kvinna1
20.02.06, 13:43
atakował powoli, wzmagał na sile, ale był czas zeby sie przygotowac. Teraz
spada z całą siłą, ogarnia umysł i ciało, kazda komorka we mnie chce się
wyłączyc. To taki dziwny stan beznadziei, stan niewiary w siebie i sens
egzystencji. Rozwod juz za niecale dwa miesiące, moj mąż z nią zyje od 8
miesięcy. A ja glupia ciągle szukam w sobie przyczyny jego odejscia. Caly
czas mam w glowie mysli o tym jaki byl dobry, do czasu az pewnego dnia mnie
bez ostrzezenia zostawil. Spotkałam ostatnio przyjaciela z dawnych lat. Nie
wiedzial ze mąż odszedł, zdziwil sie. Usłyszałam od niego, ze kilka lat temu
mąż miał romans. Czuje sie strasznie. Tak bardzo przed calym swiatem / mimo
wszystko/ bronilam dobrego imienia meza. moje mocno nadszarpniete poczucie
wartości wlasnej osoby spada do zera. Nie umiem sie przebic przez to. Nie
wiem jak chce zyc, nie wiem co chce robic zawodowo. Zle mi.