26.04.07, 15:20
jeszcze 3 tygodnie temu byłem szczęśliwym małżonkiem, a teraz żona w
wynajętym mieszkaniu, coś mówiła o separacji i zastanawianiu się, potem
okazało się, że kogoś ma, lepszego niż ja, że mnie już nie kocha, że byłem
zawsze egoistą (byłem), dziś już chce składać pozew rozwodowy, za kilka dni
będzie gotowy projekt indywidualny naszego domu, nad którym tak długo się
razem zastanawialiśmy... córeczka raz cos paplała o wesołym panu, który kupił
jej prezent.... 7 rok małżeństwa , 10 rok razem... i wszystko w gruzach, nie
śpię, nie żyję, obwiniam się za nieczułość, za niesłuchanie tego co między
wierszami... psychiatra mówił, że oprócz psychotropów warto bym z kimś o tym
porozmawiał, kocham ją nadal, choć jesteśmy różni, do tej pory nie wiedziałem
co to ból
Obserwuj wątek
    • maheda Re: witajcie 26.04.07, 15:26
      Współczuję.
      Jedyne, co możemy Ci powiedzieć, to to, że ból z czasem zniknie, zblednie.
      Trzeba dać czasowi czas.
      Musisz się trzymać.
    • pszczolkalodz PRZYTULAM 26.04.07, 15:28
      Cie bardzo goraco, nie ma takich slow ktore ukoja Twoj bol. On musi byc i
      niestety bedzie jeszcze dlugo. Pisz tutaj jak najwiecej, nie jestes sam. Czy
      Twoje malzenstwo jest na pewno skonczone, moze terapia? Widzisz swoje bledy czy
      zona wie o tym? Macie dziecko, jest o co walczyc. Jesli jestes pewien ze to juz
      koniec, to o jedno Cie prosze nie badz w tych chwilach sam, na sile wychodz do
      ludzi, szukaj celow i... trzymaj sie!
      • roxpox Re: PRZYTULAM 26.04.07, 15:32
        dziękuję za wsparcie, staram się walczyć, boję się o córkę, ale ona wszystko
        odrzuca, nie chce terapii, nie chce mnie, mówi że spotkała kogoś na całe zycie
        a mnie nie chce poprawiać, wiem że totylko słowa i użalanie się ale ona chce
        juz jutro składać pozew o rozwód
    • pszczolkalodz Re: witajcie 26.04.07, 15:36
      nie mozna nikogo zmusic do milosci.... jesli zona tak mowi, to musisz pogodzic
      sie z sytuacja, zaczac zyc na nowo. To "nowe" zycie tez jest ciekawe,
      madrzejsze, .. zobaczysz. Tylko czas moze uleczyc Twoje rany, trzymaj sie!
      • danagr Re: witajcie 26.04.07, 16:02
        trzymam za Ciebie kciuki źebyś szybko się otrząsnął. Boli i będzie boleć jeśli
        Twoje uczucie jest silne względem źony ale świat idzie na przód a Ty razem z
        nim. Nie zamykaj się w swoim świecie, czterech ścianach, staraj się przebywać
        duźo między ludźmi i pisz tutaj, pomaga, jesteś wśród osób które Cię rozumieją,
        rozmowy teź są wskazane. Jeśli widzisz jakąś szanse, próbuj ratować małźeństwo,
        jeśli nie pozwól źonie odejść. Pozdrawiam ciepło.
    • misbaskerwill Re: witajcie 26.04.07, 16:02
      Witaj "egoisto"!

      Nie musisz się dobijać. Zdradzająca żona zawsze znajdzie jakiś powód - każdy
      człowiek ma wady, a miłość polega m.in. na tym, że te wady akceptuje się, pomaga
      się przezwyciężać, a nie wykorzystuje się ich jako wymówki do zadawania bólu.
      Za związek zawsze odpowiadają dwie strony. Jak mówią realiści, na Ziemi była już
      Święta Rodzina i więcej takowych nie będzie, więc Twoja żona popełniła równie
      wiele błędów co Ty, na dodatek, nie miała nic przeciwko, by wbić ostatni gwóźdź
      do trumny.

      Skoro małżonka dojrzała do rozwodu, znaczy, że ma wszystko już "ułożone" i to
      się zapewne nie zmieni. Nie warto tracić czasu na mrzonki. Musisz się wziąć w garść.
      Ona pomyślała o sobie, a Tobie pozostaje pomyśleć teraz o Sobie, czyli egoizm
      właśniewink.

      Zacznij myśleć, czy potrzebujesz adwokata (nie jest on konieczny), o tym, czy
      chcesz, by sąd orzekł winę małżonki (to w końcu ona odchodzi i ona Cię
      zdradzała), w jaki sposób ustalić rozdzielność majątkową, żeby nie okazało się,
      że ten zaprojektowany dom to masz jeszcze wybudować "nowej parze"...

      Wielu z nas przeszło to, co Ty. Jest to bolesne i łatwo nie przechodzi, ale
      uwierz... przed Tobą będą góry i doliny, ale w końcu będą też kiedyś piękne dni
      i nie warto się grzebać za życia.

      Pozdrawiam,

      Miś
      • roxpox Re: witajcie 26.04.07, 16:18
        Wiem, że masz rację, to bardzo racjonalne co piszesz, choć nie koi bólu, na to
        trzeba czasu. Wyjśc do ludzi, ale jak ? Rodzina na emigracji, stare znajomości
        zostały kilksaet km i kilkanaście lat temu, nowe miasto (wawa), zmiany pracy,
        czuję sie teraz sam jak palec, a kto chce słuchać przygnębionego i nadal
        zakochanego 34 - latka ? Znaleść psychologa ? Jak sobie radziliscie ?
        • tricolour Niezły pomysł z psychologiem... 26.04.07, 16:24
          ... ale weź sobie jakiegoś konkretnego. Pozornie im gorszy (w obyciu) tym lepszy
          dla terapii i Twojego zdrowia.
          Najlepszy jest taki, który doprowadzi Cię do rozpaczy i jeszcze powie, że
          "terapia to nie burdel - klient nie musi wyjść zadowolony".

          Polecam.
          • phokara Re: Niezły pomysł z psychologiem... 26.04.07, 16:30
            Nie byłam nigdy ani w burdelu ani u psychologa, ale chyba Tri ma rację.

            Dorzuce gratis jedna refleksje - jak chcesz zawalczyć o małżonkę, to musisz być
            twardym i niezłomnym rycerzem. Jak się będziesz mazał i piszczał i pełzał u jej
            stóp błagajac o szansę, to pójdziesz niechybnie na odstrzał. I
            jeszcze 'nabijesz punkty' nastepcy. Tak wynika z rozlicznych (nie tylko)
            forumowych historii. To na kobiety nie działa, a tylko utwierdza w decyzji, że
            ten nowy to bohater, a mój mąż to pierdoła. Taka prawda.
            • tricolour Nie byłaś? 26.04.07, 16:32
              Żałuj.

              tongue_out
              • phokara Re: Nie byłaś? 26.04.07, 16:43
                Daj spokój. Wszystko przede mną.
        • danagr Re: witajcie 26.04.07, 16:26
          są w wawie organizowane spotkania forumowe, musisz tylko je śledzićsmile. Niestety
          ja jeszcze nie trafilam na takowe ale między innymi poprzez forum poznałam
          przemiłą koleźankę forumową.
          Osobiści chodziłam do psychologa, bardzo mi to pomogło. Jeśli chcesz i mogę Ci
          jakoś pomóc pisz na meila gazetowego.
          • roxpox Re: witajcie 26.04.07, 16:39
            dzięki danagr, masz ślicznego synka smile
            • danagr Re: witajcie 27.04.07, 14:40
              dziekuję, to moja chluba i podporasmile
        • alexolo Re: witajcie 26.04.07, 16:27
          ta droga ma kilka etapów..które sie mieszają ....doły i wzniesienia...
          ....niestety ...ty jestes w najgorszym punkcie!!!- na początku!!!

          doskonale wiem co czujesz.......miłośc ...przyzwyczajenie..
          nadzieja!!!!!!!!!!!!!!!.......

          mimo z e pomożemy ci sie pozbierać ....bedziemy wspierać i
          radzic.....jednak i tak musisz przejśc ta droge sam....wszystkie jej
          etapy....u kazdego jest inaczej...ale z mojej strony ..dodam że jest
          oooooooo wieeeele lepiej jak przestaniesz miec nadzieje ..porzucisz
          mżonki....mimo ż e jeszcze kocham...rozpamietuje..rozmyslam...jestem już
          inna osoba...jest ooo wiele łatwiej....i tak też bedzie u ciebie...to
          wymaga czasu.....a psycholog....bbbbb duzo mi pomógł/ pomaga.
          i pamietaj choć teraz ból jest nie do wytrzymania....mozesz nauczyc sie
          patrzeć na wszystko inaczej....i wiedziec dobre strony..( ale to nie
          ten etap)
          trzymaj sie.... pisz ...bedziemy/bede pomagać'

          ps.schemat rozpadu twego małżeństwa ...prawie jak u mnie

          alexolo
          • tricolour A ja mu nioe będę pomagał... 26.04.07, 16:28
            ... niech sam sobie radzi - duży jest.

            Ewentualnie jak się zegnie, to mogę pomóc się przewrócić...
          • roxpox Re: witajcie 26.04.07, 16:37
            u Ciebie było tak samo ? ile czasu już minęło ?
      • cathy_bum Re: witajcie 26.04.07, 17:27
        Ja bym powiedziała, że każdy "zdradzacz" znajdzie powód i chętnie obarczy
        całkowitą winą drugą stronę. Zresztą to chyba nawet łatwo zrozumieć. "Zdradzam
        go/ją, bo to zła kobieta/facet jest". Ot i proste. Tak w każdym razie myśle, bo
        jeszcze nigdy nikogo nie zdradziłam.
        Święty nikt nie jest i każdy błędy popełnia. Wobec partnera, dziecka. Ideały
        to tylko w powieściach się spotyka i na niektórych forach dla młodych matek big_grin
        Ja też znam ból bycia zdradzoną, porzuconą. Po pewnym czasie ten fizyczny ból
        ustąpił, ale została wątpliwość, co w ogóle w naszym zwązku było prawdziwe?

        Sama pisuję na tym forum od niedawna, czytam trochę dłużej. Ale widzę, że to
        pomaga. Tu spotykam wirtualnie ludzi w podobnej sytuacji. Nie czuję też, że
        zamęczam kogoś swoimi problemami.

        Na tym forum jest sporo warszawiaków (ja np. też). Są spotkania forumowe - z
        opisów sądząc udane, chociaż ja na żadnym jeszcze nie byłam.
        Pozdrawiam
    • julka1800 Re: witajcie 26.04.07, 16:28
      3 tygodnie to malo, Twoja zona zrobila ruch, ale czy zdecydowala sie na cos
      konkretnego, powiedziala Ci o tym? Rozmawialiście?

      • roxpox Re: witajcie 26.04.07, 16:41
        tak, rozmawiamy, przeraża mnie jej zdecydowanie
        • phokara Re: witajcie 26.04.07, 16:46
          Nie chcę Cię dobijać, ale kobiety są w takich sprawach dużo bardziej
          zdecydowane i konkretne.
    • kurka_wodna2 Przyjmij to 26.04.07, 16:46
      Teraz cierpisz, ale sposób Waszego rozstania jest dla Ciebie najzdrowszy-krótkie
      cięcie, prawda w oczy.
      Masz szansę na swoje zycie, bez nast kłamstw i draństw.

      Dlaczego nie zabierzesz dziecka do siebie??
      Skoro tęsknisz i cierpisz-dlaczego oddałeś je bez walki??
      • roxpox Re: Przyjmij to 26.04.07, 16:47
        córka jest bardziej przywiązana do matki, choć mnie uwielbia, boje się zrobić
        jej krzywdę (ma 3,5 roku)
    • zalo_76 Re: witajcie 26.04.07, 16:59
      roxpox - patrz priv.
      Z.
      • roxpox Re: witajcie 26.04.07, 17:07
        dzięki, odpisałem
    • rumba65 Re: witajcie 26.04.07, 17:38
      ...niestety potwierdza się pewna prawidłowość. Kobieta, szczególnie kiedy ma
      dziecko, w momencie kiedy oznajmia, że odchodzi zwykle ma już wszystko
      poukładane. Wie dokąd, do kogo i raczej trudno zmienić jej decyzję. Ona to
      sobie już przemyślała we wszystkie strony i tak jej wyszło. Z facetami jest
      inaczej. Często robią to na żywioł i stąd potem korowody z powrotami, które są
      powodem dylematów wielu dziewczyn na tym forum, moich też...
      Tak czy siak trzymaj się ciepło. Będziemy Cię tu wspierać. To forum daje mnóstwo
      pozytywnej siły. Zaglądaj i pisz..
    • maslo-09 Re: witajcie 26.04.07, 18:31
      Ja miałam podobną sytuację. Szybkie rozstanie po długim wspólnym życiu. On to
      rozwalił. Cierpię do dziś ( 6 miesięcy). Zmieniłam pracę, miasto. Sprzedany
      piękny dom w poprzednim mieście. Znalazłam sie w wielkiej Warszawie, gdzie w
      tłumie ludzi człowiek jest anonimowy i samotny. Dużo pracuję. Najgorsze sa
      wolne dni.....Też nie mam tu przyjaciół, to wymaga trochę czasu. Trzymaj się,
      nie jesteś sam. Wiem jak to boli.
      • robieprawkojazdy Re: witajcie 26.04.07, 19:34
        Ja też na forum od niedawna i też nie bardzo mam jak wyjść do ludzi. Niby jest
        praca i fajnii ludzie, ale nie mam nikogo, kto chciałby słuchać moich wynurzeń.
        Moi znajomi się wykruszyli, bo eks stopniowo, ale skutecznie ich wyprowadzał z
        mojego życia. Chyba miał rację ktoś, kto napisał, że najlepiej dostać szybko
        między oczy. U mnie były ciągle niespełniane obietnice, niepotrzebne nadzieje,
        powroty i rozstania. Do dziś nie wiem, co było prawdą a co fałszem w naszym
        związku. Powoli zaczynam się się z tego otrząsać. Małymi kroczkami wracam do
        życia, czego i Tobie i wszystkim w podobnej sytuacji życzę. No i ja też
        warszawska rozwódka. Jutro uprawomocni się wyrok w imieniu Rzeczpospolitej...
        Czemu jest mi smutno?
        • a.niech.to Re: witajcie 26.04.07, 20:15
          robieprawkojazdy napisała:

          > Do dziś nie wiem, co było prawdą a co fałszem w naszym
          > związku. Powoli zaczynam się się z tego otrząsać. Małymi kroczkami wracam do
          > życia
          Też strawiłam wiele czasu na oddzielaniu ziarna od plew. Odkąd zaniechałam tego
          jałowego zajęcia, poczułam się lepiej. Nigdy się nie dowiem i basta.
    • tina73 Re: witajcie 26.04.07, 19:48
      bardzo dobrze ci psychiatra powiedzial , rozmowa ,rozmowa i jeszcze raz
      rozmowa . wiem z wlasnego doświadczenia że to najlepsze lekarstwo.a co do żony -
      musisz przeczekać , bo zazwyczaj ci co tak nagle się w kimś " nowym "
      zakochują równie szybko się odkochują . poczekaj , nie rób żadnych pochopnych
      kroków teraz, kiedy w grę wchodzą silne przecież emocje . trzymam za ciebie
      kciuki smilesmile
      • roxpox Re: witajcie 26.04.07, 19:55
        dzięki smile

      • roxpox Re: witajcie 26.04.07, 20:04
        w chwilach racjonalnego myślenia mam przebłyski, że jedynym lekarstwem na ten ból jest po prostu życie wypełnione nowymi pozytywnymi emocjami, problem tylko jak tę wielką wyrwę w życiu nimi zapełnić, czekając na nową miłość, która może przyjść niedługo, za kilka lat lub w ogóle

        • tricolour Nie da się zapełnić... 26.04.07, 20:15
          ... trzeba przeżyć.
        • tina73 Re: witajcie 26.04.07, 20:24
          hmmm.. na razie nie myśl o nowej miłości bo nie będzie to trwale uczucie , gdyż
          powstanie na podwalinach twojej obecnej tragedii , i przez to jeszcze bardziej
          okaleczysz siebie i możesz skrzywdzić potencjalna wybrankę. ale jak najbardziej
          powinieneś wyjsc do ludzi. wiesz , kiedy ja to samo przechodzilam kilka lat
          temu zylam w swoim nierealnym świecie zludzen przez prawie 2 lata,ale
          wyjechalam do swojego rodzinnego miasta gdzie odnowilam stare znajomości.
          wiesz , mam dwie przyjaciólki które dosłownie na sile wrzycaly mnie ryczącą do
          samochodu i wiozly jak nie do lokalu to do kina itp... wiesz , dzieki temu
          zaczelam inaczej patrzec na świat i ludzi, bardzo szubko stanęłam na nogach.
          wiesz, jak po wielu latach uslyszalam że komuś się mogę spodobać albo ktoś ze
          mną wogóle się chcial umowić to ( może i jest to puste rozumowanie ) ale bardzo
          mnie podbudowalo. dziś jestem bardzo wdzieczna tym kolezankom . tobie zycze
          takich wlasnie znajomych , takich ktorzy nie beda cie glaskac i mowic jaki
          jestes biedny tylko po chlopsku wyciągną cie do ludzi
    • wiona11 Re: witajcie 26.04.07, 22:51
      roxpox napisał:

      > jeszcze 3 tygodnie temu byłem szczęśliwym małżonkiem, a teraz żona w
      > wynajętym mieszkaniu, coś mówiła o separacji

      Jak to się zatem stało, że ona odeszła? Byłeś szczęśliwym małżonkiem, a ona?
      Była szczęśliwą żoną? Niczego, ale to niczego nie zauważyłeś?
      Przecież nikt nie podejmuje życiowej decyzji, a taką jest rozbicie rodziny, ot
      tak, z dnia na dzień.
      Twoje szczęście polegało na nieświadomości, na świadomej "niewiedzy" , na
      niezauważaniu sygnałów zbliżającej się burzy?
      Przecież to nie stało się nagle. Kobieta zanim porzuci ojca swojego dziecka i
      odejdzie do innego, musi najpierw sprawdzić grunt, a to trwa i nie da się tego
      nie widzieć.
      Gdzie popełniłeś błąd, czego nie dopilnowałeś, co przeoczyłeś?
      Może tak bardzo przyzwyczaiłeś się do faktu POSISADANIA żony, że przestałeś ją
      zauważać, widziałeś projekt waszego domu, a nie zauważyłeś JEJ.

      Nie chcę Cię dobijać, wiem, że Ci ciężko. Pomyśl jednak, czy nie warto się nad
      tym zastanowić, może jeszcze nie wszystko stracone.

      Trzymaj się mocno, w.
      • roxpox Re: witajcie 27.04.07, 12:46
        wiona11 masz rację, to ja nie słuchałem jak moja zona coś mówiła, że coś nie do
        końca jest tak jak chce, sęk w tym, że moja żona zawsze była tak niezdecydowaną
        osobą, że z tych wszystkich jej wahań (zresztą zodiakalna waga) przestałem już
        wyławiać te istotne i to jest mój błąd, moja wina, jak się kogos kocha to
        trzeba bardziej się wczuwać w cudze uczucia i pragnienia, to lekcja, której
        nigdy nie zapomnę, gdybym mógł cofnąć czas o choć kilka tygodni... dałbym
        wszystko
        • wiona11 Re: witajcie 27.04.07, 13:14
          Odczekaj, przeanalizuj swoje błędy, przemyśl. Sprawa jest świeża, może jeszcze
          nie wszystko stracone. Może żona chciała Tobą wstrząsnąć, może dość miała tego
          niezwracania uwagi na jej wahania, na potrzeby, których nie widziałeś.
          Dom, to nie mury, ale to, co je wypełnia.
          Przecież razem z Tobą jeszcze kilka tygodni temu planowała przyszłość. To
          wszystko nie zmienia się tak z dnia na dzień.
          Daj jej ochłonąć, przemyśl to, co robiłeś źle, a potem porozmawiajcie. Nie proś
          jej o nic, po prostu porozmawiajcie.
          Pamiętaj - nigdy nie mów "nigdy".
          Wierzę, że to bolesny i mocny, ale jednak tylko kryzys.
          Spokojnie, powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka