27.03.07, 10:17
Mam dziś doła. Mam go właściwie nieustannie ostatnio. A powodem są reakcje
moich rodziców. Obwiniają mnie o wszystko, kompletnie o wszystko... Tak więc w
kolejności niekoniecznie alfabetycznej:
- jeśli mój mąż się stoczy, np zacznie pić - moja wina
- jeśli wpadnie w tzw. zabawowe życie (co teraz robi i co się nie podoba
rodzicom) - moja wina
- jeśli znajdzie sobie jakąś kobietę (już znalazł) i przestanie mieć czas dla
dziecka - moja wina
- jeśli ułoży sobie na nowo życie i oleje całkowicie przeszłość - moja wina
- matce się "nie układa" w pracy (zawsze była nadambitną pracoholiczką) - moja
wina
- jedno z nich ma złe wyniki badań, konsekwencje mogą być bardzo poważne - nie
życzą sobie mojej pomocy, ja to odbieram jako karę

A jednocześnie nie wolno mi się odsunąć, odmówienie przyjścia na niedzielny
obiad jest powodem do histerii...usłyszałam wczoraj, że "nasza rodzina się
rozpada". A ja myślałam, że rozpadło się moje małżeństwo...i ciężko mi z tym,
a z ich strony otrzymuję tylko nowe kopniaki. Dochodzę do wniosku, że mój dom
rodzinny to idealny przykład tego o czym tu czasem piszecie - układ trzymający
się tylko ze względu na dziecko... Strasznie się czuję ze świadomością, że na
moich barkach ma opierać się trwałość CAŁEJ rodziny - czyli związku
matka-ojciec również. Czy ktokolwiek by to zniósł? Czy gdyby oni postanowili
się rozejść to wolno byłoby mi ich potępiać?! Oskarżać o cokolwiek? Myślałam,
że miłość rodziców jest bezwarunkowa... Święta naiwności sad
Obserwuj wątek
    • spadajaca-gwiazda Re: Reakcje 27.03.07, 10:33
      Nie pozwól sobie na to!Oni celowo chca w Tobie wzbudzac poczucie winy bo wtedy
      Ty zrobisz wszystko by to wszystko ciagnac.Beda starali Ci sie udowodnic jaka
      to zła kobieta z Ciebie!Niedzielne obiadki to dla nich sposob kontrolowania
      Ciebie-oddziaływania ich wpływu na Ciebie.Zdaja sobie sprawe z tego ze moga
      Toba "manipulowac" bo Ty i w taki czy inny sposob pozwalasz na to!
      Dlatego nie mozesz brac do siebie tak bardzo tego co Oni mowia,straj sie
      uodpornic na to.Najwazniejsze zebys Ty wiedziała czego chcesz i do tego dazyła
      a w zyciu tak juz jestem ze wszyustkim nie dogodzisz.
      Rodzice powinni Nas wspierac i pomagac Nam ale Oni czesto sami sie w tym
      wszystkim gubia i dopoki nie postawi sie ich przed faktem nie zakceptuja tego
      • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 10:53
        Wiem Gwiazdo... To wszystko mocno boli. Ja mam naprawdę wielkie poczucie winy i
        nie ukrywam, że od rodziców oczekiwałabym raczej czegoś w rodzaju "zrobiłaś
        błąd, ale jesteśmy z Tobą". Dostaję "przyniosłaś wielki wstyd i bądź wdzięczna
        że w ogóle z Tobą chcemy rozmawiać". Sytuacja jest skomplikowana, ponieważ "od
        zawsze" rodzice zabierali moje dziecko do siebie na weekendy, to też było niby
        bezinteresowne, ale jednocześnie oczekiwali jakiejś wdzięczności. Wczoraj, po
        długich utarczkach ucięłam wszelkie kontakty. Nie będzie odwiedzin, zawożenia
        dziecka, nie będzie świąt. I nie będzie też mojego związku, który być może się
        rodził, bo jeśli mamy dla siebie czas raz lub dwa razy w tygodniu po kilka
        godzin to ja nie widzę najmniejszych szans powodzenia.

        Tak to się skończyło mili Państwo, na uciechę wszystkim zdradzonym i żądnym kary
        dla wiarołomców.
        • z_mazur Re: Reakcje 27.03.07, 11:00
          > I nie będzie też mojego związku, który być może się
          > rodził, bo jeśli mamy dla siebie czas raz lub dwa razy w tygodniu po kilka
          > godzin to ja nie widzę najmniejszych szans powodzenia.
          >
          > Tak to się skończyło mili Państwo, na uciechę wszystkim zdradzonym i żądnym
          kary
          > dla wiarołomców.

          Hmmm, a to mnie akurat dziwi.
          Nie będę się wypowiadał w kwestii relacji z rodzicami bo przydałby sie dłuższy
          wywód, poza tym dziewczyny już sporo napisały, ale co do tego związku...

          Dwoje dorosłych ludzi ze zobowiązaniami może mieć problem z wykrojeniem z
          tygodnia czegoś więcej niż dwa razy po kilka godzin. Wiem o czym mówię bo też
          tak mam.
          • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 11:19
            Hm. Może jestem naiwna. Może chodzi o to, że my mamy ZAKAZ spotkań ze swoimi
            dziećmi nawzajem. I pomimo, że je znamy i lubimy nie wolno nam np. wziąć
            chłopaków razem do kina...a mijając się na ulicy pewnie nie powinniśmy nawet
            przystanąć i porozmawiać...

            Widzisz z_mazur, nam nie chodzi o gorące randki, ale o zwykłe spotkanie na palcu
            zabaw sad

            Wszędzie zakazy, nakazy, zaczynam czuć się jak zbuntowana nastolatka.
            • kat_maj Re: Reakcje 27.03.07, 23:11
              rozwodnica napisała:

              > nam nie chodzi o gorące randki, ale o zwykłe spotkanie na palc
              > u
              > zabaw sad
              >
              > Wszędzie zakazy, nakazy...
              przepraszam, ale zacznę z odrobiną złośliwości: gdzie te zakazay i nakazy? na
              placu zabaw ne widuje sie tabliczek: Pani X i Pany Y razem wstęp wzbroniony?
              Kobieto - ile Ty masz lat???
              dlaczego dajesz sobie wmawiac ze to wszystko to Twoja wina?
              dlaczego przyjmujesz ich argumentacje?
              A tupnac nuzka nie potrafisz?
              jak nie to radze natychmiastowe udanie sie do psychologa bo cos jednak nie tak
              jest w Twojej relacji z rodzicami
              Fakt ze Cie wychowali nie daje im prawa by manipulowc Toba, Twoi zyciem; To ze
              są Twoimi rodzicami nie daje im prawa by określac z kim masz Ty sie widywac na
              placu zabaw i Twoje dziecko, nawet jesli sie nim opiekuja, to ,MUSZA przyjac ze
              to Ty odpowiedzialna jestes za jego wychowanie!!!

              przepraszam jesli za mocno, ale dawno nie zdenerwowoałam sie tak czytajac
              forum!!!
    • 13monique_n Re: Reakcje 27.03.07, 10:54
      Nie daj się manipulować, jesli potrafisz.
      Wytłumacz im, ze to Twoje życie. Jeśli chcą, moga w nim uczestniczyć, ale to
      nie znaczy - kopać. Jeśli zamierzają Ci dokładać zamiast wspierać - niech sobie
      darują. Ty i tylko Ty odpowiadasz za swoje życie. Nie pozwól się przekonać, że
      jako "grzeczna" dziewczynka będziesz przez nich bardziej kochana. Jeśli nie
      wspieraja teraz, jak sama mówisz "bezwarunkowo", to potem znajdą nowy warunek,
      który "musisz" spełnić, żeby Cie przytulić, wesprzeć, kochać.
      Lepiej staw temu czoła od razu. Pójdź na terapię, zwróć się do przyjaciół. Dasz
      radę, chociaż początek jest bardzo ciężki. Trzymam kciuki.
      • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 11:15
        Nie wiem czy potrafię, właśnie to sprawdzam. Chodzę na terapię i terapeutka już
        dawno zwróciła uwagę na moje zaburzone stosunki z rodzicami, na to, że nie
        potrafię im postawić granicy. Więc próbuję, choć moment strasznie nieodpowiedni.
        Ale po wczorajszej próbie wyciągnięcia ręki, po wczorajszej ofercie
        pomocy...poddałam się. I wiecie jaka jest reakcja - to wina tego faceta, diabeł
        mnie opętał, odrzuciłam rodzinę, wiarę, ideały. Rodzice zawsze tacy byli - jeśli
        miało się odmienne zdanie odbierali to jako atak na siebie. W kłótniach zwykłym
        tekstem były "jestem dla Ciebie za głupi/a", "ze mną nie warto rozmawiać, za
        głupi/a jestem" itp... Najgorsze jest to, że ja już zaczynam wierzyć w to, że
        nie zasługuję na nic.
        • 13monique_n Re: Reakcje 27.03.07, 11:20
          Zasługujesz na wszystko, przede wszystkim na szacunek. Rodzice przeoczyli fakt,
          ze z Ciebie raczej duża dziewczynka jest. Mam bardzo bliska znajomą, która
          rodzina próbuje poddać podobnej presji - podobnej w znaczeniu emocjonalnym, ona
          ma sie ugiąć. Na szczęście jest terapia, i sa bliscy jej ludzie. Bo to ciężko
          jest czuć się aż tak manipulowanym przez rodziców. Moment wybrali w dodatku
          kompletnie niewłaściwy. To też wskazówka dla Ciebie - czy im na pewno o Ciebie
          chodzi?
          Wątpię.
          A co do czasu w weekend i permanentnej "wdzięczności" - sorry, ale niech
          spadają. Rozbuduj raczej krąg znajomych, znajdź ewentualnie chętną nianię,
          która za niewielkie pieniądze popilnuje Ci dzieci. Wtedy masz czysty układ.
          Zasługujesz na szacunek - ze tak się powtórzę. Ale szacunek zaczyna sie od
          Ciebie - Ty siebie musisz szanować, wtedy inni też, mimo niezadowolenia, to
          zaakceptują. Dasz radę. Tylko w domu się nie zamykaj. Nie warto.
          • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 11:39
            Cholera jak to napisać, żeby nie wyjść na malkontentkę...To wszystko racja. Ale
            z nianią niestety nie ma szans, musiałaby być za darmo smile
            Mąż daje mi oszałamiające 250 złotych, po czym potrafi pochwalić się, że wydał
            tyle w jedną noc w dyskotece...Ale cóż, jego pieniądze, jego sprawa.
            Wkurza mnie natomiast, że poczuwa się po wysuwania żądań odnośnie tego z kim
            może spotykać się dziecko, natomiast sam ustawia sobie spotkania jak jemu
            wygodnie... Zapytałam wczoraj grzecznie czy istnieje szansa jakiegoś spędzania
            weekendów z małym od czasu do czasu...odpowiedział, że tak "o ile nie będzie
            miał planów". On ma plany co weekend teraz.
            Wychodzi standardowo niestety...matka ma obowiązki, ojciec jest bohaterem jak mu
            się w ogóle chce spotkać z dzieckiem. Niby czas pomoże...ale obawiam się, że jak
            cały świat będzie gotowy na ustępstwa to mnie już będzie wszystko jedno.
            • 13monique_n Re: Reakcje 27.03.07, 11:50
              Nie wyjdziesz na malkontentkę. Wychodzisz z zakletego kręgu i zwyczajnie musisz
              uwierzyć, że to możliwe. Sprawa rozwodowa - wystąp o ustalenie dni spotykania
              się ojca z dziećmi. I tego sie trzymaj. MASZ prawo miec plany i je realizować.
              Ale to Ty jesteś początkiem.
              Co do niani za darmo - też tak się zdarza. Zaprzyjaźione osoby chętnie pomogą.
              TYlkoponownie - trzeba poprosić. Jeśli to ktoś życzliwy, to zgodzi się szybciej
              niż myslisz.
              Jeśli dzieci małe - to może jakaś nastolatka "babysitter" za mniejsze
              pieniądze?
              Szukaj dróg dla siebie. I decyduj. Wymagaj "Ja tez mam plany, więc powiedz mi,
              kiedy weźmiesz dzieci/dziecko". To trudne, ale możliwe i wykonalne. Potem
              bedzie lżej, bo wszyscy przywykną.
              • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 12:04
                Zaprzyjaźniona osoba ma dwoje swoich dzieci w tym jedno malutkie, sama chętnie
                by się pozbyła choć na moment. Innych brak, choć to smutne. Zawsze był nasz mały
                świat, nawet na wakacje jeździliśmy tylko we troje. Z rodzicami trzymaliśmy się
                blisko, choć nie było to zdrowe - te obowiązkowe obiadki co niedziela...jak nas
                to czasem męczyło smile

                Z resztą nie w tym rzecz - ja nie chcę się pozbywać mojego synka. Ja chcę po
                prostu żyć. Zabrać dzieciaki do zoo razem. A nasi ex ustawili się w pozycji "NIE
                BO NIE". Dostali bez walki wszystko czego chcieli, mój K. wyszedł z domu z jedną
                walizką. Z kolei mój mąż zabierał co tylko chciał, łącznie ze sztućcami,
                talerzami i kwiatkami doniczkowymi...Zabrał większy tv "bo ma wadę wzroku" (on
                -0,5 ja -8 dioptrii hahahah). Może za łatwo odpuściliśmy... Może oni
                potrzebowali walki, a skoro jej nie było, to próbują ją wywołać...Wariuję sad
                • kat_maj Re: Reakcje 27.03.07, 23:24
                  dziewczyno - wasi ex moga sobie stwiac poprzeczke chocby i spotkan na marsie -
                  nie rozumiesz - oni nie maja akiego prawa!!!
                  2. musisz ustalic schemat spotkan dziecka z ex (np co 2 weekend) i juz; a nie
                  kiedy on ma czas
                  3. kor o stac go na wydawanie na zabawe to zloz o stosowne alimenty - policz
                  ile dziecko kosztuje (z opiekunka platna) i polowe placi on i koniec
                  4. kolezanka potrzebuje "pozbyc sie dzieci" to sie nimi zajmij a dzien po
                  zajmie sie ona Twoim
                  5. podzial majatku moza sadownie przeprowadzic
                  6. obowiazku rodzinnych obiadkow w naszym kraju nie ma (poki co wink
                  Rozwodnica - kopa potrzebujszwink i wiary w siebie!!!
                  rozwod nie oznacza ze do konca zycia zalezysz od oczekiwan rodzicoow i humorow
                  ex - gdyby tak bylo nikt by sie na niego nie decydowa/l!!!
                  głowa do góry!
          • ivone7 Re: Reakcje 27.03.07, 11:45
            podpisuje sie pod tym obiema rekami...kiedys czytalam ksiazke autora i tutylu
            nie pamietam..ale sens byl taki, jesli chcesz zmian-zmien siebie, chcesz by
            inni cie szanowali-szanuj siebie..
            a co do nowego zwiazku..blagam nie rezygnuj z tego, moze to jest wlasnie cos na
            co czekalas..
            zakazy spotykania sie z dziecmi? a kto to ustalil? wasi ex malzonkowie?..
            przemysl..a zmiany pod okiem terapeuty rob malymi krokami..
            relacje z rodzicami zawsze sa skomplikowane, bo wszyscy ( i my tez dla swoich
            dzieci) jestesmy na pewnien sposob toksyczni...
            nie radze ci gwaltownego zerwania kontaktu z rodzicami, tylko stopniowemu
            mowieniu NIE..
            NIE mozemy przyjsc na obiad w ta niedziele, bo mamy inne plany, za tydzien
            bardzo chetnie
            NIE bedziemy rozmawiac o moim malzenstwie, bo to jest sprawa miedzy mna a moim
            exem
            NIE czuje sie winna, ze on sie stoczy, bo to dorosly facet i swoj rozum ma
            mam nadzieje, ze to po czasie przyniesie efekt..
            u mnie bylo podobnie..tylko ze mnie wspierali, ale chcieli mna kierowac, moimi
            zachowaniami, poczatkowo na to pozwalalam, bo nie mialam sily na bunt..ale po
            czasie zaczelam mowic NIE, zaczelam mowic glosno ze dorosla jestem i wiem co
            robie i za swoje czyny tylko ja nikt inny ponosze odpowiedzialnosc..
            pamietaj zycie masz tylko jedno..zacznij myslec troszke o sobie..czego Ci zycze
            z calego serca
            • libra22 Re: Reakcje 27.03.07, 12:15
              Brak umiejętności stawiania granic dotyczy tez byłego męża, prawda? Znam to
              niestety, choc nie w tak ostrej formie jak Ty.
              Dziewczyny mają rację: powoli i konsekwentnie trzeba powtarzać to czego się
              chce, choć spotkasz się tez z reakcją być może ostrą.
              Nie rozumiem dlaczego mąż, który nie zajmuje się prawie wcale dzieckiem (swoją
              drogą "fajna" droga manipulacji Tobą, zebyś na nic nie miała czasu) ma prawo
              określać z kim ma się bawić? I zcemu Ty się tym przejmujesz?
              • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 12:22
                Nie można powiedzieć, że nie zajmuje się wcale.
                Poniedziałki i czwartki to jego dni. Na początku przywoził małego na bajkę i
                znikał - wywalczyłam, że ma go "obsłużyć" kompleksowo, ja mogę wrócić o 22:00.

                Bierze też małego w prawie każdy piątek na noc...bo piątek mu pasuje. Bo w
                soboty imprezuje. I raczej nie ma możliwości zamiany. A jak mam prosić tydzień
                prędzej...to mi się odechciewa.

                Ja się przejmuję...nie wiem czemu. Bo kocham syna, który ma świetny kontakt z
                ojcem. Bo kochałam jego ojca. Bo nie chcę spieprzyć jeszcze bardziej...
                • menab Re: Reakcje 27.03.07, 12:29
                  Za bardzo się przejmujesz innymi.Łatwo mówić, sama robiłam zawsze, żeby
                  wszystkich zadowolić.Ale to się zmieniło, jak podjęłam konkretne decyzje -
                  chyba najtrudniejsze decyzje.
    • menab Re: Reakcje 27.03.07, 12:10
      A dlaczego oni to ustalili?Teraz mi to przyszło do głowy, a tyle razy
      gadałyśmy - jakie mieli prawo?
      • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 12:14
        Mena smile

        BO TAK.
        Taka jest odpowiedź.
        Bo K. to "zły człowiek"
        Bo ja to "zła kobieta"
        Skrzywimy dzieciom psychikę.

        Sama wiesz - ona raz, w przypływie dobrego humoru zgodziła się na wspólne
        wyjście. Poszliśmy na kręgle, specjalnie w większym gronie...
        Na drugi dzień z powrotem był zakaz. Moim zdaniem dzieciak za dobrze się bawił.
        • menab Re: Reakcje 27.03.07, 12:25
          Wiem, że moja koleżanka zrobiła taki manewr w sądzie, ale ojciec się temu nie
          sprzeciwił i chodziło o to, że ta jego next swoje dziecko porzuciła i być może
          stąd.Może warto, aby sąd się określił w sprawach kontaktu z dziećmi z waszymi
          nex.Tak swoją drogą fajnie.Twój mąż nie zajmuje się na codzień dzieckiem, a
          dyktuje warunki, jakbym mojego słyszała.Nieźle.Mi wszysko wolno, ale Tobie nie.
      • maheda A to nie jest sądownie? n/t 27.03.07, 12:16

        • libra22 a co ma do tego 27.03.07, 12:23
          Ja tez wolałabym, aby mój były jak bierze syna nie jezdził z nim tak czesto do
          swoich rodziców, bo moim zdaniem tesciowa to zła kobieta jest, ale tak naprawdę
          on go bierze i on decyduje jak z nim spedza czas. A obiektywnie oprocz swojej
          niecheci i oceny byłej tesciowej, nie moge sie przyczepic do babci formalnie.
          Ja trochę przerysowuję, bo ogólnie nie zabroniłabym kontatktu z dziadkami (choć
          ograniczyłabym), ale chodzi mi o to, że nie mogę w sumie ingeorwać jakoś w czas
          spędzany przez syna z jego ojcem.
          • rozwodnica Re: a co ma do tego 27.03.07, 12:27
            No to przydałby się jakiś list otwarty do mojego męża w tej sprawie, bo on
            uważa, że ma takie prawo. Twierdzi, że każdy tylko nie K. I dlatego nie wierzę w
            bajeczki o tym, że chodzi o dobro dziecka. Chodzi o rozwalenie naszego
            ewentualnego związku. I chyba się udaje. Ja nie mam siły czekać aż on znajdzie
            kogoś na poważnie i sam będzie prosił o zmianę. Dół, no cholerny dół.

            Aha a argumentacja była taka "cały ostatni rok nie myślałaś o moich uczuciach
            (czytaj:romans), pomyśl choć teraz". No i dałam się w to wplątać sad
            • libra22 Re: a co ma do tego 27.03.07, 12:30
              Właśnie, dajesz się wplątać w poczucie winy. Czemu?
              • rozwodnica Re: a co ma do tego 27.03.07, 12:32
                Bo je mam.
                Nawet sobie na nie pozwalam, to chyba świadczy o tym, że nie jestem taką suką
                bez uczuć jak niektórzy myślą...
                Ale kopać nie chcę się dawać a jak widać to już jest problem. Mam leżeć
                grzecznie i czekać aż kopiącym się znudzi.
    • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 12:30
      Jako, że spadam do innych zajęć to na razie się żegnam, dzięki za odpowiedzi,
      mimo wszystko podnoszą na duchu.

      • libra22 Re: Reakcje 27.03.07, 12:40
        Trzymaj sięsmile
    • mindsailor miałam/mam to samo 27.03.07, 13:49
      dlatego rozumiem cię doskonale. rodzina, rodzice, którzy mieli cie wspierac
      zawsze i wszedzie, byc podporą w najgorszych sytuacjach nagle stają sie twoimi
      wrogami. nie chcę się rozpisywac, co ja przeżywałam z moimi rodzicami, może
      trochę informacji jest w moich starszych wątkach. staram się o tym zapomniec,
      bo to nic miłego.
      powiem ci tylko, że wyjście jest jedno-odciąć się. postawić na swoim i od nich
      się odciąć, bo inaczej będziecie się wzajemnie zadręczać. oni bedę budowac w
      tobie poczucie winy, ty będziesz się pogrążać i tak koło się zamyka. a
      tłumaczenie, i rozmowy, i racjonalne argumenty na niewiele się zdadzą.
      musisz sobie powiedziec, że czasem niestety tak bywa w przyrodzie, że rodzice
      nie kochaja cię bezwarunkowo i akurat masz tego pecha, że trafiło na ciebie. im
      szybciej sobie to uswiadomisz, tym lepiej dla twojego zdrowia psychicznego. i
      przede wszystkim, to co pisały wyżej dziewczyny - szanuj siebie, nie daj sobie
      źle mówic o sobie, poniżać się i obrażać. nie pozwól się maltretować
      psychicznie. chodź zawsze z podniesioną głową i myśl o sobie dobrze. nie daj
      się zdołować, nie daj się upakarzać, nie pozwól sie kopać. jesteś dorosła i
      masz prawo decydowania o sobie. i im szybciej twoi rodzice to zrozumieja, tym
      lepiej tez dla nich. moi niestety chyba do tej pory tego nie rozumieja i teraz
      mam lepsze kontakty z sąsiadka niz z własna matką. i to on ana tym cierpi
      najbardziej. jestem jedynaczką, jestem młoda, układam sobie zycie bez niej. a
      ona beze mnie nie potrafi. to toksyczny układ i dlatego trzeba go jak
      najszybciej urwać. pewnie będzie ci szkoda, bo to rodzice i zawsze jest szkoda
      i przykro, że ma sie taka sytuacje w domu. ale mówie ci z doświadczenia - na
      nic rozmowy, wyjasnienia i sensowne argumenty. życzę ci, abys szybciej podjęła
      decyzje o zerwaniu kontaktów z rodzicami i oszczędziła więcej zdrowia swojego i
      bliskich, niż jasmile
      ja walczyłam z moimi rodzicami przez trzy lata. ostatnio się poddałam. po
      świętach bożego narodzenia stwierdziłam, że nic na siłę. że skoro oni mnie nie
      akceptują, i jak powiedziała to moja mama "nie taką córkę chcieli mieć", to
      trudno. ja też nie takich rodziców chciałam mieć i do kogo mam mieć pretensje?
      przestałam walczyć i jest mi lepiej - nie szarpię się, nie łudzę, że coś może
      się zmienić, nie tłumaczę i nie przekonuję ich. żyję tak, jak uważam za słuszne
      i jestem szczęsliwa, a skoro oni tego nie akceptuja (bo tu już nie chodzi o
      zrozumienie - można kogoś nie rozumieć, ale go tolerować), ich problem. świąt
      ani tych wielkanocnych, ani żadnych innych też nie będziemy spedzać razem. i
      szczezrze, to nawet mi nie szkoda. nawet jak moi rodzice nie przyjdą na chrzest
      mojego dziecka, też przyjmę to na chłodno.
      Zycze ci dużo wytrwałości, wsparcia bliskich i odwagi:0
      jak chcesz napisz na priva. opisze ci jak to było u mnie i jak jest terazsmile

      powodzenia i trzymaj sięsmile
    • nangaparbat3 Polecam 27.03.07, 14:45
      wszystkie książki alice Miller.
      Na temat.
      Zdecydowanie.
      • 13monique_n Re: Polecam 27.03.07, 15:28
        nangaparbat3 napisała:

        > wszystkie książki alice Miller.
        > Na temat.
        > Zdecydowanie.
        To ja czekam, nango smile
    • crazyrabbit Re: Reakcje 27.03.07, 16:13
      Odcięłam się dość stanowczo od moich rodziców. Toksycznych rodziców - moja
      matka nawet świetnie pasuje do jednego ze schematów z książki o tym właśnie
      tytule.
      Nie odpowiadam jedynie za gradobicie , trzęsienie ziemi i koklusz!

      Kilka lat temu mój mąż wyprowadził sie z domu do.... moich rodziców , którzy
      przygarnęli biedaka , a mnie nakłonili do "spróbowania naprawienia małżeństwa".
      Jak widać , próba się nie powiodła smile
      Zapraszają go na obiadki (mnie nie!) , jeżdżą razem na tenisa (ja nie!) ,
      próbowali go nawet podstępem zwabic na Wigilię , ale cudem odmówił (cohones mu
      urosły?)
      Jak ja się wyprowadziłam z młodą do wynajętego mieszkania - fanaberia , znowu
      mi odbija.
      I tak całe życie... kurcze nawet jak byłam dużo , dużo młodsza to i tak byłam
      etatową rodzinną czarną owcą...
      Acha , i zawsze słyszałam , że dla mnie liczą się tylko znajomi a nie rodzina.
      No ale skoro nie mozna mieć wsparcia we własnych rodzicach , to chyba dziwne
      nie jest?!
    • inc.ognito Re: Reakcje 27.03.07, 19:03
      Od rodziców trzeba się odciąć. Ich życie, ich zachowania, ich chore układy, a
      Ty masz swoje zycie i o nie masz dbać. Nie odpowiadasz za ich życie ale za
      swoje. Rozumiem, że emocjonalnie bardzo trudno sie oddzielić i zmienić
      zachowania... Moja przyjaciółka z powodu takich rodziców wyprowadziła się z
      mężem i dzieckiem za granicę żeby mieć spokój od matki...
      • rozwodnica Re: Reakcje 27.03.07, 21:17
        Wszystkim hurtem:
        po pierwsze dziękuję. Sami wiecie, pomaga już fakt, że komuś chciało się do
        Ciebie napisać.

        Po drugie - ja nie byłam etatową czarną owcą. Byłam wzorową uczennicą, grzeczną
        córką (wyobraźcie sobie, że uroczyste pozwolenie na powroty o 22:00 dostałam w
        dzień moich 18 urodzin - i nie przeszkadzało mi to!). Jednocześnie popalałam,
        popijałam piwo, byłam pankówą nawet smile Potem rodzina, studia zaoczne, praca -
        można było się mną chwalić rodzinie. "Nasza córka tak sobie świetnie radzi". No
        i mąż - taki dobry człowiek, bardzo czuły ojciec, nie kłóciliśmy się
        (przynajmniej nie przy ludziach)... A teraz taki szok. Taki wstyd.
        Starałam się ich rozumieć. Zaciskałam zęby i przełykałam przez dwa miesiące
        wszystko - od obelg, po zarzuty, że nie mam sumienia i nie kocham ich. Było
        nawet straszenie mnie samobójstwem... I to wszystko osoby, które wcześniej
        dałyby sie za mnie pokroić, wiem to. Nagle odwrót o 180 stopni...
        Po mojej wczorajszej ostrej reakcji mama już przeprasza. Ona się kompletnie nie
        znajduje w sytuacji, widzę, że mnie kocha ale nie potrafi się pogodzić z
        rzeczywistością.

        Boję się, że nie dam sobie z tym rady.
        K. jest ta moją przysłowiową drugą połową...ale są momenty kiedy kłopoty na
        linii rodzice - mąż - dziecko - brak czasu dla siebie nawzajem przysłaniają mi
        wszystko. Kiedy nie mam siły wstać z łóżka rano, bo nie widzę celu. Oprócz tego
        dochodzą czysto fizjologiczne reakcje - ciągle mi zimno, nie mogę spać albo
        wręcz przeciwnie, jestem ospała i nic do mnie nie dociera... Jeszcze jakiś czas
        temu potrafiłam cieszyć się ze spotkań, żyć nimi, w międzyczasie być radosną
        osobą. Wydawało mi się, że zmierzam ku czemuś fajnemu. Teraz nie mam sił walczyć
        z kimkolwiek, dochodzi do tego, że gdy mąż prosi o zamianę terminu "widzenia" z
        synem a ja już mam na ten dzień plany to potulnie się zgadzam...Najchętniej
        skuliłabym się gdzieś w kącie i siedziała tam, taka cholerna kupka nieszczęścia.

        • spadajaca-gwiazda Re: Reakcje 27.03.07, 22:00
          Nie wolno Ci tak zrobic,nie wolno Ci sie odosobnic od ludzi i zamykac w sobie!
          Nie jestes sama masz dziecko masz faceta ktory chce byc z Toba i korzystaj z
          tego.Zacznij dbac o swoje szczescie bo nikt inny za Ciebie tego nie zrobi
    • pszczolkalodz Re: Reakcje 27.03.07, 23:19
      ja zrobilam tak, na malych samoprzylepnych karteczkach napisalm takie krotkie
      zdania np. to nie moja wina, jestem fajna dziewczyna, chce mi sie zyc bo... i
      nakleilam je na lustrze w lazience. Co kilka dni inne zdania. Codziennie je
      czytalam i pomoglo. Bo to nie moja wina ze mialam takiego meza, ani Twoja, ze
      masz taka rodzine, exa. Proponuje Ci to bo dziala. Ivone 7 (ktora czule
      pozdrawiam) ma racje, naucz sie mowic nie, nie rob rewolucji tylko ewolucje tzn
      malymi krokami, a zobaczysz jak zwieksza sie tlen w powietrzu. Jedyna osobe,
      ktora mozesz zmienic i miec wplyw jestes Ty sama i to od siebie musisz zaczac.
      Zaufaj.
      • ivone7 Re: Reakcje 27.03.07, 23:25
        pszczolkalodz ma racje...zrob ewolucje nie rewolucje...i powoli malymi krokami
        daz do celu...a sposob z karteczkami naprawde dziala...koniecznie wyprobuj
        • tojo Re: Reakcje 28.03.07, 09:32
          Rozwaliłaś dzieciom rodziny. Nie tylko swojemu dziecku ale rozwalilaś takze
          rodzinę Twojej niby połowki. Zburzyłaś dzieciom swiat. I dziwisz sie reakcjom
          tamtej kobiety i swojego meża? naprawde sie dziwisz? Troche empatii. Teraz Ci
          ciezko? bo mało czasu. Zyuczę powodzenia w zyciu a dzieci jak podrosną i tak
          was podsumują.
          • 13monique_n Tojo... czyzby nowe wcielenie bet? 28.03.07, 09:40
            tojo napisał:

            > Rozwaliłaś dzieciom rodziny. Nie tylko swojemu dziecku ale rozwalilaś takze
            > rodzinę Twojej niby połowki. Zburzyłaś dzieciom swiat.
            A z czego wynika Twoje niemiłosierne stwierdzenie? Z patentu na rację???? hehe,
            to może ewakuuj się stąd - tutaj nikt nie ma patentu, a na rację to z pewnością
            nie.
            • nangaparbat3 Cześć, Monique 28.03.07, 10:28
              przeczytałam, chetnie po prostu podrzucę smile))
          • angoisse Re: Reakcje 28.03.07, 09:42
            tojo napisał:

            > Zyuczę powodzenia w zyciu a dzieci jak podrosną i tak
            > was podsumują.


            Oczywiście, że kiedyś podsumują. Ale wcale nie znaczy, że negatywnie. Jesli
            cała czwórka dorosłych uczestników wykaże się empatią.
            • rozwodnica Re: Reakcje 28.03.07, 10:21
              Podsumują tak czy owak.
              Tak jak ja moich rodziców, którzy byli ze sobą sami nie wiedząc dlaczego, którzy
              śmieją mi się w nos kiedy mówię, że nigdy nie widziałam ich trzymających się za
              ręce... Oni takie zachowanie traktują z politowaniem. To przystoi nastolatkom,
              nie mężowi i żonie. A teraz mama potrzebuje wsparcia ojca i nie otrzymuje go.

              Czego bym nie zrobiła, dziecko mnie oceni, to też był powód "rozwalenia"
              małżeństwa. Dlaczego mam mu serwować wzorzec, w który sama nie wierzę? Ja chcę,
              żeby widział, że kiedy mamy problem, rozwiązujemy go, a nie zamiatamy pod dywan.
              Mój syn jest mądry i ma prawo do własnych ocen, nawet teraz choć ma 6 lat. A ja
              nie jestem matką-kwoką, która chce się dla dziecka poświęcać. A potem po latach
              mówi mu, że jest niewdzięczne. O nie!
              • nangaparbat3 Re: Reakcje 28.03.07, 10:27
                rozwodnica napisała:

                > Podsumują tak czy owak.
                > Tak jak ja moich rodziców, którzy byli ze sobą sami nie wiedząc dlaczego,
                którz
                > y
                > śmieją mi się w nos kiedy mówię, że nigdy nie widziałam ich trzymających się
                za
                > ręce... Oni takie zachowanie traktują z politowaniem. To przystoi nastolatkom,
                > nie mężowi i żonie. A teraz mama potrzebuje wsparcia ojca i nie otrzymuje go.
                >
                Bo jakby sie za ręce trzymali, to by Cie nie potępiali teraz.
                Jakoś tak jest, ze im kto bardziej zadowolony z własnego zycia, tym mniej
                dowala innym.
                Proste jak drut.
    • calineczka2 Re: Reakcje 28.03.07, 22:46
      Rozwodnico, nie daj sobie wmowic, ze to twoja wina. Doskonale cie rozumiem. Moi
      rodzice przez pierwsze kilka miesiecy byli oburzeni. Ojca sie bardziej balam
      niz rozwodu, mimo, ze mieszkalam w innym kraju jak moi rodzice. Opowiadali, ze
      mi sie znudzilo, ze to fanaberie, ze przeciez mam wszystko z eksem (finansowo)
      i co ja robie. Ciezko bylo, szczegolnie, ze za granica gdzie pojechalam za
      exmezem nie mialam wielu znajomych, a potrzebowalam wsparcia osob bliskich. Ex
      byl z toksycznego, zaklamanego pseudomafijnego srodowiska z ktorego nielatwo
      sie bylo wyrwac. Przekonali sie moi rodzice dopiero, kiedy sie od osoby
      postronnej dowiedzieli, co z mojego ex jest za numer. Mnie nie wierzyli.

      Niedlugo po mojej wyprowadzce, ale przed rozwodem, moj tato sie rozchorowal
      bardzo ciezko, spedzil wiele miesiecy w szpitalu. Ex stwierdzil, ze to moja
      wina ze tato jest tak chory, bo ja bylam inicjatorka rozwodu, i to przez to i
      tak mnie wkrecal w obwinianie siebie, ze troche w to uwierzylam. Bardzo mi bylo
      ciezko. Dziadkowie i dalsza ultrakatolicka rodzina do tej pory mi nie wybaczyli
      (pewnie, dziadek pil cale zycie i zdradzal babcie na lewo i prawo, ale do
      kosciolka co niedziela i rozwod to grzech smiertelny!).

      Po ponad 2 latach mam nowego partnera i nareszcie oddycham pelna piersia,
      uwierzylam, ze jestem wartosciowa osoba i dobra corka. Moze rozwodnico,
      oslabienie kontaktow z rodzicami da im do myslenia? Moze im, tak jak mojej
      dalszej rodzinie, trudno wyjsc za katolickie ramki?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka