Czy to zawsze tak jest ,że po porzuceniu aż tak bardzo spada wiara w siebie,
w swoją wartość, atrakcyjność, fajność, poczucie humoru, itd.?
Obecnie czuje sie strasznie podle
Najpierw byłam pełna poczucia winy, bo mąż oznajmił mi, że odchodzi tylko z
tego powodu, ze w ciągu kilku dni przestał mnie kochac z powodu różnicy
charakterów. Mnóstwo nocy przeleżałam bezsennie analizując w czym zawinilam,
co zrobiłam nie tak, co mogłam zrobić, zeby to się nie rozpadło, i w poczuciu
winy, że a nuż go naprawdę skrzywdziłam.
Tak. A po miesiącu okazało sie, ze mąż mój codziennie od kilku miesięcy
rozmawia sobie po kilka godzin dzienie z moją kolezanką na GG, ze jest nią
zafascynowany, ze ukrywał te kontakty przed mną na długo przed decyzją o
rozstaniu, ze dziewczyna mu sie bardzo podoba,że zwierzał się jej z klopotów
w małżeństwie i takie tam dyrdymały; nie chcę nawet wiedziec, co jeszcze
W kazdym razie czuje się okropnie. Momentalnie wartość własna spadła mi
prawie do zera. Pewnie to normalne, ale jak sie pozbierać, jak dać sobie
radę ze świadomościa,ze ta druga okazała się lepsza, ładniejsza, mądrzejsza,
zabawiejsza?