się się
            zmienia diametralnie sad

            On mi wmawia, że on nie lubi facetów, bo go nie rozumieją, że musi mieć
            przyjaciółki. Że czemu nie rozumiem, że czlowiek musio sięczasmi komuś
            zwierzyc, porozmawiać od serca. A skoro nie facetom, to się zwierza
            dziewczynie. To dla niego tylko przyjazny człowiek. Zapytany, czemu dązy do
            tych kontaktów codziennie, czemu trwają one po kilka godzin, i czemu mają być w
            cztery oczy nie dostrzega w tym nic niewłasciwego. Kiedy tego slucham, zawsze
            wpadam w kolejne pozucue winy, ze może faktycznie ja go nie rozumiałam, ze
            jestem chorobliwie zazdrosna, skoro według mnie to, ja on się zachowuje to
            jawne zakochanie, itd.
            I tak w kółko- przechodze od poczucia winy do jakiejkolwiek równowagi, i potem
            na powrót do winy.

            Tak,że raczej dobrze, zę się wyprowadza, chociaż serce mi pęka, ale może jeśli
            nie będę go widzieć na codzień, to dojdę do jakiejść stabilizacji emocjonalnej.

            Żeby było jeszcze śmieszniej, to ja zażądalam wyprowadzki, bo on, kiedy mnie
            rzucił nie myślał się wyprowadzać,bo to trudne, bo skoro on przeżywa takie
            trudne chwile w związku z rzuceniem żony, to nie może tak od razu brać
            kolejnego obciążenia na siebie w postaci szukania mieszkania. Chcial sobieżyć
            ze mna pod jednym dachem jako para dobrych znajomych. A ja codziennie patrzylam
            na niego, jak chodzi jak obcy czlowiek, jak gada z przyjaciółką przez internet
            i codziennie umierałam.
            W końcu zażądałam wyprowadzki, i choć zapierał się rękami i nogami, w końcu
            zgodzil się, i od pierwszego września już go tu nie będzie.
            Ale i tak jestem zalamana sad Cały czas miotają mną sprzeczne uczucia.

            No, to się rozpisałam smile
            • akacjax I już pora 29.08.05, 09:01
              Byś zaczęła myśleś o sobie, o swojej wygodzie, a nie o nim i jego wygodzie.
            • phokara Re: Fascynacje internetem... 29.08.05, 09:17
              Afryka,
              wplyw meza przechodzi, jak przestaje na nas wplywac dzien po dniu. Przysiegam.
              I bardzo czesto sie okazuje, ze byl to dosc zgubny wplyw.

              > On mi wmawia, że on nie lubi facetów, bo go nie rozumieją, że musi mieć
              > przyjaciółki.

              Ja nawet jestem w stanie zrozumiec przyjaznie miedzyplociowe, hmmm.... ale ta
              granica to jest zawsze bardzo cienka. A Twoj Pan jakos sobie nie radzi z
              powsciagliwoscia, jak rozumiem.

              Przestan wpadac w poczucie winy, najlepiej z palantem nie gadaj jesli masz taka
              mozliwosc. Ja sie juz uodpornilam na tabuny sms-ow, splywa to po mnie, jak po
              kaczce. BRAK kontaktu swietnie robi na przyjrzenie sie calej sytuacji z
              dystansu i nabraniu wlasciwego ogladu. Bez tego ciezko zrobic nastepny krok.

              >Chcial sobieżyć
              > ze mna pod jednym dachem jako para dobrych znajomych.

              Wesoly gosc. Ale to typowe. Exio tez tak sobie wykombinowal... hehehe - wroci i
              bedzie ze mna mieszkal, no bo gdzie ma mieszkac? Normalnie niezly cyrk.
              Sluchaj, nie trzaskaj tylko go wywal z mieszkania, bo psychicznie nie dasz
              rady. Jak sie nie bedzie paletal po domu, od razu sie oczysci atmosfera.

              Wiem, ze jestes zalamana... tu ciezko cos madrego napisac, ale to mija, mija,
              mija... i to czesto wychodzi na lepsze. Po co Ci banal i schemat i zenada w
              zyciu? Trzymaj sie.
              • bezecnymen Re: Fascynacje internetem... 29.08.05, 13:05
                sama piszesz Afryko, że jak go nie ma to widzisz wszystko wyraźniej, no to
                szybko miejmy nadzieję przekonasz się o tym, że bez niego jest Ci lepiej, skoro
                nie Ty jesteś jego bratnią duszą/ przyjaciółką to niech spada
            • anja_pl Re: Fascynacje internetem... 29.08.05, 11:40
              afryka75 napisała:

              > Jeszcze jedna sprawa: mąż ma straszny wpływ na mnie. ...

              [ciach]

              > W końcu zażądałam wyprowadzki, i choć zapierał się rękami i nogami, w końcu
              > zgodzil się, i od pierwszego września już go tu nie będzie.
              > Ale i tak jestem zalamana sad Cały czas miotają mną sprzeczne uczucia.
              >

              dzielna dziewczyna z Ciebie !!!
            • e07 Re: Fascynacje internetem... 30.08.05, 09:42
              Skąd sie biorą tacy faceci? Mój jest podobny, kompletnie nie liczy sie z moimi
              uczuciami. Wciąż mieszka, nie zamierza powiedzieć, kiedy sie wyprowadzi i
              jeszcze sie dziwi, że ja siie tego domagam (pozew juz w sądzie). Mogłabym sie
              razem z Tobą podpisywać pod Twoimi postami- więc jednak to jest banalne i
              schematyczne. Tylko, że przez to wcale nie boli mniej
    • kvinna1 ODWAGI 29.08.05, 15:43
      Afryka jest piekna - czyz nie? to tak pol zartem, ale powaznie, nie mysla o
      rzekomej swojej nieatrakcyjnosci. To bzdury. Wierz mi ze doipiero pzreszlam
      przez etap takiego myslenia, ale chwala Panu, juz mi minelo. Teraz jestem
      dopiero atrakcyjnawink I nie dla niego, dla siebie, dla lepszego samopoczucia.
      Panowie, wypowiadający sie w tym watku maja racje, nowa kobieta, nowe wyzwanie,
      nowa atrakcja, i to nie prawda, ze atrakcyjniejsza od nas! Poprostu jest NOWA,
      ale jak każda nowośc, kiedys przestanie byc taka nowa. Zobaczysz co wtedy
      zostanie twojemu facetowi, jak zobaczy zycie w realu. Moj stuknąl sie w
      makówke, ale niestety nie jest juz tak latwo wrócic do stanu sprzed jego
      zdrady. Jestesmy wartością samą w sobie, ale niestety mamy tendencje do
      oceniania sie po czynach naszych małżonków. Spojrz w lustro, zaloz sukienke ,
      umaluj sie dla siebie, idz na spacer i rozkoszuj sie chwilą. Mozna tak,
      sprawdzilam i przynioslo mi to ulge. Jesli Ty nie wierzysz w siebie dlaczeo
      inni mieli by. ODWAGI KOBIETO
      • afryka75 Re: ODWAGI 29.08.05, 21:16
        Jestescie przekochani smile To, co do mnie piszecie naprawdę podnosi mnie na duchu.

        Wiecie, myslałam, ze już nic mnie nie zdziwi, a tu dziś mój jeszcze ex
        przyszedł do mnie i pyta, czy może jeszcze jeden miesiąc mieszkac wspólnie pod
        jednym dachem ze mną. Nie bardzo rozumiałam o co mu chodzi, bo przeciez
        wszystko było ustalone, ze do końca sierpnia się wyprowadzi. Więc go pytam, co
        się stało, czy chce próbowac naprawiać nasz zwiazek, czy co. On na to, ze nie,
        że absolutnie, ale tak będziw wygodniej, bo mamy teraz oboje urlopy, i on nie
        będzie miał z kim zostawić swoich kotów, jeśli będzie chciał wyjechać, że tam
        na stancji nic nie będzie mieć, i przez cały urlop zanudzi sie sam ze sobą nie
        mając nawet komputera (sic!), więc byłoby nam obojgu wygodniej, gdybyśmy
        jeszcze ten miesiąc się ze sobą przemęczyli.
        Takiego czegoś to się nie spodziewałam. To było zwyczajnie żałosne.
        Odmówiłam stanowczo mówiąc, że moze i to będzie wygodne, ale tylko dla niego,
        bo mi ma kto pilnowac koty i ja nie zamierzam się na urlopie nudzić.

        Omajgod, co za życie.
        • bezecnymen Re: ODWAGI 29.08.05, 21:28
          masz dwa dni Afro na spakowanie kotów w kartony i przy okazji jakichs rzeczy
          exa ktore przypadkiem sa w twojej szafie, zrób z tym porządek, naprawdę się to
          opłaci w sensie psychicznym
        • anja_pl Re: ODWAGI 29.08.05, 21:29
          zatkało mnie...
          ależ ma tupet...
          • bezecnymen Re: ODWAGI 29.08.05, 21:34
            i dobrze zna żonę prawda???
            • afryka75 Re: ODWAGI 29.08.05, 21:45
              No, tupetu mu nie brak.
              Bo to jest taki typ, który uwaza, ze wszystko mu samo z nieba spadnie. On
              przeciez i tak już dokonał olbrzymiego wysiłku, kiedy powiedział mi, ze mnie
              nie chce. Przez miesiąc odmawiał jakichkolwiek rozmów o tym jak realnie widzi
              przyszlość, czyli ggdzie chce mieszkać, za co życ itd.
              Decyzję o wyprowadzce wymusiłam na nim ja, a on teraz czuje się strasznie
              zagubiony, bo w końcu musi ponieść prawdziwe konsekwencje swojej decyzji, a tu
              jakoś nikt go nie wyręcza w szukaniu stancji,itp.
              Nie no, żałosne. Śmieszy mnie to, bo ja przez całe życie widziałm w nim swoje
              guru, uwazałam go za nabardziej dojrzałego człowieka pod słońcem...
              • bezecnymen Re: ODWAGI 29.08.05, 21:51
                chyba patrzyłaś pod słońcetongue_out i nie za wiele widziałaśbig_grin
              • phokara Re: ODWAGI 29.08.05, 22:06
                Afryka, dzieki!
                Pocieszylas mnie tym opisem - powaznie! Myslalam, juz, ze to mnie tylko takie
                zalosne wydarzenia spotykaja... a tu prosze, wiecej takich fajnych gosci lazi
                po tym swiecie.
                Nie bede wszystkiego streszczac, bo mi niedobrze, napisze jedno. Moj Exio sobie
                beztrosko caly czas korzystal z mojej karty kredytowej hehehe. A ja sie, jak ta
                glupia zastanawialam, na co ja te kase trwonie, ze mi tak z konta wycieka... A
                tu prosze maly sponsoring Pana i (zapewne) kochanki. no... czyz nie jestem
                pierwsza frajerka na swiecie? Normalnie mnie wcielo.
                • afryka75 Re: ODWAGI 29.08.05, 22:34
                  Phokara! No to faktycznie, w swojej niewytłumaczalnej naiwności dawałyśmy się
                  wkręcać w różne dziwne sytuacje.
                  Ale to uczy czegos na przyszłośc, przynajmniej to jest pocieszajce smile
                  • bezecnymen chciałbym 29.08.05, 23:33
                    zauważyć, że wspomniana naiwność jest bez problemów wytłumaczalna moje drogie
                    paniebig_grin
                    a wiara ponoć czyni cuda, ale raczej nie z exemtongue_outtongue_outtongue_out
                  • phokara Re: ODWAGI 30.08.05, 00:28
                    Moja naiwnosc jest w pelni wytlumaczalna chocby kolorem wlosow.
                    A czy to czegos uczy na przyszlosc... hmmm smiem watpic (przynajmnniej w moim
                    przypadku)
                    • afryka75 Re: ODWAGI 30.08.05, 08:44
                      Jeszcze odnośnie pieniędzy, to u nas też była taka sytuacja- jeszcze przed
                      decyzją mojego ex o odejściu ustaliliśmy, że pewne pieniądze przeznaczymy na
                      studia podyplomowe exa. Potem mnie rzucił, ale uważał,że mam obowiazek swoją
                      część pieniedzy przenaczyć na jego kształcenie, skoro się tak umówiliśmy. Kiedy
                      odmówiłam, mówiąc, że te pieniadze przydadzą mi się chociażby na czarną
                      godzinę, był urażony i wręcz zaskoczony moją małostkowością i chciwością.

                      Takie historyjki miały miejsce, a i tak dziś przed wyjściem do pracy potrafił
                      wbić mnie znowu w poczucie winy. Nie wiem zupełnie jak on to robi sad
                      Dziś powiedział, zebym nie łaczyła sprawy jego przyjaciółki z odejściem ode
                      mnie, bo on przez całe 10 lat naszego wspólnego życia walczył o naprawę naszego
                      małżeństwa, codziennie od nowa, ale nie wychodziło, bo ja się nie chciałam
                      zmieniać, że wszystko robił dla świętego spokoju, ze jeśli często kłamał (a
                      kłamał jak z nut), to dlatego, że chciał miec spokój.
                      To smutne, ze przekreśla całe nasze małżenstwo, że nie widzi żadnych
                      szczęśliwych i dobrych chwil. Świadomość, że kiedy ja byłam tyle lat zwyczajnie
                      szczęślwia, on w tym czasie ustawicznie cierpiał i kłamał jest bardzo przykra.

                      A wczoraj znalazłam fajną myśl Leca (idealnie pasuje do mojego exa big_grin big_grin big_grin) :
                      "Jego szczerość była prawdziwa. Lecz ukryta". Chi chi chi.
                      • phokara Re: ODWAGI 30.08.05, 08:47
                        Wiesz co, Afryka, wywal go na kopach z domu. Dla jego dobra. Po co ma sie
                        chlopak tak dalej meczyc...
                        • afryka75 Re: ODWAGI 30.08.05, 10:44
                          Chyba po wczorajszym nie będe już musiała. Podobno ząłatwił sobie jakąś stancję.
                          [oby]
                      • kvinna1 Re: ODWAGI 30.08.05, 11:32
                        > To smutne, ze przekreśla całe nasze małżenstwo, że nie widzi żadnych
                        > szczęśliwych i dobrych chwil. Świadomość, że kiedy ja byłam tyle lat
                        zwyczajnie szczęślwia, on w tym czasie ustawicznie cierpiał i kłamał jest
                        bardzo przykra.


                        Afryka, a moze on jeszcze nie potrafi sie przyznac do tego ze jednak bylo wam
                        dobrze. Moze skoro tak teraz postepuje, dla wytłumaczenia sie przed sobą, woli
                        myslec, ze bylo mu cały czas zle, ze cierpial, a teraz postepuje wlasciwie.

                        Nie zadreczaj sie takimi myslami, jesli byloby mu tak zle przez wiele lat
                        (10?!), to albo jest durnym masochista, albo lze, zeby nie czuc sie jak ostatni
                        ku...
                        Afryka, poczytaj wątek o pozytywach, znajdz cos dla siebie i przetrwaj to
                        najgorsze. Trzymam kciuki!
                        • afryka75 Re: ODWAGI 30.08.05, 11:36
                          Wiesz, po takich jego słowach prędzej uwierzę, ze jest jednak tym masochistą,
                          niestety sad
                          • kvinna1 Re: ODWAGI 30.08.05, 12:03
                            Moze i masz racje, ale pamietaj, ze są wyjątki.
                            I naprawde sadzisz, ze przez te 10 lat on tak cierpial, i sie tak staral, i
                            byla taki nieszczesliwy, a Ty w tym czasie byłas taka zla zona, zla kobieta.
                            Naprawde tak siebie oceniasz w tym związku? Jesli tak, to nie mam argumentów,
                            ale szczerze sie zastanów czy dlas mu powody, zeby te jego slowa mogly byc
                            prawdą?
                            • afryka75 Re: ODWAGI 30.08.05, 20:41
                              kvinna1 napisała:

                              > Moze i masz racje, ale pamietaj, ze są wyjątki.
                              > I naprawde sadzisz, ze przez te 10 lat on tak cierpial, i sie tak staral, i
                              > byla taki nieszczesliwy, a Ty w tym czasie byłas taka zla zona, zla kobieta.
                              > Naprawde tak siebie oceniasz w tym związku? Jesli tak, to nie mam argumentów,
                              > ale szczerze sie zastanów czy dlas mu powody, zeby te jego slowa mogly byc
                              > prawdą?

                              Własnie tez dlatego ten wątek ma taki, a nie inny tytuł- dlatego,że on mi dzień
                              po dniu robi wodę z mózgu, że kiedy mnie rzucił wlasciwie bez żadnych
                              konkretnych powodów, to naprawdę czułam się najgorszą osobą pod słońcem, i
                              rozpaczałam, ze może naprawdę przez tyle lat go krzywdziłam. To cały czas we
                              mnie tkwi.
                              Ale nie chcę tak myśleć, i mam nadzieję, że właśnie znajdę w sobie te wartości,
                              w które przedtem wierzyłam przez tyle lat.
                          • anja_pl Re: ODWAGI 30.08.05, 12:11
                            afryka75 napisała:

                            > Wiesz, po takich jego słowach prędzej uwierzę, ze jest jednak tym masochistą,
                            > niestety sad

                            dak spokój, 10 lat cierpienia i niezrozumienia??
                            to by sie wyniósł sam wcześniej, bez czekania na przyjaciółkę
                            okłamywał Cie przez 10 lat udająć, że mu dobrze ?
                            g... prawda, kłamie, bo szuka usprawiedliweienia dla siebie, bo chce podniesc
                            swoje poczucie wartosci, bo nie chce byc w swoich oczach s...m, bo wie, że z
                            niego najzwykleszy kawał ch...
                            i tak w ogóle to mnie wkurza taka gadka,
                            nie daj się
                            zna Cię i wie jak uderzyć, by Ciebie zabolało, zrób unik
                      • berek_76 Re: ODWAGI 30.08.05, 14:20
                        > Dziś powiedział, zebym nie łaczyła sprawy jego przyjaciółki z odejściem ode
                        > mnie, bo on przez całe 10 lat naszego wspólnego życia walczył o naprawę
                        > naszego małżeństwa, codziennie od nowa, ale nie wychodziło, bo ja się nie
                        > chciałam zmieniać, że wszystko robił dla świętego spokoju, ze jeśli często
                        > kłamał (a kłamał jak z nut), to dlatego, że chciał miec spokój.

                        O Chryste Panie, gdzie ja to już słyszałam uncertain I że jedyny błąd, jaki
                        kiedykolwiek popełnił, to że jest i był dla mnie za dobry i spełniał moje rózne
                        żądania. Że walczył tyle czasu i w końcu stracił siłę do walki.

                        Stracił ją, qrwa, na dwa miesiące przed urodzeniem naszej córeczki, o której
                        poczęciu decyzję podjęliśmy wspólnie.

                        Ta pani oczywiście nie miała nic wspólnego z jego odejściem.


                        Ale wiesz co, Afryka - ja już umiem spojrzeć na to z drugiej strony. Oni muszą
                        mówić te rzeczy - żę to oni się starali, że małżeństwo już dawno nie istniało
                        (dlaczego MY o tym nic nie wiedziałyśmy?), że to nasza wina... No bo co mieliby
                        powiedzieć? "Zdradziłem, bo jestem niedojrzałym palantem, który myśli
                        przeciwnym końcem, nie umie podejmować decyzji i którego normalne dojrzałe
                        życie zwyczajnie przerasta? Który poleciał na pierwszą z brzegu laskę, która
                        miała ten czy inny interes w tym, żeby zaliczyć żonatego? Któremu dzieci i cała
                        reszta równo wiszą, a liczy się jedynie wygoda własnego tyłka i to, żeby móc
                        spokojnie w sobotę na basen iść?"

                        No, to by chyba miec nad głową aureolę, żeby się szczerze na takie wyznanie
                        zdobyć.


                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                        You've got to kick a little
                        • afryka75 Re: ODWAGI 30.08.05, 20:24
                          Berek, Twoj post jest dla mnie bardzo ważny.
                          Jak Cię czytam, to dosłownie czuję, jakbym sama to napisała.
                          Ja tez pytałam exa, jak on to widzi, ze skoro zawsze wina jest po obu stronach,
                          i tak lekko wymienia moje przewinienia, to niech mi powie, jaka była jego wina.
                          Usłyszałam, ze wina była tylko jedna jedyna: że pozwolił sobie wejść na głowę i
                          nie umiał sie przed tym bronić.
                          Nic innego, jedyna refleksja sad

                          Masz rację, to takie wybielanie siebie, odchodzenie w poczuciu własnej
                          szlachetności i doskonałości, zabijanie wyrzutów sumienia.
                      • scriptus Re: ODWAGI 31.08.05, 15:11
                        dupek
    • e07 Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 30.08.05, 09:33
      Nie wiem, bo czuję się tak jak Ty. Piszę tylko po to, żeby Ci powiedzieć, że
      nie Ty jedna jesteś w takim dołku. Czasem to pomaga.
      • afryka75 Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 30.08.05, 10:40
        e07 napisała:

        >Skąd sie biorą tacy faceci? Mój jest podobny, kompletnie nie liczy sie z moimi
        uczuciami. Wciąż mieszka, nie zamierza powiedzieć, kiedy sie wyprowadzi i
        jeszcze sie dziwi, że ja siie tego domagam (pozew juz w sądzie). Mogłabym sie
        razem z Tobą podpisywać pod Twoimi postami- więc jednak to jest banalne i
        schematyczne. Tylko, że przez to wcale nie boli mniej


        > Nie wiem, bo czuję się tak jak Ty. Piszę tylko po to, żeby Ci powiedzieć, że
        > nie Ty jedna jesteś w takim dołku. Czasem to pomaga.


        Tak, nie boli to mniej sad Czytałam Twoje inne posty- mamy podobną sytuację,
        może dlatego odczuwamy podobnie sad
        • e07 Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 30.08.05, 13:02
          u mnie jest jeszcze tak, że jest to człowiek ideał, na zewnątrz. Długie lata
          nie dzieliłam sie z nikim moimi problemami, żeby nie wyjść na wariatkę. Ale
          zawsze wychodzi szydło z worka. Teraz jest już kilka osób, które poznały sie na
          nim bez mojej pomocy. Więc je skreślił. Mam więc, teoretycznie, z kim rozmawiać.
          Jednak gros naszych wspólnych znajomych jest jak między młotem a kowadłem. I
          trudno im sie dziwić.
          Afryko, czy Wy macie dzieci?
          • afryka75 Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 30.08.05, 20:18
            Na szczęście nie mamy dzieci. Ex nie toleruje dzieci, zresztą podobnie jak nie
            cierpi facetów, własnej rodziny, własnej pracy, własnej żony....
    • afryka75 Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 31.08.05, 12:25
      Dziś dowiedziałam się czegos nowego:
      ex przez całe 10 lat sięmnie po prostu bał.
      Już sama nie wiem, co o tym myseć. Faktem jest, że on jest bardzo spokojnym,
      stonowanym człowiekiem, z małycm wachlarzem emocji, ceniącym sobie ciszę i
      spokój, a ja jestem typem emocjomalnym, lubię sobie popłakać, kiedy mi źle, i
      czasem krzyknąć, jeśli się pokłócimy.
      On mi dziś powiedział, ze bardzo się mnie boi, mojego czasem podniesionego
      głosu, moich zachowań, mojej miłości, moich oczekiwań, własiciwe wszystkiego,
      co się mnie tyczy. I że ten strach odczuwa tylko w stosunku do mnie.
      No to super. Nie rozumiem tego. Przez 10 lat się mnie bał i walczył ze swoim
      strachem? Wszystko robił ze strachu, i jak już wczesniej mówił, dla świętego
      spokoju?
      A co, jeśli wybielam siebie, a naprawdę byłam taką potworzycą?
      • berek_76 Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 01.09.05, 11:55
        Te, kretynką chyba, a nie potworzycą wink , jeżeli wierzysz w takie idiotyzmy.
        Pewnie, potworem, tyranem, lałaś go codziennie kablem, a we wszystkie wtorki
        drutem kolczastym, a jak był niegrzeczny, zamykałaś w zimnej komórce - tak?

        O tak, Mój mąż też się bał moich awantur, krzyków, złości... Ale to, że ja się
        bałam tego, że mi znowu rękę wykręci - albo po prostu wejdzie z pracy i powita
        słowami "dlaczego nie pozmywałaś" - o, to co innego było! Bo on przecież miał
        rację - a ja nie. I w tym różnica.

        jak to kiedyś powiedziął jeden pan do drugiego pana "A, pan profesor to co
        innego". Oni to zawsze co innego.

        Nie martw się - ja też byłam takim potworem, że trzeba mnie bło koniecnzie
        zdradzić, kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży.

        Nie daj sobie robić wody z mózgu. polecam książeczkę pt. "Gdy twój partner łże
        jak pies" - między innymi jest tam mądrze o tym, jak nie obwiniać się za
        kłamstwa drugiej strony.

        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

        You've got to kick a little
        • e07 Re: A poczucie własnej wartości spada do zera 02.09.05, 10:20
          No nie, tak to też nie można. Nigdy nie uwierzę, że wina za rozpad związku, w
          który obie strony weszły z uczuciem i wkładały w niego jakiś wysiłek, leży po
          jednej stronie. U mnie też tak nie jest.
          Pewnie po części jesteś potworzycą, ale masz do tego prawo. Ja to przynajmniej
          tak rozumiem. Każdy człowiek jest tylko człowiekiem, zachowuje sie w
          charakterystyczny dla siebie sposób; po to ludzie szukaja drugiej połówki, a
          nie biorą pierwszy z brzegu wolny egzemplarz. Nie możesz udawać, że jesteś kimś
          innym, żeby zachować związek. Masz z pewnością mnóstwo zalet, które pokochał i
          powinien cenić, a wady powinien nauczyć się tolerować. Jesteśmy tylko ludźmi.
          Ja to zrozumiałam jakiś czas temu. I powiedziałam sobie, że dość udawania -
          nie jestem święta i daję sobie do tego prawo. Ale zalety: a,b,c..., powinny
          wystarczyć jeśli mnie kocha. Nie wystarczyły..., boli, ale będę sobą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka