Dodaj do ulubionych

51 tysięcy rozwodów w 2004 roku...

24.11.05, 08:31
Wychodzi na to, że codziennie (licząc dni "pracjące") sądy orzekają około 200
rozwodów...
Zapewne za rok bieżący statystyki będą jeszcze gorsze...

W roku 2004 zawarto 192 tysiące małżeństw
Obserwuj wątek
    • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 08:38
      myślę, że jak tak dalej pójdzie to mój będzie dopiero w 2006 i zasilę tą
      statystykę
      • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 08:52
        a tak na marginesie - ciekawi mnie, ile z tych ponad 100 tysięcy rozwiedzionych
        w 2004 roku osób w tym samym roku z inna osobą zawarło małżeństwo...

        a co do roku 2006 - z całą pewnością, to właśnie będzie rok mojego rozwodu...
        • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:12
          ciekawe czy ktos prowadzi ta statystykę?
          • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:18
            chyba raczej nie...
            dane które przytoczyłem podał GUS i nie sądzę, aby
            prowadził analizy odnosnie zachowań osób po rozwodach...
    • bursztynowe Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:06
      rozwodźcie się - sto tysięcy ludzi nie może się mylić!
      • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:15
        ale powaznie to chciałabym zobaczyć statystykę podzieloną na kategorie z jakich
        przyczyn, wtedy mozemy mówić czy ktos się pomylił czy nie.
        • bursztynowe Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:28
          fundamentalną przyczyną rozwodu jest ślub...
          reszta to tylko ozdobniki...
      • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:15
        Też lubię Łysiaka smile
    • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:26
      Gdyby przed ślubem każda para przechodziła taką wiwisekcję przed Sądem, jaką
      przechodzi decydując się na rozwód - małżeństw byłoby pewnie mniej wink
      • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:29
        no, i tak chyba jest coraz mniej...
        • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:30
          i coraz mniej dzieci...
          • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:34
            ani chybi podniesiony zostanie wiek emerytalny zatem i statystyczny mężczyzna
            umrze przed otrzymaniem pierwszej emerytury na którą ZUS zabierał mu pieniądze
            przez całe zycie...
            kobiety maja lepiej - statystycznie dłużej zyją chyba o 8 lat no i wiek
            emerytalny mają niższy...

            • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:35
              Nie wiadomo, jak długo jeszcze będziemy miały niższy - szykują się zmiany.
              • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:36
                ale tych 8 lat w statystycznej długości zycia nie nadrobimy i tak
                • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:39
                  Chyba, że zamienimy wiek emerytalny kobiet i mężczyzn wink
        • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:32
          Jeśli tyle z nich kończy się rozwodami, to może i lepiej, że jest ich coraz mniej?
          Chociaż proporcjonalnie, to i tak zostaje podobnie.
          Pamiętam - jak wyszliśmy z Mężem z pierwszej sprawy rozwodowej, to popatrzyliśmy
          na siebie, po czym stwierdziliśmy zgodnie, że gdyby nam ktoś przed ślubem
          zafundował te wszystkie pytania i takie mielenie mózgu, to w życiu byśmy się na
          ślub ze sobą nie zdecydowali. Może więc to i sposób?... Wyobraź Sobie każdych
          młodych narzeczonych, przechodzących przez sito psychologów wink
          • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:35
            coś Ty ! młodzi i zakochani nie traktowaliby tej wiwisekcji poważnie...
            • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:38
              Ci ślepo wierzący w to, że im się uda - nie traktowaliby.
              Ale ja byłam pełna wątpliwości. Gdyby mi do tego jeszcze ktoś powiedział, że
              najprawdopodobniej wystąpią takie a takie problemy - najprawdopodobniej jednak
              nie zdecydowałabym się na ślub.
              • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:42
                No ta, Ty masz ciut inna perspektywę, ja byłem absolutnie pewien, że to będzie
                na zawsze i żadnych wahań nie miałem...
                • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:46
                  Uhum, a nie wiesz, jaką perspektywę miała Twoja połowa?
                  • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:51
                    jej dziadek (strasznie się lubilismy) powiedział mi w dniu ślubu:
                    "zobacz, a tak sie strasznie bała, że nikt jej nie pokocha i nie
                    wyjdzie za mąż".

                    poza tym napisała w pozwie: "wyszłam za mąż za pozwanego pod silna presja
                    rodziny, a zwłaszcza matki"...

                    brrrrr
          • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:36
            niestety młodzi narzeczeni przeszliby przez to sito bez mrugnięcia okiem,
            zapatrzeni w siebie i zakochanismile
            • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:38
              smile Ale nie wszyscy narzeczeni są w siebie ślepo zapatrzeni - właśnie w tym sęk smile
            • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:41
              otóż to... ja na pewno tak bo zakochany i zapatrzony w wybrankę byłem...
              ech, z "tej miłości to całkiem zgłupieć można" jak rzekła bohaterka jednego z
              moich ulubionych polskich filmów...
              • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:47
                ja też miałam opory i chciałam uciec sprzed ołtarza ale....
                to ale postanowiłam jednak głęboko zakopać, potem wyrosło
                , za płytko zakopałam....
                • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 09:58
                  ale ostatecznie efekt i u Ciebie i u mnie jest podobny...
                  • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:03
                    U całej trójki jest podobny. Co ciekawe, we wszystkich trzech wypadkach kobiety
                    nie były wcale takie pewne, że chcą wychodzić za mąż.
                    Ja się bałam - podobnie jak Twoja Żona - że mnie nikt nie pokocha i nie wyjdę za
                    mąż. A bardzo chciałam mieć rodzinę i dzieci.
                    • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:08
                      moja żona bardzo chciała mieć przede wszystkim córkę
                      (tak w ogole to planowalismy miec dwojkę dzieci)
                      ja byłem spełniłem tylko rolę "zdrowego, czyściutkiego
                      reproduktora" (to jej określenie, chociaz nie w kontekście
                      mojej osoby) Potem przestałem byc potrzebny, miłości
                      nie trzeba było już udawać...
                      • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:09
                        sad Może jednak nie jest, jak mówisz.
                        Bo to brzmi okropnie sad
                        • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:20
                          maheda napisała:

                          > sad Może jednak nie jest, jak mówisz.
                          > Bo to brzmi okropnie sad

                          niestety tak to wygląda...
                          to taka niestety tradycja rodzinna po jej stronie:
                          jej babcia i matka rodziły córkę i niedługo potem sie rozwodziły
                          moja zona podtrzymała niestety tę tradycję, mimo moich starań, walki...

                          mam taką idee fixe aby córkę wyrwać z tego zakletego kręgu... aby jej zycie
                          nie potoczyło się w identyczny sposób jak życie matki, babki i prababki...

                          • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:43
                            Cholera, no to rzeczywiście nieładnie. Skoro taki ewzorce wynosiła z domu, to
                            trudno się dziwić, że takie coś ma wbudowane...
                            Przykre to, że powielamy również złe wzorce z domów, w których się wychowywaliśmy.
                            A powiedz mi, do tej pory córki miały dobry i częsty kontakt ze swoimi ojcami?
                            • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 11:24
                              raczej nie miały kontaktu, moja zona i teściowa zawsze mi tłumaczyły, że
                              ojciec i mąż był nieodpowiedzialny, bawidamek i nie interesował się rodziną.
                              Wierzyłem w tę wersję (jak we wszystko co zona mówiła). Ale zastanowiło mnie,
                              że nawet nie poszły na pogrzeb (zmarł kilka miesięcy po naszym slubie, nigdy go
                              niestety nie poznałem)
                              Dotarłem kiedyś (kiedy byłem na etapie szukania prób ratowania związku) do osoby
                              która przedstawiła mi to wszystko w troche innym świetle...

                              Dlatego wiem, że aby przerwać ten zaklety krąg musze byc mocno obecny w zyciu
                              córki. Udaje mi się to, nasze relacje są naprawdę świetne.
                              • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 12:00
                                No to fantastycznie i oby tak dalej.
                                Rzeczywiście w takiej sytuacji musisz być jak najczęściej i jak najdłuzej z
                                córką. Na ile to oczywiście możliwe.
                                Życzę Ci wytrwałości. Ile teraz lat ma Mała?
                                • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 12:27
                                  Bóg zapłać za pokrzepiające słowa dobra kobieto smile
                                  Moja mała ma 6 lat smile
                                  • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 12:35
                                    To jest dwa lata młodsza od mojej.
                                    Masz możliwośc spotykania się z Nią codziennie albo prawie codziennie?
                                    W tym wieku jest ważny możliwie częsty kontakt.
                                    • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 13:12
                                      widujemy się 3 lub 4 razy w tygodniu, w każdy dzień w którym się nie widzimy
                                      dzwonię do niej, do tego 3 tygodnie wakacji letnich spędzamy razem plus tydzień
                                      w zimie...
                                      • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 13:16
                                        Eeeee to faktycznie super smile
                                        No to powodzenia życzę i oby taki stan mógł trwać jak najdłużej.
                                        W takim układzie córka nie wyrośnie na kobietę wychowaną przez kobiety. A chyba
                                        to u Twojej żony był problem. Nie wiedziała, jak się żyje z mężczyzną, i pewnie
                                        sobie nie poradziła. sad
                                      • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 13:29
                                        chciałabym aby mój były miał takie podejście jak Ty...niestety wysyła smsa że
                                        chce małą zabrać, obiecuje a potem 30 min. przed przyjazdem odwołuje..., albo
                                        obraza się, że mała jest przeziębiona i nie może jej zabrać.
                      • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:11
                        ja chcialam mieć rodzinę i dzieci, córkę - tak bardzo, mam ją ale potem
                        usłyszałam, że jedno stanowczo wystarczy i koniec, to był jeden z wielu
                        powodów...
                        • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:12
                          a Ty już po rozwodzie, w trakcie, czy się zastanawiasz?
                          • brzoza75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:19
                            ja? jestem w grupie oczekujących na termin pierwszej rozprawysmile
                          • joasia69 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 10:23
                            tak sobie was czytam...
                            wszyscy chcieliśmy mieć "zdrowiutkie" rodziny, tylko jakoś nie bardzo nam
                            wyszło. I czy braliśmy ślub z rozsądku, z miłości, czy jeszcze z jakiś innych
                            powodów to efekt końcowy jest (albo będzie,jeśli sprawa jest w toku) ten
                            sam ....rozwód.


                            • brzoza75 prawda 24.11.05, 10:26
                              nie da się ukryć...
                            • maheda A czego się spodziewałaś 24.11.05, 10:33
                              skoro tutaj są właśnie takie osoby? smile
                              Tak samo na zajęciach AA można dojść do wniosku, że wszyscy na świecie piją.
                              Nie ma co załamywać rąk - bo "tutejsi" ludzie to wcale nie jest reprezentatywne
                              grono, a sama znam wiele małżeństw, które są szczęśliwe ze sobą i są razem mimo
                              wszystkich burz wokół.
                              I uwierz - Ci ludzie wcale nie mają zamiaru ani skakać na boki ani się rozwodzić.
                              • joasia69 Re: A czego się spodziewałaś 24.11.05, 10:47
                                właśnie dlatego tu jestem smile
                                ja jestem już po.
                                I zgadzam się z Tobą...szczęsliwe małżeństwa są! I oby było ich jak nawięcej.
                                • maheda Re: A czego się spodziewałaś 24.11.05, 10:49
                                  smile Otóż to. Czego i sobie życzymy smile
                      • samosia75 Vertigo 24.11.05, 16:42
                        "moja żona bardzo chciała mieć przede wszystkim córkę
                        > (tak w ogole to planowalismy miec dwojkę dzieci)
                        > ja byłem spełniłem tylko rolę "zdrowego, czyściutkiego
                        > reproduktora" (to jej określenie, chociaz nie w kontekście
                        > mojej osoby) Potem przestałem byc potrzebny, miłości
                        > nie trzeba było już udawać..."

                        A co byłoby gdyby urodził wam sie synek? I za drugim ewentualnym razem też
                        synek? Czy to jakos wpłynęłoby na bieg wydarzeń? Przerwało schemat?
                        • vertigo5 Re: Vertigo 24.11.05, 20:14
                          Któż to może wiedzieć Samosiu ? Może byłoby inaczej, może podobnie, może tak
                          samo... .
                          Faktem jest, że model się powiela wciąż. Matka rodzi córkę i się rozwodzi zaraz
                          potem... . Teściowa będąc dzieckiem jak i moja zona kiedy była maluchem były
                          wychowywane głównie przez swoje matki, babcie i ciotki. Faceci byli gdzies w
                          dalekim tle...
                          Przerażająco duży wpływ na moją zonę miała jej matka. Każdego dnia, od
                          pierwszego dnia po ślubie wieczorem gadały przez telefon godzine, półtorej... .
                          Nie poszliśmy do łóżka nigdy przed ich wieczorną rozmową bo "mama się będzie
                          niepokoić dlaczego nie odbieramy"...
                          Symptomatyczne zdarzenie pamiętam - kiedy żona rodziła, byłem w mieszkaniu
                          razem z teściową i czekałem na telefon od położnej. Kiedy zadzwoniła i
                          przekazywała pomyslne i radosne wieści, ja powtarzałem za nią : "zdrowe, waży
                          tyle a tyle, wzrost taki a taki, 10 punktów". Teściowa zaczęła mnie prawie
                          szarpać i przerywała rozmowę : córka czy syn ?! córka czy syn ?! Kiedy
                          odłożyłem słuchawkę i powiedziałem, że córka gigantyczną ulgę zobaczyłem na
                          twarzy...
                          Zawsze potem powtarzała, że "po co nam drugie dziecko", że gdyby było drugie to
                          ona juz by go nie kochała i takie tam głupoty...
                          Zatem model się powielił i przestałem byc potrzebny... .

                          Ale - wypada to napisać - to nie jest tak, ze ja byłem dobry, wspaniały,
                          kochający a trafiłem do złej rodziny. Miałem swoje wady, bywałem trudnym
                          facetem w codziennym zyciu. Ale kiedy zaczęło się źle dziać obsesyjnie szukałem
                          winy w sobie i siebie głównie winiłem. Potem się z tego stanu otrząsnąłem,
                          zacząłem patrzeć spokojniej i doszedłem do wniosku, że było tak jak to wynika z
                          kilku moich wpisow na tym wątku... .

                          Cholera, ale się rozpisałem !
                          Znikam !
    • scriptus Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 12:23
      Strasznie dużo tych rozwodów, widać, co czwarte małżeństwo się rozpada. Czy to
      warto się żenić?? Człowiek w dobrej wierze się ożeni, a tu, po jakimś czasie,
      coś się dzieje i co czwarta żona odchodzi. Szczęście mają ci, którzy mają te
      pierwsze trzy żony, tylko dlaczego ja ich dobrze nie policzyłem w USC???
      • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 12:28
        ja i tak słaby byłem z matmy więc liczenie by mi nie pomogło wink
        • scriptus Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 12:57
          A ponadto, który z panów młodych ma czas przed ślubem stać w urzędzie i liczyć
          pary ?? smile))))
          • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 13:00
            No i skąd wiadomo, od której pary zacząć liczyć? wink
            • vertigo5 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 13:13
              a może na zasadzie: ene, due, rike fake, torbe borbe, usme smake, albo jakas
              podobna "sensowna" wyliczanka big_grin

              to wszystko niestety jest loterią...
              • scriptus Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 17:54
                To proste, trzeba zaprowadzić rejestr i czekać, aż się pierwsza para z tego
                rejestru rozwiedzie. I to od tej pary trzeba zacząć liczyć, słowem, liczyć
                trzeba ciurkiem ze dwa lata, aż się któraś para rozwiedzie wink)))
    • porucznikk Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 14:34
      Odnoszę wrażenie, że gdyby małżeństwa zawierali pićdziesięciolatkowie
      instytucja rozwodu nie byłaby do niczego potrzebna. Nasuwa się jeden
      nierozwiązywalny problem, skąd brałyby się dzieci, kto bawiłby wnuki.
      por.
      • maheda Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 14:42
        Może wystarczyłoby, gdyby małżeństwa mogli zawierać ludzie powiedzmy... po 30tce?
        Albo gdyby po ukończeniu 18tego (i ew. co roku do skutku) psycholog mógł wydawać
        "opinię o dojrzałości emocjonalnej, psychicznej i fizycznej" do zawarcia związku
        małżeńskiego? smile)) Która to opinia, rzecz jasna, nie miałaby żadnej mocy
        prawnej i nie możnaby na jej podstawie nikogo zmusić do ślubu ani tego ślubu
        odmówić? smile))
        • bursztynowe Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 16:17
          ta cezura 30 lat brzmi całkeim rozsądnie, przynajmniej w odniesieniu do
          facetów...
          sęk w tym, że niczego w dalszym ciągu nie gwarantuje...

          Więc albo celibat albo próbować raz za razem i apiat'
          • samosia75 Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 16:39
            Fizjologicznie płodność kobiety mocno spada po 30 roku życia. Co zatem z
            kwestią rozmnażania się przy cenzurze lat 30????
            • bursztynowe Re: 51 tysięcy rozwodów w 2004 roku... 24.11.05, 19:05
              zanik rodzaju ludzkiego?
              może to jest jakieś wyjście...

              dajmy szanse mrówkom...
    • julka1800 tak sobie poczytalam 25.11.05, 11:06
      "Ja się bałam - podobnie jak Twoja Żona - że mnie nikt nie pokocha i nie wyjdę
      za mąż. A bardzo chciałam mieć rodzinę i dzieci."

      ... powiem krótko... dla mnie przerażające

      dziewczyny wychodzące za mąz z obawy ze nie trafi sie drugi taki coby je
      zechciał

      można tylko dalej snuć domysły... trzeba urodzic dziecko ...z obawy ze na
      starośc nie bedzie mi komu podać pledu





      • maheda Re: tak sobie poczytalam 25.11.05, 11:19
        A domysły mają to do siebie, że są albo prawdziwe albo nie. Na jakiej podstawie
        osądasz?
        • julka1800 Re: tak sobie poczytalam 25.11.05, 11:40
          Osądzam?
          ja nikogo nie osądzam.
          Napisałam ze przeraza mnie takie rozumowanie
          "boje sie że mnie nikt nie pokocha i nie wyjdę za mąż"

          • maheda Re: tak sobie poczytalam 25.11.05, 11:58
            Czemu Cię przeraża? To dość powszechne rozumowanie, wbrew pozorom.

            Wydaje mi się, że lepiej w pewnym momencie stanąć w twarz z samą sobą i
            powiedzieć samej sobie prosto w oczy, że było się koszmarnym tchórzem, i że z
            tego wynikały pewne jak najbardziej błędne czyny. Mimo tego, że to jest
            straszliwie bolesne. Mimo, że samej sobie trzeba jasno powiedzieć, że się
            było/jest podłą i oszukało się drugiego człowieka.
            Bo tylko wtedy można samemu sobie pomóc, coś ze sobą zrobić. Tylko wtedy, jeśli
            się siebie nie oszukuje.

            Widzisz, ja przez wiele lat uważałam, że to nie ja byłam winna, nie ja byłam
            egoistką, tylko mój Mąż. I nie przyznałabym się nawet przed samą sobą, jaki był
            powód mojego zamążpójścia. Oczywiście, wiele razy słyszałam i czytałam, że wina
            leży ZAWSZE po obydwu stronach, ale wg mnie moja wina polegała jedynie na tym,
            że zbyt ugięłam własną osobę i własne potrzeby do Jego wymagań (śmiech na sali).
            Dziwne, jak człowiek potrafi sam siebie oszukiwać w imię utrzymania własnego
            dobrego mniemania o sobie.
            Aż w końcu doszłam do tego, żeby zmierzyć się z najgorszą prawdą o samej sobie -
            bo tylko tak można coś zrobić ze swoim życiem. Nie zagoi się wieloletnie
            zaropiałe rozharatanie, jeśli nie przyznasz, że ono istnieje; i będziesz je
            wiecznie przykrywać super ciuchami, pranymi w coraz lepszych proszkach.
            • julka1800 Re: tak sobie poczytalam 25.11.05, 12:01
              czy on o tym wie?
              • maheda Re: tak sobie poczytalam 25.11.05, 12:59
                Mój były Mąż? Owszem, wie. Dowiedział się krótko po mnie - w czasie rozwodu.
                Mieliśmy taką dość szczerą rozmowę, oboje już wiele rzeczy przemyśleliśmy.
                Po raz pierwszy była to rozmowa bez mojego obwiniania Go, a za to z moim
                przyznaniem się do winy.
                Wiele to dało i Jemu, i mnie.
      • scriptus Re: tak sobie poczytalam 27.11.05, 02:13
        julka1800 napisała:

        > "Ja się bałam - podobnie jak Twoja Żona - że mnie nikt nie pokocha i nie wyjdę
        > za mąż. A bardzo chciałam mieć rodzinę i dzieci."
        >
        > ... powiem krótko... dla mnie przerażające
        >
        > dziewczyny wychodzące za mąz z obawy ze nie trafi sie drugi taki coby je
        > zechciał
        >
        > można tylko dalej snuć domysły... trzeba urodzic dziecko ...z obawy ze na
        > starośc nie bedzie mi komu podać pledu
        >
        >
        Oczywiście, a kobiety są zdradliwe i mają zbyt wielki wpływ na mężczyzn. I tak
        nie podadzą pledu staremu facetowi. Kiedy nie chce być z nami ta, która
        urodziła nam dzieci, której wierzymy i którą kochamy, taniej i prościej
        zatrudnić na starość pielęgniarkę.

        Trochę prowokuję tongue_out
        • arek-zabki Re: tak sobie poczytalam 27.11.05, 03:50
          jestem rozwiedziony. Ale od paru lat jestem z kobietą która jest dla mnie
          wszystkim. Kochamy się. Urodziła mi śliczną córeczkę. Ona też jest po ciężkim
          rozstaniu w dziwnym związku w którym była.
          To tylko dowód na to że ludzi łączą te same problemy. Ja bałem się że nikt mnie
          nie pokocha, że żadna kobieta nie będzie chciała "rozwodnika". Ale znalazłem JĄ.
          Czego wszystkim na tym forum życzę.
          Może to nie w tym temacie, ale chciałem wszystkim powiedzieć jaki jestem
          szczęśliwy... Czego i wszystkim życzę.
        • porucznikk Re: tak sobie poczytalam 27.11.05, 09:04
          scriptus napisał:

          > Oczywiście, a kobiety są zdradliwe i mają zbyt wielki wpływ na mężczyzn. I tak
          > nie podadzą pledu staremu facetowi. Kiedy nie chce być z nami ta, która
          > urodziła nam dzieci, której wierzymy i którą kochamy, taniej i prościej
          > zatrudnić na starość pielęgniarkę.
          >
          Masz rację. Taka zrobi, co trzeba i pójdzie. Poza kasą nie poniosę dodatkowych
          kosztów.
          por.
          >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka