Dodaj do ulubionych

i znowu weekend

07.10.05, 06:41
i mam nadzieję, że pogoda będzie sprzyjająca odpoczynkowi, którego wszystkim
życzę smile
Obserwuj wątek
    • vertigo5 Re: i znowu weekend 07.10.05, 07:52
      Polecam wypoczynek przy oglądaniu meczów w ten weekend wink
      Zwłaszcza mecze Anglia - Austria i Czechy - Holandia będą ciekawe smile
    • julka1800 Re: i znowu weekend 07.10.05, 13:58
      i bardzo dobra pogoda na ostatnie wycieczki rowerowe smile)

      polecam i pozdrawiam
    • hanuka50 Re: i znowu weekend 07.10.05, 14:00
      a ja w ten weekend ide na Rawe Blues Festival.. oczywiscie bez jakiejkolwiek
      zgody mojego meza na to.. jest to jeszcze jeden powod do tego zeby sie na mnie
      obrazic ze oddaliłam sie emocjonalnie..ja..kiedy nasze oddalenie trwa całe
      małzenstwo..ja teraz dopiero sie odwazyłam sama isc na koncert..a i tak mam
      wyrzuty sumienia i wcale nie ciesze sie tak jak powinnam..czy tak juz bedzie
      zawsze?...ciagła walka o moj kawałek 'ja'? sad
      • scriptus Re: i znowu weekend 07.10.05, 15:49
        Hanuka, szczerze? nie do końca rozumiem. Jak ja chcę iść na koncert, to zwykle
        pytam żony, czy chce iść ze mną, jak nie chce, to idę sam, albo z kimś innym. I
        nie widzę problemu. I wcale to nie znaczy, że ją mniej kocham. I nie mam
        poczucia winy. Nie ma obowiązku uczestniczenia w koncertach. Zona nie musi
        wszędzie chodzić za mężem, choć ma prawo, jeśli ma taką ochotę. I vice versa ...
        • bezecnymen Re: i znowu weekend 07.10.05, 15:55
          Zona nie musi
          > wszędzie chodzić za mężem, choć ma prawo, jeśli ma taką ochotę. I vice
          versa ..
          nie ma prawasmile... moim zdaniem może jeśli oboje mają na to ochotęsmile
          • scriptus Re: i znowu weekend 07.10.05, 16:13
            W jakimś sensie masz rację, jeśli oboje....
            tyle, że jeszcze nigdy nie przepędzałem żony, żeby ze mną nie szła, jeśli miała
            na to ochotę. Zawsze byłem zadowolony, gdy ze mną szła, choć nieraz sobie
            nagadałem pod nosem, że baba, to jak kula u nogi... mało mobilna i
            niepozbierana. Ale takie jest życie, zawsze ktoś gdzieś idzie, a ten drugi mu
            towarzyszy. Jednak jest fajnie być razem. Fajny jest np. wspólny wyjazd, choć
            plan podrózy trzeba od razu na wstępie obciąć o 30 %, bo a to głodna, a to
            kawka, a to trzeba do toalety.... Cóż, ja też chodziłem nieraz z nią na jakieś
            przyjęcia i starałem się chociaż zrobić inteligentną minę, pomimo, że to
            niełatwe tongue_out
            • hanuka50 Re: i znowu weekend 07.10.05, 22:11
              scriptus napisał:

              > Ale takie jest życie, zawsze ktoś gdzieś idzie, a ten drugi mu
              > towarzyszy. Jednak jest fajnie być razem. Fajny jest np. wspólny wyjazd,

              scri.. ty ja kochasz..ty chcesz z nia byc.. nawet ci zazdroszcze.. ale i
              współczuje ze tak sie to wszystko u ciebie rozbija jak groch o sciane..)
              jesli ludzie sie kochaja i chca byc z soba to nawet odpuszczenie tych 30% jest
              cudowne..
              • scriptus Re: i znowu weekend 08.10.05, 17:28
                Widzisz, nawet moja gotowość "odpuszczenia" 30% nie pomaga, jak i to, że w ogóle
                o tym nie mówię, przyjmuję, że tak ma być. Co z tego, od dawna nic razem nie
                robimy. Za to syn woli moją "technologię" wycieczek... Słyszałem kiedyś taka
                rozmowę, mama go pyta: i co wy tam będziecie robić... przejdziemy z tej do tej
                miejscowości górami, ...coś ty, to strasznie męczące, chce ci się? ... to jest
                fajne, w zeszłym roku juz tak szliśmy tylko w druga stronę ;DDDD.
          • hanuka50 Re: i znowu weekend 07.10.05, 22:08
            bezecnymen napisał:

            >... moim zdaniem może jeśli oboje mają na to ochotęsmile

            czyli jesli chca spedzac ze soba czas.. i maja razem na to ochote i to
            aprobuja.. jesli jedno chce isc samo.. jak ja? ma prawo maz sie obrazac na mnie?
            ja uwazam ze nie ma prawa.. tym bardziej ze on tez był sam na
            koncercie..jazzowym.. i ja mu nie mowiłam nie idz bo...chociaz on był tylko
            dlatego zeby mi zrobic na złosc..to dziecinne ale naprawde tak było..

        • hanuka50 Re: i znowu weekend 07.10.05, 22:04
          scriptus napisał:

          > Hanuka, szczerze? nie do końca rozumiem.
          > .
          scri.. nie rozumiesz bo moj przypadek jest zupełnie inny..nie umiem tego
          wytłumaczyc jak inny.. wiele winy ponosze ja sama..wiem o tym ale teraz juz wiem
          i chce to zmienic..
          jest inny dlatego ze moje małzenstwo z załozenia było takie
          ...współuzaleznione.. nie orientujesz sie pewno jak to współuzaleznienie
          wygladało i jaki jest syndrom rodziny alkoholowej.. ja przez cały czas
          wiedziałam ze jest jakis gwóźdź który mnie gniecie i chciałam go wyrwac, udało
          sie teraz, tylko dlatego ze pomiedzy mna i mezem powstała dobrowolna separcja ..
          on mieszka w innej miejscowosci ja tutaj gdzie przedtem.. gdyby nie to, pewno
          nie zamarzylabym isć sama na koncert do tej pory...dlaczego marze zeby sama?
          zeby sobie udowadniac ze mnie na to stac.. na podejmowanie wyzwań kolejnych..tak
          scri.. taki koncert to dla mnie wyzwanie..)zeby przezywac cos sama, bez złych
          wspomnien.. kiedyś przezywalismy razem ale potem mi sie tym czkało..)
          mysle ze gdyby nie to nasze oddalenie spowodowane zamieszkaniem w innych
          miejscach ..do tej pory tkwiłabym w tym marazmie..wstydze sie o tym wszystkim
          tutaj opowiadac.. chociaz jestem po terapii.. i nie powinnam sie wstydzic bo nie
          ja winna byłam tego zła w moim małzenstwie.. tak mnie tam uczono..
          dosc powiedziec ze do tej pory na koncerty i w ogóle nigdzie nie chodziłam bo
          bałam sie ze maz sie upije.. wolałam nie byc wsrod ludzi a teraz po prostu juz
          nie chce z nim nigdzie chodzic kiedy przekonałam sie jak to jest cudownie byc
          tam sama.. nie myslec o kims co wywinie jakiś numer, byc za siebie
          odpowiedzialna i tylko!..a dlaczego wtedy nie chodziłam nigdzie? dlaczego nie
          miałam kolezanek? dlaczego byłam taka dzika? dlaczego nie wierzyłam w siebie?
          bylam (jestem) zona akloholika...
          to moze tak pokrótce..
          w normalnej rodzinie.. jest tak jak u Ciebie i tak powinno..
          a maz jest w innej miejscowosci bo budujemy dom.. i jest zły o to ze ja na
          koncert, zamiast budowac..ale koncert jest w jedna sobote roku.. w inne
          wszystkie, przez te wszystkie lata byłam i pracowałam.. naprawde..)))
          • akacjax Re: i znowu weekend 07.10.05, 22:16
            I super! idź na koncert i nie miej wyrzutów. Nie można ciągle gonić za czymś nie widząc tego, co fajne obok. Odpowiadasz tylko za siebie.
            Wiesz, że masz prawo do swojego zdania. Zaufaj swoim pragnieniom.
            I baw się dobrze!
            • hanuka50 Re: i znowu weekend 08.10.05, 08:50
              akacjax napisała:
              > I super! idź na koncert i nie miej wyrzutów. Nie można ciągle gonić za czymś ni
              > e widząc tego, co fajne obok. Odpowiadasz tylko za siebie.
              > Wiesz, że masz prawo do swojego zdania. Zaufaj swoim pragnieniom.
              > I baw się dobrze!

              dziekuje za zyczenia.. to juz dzisiaj..
              powiem jedno.. to, ze jest jak jest ze mna.. to równiez sprawa internetu..
              tutaj dostałam pierwsze wsparcie.. kopa do tego, zeby cos zmienic.. adresy
              przychodni.. przyjacielska dłon..)
              potem juz poszło.. wykorzystałam szanse.. w ciagu 2 lat nastapiła we mnie zmiana
              ale zastanawiam sie duzo.. weszłam tutaj do was zeby pomyslec co dalej...
              co dalej zrobic ze swoim zyciem.. czy poddac sie czy separacja..nigdy tego nie
              chciałam..rozwodu.. chciałam postawic tylko granice.. ustalic zasady..ale nie
              jest to łatwe.. i albo bede walczyc o siebie w małzenstwie.. gdzie ciagle bede
              miała kłody pod nogi albo zdecyduje sie na ten jeden ruch.. to jest bardzo
              trudne, podjecie takiej decyzji.. to jest wahanie ..scriptus wie czego chce..
              chce utrzymac małzenstwo.. bo na dobre i złe sie zwiazał.. a ja jeszcze nie wiem
              czego chce... zebym miała pewnosc, ze to złe za mna.. a dobre teraz bedzie mi
              wynagradzac.. ale tej pewnosci nie mam..maz nie chce moich granic...
              • akacjax Re: i znowu weekend 08.10.05, 10:30
                Scriptusowi jest latwiej, bo on nie ma takich ograniczeń jak Ty.
                A w Twoim przypadku-czy terapeuci nie mowili, że Ty za m. nic nie zrobisz?
                Jeżeli on nie chce terapii-to takie małżeństwo zniszczy także Twoje życie. Poza
                tym, czasem trzeba odejść, by komuś otworzyć oczy.
                Baw się dobrze na koncercie i napisz jak było.
                • thomaspawel Re: i znowu weekend 08.10.05, 17:24
                  jak nic nie musi to co to za żona....?
        • tricolour Scriptusie! A jakie obowiązki ma żona w ogóle? 08.10.05, 09:44
          Może nic nie musi?

          Może nie musi chodzić na koncerty, do sypialni, może nie musi gadać?
          • scriptus Re: Scriptusie! A jakie obowiązki ma żona w ogóle 08.10.05, 18:12
            Nic nie musi, jeśli nie chce. Jeżeli czegos nie zrobi, to nie zrobi, życie toczy
            sie dalej. Najwyżej zrobi to ktoś inny. W dzisiejszych czasach "zajmowanie się
            domem", to żadna praca. Wszystko można zrobić przy okazji. Jeżeli czegos nie
            zrobi ona, zrobię to ja. Jest pełny kosz z brudną bielizną, wrzucę do pralki,
            nastawię program ... i cała robota, 2 minuty, po 3 godzinach, 10 minut, żeby
            powiesić. Codziennie wystarczy 15 minut sprzątania, żeby w cyklu tygodniowym
            było cała mieszkanie w każdym miejscu co najmniej raz sprzątane i ja sobie to
            tak po prostu robię. Kiedy jestem głodny, po prostu wchodzę do kuchni i coś
            przygotowuję dla wszystkich, jeżeli nie ma obiadu, po prostu go zrobię.
            Konkurujemy między sobą o tę robotę... z tym, że mamy różne motywacje, ona, żeby
            sobie mogła pogadać, jak to ciężko w domu pracuje, ile to dla nas robi, itd,
            moje hobby, to ubiec ją w tej robocie, do tego tak, żeby nie widziała, że cos
            robię. Bo kiedy widzi, to cały czas jest coś nie tak, a tak, efekt się liczy,
            nie metoda.
            A co do chodzenia na koncerty, do kina, knajpki, zawsze chcę, żeby ze mną
            poszła... Jeżeli ona idzie, zawsze jestem gotów odłożyć wszystko, by pójść z
            nią... Ale cóż, żadna z tych rzeczy nie jest obowiązkowa. Zatem masz rację, ona
            nic nie musi. Zawsze mi się wydawało, że kiedy coś grzecznie proponuję, to jest
            objaw szacunku dla niej. Zamiast powiedzieć ... idziesz ze mną, bo ja idę,
            zapytam, czy masz ochotę pójść ze mną... szczerze? po setkach odpowiedzi nie,
            niechce mi się, mam co innego w planie, pytam nadal, z góry znając odpowiedź, i
            albo zabieram potem syna, albo idę sam, ale do knajpki na piwo, bo mi się nie
            chce samemu szwendać po mieście w bardziej ambitnych celach.
            Tri, kobieta, która ma odchowane dzieci, naprawdę nie ma zbyt wielu obowiązków
            domowych. Całe to legendarne "zajmowanie się domem" to godzinka czasu dziennie,
            i w sobotę dwie - trzy, reszta (poza pracą zawodową w przypadku kobiet
            pracujących), to czas wolny, wypoczynek, własne hobby. Owszem, chylę czoła wobec
            ogromu pracy włożonego w odchowanie dziecka od 0 do 3 lat. Później, do 7-8 lat
            też dzieci przyczyniają trochę pracy rodzicom, ale tę mozna łatwo podzielić.
            Starsze dziecko wymaga już tylko poświęcenia czasu na naukę i na przyjemności,
            nie mówię oczywiscie o standartowych sprawach, jak pranie, utrzymanie czystości
            i gotowanie, ale te przecież ma i osoba samotna, a w rodzinie to naprawdę
            zajmuje niewiele więcej czasu, niż osobie samotnej. Podzielone na dwoje, każdej
            z osób znacznie mniej czasu.
            Życie we dwoje naprawdę może być bardzo satysfakcjonujące dla oboga, nie
            rozumiem, dlaczego tak nie może być u nas sad
            Zawsze powtarzam, że mi zona potrzebna jest nie , jako "gosposia w domu", ale
            jako przyjaciółka, kochanka, towarzyszka, i nie jest niewolnicą Izaurą, żeby
            cokolwiek musiała. Żeby było OK, musi tylko jedno, musi chcieć... Nie musi
            chodzic na koncerty, do sypialni, gadać, ale ja chciałbym, zeby chciała....
            • tricolour Obowiązki... 08.10.05, 18:48
              ... nie wynikają z tego, że zona ma spełniac zachcianki męża, ale wynikaja z
              faktu, że JEST ŻONĄ (dotyczy to obojga - rzecz jasna).

              Jeżeli jeden małżonek czegoś nie robi, a drugi mówi, że życie toczy sie dalej, a
              najwyżej zrobi to ktos inny - to już po małżeństwie.

              Obowiązkowość wynika z natury człowieka - to ja chce iść z przyjaciółką do kina,
              mam ochotę zaprosić ją na kolację, lub sam ją zrobić, pojechac na basen, narty,
              wakacje, odwiedzić muzeum. To są moje obowiązki wynikające z tego, że kogoś mam.
              Mam o niego dbać, troszczyć się itp.
              Nie robię tego, bo druga osoba tego potrzebuje, ale dlatego, że ja mam obowiązek
              dawania - to warunek istnienia związku.

              Mówiąc bardziej obrazowo: płacimy alimenty nie dlatego, że dziecko potrzebuje
              pieniędzy, ale dlatego, że JESTEŚMY RODZICAMI. To są właściwe relacje!

              Związki (małżeństwa) się rozwalają w chwili kiedy pomylimy obowiązki z
              oczekiwaniami.
              • scriptus Re: Obowiązki... 08.10.05, 19:55
                tricolour napisał:

                > ... nie wynikają z tego, że zona ma spełniac zachcianki męża, ale wynikaja z
                > faktu, że JEST ŻONĄ (dotyczy to obojga - rzecz jasna).
                >
                > Jeżeli jeden małżonek czegoś nie robi, a drugi mówi, że życie toczy sie dalej,
                > a
                > najwyżej zrobi to ktos inny - to już po małżeństwie.

                Jeżeli moja żona czegoś nie zrobi, co trzeba zrobić, po prostu zrobię to ja... i
                życie toczy sie dalej. Nie będę się wściekał z tego powodu, nie warto. Nie mam
                tez jakichś szczególnych zachcianek. Po prostu pobyć od czasu do czasu razem,
                porozmawiać, chciałbym zrobić coś by sprawić jej przyjemność, pokochać się, po
                prostu nic nadzwyczajnego, to żadne szczególne zachcianki. Spokojnie da się bez
                tego żyć, tylko, smutno sad

                >
                > Obowiązkowość wynika z natury człowieka - to ja chce iść z przyjaciółką do kina
                > ,
                > mam ochotę zaprosić ją na kolację, lub sam ją zrobić, pojechac na basen, narty,
                > wakacje, odwiedzić muzeum. To są moje obowiązki wynikające z tego, że kogoś mam
                > .
                > Mam o niego dbać, troszczyć się itp.
                > Nie robię tego, bo druga osoba tego potrzebuje, ale dlatego, że ja mam obowiąze
                > k
                > dawania - to warunek istnienia związku.
                >

                Jak można komus dawać coś, czego ten ktoś nie potrzebuje?

                W tym sensie, masz rację, moja żona mi nie daje czegoś, co ja potrzebuję. Nie
                rozumie, że nie potrzebuję "gosposi", a zarazem nie chce nią być. Nie rozumie,
                że potrzebuje partnerki, jednocześnie, nie wiem, czy nie chce, czy utraciła
                zdolność nia być... Nie chce się o mnie troszczyć, demonstracyjnie okazuje
                obojętność. Na to nie mam sposobu. Nie uważam, że właściwe jest tu zachowanie na
                zasadzie wzajemności. Nic nie zyskam replikując w ten sam sposób.


                > Mówiąc bardziej obrazowo: płacimy alimenty nie dlatego, że dziecko potrzebuje
                > pieniędzy, ale dlatego, że JESTEŚMY RODZICAMI. To są właściwe relacje!
                >
                > Związki (małżeństwa) się rozwalają w chwili kiedy pomylimy obowiązki z
                > oczekiwaniami.

                Obowiazki to obowiązki, sam widzę, co trzeba zrobić. Wszystko w rodzinie ma
                funkcjonować i funkcjonuje. Technicznie, wszystko działa, jest co jeść, gdzie
                spać, jest czysto... i tak będzie niezależnie od wkładu mojej małżonki.
                Oczekiwania... powoli przestaje mieć jakiekolwiek oczekiwania od naszego
                związku. Realizm.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka