misbaskerwill
02.04.07, 21:28
Ta data ma dla mnie... podwójne dno.
Dwa lata temu razem z żoną przeżywaliśmy jako Polacy i katolicy bardzo trudne
chwile... zdecydowanie ona bardziej. Potem były piękne marsze, piękne słowa,
świeczka w oknie, tyle postanowień, tyle szczerych chęci...
Dokładnie rok temu, o tej porze wyprowadziłem się z naszego wspólnego
mieszkania...
Na ulicy słyszałem dzwony, o 21:37, na cześć JPII.
Myślałem wtedy - tylko rok minął... czy tyle się zmieniło?
Czy aż tak głęboka jest różnica między tym do czego dążyliśmy (świętości?) a
tym, czym się staliśmy...
Przecież te dwa lata temu ex na pewno wierzyła... w coś wierzyła. W siebie, w
poprawę... jak większość z nas w tamtym momencie.
Smutno mi.
Wielcy Ludzie nas opuszczają. Zostajemy my. Czy na pewno starczy sił, by Ich
zastąpić?
[`]
Santo. Ma non subito. Dopotutto un Santo vero avra' la pazienza divina.