Dodaj do ulubionych

w imię dumy

04.01.07, 09:43
6 lat małżeństwa, wieczne huśtawki, 2 dzieci, nie układa nam sie od ponad 3
lat, jego wyprowadzki na 3miesiące do babci, potem przyprowadzki...terapie
nic nie dały. W końcu ostatnio prowokacje, nagrywanie na mp4, spoliczkowanie,
awantury przy dzieciach, itp...Koniec! ale...wyprzedził mnie z pozwem
o pare dni, zamiast spodziewanej (nie chce orzekania o winie, bo to znaczy
wywlekanie brudów, uważam ze wina leży po 2 str) ugody oskarżył mnie o
wyłaczną winę rozpadu małzeństwa! On, który od ponad 3 lat olewa mnie i
dzieci. Wszyscy kiwali głowa z dezaprobatą. Po paru latach absolutnego braku
wsparcia we własnym mężu poznałam "przyjaciela". Jak Mąż wreszcie zdobył
pretekst w postaci mojego "przyjaciela" poleciał do sądu. Tak kochalam
toksycznego Męża, niestety do tej pory mnie pociąga jak nikt inny. A ileż to
razy słyszałam, nawet w ciąży, "znajdź sobie innego"...Tłumaczę mu, ze sąd
nie umywalnia, to wychodek, a on swoje, że będzie udawadniał moją winę,a jak
sądzę inaczej to mam udowodnić. Po co?-pytam go. "żebym sie lepiej poczuł",
a jak nerwy przenoszę do domu, to niech tak nie robię, bo jeszcze wystapi o
odebranie mi dzieci!!"Szkoda, że zwlekałam z pozwem, moja głupota. Zapłacił
duże pieniądze, żeby mnie zniszczyć... Miał wiele znajomości damskich, ale
śmieje sie mi w twarz, że nie udowodnie mu. I nie chcę! Chcialabym załatwić
sprawę ugodowo, ale jemu duma nie pozwala na to. Woli walczyć, a "jak
będziesz grzeczna i się przyznasz, to nie będzie prania brudów" usłyszałam.
Będę i musze walczyć z paranoikiem, którego duma przerosła...Przeraża mnie
wieloletni proces, świadkowie, jak wytłumaczyć takiemu, że to nie ma sensu?
Najbardziej boli mnie, ze zostałam oskarzona o rozpad, on miał kilkuletnie
znajomości damskie, ja wiernie wybaczałam, kiedy ja poznałam "przyjaciela" go
to strasznie ubodło, mówi , ze do upadłego bedzie walczyl o dzieci, a
przeciez... pozwalam mu na częste ( codzienne niemal )kontakty,...Jak
pochamować takiego szaleńca, który zdolny wszystko zrujnowac w imię swojej
ogromnej dumy?
Obserwuj wątek
    • sbelatka Re: w imię dumy 04.01.07, 09:52
      wiesz co,
      nie mam pewnosci...

      ale CZY ozreczenie o twojej winie COS CI zrobi?

      mowia, ze w ozrekaniu o winie chodzi o KASE.

      jezeli więc on ma kase a ty mniej... to moze - jesli nie chcesz walczyc, a
      mozliwe, ze pzregrasz jak facet berdzie zdeterminowany - sie zgodź na ta Twoja
      winę.

      mysle, ze koniecznie sie powinnas poradzic adwokata.

      rozumiem - NIE CZUJESZ sie winna rozpadowi.

      ale mysle, ze ten kto wymyslil, ze warto sobie zadac pytanie PO CO???? cos
      robie - wymyslil dobrze.

      Pomysl - jaki TY MASZ CEL?

      jesli uwolnic sie od faceta (* w tymi od emocji z nim zwiazanych ) to ( jesli
      nie starcisz na tym finansowo) moze wartos sie przyznac?

      ale nie wiem...





      • anja_pl Re: w imię dumy 04.01.07, 12:26
        co za głupoty wypisujesz!
        do czego niby ma się przyznać?
        w imię czego ma mieć "zaparane" papiery?

        jak druga strona chce prania brudów i nie zgadza się na rozwód bez orzekania o
        winie, to nie pozostaje nic innego, jak zbierać dowody przeciw i winą obarczyć
        winnego,

        orzeczenie o winie zrobi bardzo wiele w głowach zainteresowanych: rozwodzących
        się małżonków, dzici, rodzin, znajomych,
        zawsze będzie mógł być użyty argument: "orzecież sąd stwierdził Twoją winę"
        i to w takich momentach, jak najbardziej to zaboli,

        rozwód to niestety nie tylko sprawa dwojga ludzi, ale także całego otoczenia,
        nie żyją na pustyni,
        nie są jedynymi ludźmi we wszechświecie,
    • chochlinka Re: w imię dumy 04.01.07, 10:04

      -Chyba tak samo go potraktować jak on ciebie.Może wystraszy się paranoiczki.
      Mój ex powiedzial,że się zgadza na orzekanie o swojej winie. Po czym na krótko
      przed pierwszą rozprawą przyszedł i zakomunikował,jakoby to się dowiedział od
      kogoś,że ja go zamierzam zniszczyć finansowo.Koń by się uśmiał,bo to co miał to
      wspólne auto,komputer,video i dwie waklizki ciuchów. wspólne konto już dawno
      opróżnił.Dom w którym mieszkaliśmy był mój. Przeszłam obrzydliwe wywlekanie
      brudów.Odwołał się od wyroku(a naściągał do sądu z dziesięciu świadkow mojej
      podłości) z tym,że w sądzie apelacyjnym już się nawet nie stawił tylko
      zafundowal nam dodatkowy rok oczekiwania na wyrok.Nie dałam się zastraszyć
      adwokatowi jego i jemu samemu. Żadna to duma mieć taki wyrok.Mnie było to wtedy
      potrzebne bo tak jak twój mąż tak i mój ex chciał mnie obarczyć
      odpowiedzialnością za to,że znalazł sobie kobietę bo ja byłam do bani. Nie
      jestem ideałem,nikt nie jest doskonały ale to nie jest powód,żeby dokopać
      leżącemu.On mnie nie kochał a ja byłam uzależniona od niego jak od powietrza i
      świetnie wiedzial gdzie uderzyć,żeby zabolało. No i osiągnął tyle,że skłócił
      mnie ze swoją rodziną bo ciągał do sądu matkę(mieszkającą 400 km od
      nas),siostrę i jej męża-(150 km od nas a do tego jestem chrzestną ich
      dziecka).Trudno,żeby było inaczej jak oni musieli takie brednie mowić w
      sądzie,że teściowej było mi aż żal.
      No i o jednym się przekonalam przy takim rozwodzie,że świadków można nawet nie
      znać,bo i takich przyprowadzil i opowiadali o takich szczegółach naszego
      życia,że nawet ja sama ich nie znałam.Sąd wszystko wytrzyma........-
      ...umierała długo,teraz rodzi sie lekko....
      • monamam Re: w imię dumy 04.01.07, 10:18
        chochlinka! myślę, że Mąż zaserwuje mi podobną jatkę do tej, którą ty
        przeżyłaś, niestety. On też wie, gdzie uderzyć, żeby dokopać. Często zmyśla
        fakty i przyrzeka ich z zacietrzewieniem bronić w sądzie i tego się boję.
        Paranoi. Jego adwokatka to agresywna i krzyczaca osoba ponoć razem tworzyć będą
        niezły team..Podziwiam Cię, jak sobie dałaś radę? Przeszłaś koszmar. Podziwiam
        Cię
      • monamam Re: w imię dumy 04.01.07, 10:20
        po jakim czasie się to skończyło i z jakim wyrokiem?
    • bursztynowe Re: w imię dumy 04.01.07, 10:20
      Nie ma znaczenia która strona złożyła pozew rozwodowy.
      Mozesz odpowiedziec, ze sie zgadzasz, albo ze wnosisz o jego wylaczną winę. Nie
      mozesz w tym momencie powiedziec, ze chcesz bez orzekanie o wienie. Formuła
      prawan jest taka: wnoszę o rozwód bez orzekania o winie, ale jesi druga strona
      nie zgadza sie to wnosze o wyłączna wine drugiej strony.

      A co do orzeczenia o wienie - winę trzeba udowodnić, sam pozew i zeznania eksia
      to za mało. Zbieraj dowody winy. Rozmawiaj z potencjalnymi swiadkami. Listy,
      bilingi, rachunki. Takie tam. Przygotowuj sie.

      Jesli moge Ci doradzic przebieg sprawy, to nie walcz o to by mu przywalic, choc
      miej takie argumenty w podorędziu, dowody i inne straszki na niego. Ugoda ugodą,
      ale bez odpowiednich narzędzi prawnych nie wytrącisz eksiowi jego argumentów,
      niewazne czy prawdziwych czy zmyślonych.
      Staraj sie jak najszybciej zakonczyc sprawe, bo to po prostu jest czysta trauma,
      po co sie meczyc. Chyba ze lubisz.

      Z tego co piszesz wyglada ze tkwisz w zwiazku toksycznym. To znaczy, ze w imie
      falszywie pojmowanej milosci jestes w stanie odpuscic. Zastanow sie nad tym
      bardzo powaznie, a najlepiej idz do psychologa po diagnoze i pomoc. Samemu
      czesto nie ma sie odpowiedniego dystansu. Poczytaj tez sobie na ten temat.

      Pozdrawiam cieplo
      • akacjax Re: w imię dumy 04.01.07, 10:35
        I nie wolno się poddawać. Orzeczenie wyroku z Twojej winy, może być dla Twojego ex furtką do nękania Cię.
        Jego zachowanie nie wróży nic dobrego. Chce wojny-musi ją mieć!
        • marek_gazeta Re: w imię dumy 04.01.07, 10:45
          Nie, nie zgadzam się, trzeba spróbować wytłumaczyć (jeszcze) mężowi, że to nie ma sensu. Albo będzie ugoda, albo wina obu stron po wielu latach awantur w sądach. Nikt nie zyska, oboje stracicie - i w sensie nerwów, i w sensie pieniędzy. Jego adwokat pewnie chce wyciągnąć kasę, więc trzeba trafić bezpośrednio do męża. Jakiś jego rozsądny kolega może, z którym masz kontakt? Może ojciec?
          • monamam Re: w imię dumy 04.01.07, 10:51
            Ojca nie ma, a jego wychowywała matka, a raczej babcia. Przyjaciele próbowali,
            a jakże, ale twierdza, że on popadł w skrajne emocje i że nawet trzeba by
            konsultacji wrecz lekarskich, a nie spraw w sadzie. Adwokatowi nieźle zarobi na
            paranoiku o bogatej fantazji, żyjacym w swoim świecie, w którym gra się do
            upadłego. Nikt niestety nie ma na niego wpływu, bo to człowiek, który UWIERZ mi
            NIE MA ŻADDNEGO AUTORYTETU w życiu, a swoje decyzje uwaza zawsze!!! za słuszne
            • bursztynowe Re: w imię dumy 04.01.07, 11:30
              Sprytny adwokat może to wykorzystać w sądzie. Argument, że despota i tyran jest
              jak najbardziej na miejscu. Wystarczy go podpuścić. Ale to dopiero pod koniec
              sprawy (strony zeznają na koniec, wcześniej sa świadkowie).


              Ale skoro taki jest jak piszesz, to jest naprawde bardzo słaby i przerażony, a
              jego powierzchownośc to tylko maska.
        • monamam Re: w imię dumy 04.01.07, 10:48
          No własnie, dokładnie, jest to "waleczny" człowiek, we wszystkim widzi sens
          walki i satysfakcję, nawet jesli to sensu nie ma i ją przegrywa. Sama wojna
          niesie adrenaline, jak nałóg, zamiast kawy były awantury. Ciągnęłam ten
          związek, żeby uniknąć decyd. starcia ( były studia, małe dzieci). Teraz jest
          odp moment,będę walczyła o wyrok, bo nieuwazam się za jedyną winną
      • chochlinka Re: w imię dumy 04.01.07, 10:53
        Pierwsza część trwała dwa lata.Sąd obciążony więc rozprawy co 3-4
        miesiące.Przesłuchiwania świadków.Pletli co slina na język przywlokła.Sąd nie
        lubi pieniaczy.Kogucikowaty adwokat exa doprowadzał sędzinę do szału.Nawet nie
        wyłączył komorki na rozprawę.Czepiał się mnie o takie debilności,że aż żal.
        Najobrzydliwsze co uslyszałam to od swojego exa,że jestem oziębła sexualnie.
        Usłyszeć takie coś w obecności innych,obcych ludzi to koszmar.Miałam swojego
        adwokata,chodzący flegmatyk.Nie wywlekał,nie pluł,działał na mnie jak
        balsam.Jak widził,do jakiego stopnia jestem zszarpana,zgnojona powtarzal wciąż
        jedno:" Wnet będziesz wolna i do wzięcia,oszczędzaj się dla innych,całe nowe
        życie przed tobą,dla takiego jak ten chcesz się dać wykończyć?" To jego"panna z
        odzysku" najpierw mnie irytowało ale potem było myślą przewodnią.Znieść to jak
        ciężki poród a potem cieszyć się tym nowo narodzonym życiem.
        Potem rok na czekanie na wynik apelacji exa.Sąd pierwszej instancji orzekł o
        winie męża i większości zeznań jego świadkow nie brał pod uwagę jako że były
        tylko powtarzaniem słów exa. Moi świadkowie,bo z obrony musialam przejść w atak
        byli nader zdystansowani i konkretni.W jakich okolicznościach widywali mojego
        exa z jego partnerką,wcale nie musiały to być intymne zdarzenia,wystarczyło,że
        wiecznie poza godzinami pracy ich spotykano,że gdzieś tam w sklepie za
        rączkę,plik zdjęć które on jej robił z kwiatami we włosach,u niej w domu,
        pierdoły takie,że szkoda wspominać.Chyba najistotniejsze było,kiedy z koleżanką
        pojechalam pod tamtej dom,kiedy to mój ex miał być z kumplami na piwie a on
        siedział u niej.Była 23.00 a on u niej czekał na kolegow.
        A tak naprawdę sprawę przesądziło jej zeznanie(bo ją powołał na świadka swojej
        niewinności),że często u niej był ale jako znajomy,że jej opowiadal,iż nasze
        małżeństwo nie istnieje,że teraz są razem. Sędzinę zatkało,a mój adwokat
        zamiast zadawać pytania powiedział"w obliczu takich zeznań nie mam pytań|"
        Wolalabym nigdy tego nie przechodzić ....nie potrafiłam inaczej,wierzyłam,że to
        wszystko otworzy mu oczy i zmieni go.Że dzięki temu wróci bo ja go
        kochałam.Debilizm i dziecinada. Moglam go puścić wolno,nie potrafiłam.
        Zysk? On pokrywał koszt rozwodu włącznie z opłatą za mojego adwokata. W
        przypadku pogorszenia się mojej sytuacji materialnej ma obowiązek alimentacyjny
        w stosunku do mnie.Kicham jego kasę. Zawsze sama dawalam sobie z tym radę.Przez
        pierwsze lata małżeństwa to ja byłam jedyną zarabiającą osobą w domu a on
        wiecznym studentem wink)
        Dziś jest dobrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka