ka-aktus
19.04.07, 20:17
Jestem po rozwodzie.
Pierwsza i ostatnia rozprawa trwała 30 min. Sędzia - wyrozumiały człowiek,
zadawał rzeczowe pytania, oczekiwał konkretnych odpowiedzi. Sprawiał wrażenie
trochę znudzonego.
A ja?
Nadal silna. Chyba silniejsza niż wcześniej.I dumna z siebie - nie uroniłam
ani jednej łzy, chociaż chcialo mi sie wyć. Wczoraj byłam pewna swojej
decyzji, chociaż przyznam się, że spanikowałam, gdy dostałam pismo z sądu.
Spotkanie z jeszcze mężem przed salą rozpraw: ja - spokojna, wesoła. On -
wzdychający. Żadnego kołatania serca, motyle z brzucha odfrunęły. Zapytacie -
czy to była miłość? hmm
Czekam 3 tygodnie na uprawomocnienie sie wyroku. Już spokojna, pogodzona.
Dzięki Ci Boże za mój upór, teraz wiem, że będzie lepiej.
Dziękuję Wam za... wszystko - pomoc fachową, wsparcie, rady, porady,
cierpliwość, za to że znosiliście mój ciety język.
Pozdrawiam, życzę pomyślności w życiu.