zlosnica-jedna
29.05.06, 09:41
podczytuję was już od jakiegoś czasu szukając rozwiązania, rady na moje
kłopoty. właściwie cieszę się że tu trafiłam.
a ja na wielkim zakręcie z gigantyczną niewiadomą. jestem po trzydziestce, mam
dwoje dzieci i do tej pory wydawało mi się, że również udane
małżeństwo.....niestety.....mój ślubny niedawno oznajmił mi, że mnie już
raczej nie kocha, że nie cierpi spędzać ze mną czasu i że generalnie to ma
pustkę i chyba się wyprowadzi, żeby odnaleźć swoją drogę i sens życia.
jak grom z jasnego nieba.
długie rozmowy....terapia dla par.....koszmar.
chyba chcę żeby odszedł, bo życie z człowiekiem a właściwie ze świadomością że
jest się niekochaną a wszystko to jakaś gra dziwaczna to piekło.
z tych wszystkich rozmów wyniknęło, że nie liczę się dla niego, że się
wypaliłam twórczo, że nie jestem szczupła piękna, młoda i uśmiechnięta,
że....jestem kimś innym.
ale ja jestem kimś innym. wychowuje dwoje maluchów i mam mnóstwo pracy z nimi,
a mój poziom intelektualny skurczył się do poziomu teletubisiów. jestem inna,
ale czy gorsza?? przecież on też się zmienił, przecież ludzie się zmnieniają i
to naturalne.
nie wiem, co myśleć, nie wiem, co robić....boję się tego rozstania, bo nie
wiem, czy dam sobie radę.....
poza tym kocham go po prostu....
jak się w tym wszystkim odnależć????