Dodaj do ulubionych

zła żona

26.09.06, 14:00
chciałabym wszystkim powiedzieć że jestem złą żoną bo zdominowałam biednego
mężą do tego stopnia że musiał sie biedak przede mną bronić w taki sposób że
mnie dręczył psychicznie i w jakimś tam stopniu fizycznie - takie wnioski
wyciągnęłam po wizycie u psychologa.... więc skoro jestem taka zła to można
mnie zjechać.... a tak na poważnie to chciałam tylko powiedzieć że taki
psycholog to fajna sprawa - oby tylko trafić na odpowiedniego bo w innym
przypadku potrafi tak odwrócić role że z męża który sie nad kobietą znęca
zrobi ofiarę... nie daj bosze jeszcze jak żona jest ładna i wygadana....
Obserwuj wątek
    • brzoza75 Re: zła żona 26.09.06, 14:03
      ja wniosek wyciągnęłam jeden trafiłaś na jakiegoś "dziwnego" psychologa.
    • misbaskerwill Re:a moim zdaniem... 26.09.06, 14:12
      ...wszyscy psychologowie są co najmniej..."dziwni".

      Bo wiecie - lekarzem człowiek chce zostać, bo np. miał dużo chorób w rodzinie i
      czuł potrzebę pomagania najbliższym.

      A psycholem...no właśniesmile
      Ale to tylko taka, niewątpliwie stronnicza, teoria.
      • brzoza75 Re:a moim zdaniem... 26.09.06, 14:20
        nie M., jesli doświadczasz przemocy idziesz do osoby , która zna ten temat, nie
        kazdy psycholog Cie zrozumie.
        • misbaskerwill Re:widzę, że znowu... 26.09.06, 14:36
          ...to nie takie proste.

          > nie M., jesli doświadczasz przemocy idziesz do osoby , która zna ten temat,
          > nie kazdy psycholog Cie zrozumie.

          Napisałem od serca, to co myślę o psychologach, ale to dlatego, że nie trafiłem
          ani nawet nie słyszałem o takim, który byłby nie tylko dobry, ale jeszcze
          uczciwy, mówiąc krótko "w porządku". A sprawa bardzo słynnego S. jeszcze mnie w
          tym utwierdziła.

          Ale - dzięki Bogu - ja nie potrzebowałem psychologa.

          Brzozo: Wierzę jednak, że są porządni psychologowie, a nawet powiem więcej -
          wiem, że wiele osób z takich dramatów, jak strata człowieka czy właśnie
          doświadczenie przemocy tylko oni są w stanie wyciągnąć.

          Nie zmienia natomiast to mojego uczucia, że wielu z nich albo winno skorzystać z
          pomocy kolegów po fachu, albo przekwalifikować się.

          ________________________________
          Rozpisałem się, więc teraz, specjalnie dla a.niech.to - syntetycznie w 1 zdaniu:

          "Doktor Ścigała postanowił zmienić specjalizację i został psychiatrą. Wybrał
          najlepszy sposób ucieczki przed diagnozą choroby psychicznej."

          www.latkowski.com/literatura/szpital_dla_wariatow/
          • brzoza75 Re:widzę, że znowu... 26.09.06, 14:39
            rozumiem co miałeś na myśli
          • pudeleczko_75 Re:widzę, że znowu... 26.09.06, 14:44
            misbaskerwill napisał:
            Napisałem od serca, to co myślę o psychologach, ale to dlatego, że nie trafiłem
            > ani nawet nie słyszałem o takim, który byłby nie tylko dobry, ale jeszcze
            > uczciwy, mówiąc krótko "w porządku". A sprawa bardzo słynnego S. jeszcze mnie
            w
            > tym utwierdziła.
            >
            > Ale - dzięki Bogu - ja nie potrzebowałem psychologa.

            Misiu u ilu psychologów byłeś???

            oczywiście sprawa "S" rzuca cień, ale czy fakt, że ktoś kradnie oznacza, że
            całe społeczeństwo to złodzieje????

            Ciekawa jestem na jakiej podstawie tak surowio sadzisz ludzi wykonujących
            bardzo trudny i obciążajacy zawód... nie nie jestem psychologiem ale bardzo nie
            lubie tweirdzeń typu "wieli z nich..." . Rozumiem, że znasz osobiście i
            korzystałeś z porad tych wielu.....
            szanujmy ludzi.
            • misbaskerwill uderz w stół... 26.09.06, 15:01
              ...a pudełeczko się odezwiesmile

              Przyznaję, że nie znam reprezentatywnej próbki psychologów.
              Podobnie jak innych specjalności.
              I mam nadzieję, że (zwłaszcza tych pierwszych) nie będę musiał zbyt wielu poznaćsmile
              • pudeleczko_75 Re: uderz w stół... 26.09.06, 15:03
                no własnie Misiu.
                ja jestem prawnikiem i zawsze słysze, że prawnicy tylko biednych ludzi
                naciągają itp. a ja jeszcze nigdy nikogo nie naciągnełam, cholera chyba naiwna
                jestemsmile)
                więc oburzam się generalizowaniemsmile)
                • a.niech.to Re: uderz w stół... 26.09.06, 16:16
                  I masz rację. Ode mnie pewien adwokat nie chcial wziąć kasy.
              • a.niech.to Re: uderz w stół... 26.09.06, 16:15
                Mnie życie zetknęło z jedną psycholożką. Za jej uczciwość dałabym sobie obciąć
                rękę. Z jedną też można sobie poradzić.smile))
            • semillla Re:a ja trafiłam na super psychologa 26.09.06, 15:57
              Miałam przyjemność chadzać z mężem do psychologa, specjalisty od małżeństkich
              problemów (dodam tylko, że do bardzo znanego Pana).
              I byłam zachwycona, tak niesamowicie prowadził rozmowę, analizował razem z nami
              to co mówiliśmy.
              Zauważył problem i strał się nam pomóc, ale ponieważ problem został postawiony
              po stronie męża psychiki, to mój ukochany zrezygnował.
              Nie dość, że walczył ze mną, to i ze specjalistą...
              Czyli terapia mimo wszystko nie przyniosła efektu.
              • a.niech.to Re:a ja trafiłam na super psychologa 26.09.06, 16:17
                A wiesz, że to typowe zachowanie facetów?
              • semillla Re:a ja trafiłam na super psychologa 26.09.06, 17:53
                Tak mężczyzna nie lubi takich rozmów i uzewnętrzniania się, a jeszcze jak inny
                mężczyzna, specjalista, daje mu do zrozumienia, że to w nim jest praoblem to
                sygnał do ucieczki...
                Faceci, faceci, eee.
                No ale dodam, że z całą tą wizytą to był męża pomysł. On zaczął i on skończył.
                • a.niech.to Re:a ja trafiłam na super psychologa 26.09.06, 17:55
                  semillla napisała:

                  > No ale dodam, że z całą tą wizytą to był męża pomysł. On zaczął i on skończył.
                  To i tak sporo.
                  • semillla Re:a ja trafiłam na super psychologa 26.09.06, 18:57
                    a.niech.to napisała:

                    > To i tak sporo.


                    ale za mało, żeby uratować małżeństwo...
        • weekenda Re:a moim zdaniem... 26.09.06, 14:43
          dokładnie Brzózko dokładnie...

          Byłam już jaaaaakiś czas temu u pani PS, dla której temat przemocy w rodzinie
          był delikatnie mówiąc liźnięty w szkole czy na praktyce. A może tylko
          przeczytała spis treści w literaturze??? Zresztą przyznała się do tego i
          zaczęła mnie odsyłać do innych... ale wtedy dałam sobie spokój z terapiami.

          Jak ma pomóc stomatolog jeśli mnie zrobił się pypeć na nodze???? Z pypciem idę
          do pypciowego a nie do stomatologa...

          Uprzejmie rozgłaszam, że znam REWELACYJNEGO od przemocy w rodzinie (Warszawa).
          Zresztą nie tylko od przemocy ale tu jest świetna. Pokaże jak na tablicy i
          przemoc drugiej strony i poddaństwo pierwszej itd itp. Ech, żeby tak w szkole
          nam o tym mówili a nie jakoweś wzory chemiczne, daty okocenia się ukochanej
          kotki Bolesława Śmiałego czy rozmnażanie wypławka białego czy innej stułbi
          bleeeeeeeeeeeeee

          Chętni na prv podam namiary.

          smile
          • brzoza75 weekenda 26.09.06, 14:49
            ja chodziłam do NB
            • weekenda Re: weekenda 26.09.06, 15:01
              ... był taki czas, że nikomu nie ufałam, że bałam się wszystkich i
              wszystkiego... ex pochodzi z "narządów" czy "organów" jak kto woli i koledzy
              pomagali jemu a nie mnie... nawet kiedyś urządziłam histerię w komisariacie bo
              zobaczyłam, że siedzi przy biurku we wspaniałej komitywie, rozchachany razem z
              niebieskim co to u niego zeznawałam... a poszłam tam bo moja sprawa dziwnie
              zaczynała kuleć... dżizes ależ to były czasy...

              Od tamtej pory jestem pod opieką prywatną... I już nie boję się własnego
              cienia smile
              • brzoza75 Re: weekenda 26.09.06, 15:06
                rozumiem to były czasy masz rację, wszystko wydawało się wtedy trudniejsze
    • diablica11 Re: zła żona 26.09.06, 14:31
      no właśnie nie każdy zrozumie, raz byłam u fajnej pani psycholog-czułam że mnie
      zrozumiała że trafiłam w dobre ręce ale z pewnych niezależnych ode mnie
      przyczyn nie mogłam dalej do niej chodzić, a szkoda.... poszłam do innego i
      wyszłam ze strasznym poczuciem winy że to niby ja jestem odpowiedzialna za to
      że maż jest taki jaki jest, ale chodzimy tam oboje, jemu jakoś pomaga(dlatego
      tam chodze z nim)-zmienił sie jakoś, tylko nie wiem na jak długo, no ale mam
      spokój w domu- a dalej zobaczymy co będzie
      • brzoza75 Re: zła żona 26.09.06, 14:35
        jeśli mu pomógł to miejmy nadzieję że na dłużej...
        szkoda tylko że Tobie nie pomógł bo chyba Ty potrzebujesz wsparcia
      • misbaskerwill Re: jest to metoda... 26.09.06, 14:41
        diablica11 napisała:
        > wyszłam ze strasznym poczuciem winy że to niby ja jestem odpowiedzialna za to
        > że maż jest taki jaki jest, ale chodzimy tam oboje, jemu jakoś pomaga(dlatego
        > tam chodze z nim)-zmienił sie jakoś, tylko nie wiem na jak długo, no ale mam
        > spokój w domu- a dalej zobaczymy co będzie

        Wątpię, czy Twój mąż zrozumiałby, że to wszystko jego wina, nawet gdyby usłyszał
        to od psychologa...
        Natomiast, z tym, że to Twoja wina - o wiele łatwiej się zgodzić, ba, dla niego
        to pewnie oczywistesmile
        Jak piszesz - trochę zmienił się na lepsze.

        A gdyby usłyszał inną wersję od psychologa - nawet może prawdziwą - czy by to
        bardziej pomogło?
        • libra22 ...... 26.09.06, 16:09
          Ja też trafiłam na dobrach psychologów: jedną panią prywatnie (alenie było mnie
          stać na dłuższą terapie), drugą państwowo.
        • a.niech.to Re: jest to metoda... 26.09.06, 17:19
          misbaskerwill napisał:

          > Wątpię, czy Twój mąż zrozumiałby, że to wszystko jego wina, nawet gdyby
          usłysza
          > ł
          > to od psychologa...
          Niech pierwszy rzuci kamieniem...Inna rzecz proporcje.
          > Natomiast, z tym, że to Twoja wina - o wiele łatwiej się zgodzić, ba, dla
          niego
          > to pewnie oczywistesmile
          Kto nie chce bądź nie umie spojrzeć w lustro, beknie, jeśli nie w tym momencie,
          to w jakimś przyszłym czasie.
    • nangaparbat3 Re: zła żona 26.09.06, 16:04
      a moze go jednak zdominowalaś?
      Na moje oko w Polsce wiekszość mężow jest zdominowana przez połowice.
      • wiedziona Re: zła żona 26.09.06, 16:12
        nangaparbat3 napisała:

        > a moze go jednak zdominowalaś?
        > Na moje oko w Polsce wiekszość mężow jest zdominowana przez połowice.

        Ja np zdominowalam pierwszego meza calkowicie.
        Sprzatalam, gotowalam, pralam, pracowalam,
        zarabialam, wychowywalam dzieci, studiowalam,
        kochalam, nienarzekalam, narzekalam,
        niezdradzalam, potem zdradzalam...
        Coz... dla niego zostalo juz tylko...
        ODEJSC! ;DDD
        • to.ja.kas Re: zła żona 26.09.06, 16:22
          Jak poszłam z eks mezem do psychologa to tez usłyszałam ze jestem
          niesprawiedliwa i czepiam sie szcegółów. Ze bił, że się znęcał???? No cóz taka
          rola męża a żony by przebaczyć i zrozumiec.
          Jasna cholera do tej pory mnie bierze.
          • wiedziona "to normalne" 26.09.06, 16:29
            powiedziala mi jedna Pani Psycholog.
            Na moje pytanie jakto? normalne?
            Uzasadnila:
            "bo normalne jet to co jest powszechne"
            Widzialysmy sie ostatni raz wtedy smile
          • a.niech.to Re: zła żona 26.09.06, 17:21
            Opuść zasłonę milczenia, bo i słuchać hadko.
        • nangaparbat3 Re: zła żona 26.09.06, 16:22
          No tak, tak to wyglada. Ma się podane, odprasowane, zarobione, wysprzątane i
          wychowane, a samemu mozna leżeć przd tv i popijac piwko, na przykład. Ale ktoś,
          kto wszystko dla nas/za nas robi jednoczesnie podejmuje za nas decyzje.
          Najlepszy przykład z pakowaniem walizki - no ja po prostu o mało ze stolka
          kiedys nie spadlam, jak kolezanki zaczęły opowiadać, ze to one pakują swoich
          meżow. Czyli z jednej strony dbają, ale za cene decydowania, co taki gość z
          sobą zabierze.
          dla mnie to jest wszystko nie do pojecia.
    • nangaparbat3 taka historia 26.09.06, 18:06
      Moja znajoma, druga i o 10 lat mlodsza od męża, została porzucona dla trzecie,
      mlodszej o 20 czy 30 lat.
      Kiedy jeszcze byli razem, zaczęli chodzic na terapię do - nazwijmy go -
      Kowalskiego, ktory skupił się na uwalnianiu męża spod dominacji zony. (Ona
      wtedy jeszcze nie wiedziała o tej najmłodszej.)
      Kiedy książę malżonek wyszedł i nie wrocil, ona probowala popełnic samobojstwo.
      W szpitalu przyszedł do niej mlody psychiatra i powiedział:
      Powinna pani koniecznie skorzystac z pomocy psychoterapeuty. Sugerowałbym pana
      Kowalskiego....
      Mlody psychiatra do dzisiaj nie wie, ze tylko jej oslabieniu zawdzięcza, ze
      wtedy nie zostal zamordowany.
      Porzucona zona miala depresję, więc udała się do innego psychoterapeuty.
      Wracała ze spotkań w dziwnym stanie, kiedy mi o nich opowiadała, zastanawialam
      się, czy aby nie jest masochistką że tego nie przerwie. Wreszcie przerwała,
      niedlugpo potem dowiedziala się, że teapeuta byl w tym czasie uwiklany w romans
      z panią, dla ktorej ostatecznie porzucil żonę.

      Na pocieszenie dodam, że:
      są na swiecie naprawdę wspaniali terapeuci, odpowiedzialni i rozumni.
      Kolezanka radzi sobie swietnie, pozbierala się i rozkwitła.
      Kiedy dorosła corka koleżanki odwiedza tatusia, macocha gramoli mu sie na
      kolana.
      • misbaskerwill Re: jestem pod wrażeniem... 26.09.06, 20:28
        ...przerażająca historia.
        Domagam się jej ekranizacji! smile

        Nie napisałbym ani słowa w tym temacie, gdybym wiedział, że będzie tu coś takiegowink
        Swoją drogą - miała kobieta zdrowie, by się u takich "leczyć" - musiała to być
        istna psychoterapia... szokowa.
      • misbaskerwill Re: i do tego morał... 26.09.06, 20:31
        nangaparbat3 napisała:
        > Kiedy dorosła corka koleżanki odwiedza tatusia, macocha gramoli mu sie na
        > kolana.

        Odejście od małżonki do młodszej o 10-20 lat grozi dysplazją stawówsmile

        Nanga, naprawdę super historia, do tego z happyendem - sprzedaj to do Hollywood,
        ew. Bolliwoodsmile
        • nangaparbat3 Jeszcze jest pointa 26.09.06, 21:53
          Bohaterka jest z branzy (terapeutycznej).
          Ot co!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka