Dodaj do ulubionych

trochę inna historia...

01.03.07, 16:45
Witam serdecznie, chciałabym podzielić się z Wami historą o miłości i o
wielkim duchowym rozdarciu.
O tęsknocie i moralnych priorytetach... O mnie...

Moi Synkowie ( bliźniaki , najsłodsze na świecie) skończyły właśnie 3 lata,
mam jeszcze cudowną Córkę , która w tym roku idzie do pierwszej komunii...i
męża, do którego straciłam wszelkie ciepłe uczucia.

Wszystko zaczęło się w dniu kiedy nieprzytomna ze szczęścia poinformowałam GO
o tym, że jestem w kolejnej ciąży.
Moja sytuacja zawodowa była akurat w bardzo pozytywnym przełomowym momencie,
chciałam tego dziecka , to był moim zdaniem najlepszy moment. Jego zdaniem
nie...
Być może nie wziełam pod uwagę jego przemycanych argumentów, być może byłam
egoistyczna, być może nie rozumiałam ich stanowczości. W każdym razie stało
sie to, czego zupełnie się nie spodziewałam.
Mąż odwrócił sie ode mnie , odepchnął, powiedział , że ta ciąża to mój
problem , że on nie chce tego dziecka. Po informacji o bliźniętach było
jeszcze gorzej. Przeżyłam koszmarne 8 miesięcy Jego oziebłości i wyrzutów,
walczyłam o niego , ale chwilami już nie miałam siły.
Po porodzie wszystko diametralnie się zmieniło, Mąż zakochał się w swoich
synkach , przeprosił, błagał o wybaczenie...Twierdził , że sytuacja go
przerosła, że nie wie dlaczego się tak zachował.
Spytał się , czy potrafie mu wybaczyć, wydało mi się to oczywiste... Mieliśmy
trójke wspaniałych dzieci, a czas leczy w końcu wszystkie rany...

I wtedy stało sie coś, czego nie potrafię wyjaśnić. Pomimo, iż racjonalnie
wybaczyłam Jego zachowanie podczas ciąży , poczułam w sobie wewnętrzny mur,
za którym ukryłam sie przed nim , wraz z wszystkimi dotychczasowymi uczuciami.
Nie potrafiłam się do niego przytulić , rozmawiać jak dawiej... Uciakłam w
wychowywanie dzieci, później w pracę, Mąż widząc moje zobojętnienie też
odsunął sie ode mnie... Zaczęliśmy żyć , jak obcy sobie ludzie wspólnie
wychowujący dzieci. Drobnostki wywoływały wybuchy złości,
kłótnie...Myślałam : kryzys, przejdzie...pierwszy po dziewieciu latach,
trzeba będzie usiaść porozmawiać...może jutro, albo w przyszłym tygodniu...

Poznałam go w zeszłym roku, w styczniu.
Rozpoczęło sie całkiem niewinnie, trywialnie, najpierw maile, rozmowy na gg.
Połowa mojej duszy. Ogromna przyjaźń , która przeradzała się w miłość bardzo
powoli. Nigdy dotąd z nikim nie czułam takiego porozumienia.
Broniłam się przed namiętnością , kłamstwami, wydawało mi sie to zbyt
banalne. Mam troje dzieci , dom!
Setki razy: " Tak nie można" i znów potajemne telefony, spotkania...
Pewnego ranka obudziałam się i wiedziałam : kocham go i chcę być z nim, moje
małżeństwo jest skończone, on jest w separacji z żoną( był w niej kiedy go
poznałam), nie wyobrażam sobie życia bez niego. Dzieci nie mogą wychowywać
się z rodzicami, którzy nic do siebie nie czują, którzy mijają się nawzajem.
Powiedziałam Mężowi. Zarządał rozwodu...Z mojej winy...Zgodziałam się...
Część moich znajomych odwróciła się ode mnie, uważając , że zwariowałam, że
rozbiłam swoją rodzine dla chwilowego zauroczenia.Przyjaciele zostali przy
mnie.

Kilka dni temu Mąż poprosił mnie o rozmowę, chce być ze mną, twierdzi , że
kocha dzieci i mnie. Poprosił, żebym dała mu szansę, że postara sie wszystko
naprawić, ale ja tez muszę zrobić to co niezbędne... Zgodziłam się...

Odeszłam od mężczyzny, którego bardzo kocham i nie sądze , żebym potrafiła
przestać. Odnajduję szczęscie w dzieciach , staram sie zapomnieć , ale
wiem , że nie potrafię. Tęsknie za nim, zarazem chcę odnaleźć uczucia do
Męża, ale pomimo, że widzę , że on się stara i ja też na swój smutny sposób,
mur jest coraz grubszy.
Co mam robić? Czy w wieku 33 lat mam już przestać istnieć sama dla siebie?
Co jest właściwe?

Laura

Obserwuj wątek
    • julka1800 Re: trochę inna historia... 01.03.07, 16:57
      i coz Ci poradzić kobieto..
      sama jak piszesz postawilas irracjonalnie mur miedzy soba a męzem, ktory
      spowodowal ze staliscie sie dla siebie prawie obcy

      w tej stytuacji Ty sama, byc moze podswiadomie, duzo wiecej ciepla dawalas
      osobom z zewnątrz niz wlasnemu mezowi, bo nikt z nas nie chce zyc w "lodówce"
      uczuc, no i stalo sie...

      a teraz, nie wiem doprawdy co ci doradzic, chyba troche za pozno na radzenie
      • agat321 Re: trochę inna historia... 01.03.07, 17:13
        wiem co czujesz ja jestem na strasznym rozdrożu myśl o sobie o tym z kim
        spędzisz resztę zycia dzieci za chwilkę odejdą pójdą swoja drogą a Ty
        zostaniesz z kimś kogo nie kochasz i będziecie żyć obok siebie
        chcesz tego!!!!! chcesz być sama!!!! zamiast cieszyc się życiem i być kochana
        podziwiana uwielbiana zastanów się
        Pozdrawiam
        oszukana i zdradzona
    • panda_zielona Re: trochę inna historia... 01.03.07, 17:44
      Trudno Ci coś sensownego doradzić,bo to Twoje życie i sama musisz odpowiedzieć
      sobie,czy zostać i tworzyć rodzinę,czy odejść.
      Rozumiem,że mogłaś czuć niechęć do męża,ale czy warto.Piszesz,że człowiek,z
      którym chcesz być jest w seperacji.Poczekaj zatem niech on też będzie po
      rozwodzie.Nie wiem czy dobrze mówię,ale decyzja i tak należy do Ciebie.
    • tricolour Co masz zrobić? 01.03.07, 17:52
      Zdecydować się: tak czy siak i konsekwentnie wytrwać w wyborze.

      Możesz rzucac monetą, bo to jest takie samo dobre rozwiązanie jak pytanie na
      forum. Zgadzasz sie na rozwód, zgadzasz sie na własną winę, zgadzasz się na
      ratowanie małżeństwa - czy Ty masz jakieś własne zdanie czy na wszytsko sie
      zgadzasz?

      No i to banalne "zaczęło się niewinnie...". Samo się zaczęło, to może samo sie
      zakończy, a wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie...

      • wena10 Re: Co masz zrobić? 01.03.07, 19:06
        Moja znajoma przeżyła podobną historię, opisywałam ją zreszta na tym forum i
        tez prosiłam o sugestie forumowiczów. Różnica polegała na tym, że ona nie miała
        dzieci. Też dwie połówki, też cudowne, irracjonalne porozumienie, jedność dusz
        i poglądów itp. No i mąż, przyzwoity człowiek, ale brakowało uniesień, coś się
        wypalało. Też jej wszystko wybaczał, chciał od nowa. Co zrobiła?
        Została z mężem. Oboje włożyli sporo pracy w odbudowę związku, dzisiaj
        spodziewają się za chwilę dziecka, kończą budowę domu. Tamto jej przeszło.
        Niczego nie żałuje, nad niczym nie ubolewa. Po prostu jej przeszło...

        • kobietka25 Re: Co masz zrobić? 02.03.07, 10:32
          Jej przeszło, ale znam taką co jej nie przeszło i teraz po 6 latach prób
          naprawiania małżeństwa wie, że niepotrzebnie przeciągała to o tyle lat. A
          tamten facet nieststy ułożył sobie już życie na nowo, choć o niej nie zapomniał
          i nadal ją kocha. I tak oto dwoje ludzi, a nawet czworo tkwi w
          związkach "zamiast". Nie da się żyć zamiast !! Nie każdy przypadek jest taki
          sam. Warto się zastanowić nad jednym, czy naprawdę się kocha tą drugą osobę,
          mężą, kochanka. Jeśli nie to raczej już się nie da niczego naprawić tak by było
          w 100% dobrze. Nie da się nauczyć kochać, jak bardzo by się człowiek nie
          starał. Jeśli potrafisz żyć z kimś tylko dlatego że jest dobry i bo masz z nim
          dzieci to ok. Ale pamiętaj życie jest tylko jedno. Pozatym jeśli wychowasz
          dzieci w takiej rodzinie gdzie rodzice mijaja się obok siebie to im to na dobre
          nie wyjdzie. Wiem bo moi rodzice tak , żyli i myśleli że nikt tego nie widzi. W
          końcu jak dzieci dorosły i tak się rozeszli, a
          Nie ma prostej odpowiedzi.
          • anja_pl tak mi się 02.03.07, 14:21
            widzi, że motylki w brzuchu zawsze mijają,
            zostaje wzajemne zaufanie, szacunek, troska, wsparcie, przyjaźń

            i na takich uczuciach da się zbudować naprawdę dobrą rodzinę i co
            najważniejsze : kochającą się
    • nanga.nanga Re: trochę inna historia... 01.03.07, 19:28
      W takiej sytuacji niegdys panowie decydowali sie na pojedynek - i sprawa byla
      rozwiązana.
      • misbaskerwill wcale nie inna ta historia - klasyka&standard 01.03.07, 19:44
        nanga.nanga napisała:
        > W takiej sytuacji niegdys panowie decydowali sie na pojedynek - i sprawa byla
        > rozwiązana.

        Kiedyś chyba naprawdę ludzie byli mądrzejsi. A może tylko bardziej honorowi?
        Chociaż ja za ex nie chciałbym ginąć. Wystarczająco się nacierpiałem, a
        "przeciwnik" w zasadzie pomógł mi przejrzeć na oczy.
        Więc jednak żyję we właściwych sobie czasachwink.

        Bardzo mi się podoba natomiast fakt, że jak ktoś zaczyna opisywać własne uczucia
        w przytoczony wyżej sposób ("mur między mną a mężem", "ochłodzenie" itp.) to 99%
        że zaraz napisze o zdradzie.
        Czy ten niezbyt chlubny uczynek naprawdę trzeba usprawiedliwiać???
        Nie wystarczy stanąć przed lustrem i powiedzieć: "Tak, postąpiłem/am podle,
        egoistycznie i tego nie zmienię. Taka jest natura, że człowiek bywa zwierzęciem."
        Ależ skąd... Ja? Coś złego? Nie - to wszyscy inni, nie ja.
        Ale mi_się wzięło na przemyślenia.
        • crazysoma Re: wcale nie inna ta historia - klasyka&standard 01.03.07, 19:48
          A mnie sie podoba jeszcze stwierdzenie "i wtedy stalo sie cos czego nie
          potrafie wytlumaczyc". Haha. Ciekawe, ze na ogol to jest oznaka zakochania
          (ktora ma szanse przerodzic sie w milosc), a ludzie tego nie widza...
    • crazysoma Re: trochę inna historia... 01.03.07, 19:39
      W zasadzie to masz 3 wyjscia (w tym momencie):
      1. Zyc jak zyjesz - Ty, maz, mur...
      2. Odejsc od meza i sprobowac byc z, jak to bylo?, polowa Twojej duszy (jesli
      sie zgodzi oczywiscie dzis ta polowa Twojej duszy byc z Toba).
      3. Zyc jak zyjesz - Ty, maz, mur, czekajac az maz znajdzie sobie polowe swojej
      duszy i, znajac ironie losu odejdzie bezpowrotnie.
      I niech mi nikt nie mowi, ze czlowiek nie ma w ilus tam procentach tego, co sam
      sobie od zycia bierze...

      • nanga.nanga hola hola 01.03.07, 20:07
        To nie jest aż tak proste.
        Jeszcze pamietam, jak sie czułam w ciąży - oprocz wszystkich przyjemnosci było
        tez dojmujace poczucie uzaleznienia ad meża, jego opieki, troski. Takie tam
        atawistyczne przezycia, ale niezmiernie silne - jak nigdy przedtem ani potem.
        Jesli kobieta w takiej sytuacji została odrzucona, i to na wiele miesiecy, nie
        dziwie się, ze ten mur wyrosł. Dla mnie jej maz zrobił coś o wiele gorszego niz
        gdyby zdradził (uczynek, ktory wg wiekszośći forumowej usprawiedliwia wszelkie
        szykany wobec meża/żony).
        Raz w zyciu doswiadczyłam czegos w rodzaju takiego muru, w sobie samej, wobec
        kolegi z pracy, ktory zawodowo zrobił mnie w konia kilka razy pod rząd - mimo
        ze bardzo go lubilam, kiedy widziałam ze idzie, odwracałam głowę, nie byłam w
        stanie odezwać sie do niego nawet po to chocby, by sie na niego wyzlościć. I
        nie byo w tym zadnego uczuciowego podtekstu, najzwyklejszy i dobry kolega,
        który mnie zawiodł.
        Wiec nie bedę sie dziwić, ze ten mur wyrósł.
        Ale troche sie dziwię, że mając z nim troje dzieci, Autorka watku nie probowala
        poszukać pomocy psychologa, zeby pomógł wam uporać sie z tym.
        I jeszcze jedno - dopiero kiedy zakochała się na dobre, zrozumiała, ze dzieci
        nie mogą zyć w takiej atmosferze.
        Otóż to dobrze by było uswiadomic sobie wcześniej. I wcześniej albo udac sie na
        terapie, albo rozstać.
        ale tez rozumiem, ze nie zawsze sie da. Że łatwo oceniac z dystansu, po czasie,
        wiedząc dobrze, jak sie sprawy potoczyły.
        • crazysoma Re: hola hola 01.03.07, 20:12
          Nanga.
          Ja tez sie nie dziwie ze ten mur powstal. Ja, kiedy bedac w ciazy dowiedzialam
          sie tego, czego sie dowiedzialam a TA pani jezdzila naszym a wiec moim tez
          samochodem wysiadajac z niego ok 7 rano postanowilam sobie ze nie bede (mimo ze
          ona grosza w ten samochod nie wlozyla) sadzac swoich 4 liter po niej. jak
          postanowilam tak zrobilam. Przez 2 m-ce jezdzilam do pracy dwoma srodkami
          lokomocji mimo, ze pracowalismy w jednej firmie haha.
          Ja sie dziwie, ze Autorka Watku wrocila do meza...
          • dennyrose Re:trochę inna historia... 01.03.07, 21:13
            nie, no nie mogę, to ja chyba jestem z jakiejś innej planety, mury, sieci,
            urażona duma, zakamuflowane pretensje, to za skompilkowane dla mnie...
            pamiętam jak urodzilam dzieci, zresztą też bliżnięta i mój mąż dostal szkou
            poporodowego, co objawilo sie ciąglą nieobecnością w domu, pewnego dnia
            umówiliśmy się,że wcześniej wróci bo ja chcialam wyjść,a on już wczesnym
            popoludniem przestal odbierac tel., w ciągu dwóch godzin ustalilam,że jest na
            planowanej imprezce, co mnie wcale tak nie bolalo, jak fakt,że nie odbiera
            tel., chociazby i tylko po to,żeby wymyślić jakieś sensowne klamstewko, gdy
            zjawil się w szampańskim nastroju o godz. 2 w nocy, wyjęlam deskę i tluczek do
            mięsa po czym porabalam na jego oczach jego telefon, akcja byla potem
            oczywiście straszna, na szczęście szybko biegam,i nie jestem z tego wcale
            dumna, nie bylo to rozsądne,nawet glupie....natomiast nie moglabym tego
            przemilczeć, budować muru itd. nie moglabym tak żyć...
            jak odejdę to na zawsze...
            ale przecież każdy jest inny, więc odpowiedź jest w każdymz nas
            • pomimo1 Re:trochę inna historia... 01.03.07, 21:30
              No więc domorosły pzycholog w osobie pomimo1 odpowiada i radzi:
              1) zerwac CALKOWICIE kontakty z bylym kochankiem
              2) zapisac sie na dluga terapie u specjalisty z mezem
              3) poszukac opiekunki do dzieci na wieczory
              4) spedzac z mezem mozliwie kazdy wieczor: chodzac do kina, na imprezy, pic
              razem wino, zapraszac znajomych
              5) rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac i mowic, ze sie boisz,ale wierzysz, ze chcesz
              itd, ale NIGDY nie mowic o teksnocie na kochankiem, ktora NA PEWNO bedzie
              jeszcze dlugo
              6) nie odpierac tel. od kochanka
              7)pisac pamietnik
              8)nie chodzic na razie na sile do lozka z mezem
              9) pracowac nad tym, aby pojsc do lozka z mezem "nie na sile"
              i WIERZYC!!!!!!! ze sie uda, BO SIE UDA!!!!!!!!
              • nanga.nanga Re:trochę inna historia... 01.03.07, 21:41
                Wszystko dobrze, ale co, jesli maż zajrzy do pamietnika?????
                • julka1800 Re:trochę inna historia... 01.03.07, 21:44
                  Bedzie tak jak w "Bridget Jones": on wyjdzie z domu, ona w samym sweterku
                  bedzie go gonic w mrozna zimowa noc ulicami miasta, i spotkaja sie na rogu
                  Marszalkowskiej i Nowego Światu pod palma bez lisci
                  smile
              • crazysoma Re:trochę inna historia... 01.03.07, 21:57
                Pomimo. A skad w Tobie taki upor, ze Autorka na sile musi kochac meza, ktory
                nb. mial Ja w dupie w najwazniejszym dla kobiety i rodziny momencie zycia?
                Skad? No ja Cie prosze.
          • nanga.nanga Crazy 01.03.07, 21:47
            i ja sie dziwię.
            Moze nie ze wróciła - ale ze sie tak przemieszcza, dość łatwo.

            Mysle jednak, ze aktualnie obaj panowie mają fiola na jej punkcie - wlasnie
            dlatego, ze tak skacze tam i nazad.
            w pewnym sensie to sie oplaca - jesli chcemy, zeby na nas reagowano jak pies
            Pawłowa. Tak.
            • crazysoma Re: Crazy 01.03.07, 22:00
              No to, to na pewno Eli cos tam Ci wytlumaczy - te proste odruchy psa Pawlowa w
              mezczyzn. "Haha".
              Ja mysle, ze tu zadzialam mechanizm, ze wazniejsze poczucie obowiazku niz
              poczucie wlasnego szczescia. No tak mysle.
              • nanga.nanga Re: Crazy 01.03.07, 22:05
                Wiesz, ja to tak z zawiścią....
                Mysle że szło o dzieci - nie wiemy, z kim zostały, mozliwe ze z ojcem, za
                dziecmi sie tęskni pewnie... I presja społeczna - przecież taka to pod
                pregierz. albo w klatkę.
                Widziałam ostatnio taką klatke, w ktorej wystawiano skazańców na rynku - jak
                dla ptaka, tylko wiesza rzecz jasna, zwieńczona krzyzem.
                ale najwieksze wrazenie zrobiła na mnie podłoga - tez krata. Czyli same dziury.
                Czyli jak w tym ustać godzinami, a moze i dniami?
    • rumba65 Re: trochę inna historia... 01.03.07, 23:11
      A ja trochę z innej beczki, bo relacja jakby nie patrzeć jednostronna. Mnie
      zainteresował ten mąż. Dziecka nie chciał. Został postawiony przed faktem
      dokonanym no i jakoś się nie ucieszył. Buntował się przeciw tej ciąży. Odsunął
      się więc i Ty się odsunęłaś. Potem jak to już przetrawił, pojawiły się dzieci i
      mogło się coś naprawić, dowiedział się, że masz kochanka. No i pękło. Rozwód, na
      który się zgodziłaś. A teraz On jeszcze raz chce o Ciebie zawalczyć. Decyzja
      jest tylko Twoja i nie licz po raz kolejny na to że się "samo zdecyduje"...
      • wojtekp67 Re: trochę inna historia... 02.03.07, 09:24
        Ten kochanek to zwykła łajza. I dlaczego mam przeczucie , ze jak Laura zechce
        odejsć od meza z trójka dzieci to szanownemu Kochankowi amory przejdą?
    • marek_gazeta Re: trochę inna historia... 02.03.07, 09:45
      No cóż, facet, który nie chce własnych dzieci to jakiś dziwny, zepsuty model. Domyślam się, jak się czułaś.

      Z drugiej strony - chyba warto było coś z tym zrobić, jakiś psycholog, poradnia? Może facet miał jakieś problemy z samym sobą, w pracy itp.?

      Teraz, jak widzę, jest taka tandencja - jest mi źle z drugą osobą, jej wina, to cyk, skaczemy do Internetu i poznajemy Naszą Drugą Połowę. I jest szczęście, miłość, zrozumienie.

      PS. Ja Ciebie nie oceniam, to tylko taka refleksja. Zawsze łatwiej zacząć z kimś nowym.
      • nanga.nanga Marek, słowa święte, choć - smutno trochę 02.03.07, 10:26
        marek_gazeta napisał:

        >
        > Teraz, jak widzę, jest taka tandencja - jest mi źle z drugą osobą, jej wina,
        to
        > cyk, skaczemy do Internetu i poznajemy Naszą Drugą Połowę. I jest szczęście,
        miłość, zrozumienie.

        Internet na pewno wywróci swiat do góry nogami. W każdej dziedzinie. Od dawna
        powtarzam, ze stary Marx miał racje twierdząc, że "poziom rozwoju sił
        wytwórczych" decyduje o całej reszcie.
      • syl_via Re: trochę inna historia... 02.03.07, 12:12
        ...tak myślisz ,ze łatwiej zacząć z kimś nowym .To powiem ci tak , myśle ze się
        mylisz . A wiem o czym mówie bo sama na sobie przeżyłam .
        Masz męża [ lub żone , to nie ma znaczenia ] starasz się , jesteście razem od
        nawet nie pamiętasz jakiego czasu [ przed i po ślubie ] - jesteś w ciąży [ ale
        to on sam jedzie na 3 tydz . podróż poślubna z churem a ty zostajesz bo ciąża
        jest zagrożona , póżniej 8 miesięcy za oceanem - bo się rozwija [ ty w
        szpitalach bo wsze dziecko choruje ] , wraca - staracie się obydwoje ale ...
        jedna pozniej następna i kolejna [ po jakimś czasie u ciebie też ktoś się
        pojawia . Ale rodzina - walczysz on , się stara . Tyle ,że to już nie ma sensu -
        kolejny raz się rozpada . W twoim życiu pojawia się nagle ktoś - czujesz że
        żyjesz , kochasz jesteś kochana [ potrzebna , cudowna ] [ twoje dziecko
        równiez ] . On postanawia ratować rodzine , ty się wachasz - pózniej wkracza
        jego była żona i już nic nie jest tak jak miało być . Pomimo wielkiej
        miłości ,przez wachania i głupie decyzje [ to tylko moje zdanie - teraz to
        wiem ] nie masz tej osoby z którą mogłaś być szczęśliwa , zostajesz sama . Bo z
        mężem cie już nic nie łączy i nie będzie , Ukochany po tym wszystkim co się
        wydaża szuka szczęścia gdzie indziej [ uciekając przed byłą żoną ] a ty jesteś
        sama .
        WCALE NIE JEST ŁATWO ZACZĄĆ COŚ NOWEGO Z NOWĄ OSOBĄ .
        Bo zostają leki , wyżuty sumienia , obawy itd . Co przekłada się [ oczywiście
        nie zawsze ] na nowy związek .
        A u kobiet które mają dzieci jeszcze lęk czy nowy partner będzie dobry dla
        nich , i jak rozwiązać sprawe kontaktu z ojcem dzieci itd
        • syl_via Re: trochę inna historia... 02.03.07, 12:21
          ...powiem Ci jeszcze jedno , gdybym mogła cofnąć czas to zrobiła bym wszystko
          by zatrzymać właśnie tą drugą osobe - NIE MĘŻA .
          Napewno nie postępowała bym tak jak to zrobiłam .....ale czasu nie da się
          cofnąć !

          Moja droga to jest twoja droga życia i twoje wybory - pamiętaj tylko że mają
          wpływ na całe twoje życie .
          Życze ci powodzenia w tym co zdecydujesz i przy czym będzisz trwać .
    • anja_pl koniecznie 02.03.07, 14:13
      terapia małżeńska RAZEM z mężem
      a potem decyzja o byciu razem, alboe nie

      daj wam szansę,
    • mistrz_jajecznicy Re: historia jakich wiele... 02.03.07, 16:35
      laura751 napisała:
      > Co mam robić?

      Przestać pytać się w sieci co masz robić. Jakie to ma znaczenie, że ktoś o
      nicku mistrz_jajecznicy, kto nie zna Ciebie, ani kogo Ty nie znasz napisze Ci
      co masz robić? Równie dobrze można wyjść z domu i urządzić uliczną sondę wśród
      przechodniów.

      Masz przyjaciół, rodzinę, rozmawiaj z nimi. Jeśli nie chcesz z nimi wybierz się
      do psychologa albo nawet w akcie desperacji do księdza, ale nie pytaj się o
      radę anonimowych osób, które Cię nie znają.
      • misbaskerwill niby mądrze, ale... 02.03.07, 18:41
        > Masz przyjaciół, rodzinę, rozmawiaj z nimi. Jeśli nie chcesz z nimi wybierz się
        > do psychologa albo nawet w akcie desperacji do księdza, ale nie pytaj się o
        > radę anonimowych osób, które Cię nie znają.

        mylisz się. Ludzie czasem są tak zdesperowani, że może nawet urządziliby taką
        sondę. Tyle, że na ulicy wezmą cię za wariata.
        To forum natomiast ma konkretny temat, i udzielają się tu ludzie, którzy mają
        podobne przeżycia.
        Chyba zrozumiałe jest, że ksiądz w tej dziedzinie może nie mieć doświadczenia,
        toteż trudno o empatię z jego strony. Często może coś twierdzić jedynie pod
        presją doktryny katolickiej - np. to nic, że bije Ciebie i dziecko i codziennie
        się upija, przyrzekałaś, to trwaj, bo to Bogu miłe.

        Psycholog też nie zawsze musi wykazać się odpowiednią empatią i znajomością
        tematu, choć tu powinno być lepiej...
        Poza tym - nie wszyscy są tu anonimowi, jak nowoprzybyły mistrz_jajecznicy,
        który jeszcze nie wie, na ile wyjątkowe jest to forumwink
      • laura751 Re: historia jakich wiele... 06.03.07, 15:54
        Parę słów wyjaśnienia.
        Starałam sie w tym moim wątku przedstawić sytuację w sposób najbardziej
        syntetyczny ( ten patos wkradł sie zupełnie niezamierzenie wink )
        Oczywistym jest , że pewne wydarzenia nie następowały po sobie tak
        dynamicznie: zgodziłam się na rozwód, a zaraz potem zgodziłam zostać z mężem.
        Owszem miotałam się , ale bez przesady.
        To , że nie napisałam o setkach rozmów, wyrzutów , kłótni, łez to nie znaczy ,
        że ich nie było.
        Mój mąż jest osobą o dość trudnym charakterze i bardzo źle radzi sobie z
        sytuacjami, które są , że się tak wyrażę oględnie " nie po jego myśli". Stąd
        jak przypuszczam to zachowanie , w czasie mojej ciąży ciąży.
        Byłam pewna, że jeśli powiem mu, o tym , ze związałam się z kimś innym, nie
        będzie mi w stanie tego wybaczyć. Spodziewałam sie rozmów o rozwodzie.
        Dlatego też , skoro on zdecydował się, pomimo wszystko, dać mi szansę
        uważałam, że uczciwie będzie dać tę szansą również jemu, z wszystkimi tego
        konsekwencjami.
        Od czasu kiedy urodziłam chłopców, a momentem kiedy poznałam tę drugą osobę
        minęło dwa lata. Pierwsze miesiące z bliźniętami są bardzo trudne i w zasadzie
        przez ten cały okres nie zastanawiałam sie nad tym , jak dalej będzie
        funkcjonowało moje małżeństwo.
        Dopiero ( być może po pierwszej w całości przespanej nocy) uświadomiłam sobie ,
        że mam diametralnie inne do niego podejście, to właśnie ten fakt, nie zaś fakt
        późniejszej zdrady był dla mnie taki nieoczekiwany.

        Chodzimy na terapię, do której powoli się przyzwyczajam- dziwne doświadczenie.
        Małżonek o ile w domu jest powściągliwy z negatywnymi emocjami ( na
        szczęście) , na terapii wiesza na mnie psy możliwie wszystkich ras. Mam też
        wrażenie , że pani terapeutka trochę mnie osądza, aczkolwiek może jestem
        przewrażliwiona. Gdybyśmy się rozstali dzieciaki zostałyby ze mną , jednak
        właśnie dla nich muszę wiedzieć , że zrobiłam wszystko i być może da sie to
        jeszcze odbudować, chociaż na razie nie wyobrażam sobie, tak drastycznej zmiany
        moich uczuć...
        • misbaskerwill Żal mi Twojego męża... 06.03.07, 16:32
          > właśnie dla nich muszę wiedzieć , że zrobiłam wszystko i być może da sie to
          > jeszcze odbudować, chociaż na razie nie wyobrażam sobie, tak drastycznej
          > zmiany moich uczuć...

          ...skoro to wszystko robisz tylko dla zagłuszenia sumienia (żeby udowodnić, że
          nie postanowiłaś odejść, krzywdząc pośrednio dzieci, choć postanowiłaś).

          Jak nie masz zamiaru ratować rodziny, to przestań oszukiwać męża.
          To na pewno budujące dla Twojej samooceny, że on jeszcze chce walczyć o Ciebie,
          a dla mnie to przykre, bo pewnie znowu mu dokopiesz przy najbliższej okazji.
          Jak tylko "niespodziewanie" znowu ujawnią się Twoje prawdziwe marzenia.

          Bądź szczera, każdy partner na tyle zasługuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka