Dodaj do ulubionych

Co będzie za 30 lat...

21.11.06, 11:22
No właśnie.

Założyłam ten wątek bo natchnął mnie Marek z dzisiejszego wątku Brzózki:
napisał, jego mama po 30 latach od rozwodu nie otrząsnęła się z tego... i
wywnioskowałam, że Markowi to strasznie przeszkadza...

Znamy się z Brzózką poza forumowo, ale poznałyśmy się - na monitorze smile i
nasze historie są w pewnym stopniu podobne - obie wycierpiałyśmy swoje.
Wystarczy. I obie w mniej więcej tym samym czasie zaczęłyśmy komunikowac się
ze swoimi exami; nie uzgadniałyśmy tego! smile

I mnie i Brzózkę popchnęło do takiego kroku napewno wiele różnego. Mnie m.in.
własnie to: co później... Nie chcę za kilka lat usiąść na kanapie i
zawziętością z mózgu złorzeczyć exowi... Nie chcę holyłódzkiej sceny na moim
łożu śmierci: "i powiedz mu snu, że mu wybaczam"... mam dosyć wychodzenia
syna z pokoju gdy ex do niego dzwoni... mam dosyć kręcenia syna, kiedy ja do
niego dzwonię i słyszę "jestem z kumplem" a w tle słysze jak ex rozmawia
przez telefon... nie chcę bać się chodzić po moich ukochanych górach z
myślami "a jak on wyjdzie zza tego załomu a jak go spotkam na grani?!". Chcę
aby mój syn wiedział, że można szukać porozumienia, że trzeba rozmawiać, że
można wiele wybaczyć. On nas kocha i mnie i exa.

Moja mama jak jej powiedziałam, że wyciągnęłam rękę do exa to mało zawału nie
dostała. To przenośnia oczywiście ale nie jest zadowolona (delikatnie mówiąc)
z mojego pomysłu. Wiem, że się o mnie boi, widziała co przeszłam. Rozumiem ją.
Akceptują moje rozwiązanie moja pani psycho-itd (to ona mi to radziła) i moje
Przyjaciółki. Zawsze wiedziałam, że to mądre Baby smile

Chcę normalnie i spokojnie żyć. Zasłużyłam.
Obserwuj wątek
    • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 11:25
      zasłużyłaś!
      podobnie jak na góre bitej śmietanywink))))
    • akacjax Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 11:35
      Nie bardzo rozumiem, czy piszesz o przebaczeniu krzywd, czy o przyzwoleniu sobie na ich wyciszenie.
      Czy ex też chciał byś mu wybaczyła, czy tez chciał wyciagnąć rękę-czy został postawiony przed faktem dokonanym.
      Ja nie mam kontaktów z ex. Choć wszystko świeże, ale nie boję się spotkania z nim za rogiem, choć nie chcę z nim ani rozmawiać, ani się spotykać. Po prostu filozofia tego człowieka mi nie odpowiada, jest niszcząca, a ja się chcę chronić przed tym.
      Rozdzieliłąm moje relacje od relacji dzieci z ojcem.
      Nie tkwię w rozpaczy, że nie tak miało być, że zostałam sama, bo z nim nie dało się już być.

      weekenda napisała:
      > Moja mama jak jej powiedziałam, że wyciągnęłam rękę do exa to mało zawału nie
      > dostała.

      Czy trzeba wyciagać rękę, komunikować-wybaczam ci, gdy się przebaczyło winy-czy wystarczy przebaczyć w ciszy siebie?
      • weekenda Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:27
        Nie piszę o przebaczaniu. To nie to. I myślę, że jeszcze długo nie przebaczę.
        Pewnych spraw, wydarzeń, zdarzeń, faktów nie da się wybaczyć a o zapomnieniu to
        już mowy nie ma.

        Piszę o budowaniu kompletnie nowych relacji z exem... o uczeniu się ich
        budowania.

        Mnie filozofia i sposób na życie mojego exa też niszczyło. Dlatego się
        rozwiodłam - nie szliśmy tą samą drogą. Ale jest Młody. Wykorzystuje sytuację,
        że nie komunikujemy z exem. Są jakieś urodziny, są ich wspólne wyjazdy...

        Sama na taki pomysł nie wpadłam. Kilka miesięcy temu pani psycho-itd
        powiedziała mi, że przy mojej konstrukcji najlepszym rozwiązaniem dla mnie
        byłoby przejść wspólnie z exem terapię porozstaniową. Żeby wyjaśnić, żeby
        wytłumaczyć, żeby zrozumieć itd. W pierwszym odruchu oczywiście
        powiedziałam "nigdy w życiu, prędzej go zabiję" ale minęło kilka miesięcy...

        Od czasu do czasu myślę o tym o czym dzisiaj napisał Marek. Co z tym wszystkim
        zrobi mój Syn... jak do tego podejdzie... jak będzie traktował swoją kobietę...
        itd. Nie wyobrażam sobie, aby mój Syn tak zachowywał się wobec kobiet jak ex. A
        innego wzorca nie ma. Czym skorupka itd.
        Już na pierwszym spotkaniu we trójkę, ex płacząc przepraszał mnie przy Synu,
        mówił mądre słowa, które Młody zapamięta. Chcę aby Młody wiedział, że trzeba i
        należy mówić przepraszam, że to "nic" nie kosztuje a potem człowiek lepiej śpi.

        No i egoistycznie myślę o sobie. Nie chcę przez resztę życia unikać jak ognia
        exa i przez cały czas myśleć "nie pójdę tam bo on tam może być". NIE CHCĘ TEGO!

        Chcę spokoju. I osiągnę to.
        • z_mazur Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:44
          weekenda napisała:

          > Nie piszę o przebaczaniu. To nie to. I myślę, że jeszcze długo nie przebaczę.
          > Pewnych spraw, wydarzeń, zdarzeń, faktów nie da się wybaczyć
          > a o zapomnieniu to już mowy nie ma.

          Nie zgodzę się z Tobą weekendo, wszystko można wybaczyć, a nawet trzeba z
          czasem wybaczyć dla własnego dobra. To pozwala pamiętać bez bólu, bo tak jak
          piszesz pamiętać będziemy, bo pewnych rzeczy się nie da zapomnieć. Ale
          wybaczając uwalniamy się od negatywnych emocji związanych z pewnymi
          wydarzeniami.
          • weekenda Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:59
            No właśnie. Mój rozum mi mówi, że masz rację. Też o tym słyszałam: że można
            wybaczyć itd. Cały Świat mi mówi to dookoła a i swój rozum też mam. Ale jakoś
            póki co nie mogę. Ciągle wsio wraca.... I dlatego chcę i powinnam usiąść do
            okrągłego stołu z exem. Wiem o tym. Wiem, że potem będzie mi lepiej. Wiem jak
            dobrze się poczułam, kiedy zadzwoniłam. Po kilku zdaniach jakby mi obręcz z
            głowy zeszła.

            Mam nadzieję, że wybaczę.
            • z_mazur Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 15:06
              Trzymam kciuki.
              Podoba mi się ostatnio Twoje pisanie. smile
              Dzięki niemu jest na forum sporo pozytywnego "i co dalej..."

              A co do wybaczenia, to na to po prostu trzeba czasu. smile
              • weekenda Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 15:17
                z_mazur napisał:

                > Trzymam kciuki.
                > Podoba mi się ostatnio Twoje pisanie. smile
                > Dzięki niemu jest na forum sporo pozytywnego "i co dalej..."
                >
                > A co do wybaczenia, to na to po prostu trzeba czasu. smile
                >



                O! dzięki Ci chopie za miłe słowa! smile

                czasu powiadasz...? sam czas tu wszystkiego nie załatwi... tak sobie myślę.
                Trzeba cuś więcej robić i jakoś mu pomóc. Nie chcę patrzeć na Nowego Nadzieja
                przez pryzmat exa... nie chcę wyszukiwać w Nowym Nadzieju szczegółów zachowań
                exa... a tak się dzieje... kurcze blade tak się dzieje... sad to jest silniejsze
                ode mnie! nic Nowemu Nadziejowi nie mówię, walczę z tym wszystkimi pazurami i
                całą swoją szarą masą ale tak ten mój umysł ma... sad

                Nic to. Dla chcącego itd. będę walczyć dalej z tym co historia zostawiła mi pod
                czaszką. Nie poddam się. Nigdy w życiu!!! big_grinDD
    • z_mazur Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 11:44
      Bo wbrew pozorom wybaczenie jest ważniejsze i bardziej potrzebne tym którzy
      wybaczają niż tym którym się wybacza. Tkwiąc w pretensjach i żalu zatruwamy
      siebie.
    • marek_gazeta Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:21
      > Założyłam ten wątek bo natchnął mnie Marek z dzisiejszego wątku Brzózki:
      > napisał, jego mama po 30 latach od rozwodu nie otrząsnęła się z tego... i
      > wywnioskowałam, że Markowi to strasznie przeszkadza...
      Przeszkadza to mało powiedziane. Ja nie mogę winić matki, bo rozwód (z winy ojca) był bardzo ciężki i niszczący, podobnie jak końcówka małżeństwa (alkohol, podobno i rękoczyny). Fakty są takie, że zawsze był problem - matka pytała, czy ojciec będzie na Wigilii, bo jeśli tak, to ona nie przyjdzie. Zatem ojca trzeba było zapraszać rano (dostatecznie wcześnie, by zdążył wyjść), a matkę na Wigilię "właściwą". Popie...ne życie, nikomu nie życzę.
      • z_mazur Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:32
        Powiem szczerze, że mimo wybaczenia i w ogóle, to jednak na dzień dzisiejszy
        nie wyobrażam sobie wspólnej wigilii u mojej córki z eks przy jednym stole.
        Może jeszcze z nextem się mam łamać opłatkiem. smile

        Jakoś tak jak myślę o mojej ex i nexcie to przypomina mi się scena z "Pana
        Wołodyjowskiego" gdy wielkoduszny pan Michał mówi do Krysi i Ketlinga "daj Ci
        panie Boże szczęście z Ketlingiem". smile
        • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:42
          z_mazur napisał:

          > Powiem szczerze, że mimo wybaczenia i w ogóle, to jednak na dzień dzisiejszy
          > nie wyobrażam sobie wspólnej wigilii u mojej córki z eks przy jednym stole.
          > Może jeszcze z nextem się mam łamać opłatkiem. smile

          ja, mimo, że mój prawie eks na razie jest sam i w sumie często sie nim spotykam
          z róznych względów, absolutnie nie wyobrazam sobie z nim swiąt i innych
          uroczystości - ale my nie mamy dzieci - wspólnychsmile

          > Jakoś tak jak myślę o mojej ex i nexcie to przypomina mi się scena z "Pana
          > Wołodyjowskiego" gdy wielkoduszny pan Michał mówi do Krysi i Ketlinga "daj Ci
          > panie Boże szczęście z Ketlingiem". smile

          gdyby mój eks ułozył sobie życie z owa panią co to sie walnie przyczyniła do
          naszego rozwodu, to byłoby to pewnie ciężkie dla mnie, ale sytuacja taka jak
          jest u nas tj. zniszczenie naszego małzeństwa nie po to by cos nowego zbudowac
          a w konsekwencji - po nic ... to jest niezrozumiałe i cholernie trudne ...
          nawet nie można zyczyć im szczerze bądź nie tego szczescia...

          • anja_pl Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:46
            pudeleczko_75 napisała:

            [ciach]

            > gdyby mój eks ułozył sobie życie z owa panią co to sie walnie przyczyniła do
            > naszego rozwodu, to byłoby to pewnie ciężkie dla mnie, ale sytuacja taka jak
            > jest u nas tj. zniszczenie naszego małzeństwa nie po to by cos nowego
            zbudowac
            > a w konsekwencji - po nic ... to jest niezrozumiałe i cholernie trudne ...
            > nawet nie można zyczyć im szczerze bądź nie tego szczescia...

            to tak jak mój, po nic rozwalił rodzinę,
            ale mój szuka dalej, kolejnej z która będzie próbował sobie życie ułożyć...

            >
            • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:51
              anja_pl napisała:

              >> to tak jak mój, po nic rozwalił rodzinę,
              > ale mój szuka dalej, kolejnej z która będzie próbował sobie życie ułożyć...
              >

              mój jeszcze nie szuka, ale zacznie, co bedzietak sam siedział...
            • anikab Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 15:08
              haha, mój też szuka dalej. A myslałam, że moja historia jest wyjątkowa smileNnie
              jestem sama.
        • marek_gazeta Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:45
          No tak, może z Wigilią masz rację, ale były sytuacje np. imienin, kiedy ojciec wchodził, a matka, która przyszła wcześniej, zaczynała się od razu zbierać do domu... A, zapomniałem dodać, że ojciec całe życie unikał jak ognia płacenia alimentów, to pewnie też miało jakieś znaczenie.

          Nextów nawiasem mówiąc nie ma; oboje są samotni.
          • julka1800 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 13:04
            A, zapomniałem dodać, że ojciec całe życie unikał jak ognia płacenia ali
            > mentów, to pewnie też miało jakieś znaczenie

            moglo i tak byc ze ow fakt mial i ma kolosalne znaczenie
        • sinsi Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 13:47
          z_mazur napisał:

          > Jakoś tak jak myślę o mojej ex i nexcie to przypomina mi się scena z "Pana
          > Wołodyjowskiego" gdy wielkoduszny pan Michał mówi do Krysi i Ketlinga "daj Ci
          > panie Boże szczęście z Ketlingiem". smile


          A Baśka już wie??smile))

          • z_mazur Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:13
            No właśnie też sobie tak myślę, że dzięki tej sytuacji panu Michałowi, zamiast
            dumnej i wyniosłej Krysi trafił się uroczy i pełen wdzięku Hajduczek. smile))
            • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:15
              nie Krysi, a KRZYSI!!!
              • z_mazur Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:22
                Jesssooooo. Racja przecież ona była Krzysztofa.

                Tylko moja eks jakoś się do klasztoru nie wybierała,
                a raczej wręcz przeciwnie. smile))))
                • weekenda z_mazur.... 21.11.06, 15:05
                  ..ona była Krystyna!!! tylko mówli do niej Krzysia... jedem diabeł wie dlaczego

                  Oj tam zaraz klasztory... co? a może Twoja exa to krawcowa albo ogrodnik
                  jest????
      • joanna9969 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 17:38
        Wiem dokladnie o czym mowisz . Moich rodzicow choc juz 12 po rozstaniu nadal
        strach spotkac w jednym pomieszczeniu . Ja moja Matke troche rozumiem , choc
        akurat w ich zwiazku nie bylo fizycznej przemocy , ale pozostalo wiele , wiele
        niewyjasnionych spraw , no i fakt ze Ojciec ulozyl sobie zycie a ona nie tez
        pewnie nie pomaga.Ale martwi mnie to ze ona przez swoja zatwardzialosc wciaz nie
        moze i nie chce sobie odpuscic przede wszystkim dla swojego dobra .Rezultat byl
        taki ze przez wiele lat my z siostra nie mialysmy z ojcem prawie zadnego
        kontaktu , a i do dzis nie awiszujemy sie z kontaktem
        z ojcem przed Mama choc jestesmy juz dorosle . To jest strasze jak rodzice nie
        moga sie dogadac po rozwodzie i nie maga zdobyc sie na utrzymanie ze soba jakis
        normalnych stosunkow przede wszystkim dla dobra dzieci .
    • anja_pl Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:42
      za 30 lat będe juz na emeryturze, dzieci będa dorosłe, a kredyt na dom spłacony,

      przy stole wigilijnym usiądę razem z dzieciakami i ich rodzinami, pod choinką
      bedzie mnóstwo prezentów dla maluchów, ogień w kominku będzie trzaskał a za
      oknem świerk będzie świecił mnóstwem lampek, może do samej góry, bo wreszcie
      przestanie rosnąć wink

      a wtedy już ex'a tam nie będzie...
      • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:47
        a ja za 30 lat będę po drugiej (oby tylko) operacji plastycznej, z trzecim (oby
        tylko) mężem - tym razem młodszym o 15 lat leżec na plaży i bede martwiła się,
        czy liposukcja, której poddalam się pięc miesięcy temu czasem nie wymaga
        poprawy - wiecie na plazy nic sie nie ukryje, zwłaszcza, że młodszego męza
        cięzko utrzymać, czasem nawet przykucie do kaloryfera nie starczasmile)))))
        ogin tez będzie, ale nie w kominkusmile)))
      • akacjax Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 16:14
        A tak z ciekawości zapytam-na pewno exa tam nie będzie? A gdzie będzie?smile Tak na motywach opowieści marka..o imieninach i wiilgiliach ...

        Przypomniała mi się rozmowa mojej babci z dziadkiem rok przed 40 rocznica ślubu, o tejże rocznicy. Babcia stale mówiła, że umrze lada dzień...W trakcie rozmowy mając to na myśli dorzuciła:
        -no mnie nie będzie
        A dziadek na to: -a gdzie się wybierasz?

        Ja pomyślałam, że kiedyś samodzielne dzieci (niekoniecznie za 30 lat, bo moje syny już starawe-niby-dorosłe)zaproszą mnie i swojego ojca. Może nawet z jakąś next? Na chwile obecną trudno byłoby mi usiąść z nim przy jednym stole, ale gdyby stół był odpowiednio duży....
        A kiedyś może to nastąpić, nawet szybciej niż myślęwink i przecież nie będę dzieciom robić problemu-ojciec sam im zrobi...stawiam 5:1 na tosmile
        • anja_pl Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 21:56
          akacjo,
          nie ma go od kilku lat na Wigilii, to skąd miałby sie tam za 30 lat znaleźć?
          nie chciał nigdy przyjść, choć był zapraszany, przestałam już zapraszać,

          no, ale wiesz w Wigilię nikogo sie za drzwi nie wyrzuca wink jakby sam przylazł,
          to pewnie by został na wieczerzy, mam nadzieję, że opłatek bu już się
          skończył wink

          ale zapomnieć i wybaczyć nie potrafię już, za dużo słów zostało powiedzianych...
          • akacjax Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 22:28
            Jakoś wydaje mi się, że mamy podobne uczucia, ale...co byłoby gdyby to dzieci zaprosiły rodziców do siebie-bez uzgodnienia-ciężko byłoby, mimo wszystko.

            A tak na zimno, dyplomatycznie udawać, że jest ok, że możemy biesiadować razem.....w imię spokoju dzieci-brrr.
            • anja_pl Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 22:32
              akacjax napisała:

              > Jakoś wydaje mi się, że mamy podobne uczucia, ale...co byłoby gdyby to dzieci
              z
              > aprosiły rodziców do siebie-bez uzgodnienia-ciężko byłoby, mimo wszystko.
              >

              mam nadzieję, że dzieci mi takiego numeru nie zrobią, brrrr

              wystraszyłaś mnie ...
              • akacjax Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 22:46
                A czy nie tak brzmiał inspirator wątku?
                Póki co-młody wydaje się daleki od spotkań wespół-zespół..ale starszy? A może odwrotnie-kto zgadnie, co jeszcze im się wymyśli.
                Zamiast nadmiaru czujnośći, muszę ćwiczyć tolerancję na niepewnośćsmile
                Pozdrawiamsmile
    • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:54
      co tam 61, medycyna estetyczna w tym czasie zrobi krok świetlny do przodu, więc
      będziemy wyglądac na 35smile))))
      pewnie nawet liposukcja nie będzie już stosowanasmile))





      • anja_pl Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:56
        pudeleczko_75 napisała:

        > co tam 61, medycyna estetyczna w tym czasie zrobi krok świetlny do przodu,
        więc
        >
        > będziemy wyglądac na 35smile))))
        > pewnie nawet liposukcja nie będzie już stosowanasmile))

        no fakt nie mam jeszcze 61 lat i pewnie dlatego nie wiem, ale sie spytam:
        co to jest liposukcja ??????????

        >
        >
        >
        >
        >
        • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 13:00
          > no fakt nie mam jeszcze 61 lat i pewnie dlatego nie wiem, ale sie spytam:
          > co to jest liposukcja ??????????
          >
          metoda pozbycia się zbędnych kilogramów za pomoca chirurga plastycznego!!!!
        • z_mazur Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 13:00
          Jako facet boję się odpowiedzieć na to pytanie, bo może nie powinienem tego
          wiedzieć.

          Ale chodzi o zabieg odsysania tłuszczu.
          smile
          • anja_pl Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 13:57
            z_mazur napisał:

            [ciach]

            > Ale chodzi o zabieg odsysania tłuszczu.
            > smile

            to wiem, dlaczego nic na ten temat nie wiem wink)
            ja po prostu tego nie potrzebuję !!!!!!!!!

            kochanego ciałka nigdy dość !!!!!!!!!!
    • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 12:59
      a kto powiedział, że nie będzie plazy na księżycusmile))
      plany trzeba miec realnesmile
    • julka1800 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 13:06
      za 30 lat bede staruszka na zaluzonej emeryturze, bede siedziala wiosna i
      jesienia w parku i patrzyla na ludzi
      i mam nadzieje powiedziac sobie z usmiechem: fajne to moje zycie było mimo
      przeciwnosci
      • jagoda4444 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:24
        Kurcze dziś od rana biję się z myślami co będzie "jutro", czy dam radę, czy
        dostanę kredyt, a jak dostanę to czy spłacę i przeżyjemy z dziećmi itd
        itp .....Siedzę i ryczę do kompa w pracy a właściwie łzy same lecą - oczywiście
        ukradkiem aby nikt nie zauważył. No i ten wątek poprawił mi humor - bo może
        jest jakieś jutro? a co dopiero 30 lat. Więc może lepiej wyobrazić sobie
        przyszłość za dziesiąt lat niż to niepewne jutro. I jest mi lżej
        • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 14:26
          jagoda4444 napisała:

          >No i ten wątek poprawił mi humor - bo może
          > jest jakieś jutro? a co dopiero 30 lat. Więc może lepiej wyobrazić sobie
          > przyszłość za dziesiąt lat niż to niepewne jutro. I jest mi lżej

          I wlaśnie po to jest to forumsmile
        • weekenda Jagódko :) 21.11.06, 14:37
          Jest "jutro". Też wzięłam kredyt (na 20 lat), wiem, że spłacę, wiem, że
          wcześniej spłacę, wiem, że przeżyję z Młodym, wiem, że dam radę!!!!!!!

          Też ryczałam.... w domu, na ulicy, w metrze, w pracy... robiłam różne mniej czy
          bardziej dziwne, zaskakujące i durne rzeczy... widać do czegoś mi było to
          potrzebne... aby zrozumieć, aby wytrzymać, aby przewarościować, aby przetrwać...

          "Wyszłam" do ludzi i świata jakoś tak w kwietniu tego roku... po kilku
          miesiącach przerwy w życiorysie. Czarna dziura. To cud, że nie wywalili z
          roboty.

          Zobaczysz, będzie dobrze! smile)) przekonasz się! za jakiś czas przypomnisz sobie
          te i inne życzliwe słowa i powiesz: kurcze! mieli rację! smile
    • crazysoma Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 16:16
      Za 30 lat bede mieszkac w cieplych krajach. W domku na plazy smile
      • pudeleczko_75 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 16:22
        crazysoma napisała:

        > Za 30 lat bede mieszkac w cieplych krajach. W domku na plazy smile

        to my z brzoza na tej plazy, o której pisałysmy powyżej to pewnie u Ciebie na
        SKS ie będziemy akuratsmile wszystko sie składa prawidlowosmile))
    • crazysoma Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 16:33
      O, wlasnie. Raz, dwa, lewa? Na poligonie bedziemy mieszkac? wink USA Marines? To
      moze nie czekajmy, az 30 lat...
      • libra22 Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 16:58
        A ja będę z jakąś koleżanką (albo i kilkoma) zwiedzała Europę, jak te turystki
        z zachodu lub z Japoni. Mój syn będzie dobrze zarabiał i mi to sfinansuje.
        • 374.4w Re: Co będzie za 30 lat... 21.11.06, 22:44
          no łatwiej wyobrazić sobie, że za 30 lat będzie ok niż jutro, bo to będzie 8 lat
          po spłacie kredytu za mini mini mieszkanie
          , rozsypuję się na 374.4 kawałeczka i nawet "W odrwóciło się do góry dnem i
          udaje, że jest M"
    • pajkowska Re: Co będzie za 30 lat... 28.11.06, 21:28
      ja mam już swoje 30 lat za sobą. Rozstanie było dla mnie ulgą. Choć miałam
      poczucie krzywdy, nie pałałam nienawiścią do mojego ex. Zupelnie nie wiedzialam
      czemu akurat nam sie nie udało. Wierzyłam, że szybko znajdę miłość, tym razem
      prawdziwą. I tak upłynęło 30 lat. Na szukaniu. Moje stosunki z ex były poprawne,
      a z jego rodziną wręcz przyjacielskie. Naszym wspólnym dzieckiem mało sie
      interesował, nie zawsze płacił alimenty, ale ja byłam zawsze "sobieradka", nie
      nękałam go. Dziś dziecko jest dorosłe, wyprowadziło się. Ex założył trzecią,
      póki co szczęśliwą, rodzinę, a ja na pociechę mam psa. Zazdroszczę mu ... Jestem
      rozgoryczona

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka