Dodaj do ulubionych

dowiedziałam się

11.11.06, 22:19
własnie, że mój mąż ma już trzecią babę, w ciągu 3 lat, jedna na rok,
nieźle....

teściowie wstydzą się mi o tym powiedzieć, okłamują mnie kiedy odbieram od
nich dzieci,

układa sobie życie, a jeszcze się nie rozwiódł...

kolejne złudzenia prysły
Obserwuj wątek
    • alicja611 Re: dowiedziałam się 11.11.06, 22:39
      olej to, nie mysl o tym wcale, mysl wylaczne o sobie i o swoim dziecku, ja tak
      zrobilam, moj znalazl sobie kobiete z malym dzieckiem (jak nasze bylo male to
      nic mi nie pomagal, a teraz skacze kolo niej i nie swojego
      dzieciaka)...zobaczymy jak dlugo, he , he; wyluzowalam sie i nic mnie to nie
      obchodzi, po traumatycznym ozwodzie osiagnelam jeszcze oprocz obojetnosci do
      mojego ex totalny brak zazdrosci o inne kobiety....ciekawe co ciezkie przezycia
      moga zrobic z czlowieka...
    • 13monique_n Re: dowiedziałam się 11.11.06, 22:41
      Anju, ja wiem, że Ty nieco inaczej na to patrzysz, ale od chwili, kiedy nie
      mieszkacie ze sobą, to on ma prawo wybierać i żyć wedle swego wyboru. Żal z
      całą pewnością, że nie potrafił kiedyś powiedzieć "Nie chcę z Tobą być.". Po
      prostu i uczciwie. Ale im szybciej uda Ci się zwrócić mu ten rodzaj wolności,
      tym szybciej sama wydobrzejesz. W przeciwnym wypadku zyskasz do końca życia
      powód, który odbierze urok barw liściom jesiennym i zachodowi słońca nad nimi.
      Tego chcesz? Jesteś pewna? Gdzieś tu wiewiórka napisała "życie to coś więcej"...
      Rozpatruję to wyłącznie w kategoriach ludzkich, takich, które Tobie również
      dadzą szansę na szczęście i spokój. Żaden dokument Ci tego nie da. Tylko Twoje
      wewnętrzne przekonanie.
      Trzymam kciuki. Mocno. Bo warto.
      • pudeleczko_75 Re: dowiedziałam się 11.11.06, 23:04
        anja
        niezaleznie od tego dlaczego się rozwodzicie, Twój mąz podobnie jak Ty nie jest
        już z Tobą, a zatem ma prawo układac sobie zycie. Przykre, ale taki lajf - po
        prostu toczy się dalej.
        rozwód to tylko papierek - jezli juz nie jesteście ze sobą to nawet to nie jest
        zdrada - zdtradzić mozna tylko partnera.
        Musisz po prostu się z tym pogodzić i kazde z Was ma prawo żyć własnym zycioem -
        jak bedzie chciał to i 10 bab na rok może mieć. To jego sprawa.
    • nangaparbat3 Re: dowiedziałam się 11.11.06, 23:08
      Ania, ja bym wolala, zeby mąż-nie-mąz zmienial baby jak rekawiczki, niz gdyby
      spotkał "swoja druga polówkę" (nienawidze tego sformulowania, ale tu jakos
      pasuje).
      • crazysoma Re: dowiedziałam się 11.11.06, 23:19
        > Ania, ja bym wolala, zeby mąż-nie-mąz zmienial baby jak rekawiczki, niz gdyby
        > spotkał "swoja druga polówkę" (nienawidze tego sformulowania, ale tu jakos
        > pasuje).

        Ale dlaczego?
        • nangaparbat3 Re: dowiedziałam się 11.11.06, 23:48
          crazysoma napisała:

          > > Ania, ja bym wolala, zeby mąż-nie-mąz zmienial baby jak rekawiczki, niz g
          > dyby
          > > spotkał "swoja druga polówkę" (nienawidze tego sformulowania, ale tu jako
          > s
          > > pasuje).
          >
          > Ale dlaczego?

          Bo chyba byłabym o wiele mniej zazdrosna. Jakos tak bylo w "Quo vadis?": Jedna
          obnazona dziewica czyni wieksze wrazenie niż (i tu następowal jakis spory
          liczebnik)".
          • crazysoma Re: dowiedziałam się 12.11.06, 08:06
            > Bo chyba byłabym o wiele mniej zazdrosna

            Chyba robi wielka roznice smile A to nie jest tak, ze natezenie zazdrosci to
            wypadkowa naszych uczuc do kogos, ale tez poczucia naszej wartosci wlasnej? Im
            mniejsze to poczucie tym bardzij szalejmy z zazdrosci? Wiesz, po
            doswiadczeniach wlasnych w temcie "polowki" mysle sobie, ze opcja udanej
            egzekucji sciecia glowy przez kata, za pierwszym trafieniem, jest lepsza, niz
            kolejne minuty strachu, kiedy z bolaca rana, ale pelna swiadomoscia, czeka sie
            na poprawke smile
            • nangaparbat3 Crazy 12.11.06, 23:00
              crazysoma napisała:

              >A to nie jest tak, ze natezenie zazdrosci to
              > wypadkowa naszych uczuc do kogos, ale tez poczucia naszej wartosci wlasnej?
              Im
              > mniejsze to poczucie tym bardzij szalejmy z zazdrosci?

              Pewnie ze tak, powiedzialabym: wypadkowa naszych uczuć plus poczucia własnej
              wartości, oczywiscie, jak najbardziej.

              Wiesz, po
              > doswiadczeniach wlasnych w temcie "polowki" mysle sobie, ze opcja udanej
              > egzekucji sciecia glowy przez kata, za pierwszym trafieniem, jest lepsza, niz
              > kolejne minuty strachu, kiedy z bolaca rana, ale pelna swiadomoscia, czeka
              sie
              > na poprawke smile

              Tu dochodzi jeszcze problem lęku przed porzuceniem - ale w przypadku Ani, trzy
              lata po rozwodzie, to juz nie wchodzi w grę.
              Przeżywałam cos takiego z poprzednikiem eksa, było jak piszesz. Z drugiej
              strony prawdziwym problemem nie byly chyba nawet zdrady, tylko ogólnie jego
              stosunek do mnie - dlaczego sama od niego nie uciekłam to jedno z najwiekszych
              pytań mego zycia. Na szczęscia znalazla sie taka, co mi go zabrała - a potem od
              niego zwiała z dziecmi, bo z czasem zaczał ja traktowac tak jak mnie wczesniej.
              Do porzucania tez trzeba dojrzeć.
              • crazysoma Re: Crazy 13.11.06, 00:07
                > Pewnie ze tak, powiedzialabym: wypadkowa naszych uczuć plus poczucia własnej
                > wartości, oczywiscie, jak najbardziej.

                No wlasnie tak - plus. Ja jeszcze sobie mysle, ze im wieksze (po)czucie
                akceptacji przez te druga strone tym mniej jestesmy zazdrosni. Ja jakos nigdy
                nie mialam takiego poczucia, ze jestem najwazniejsza dla eksa, sposrod innych
                waznych dla niego pan. Aczkolwiek to sie tez pewnie w jakims tam stopniu wiaze
                z wiara w siebie i to co sie slyszy. Pamietam jak zawsze mowilam, ze prawdziwa
                milosc (cokolwiek to znaczy) daje nam sile lokomotywy ale tez wolnosc, kiedy
                czujesz te bliskosc i nadawanie na tych samych falach, latwiej zaakceptowac
                odrebnosc drugiej osoby. I wtym kontekscie, faktycznie, jesli nasz maz_nie maz
                spotyka "polowke" jest wieksza zazdrosc o te ich bliskosc wlasnie. Ale tez,
                wiedzac to, latwiej "oddac" tego meza_nie meza. W moim przypadku wiele osob
                mysli, ze to ja wystawilam mu walizki za drzwi, bo on faktycznie mial inny
                pomysl na nasze zycie (plus ta panna). Dla mnie to bylo oczywiste, ze nie
                mozemy byc razem (plus ta panna). Potrafilabym dac szanse gdyby zaplatal sie w
                jakis romans, wynikajacy z nieporozumien miedzy nami bo codzienne zycie
                strasznie potrafi zaciemnic obraz milosci, gdyby walczyl z ta pokusa romansu...
                Ale walczyc o kogos kto nam wlasnie udowodnil dobitnie, ze nas nie kocha? Po
                co?

                > Tu dochodzi jeszcze problem lęku przed porzuceniem - ale w przypadku Ani,
                trzy
                > lata po rozwodzie, to juz nie wchodzi w grę.

                Ale ja mam takie wrazenie (moge sie bardzo myslic, to MOJE wrazenie), ze Ania
                byc moze liczyla bardzo dlugo, ze skoro byly juz 2 panie, to moze nie bedzie 3,
                tylko on wroci do Niej. Tak sobie, mylnie pewnie, pomyslalam.
                A tak w ogole, to mysle, ze glupim postepowaniem, swoimi fobiami, lekami,
                samolubstwem mozna zarznac najpiekniejsza milosc miedzy dwojgiemm ludzi, nawet
                jesli sie trafilo na te "polowke" i odwrotnie, madrym postepowaniem mozna
                spokojna milosc (bez przyslowiowych motyli) przeksztalcic w najpiekniejsza na
                swiecie. Ale faktem jest, ze cos tam musi "zatrybic" na poczatku.
        • anja_pl Re: dowiedziałam się 12.11.06, 00:22
          crazysoma napisała:

          > > Ania, ja bym wolala, zeby mąż-nie-mąz zmienial baby jak rekawiczki, niz g
          > dyby
          > > spotkał "swoja druga polówkę" (nienawidze tego sformulowania, ale tu jako
          > s
          > > pasuje).
          >
          > Ale dlaczego?

          ja rozumiem, Nanga
          • crazysoma Re: dowiedziałam się 12.11.06, 07:51
            > ja rozumiem, Nanga

            Ja tez rozumiem, Anju. Co wiecej, znam z autopsji. Boli podwojnie, ale szybciej
            wyciaga sie wnioski. W efekcie ja, praktycznie od razu, kiedy zetknelam sie ze
            zdrada, nie mialam zludzen, czym sie skonczy spotkanie przez eksa kobiety
            zycia, a Ciebie, po 3 latach wciaz interesuje (boli?), ze Twoj jeszcze maz ma 3
            kobiete...
    • crazyrabbit Re: dowiedziałam się 12.11.06, 16:39
      Spróbuj sie do tego zdystansować. Chociaż rozumiem, że to boli, moja koleżanka
      też strasznie przeżywała, jak dowiadywała sie o nastepnej "przyjaciółce"
      swojego ex. Ale kiedyś wksztusiła się z siebie, że jest wsciekła, bo ona ma
      mniejsze szanse na znalezienie kogoś, bo jest sama z dziećmi (trójką) i faceci
      boja się z nia wiazać.
      Mój prawie_ex po jakiś trzech miesiącach od mojej wyprowadzki pojechał
      z "koleżanką", jej synem i naszą córką nad morze... A mnie to w ogóle nie
      ruszyło... Nic a nic, sama byłam zdziwiona smile)
      Moja młoda kiedyś na moje pytanie: czy nie bedzie miała pretensji, jeżeli ja
      znajdę sobie jakigoś faceta, nie mając jeszcze rozwodu z jej ojcem, powiedziała
      mi "mamo, przecież wy nie jesteście juz razem!"
      Życzę dużo siły
      Szalony Króliczek
      • 0lana Re: A moze wiecej wiecie? 12.11.06, 22:13
        A znacie uczciwego i wrazliwego faceta,ktory zainteresuje sie porzucona zona i
        to z trojka dzieci?Raczej sie jeszcze taki nie urodzil...
        • phokara Re: A moze wiecej wiecie? 12.11.06, 22:18
          No nie, paru sie takich urodzilo. Nie popadajmy w fanatyzm.
    • der1974 Re: dowiedziałam się 13.11.06, 06:14
      Anja nie daj się tym uczuciom, które Cię dobijają. Niezależnie od tego jak
      wiele jeszcze złudzeń musi prysnąć, to 1) w końcu prysną i będzie OK, 2) a w
      międzyczasie zainteresuj się zwyczajnie sobą samą i swoim życiem. Trzymaj się
      ciepło.
      • ak70 Re: dowiedziałam się 13.11.06, 08:19
        Anja... przytulam Cie mocno, mocno. Trzymaj się, wiem jakie to trudne. Ale NIE
        JESTEŚ SAMA smile***
    • misbaskerwill Re: dowiedziałam się 13.11.06, 09:09
      > kolejne złudzenia prysły

      Jak mawiają, do 3 razy sztuka.

      Ale, na Boga, Anju, po 3 latach i 3 babach można mieć jeszcze jakieś złudzenia?

      Czy naprawdę tylko ja przeszedłem terapię wstrząsową zafundowaną przez małżonkę???

      P.S. To było pytanie retorycznewink
    • 0lana Re: dowiedziałam się 13.11.06, 10:28
      Przepraszam anju-pl za moje niebudujace pytanie.Forumowicze maja racje,nie
      wolno sie zalamywac ,zycie jest piekne.

      > układa sobie życie, a jeszcze się nie rozwiódł...
      Facet,ktory zmienia baby jak rekawiczki nie jest staly w uczuciach nigdy nie
      ulozy sobie zycia,a ty jeszcze mozesz.Jestem z Toba.
    • scriptus Re: dowiedziałam się 13.11.06, 15:36
      Anju,
      postaram się Cię ociupineczkę dowartościować, choć z tego może pożytek żeden,
      lub niewielki.
      Odszedł, bo mu się pokiełbasiło w głowie, to się facetom po 40 niestety często
      zdarza, choć to żadne usprawiedliwienie, ale takie jest życie, fakt potwierdzony
      statystycznie.
      Ale fakt, że zmienia baby jak rękawiczki, to dowód, że nie znalazł dotąd żadnej,
      która by mogła choćby dorównać Tobie.
      Wiem, że to pociecha niewielka, ale się starałem.


      Trzymaj się cieplutko smile
      • crazysoma Re: dowiedziałam się 13.11.06, 15:59
        > Ale fakt, że zmienia baby jak rękawiczki, to dowód, że nie znalazł dotąd
        żadnej, która by mogła choćby dorównać Tobie.

        Czyli, skoro, moj eks znalazl jedna i jest z nia wciaz, rezygnujac ze mnie, to
        znaczy, ze ja jestem beznadziejna, tak?
        Super, ide sie powiesic.
        smile
        p.s. Wiem Scriptusie, ze to bylo do Anji ale jakos tak mi sie Twoj "dowod"
        skojarzyl...
        • to.ja.kas Re: dowiedziałam się 13.11.06, 16:10
          Crazy, nie piernicz głupot smile))
          A tak na poważnie dorosły człowiek, który jest wolny od 3 lat ma prawo do
          poszukiwań kogos z kim będzie (lub nie będzie) w efekcie chcial spedzic zycie.
          Nie zawsze jest to tak, ze pierwsza osoba z ktora sie zetknie od razu jest ta
          drugą połówką....kazdy z nas odbył najczesciej ilestam spotkan, przezył iles
          tam zwiazkow zanim poznał JĄ/JEGO.
          I nikt z nas nie mysli o sobie jak o ladaczniku i nierządnicy....prawda?
          Mąż Anji ma prawo do szukania swojego szczescia tak jak Anja ma prawo do tego
          by w imie własnych zasad nie zgodzic sie np. na rozwod bez orzeczenia o
          winie....to sie nazywa wolnosc wyboru.
          Majac 30 czy 40 pare lat nie musimy zwiazywac sie wezłem małzenskim z kazdym
          mezczyzna czy kobieta z ktora pojdziemy na kawe czy połaczy nas flirt lub nawet
          seks, bo jakby tak było to kilka osob z tego forum juz musiałoby byc w
          ponownych węzłach małżeńskich......Brak ślubu dla wiekszosci z nas nie oznacza
          od razu niemozliwosci cieszenia sie z towarzystwa osob płci przeciwnej, a seks
          z taka osoba nie oznacza automatycznie tego, ze damy na zapowiedzi.....nie
          oceniam czy to moralne miec 3 kobiety (nie baby...ja nie czuje sie babą, mimo,
          ze jestem ponowną partnerką) przez 3 lata czy spotkac sie pare razy z facetem z
          ktorym przez chwile połączya nas chemia i "stalo sie" to juz grzech czy nie, bo
          to raczej problem do rozpatrzenia dla spowiednika....
          Takze Crazy ani Ty beznadziejna, ani Anja nie jest beznadziejna, ani nie ma w
          tym WYDAJE MI SIE nic dziwnego, ze czlowiek, ktory we własnych oczach jest
          wolny, szuka kogos i czasem popełnia falstart....zdarza sie...
          I zycze Wam trafnych 100% wyborow od pierwszego razu smile))

          Pozdrawiam
          • crazysoma Kas... 13.11.06, 22:14
            Nie bede pierniczyc smile Ale jakby to powiedziec, zeby powiedziec ale nie za
            duzo. To moze tak, jestem dorosla (chyba), po eksie (jakos tak rok po)
            spotkalam kogos i ten ktos dostarczyl mi po tysiackroc wiecej dobrych emocji i
            wrazen i "w ogole" niz eks przez pare lat. Nie wiem dlaczego bo eksa kochalam
            bardzo a z tym czlowiekiem to sama nie wiem co mi jest smile nie planuje z nim
            wspolnego zycia, jak sie z nim spotykam to jest dokladnie ta chwila i nic
            ponadto. No moze jednak przez chwile zal, ze... I zawsze (tak, wlasnie zawsze)
            bede Mu wdzieczna, ze opowiadajac mi o swoim zyciu, Rodzinie, uswiadomil mi jak
            powinno sie traktowac kobiete, zone, matke dzieci, i uswiadomil mi, ze nie
            mozna zyc bez milosci, bliskosci i tego calego milego zamieszania w zyciu smile
            I jeszcze dzieki Niemu wiem, ze potrafie kochac Czlowieka, Ludzi, choc przez
            ostanich pare lat mialam wrazenie, ze staje sie jakas straszna egoistka, ktora
            naprawde niewiele rzeczy wzrusza. Wszystko mozna w sobie zabic, ze wszystkiego
            zrezygnowac, nic nie czuc, byc pustym w sercu, glowie i myslach, a potem
            pojawia sie Ktos i nagle sie okazuje, ze to czego w sobie juz nie czulismy
            wciaz w nas jest...
            • to.ja.kas Crazy...:-))) 14.11.06, 13:37
              i ciesze sie razem z Toba smile))
              Jakby to banalnie nie zabrzmiało smile)))
        • scriptus Re: dowiedziałam się 13.11.06, 16:36
          Crazy, wybacz, nie chciałem, żeby to było tak interpretowane, zresztą, w logice
          dowiedzenie prawdziwości twierdzenia nie oznacza. że negacja jest fałszywa.
          • crazysoma Crazy, crazy... 13.11.06, 17:16
            Ojej. Nie bede sie wieszac. Nie dzis. Sznur urwalby sie jak nic od nadmiaru lez
            wzruszenia.
            Dziekuje Wam. Tobie Scriptusie tez.
            Ja tylko chcialam, przez to co mi sie nasunelo po poscie Sri, powiedziec, ze
            nie znam dobrze historii Anii, domyslam sie tylko, na podstawie szczatkowych
            informacji, ze Jej bardziej zalezalo na utrzymaniu Jej Rodziny niz Jej mezowi.
            I, ze wciaz Ja obchodzi z jakiegos powodu, ze on ma juz 3 kobiete. I tak sobie
            mysle, ze moze blizej prawdy (nie negujac ze Anja jest Kobieta z klasa i
            wartosciowa) byloby powiedzenie, ze nie dlatego szuka i ma juz 3 kobiete, bo
            zadna do piet nie dorasta Ani, ale dlatego, ze szuka innej niz Ania kobiety.
            Bo gdyby bylo inaczej, przez te 3 lata juz 1000 razy podjalby probe powrotu do
            Ani. (byc moze podjal, nie wiem)
            Po odejsciu eksa przez dlugi czas porownywalam siebie do nastepczyni. Normalne.
            I za kazdym razem to porownanie wychodzilo na moja niekorzysc. Az dotarlo do
            mnie, ze ona (nastepczyni) nie jest lepsza, jest INNA i ta innosc bardziej
            odpowiada eksowi. To oczywiste, ale tak jak juz mowialam "wiedziec" a "przyjac
            do wiadomosci" to nie jest to samo. I jeszcze sobie mysle, ze bardzo czesto,
            zbyt dlugo zyjemy uluda - odrzucanie faktow, nieprzyjmowanie ich ma sens w 1-
            szej fazie "rozwalki" ale jesli to trwa zbyt dlugo moze doprowadzic nas na,
            zgubne dla nas, manowce. Tego sie nauczylam na terapii (na ktora mam nadzieje
            wroce), ze tak dlugo nie ruszymy do przodu, jak dlugo bedziemy zaciemniac sobie
            obraz. I po tej krotkiej terapii na ogol zawsze wiem kiedy zaczynam siebie
            oszukiwac w swojej glowie i staram sie to naprostowac. Byc moze Ania nie jest
            jeszcze gotowa na prawde, byc moze teraz napisalam stek bzdur, bo naprawde nie
            znam Jej historii, ale byc moze przyszedl juz ten moment kiedy Ania sama
            wyciagnie wnioski z faktu posiadania przez Jej wciaz meza 3 kobiety.
            I jeszcze chcialam powiedziec, ze dzis zadzwonila do mnie moja kumpelka z pracy
            i dostalam taka zje****e za cos z czym nie moge ruszyc do przodu i tak mnie
            zjechala, ze mam tydzien na wykonanie konkretnych krokow bo jak nie, to...
            A tak w ogole to snily mi sie dzis biale myszki, no... smile
            p.s. Brzoza wiesz gdzie ja bede od piatku do niedzieli wlacznie i gdzie TY masz
            byc? smile
            • scriptus Re: Crazy, crazy... 13.11.06, 17:57
              To racja, Ani bardzo zależało na utrzymaniu w całości swojej rodziny. Byłem pod
              dużym wrażeniem Jej wiary, że się uda i bardzo mocno trzymałem kciuki za to,
              żeby Jej się udało i bardzo wiele szacunku dla Niej. Byłem pod dużym wrażeniem,
              bowiem wtedy Jej mąż już Ją opuścił, a ja swoją żonę miałem w domu, tej wiary,
              że mi się cokolwiek uda miałem dużo mniej od Niej. Udzieliła mi się wtedy ta
              wiara i zacząłem znowu walczyć. Don kichot wiecznie żywy. Sądzę, że Ania już
              dawno pogodziła się z faktami. Ja już w każdym razie nie wierzę w odbudowę
              swojego związku. Staram się zająć pozycję "kamienia" odpornego na złe warunki,
              obojętnego na to, co się będzie działo. Nie tracę już energii na jakiekolwiek
              walki, staram się dokształcać, zajmować się dzieckiem i swoimi sprawami. Staram
              się, może nie zawsze skutecznie, pozostać człowiekiem życzliwym dla innych i nie
              zgorzkniałym. Nie twierdzę, że walka nie miała sensu. Była potrzebna, jestem
              mężczyzną i bez niej miałbym poczucie, że przegrałem na własne życzenie.



              Crazy, niepokoją mnie te białe myszki, może to mleko dodawane przez Pho do
              whisky było skwaśniałe ??? big_grinDD
              • crazysoma Scriptus 14.11.06, 11:37
                Nie wiem co mam Ci powiedziec, nie wiem. Twoja walka o glownie zone, faktycznie
                jest przykladem "Don Kiszot wiecznie zywy". Nie wiem czy to dobrze czy
                idiotycznie, wiem tylko, ze w pewnym momencie bycie dobrym dla kogos kto nas
                totalnie olewa jest jakas tam forma ponizania sie. No tak sobie to kombinuje na
                konkretnym (niekoniecznie Twoim) przykladzie ale z drugiej strony wiem, ze
                bedac w zasiegu obiektu, o ktory sie walczy trudno jest czasem (a nawet czesto)
                o obiektywizm. Zycze Ci, zebys, bez wzgledu jak zyjesz, czul sie z tym dobrze.
                Bo jesli frustracja i zal i smutek, zaczynaja dominowac w naszych uczuciach to
                jednak nalezy sie zastanowic nad konkretnymi krokami.
                Co do snu z bialymi myszkami - hm nie pilysmy wtedy razem z Pho, wiec to nie ta
                przyczyna. Temat snow to w ogole ciekawy jest. Mnie np. niedawno snil sie eks z
                dwoma.... (no tak, wlasnie z tym) a jakis czas pozniej przez 4 noce z rzedu
                wielka, meska reka, ktora sie wysuwala noca z mojej kanapy w celu objecia mnie
                i przytulenia a ja wrecz bylam w stanie odrabac te lape byle tylko przestala
                mnie tak "zagarniac". Brrr smile
                • scriptus Re: Scriptus 14.11.06, 13:38
                  crazysoma napisała:

                  ......... a jakis czas pozniej przez 4 noce z rzedu
                  > wielka, meska reka, ktora sie wysuwala noca z mojej kanapy w celu objecia mnie
                  > i przytulenia a ja wrecz bylam w stanie odrabac te lape byle tylko przestala
                  > mnie tak "zagarniac". Brrr smile

                  Może Freud by to jakoś zinterpretował ?? smile
                  Może to nie kanapa, tylko tapczan, skoro ma męską rękę?
                  Tapczan, i do tego obcy, skoro nie chcesz, by Cię przytulał tongue_out

                  To tylko luźne skojarzenie...
                  • z_mazur Re: Scriptus 14.11.06, 14:09
                    > Może Freud by to jakoś zinterpretował ?? smile

                    Jak to ostatnio gdzieś wyczytałem:
                    "A co oznacza jak Ci się Freud przyśni??"
                • scriptus Re: Scriptus 14.11.06, 13:43
                  crazysoma napisała:

                  ...............
                  > Bo jesli frustracja i zal i smutek, zaczynaja dominowac w naszych uczuciach to
                  > jednak nalezy sie zastanowic nad konkretnymi krokami.
                  ................

                  Już przestałem frustrować, przestałem się w ogóle przejmować. Wiem, jakie mam
                  obowiązki wobec rodziny - utrzymać, zapewnić, żeby mieli co jeść i gdzie
                  mieszkać, muszę zadbać o prawidłowy rozwój i edukację dziecka i na tym koniec.
                  Wiem też, że mam prawo do świętego spokoju i umiem je wyegzekwować. Czego mi
                  więcej trzeba? (może i trzeba, ale nie jest niezbędne do przeżycia...)
            • libra22 tak ogólnie 13.11.06, 18:31
              Ja zgadzam się z tojaks. Choć nie wiem z kolei jak by mnie zabolało, że eks
              znalazł swoją drugą połówkę ( w sumie to by była druga-druga, bo ja byłam
              pierwsza_druga_połówkawink. Ja osobiście czuję się wolna, choć nie mamy jeszcze
              rozwodu, sobie szukam i nie wyrzucam sobie, że jestem niemoralna.
    • phokara Re: Crazy 13.11.06, 16:36
      Moze to i idiota, ale bardzo humanitarny i ja osobiscie nic do niego nie mam.
      Wrecz jestem mu niezwykle wdzieczna, ze dzieki jego kurzej slepocie i ubytkach
      mozgowych (no nie wiem czy mozna miec ubytki w czyms czego nie ma?) - ja teraz
      bede chodzic z Crazy i w zyciu jej nie puszcze bo z pewnoscia nie jestem tak
      walnieta w glowe zeby sie pozbawiac widoku najcudniejszych oczu na swiecie i
      takich boskich obiadow!!!
      haha...
    • gad_forumowy Re: dowiedziałam się 14.11.06, 07:10
      anja_pl napisała:
      > własnie, że mój mąż ma już trzecią babę, w ciągu 3 lat, jedna na rok,
      > nieźle....

      Jedna na rok? Cieeeeeenias tongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka