kara114
01.02.07, 07:46
Chciałam się wypowiedzieć na temat Twojego wątku poniżej. I przede wszystkim
przyznać Ci rację. Byłam wczoraj u psychologa i rozmawiałam z nią właśnie o
tym, że było dobrze w małżeństwie, a on nagle się wyprowadza do innej
kobiety. I cóż, w końcu spojrzałam prawdzie w oczy i stwierdziłam, że
faktycznie nie było dobrze od jakiegoś czasu, przestaliśmy ze sobą rozmawiać,
wspólnie spędzać wolny czas, ja byłam nastawiona tylko na zajście w ciążę,
dosłownie obsesji dostałam na tym punkcie. I chyba obydwoje przegapiliśmy
moment, w którym można było coś zrobić. Uff, powiedziałam to. Nie ma sensu
się oszukiwać. Zle mi z tym faktem, ale przynajmniej jestem już tego
świadoma. Ponadto psycholog powiedziała mi, że zawsze wina leży po obu
stronach. Rozkłada się pół na pół i że mąż po prostu w pewnym momencie poczuł
się gotowy na nowy związek. Te słowa bardzo bolą, ale muszę je sama w sobie
przetrawić. Muszę też zastanowić się nad tym, czy ja kochałam w ostatnim
okresie mojego męża, czy nie było to tylko przyzwyczajenie, lęk przed
samotnością, lęk przed tym, że nie będę miała dziecka. Bursztynowe masz w stu
procentach rację. Nic się nie dzieje bez przyczyny. W ogóle kobiety podobno
nie dostrzegają tego, ze coś się chrzani w małżeństwie albo nie chcą
dostrzec. Ja nie chciałam, bo tak jest wygodniej.