majowe burze

22.05.07, 13:39
Troche nie na temat.
Lubicie majowe burze?????
U W I E L B I A M
mam własnie urlop, dziecko w szkole, a ja spedzam czas na rowerze albo na
spacerach. Akurat siedze przy kompie, gdy usłyszałam pierwsze grzmoty majowej
burzy. Mam ciarki na plecach, zaraz odpalam gumowe klapki i ide lazic po deszczu.

Uwielbiam lazic po deszczu w czasie burzy. I ten dreszczyk emocjismile)))))))

No niech mnie piorun (nie)trzasniesmile))))
    • z_mazur Re: majowe burze 22.05.07, 13:47
      Podobno ryzyko porażenia piorunem w Polsce jest większe niż sznasa na 6 w
      totka.

      wink
    • panda_zielona Re: majowe burze 22.05.07, 14:08
      może niekoniecznie lubię moknąć,no chyba,że temperatura pow.20st. Za to
      uwielbiam patrzeć na pioruny z bezpiecznego miejsca.A że burza nadchodzi
      wiem,bo moja psiaca wyczuwa duuużo wcześniej i chowa się biedaczka najlepiej
      pod kołdrę,albo włazi do wersalki.
    • nerina1 Re: majowe burze 22.05.07, 14:23
      Wiosenny deszcz a jeszcze w tekiej temperaturze jak dzisiaj -przyjemność ale
      burza (obojętnie wiosenna, jesienna czy jakakolwiek) -KOSZMAR!!!
    • cathy_bum Re: majowe burze 22.05.07, 20:19
      Ja też lubięsmile Choć od kiedy piorun strzelił b. blisko mnie, wolę podziwiać z
      bezpiecznej odległości. Kiedy pada i grzmi zwykle wychodzę z kubkiem kawy na
      balkon i się napawam efektami specjalnymi. O ile mam czassmile
    • nangaparbat3 :))))))))))) 22.05.07, 20:24
      Też uwielbiam, nie tylko majowe.
    • reddy_to_go są wspaniałe 22.05.07, 20:36
      dzisiaj ma podobno nieźle grzmotnąć, ale coś się nie zanosi, niestety
      • aron95 Burza bez deszczu . 23.05.07, 14:12
        W nocy nademną waliło piorunami a deszcz nie padał .
        Dziwna to była burza
    • witekg80 Re: majowe burze 23.05.07, 15:19
      Burze są ekstra. Czuć potęgę świata. Uwielbiam patrzeć jak pada deszcz, jak walą
      pioruny.
    • nangaparbat3 długie, na temat - Tuwim 23.05.07, 15:58
      CUD Z KOMORNIKIEM

      Upał był piekielny. Ze spopielałego nieba waliło jak z piekarni suchym,
      złowrogim żarem niby natchnionym gniewem ognia przeciw rodzajowi ludzkiemu.
      Oazą w mieszkaniu był kąt, w którym stały dwa chłodne fotele skórzane, tzw.
      klubzesle, niski stolik, na nim woda z lodem i cytrynowym sokiem. Bezwładnie
      niemal nirwanicznie drzemałem, pogrążony w marzeniu o burzy i deszczu,
      nawałnicy i potopie. I oto rozwścieczone z żaru niebo zaczęło się chmurzyć,
      sinieć, liliowieć, coś zaczęło pomrukiwać, i odgrażać się pod zziajanym stropem
      i zawiało pierwszą od tygodnia zapowiedzią burzy. Odetchnąłem. W tej samej
      chwili zadzwonił ktoś. Wstałem z fotela szczęśliwy, lżejszy, pełen radosnego
      oczekiwania na bliską ulewę. Otworzyłem drzwi. Wszedł jakiś starszy jegomość -
      czerowny, spocony, zdyszany, z teczką pod pachą i papierkiem w ręku. Wszedł i
      powiedział:

      - Z urzędu skarbowego.

      Huknął grom i grube krople powoli, jeszcze bez przekonania, bębnić zaczęły w
      szyby. Co za szczęście! Deszcz!
      - Bardzo pana szanownego proszę! Niech pan pozwoli! Ale żar, co? Pan ledwo
      dyszy. No ale, dzięki Bogu, mamy deszcz. Proszę tutaj, na prawo.

      Płonący, ciężko dyszący, ociekający potem komornik rozejrzał się po pokoju.
      Następnie powiedział:
      - Mam tutaj tytuł wykonawczy... Pan nie zapłacił jeszcze podatku docho...

      Przerwałem mu najuprzejmiej.
      - Przede wszystkim niech pan będzie łaskaw siąść i napić się wody z lodem i z
      cytryną. To bardzo orzeźwia.

      Spojrzał na mnie bardzo nieufnie i skończył rozpoczęte zdanie:
      - ...dochodowego za rok 1933.

      Po niebie skakały pioruny jak młode konie po łące. Deszcz padał strumieniami i
      od otwartego okna ciągnęło nieopisaną świeżością i chłodem. Boże, jaki ja byłem
      szczęśliwy.

      - Niech pan siądzie. A napój świetny, prawda? Mój przyjaciel Kazio dolewa
      jeszcze czerwonego wina. Wtedy, mówię panu, nektar! Szkoda, że nie ma w domu
      wina. Ale jest arak. Świetnie!

      Skoczyłem do kredensu, wyjąłem butelkę i dolałem do lodowatej wody trochę
      aromatycznego araku.
      - Teraz niech pan spróbuje!

      Komornik wypił, podziękował, ale widziałem, że mu się to wszystko nie podoba.
      - Tu jest tak: 620 złotych plus 10 procent dodatku nadzwyczajnego, plus...

      Deszcz pluskał, aż serce rosło!
      - Nie ma pan pojęcia - powiedziałem - do jakiego stopnia ubóstwiam deszcz.
      Zazdroszczę Noemu potopu! Niech pan pomyśli, panie egzekutorze: czterdzieści
      dni ulewy! Skwar, przyznam się panu, działa na mnie rozklejająco. Gubię się w
      gorącu. Za to deszcz, te srebrne strugi z nieba, budzą we mnie jakąś rześkość,
      młodzieńczość, radość i po prostu entuzjazm! Czy da pan wiarę, że w zeszłym
      roku...

      Komornik popatrzył spode łba, chrząknął, przerywając moje radosne wywody, i
      rzekł:
      - ...plus suma kar za zwłokę do dnia 10 lipca br. Razem...

      - Tak jest - wtrąciłem szybko - Otóż w zeszłym roku w ciągu jednego deszczowego
      tygodnia napisałem blisko dwadzieścia utworów lirycznych, przez całą zaś resztę
      upalnego lata - dwa czy trzy. Nie wiem, czy pan czytał te wiersze. "Woda z
      nieba" - taki jest tytuł tomu. Zarzucają mi wpływy Paula Valery. Śmieszne! A
      propos: co pan sądzi o tym poecie?

      I nalałem mu drugą szklankę zimnej wody z wonnym arakiem. Komornik znowu
      chrząknął i wycedził:
      - To, proszę pana, nic do sprawy nie ma. I w ogóle muszę panu powiedzieć, że
      zachowanie pańskie jest raczej niestosowne. Jakieś żarciki uprzejmości... To mi
      wygląda na kpiny.

      Zrobiłem wielkie oczy i rzekłem:
      - Ależ panie egzekutorze! Dlaczego kpiny? Dlaczego żarciki? Jestem po prostu w
      świetnym nastroju, a będąc w ogóle człowiekiem uprzejmym, prowadzę z panem miłą
      rozmowę i na tym koniec. Dlaczego żarciki?

      - Dlatego, że pan mnie chce zagadać. Ale my się na tym znamy, panie.

      Niebo szalało. Wszystkie prysznice, natryski, fontanny, krany, sikawki i inne
      wodotryski przeniosły się na niebiosa i tryskały taką rzęsistą obfitością, że
      ulicami płynęły wzburzone rzeki. Szalałem ze szczęścia.

      - I dlatego - ciągnął komornik - wypraszam sobie wszelkie "Wody z nieba" i
      Walerego, a zawiadamiam pana, że należy się razem złotych 776 i groszy 48.

      Zacząłem szybko liczyć:
      - Siedem i siedem czternaście - i sześć - dwadzieścia - i cztery - dwadzieścia
      cztery - i osiem - trzydzieści dwa. Świetnie! Szczęśliwa liczba. Czy pan wierzy
      w mistykę liczb? Ja specjalnie lubię czwórkę i wszelkie wielokrotne do niej,
      dlatego liczba 32 jest mi specjalnie bliska. Uczony niemiecki Bischoff w
      dziele "Die Magie der Zahlen" powiada, że...

      Czerwony do niedawna komornik zzieleniał i trzasnął ręką w stół:
      - Powiedziałem już panu, żeby mi głowy nie zawracać! Tutaj żadnej magii, panie,
      nie ma. Należy się 776 złotych i 48 groszy. Płaci pan?

      Zamilkłem. Przez kilka chwil hipnotycznie wpatrywałem się w oczy komornika,
      wreszcie cicho i dobitnie szepnąłem:

      - Płacę.

      Komornik widocznie nie dosłyszał, bo powiedział:
      - Pytam się wyraźnie, po polsku, czy pan płaci?
      - A ja panu odpowiadam, po polsku: Tak!
      - Jak to?
      - No, zwyczajnie. Należy się 776 złotych i 48 groszy, pan przyszedł po tę sumę,
      a ja panu ją wypłacam.

      Lipy, czeremchy, akacje, jaśminy, bzy, maciejka, lewkonia, róże - wszystko
      najwonniejsze zespoliło się w jeden słodki, świeży aromat i pełną, upojną falą
      biło z otwartego okna. Zieleń lśniła, cała w klejnotach deszczowych kropel. O
      jakże mi było dobrze!

      Komornik skręcał się na fotelu.
      - Panie Szumski - krzyknął - jeżeli pan w tej chwili nie przestanie żartować,
      będzie pan odpowiadał za obrazę urzędnika. Pytam się ostatni raz płaci pan?

      Spokojnie, z niewysłowionym uśmiechem, wyjąłem z szuflady 776 złotych i 48
      groszy, położyłem na stole i rzekłem:
      - Płacę. Oto są pieniądze.

      Olbrzymi łuk tęczy spiął zenit nieba z centrum ziemi (sic!). Komornik wciągnął
      głowę między ramiona i przez zaciśnięte zęby zasyczał:
      - Dosssyć! Dosssyć!

      Przyznam się, że mrowie strachu przebiegło mi po plecach na jego widok.
      - Co się stało? - wybełkotałem - Dlaczego pan się tak trzęsie, panie
      egzekutorze?

      Za oknem było już cicho i pogodnie, świeżo i przewiewnie. Ale za to w pokoju
      wybuchła burza.
      - Dlaczego?! - ryczał komornik - dlaczego?! Bo jak pan śmie? Kto pana
      upoważnił? Pan myśli, panie Szumski, że panu tak wolno drwić z biednego,
      starego, steranego pracą komornika?

      - Kto drwi, najmilszy? Skąd takie posądzenie?
      - Jak to? - wył - jak to? Przychodzę - wita mnie pan wesoło, z uśmiechem, z
      szatańską uprzejmością! Prosi pan, żebym usiadł! Częstuje mnie pan
      orzeźwiającym napojem, którego tak bardzo byłem spragniony, mówi pan ze mną o
      jakichś wierszach - dobrze, wszystko zniosłem, bo myślałem, że mnie pan chce
      zagadać. Ale po tym wszystkim - pan płaci! Pan doprawdy płaci! Żywą gotówką!
      Bez próśb o rozłożenie na raty, o przesunięcie terminu, o zwłokę chociaż
      tygodniową! Płaci, bezczelny! Płaci, zbrodniarz! Na stół kładzie pieniądze!
      Dwadzieścia trzy lata jestem komornikiem i nikt mnie jeszcze tak nie
      potraktował! Szumski jesteś? Bydlę jesteś! Na kolana! Błagaj, proś, tarzaj się!
      W tej chwili zaproponuj, że wpłacisz dziś sto złotych, a resztę w ratach
      miesięcznych!

      Klęcząc, krzyczałem:
      - Nie! Zapłacę dziś wszystko co do grosza! Może pan pozwoli cygarko, panie
      egzekutorze!

      Wtedy - czy z apokaliptycznego sufitu strzelił straszliwy grom? Nie! To był
      krzyk komornika, który padł rażony Piorunem Dziwu. I w tej samej chwili
      wytrysnęły mu z ramion białe, anielskie skrzydła, wyfrunął przez okno i wzniósł
      się, biedny i umęczony, na wysokości Twoje, o Wiekuisty.

      Daj mu miejsce po prawicy tronu swojego.

      Ja zaś, śledząc jego lot w lazury, piję arak, już bez wody, i pełną piersią
      chłonę ozon odrodzonego po burzy świata.
    • emde74 Re: majowe burze 23.05.07, 16:11
      oj, bojam się, bojam takowychsmile może dlatego, że kiedyś przeżyłam niesamowity
      wichur burzowy pod namiotem...

      ale jakbym miała jakieś męskie ramię jako cichą przystań w środku burzy... hmm,
      hmm... myślę, że bym się przełamałasmile)))
      • libra22 Re: majowe burze 23.05.07, 16:39
        Nangosmile))

        Burze sa bardzo fajnesmile Ale kiedy jestem na nią przygotowana, niekoniecznie
        kiedy wracam z synem ze szkoły, obładowana siatkami (ech, ten moj realizmsad
        • nangaparbat3 Libra :))) 23.05.07, 20:20
          Bycie obładowaną siatkami nigdy nie jest fajne.
          • reddy_to_go Re: Libra :))) 23.05.07, 21:56
            bycie obładowaną siatami, siaty taszczącą jest czasami miłe, a nawet,
            ba!,uzdrawiające duszę!!!smile
            Poza tym, nango, odkryłam dziś dzięki Tobie słowo "liliowieć" i Ci dziękuję smile
            • kurka_wodna2 liliowieć 23.05.07, 22:11
              Odważę się powtórnie zastosować ten wyraz:

              zliliowaciałam czytając swego czasu smsa od mojej nex.

              Tak,to jest najwłaściwsze słowo na moje odbicie w lustrze-zliliowaciałam i
              odetchnęłam:
              no to was mam robaczki, przygotuję odpowiednio, do rosołu...
              • reddy_to_go Re: liliowieć 23.05.07, 22:16
                kurka_wodna2 napisała:

                > Odważę się powtórnie zastosować ten wyraz:
                >
                > zliliowaciałam czytając swego czasu smsa od mojej nex.
                >
                > Tak,to jest najwłaściwsze słowo na moje odbicie w lustrze-zliliowaciałam i
                > odetchnęłam:
                > no to was mam robaczki, przygotuję odpowiednio, do rosołu...

                ja zliliowiałam zaledwie, może dlatego że smsa nie dane mi było przeczytać. Za
                to raz zliliowozidiociałam, ale to już zupełnie nie na temat sprawa smile)
                • nangaparbat3 :))))))))))) 24.05.07, 17:27
                  To juz tylko mozna zliliodiocieć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja