wiona11
04.04.07, 08:41
Jutro o 9-tej termin rozprawy, który miał być tym ostatnim. Spokojnie do tego
podchodziłam. Wszystko ustalone, pogodzone... I w ostatniej chwili mój
jeszcze_mąż zmienia warunki!!! Okazało się, że termin spłaty mieszkania mu
nie odpowiada. Ma być szybciej.
I wszystko leży w gruzach. I nie wiem, czy jutro będzie rozwód.
Jestem cała roztelepana.
Moja adwokatka też pewnie nawaliła. Moim zdaniem nie dopilnowała, żeby
ustalenia były zapisane wcześniej, nie dopilnowała zresztą wielu rzeczy. Nie
dostarczyliśmy sądowi, jak się okazuje - na czas dokumentów nieruchomości i
ruchomości, które będziemy dzielić. Wczoraj powiedziała mi, dając do
zrozumienia, że to moja wina, że wobec tego sąd zapewnie i tak nie wyda jutro
wyroku, bo nie miał wcześniej dokumentów.
A skąd ja miałam o tym wiedzieć, do cholery?! Przecież nie po to zapłaciłam
tej babie kupę forsy, żeby budziła się z ręką w nocniku. Tym bardziej, że
termin rozprawy był przez sąd (z winy sądu) przekładany, czasu było mnóstwo,
a dokumenty mam przy sobie od miesięcy.
Nie mam już siły na to całe zamieszanie. Nie wiem, co robić...
Po prostu chce mi się wyć... BUUUUU!!!