phokara
28.09.05, 14:50
Sluchajcie, musze sie tu wypisac jakos humorystycznie, bo cos nam tu siadla ostatnio
atmosfera. Wiec dzisiaj bedzie na wesolo. Last minute - historia, pracownicza, a jak.
Krotkie wprowadzenie (tak dla podkrecenia dramaturgii):
Jak bylam na urlopie, przyjeli do pracy takiego jednego kolesia. Pracuje chlopak na jednym z
moich glownych klientow. Ma taki glos (w sensie koles, a nie klient), ze jak do mnie pierwszy
raz zadzwonil, to spadlam z krzesla i mowe mi odjelo. Co jest baaaardzo trudne. No po prostu
obled - nizinne tony z sexi chrypa, rewelacja. Jak powiedzial, ze przyjdzie na gore sie
przedstawic osobiscie, to rzeklam, ze nie musi - moze sie ze mna kontaktowac wylacznie
przez telefon, moze mi czytac raporty roczne lub encyklopedie PWN, cokolwiek, a bedzie
traktowany priorytetowo. Po co ma chlopak niszczyc wlasna legende. No ale przylazl. Zreszta
twarz mu pasuje do vocalu (tez taka "schrypnieta"). Gosc jest absolutnie bezczelny, z letka
narcystyczny i przeuroczo-bajerowato-lajdakowaty. Koooocham takich chlopcow. Scinac.
Wiec totalna ajlawka pracownicza. Ustalilismy, ze sie chlopak minal z powolaniem, bo fortune
by zbil prowadzac sex-telefon. Jak kazdy rasowy narcyz, pan podchwycil temat i postanowil
do mnie wydzwaniac w ciagu dnia z duza czestotliwoscia, co by jego czarowny vocal mnie
odpowiednio nastroil do pracy. W naszym obopolnym interesie (choc bardziej jego).
a teraz dowcip.
Mialam dzis bardzo wazna "conference call", niemila i wredna. Siedzialam w swoim pokoju
wespol z naszym szefem generalnym, finansowym, dyrektorem dzialu obslugi klienta i moim
durnym londynskim bossem (z nim nie ma problemu, bo on i tak nic nie kuma po polsku).
Rozmowa odbywala sie na glosniku, a potem rozpoczela sie narada. Dretwa atmosfera,
generalny wsiekly na maksa, szczeka mu sie ruszala, wiec nawet sie nie smialam. I
myslalam, ze zaraz pekne od tego korporacyjnego upiorstwa.
I nagle, dzwoni moj telefon. Podnosze sluchawke, mowie:
- Tak slucham?
I zmyslowym meskim barytonem, pada taki tekst na caly pokoj:
- Dobry wieczor, dzwonie z agencji, prywatny sex-telefon, czy pani zamawiala budzenie lub
masaz?
Wale bez zastanowienia:
- Ja nie... ale zdaje sie nasz boss generalny wymaga masazu. Ale ma czas dopiero po 20.00.
Trzask sluchawki. Cisza. Wszyscy sie na mnie gapia jak sroka w gnat.
W koncu generalny sie odblokowal i pyta, kto to do cholery byl?
Wiec ja, ze nowy pracownik z dzialu obslugo klienta.
- Nasz pracownik?!
Mysle, czy wlasnie wkopuje tego milego kolesia, czy jeszcze nie. Na wszelki wypadek,
bardzo serio, koncze temat:
- Oczywiscie, ze nasz. Przeciez u nas pracuja wylacznie najlepsi ludzie. Pomysl sobie, jak
wspaniale ten chlopak musi obslugiwac swoich klientow... full service, calodobowo, no w
koncu to agencja jest.
I juz bylo po spotkaniu. Wszyscy sie wyluzowali. Bez masazu.