Dodaj do ulubionych

Jak żyć?

30.04.07, 21:52
Jak żyć dalej gdy kobieta z którą byłeś. Mówi że juz nie chce z tobą dalej
żyć? Jak znieść gdy mówi, że jesteś dla niej obojętny? Jak znieść ten
wewnętrzny, przytłaczającu ból, gdy żona jednym zdaniem zabrała to co
stanowiło cały sens mojego życia: rodzinę, ciepło rodzinne, stabilnośc,
pewnośc, radość życia, uczucie bycia komuś potrzebnym, wartościowym, samą
siebie ( bliską osobę do ktorej można się przytulić, pocałować, po prostu być
z nią). Dobrze,że jest jescze córka, z którą mogę widywać sie kiedy chcę, jak
twierdzi żona (ale najlepiej kiedy Ona o tym zdecyduje).
TO BOLI Jak żyć dalej?
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: Jak żyć? 30.04.07, 22:10
      We wcześniejszym poście pisałeś, że na prośbę żony wyprowadziłś się z domu-czy dobrze zrozumiałam?
      Czy próbowałeś dogadac się z żoną-jak u Was z komunikacją.
      Może pomoc specjalisty byłaby rozwiązaniem?
      • witekg80 Re: Jak żyć? 30.04.07, 22:32
        Tak na prośbę żony wyprowadzilem się z domu. Twierdziła,że sie musi zastanowić
        nad naszym losem. Miało być na trochę, a gdy zabrałem rzeczy, po kilku dniach
        stwierdziła że to bedzie chyba na zawsze. Stwierdzila iż z tym zamiarem nosiła
        się od dłuższego czasu. A co do komunikacji między nami. Po rozstaniu
        próbowałem z Nią rozmawać, ale Ona stwierdziła, że jestem dla nij obojętny i
        więcej na ten temat nie będzie rozmawiać. Kiedy proponowałem, abyśmy udali się
        po pomoc do specjalisty, by ratować małżeństwo, powiedziała, że nie wierzy
        psychologom. I na tym się zakończyło.
        • maza15 Re: Jak żyć? 30.04.07, 22:37
          Może to kryzys.
          Ma pretensje o coś?
          Dlaczego Cię nie chce?
          • witekg80 Re: Jak żyć? 30.04.07, 23:06
            Przez kilka dni po rozstaniu mówiła że ton na pewien czas. Teraz juz chce tylko
            rozwodu. Mówła że sie wszystkiego dowiadywała co związane jest ze sprawa
            rozwodową, chce ona rozwodu bez orzekania o winie. Dlaczego mnie nie chce- nie
            wiem. Twierdzi że jestem już dla Niej obojętny, przestałem byc dla Niej
            najwazniejszą osobą w życiu. Teraz dla Niej jest najważniejsza córka i tylko
            ona. Pretensje ma do mnie o to że nic nie robiłem w domu. Choc wszystko co
            miałem wkładałem do domu. Poświęciłem całe zycie dla Niej i córki. Nie
            imprezowałem z kumplami, nie piłem, nie biłem, nie zdrdziłem jej. Nie wiem co
            się stało. A ze mną już nie chce rozmawiać o tym co się stało. Chce tylko
            rozwodu. Powiedziała mi o rozwodzie, po tym jak była ze "znajomym" na potrójnej
            randce. Choć Ona twierdzi że to było tylko spotkanie ze znajomymi( dmie pary i
            Ona ze "znajomym"). Nie wiem co o tym myśleć?
            • maza15 Re: Jak żyć? 30.04.07, 23:15
              Podejrzewasz,że "znajomy" jest przyczyną klopotów w Twoim małżenstwie.
              Rozmawiałeś z Zoną na ten temat?
              Pytałeś ją,czy ten pan coś dla niej znaczy?
            • akacjax Re: Jak żyć? 01.05.07, 09:19
              Coś mi się nie podoba, ze tak łatwo się wyprowadziłeś. Dobrowolna wyprowadzka-zprzeważnie działa na niekorzyść wyprowadzającego się.
              Rozwód dostaje się gdy nastąpi trwały i zupełny rozkład pozycia na wszystkich frontach-o ile nie ucierpiałby dobro małoletniego dziecka.
              Czy u Was jest taki zupełny i trwały..ile to wszytsko trwa?


              Twierdzi że jestem już dla Niej obojętny, przestałem byc dla Niej
              > najwazniejszą osobą w życiu. Teraz dla Niej jest najważniejsza córka i tylko
              > ona.

              Dziecko ma dwoje rodziców i też może być dla Ciebie ważne, nie zauważyła tego? Ile lat ma dziecko?

              I ta informacja o randkowaniu...macie o czym rozmawiać.
            • misbaskerwill coś tu nie gra... 02.05.07, 09:12
              > Twierdzi że jestem już dla Niej obojętny, przestałem byc dla Niej
              > najwazniejszą osobą w życiu. Teraz dla Niej jest najważniejsza córka i tylko
              > ona. Pretensje ma do mnie o to że nic nie robiłem w domu. Choc wszystko co
              > miałem wkładałem do domu. Poświęciłem całe zycie dla Niej i córki. Nie
              > imprezowałem z kumplami, nie piłem, nie biłem, nie zdrdziłem jej. Nie wiem co
              > się stało. A ze mną już nie chce rozmawiać o tym co się stało.

              Idealny przypadek rozwodu z jej wyłącznej winy. Do tego motyw zdrady ze znajomym
              (nazywajmy rzeczy po imieniu).
              Byłeś naiwny, że się wyprowadziłeś. Być może żona ze znajomym to wcześniej
              przygotowała... Nie lubię teorii spiskowych, ale coś tu nie gra.
              Być może nie jesteś obiektywny i nie podajesz wszystkich faktów, a może Twoja
              jeszcze-żona jest o wiele bardziej cwana od Ciebie.

              Pewnie się nie posłuchasz, ale przy takiej manipulatorce nie możesz ustępować.
              Sam ciągle podobnej pani ustępowałem i teraz mogę tylko żałować.
              • wojtekp67 Re: coś tu nie gra... 02.05.07, 13:28
                Miś bardzo dobrze gada. Wyglada ze tu jest już pozamiatane. Kobieta gdy nie ma
                przemocy, alkoholizmu itp to zazwyczaj stara sie zachowac malzenstwo,
                uratowac ,przynajmniej spróbowac, chyba ze ... jest ktoś trzeci.
                • aron95 Jeszcze Ci winę wcisnie 02.05.07, 14:59

                  Baba Ci rogi przyprawia a Ty sie zastanawiasz co jest grane spadnij na ziemię bo
                  się obudzisz z reką w nocniku . Jeszcze Ci wine wciśnie .
                  Jedną głupotę już zrobiłeś - wyprowadzkę .
                  Przyjżyj sie dobrze jej.
                • moniamir Re: coś tu nie gra... 07.05.07, 18:23
                  "Kobieta gdy nie ma
                  > przemocy, alkoholizmu itp to zazwyczaj stara sie zachowac malzenstwo,
                  > uratowac ,przynajmniej spróbowac, chyba ze ... jest ktoś trzeci"
                  Masz rację. Stara się uratować swoje małżeństwo, walczy, ale wszystko ma swoje
                  granice. Nie mozna odrazu uogólniać, że musi być "ktos trzeci". Czasami
                  naprawdę brakuje człowiekowi sił, aby walczyć. Poprostu się poddaje.
            • moniamir Re: Jak żyć? 07.05.07, 18:19
              "Dlaczego mnie nie chce- nie
              > wiem. Twierdzi że jestem już dla Niej obojętny, przestałem byc dla Niej
              > najwazniejszą osobą w życiu. Teraz dla Niej jest najważniejsza córka i tylko
              > ona. Pretensje ma do mnie o to że nic nie robiłem w domu. Choc wszystko co
              > miałem wkładałem do domu. Poświęciłem całe zycie dla Niej i córki. Nie
              > imprezowałem z kumplami, nie piłem, nie biłem, nie zdrdziłem jej. Nie wiem co
              > się stało. A ze mną już nie chce rozmawiać o tym co się stało"
              Zastanawia mnie jedna rzecz. Czy nie widziałeś wcześniej, że coś się między
              Wami psuje. Pytam Cię o to dlatego, że sama jestem jeszcze żoną faceta, który
              mnie nie bije, nie pije, poświęca się w swoim mniemaniu dla mnie i dziecka. Nie
              chcę Cie atakować. Ale może Twoja żona próbowała wcześniej dawać Ci jakieś
              sygnały, że cos się psuje, że coś jest nie tak jak powinno. Nie wiem, czy
              dobrym kierunkiem jest doszukiwanie się odrazu więzi ze "znajomym". Może
              powinieneś na spokojnie przanalizować swoje małżeństwo. Zastanowić się, bo
              jeszcze raz podkreślam nie wierzę, że to stało się z dnia na dzień, że z
              kochającej pary małżeńskiej nagle staliście sie sobie obcy.
    • marek_gazeta Re: Jak żyć? 02.05.07, 20:56
      Normalnie.

      Obudzić się, stać się z powrotem atrakcyjnym facetem z jajami i przede wszystkim nie żyć fatamorganą odzyskania kobiety za wszelką cenę. Taka "walka do ostatniego żołnierza" wyniszcza psychicznie Ciebie, a ją wzmacnia. Niezależnie od tego, czy chcesz odzyskać kiedyś rodzinę, czy związać się z inną kobietą, droga jest taka sama - najpierw odzyskaj siebie.

      Metody są różne, mnie bardzo pomógł sport.

      Jeśli się nie otrząśniesz, obudzisz się w stanie podobnym do alexa - facet już ponad rok nie może dojść do siebie.

      PS. Doda się rozwiodła, słyszałeś o tym?
      • witekg80 Re: Jak żyć? 07.05.07, 17:59
        Fakt wyprowadziłem się. Czy to była głupota nie wiem? Chciałem dobrze. Nikt mi
        nie mówił jak postępować w takich sytuacjach, a o tym forum dowiedziałem się
        już po fakcie i to przez przypadek. Po długim weekendzie stwierdziłem,że
        kobiety którą kochałem, dla której mogłem poświęcić wszystko, już jej nie ma.
        Pozostał tylko wyidealizowany obraz żony oraz kobieta która... no właśnie która
        jest matką mojego dziecka. Nie wiem jak wam, ale dla mnie i tak są
        najtrudniejsze ranki, gdy się budzisz i stwierdzasz, że jesteś sam, nie słychać
        odgłosu tej drugiej osoby. Osoby która jak się sądziło kochało się do
        szaleństwa, z zajemnością. To boli.
        • tricolour Poboli i przestanie... 07.05.07, 18:07
          ... bo nic nie boli wiecznie - no chyba, że na własne życzenie bedziesz wiercił
          paluchem w ranie.

          Poszła baba sobie? No to poszła... trudno. Takie rzeczy się zdarzają i właśnie
          zdarzyło się Tobie. Nie pytaj dlaczego, bo to jest pytanie bez sensu - innego
          dzisiaj przejechał samochód i oberwał łeb, a jeszcze inny dowiedział sie o raku
          jakimś i szuka kwatery na cmentarzu.

          Przeżyjesz... a jak będziesz chciał, to na dzisiejszych gruzach zbudujesz
          jeszcze coś pieknego. Jeśli będziesz chciał...
          • witekg80 Re: Poboli i przestanie... 07.05.07, 18:12
            Żyję nadzieją, że bedzie dobrze. Tylko najgorsze są te wahania nstroju. Od
            prawie spokoju wewnętrznego ( chyba to to? Może się mylę ) do sytuacji gdy nic
            się nie chce i człowiek czuje się totalnie załamany
            • tricolour Normalka. 07.05.07, 18:18
              Nie jesteś jakimś szczególnym typem i reagujesz zwyczajnie. To dobrze rokuje, bo
              zwyczajne reakcje świadczą, że jesteś normalny i za jakiś czas (czytaj: ze dwa
              lata) ta dzisiejsza ukochana, za którą gotowyś (bezsensownie) zycie oddać okaże
              się tylko matką Twojego dziecka.

              A to niewiele biorąc pod uwagę fakt, że niejedna kobieta może mieć taki status,
              a na dodatek mogą być kochane...

              smile)
              • witekg80 Re: Normalka. 07.05.07, 18:28
                Dwa lat to dużo. Ile mi to zajmie nie wiem i chyba nikt tego nie wie. Pożyjemy -
                zobaczymy
    • witekg80 Re: Jak żyć? 07.05.07, 19:10
      Po tym co się dzieje między mną i żoną, to chyba straciłem wiarę w kobiety. w
      to że mogę spotkać taką która mnie pokocha takim jakim jestwmsad
      • m_niczka Re: Jak żyć? 07.05.07, 19:23
        Myślę sobie, że Twoje zwatpienie to akurat zupełnie naturalna i zwyczajna
        reakcja na sytuację rozstania, każdy przeżywa podobnie i odzyskanie tej wiary,
        w ludzi w ogóle, trwa całkiem sporo... ile... nie wiem (sama jestem na
        etapie "samiec - twój wróg")... pewnie u wszystkich inaczej, jednym więcej,
        innym mniej. Chyba pierwszy krok to odzyskanie wiary w siebie, odszukanie na
        nowo własnej wartości... i zajęcie się sobą. Osobiście nie jestem zwolennikiem
        angażowania sie od razu w inne związki, ale przecież każdy ma inaczej...wierz
        mi, przyjdzie czas, kiedy odzyskasz wiarę. Powodzenia M.
        • witekg80 Re: Jak żyć? 07.05.07, 19:31
          Dzięki. Wstaję co rano i mówię do siebie,że trzeba się podnieść z "desek" i
          trzeba walczyć dalej. Czasami pomaga czasami nie.
          • m_niczka Re: Jak żyć? 07.05.07, 19:41
            Czasami trzeba walczyć... a czasami lepiej dać się ponieść przez wartki nurt...
            i iść z prądem... Życzę siły smile co by łatwiej się było zmagać. M.
    • der1974 Re: Jak żyć? 07.05.07, 22:59
      Trzeba się zająć swoją dupą, a nie rozstrząsać przeszłość. Masz pasje? To się
      nimi zajmij na siłę. Idź do kina, poczytaj coś. Kumpli pewnie też olałeś? No to
      poimprezuj z nimi miesiąc albo dwa. Do ludzi trzeba iść a nie siedzieć i się
      dołować.

      Frajer jesteś, że dałeś się wyprowadzić, ale z drugiej strony tak jest lepiej
      niż dawać się robić w ... przez następne lata. A tak minie rok, dwa, trzy i
      inaczej spojrzysz na świat. Wbrew pozorom to szybko leci.

      I jak mawiają niektórzy - pojawi się jakaś pani, pokręci tym i owym i znowu
      odzyskasz wiarę w kobiety.
      • witekg80 Re: Jak żyć? 07.05.07, 23:28
        Dzień w dzień przekonuję siebie, że kobieta, z która jest jeszcze ( dzisaj się
        dowiedziałem że jutro składa do sądu pozew, ciekawe ile to jescze potrwa?)moją
        żoną nie jest jedyną kobietą na świecie, są inne.
        Jak to ktoś napisał:" może musiało się to stac aby w przyszłości spotkało mnie
        szczęście"... Może.
        Zająłem się sportem, aby nie mieć czasu myśleć o tym co mnie złego spotkało.
        Próbuję imprezować z kolegami, choć na ostatniej imprezie ,gdy gdy byliśmy w
        barze z karaoke i zaczeli spiewać kawałi z disco polo o miłości , to musiałem
        wyjść.
        Cieszę się również z tego że wczoraj cały dzień spędziłem z córką, bawiliśmy
        się cały czas, było super. Nawet gdy odwiozłem córkę do żony, to sobie ze swoją
        prawie ex normalnie (jak na okoliczności) porozmawiałem, nawet był śmiech.
        Może kiedyś i mi zaświeci słońce, jak to mówią. Zobaczymy rano.
        • der1974 Re: Jak żyć? 07.05.07, 23:59
          Zaświeci słońce zobaczysz. Jeszcze się przerazisz jego blaskiem, kiedy
          zapomnisz o ex. Jest życie po małżeństwie, po rozwodzie. Jeszcze nie wiesz o
          tym, ale nadejdzie taki moment. Powodzenia!
    • scriptus Re: Jak żyć? 08.05.07, 06:56
      Twoje przeżycia są także podobne do moich, Znam Twój ból aż nadto dobrze. Mi
      również żona powiedziała, że mnie nie kocha, że chce się ze mną rozwieść. Być
      może zachowałbym się jak każdy facet, adrenalina wzięłaby górę i wyszedłbym z
      domu, tak, jak Ty, z kilku przyczyn nie zachowałem się aż tak prostolinijnie.
      Jednak, po pierwsze, ona jest choleryczką, w związku z tym nauczyłem się ważyć
      i kontrolować swoje reakcje. Po drugie, skrzywdziła wtedy moje dziecko, które
      kilka miesięcy nie mogło się z tego otrząsnąć i to ja wziąłem na siebie
      gwarancję stabilności jego bytu. Po trzecie, zdążyła mnie przyzwyczaić do
      babskich fochów i manipulacji. Po czwarte, jakkolwiek bardzo bolało i boli,
      ciągle ją kocham.
      Zatem pozostałem w związku bez ciepła rodzinnego, stabilności, radości życia, z
      nieustanną huśtawką nastrojów. Czasem nawet "mamy seks"... świadomie nie
      napisałem, że się pokochamy, bo wiem, co to słowo oznacza. I tak później śpię
      samotnie i marzę o przytuleniu.
      Już było i tak, że powiedziała, że domagała się, żebym załatwił rozwód, potem
      mówiła, że złożyła pozew (wtedy trafiłem na to forum), że odejdzie, jak tylko
      coś tam... tak więc właściwie nie mam podstaw planować jakiejkolwiek
      przyszłości. Byłem u terapeutki, ze wszystkiego zapamiętałam własciwie jej
      konkluzję, która mnie zszokowała, "niech pan się nie martwi, ona od pana nie
      odejdzie, bo jej się to nie opłaca...." Udaje mi się utrzymać takie mniej
      więcej przyjacielskie więzymiędzy nami, nieco chłodno, ale da się przeżyć.
      Pozostaje żyć dniem dzisiejszym, radością z codziennych kontaktów z dziećmi i
      taką niemal pewnością, że prędzej, czy później zostanę sam. Kiedyś mnie to
      przerażało, teraz już nie.
      Nie znaczy to, że jestem nieszczęśliwy. W końcu jestem zdrowy, mam cudowne
      dzieci, które mnie kochają i potrzebują...
      A że wieczorem nie mam z kim pogadać? Włączam GG i już, zawsze jest jakiś
      ersatz, znajdzie się jakaś samotna dusza. Że w nocy czasem "bardzo zimno",
      wystarczy pomyśleć o tych, co są w znacznie gorszej sytuacji, w końcu na pewno
      cieplej we własnym łóżku, niż na dworcu smile Tylko malkontenci ciągle narzekają.
      • der1974 Re: Jak żyć? 08.05.07, 12:12
        Dzięki za Scri za ten tekst. Przypomina on zapewne wielu dlaczego dzisiaj jest
        lepiej po rozwodzie bez względu na koszty jakie się płaci.

        Mi też żona powiedziała, że mnie nie kocha. Na szczęście miałem tyle rozumu,
        żeby się nie wyprowadzać ze swojego domu, tylko pozwolić jej odejść. Uważam, że
        gwarancję stabilności dla dzieci stanowiłem w pierwszym okresie po rozstaniu i
        tak jest do dzisiaj.

        Gdybym miał zostać w związku bez ciepła, stabilności, radości życia z codzienną
        huśtawką nastrojów to by mnie już nie było. Zaliczyłem takie dwa, trzy lata.
        Bolało mnie to bardzo. Byłem manipulowany przez nią, przez seks, przez
        pieniądze i wspólny pożal się boże majątek. Usłyszałem też kiedyś taki tekst -
        szkoda, że odeszłam, bo mogłam cię oszukiwać następne parę lat dla dzieci.

        Jak mi się to przypomina to dziękuję Bogu że jestem już po rozwodzie, bez
        względu na to jaką cenę przyszło mi zapłacić.

        A z tym "mamy seks" to już mnie zabiłeś totalnie - nie szanujesz się. Już
        lepiej zapłacić jakiejś miłej studence za spotkanie sponsorowane - zapewniam
        Cię, że więcej godności w człowieku pozostaje.
        • panda_zielona Re: Jak żyć? 08.05.07, 15:47
          Mnie tekst Scriptusa zdołował maksymalnie mimo,że znam jego sytuację z postów.
          Podziwiam jego heroizm,altruizm i trawanie mimo wszystko.Mnie na to nie byłoby
          stać.
          • wojtekp67 Re: Jak żyć? 08.05.07, 15:56
            Kazdy ma jakąś recepte na zycie. Scri wybrał swoją. ja bardzo długo rozważałem
            takie rozwiazanie, m.in. dla dzieci ale moja ex była bardzo zdecydowana w
            ranieniu mnie. Nie dało sie życ. I nie ma co pisac o godnosci bo godnośc ma sie
            w sobie.
        • scriptus Re: Jak żyć? 08.05.07, 18:53
          der1974 napisał:


          A z tym "mamy seks" to już mnie zabiłeś totalnie - nie szanujesz się. Już
          > lepiej zapłacić jakiejś miłej studence za spotkanie sponsorowane - zapewniam
          > Cię, że więcej godności w człowieku pozostaje.

          Der, chyba nie tak zrozumiałeś to, co chciałem powiedzieć.
          Po pierwsze, sponsorowanie studentek w moim wieku zalatuje pedofilią, po prostu
          dzieci mam starsze smile
          Po drugie, mam wystarczającą ilość wolnych znajomych i przyjaciółek, w których
          domu brak męskiej ręki, gdybym tylko chciał, to mogę poprzetykać rurki, naoliwić
          dziurki, ponaprawiać kontakty, a z wdzięczności głodnego mnie nie wypuszczą,
          jeszcze się winka z chęcią ze mną napiją, a nawet kawki.
          Jednak nie po to pracuję od lat nad integralnością mojej rodziny, żeby moje
          domowe obowiązki, musieli przejmować hydraulicy, listonosze itd...
          Jako prawnik wiesz, że do oceny stanu małżeństwa przyjmuje się trzy elementy.
          Wspólne gospodarstwo mamy, trzeba by naprawdę wielkiego wysiłku z jej strony,
          aby przejąć moje obowiązki i tym samym rozwalić wspólnotę, a tym samym nie boję
          się, żeby się to mogło rozlecieć. Więź emocjonalna, z tym jest gorzej. Żona
          stale nadaje otwartym tekstem, że mnie nie kocha, pytanie, czy jednostronna więź
          emocjonalna jest taką więzią, czy nie? Trzecia sprawa - współżycie. Jest to mój
          mały sukces, że w ogóle jest, bo już przez ponad rok można było je włożyć między
          gawędy, niewykluczone, że wtedy kogoś miała. Chyba nie sądzisz, że używam
          nacisków, przemocy. Nie ja. Zawsze, krok po kroczku, cierpliwie, w końcu nie
          jest z kamienia... A że się tak między wierszami poskarżyłem na niską jakość
          tego współżycia, przynajmniej w odniesieniu do niegdysiejszych moich
          upodobań.... może się muszę starać jeszcze bardziej, cóż, przynajmniej wiem, że
          coś jest na rzeczy z tą jej oceną naszej więzi emocjonalnej. Ale, wyobrażasz
          sobie, co mogłaby zrobić czterdziestoparoletnia kobieta, gdybym ją zaniedbał pod
          tym względem? Toż to murowany rozwód i to z mojej winy!!! A Ty mnie wysyłasz
          sponsorować studentki smile)) Jestem tym zmęczony, nie bawi mnie to specjalnie, być
          może sąsiadka miałaby szybciej i więcej ciekawego do powiedzenia, ale to mój dom
          i chcę w nim zostać. Nie poszedłem na łatwiznę, więc muszę być teraz
          konsekwentny. Staram się naprawić wszystko co było i co się pojawia na bieżąco,
          wierzę, że jeśli nawet się nie uda, to przynajmniej nie będę miał sobie nic
          ważnego do zarzucenia. Jestem jaki jestem, co mogłem, to zepsułem, co mogę,
          naprawiam. Popełniałem błędy, popełniam i będę popełniał. Może powinienem już
          dawno zacząć czcić świętego Spokoja, być może chcę naprawić coś, co się nadaje
          tylko na złom, jednak gorsza byłaby świadomość, że nie próbowałem.
          Wszystko, co mi się w życiu udało, wymagało determinacji, to co się nie udało,
          było wynikiem zaniedbań.
          • julka1800 Re: Jak żyć? 08.05.07, 19:20
            Scriptusie, to chyba Twoje najdluzsze wypowiedzi na forum, jak dlugo tu jestem
            ne czytalam jeszcze tak dlugaśnych Twoich postów.

            I przyznaje zastanowilo mnie to co napisales.
            Jestes jedynym, ktorego znam, ktory by z taka determinacja dazyl do swego celu.
            I za to 100 punktów. Serio.

            Insza inszosc czy w ja takie postepowanie uwazam za sluszne czy nie. To Twoje
            zycie.
          • wiona11 Re: Jak żyć? 08.05.07, 23:05
            Czytałam z zapartym tchem. Szacunek! Naprawdę. Za determinację, jasny cel,
            którym jest jedność rodziny. Nie idziesz na łatwiznę. W czasch kryzysu
            najłatwiej jest podwinąć ogon pod siebie i wciec. Zostałeś i wiesz po co! Efekt
            pewnie będzie taki, że razem się zestarzejecie, czego Wam zazdroszczę.
            Mało dziś jest ludzi, którzy w Twojej sytuacji zdecydowaliby się trwać.
            A swoją drogą, mało jest długoletnich małżeństw ludzi "starej daty", którzy
            całe wspólne życie przeżyliby jak bezustanny miodowy miesiąc. Ale oni żyli
            inaczej, mieli inne wartości.
            Życzę Ci wytrwałości i myślę, że to się odpłaci. W.
            • scriptus Re: Jak żyć? 09.05.07, 12:14
              To nie jest tak. Mną cały czas targały i targają wątpliwości, tym bardziej, że
              wielu Panów w podobnej sytuacji na forum postąpiło inaczej, wiele osób mnie
              wręcz mówiło, że męczę siebie i Ją. Nie jest tak, że przed rozwodem powstrzymuje
              mnie przysłowiowy wstyd przed rodziną, bowiem rodzice i bliscy, zarówno moi, jak
              i jej o wszystkim wiedzą i, co więcej, są dla mnie wsparciem. Co unikalne,
              teściowie i jej rodzeństwo w najgorszych chwilach mnie wspierali i mediowali,
              kiedy nie chciała rozmawiać. Gdyby nie było tego cichego wsparcia, zapewne dawno
              nie bylibyśmy razem. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że Ona jest pod
              naciskiem całego swojego otoczenia, a siedzi w niej jakaś straszna rzecz, od
              której się nie uwolniła. zatem, czy rzeczywiście dożyjemy starości razem, jak to
              pięknie określiłaś, nie wiem. Byłoby to zgodne z wyznawanymi przeze mnie
              wartościami. Nie wiem, czy tak będzie.
              • wiona11 Re: Jak żyć? 09.05.07, 20:35
                Masz wątpliwości? A kto ich nie ma? Myślę, że każdy z tu zebranych, nawet jak
                wszem i wobec obwieszcza swoje szczęście z powodu świetnie przeprowadzonego
                rozstania, rozwodu i korzyści z tego płynących - ma wątpliowści. Teraz
                niemodnie się do nich przyznawać.
                Masz jasny cel i ciężko pracujesz, żeby go osiągnąć. Jej rodzina Cię wspiera?
                Nic dziwnego!
                Życzę wytrwałości i naprawdę wierzę, że doczekacie wspólnej starości.
                Ona też doceni Twoje starania. Wcześniej, czy później. Doceni. Naprawdę warto.
      • witekg80 Re: Jak żyć? 08.05.07, 18:37
        Wyszedłem z domu ( jest to dom teściowej, nawet nie nasz wspólny) ponieważ
        porosiła mnie o to moja żona. Chiała przemyśleć nasze, jej życie w spokoju. A
        ja się na to zgodziłem, bo do niczego nie można przymusić innej osoby, jeżeli
        czegoś nie chce. Nie wiedziała co robić dalej i myślę że dalej nie wie. Nie
        uważam jej za złą kobietę. Po prostu ułożyło się jak się ułożyło. Co będzię
        dalej? Pożyjemy zobaczymy. Jak to Ona powiedziała dzisiaj: "Nie wiadomo co
        przyniesie przyszłość, może za sobą zatęsknimy i znowu ze sobą będziemy". Czy
        będziemy tego nie wiem. W życiu pewnego nie można być niczego.
        Spytała mnie dzisiaj czy jeszcze ją kocham. Nie umiałem jej na to odpowiedzieć.
        Z jednej strony kocham ją bardzo mocno, a z drugiej.... sam nie wiem co do niej
        czuję. Wiem tylko tyle, jak to usłyszałem w pewnym filmie, że "żona wyrwła mi
        serce i teraz mocno boli, gdy wieje wiatr." Dobrze, że jest jeszcze cóka. To
        ona nadaje sens mojemu życiu.
        • scriptus Re: Jak żyć? 08.05.07, 18:56
          > Z jednej strony kocham ją bardzo mocno, a z drugiej....sam nie wiem co do niej
          > czuję. Wiem tylko tyle, jak to usłyszałem w pewnym filmie, że "żona wyrwła mi
          > serce i teraz mocno boli, gdy wieje wiatr." Dobrze, że jest jeszcze cóka. To
          > ona nadaje sens mojemu życiu.

          Witku, zgubiłeś się...
          Sam mam często poczucie zagubienia, ale jeśli jest cel, to się zawsze odnajdziesz.
          • witekg80 Re: Jak żyć? 08.05.07, 19:09
            Tak zabubiłem się i nie wiem co robić dalej,sad Więc żyję dalej, zobaczymy co
            przyniesie życie.
            • ak70 Re: Jak żyć? 09.05.07, 12:57
              Czasem warto przeczekać... zastanowić się.... zajrzeć w siebie, wrócić myślami
              do przeszłości, zdarzeń, emocji...
              Dać troche oddechu tej drugiej stronie...
              Życzę Ci szczęścia - w jakiejkolwiek formie nadejdzie smile)

              -----------
              Nie bierzcie kredytu w Banku Millenium!!!
            • scriptus Re: Jak żyć? 09.05.07, 13:12
              Napisałem Ci, co zrobiłem, mam nadzieję, że pomoże Ci to w podejmowaniu decyzji.
              Napisałem, jakie mam wątpliwości. Żeby to zrobić, przeprowadziłem kolejną
              autoanalizę własnych motywów, jak widzisz, nawet to nie prowadzi do zniknięcia
              wątpliwości. W związku z tym idę dalej w wybranym kierunku, jedni mówią, że to
              szlachetne, drudzy, że głupie.
              Notabene, wczoraj mieliśmy bardzo przyjemny i miły wieczór, razem,
              porozmawialiśmy sobie.... Nadal nie wiem, co przyniesie kolejny dzień i boję
              się tego. Ten strach, to nie jest normalne uczucie w małżeństwie, tym bardziej,
              że nie jest nieuzasadniony.
              Jakąkolwiek podejmiesz decyzję, nie będzie łatwo. Trzymaj się.
              • tricolour Scriptusie, nie przejmuj się ! 09.05.07, 13:41
                Dla wszytskich osób rozwód jest oznaką życiowej porażki, niewiele sie do tego
                prezyznaje, a już szczególnie mało jest takich, którzy przyznają się, że rozwód
                byłby niepotrzebny gdyby bardziej dbało się o związek.

                Podejrzewam, że spora część "pouczań" bierze się ze zwykłej zazdrości.
              • akacjax Re: Jak żyć? 09.05.07, 15:16
                W sumie to ciekawa jestem jakie jest zdanie syna na sytuacje w Waszym domu. Czy czeka na takie mile dni, czy ma wyrobione zdanie na Wasz związek małżeński.
                Dzieci mają inną perspektywę widzenia sytuacji, czasem zaskakują.
                • scriptus Re: Jak żyć? 10.05.07, 00:18
                  Synek jest bardzo związany z nami obojgiem. Boi się jakiegoś kataklizmu, bo
                  niestety był świadkiem niemądrej scenki dotyczącej rozwodu, ale kiedy jest
                  dobrze, jest zadowolony. Kiedy jest "zimno", chowa się w swoim pokoju, żeby
                  przeczekać. Często jednak przychodzi pogadać, przytulić się, to do mnie, to do
                  swojej mamy... Oboje jesteśmy dla niego ważni, to dobrze, w sumie, tak powinno
                  być.
    • witekg80 Re: Jak żyć? 11.05.07, 13:34
      Czy kobieta musi wszystko niszczyć? Dlaczego nie może spokojnie bez nerwów
      porozmawiac?

      • to.ja.kas Re: Jak żyć? 11.05.07, 17:12
        Nikt nic nie musi niszczyc, czasem samo sie psuje bo brak serwisu.

        Ale ja w innej sprawie....dlaczego Ak kredyt w Millenium jest be? Ja wziełam w
        PKO BP, jestem im wierna, chociaz moj doradca finansowy doradzał millenium.
        Bo musze sie pochwalic, zmieniłam lokum na ponad dwa razy wieksze smile))

        Buziaki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka