Dodaj do ulubionych

Operacja "Powrót"

16.05.07, 11:38
Wczoraj miałam się rozwieść, ale się nie rozwiodłam. Mąż tak jak obiecał-
wycofał pozew. W przyszłym tygodniu idziemy na spotkanie z terapeutą.
Próbujemy jeszcze raz.
Od dnia, w którym zgodził się wycofać pozew, żyłam jak w jakimś amoku.
Dzieliłam czas między pracę, spotkania z mężem, poszukiwania terapeuty.
Czułam się trochę jak koń, który idzie ciągnąc ciężki wóz przez ciemny, długi
tunel, na którego końcu jaśnieje światełko. To światełko to wczorajszy dzień.
Dotarłam do niego w końcu. Teraz dopiero czuję, że coś się w moim zyciu
zakończyło i zaczynam zupełnie nowy etap.
Nie ukrywam, że oprócz nadziei nęka mnie strach. Czy się uda? Czy ja się
zmienię? Czy terapia pomoże? Boję się spotkania z terapeutą, bo dowiedziałam
się, że terapia par też może być grupowa. Chyba umarłabym ze wstydu, gdybym w
szerokim gronie miała opowiadać o swoich wyskokach. Nie wiem, jak taka
terapia może wyglądać.
Zastanawiałam się też nad rzeczą być może głupią. Na razie spotykam się z
mężem, jest naprawdę fajnie, powoli odchodzimy od rozmów wyłacznie o naszych
problemach. Zaczynamy rozmawaić o naszych zainteresowaniach, razem się
śmiejemy. Jak dziewczyna i chłopak-ale bez złudzeń i zaślepienia. I tak sobie
myślę: teraz nie mieszkamy jeszcze razem, ale jak mąż wróci do naszeg
mieszkania, to pole potencjalnych konfliktów nagle się poszerzy. Nie
zlinczujcie mnie za to, ale obawiam się, że tak będziemy skakać koło siebie i
tłumić w sobie jakieś pretensje, nie do uniknięcia w codziennym zyciu. Na
przykład o te przysłowiowe brudne skarpety. A jak któreś z nas wyskoczy z
jakimiś wątami, to drugie poleci złożyć pozew, uznając, że oto właśnie
ponieśliśmy klęskę. Chodzi mi po prostu o to, że w każdym małżeństwie
zdarzają się sprzeczki i boję sie, że my dla dobra sprawy będziemy tłumić w
sobie jakieś pretensje, aż któregoś dnia się pozabijamy, bo żadne z nas nie
kupiło chleba. Czy terapia nam pomoże nauczyć się kłócić? To chyba głupie
pytanie, ale tak właśnie czuję.
Osobny problem stanowią nasi rodzice, a właściwie nasze mamy. Mój mąż, gdy
się spotkaliśmy w długi weekend, powiedział, że poinformował swoich rodziców,
że chce do mnie wrócić i uprzedził, że jego mama nie jest zachwycona. Wcale
mnie to nie zdziwiło, skrzywdziłam jej dziecko, wprawdzie dorosłe, ale
jednak. Już bardziej byłam zdziwiona postawą teścia, który powiedział, że
trzyma za nas kciuki. Ale postawą mojej mamy naprawdę byłam zszokowana. Gdy
powiedziałam, że mąż wycofa pozew, to mój tata zapytał chłodno, czy Tomek
jest aby na pewno poważnym człowiekiem, bo raz składa pozew, raz go wycofuje
i co to w końcu ma znaczyć. No to powiedziałam, że wycofuje, bo ja go o to
prosiłam. I wtedy moja mama powiedziała, że się upokarzam przed mężczyzną, że
powinnam zacząć z kimś innym, bo może nam się nie udać, a lata lecą itd.,
itd. A teraz,gdy mówię, że do nich nie przyjadę na niedzielę czy sobotę, albo
nie mogę gdzieś tam pójść, bo spotykam się z mężem, to mama lodowatym tonem
mówi:"No cóż, to twoja sprawa, rób jak uważasz". Nie rozumiem tego zupełnie.
Mój tata zachowuje pełen powątpiewania dystans, tyle dobrego, że nie rozmawia
ze mną obrazonym tonem, ale też niespecjalnie mnie wspiera. No i tak to
wygląda w duzym skrócie. Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • marieta_makieta Re: Operacja "Powrót" 16.05.07, 11:43
      Uh, to oczywiście ja, Marieta. Jestem u koleżanki i pisząc posta z jej kompa
      oczywiście się nie zalogowałam pod swoim nickiem. Sorry
      • phokara Re: Operacja "Powrót" 16.05.07, 11:56
        Twoja decyzja. Jak już ja podjęłaś, to cała parę wkładaj w ratowanie związku.
        To nie jest sprawa Twoich rodziców, i nie jest to ich życie. Jak będziesz
        wytracać teraz energię na głupoty, to Ci siły zabraknie tam, gdzie jej naprawdę
        potrzeba. Musisz ustalić priorytety, i odpuścić resztę. Uda się czy nie, tylko
        wtedy będziesz miała satysfakcje, że zrobiłas wszystko, co można było, i co
        CHCIAŁAŚ zrobić. W innym przypadku, możesz zwalić winę na rodziców, albo
        dowolny czynnik zewnętrzny, co ludzie w ogóle uwielbniają czynić. Ale to jest
        tylko Twoja sprawa - im mniej 'pomocników' i doradców, tym większa szansa, że
        coś z tego będzie.
    • aron95 Z rodziną najlepiej na zdjęciach . 16.05.07, 11:47
      Nie przejmować się robić swoje .
      Kłótnie , sprzeczki są nie uniknione . Samo życie .Najwazniejsze są kompromisy ,
      czy umiemy na nie iść .
    • marieta_makieta Re: Operacja "Powrót" 16.05.07, 12:33
      Pho i Aronie, wiem, na rodzinę machnąć trzeba ręką i robić swoje. Dopadły mnie
      dzisiaj jakieś lęki. Musiałam wziąć w pracy dzień wolny, bo bałam się, że siądę
      przy biurku i zacznę ryczeć, albo powiem szefowi, że mam go w dupie i to
      wszystko nie ma sensu, bo są na świecie ważniejsze sprawy niż organizacja
      jakiejś cholernej konferencji. Zła jestem na siebie, bo nigdy roboty nie
      zawalałam, a teraz już drugi raz w ciągu dwóch miesięcy biorę wolne, bo nie mam
      na nic sły. Czy ja mam depresję? Tego mi tylko brakowało! Mam nadzieję, że to
      tylko zmęczenie, bo od miesiąca w moim życiu ciągle coś się zmienia i to w
      szybkim tempie.
      • ivone7 Re: Operacja "Powrót" 16.05.07, 12:55
        fajnie ze zajrzalas..duzo myslalam o twojej historii..
        naprawde wierzysz, ze sprzeczki o przyslowiowe brudne kubki czy rzucone
        skarpetki..czyli mowiac krotko codzienne zycie spowoduje, ze uznacie wasz
        wysilek i trud za daremny..nie wierze..
        terapia powinna oprocz tego ze wskaze problemy i mozliwe wyjscia z nich,
        nauczyc jak radzic sobie ze stresem..ze swoimi wadami ( ktorymi moze u Ciebie
        jest drobiazgowosc, a u meza brak dbania o porzadek ..to taki przyklad),
        i jak dochodzic do kompromisu..
        nie jestem psychologiem, ale z doswiadczenia wiem ze klotnia moze byc
        oczyszczajaca, czasami jest budujaca..oczywiscie jesli ludzie umieja sie
        klocic..nie mozna emocji tlumic..
        staraj sie cieszyc chwila, tego ze odnajdujecie sie z mezem na nowo..docen to i
        zapamietaj na dlugo bo to bedzie podwalina WAS nowych..
        rodzina..no coz..twoja mama boi sie ze bedziesz cierpiesz, jego pewnie tez..
        niestety rodziny sie nie wybiera, nie wiem jaki masz kontakt z mama, jesli byl
        dobry pogadaj jak kobieta z kobieta..powiedz ze musisz zawalczyc, ze go kochasz
        i zeby sie z tym pogodzila zaakceptowala itd..ze jestes szczesliwa, ze wycofal
        pozew..wiem, ze jestes troszke miedzy mlotem a kowadlem..ale ratowanie
        malzenstwa powinno byc na pierwszym miejscu..
        • marieta_makieta Re: Operacja "Powrót" 16.05.07, 13:21
          Ivone, chodzi mi właśnie o to by nauczyć się kłócić. W każdym małżeństwie
          zdarzają się kłótnie, ale nie każde się rozpada. Ja już wiem, że w kłótniach
          chodzi po prostu o to, by nie przegiąć. Można się kłócić, ale nie trzeba od
          razu się upokarzać, tak jak ja upokarzałam męża. Trzeba zawsze pamietać o dwoch
          rzeczach, wyryć je sobie w granicie-szacunek do drugiej osoby i rozwaga. Te
          dwie rzeczy, tak mi się wydaje,nie pozwalają na kłótnie przy obcych i pomagają
          wyhamować, zanim dwoje ludzi powie sobie coś bardzo bolesnego. No i trzeba
          uwierzyć, że kłótnia to nie koniec małżeństwa. Ja się boje takiej sytuacji, że
          powiem mężowi: Cholera, tyle razy cię prosiłam, a ty oczywiście zapomniałeś
          o.... To się może zdarzyć. A on sobie wtedy pomyśli, że mi znowu odwala.Chociaż
          w sumie jest rozsądnym człowiekiem i jesli ja w porę zatrzymam się w swoim
          gadaniu i nie dopuszczę do awantury, to przecież on też wie, że w wirze życia
          codziennego czasem można się posprzeczać.
          Marudzę, ale siedzę sobie u koleżanki (nie byłam w stanie wytrzymać sama w domu)
          i patrzę, jak przewijała, karmiła a teraz ćwiczy ze swoją córką, bo mała ma
          problemy z mięśniami. Może ktoś pomyśleć, że jestem straszna, ale ja jej
          zazdroszczę. Też bym tak chciała. MOgłam mieć szczęśliwą rodzinę, a zdołałam
          uniknąć rozwodu dosłownie w ostatniej chwili i teraz do moich marzeń prowadzi
          bardzo długa i ciężka droga. Ech, pójdę i zrobię przyjaciółce zakupy,
          przynajmniej się na coś przydam.
        • marieta_makieta Re: Operacja "Powrót" 16.05.07, 13:21
          Ivone, chodzi mi właśnie o to by nauczyć się kłócić. W każdym małżeństwie
          zdarzają się kłótnie, ale nie każde się rozpada. Ja już wiem, że w kłótniach
          chodzi po prostu o to, by nie przegiąć. Można się kłócić, ale nie trzeba od
          razu się upokarzać, tak jak ja upokarzałam męża. Trzeba zawsze pamietać o dwoch
          rzeczach, wyryć je sobie w granicie-szacunek do drugiej osoby i rozwaga. Te
          dwie rzeczy, tak mi się wydaje,nie pozwalają na kłótnie przy obcych i pomagają
          wyhamować, zanim dwoje ludzi powie sobie coś bardzo bolesnego. No i trzeba
          uwierzyć, że kłótnia to nie koniec małżeństwa. Ja się boje takiej sytuacji, że
          powiem mężowi: Cholera, tyle razy cię prosiłam, a ty oczywiście zapomniałeś
          o.... To się może zdarzyć. A on sobie wtedy pomyśli, że mi znowu odwala.Chociaż
          w sumie jest rozsądnym człowiekiem i jesli ja w porę zatrzymam się w swoim
          gadaniu i nie dopuszczę do awantury, to przecież on też wie, że w wirze życia
          codziennego czasem można się posprzeczać.
          Marudzę, ale siedzę sobie u koleżanki (nie byłam w stanie wytrzymać sama w domu)
          i patrzę, jak przewijała, karmiła a teraz ćwiczy ze swoją córką, bo mała ma
          problemy z mięśniami. Może ktoś pomyśleć, że jestem straszna, ale ja jej
          zazdroszczę. Też bym tak chciała. MOgłam mieć szczęśliwą rodzinę, a zdołałam
          uniknąć rozwodu dosłownie w ostatniej chwili i teraz do moich marzeń prowadzi
          bardzo długa i ciężka droga. Ech, pójdę i zrobię przyjaciółce zakupy,
          przynajmniej się na coś przydam.
    • emde74 Re: Operacja "Powrót" 18.05.07, 21:35
      to trochę kalka mojego związku. gratuluję operacji. oby była udana. rób to co
      TY/WY uważacie za stosowne i co mówi Wam serce. rodzina niestety może wiele
      zepsuć i trzeba dużo odwagi by się jej przeciwstawić. walczcie o swoje
      małżeństwo. ono jest tylko Wasze. czas pokaże czy wygracie tę walkę. ja Wam
      kibicuję!
      naprawdę trzymam kciuki!
      M
      • marieta_makieta Re: Operacja "Powrót" 18.05.07, 21:53
        Dzięki Emde. Skorzystałam z rady Ivone i dzisiaj rozmawiałam z moją mamą. Chyba
        udało mi się ją przekonać, że wiem co robię i czego chcę od życia. NAwet jeśli
        nie jest do końca przekonana, to w każdym razie nie jest juz całkiem przeciw.
        Dobre i to. Dziwne, że do głowy mi nie przyszło wcześniej to najprostsze
        rozwiązanie problemu-szczera rozmowa z własną matką. A z teściową i tak się na
        razie nie widuję, więc chwilowo przestałam się przejmować.
        • emde74 Re: Operacja "Powrót" 18.05.07, 21:56
          tym bardziej podziwiam i zazdroszczę. ja do dziś dostaję cięgi od rodziców za
          zchrzanienie małżeństwa. o teściowej nie wspomnęsad z teściową nawet rozmawiałam,
          to rzekła mi, że ona się nie wcina w nasze sprawy. a wcinała się ostro wcześniej
          i potem też. in minussad z mamą nie mam odwagi pogadać, choć dziś nie ma to już
          żadnego znaczenia.
          Wam się musi udać!
          M.
          • anula36 Re: Operacja "Powrót" 18.05.07, 22:13
            w tej calej trudnej sytuacji macie to co jest ABSOLUTNA PODSTAWA ratowania zwiazku - dobra wole obu stron. To jest pierwszy zasadniczy sukces.
            Terapia malzenska pozwoli wam lepiej komunikowac sie i unikac spiec zwiazanych min. ze wsponym mieszkaniem, nie slyszalam co prawda o grupowej terapii malzenskiej - ale zawsze mozna z tego zezygnowac, nie ma obowiazku przyjmowania wszystkich propozycji terapeuty.Z grupowych spotkan to np w Krakowie organizuja warsztaty malzenskie - takie spotkania ( prowadzone nota bene przez malzenstwo terapeutow z dosc dlugim stazem),nie jest to typowa psychoterapia tylko jakby ciag wykladow i cwiczen, cos takiego tez moze sie wam przydac.
        • ivone7 Re: Operacja "Powrót" 18.05.07, 22:37
          szczerze ci kibicuje....dacie rade..
          i ciesze sie ze choc mama jeszcze nie po twojej stronie calkowicie..to juz nie
          przeciwko..pozdrawiam z calego serca
    • marieta_makieta Re: Operacja "Powrót" 21.05.07, 11:48
      Jak przeczytałam post Emde, to przyszła mi na myśl pewna refleksja. Jak to się
      dzieje, że rodzice, zamiast wspierać swoje dzieci, potrafią zachowywać się tak,
      że często najlepszym wyjściem jest gdy oni o czymś nie chcą rozmawiać, bo jak
      zaczynają rozmawiać, to jest katastrofa? Rozumiem, że rozwód dzieci nie
      napełnia rodziców szczęściem, ale dlaczego w takiej sytuacji nie można wspierać
      swojego dorosłego dziecka, tylko jeszcze się je dołuje?
      Moi rodzice wobec mnie są w porządku, ale wobec mojej siostry już
      niekoniecznie. Pewnie dlatego, że ja omal nie umarłam od razu po
      urodzeniu,ciężko chorowałam, a ona była zawsze zdrowa i nie zajmowała rodziców
      tak bardzo jak ja. Mama i ojciec ciągle Iwonie mają coś za złe. A to że jest
      urzędniczką (powinna pójść w biznes), a to źle wyszła za mąż (powinna za syna
      znajomej), a to kupiła meble w Ikei (a powinna w ...). Ja też niestety przez
      pewien czas swoje dokładałam, bo oczywiście musiałam puszczać głupie teksty,
      np. że za 20 tys. to się dobrego samochodu nie kupi. Moja przyjaciółka w
      szczerej rozmowie powiedziała mi że się zachowywałam wtedy jak Obywatelka GC-
      czyli Głupia Cipa. A siostra naprawdę sobie dobrze radzi w życiu. Nie zarabiają
      z mężem kokosów, ale stać ich na wygodne życie, długów nie mają, wyjeżdżają na
      wakacje, mają milutką córeczkę i są szczęśliwi. Siostra pracuje w gminnym
      ośrodku pomocy społecznej i bardzo tę pracę lubi. Rodzice i ja też, niestety,
      doprowadziliśmy do tego, że ona rzadko do nich przyjeżdża, jak przyjedzie, to
      widać, ze jest spięta. Przyznała mi się, że u rodziców to ona skupia się na
      omijaniu drażliwych tematów. Ze mną przez pewien czas też bardzo rzadko się
      kontaktowała, ale cóż, nie mam jej tego za złe.
      Na moim osiedlu jest bardzo dużo młodych matek z małymi dziećmi. Patrzę na nie
      i widzę mnóstwo miłości, ciepła i dobrej woli. Oglądam zdjęcia moich rodziców z
      moją małą siostrą i widzę to samo. Gdzie to potem znika i to tak skutecznie, że
      dzieci unikają rozmów z rodzicami i odwiedzin, bo rodzice potrafią im tylko
      dowalać i krytykować?
      • tricolour Relacje z rodzicami... 24.05.07, 15:13
        ... to nie jest tylko oczekiwanie pomocy. Relacje buduje się latami i na
        zasadzie wzjemnego zaufania i dbania o granice.

        A skoro piszesz, że "doprowadziliśmy do tego, że ona rzadko do nich przyjeżdża"
        - to oznacza, że potraficie zachowywać się wrednie wobec siebie, a wtedy
        oczekiwania pomocy są raczej nie na miejscu...
        • marieta_makieta Re: Relacje z rodzicami... 28.05.07, 11:45
          tricolour napisał:
          > - to oznacza, że potraficie zachowywać się wrednie wobec siebie, a wtedy
          > oczekiwania pomocy są raczej nie na miejscu...
          Tri, wrednie zachowywaliśmy się wobec mojej siostry. To dosyć chyba typowa
          sytuacja-rozpuszczane młodsze dziecko-bo młodsze i do tego ciężko chore, a to
          starsze ma być zawsze mądre, dojrzałe i odpowiedzialne, ma spełniać wysokie
          wymagania rodziców, no bo drugie takie biedne. Ja, no cóż,byłam zawsze ta
          maleńka i biedna.
    • marieta_makieta Re: Operacja "Powrót" 24.05.07, 15:02
      Dzięki za wsparcie Alanko. Twój post to dla mnie przestroga, że słowa "NAsze
      małżeństwo jest uratowane" to tak naprawdę będę mogła dopiero za jakieś 2 lata
      wypowiedzieć. Przykro mi, że Tobie nie udało się w końcu uratować związku,
      zwłaszcza, że mam wrażenie, sądząc po Twoim poście, że masz duży "potencjał
      wybaczania". Pozdrawiam serdecznie
      • libra22 Re: Operacja "Powrót" 24.05.07, 16:30
        Powodzeniasmile
        A rodzice często przez dzieci chcą podświadomie zrealizować swoje
        niezrealizowane w życiu sprawy.
    • nangaparbat3 rodzina 24.05.07, 17:15
      Marieta, wiesz co najbardziej mnie zdumiało w tym wątku? Jak piszesz:
      >>>Moi rodzice wobec mnie są w porządku<<<

      I piszesz to o ludziach, ktorzy robia co mogą, zeby nie udala Ci sie proba
      ratowania malżenstwa. Potepiaja Cie za podjęcie jej. Są w porządku?
      Skoro nie dostrzegasz, jak bardzo nie są w porządku wobec Ciebie, trzeba by
      chyba zaczać od indywidualnej terapii - "przerobić" Twoja relacje z rodzicami.
      a na malzenskiej - moze mozna rownolegle? - warto sie nauczyc klocic, oj warto.
      Sama mam głebokie przeswiadczenie, ze nasze malżeństwo rozpadło się, bosmy
      własnie tego nie umieli.
      I trzymam za Was kciuki.
      I smiejcie sie razem jak najczęściej smile))
      • sbelatka Re: rodzina 26.05.07, 19:51
        Moja roga...
        jak by to powiedziec...

        ZASADNICZO to jestem pewna, ze większośc rodziców ma dobre INTENCJE.

        tylko nie rozumiem dlaczego pozwalają sobie na próby ukladania NAM NASZEGO
        zycia wg. jedynego słusznego ICH scenariusza...

        pępowinkę trzeba przegryźć....
        co oczywiscie wymaga najczęsciej nie lada determinacji..

        a w sprawie ratowania małżeństwa...
        ja jestem osobiscie głęboko przekonana, że jesli nie wchodzi w gre przemoc
        fizyczna lub psychiczna albo cos rownie okrutnego - to warto probowac i
        probowac....

        powodzenia!!!
        • marieta_makieta Re: rodzina 28.05.07, 11:46
          No i Sabelatka chyba strzeliła w 10.
      • marieta_makieta Re: rodzina 28.05.07, 11:41
        Nanga, jeśli chodzi o reakcję moich rodziców na ratowanie mojego małżeństwa, to
        trzeba pamiętać, że od zeszłych wakacji, do tegorocznego kwietnia moi rodzice
        ciągle ode mnie słyszeli jaki mój mąż jest zły. MA wiecznie pretensje-
        oczywiście nieuzasadnione, a to chce się rozwodzić, a to znów nie chce,
        wszczyna kłótnie, itp. W głowie mi naprostowała dopiero rozmowa z siostrą w
        zeszłym miesiącu. Dlatego rozumiem ich rezerwę-z każdym dniem mniejszą, to
        trzeba sprawiedliwie przyznać. Boją się, że "Operacja powrót" się nie
        powiedzie, ja stracę kolejny rok, albo i więcej i obudzę się z ręką w nocniku-
        samotna. Tak właśnie myślą moi rodzice. Nic na to nie poradzę, mogę się
        cieszyć, że jednak jakoś mój wybór zaczynają akceptować. NO i bez względu na
        ich zdanie-robię swoje. PIsząc, ze są w sumie wobec mnie w porządku, miałam na
        myśli całokształt naszych relacji i to co mogłam obserwować w relacji mojej
        siostry i moich znajomych z ich rodzicami. Mimo to też myślałam o jakiejś
        terapii dla mojej rodziny, bo relacje rodzice-siostra i siostra-ja nie są takie
        jak powiny być. Źle ją traktowaliśmy. Nie chodzi mi o przemoc fizyczną, ale
        ciągłe krytykowanie, brak wsparcia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka