maggie11
28.02.07, 11:47
Facet jako usprawiedliwienie dla porzucenia żony napisze piękną historyjkę o
przekłutym baloniku, z którego schodzi powietrze i spotyka się na forum
rozwodowym z ogromem zrozumienia i wręcz podziwu dla sposobu w jaki rozwala
małżeństwo. Piękne rozstanie, bez walki, bez przemocy. Pan dochodzi do
wniosku, że chce być sam i żada natychmiastowego rozwodu, bo tak będzie
najlepiej. Mój mąz też tak mówił: "uczucie wygasło więc ja kończę związek", "
przez ostatnie lata udawałem" itd. Tylko, że zwykle to, że z balonika uszło
powietrze mąż uświadamia sobie dopiero wtedy jak ma już inną kobietę. Bo
inaczej po co byłby mu natychmiastowy rozwód? Dlaczego nie ma żadnych prób
naprawy. Są tylko farmazony ale tak pięknie napisane:
"Przyzwyczajasz się do
coraz mniejszego balonu ponieważ nie pamiętasz już jak wyglądał na początku.
Pewnego dnia zdajesz sobie sprawę z tego, że zamienił się w kawałek
naciągniętej
gumy. I choćbyś nie wiem jak bardzo się starał, NIE BĘDZIESZ w stanie
nadmuchać
go ponownie... A co jeżeli tym balonem jest nasz związek, a uciekającym
powietrzem uczucia ?
Decyzja podjęta przez męża Joasi jest dla Was - a dla niej samej w
szczególności
- ciężka do zaakceptowania. Nie rozumiecie jej... Wyzwala w was złość i -
bardzo
prawdopodobne - rozdrapuje wasze prywatne wspomnienia. Ja wiem jednak, że jest
ona przemyślana i w perspektywie reszty życia okaże się najlepszą z możliwych
(lepiej rozejść się z szacunkiem niż pałając do siebie nienawiścią). "
Założenie z góry, że wszelkie próby naprawy związku są bez sensu. Całkowity
brak odpowiedzialności i potraktowanie małżeństwa jak zabawy, która się
znudziła. I nie wierzę, że facet który miał wszystko podane na tacy nagle
odchodzi w pustkę. Jedna wielka ściema i tyle.