No właśnie.
Założyłam ten wątek bo natchnął mnie Marek z dzisiejszego wątku Brzózki:
napisał, jego mama po 30 latach od rozwodu nie otrząsnęła się z tego... i
wywnioskowałam, że Markowi to strasznie przeszkadza...
Znamy się z Brzózką poza forumowo, ale poznałyśmy się - na monitorze

i
nasze historie są w pewnym stopniu podobne - obie wycierpiałyśmy swoje.
Wystarczy. I obie w mniej więcej tym samym czasie zaczęłyśmy komunikowac się
ze swoimi exami; nie uzgadniałyśmy tego!
I mnie i Brzózkę popchnęło do takiego kroku napewno wiele różnego. Mnie m.in.
własnie to: co później... Nie chcę za kilka lat usiąść na kanapie i
zawziętością z mózgu złorzeczyć exowi... Nie chcę holyłódzkiej sceny na moim
łożu śmierci: "i powiedz mu snu, że mu wybaczam"... mam dosyć wychodzenia
syna z pokoju gdy ex do niego dzwoni... mam dosyć kręcenia syna, kiedy ja do
niego dzwonię i słyszę "jestem z kumplem" a w tle słysze jak ex rozmawia
przez telefon... nie chcę bać się chodzić po moich ukochanych górach z
myślami "a jak on wyjdzie zza tego załomu a jak go spotkam na grani?!". Chcę
aby mój syn wiedział, że można szukać porozumienia, że trzeba rozmawiać, że
można wiele wybaczyć. On nas kocha i mnie i exa.
Moja mama jak jej powiedziałam, że wyciągnęłam rękę do exa to mało zawału nie
dostała. To przenośnia oczywiście ale nie jest zadowolona (delikatnie mówiąc)
z mojego pomysłu. Wiem, że się o mnie boi, widziała co przeszłam. Rozumiem ją.
Akceptują moje rozwiązanie moja pani psycho-itd (to ona mi to radziła) i moje
Przyjaciółki. Zawsze wiedziałam, że to mądre Baby
Chcę normalnie i spokojnie żyć. Zasłużyłam.