Dodaj do ulubionych

zapomnieć.....

02.06.07, 18:55
Zawsze myślałam, że mnie to nie spotka. Koleżanki rozwodziły się, a ja zawsze
mogłam powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Nie tak do końca... ale nie
potrafiłam tego przyznać. Moje małżeństwo zaczęło się walić.
Zaczęło się pięknie, filmowa miłość o której każdy marzy, cudowne chwile...
tak mi się wtedy wydawało. Ślub wzięliśmy po kilku miesiącach, gdy byłam w
ciąży. I zaczęły się problemy. Wtedy nagle okazało się, że mój mąż bardziej
woli życie towarzyskie niż rodzinne. Nadużywał alkoholu, zachowywał się
dziwnie. Nie potrafiłam dotrzeć do niego. Zmienił się diametralnie... a może
zawsze taki był, tylko nie potrafiłam tego dostrzec?!!! Zaczęły się
tajemnicze telefony, częste wychodzenia z domu. Zbywał każde moje pytania.
Próbowałam sprawdzać jego rozmowy, smsy, ale zawsze je kasował. Jeśli już
udało mi się coś przeczytać to nie było to nic niepokojącego. Z czasem mąż
stał się bardziej nerwowy, agresywny. Wracał do domu bardzo późno, dziwny i
często pijany. Punktem zaczepienia dla mnie okazał się jeden z jego powrotów.
Wrócił nad ranem bardzo pijany i zakrwawiony. Wystraszyłam się powiedział,
że zabił człowieka!!! Mało nie zemdlałam!!! Pomogłam mu się umyć, rozebrałam
i zaczęłam wypytywać. Był bardzo dziwny, zapytał czy chcę zapalić i wyjął
marihuanę. Miałam już wyjaśnienie jego dziwnych zachowań. Szybko zasnął, sama
nie zmrużyłam oka. Rano wstał i nic nie pamiętał. Szybko okazało się, że
pobił kogoś. Potrafiłam to zrozumieć, pracował przecież u kolegi w
restauracji jako ochroniarz. Zaczęłam bardziej go kontrolować. Nie odbierał
moich telefonów, częściej znikał, wyjeżdżał za granice, nie wracał do domu na
noce. Pytając o narkotyki zwyczajnie mnie zbywał. Nie chciałam wierzyć, ze
pojawiła się w jego życiu inna kobieta. On oczywiście zaprzeczał, a ja
dowodów nie miałam. Nie znalazłam nic co mogłoby świadczyć o jego zdradzie.
Wyprowadzałam się i wracałam gdy przepraszał i obiecywał poprawę. Po pewnym
czasie byłam pewna, że jego dziwne zachowania spowodowane są zażywaniem
narkotyków. Kochałam i wierzyłam, ze wszystko się ułoży. Postanowiliśmy
wyjechać za granice. To była ostatnia deska ratunku dla naszego małżeństwa.
Termin wyjazdu ciągle przekładał, bo zawsze były jakieś nie załatwione
sprawy. Miałam już dość tego zwodzenia. Postanowiłam, ze na dobre wyprowadzę
się. Dalej wszystko toczyło się z prędkością światła. Moje życie stało się
dramatem. Został aresztowany pod zarzutem handlu narkotykami. Próbowałam mu
pomóc, znajomi, adwokaci… zrobiłam wszystko co mogłam.
Zaczął dziwnie się zachowywać, wieszał się, ciął itd. Zrobili mu badania:
uzależnienie od alkoholu i narkotyków, mój mąż – kto by pomyślał!!!
Szantażował mnie emocjonalnie, litowałam się nad nim, więc uznał, że to
będzie dobra chwila żeby mi się wyspowiadać.
Prowadził podwójne życie, miał inne kobiety u których nocował, miał samochód
o którym nic nie wiedziałam, narkotyki brał od 10 lat i tyle czasu nimi
handlował, alkohol pił jeszcze dłużej, miał wcześniejsze wyroki o których
również nic nie wiedziałam. I że tak naprawdę to nigdy nie był sobą, że
ciągle udawał kogoś innego, żebym tylko z nim była. (zostawiłam dla niego
faceta z którym byłam 6 lat), że miał być ze mną tylko trochę a potem miałam
pracować u niego w burdelu (o czym też nie miałam pojęcia), ale jak twierdzi
zakochał się i ciężko mu było, a potem pojawiło się dziecko.
Skończyłam w szpitalu, arytmia, stan przedzawałowy, jedną nogą na tamtym
świecie….
Dostałam takie leki, że przesypiałam ¾ dnia. Musiałam się podnieść i dalej
żyć.
Nie docierało to wszystko do mnie… starałam się go usprawiedliwiać. Gdy
wyszłam ze szpitala, pojechałam do niego. Mówiłam, że mu wybaczę, że kocham…
Gdy trochę doszłam do siebie, zrobiłam analizę naszego małżeństwa. I wiecie
co, już nie pamiętałam tych pięknych chwil, tylko te najgorsze. Ale wymagało
to czasu. Stopniowo dopuszczałam do siebie te myśli. Do zdjęcia obrączki
dojrzałam 2 lata po jego zatrzymaniu.
Kochałam, ale nie jego!!! Osobę, którą starał się być!! Teraz to wiem,
dlaczego tak późno? ???
Nie ma już we mnie takich emocji, zdążyłam się z nimi oswoić. Minęło 2,5
roku. On nadal przebywa w więzieniu, ja byłam u adwokata, napisałam pozew, w
poniedziałek zostanie złożony. Bez orzekania o winie, żeby nie wyciągać tych
wszystkich brudów. I tak pozostał mi w psychice uraz. Chodzę do psychologa,
nie potrafię wydobyć z siebie pozytywnych uczuć. Czy kiedyś będę mogła
jeszcze pokochać ???
Ostatnio dowiedziałam się, że moja znajoma przeżyła to samo…..
Chcę zapomnieć…
Obserwuj wątek
    • tricolour Będziesz mogła zapomnieć... 02.06.07, 19:03
      ... albo i nie. Ale raczej zapomnisz, bo takich filmów jest mnóstwo.
      • emde74 Re: Będziesz mogła zapomnieć... 02.06.07, 22:28
        Boże, jeśli to prawda to jakiś horror... Na razie ciężko w ogóle mówić o
        zapomnieniu i sama nie wiem czy w ogóle można zapomnieć takie rzeczy, tak "na
        amen". Ileż to błahszych przypadków chodzi po głowie i stale siedzi w głowie?

        Na pewno najpierw trzeba stanąć na nogi. Nie wiem jak w takiej sytuacji: może
        terapia, wsparcie bliskich, rodziny, przyjaciół, rozmowy. Ważne by skupić się na
        sobie.

        Tri, czy Ty się czasem zastanawiasz co Ty piszesz, czy po prostu z zasady
        "stajesz okoniem" do każdej wypowiedzi?
        • tricolour Z "zasady" robie niewiele... 02.06.07, 22:37
          ... ale kieruje się często emocjami - to świetne narzędzie poznawcze.

          I w tym przypadku mamy treść wręcz koszmarną, zero emocji i nienaganny styl,
          wręcz pedantyczny (bo ułamek 3/4 napisany z jednej czcionki). Uważam, że to lipa.
          • fankaaa Re: Z "zasady" robie niewiele... 02.06.07, 22:52
            Przeczytaj jeszcze raz i zobacz,ile jest literówek. Niektórzy mają taki styl,
            nie nazwałabym go zresztą pedantycznym ... . W porównaniu do pewnej literatki,
            która niedawno sie tu produkowała, jest to po prostu dokładny opis sytuacji.
            • tricolour Gdzie te literówki? 02.06.07, 22:58
              Wkleiłem tekst do maszynki i tylko "smsy" sie nie spodobały...

              smile
              • turzyca Re: Gdzie te literówki? 03.06.07, 01:48
                interpunkcja nawala. Tzn. brakuje przecinków. Na starej maturze chyba 2
                przecinki liczyły się za jeden ortograf? wink
          • emde74 Tri 03.06.07, 10:52
            Tri, ludzie są różni. I problemy mają różne. I różne style
            przekazywania/opisywania swoich problemów/emocji. Mają do tego prawo, by różnie
            się wypowiadać. Jak widzę, Tobie zdarza się zakładać, że to tania sensacja, bez
            ładu i składu, stylu, czegokolwiek. Nie pomyślałeś, że ktoś może mieć prawdziwe
            problemy i tu się wyżala, bo gdzie indziej może tej osobie być trudniej albo
            jeszcze do tego nie dojrzała? Dlaczego zawsze atakujesz? Może deborah jest
            według Ciebie pedantyczna (po wyglądzie posta tego nie zauważyłam), za to Ty
            kompletnie nieempatyczny. Gdybyś Ty zajrzał tu po raz pierwszy, opisał swój
            problem (dla Ciebie ważny i przesłaniający Ci cały świat) i dostał odpowiedź o
            wymowie "Twój post jest jedną wielką lipą", to jakbyś się czuł? Skąd wiesz co
            siedzi w głowie deborah? Odpisując w ten sposób, zastanowiłeś się, że możesz
            zrobić komuś krzywdę? Ktoś zdołowany może naprawdę poczuć się jeszcze gorzej.
            Nie należy zakładać, że każdy pojawiający się tu post, to np nieprawda,
            opowiastka "trolla" itp. (to jest po prostu chore) i można sobie odpisywać jak
            się chce, bo może z tego wyniknąć problem. Kierujesz się emocjami, a empatia Ci
            obca? Dziwne. Pomyśl, jak poczuła się osoba, której odpisałeś.
            Pamiętaj też jedno: Ty jesteś już oswojony ze swoją sytuacją, ale ludzie się tu
            pojawiający (i często Ci, którzy już tu są) - niekoniecznie. Dlatego ważne jest,
            by uważać co się pisze.

            Nie piszę tego, bo jestem zwolennikiem "słodzenia". Ja postawiłam siebie na nogi
            "kopniakami" i moja znajoma - psycholog - też wybrała mi "terapię kopniaków".
            Ale ja wiem z kim mam do czynienia, mnie znajoma zna i znała "bazę" problemów.
            Także teorię kopniaków można zastosować, jak się kogoś zna i wie, że się tym nie
            zrobi krzywdy. Odpisywanie w ten sposób, w stosunku do osoby, której się nie
            zna, nie zna się jej problemów, stanu emocjonalnego jest niewłaściwe, bo może
            komuś właśnie tę krzywdę wyrządzić.

            Do jednego muszę się przyznać - intrygują mnie Twoje wątki, zatem kiedyś znajdę
            czas, by je przeczytać i zobaczyć, czy zawsze stoisz na jednym stanowisku, czy
            przypadkiem (prawie) zawsze kontrując posty, w rezultacie sam się we wszystkim
            mieszasz.

            Jedno Ci trzeba przyznać - inteligentny z Ciebie facet. Mimo, że przemyślenia
            przelane na posty masz ostre (co oczywiście w pewnych przypadkach jest b dobrym
            podejściem do tematu), to dają do myślenia, czasem otwierają oczy na pewne
            rzeczy, pozwalają spojrzeć z innego punktu widzenia. Ja tak je odbieram, bo
            znając Ciebie z postów, mogę przyjąć je bardziej "na chłodno", z dystansem.
            Druga sprawa to - choć są to posty na pewno przykuwające uwagę - jak dla mnie są
            zbyt odległą "metaforą skojarzeń"smile

            M.

            • verita75 Re: Tri 03.06.07, 11:08
              Brak błedów o niczym nie świadczy a już na pewno nie o stanie emocji czy o
              wiarygodności.
              Ja pisząc tutaj, czasem również emocjonalne posty, często przed wysłaniem
              czytałam je po kilka razy i poprawiałam w razie potrzeby. Szczególnie na
              początku mojej obecności na forum. Nie wiem dlaczego, może właśnie z obawy przed
              krytyką, która w cienkim stanie emocjonalnym nie każdemu jest potrzebna.
            • tricolour Bo empatia to jest wtedy... 03.06.07, 11:21
              ... kiedy czyjeś pisanie wywołuje emocje adekwatne do treści i współczujemy. Gdy
              czytam takie zdanie: : "Zaczął dziwnie się zachowywać, wieszał się, ciął itd." -
              to zastanawiam się co jeszcze jest to "itd"?

              Palił się na stosie? Urywał sobie głowe? I to nazywamy "dziwnym zachowaniem"?

              Ten tekst mnie rozbawił... a miał wstrząsnąć chyba...

              smile)
              • turzyca Re: Bo empatia to jest wtedy... 03.06.07, 11:33
                co to jest itd? Zapowiadal, ze rzuci sie z okna i stawal w otwartym oknie.
                Przedawkowywal tabletki nasenne.

                A z wlasnego doswiadczenia wiem, ze czlowiek sie potwornie przejmuje. Przez
                jakis czas. A potem widzi petle na szyi najukochanszej osoby i mu totalnie
                zwisa, cos na zasadzie "aha, on(a) znowu udaje, ze sie zabija" - a po kilku
                latach opisywanie, w jakie rozliczne sposoby partner udawal popelnianie
                samobojstwa, wydaje sie absurdalne. Owszem autorka watku moglaby napisac, ze
                "wielokrotnie symulowal samobojstwo", ale czy to zmieniloby cos w Twoim odbiorze?
            • tricolour No i alkoholik + narkoman... 03.06.07, 11:36
              ... wyjechał za granicę (bo to ostatnia deska ratunku była) i tam dorobił sie
              burdelu, w którym miała pracować żona.

              smile)))
    • aron95 Re: zapomnieć..... 03.06.07, 10:32
      Zawsze mnie dziwiły kobiety które brnęły w związki z facetami -potworkami ,
      gdzie wszyscy wokół widzieli (zapewne Twoje otoczenie tez to widzialo ) że
      facet jest infatylny ,oprócz samych zainteresowanych .
      Umiesz zrobić rachunek sumienia i odpowiedzieć na pytanie - co to za siły były ?
      Oprócz miłości . Co wnim takiego było że rozsądek przytępiło ?
      • emde74 Aron 03.06.07, 11:01
        jeśli nie doświadczyłeś uczucia, że miłość jest ślepa, to nie wiesz o czym
        piszesz. tak, rozsądek potrafi się przytępić, bo właśnie wchodzi w grę uczucie.
        to ono prowadzi do tego, że się chce być z osobą, tą konkretną. nawet mimo jej
        wad. i nawet mimo, że koleżanki i koledzy mówią, że ten związek jest chory.
        często ludzie też tego nie mówią, bo się boją ingerować, a poza tym, wiadomo
        jest, że się takich wypowiedzi (Twój związek jest chory), po prostu nie słucha.

        oczywiście potem klapki spadają (miłość jest ślepa, a małżeństwo jest najlepszym
        okulistą, jak mówi moja znajoma). ale to jest potem.

        zwróć też uwagę, że my - jako rozwodnicy lub prawie rozwodnicy - widzimy pewne
        rzeczy już inaczej, bez klapek. ale wcześniej nie zawsze wszystko widzieliśmy -
        albo inaczej - widzieliśmy, ale uczucie dawało nam siłę, by powiedzieć sobie
        "będzie lepiej", "dogadamy się", "damy radę". a że potem często rozsądek
        przesłania uczucie i klapki to już inna strona medalu. i dlatego jest to forumsmile
        • aron95 Re: Aron 03.06.07, 12:32
          Że miłość ślepa jest to ja wiem .
          Chodziło mi o to aby pominąć miłośc . Spojrzeć jakby z góry na powody dla
          których kobieta decyduje się być z takim facetem .
          Czy tylko jest slepa miłośc i za grosz rozsądku ?
          Ja niewiem , swój związek miałem udany i nie żałuję tych 15 lat małżeństwa .
    • deborah8 Re: zapomnieć..... 03.06.07, 12:10
      Nie mam zamiaru nikogo przekonywać co do wiarygodności mojej wypowiedzi.
      Chciałam podzielić się tym co mnie spotkało. Opisuję to chłodno, nie ma we mnie
      uczuć. Od tego czasu minęły 2 lata, nie potrafię zapomnieć, ale nie wzbudza we
      mnie większych emocji.
      Tak bardzo zostałam skrzywdzona, że nie potrafię nawiązywać normalnych relacji
      z mężczyznami, wszyscy są dla mnie tacy jak mój mąż.
      A co inni o tym myślą? Każdy ma prawo do swoich przemyśleń, współczucia,
      krytyki…
      A mój styl, pedantyczny..?? hmm
      • tricolour Bo nie jestem przekonany do wiarygodności... 03.06.07, 12:24
        ... Twojej historii. Nie mam żadnego znajomego, który by przezył cos podobnego,
        nie znam nikogo takiego. Można powiedzieć, że jedynie od Ciebie dowiedziałem sie
        o tym... a Ty masz nawet znajomą, która przezyła coś podobnego. No... niezłe
        towarzystwo.

        Ale mogę też założyć, że piszesz prawdę. Wtedy za nic nie zrozumiem dlaczego
        rozwód ma być bez orzekania winy, która jest bezsporna. "Prania brudów" raczej
        nie bedzie - za dowód wystarczy wyrok skazujący męża. To Twój adwokat powinien
        wiedzieć...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka