Dodaj do ulubionych

szczenięta

11.01.07, 15:59
Kiedy przygarniamy czy kupujemy szczeniaka, kazdy jest zachwycajacy, budzi w
nas najlepsze uczucia, bezmiar czulości, nadzieje, ze wyrośnie piekny, mądry,
zdrowy, karny pies.
Potem sie okazuje - nogi jamnika, tułów boksera, uszy basseta, oczka bull
teriera. Do tego krnąbrny, tchorzliwy, i szkodnik.
I co? Nic - mowi sie "trudno" i kocha sie dalej.

Z wyborem czlowieka do kochania jest podobnie - na początku każdy "wybrany"
wydaje sie właśnie"tym", tą osławioną "połówka pomarańczy" (aż sie otrzasam
na dźwiek tego okreslenia, choc nie do końca wiem dlaczego, moze mi kto
powie), ma w sobie mnostwo cudownosci i obiecujacych spełnienie tajemnic - no
a potem wychodzi szydło z worka.

I tu analogia ze szczenieciem sie kończy, bo zamiast powiedzieć "trudno" i
dalej kochać -

Powiedziano mi kiedyś, ze miłość to decyzja. Nie zgadzałam się, nie
wierzyłam, zapomniałam.
Ostatnio mi sie przypomniało i zaczynam sie zastanawiać. Moze to rzeczywiscie
decyzja - taka jak kupno czy przygarniecie szczeniecia.

(Tu przypomina mi się znajoma, wielbicielka owczarkow alzackich, ktora przez
rok sprawdzała najrózniejsze hodowle, potem kupila takiego superextralux
rodowodowego po medalistach złotych, a jemu - USZY NIE STANĘŁY!!!! - i co?
Nic, kocha dalej.)
Obserwuj wątek
    • bursztynowe Re: szczenięta 11.01.07, 16:06
      coś w tym jest

      .. bo niektórzy jak im się znudzi wywalają ... z serca
      • phokara W schronisku serca. 11.01.07, 16:48
        Nanga, Ty jak zakladasz watek, to mi sie chce pisac. A wrecz myslec...

        To jest tak... ten przyklad ze szczenietami jest bardzo piekny ale nie do konca pasuje do
        zwiazku dwojga doroslych ludzi. Bo wlasciwie z dziecmi sie sprawdza... kochamy je nawet jak
        wyrastaja na srednio urodziwych/genialnych i wspanialych doroslych. Nie ma sily, ktora oslabi ta
        milosc.
        Jednak z partnerem nie jest wcale jak ze slodkim i rozkosznym szczeniakiem, ktory nas
        rozczula po calosci. To znaczy, tak moze jest w fazie 'ajlawki'. ktora niewiele ma wspolnego z
        miloscia. Bo nasz partner jest dorosly... choc niby faktycznie czesto po paru latach okazuje sie
        szczeniakiem. Ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, ze milosc nasza do partnera i w druga
        strone jest bardziej wymagajaca. I sama w sobie nie wystarcza. Bo OCZEKUJEMY po tym kims,
        ze .... lista jest dluga. Duzo dluzsza, niz ze bedzie chodzil na smyczy i nie sikal na dywan.
        Generalnie oczekujemy, ze dopelni w jakis sposob nasz sposob postrzegania swiata. Poszerzy
        pole widzenia. Bedzimy sie mogli przy nim rozwijac i wzajemnie inspirowac. Nie wiem czy to
        dobrze czy zle... ale tak jest. To jest roznica w relacji partnerskiej zakladajaca rownosc w
        obrebie mozliwosci, odpowiedzialnosci i emocji; a relacja w ukladzie, gdy jedna strona jest
        zalezna od drugiej.

        Ja to zawsze powtarzam - bardzo piekna i wzruszajaca jest historia zycia matki Teresy, ktora
        potrafila kochac takich tredowatych od poczatku do konca, ale liczne przyklady (z forum tez)
        zabawy w matke Terese przynosza same zgliszcza i frustracje.





        • chalsia Re: W schronisku serca. 11.01.07, 17:09
          zgadzam się.
          Szczeniak jest jak dziecko - w pełni zależny, a uczucie do niego to klasyczna
          miłość rodzicielska.
          Partnerów poznajemy jako (mniej więcej) dorosłych.
          Owszem i u dorosłych bywa i tak, że uczucie kobiety do partnera jest takie
          bardziej "macierzyńskie" niż "dojrzałe/partnerskie".
          I jakoś tak mi się widzi, że w takich związkach opartych na "macierzyńskości"
          łatwiej o "dozgonną" akceptację/pogodzenie się ze wszystkimi (równiez żłymi)
          działaniami faceta.
          Chalsia
        • nangaparbat3 Re: W schronisku serca. 11.01.07, 22:01
          Pho kochana, kundel tez z czasem dorosleje. A szczenię to dla mnie ta druga
          osoba w okresie ajlawki czyli zakochania, ktore faktycznie z milością ma tylko
          odrobine wspolnego (choc jak zauważyłam, z wiekiem coraz wiecejwink
          I czasem trzeba się z nim (psem) rozstac, kiedy na przyklad jest piekielnie
          agresywny i gryzie domownikow (podobno takie rzeczy sie zdarzają).
          a czasem trzeba sie rozstać, bo dziecko ma alergię.
          OK.
          ale nikomu nie przyszloby do glowy karać go (kundla) za to, prawda? A jest
          niemal normą, ze karzemy ludzi za to, ze ich porzucamy.

          To co piszesz o rozwoju i porzeszaniu horyzontow rozumiem lepiej niż cokolwiek
          na swiecie - ale też wiem już, ze kazdy autentyczny, bliski kontakt z drugim
          człowiekiem cos takiego powoduje. I ze najwspanialszy człowiek moze sie przed
          nami zatrzasnać.

          W tej analogii mnie sie zasadniczo nie zgadza inna sprawa - ze kundel zaawsze
          nasze uczucie odwzajemnia, z nawiazką. I tu sie całe porownanie wali.

          Co do Matki Teresy, to jedno pewne - ze byla szczęśliwą, spelniona osobą.
          Przeciwieństwem cierpiętnictwa. ale też - opiekowała sie ludźmi obcymi, od
          ktorych niczego nie oczekiwała. To daje wolność. ale tez dlatego nie ma sensu
          odwolywać sie do niej przy okazji rozmów o relacjach miłosnych czy rodzinnych.
          To zupełnie inna bajka.

          Co do miłosci jako decyzji - tez protestowałam. I spotkałam parę dni temu
          znajomą, dla ktorej to sie własnie tak odbyło. Męża jej wyswatano (mieszkał na
          drugim końcu swiata), polaczył ich przede wszystkim system wartosci. (Ona byla
          wtedy piekną, fascynujacą dziewczyną, kochało sie w niej mnóstwo mezczyzn.)
          Są jakieś 17-18 lat po ślubie, maja troje dzieci i wszystko wskazuje na to, ze
          jest dobrze. Oczywiscie jak jest, nie wiem, wiem, ze wyglada. Tak jak ona
          wyglada na szczęsliwą.
          Dało mi to do myslenia.
          • z_mazur Re: W schronisku serca. 12.01.07, 07:48
            Ech nanga napisałaś większość rzeczy, które chciałem napisać
            odnośnie "szczeniaka" i miłości jako kwestii wyboru, a nawet Matki Teresy
            (miałem podobną refleksję dotyczącą obcych osób i braku oczekiwań).

            To o czym piszesz w ostatnim akapicie o takiej "miłości z wyboru"
            fajnie jest opisane w "psychologii miłości" (jedna z pozycji podrzuconych przez
            zaplutego karła). Na dobrą sprawę zakochanie i zauroczenie nie zawsze jest
            najlepszym doradcą w podejmowaniu decyzji o byciu z kimś. smile))
    • blue_a Re: szczenięta 11.01.07, 16:22
      piękne
      i fajna analogia
      decyzja, zdecydowanie wink
      • misbaskerwill Re: 11.01.07, 16:34
        • misbaskerwill Wysoki Sądzie... 11.01.07, 16:35
          ...nie mogę być z tym mężczyzną, bo jemu
          USZY NIE STANĘŁY!!!!

          smile))))))))))))))))))))))))))))))))

          • blue_a a ja nie chciałam 11.01.07, 16:36
            mu pomóc, aby mu stanęły tongue_out
            • phokara Re: a ja nie chcia?am 11.01.07, 16:58
              >Powiedziano mi kiedys´, ze mi?os´c´ to decyzja. Nie zgadza?am sie˛, nie
              >wierzy?am, zapomnia?am.

              Nie zgadzam sie. Mozna sie zdecydowac na milosc (inaczej - na pojscie jej sladem, jesli juz sie
              pojawila), ale to zupelnie cos innego. Choc rozumiem, w jakim kontekscie zostalo to
              powiedziane.

              >Ostatnio mi sie przypomnia?o i zaczynam sie zastanawiac´. Moze to rzeczywiscie
              >decyzja - taka jak kupno czy przygarniecie szczeniecia.

              Decyzja o przygarnieciu szczeniaka to jeszcze nie milosc. Milosc przychodzi... od pierwszego
              polizania reki. Natomiast owa wczesniejsza decyzja (wybor) powinna dawac tej milosci parasol
              ochronny z naszej odpowiedzialnosci, co powinno sprawic, ze nie wyrzucimy takiego psa w
              lesie, jak nam sie znudzi... to znaczy, jak przestaniemy go kochac.


          • sbelatka Re: Wysoki Sądzie... 11.01.07, 19:59
            Mis..
            ubawilam sie..
            cudne to bylo
            dzięki...
          • nangaparbat3 Re: Wysoki Sądzie... 11.01.07, 21:32
            misbaskerwill napisał:

            > ...nie mogę być z tym mężczyzną, bo jemu
            > USZY NIE STANĘŁY!!!!
            >
            > smile))))))))))))))))))))))))))))))))
            >
            Misiu!!! Popłakałam sie ze smiechu smile)))
    • fiducia_32 Re: szczenięta 11.01.07, 20:40
      Bardzo piekny i inspirujacy do myslenia watek. Tak sobie mysle o wadze. Zwyklej
      wadze. Dzieci i szczenieta sa na szali, ktora zawsze jest troche ciezsza od tej
      na ktorej mi stoimy. Tam jest odpowiedzialnosc,milosc rodzicielska absolutne
      oddanie i dawanie. My ksztaltujemy te postac. I chyba zawsze powinnismy mniej
      wymagac, niz od siebie. W zwiazku, partner juz "jakis" jest. I chyba wymagac
      musimy tyle ile od siebie. Tez stajemy na wadze jak zaczynamy wspolne zycie.
      Tylko ze ta waga powinna sie wahac w obie strony. I jak sie tak dzieje jest
      sukces. Bo przeciez w zaleznosci od sytuacji, od samopoczucia,od klopotow
      partner wymaga naszej opieki. Czasami my jej potrzebujemy. Jak szale sa
      zablokowane na rownym poziome, ludzie czuja sie zawsze tak samo wazni,
      najwazniejsi niestety ladujemy w sadzie...
    • nangaparbat3 Re: szczenięta 12.01.07, 22:41
      >>>>miałam szczeniaka, takiego z którego wyrósł
      doberman, lub inna agresywna rasa z tym, że ja biorąc go wiedziałam, iż
      wyrośnie z niego pies z tych bojowych, niestety, mimo to wierzyłam mocno, że
      opiekujac się nim i troszcząc stanie się choćby tylko dla mnie przyjacielem,

      No własnie, niesamowite jak często dajemy sie wpuscic w taki kanal wyobrażajac
      sobie, ze ten ktoś nas bedzie jakos szczegolnie traktowal, inaczej niz
      pozostałych ludzi. Nie bedzie. Skończy sie taniec godowy, i zaczniemy obrywac
      tak jak wszyscy inni.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka