Dodaj do ulubionych

A mnie nurtuje pytanie

20.07.06, 10:21
jak to jest? Wszyscy mężowie/żony, kiedy podejmowaliśmy wspólne życie, byli
wspaniali/mądrzy/ godni zaufania.
Po iluś tam latach coś się zaczyna psuć, niby każda historia jest inna, ale
jednak wiele elementów jest tak powtarzalnych, jak kolor sukienek ślubnych.
On/ona staje się nagle kimś nieodpowiedzialnym, egocentrycznym, okrutnym.
Może w tym wszystkim jest jakiś sens, którego nie chcemy dostrzec? Może nie
jesteśmy monogamiczni i koniec? Może taki jest "przebieg naturalny" każdego
związku?
Kiedyś małżeństwo było kontraktem na całe życie; teraz budujemy je właściwie
wyłącznie na miłości i erotyźmie; być może na takiej podstawie utworzone
przetrwać po prostuy nie ma prawa?
Obserwuj wątek
    • ladyhawke12 Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 11:23
      Jak wychodziłam za mąż nic to nie miało wspólnego z romantyzmem i miłością,
      uciekałam z domu, wyszłam bo facet nachodził mnie i przysięgał że jego miłości
      do mnie wystarczy na nas dwoje. Kolor sukienek, nie wiem cz taki sam, fakt ja
      starałam sie jak umiałam stworzyć prawdziwy dom, nie tylko sprzatają piorąc
      gotujac, itp..., ale dbajac o siebie, strałam się dbac nie tylko fizycznie ale
      też intelektualnie, poszłam na studia, chuśtajac dzieciakiw wózku czytałam
      ksiązki, trałam sie byc na bieżąco, nigdy nie chodziłam w wytartych kapciach i
      okropnych szlafrokach , czy powyciaganych podkoszulkach,miałamseksowna bielizne
      i starałam sie też w łózku, niestety nasze wizje małżeństwa sie rozmineły on
      chciał mieć posłuszna kobietę, która nic sama nie zrobi bez jego akceptacji,
      skonczyłam studia, zmieniłam przcę na lepsza i okazało się zże za ambitna jestem
      i za przemądrzała, i jak to jest że sama sobie radze bez jego pomocy. A uczucie
      gdzieś tam u mnie pomalutku sie tworzyło, zostało zabite, oskarżeniami,
      wyzwiskami, i poniżaniem. Tak to czasmi bywa,że kolor sukienki nic nie ma
      wspólnego z życiem, wyobrażenia to jedno, a twarda rzeczywistość to drugie.
      • maga_luisa Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 14:03
        Rozumiem Cię.
        Opisałaś tu jednak Twoją własną historię; a niczyja pojedyńcza historia ani nie
        potwierdza, ani nie zaprzecza mojej ogólnej "wizji" wink
        • ladyhawke12 Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 14:03
          Właśnie o tym napisałam na końcu.
    • tricolour Witaj, Mago... 20.07.06, 11:23
      ... smile
      • to.ja.kas Re: Witaj, Mago... 20.07.06, 11:45
        Mysle ze i Mago I lady maja racje. Kazda mowi o czyms innym.
        Jak to przemysle i sie bede mogla skupic to cos (nie) madrego dopisze.
      • maga_luisa Re: Witaj, Mago... 20.07.06, 14:01
        Dzień dobry, Tri smile
    • kruszynka301 Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 11:44
      Może nie jesteśmy monogamiczni i koniec? Może taki jest "przebieg naturalny"
      każdego
      > związku?

      Ja mam teorię, że najpierw trzeba poszaleć, spotykać się z kilkunastoma, aby
      później wiedzieć, czego właściwie się chce.
      Pierwszy mój mąż to była miłość jeszcze z czasów LO, oboje nie mieliśmy
      wcześniej nikogo innego. I kiedy on spotkał koleżankę z pracy, która była mniej
      inteligentna (tzn wielbiła go bez zastrzeżeń), mniej samodzielna i niezależna
      ode mnie, to oczywiście od razu mnie zostawił.

      A ja zaczęłam się bawić, wybierałam i przebierałam, aż w końcu trafiłam na
      prawdziwy skarb, z którym po 6 latach związku mogę powiedzieć, że nie wiem, co
      to kłótniawink. No i dalej szalejemy, ale już wspólniewink.

      Kiedyś małżeństwo faktycznie było kontraktem, i niestety w pełnym znaczeniu
      tego słowa, bardzo często z kochankami przy boku. Dziękuję, wolę już obecną
      rzeczywistość, gdzie zawsze mamy wentyl bezpieczenstwa - możliwość rozwodu,
      rzucenia wszystkiego w diabły, i rozpoczęcia wszystkiego od nowa.
      • phokara Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 12:06
        Mysle, ze gdyby ludzie mieli 'zycie zapasowe' to rozwodow by nie bylo. Ale go nie maja zas
        gleboko zakorzeniona w nas potrzeba transcendencji wyzwala glod milosci. Szukamy jej nie
        bardzo wiedzac czym jest, bo nie ma definicji. Czesto sie mylimy (ludzka rzecz). Ale w
        momencie popelniania bledu nie potrafimy go zobaczyc. Byc moze wtedy go nawet nie ma. Caly
        klops polega na tym, ze zycie to bezustanna zmiana, to ruch. Nigdy nie ma gwarancji, ze dwie
        rozne osoby beda do konca plynac w ta sama strone. Mozna sie starac, mozna probowac, albo
        walczyc z nurtem czy tez z samym soba by dotrzymac raz danego slowa. Ale to jest wolny
        wybor... skadinad piekna zbitka slow - wolnosc, nasz zew natury i wybor zawsze bedacy
        czescia systemu etycznego. Stad rozdarcie. Wszystko, cholera przez ten brak zapasowego
        zycia!

        A wracajac do milosci... to mam taka awangardowa teorie, ze ona sie tak naprawde nigdy nie
        konczy. Po prostu zmienia forme, przyjmuje inny ksztalt, ale nie ginie. To takie troszke
        niewyczerpane zrodlo energii.
        Jak to ktos madry napisal: "milosc jest wieczna, zmieniaja sie tylko partnerzy", zeby zakonczyc
        ciut mniej serio. A moze wlasnie bardzo serio.
        • brzoza75 Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 12:22
          mnie to pytanie już przestało nurtować, odpowiadam teraz najprościej jak
          potrafię, jeśli istnieje choćby cień wątpliwości przed ślubem należy się
          poważnie zastanowić , stukąć w głowę , posłuchać osób stojących obok,teraz wiem
          że mnie koleżanka chciała za suknię z kościoła wyciagnąć, bo za długo nie
          wychodziłam do ołtarza a ona miała złe przeczucia winkale jak to przyjaciółka
          nie chciała mnie też stracić i mamić swoimi przeczuciami whatever.Drgu sprawa
          jeśli trafi się na swoją połówkę , a kurcze to się naprawdę czuje że to
          miłość,erotyzm i po górb, to iść na żywioł a z utrzymaniem związku nie będzie
          problemu bo to się czuje wewnętrznie, przynajmniej ja tak mam i to czuję.
          Niestety ta mądrość i wiedza przychodzi z czasem , po przeżyciu 30 lat i po
          doświadczeniu z rozwodem,tak myślę, a spotkac kogoś kto nam pasuje we wszystkim
          i my pasujemy komuś we wszystkim jest cholernie ciężko, jednak niektórym się
          udaje.
          • to.ja.kas Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 12:25
            Czasem sie udaje, a czasem taka milosc prawdziwa psu na bude potrzebna jak we
            dwoje uwiklani w marne zwiazki, dzieci, firmy, kredyty itd, itp
          • maga_luisa Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 14:10
            > mnie to pytanie już przestało nurtować, odpowiadam teraz najprościej jak
            > potrafię, jeśli istnieje choćby cień wątpliwości przed ślubem należy się
            > poważnie zastanowić , stukąć w głowę , posłuchać osób stojących obok,teraz
            wiem


            Jasne, że tak; ale absolutny brak wątpliwości też niczego nie gwarantuje.


            Drgu sprawa
            > jeśli trafi się na swoją połówkę , a kurcze to się naprawdę czuje że to
            > miłość,erotyzm i po górb, to iść na żywioł a z utrzymaniem związku nie będzie
            > problemu bo to się czuje wewnętrznie, przynajmniej ja tak mam i to czuję.

            Dzisiaj tak czujesz. To piękne i godne zazdrości. Ale naprawdę uważasz, że
            WIESZ, że to będzie "po grób"?

            > Niestety ta mądrość i wiedza przychodzi z czasem , po przeżyciu 30 lat i po
            > doświadczeniu z rozwodem,tak myślę, a spotkac kogoś kto nam pasuje we
            wszystkim
            >
            > i my pasujemy komuś we wszystkim jest cholernie ciężko, jednak niektórym się
            > udaje.

            Nikt nikomu nie może pasować we wszystkim. Ludzie różnią się, te różnice stają
            się bardziej dostrzegalne w miarę upływu lat. Nie twierdzę, że WSZYSCY się
            rozchodzą. Uważam jednak, że to, o czym piszesz, to właśnie bardzo
            idealistyczne widzenie związku między ludźmi. "Bo po prostu pasujemy do siebie,
            bo 2 połówki jabłka" itd.
            • phokara Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 16:46
              > Nikt nikomu nie moz˙e pasowac´ we wszystkim.

              Dlaczego?
              Pierwszy blad to myslenie kategorycznymi slowami "nikt/nikomu".
              Znam osoby, ktore mi pasuja we wszystkim. W wadach i zaletach.

              > Ludzie róz˙nia˛ sie˛, te róz˙nice staja˛
              > sie˛ bardziej dostrzegalne w miare˛ up?ywu lat.

              Nie. Staja sie tylko bardziej wkurzajace. Bardzo czesto dla obu stron.

              >Nie twierdze˛, z˙e WSZYSCY sie˛ rozchodza˛.

              No bo nie wszyscy. Ja to nawet znam takich farciarzy, co to nie tylko sie nie rozwodza od
              'dziestu lat' ale sie przy tym kochaja. Lobuzy i zbrodniarze!!!

              >Uwaz˙am jednak, z˙e to, o czym piszesz, to w?as´nie bardzo
              > idealistyczne widzenie zwia˛zku mie˛dzy ludz´mi.

              Czy jest cos zlego w idealistycznym widzeniu swiata - jako takim? Nie. To tylko jedna z postaw.
              Z drugiej strony jest patrzenie racjonalne - ale w jednej i drugiej grupie zawartosc rozwodnikow
              jest podejrzewam dokladnie taka sama.

              > "Bo po prostu pasujemy do siebie, bo 2 po?ówki jab?ka" itd.
              haha....no tak... dwie polowki jablka tylko roznych odmian. Kaszana...

              ps.
              Maga-Luisa...
              a o co Ty wlasciwie pytasz? Mozesz prosciej sformulowac pytanie?
              • maga_luisa Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 16:51
                Phokaro, o nic nie pytam. Może najwyżej o refleksje, jeśli komuś się nasuną.
                Jestem w takim punkcie mojego życia, kiedy rozwód jest dla mnie jednym z
                potencjalnych możliwych rozwiązań, chociaż w cale niekoniecznie najlepszym. I
                wciąż zastanawiam się, jak to się stało, że mimo miłości pogubiliśmy się po
                drodze.
                Natomiast nie rozumiem Twojej uszczypliwości : "Ja to nawet znam takich
                farciarzy, co to nie tylko sie nie r
                > ozwodza od
                > 'dziestu lat' ale sie przy tym kochaja. Lobuzy i zbrodniarze!!!"

                Sugerowałam gdzieś, że miłość jest łobuzerska i zbrodnicza??
                • phokara Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 17:11
                  To nie byla uszczypliwosc. I nie Ty sugerowalas, ze milosc jest lobuzerska i zbrodnicza, tylko
                  ja. Ale to byl tylko taki zart... choc w sumie uwazam, ze milosc jest zawsze troszku lobuzerska,
                  a zbrodnicza tylko bywa.

                  >I wcia˛z˙ zastanawiam sie˛, jak to sie˛ sta?o, z˙e mimo mi?os´ci pogubilis´my sie˛ po
                  > drodze.

                  Nie znajdziesz nigdy pelnej odpowiedzi na to pytanie... zawsze gdzies czegos bedzie brakowalo.
                  U mnie przynajmniej tak bylo. Rozwod chyba nigdy nie jest 'najlepszym' rozwiazaniem ale
                  czasami jedynym, a najczesciej .. "lepszym od..." - tu kazdy moze wpisac dowolne zdanie.

                  Dwuosobowe historie wbrew pozorom nie lubia uogolnien. Ale moze to tylko taka moja
                  idealistyczna interpretacja. Nie wiem.

                  - - -

                  Byc moze milosc jest warunkiem koniecznym ale nie-wystarczajacym? Czy to jest odpowiedz?

            • brzoza75 Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 17:13
              > > mnie to pytanie już przestało nurtować, odpowiadam teraz najprościej jak
              > > potrafię, jeśli istnieje choćby cień wątpliwości przed ślubem należy się
              > > poważnie zastanowić , stukąć w głowę , posłuchać osób stojących obok,tera
              > z
              > wiem
              >
              >
              > Jasne, że tak; ale absolutny brak wątpliwości też niczego nie gwarantuje.


              masz prawo do własnego zdania a ja do swojego smile
              widzisz jednak ja wiem że tak może być i to nie idealizm to rzeczywistośćsmile
              >
              >
              > Drgu sprawa
              > > jeśli trafi się na swoją połówkę , a kurcze to się naprawdę czuje że to
              > > miłość,erotyzm i po górb, to iść na żywioł a z utrzymaniem związku nie bę
              > dzie
              > > problemu bo to się czuje wewnętrznie, przynajmniej ja tak mam i to czuję.
              >
              >
              > Dzisiaj tak czujesz. To piękne i godne zazdrości. Ale naprawdę uważasz, że
              > WIESZ, że to będzie "po grób"?


              widzisz wiem żeby tak było piszę celowo było ponieważ tak czujęsmile
              >
              > > Niestety ta mądrość i wiedza przychodzi z czasem , po przeżyciu 30 lat i
              > po
              > > doświadczeniu z rozwodem,tak myślę, a spotkac kogoś kto nam pasuje we
              > wszystkim
              > >
              > > i my pasujemy komuś we wszystkim jest cholernie ciężko, jednak niektórym
              > się
              > > udaje.
              >
              > Nikt nikomu nie może pasować we wszystkim. Ludzie różnią się, te różnice
              stają
              > się bardziej dostrzegalne w miarę upływu lat. Nie twierdzę, że WSZYSCY się
              > rozchodzą. Uważam jednak, że to, o czym piszesz, to właśnie bardzo
              > idealistyczne widzenie związku między ludźmi. "Bo po prostu pasujemy do
              siebie,
              >
              > bo 2 połówki jabłka" itd.



              jak mam Ci powiedzieć że tak właśnie odczuwam ?
              każdy ma prawo do własnego zdania, myślenie i wątpliwości mam już za sobą
              nastął jakiś constans u mnie i z tego powinnam się cieszyć.
              • buba77 Re: A mnie nurtuje pytanie 20.07.06, 23:04
                Ja staram się to widzieć tak: wszystko się zmienia (jest w ruchu jak mówi
                phokara): ja się zmieniam, osoby z ktorymi jestem, sytuacja, w której jestem.
                Wygrywają ci odporni, którzy lepiej sobie radzą ze zmianami. Ci mniej odporni
                pewnie częściej się gubią. Odporni dostosowuja się i nie walczą z niemożliwym,
                pamiętają to co dobre, koncentrują się na tym co dobre. Biorą życie jakim jest.
                Nie na wszystko mamy wpływ. Jest juz nieźle, gdy sami wiemy czego chcemy, bo
                przynajmniej określamy azymut.
                A jak życiu towarzyszy reflekaja, wtedy mniej żałujemy błędów, bo popełniać je
                i tak musimy.
    • mirlen być może jestem naiwna 20.07.06, 23:37
      ale nadal wierzę w miłość. Chociaż tak niedawno opuścił mnie ktoś, kto był
      przez wiele lat najwspanialszym przyjacielem i największą (do tej pory)
      miłością... Bolało strasznie, słowa "nigdy" i "zawsze" zostały wycofane z
      obiegu, wydawało mi się, że nie przeżyję tego. Przeżyłam. I ocaliłam wiarę w
      miłość i nadzieję, że jednak "zawsze" stanie się kiedyś moim udziałem...
      No cóż, wychowałam się na "Ani z Zielonego Wzgórza" wink
      • maga_luisa Re: być może jestem naiwna 21.07.06, 02:46
        Nie uważam wiary w miłość za naiwną. Z żalem tylko przestałam wierzyć, że Ona,
        ta Miłość, chroni przed rozstaniem, porażką, że jest "lekiem na całe zło" na
        zawsze i po grób.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka