maga_luisa
20.07.06, 10:21
jak to jest? Wszyscy mężowie/żony, kiedy podejmowaliśmy wspólne życie, byli
wspaniali/mądrzy/ godni zaufania.
Po iluś tam latach coś się zaczyna psuć, niby każda historia jest inna, ale
jednak wiele elementów jest tak powtarzalnych, jak kolor sukienek ślubnych.
On/ona staje się nagle kimś nieodpowiedzialnym, egocentrycznym, okrutnym.
Może w tym wszystkim jest jakiś sens, którego nie chcemy dostrzec? Może nie
jesteśmy monogamiczni i koniec? Może taki jest "przebieg naturalny" każdego
związku?
Kiedyś małżeństwo było kontraktem na całe życie; teraz budujemy je właściwie
wyłącznie na miłości i erotyźmie; być może na takiej podstawie utworzone
przetrwać po prostuy nie ma prawa?