Witam, jestem prawie 1,5 mies. po ślubie, a już myślę o rozwodzie

Tzn.
zostałam do tego sprowokowana. W niedzielę chciałam wyciągnąć męża do
Castoramy, bo planowaliśmy robić remont JEGO mieszkania, w którym mieszkamy,
a które wymaga generalnego remontu, a jemu się nie chciało. Wolał się położyć
na hasło "Castorama i remont", chociaż pół godz. wcześniej pytał co robimy w
dniu dzisiejszym. nie byłam zadowolona i aż mi łazy podeszły, bo to już
kolejna próba wyciągnięcia go na zakupy. Sam mówił, że musimy zacząć się
rozglądać za mat.bud., żeby kupić większość przed końcem roku i odliczyć to
od podatku. Usłyszałam, że mogę sobie płakać, albo iść do mamusi, ale on nie
będzie łaził po supermarketach. Poszłam do drugiego pokoju, żeby posiedzieć
przy komputerze. Jeszcze mu na odchodnym dodałam, że jak wykazuję inicjatywę
to on jest niezawdowolony, a jakbym mahnęła na remont ręką to też byłoby źle,
bo nie zależy mi na wyglądzie mieszkania (tak mówił o byłej żonie). Pod
wieczór usłyszałam, że możemy się rozwieść, ale dopowiedziałam, że nie chcę.
Spał w drugim pokoju. Na drugi dzień odczekał, aż ja wyjdę do pracy, a potem
sam poszedł, chociaż od ślubu wychodziliśmy razem. Ok. godz. 11 wysłał mi do
pracy maila "stwierdzam jednak, ze ten ślub z Tobą to była pomyłka...
lojalnie Cie
uprzedzam, że wystąpię o rozwód... co prawda pewnie go od razu nie dadzą i
będzie separacja ale tak czy siak występuję o rozwód... mam dość bałaganu,
Twojego nastawienia i całego tego pierdolnika... poszukaj szczęścia z kimś
innym... ja wysiadam...." i dodał "niepotrzebnie tylko tak sie speiszylas z
meldunkiem... ale nie zmieniaj na
razie nazwiska bo i tak wrocisz do swojego...", "
i coś mi się wydaje, ze chyba jednak będziesz musiała wrócić do rodziców bo
chyba nie zamierzasz ze mna razem mieszkac w oczekiwaniu na rozwód...". Potem
padło kilka pytań kiedy się zamierzam wyprowadzić, ale te odebrała już w
domu. Byłam w takim szoku, że szczerze powiedziawszy pojechałam do rodziców,
żeby im powiedzieć, że mąż chce się rozwieść. Mam 29 lat i biegnę do domu do
rodziców... wiem, że pare osób to potępi, ale nie chcę znajomym głowy swoimi
problemami zawracać, a mój mąż nie ma ani zanjomych, ani rodziny (rodziców,
rodzeństwa). Jedynie ciotkę, starszą osobę, ale jej głowy na pewno nie będę
zawracać. Zersztą... nie znam telefonu.
Rodzice stwierdzili, że skoro tak stawia sprawę to u nich zawze jest dla mnie
miejsce. Załamałam się, to po to się wyprowadzałam, żeby wracać. To chore...
ale skoro mnie wyrzuca. Pojechałam... spakowałam sie i wróciłam. Po drodze
dzwonił ojciec, żebym została, że może to błąd. Ale nie chciałam sytuacji, że
on mnie wyrzuci i to nie wiadomo w jaki sposób.
Wieczorem zadzwonił, że mam 20 min. na powrót (rodzice mieszkają w centrum W-
wy, on na Bemowie, samochodu nie mamy). Potem odebrałam wiadomość na poczcie
głosowej, że jednak mam nie wracać. Mama i ja uznałyśmy, że jak wrócę to i
tak wykorzysta to przeciwko mnie i za każdym razem będzie sobie pozwalał na
takie zachowanie. Na drugi dzień rano zadzwonił i objechał mnie, że za szybko
reaguję, że powinnam była zostać. Przez jakiś czas darł się na mnie, że go
nie doceniam, że mam wszystko co chcę, a ciągle narzekam (zwracam mu uwagę
kiedy np. strofuje mnie w miejscach publicznych, albo kolejny raz ni z gruchy
ni z pietruchy nawiązuje do moich poprzednich związków w różny sposób-uważam,
że obydwie sytuacje są niepotrzebne, a zwracanie uwagi i tak spotyka się z
chwilową reakcją, albo atakiem na mnie, jak ja mu mogę uwagę zwrócić).
W każdym razie usłyszałam, że mam klucze i w każdej chwili mogę wrócić.
Popołudniu wróciłam, zrobiłam zakupy i czekałam. Wrócił po 20 z pracy.
Oczywiście zapomniał, że chciał żebym wróciła. Znowu zaczął o rozwodzie. Zero
możliwości dogadania się. Stwierdził, że skoro nie chcę się wyprowadzić to on
będzie się wobec mnie zachowywał obojętenie. Nie chcę się wyprowadzić, bo
jestem u niego zameldowana (to spadek po jego matce) i chyba nie moze sobie
mnie tak wyrzucać. Usłyszałam, że jako powód na sprawie rozwodowej poda, że
gdyby sobie nic do jedzenia nie kupił albo nie poprał to by nie miał nic do
jedzenia, i nie miał by czystych ubrań. Od ślubu może raz zrobił zakupy, nie
zmywa, nie sprząta, tylko robi opłaty, pierze, bo do tej pory prał sobie sam,
gdyż ma koszule do pracy, które gdybym mu uszkodziła to pewnie zrobiłby mi
awanturę. Jak w niedzielę wstawiłam pranie to okazalo się, że zły program
ustawiłam. Poprawił, ale mi nie pokazał gdzie jest instrukcja, ani opis, bo
na zewn. nie ma. Opieprzył mnie strasznie.
W każdym razem chodzi spć do drugiego pokoju i wczoraj wogóle się nie odzywał.
Porażka. Nie wiem co mam robić. Czuję, że on wcale tego pozwu nie złoży, bo
po co ma płacić. Czeka, ża ja to zrobię, a potem zacznie robić problemy.
Wymyśli tak absurdalne powody, żeby mi narobić problemy jak te, które
wymieniłam. Acha, jakoby został zmuszony do ślubu! A ja w ciąży nie byłam.
Owszem chciałam ślubu, może za bardzo, tak teraz na to patrzę, ale on już był
żonaty, ma dziecko z tamtego małżeństwa, wiec jak mogłam go zmusić?! Chyba po
tak przykrych doświadczeniach w poprzednim małżeństiwe, o jakich mi
opowiadał, nie można się dać zmusic? Chyba, że powie, że chciał mieć rodzinę,
że dobrze sie zapowiadałam, a tutaj taka porażka... Nie wiem. Mam wrażenie,
że nauczony doświadczeniem z tamtego rozwodu (sam napisał pozew, na każde
zaskakujące pytanie sądu miał przygotowaną i uargumentowaną odpowiedź, sąd
nie był go w stanie zagiąć) może mnie tak zablokować, że zapomnę jak się
nazywam

Na pewno w razie czego muszę wziąć dobrego adwoakata.
Pradźcie co robić? Czy w każdym przypadku muszę mieć jego zgodę na rozwód?
Jak długo może robić problemy i nie chcieć rozowdu? Bo ja w tej chwili nie
wyobrażam sobie "współpracy" z nim. Na dzieci sie nie zdecyduję, bo to by już
wogóle skomplikowalo sprawę. Czkam na Wasze rady, pytania...
Acha, przed ślubem znaliśmy się 3 lata i różnie bywało, jak to w związkach.
Nie mieszkaliśmy razem. Zadrosny o poprzednich był, ale z czasem coraz
rzadzeij o nich mówił. Awantury się zdarzały, ale potem sam się opanowywał.
Czasmi ja prowokowałam, bo już mi nerwy puszczały.
Wiem, nie powinnam się była z nim wiązać... Ale zrobiłam to. Nie wiedziałam,
że mimo, ze chciał mieć rodzinę, może kompletnie zmienić nastawienie do mnie,
do swoich planów.