nathane
17.10.06, 20:08
wiem ze nie ma regul. tym niemniej, pytam.
jestem nowa, moze moj post nie podchodzi pod kolorystyke, wobec czego z gory
przepraszam...
w kilku zdaniach: moj maz, po narodzinach naszego drugiego dziecka, wdal sie
w czysto (i chyba mu wierze, tu akurat) platoniczny uklad z panienka z jego
biura, do ktorej to panienki pisal obfite maile, caly dzien na ICQ spedzal,
itd, za szofera sluzyl, a w mailach, m.in. bylo o tym jaka to ona wspaniala,
a ja jaka wstretna, i jak to ona mu dopiero pokazala jaka moze byc naprawde
kobieta i relacja, bo ja mu rzecz jasne tego nie dalam.
jak to odkrylam, sie przyznal, ale li tylko do wlasnie platoniczno-i-glownie-
listownej relacji, ktora, w miare jak sie posuwala, pozwalala mu zrozumiec
jaka to ja jestem wspaniala.
wykonczyl mnie tym.
przez dluzszy czas nie moglam sie pozbierac, a potem musialam sie odbudowac,
moje poczucie kobiecosci i calej reszty.
fakt, ze posunelam sie dalej, bowiem poszukiwalam kogos kto mi powie ze mnie
kocha. znalazlam.
trwalo to trzy lata.
tym razem to maz odkryl.
tym razem to on byl zdruzgotany, dal mi do zrozumienia ze gdyby rzeczywiscie
chcial, to wlasnie teraz mial przyczyne zeby mnie zdradzic naprawde. ale ze
oczywiscie tego nie zrobi.
po czym cierpial, i im dalej to cierpienie szlo, tym czesciej robil mi sceny.
zrobilo sie nie do wyzycia w domu, w tym i dla dzieci.
zaczelam sie niepokoic, a on zaczal sie wsciekac ze go szpieguje.
i ze nie daje mu zyc.
i ze musze dac mu odetchnac, bo on sie dusi.
no i przede wszystkim, ze przenosze na niego moje wlasne postepowanie,
podczas gdy on tylko sie zastanawia, czy jest sdzczesliwy. ze mna, znaczy.
(mowie w skrocie)
az w koncu sie okazalo, ze w miedzyczasie znalazl sobie inna kolezanke,
stazystke tym razem, ktora musial sie zajac, bo biedna i bez jezyka, a ja
taka wredna.
do konca sie bronil.
dopiero jak mu czarno na bialym (dzieki, o bilingi!) udowodnilam ze wiem, i
ze on klamie, to dopiero wtedy zmiekl i zaczal plakac jak to on mnie kocha i
jak to on nie chce mnie stracic.
mnostwo malych (i wiekszych , i nawet calkiem sporych) klamstewek mu
znalazlam, dzieki rozmaitym poszukiwaniom,.
on teraz mowi ze sie zmienil. ze wydoroslal.
ze w pracy sie zmienilo.
ze wiecej bedzie w domu.
zebym sie zapisala na basen i zaczela doktorat, bo do tej pory to on sie
rozwijal, a ja zajmowalam sie dziecmi.pracujac zawodowo oczywiscie. normalka,
matka polka.
i nie wiem.
mam ochote sobie pojsc, bo po prostu boje sie z powrotem w to wejsc. boje sie
ze on teraz placze, bo sie boi zmian,a jak wszystko wroci do normy, znowu
nie bedzie zadowolony i znowu sobie znajdzie pocieszycielke.
ja wiem ze jego zabolalo jak odkryl moj zwiazek.
zrozumialabym gdyby odszedl wtedy.
gdyby zagrozil.
a on nie. udaje ze jest ok. udaje ze przebacza.
on sie czai, i zachowuje sie jak dupek ktoremu nie mozna ufac. klamie, i
wyzywa od glupich jjk sie odwazylam wyrazic zdumienie ze wozi stazystke na
zakupy, ze odwozi ja do domu i ze placi jej za te zakupy. no bo przeciez ona
taka biedna.
czy on rzeczywiscie dojrzal?
czy on zawsze bedzie sie zachowywal jak dziecko ktore sie boi mamusi?
dorzuce tylko jeszcze ze nigdy, ale to nigdy nie zdradzilabym go gdyby nie ta
jego pierwsza odchylka. nigdy.
(przepraszam, dlugo bylo.
i przepraszam, jesli nie na dobrym forum...)
dziekuje dobrym duszom ktore maja podobne doswiadczenia...