Dodaj do ulubionych

...odchodze bo on jest za dobry?

04.06.07, 15:01
Potrzebuje:
- partnera o wlasnym zdaniu, ktory wspoldecydowalby ze mna??
- kochanka, a nie faceta ktory konczy po minucie wydajac z siebie glos
dziecka??
Moj obecny mezczyzna:
- nie jest asertywny, choc gra takiego
- na wszystko sie zgadza w domu i wsrod znajomych dla zachowania pozytywnej
oceny swojej osoby (ma wielkie kompleksy?)
- daje sie przekupic doroslemu synowi z poprzedniego malzenstwa
- nie lubi sportow
Czy powinnam odejsc?? skoro:
- mnie kocha, rozpieszcza, nosi na rekach, jestem jedyna, najpiekniejsza,
najwazniejsza, najmadrzejsza (moja proznosc uwierzyla w to, przestalam sie
rozwijac, dbac o siebie, nic mi sie nie chce)
Czy ja wymyslam?? Chyba nie skoro umialam to zebrac w punkty. Nie umiem
odejsc bo drecza mnie wyrzuty sumienia? czy tez mam kompleksy? O co chodzi?
Co powinnam zrobic zeby dojrzec prawdy?
Obserwuj wątek
    • aron95 Walnij się w łeb 04.06.07, 15:11

      To , najlepiej jak zrobisz .
      • zupelnieinna Re: Walnij się w łeb 04.06.07, 15:20
        Skad w Tobie tyle agresji?
      • z_mazur Re: Walnij się w łeb 04.06.07, 15:50
        Aron zanim napiszesz jeszcze raz coś takiego do kogoś, to może sam skorzystaj z własnej rady.
        • aron95 Re: Walnij się w łeb 04.06.07, 15:59

          Po napisaniu tego co napisala takie słowa same się cisną .
          Owszem moge inaczej , ale również to nie będzie miłe .
    • sbelatka Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 15:25
      wiesz co...

      tak sie zastanawiam, ten seks to tak mu sie popsul nagle?


      a te wyrzuty sumienia to co?
      wyrwalo sie faceta z malzenstwa?
      udowodnilas sobie jak jestes "silna" - dla Ciebie (mozliwe) zostawil rodzine...
      i juz teraz nie ma walki...adrenaliny...satysfakcji...
      tylko frustracja + poczucie winy..

      jesli walczyłas o to zeby wyrwac tego faceta z jego rodziny ( jesli sie myle,
      to jak najbardziej sorry) to ... cóz... mozesz odejsc, mozesz zostac... i tak
      będziesz musiala zaplacić za to co zrobilas...
      możliwe, ze jestes skazana na ciagłe rozczarowania..

      oczywiscie nie lubie małych wydr "wyrywających" zony/mężów z ich związków
      z całym zrozumieniem, że to ci wyrwani sa pzrede wszytkim odpowiedzialni za to
      co zrobili
      a ich partnerzy tez nie sa bez winy..

      nie lubie z powodów osobistych - co OCZYWISTE...
      i wiesz co, jakos mi Cie dziwnie nie żal..
      i jakos mnie to dziwnie ( Twoje rozczarowanie) nie dziwi...

      ale może ja zła, zgorzkniała kobieta jestem...

      asertywny nie jest, no no...
      a to ci dopiero...

      żal mi Cie
      ale jeszcze bardziej żal mi tego Twojego faceta
      choc być może sluszne to i sprawiedliwe...


      • zupelnieinna Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 15:28
        Nie, nie wyrwalam go z rodziny. Sam odszedl. Ja nie naciskalam na nasz zwiazek.
        Bylismy para kumpli, on mnie pokochal a jak chyba staralam sie go pokochac. Nie
        obrzucajcie mnie blotem prosze. Nie czuje sie rozumiana.
        • lilyrush Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 15:31
          W takiej sytuacji to Ty powinnaś mieć dużó asertywnośc
          a przeczytaj swoejgo posta- sama nie wiesz czego chesz i marudzisz.
          Nie oczekuj, ze tutaj, gdzie weikszosci ludzi ktos obcy rozwalil życie
          zostaniesz po takim wpisie zrozumiana,
          Nawet ja (a i tak ciut tu nie pasuje) tego nie rozumiem choć ktoś mógby
          powiedzec, że wydziwiam tak samo jak Ty...
    • zupelnieinna Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 15:34
      Nie jedna chcialaby byc na moim miejscu, wiem, ale nie umiem brac, brac, brac -
      dajac okruchy. Ja krzywdze tego faceta, stad moje wyrzuty sumienia. Moglabym
      zyc wygodnie, nie pracowac, myslec o kolorze nowej kiecki tylko, ale nie jest
      mi z tym dobrze, bo od zycia oczekuje czegos innego?? Stracilam szacunek do
      niego, gdy tak na wszystko sie godzi, nie odmowi zaproszenia do domu, bo ktos
      ma ochote do nas przyjsc, a on lezy z goraczka np. Utrzymuje kontakty z tymi, z
      ktorymi mozna zrobic biznes nazywajac ich przyjaciolmi. Czuje sie strasznie
      skolowacona, zostalam wychowana inaczej.
      • phokara Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 15:43
        Czy Ty tego nie widziałaś wcześniej?
      • z_mazur Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 15:55
        W zasdzie Cię rozumiem, bo dla kobiety nie ma nic gorszego niż facet który nie potrafi być facetem. I to że kocha niczego nie zmienia skoro Ty go nie kochasz.

        Jednak mimo wszystko mam tą samą wątpliwość, o której piszą dziewczyny: czy nie widziałaś tego wcześniej?
        • zupelnieinna Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 16:04
          Nie, nie widzialam. Postrzegalam go jako czlowieka o szerokich horyzontach,
          ktory chce sie rozwijac, ktorego dawna rodzina traktowala jak banksad Opowiadal
          mi jak to skacze na spadochronie, jezdzi na nartach itp. Dopiero jak
          zamieszkalismy, odrzucil wszystkie sporty. Zaczelam powatpiewac czy
          kiedykolwiek to robil!? Kreowal sie na faceta z zasadami, a okazal sie miekki?
          Na slowo klamczuch reaguje mala furia - czy exia rowniez moze mu to zarzucala.
        • aron95 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 17:01

          z_mazur jestem pełen podziwu !! Ty każdą kobietę potrafisz zrozumieć !!
          • z_mazur Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 17:52
            Tiaaaa, z wyjątkiem mojej byłej żony. smile))
            • aron95 z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 21:02

              Rozumiesz kobiety .
              Nawet te, które inne kobiety nie potrafią zrozumieć .( autorka wątku)
              No i czym się różniła Twoja EX ze akurat jej nie rozumiesz ??

              Jestem prosty facet i tego pojąć nie umię .
              • z_mazur Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 21:25
                Sam się zdumiewam. smile))

                Ale na tym forum już nie raz była dyskusja na podobne tematy. On taki dobry, więc dlaczego ona go zostawiła.
                Niezrozumienie to bierze się moim zdaniem między innymi z tego powodu, że kobietom co innego się wydaje, że oczekują od mężczyzn, a czego innego rzeczywiście oczekują. Stąd potem takie zagubienie, no bo przecież ten facet spełnia te "teoretyczne" oczekiwania. Kocha, nieba chce przychylić i w ogóle, no po prostu spełnienie marzeń, więc dlaczego tak często słyszy się od kobiet takie teksty jak o autorki wątku (ona wcale nie jest taka "inna", to dosyć powszechne zjawisko).
                Kobiety oczekują od faceta, że będzie facetem i że będzie kochał, ale to nie ma być miłość na zasadzie zagłaskiwania kotka na śmierć. A bycie facetem, to umiejętność podejmowania decyzji, branie odpowiedzialności za bliskich na siebie, zdecydowanie itp. Tych wszystkich cech brakuje partnerowi autorki wątku. I obawiam się, że kobiety, które tutaj ją atakują wcale z tym jej partnerem nie byłyby szczęśliwsze.
                Oczywiście można zarzucić autorce pewną infantylność w formułowaniu zastrzeżeń pod adresem jej mężczyzny, ale o takich rzeczach trudno pisać w klimacie tragedii. Tym bardziej, że stereotypy są tak silne że jej zarzuty wydają się wydumane, bo skoro nie pije i nie bije i na dodatek kocha, to czemu ona się go czepia...
                • zupelnieinna Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 21:51
                  Z_mazur, trafnie to ujales - zaglaskiwanie kotka. Co do infantylnosci - nie mam
                  lekkiego piora w tym stanie (a wlasciwie palcow).
                  Zostalam zaatakowana bo potrafilam sie przyznac ze nie chce wygodnego,
                  wyrachowanego zycia, manipulacji i usmiechu za wszelka cene w celu zdobycia
                  akceptacji. To prawda, nie pije, nie bije, a ja sie czepiam. Ale nie jest moim
                  idealem ktos kto mnie rozpieszcza, zyje pod publiczke (czyli pode mnie tez),
                  nie ma wlasnego zdania zawsze klaszcze.
                  A niech to!
                  • aron95 Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 22:13

                    I w ten oto sposób masz następną fankę . ha ha dobre
                  • turzyca Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 22:42
                    A mi sie wydaje, ze jest tak:
                    Jesli kocham mojego mezczyzne (i On mnie kocha i jest czlowiekiem ogolnie
                    rozsadnym, ale to chyba warunek sine qua non zwiazku), to gdy widze, ze ma jakis
                    problem staram sie pomoc Mu go rozwiazac. Jesli znajde podejrzane znamie,
                    zaciagne Go do dermatologa. Jesli problem jest w lozku pojde z Nim do seksuologa
                    i bede pilnie z Nim cwiczyc. wink Jesli problem jest z Jego strefa psychiczna,
                    przekonam Go do pojscia do psychologa i, jesli bedzie trzeba, sama tez pojde na
                    terapie, zeby moc Mu lepiej pomoc.
                    Jesli na widok problemow, odwracam sie na piecie, to znaczy ze ide na latwizne,
                    to znaczy, dla mnie przynajmniej, ze zachowuje sie niegodnie, a co za tym idzie
                    nie bede mogla sama na siebie w lustrze patrzec.

                    Owszem sa sytuacje, w ktorych z roznych wzgledow dalszy wspolny zwiazek nie jest
                    mozliwy. Ale w wiekszosci wypadkow okazuje sie, ze gdzies wczesniej byl blad,
                    ktory sie niejako rozrosl.


                    Jestem ostatnia osoba sklonna wyglosic kwestie "nie pije, nie bije, to czego sie
                    czepiasz", ale dostaje alergii na haslo "on jest za dobry", bo to zazwyczaj jest
                    paskudny wykret osoby, ktora olewa budowanie zwiazku, ktora woli uciec niz
                    zmierzyc sie z problemami.
                    A przy okazji jak to ktos mi bliski, to mam ochote ta osoba potrzasnac, bo
                    wyglaszanie takiej kwestii zwiastuje klopoty w przyszlosci. Moze ostre posty tu
                    beda dla Ciebie takim potrzasnieciem, ktore pozwoli Ci popatrzec na problem od
                    drugiej strony i ulatwi unikanie problemow w przyszlosci.
                    • z_mazur Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 22:49
                      turzyca napisała:

                      > Jesli znajde podejrzane znamie,
                      > zaciagne Go do dermatologa. Jesli problem jest w lozku pojde z Nim do seksuolog
                      > a
                      > i bede pilnie z Nim cwiczyc. wink Jesli problem jest z Jego strefa psychiczna,
                      > przekonam Go do pojscia do psychologa i, jesli bedzie trzeba, sama tez pojde na
                      > terapie, zeby moc Mu lepiej pomoc.

                      To takie trochę matkowanie, które odbiera facetowi jego męskość. Wiele kobiet tak robi i potem ma pretensje, że faceci zaczynają się robić safandułowaci.
                      A my po prostu jesteśmy praktyczni i nie robimy czegoś, co wiemy, że zrobi ktoś za nas.

                      Nie rozgrzeszam autorki wątku tylko próbuję ją zrozumieć. Ona nie kocha tego mężczyzny, ale jego postawa i pokutujące stereotypy wywołują w niej poczucie winy i powodują, że nie potrafi zrobić tego co powinna, czyli odejść.
                      • turzyca Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 22:56
                        Jedno male zastrzezenie - oczekuje tego samego. Oczekuje, ze jak bede chora i
                        bede sie upierala, zeby isc na uczelnie, to ten moj ktos powie "halo, marsz do
                        lozka" i jeszcze do tego lozka poda mi rosolek. Ze gdy zaczne sie sypac
                        psychicznie to obiektywnie na mnie spojrzy i zaprowadzi mnie do specjalisty.
                        Wszystkie szczesliwe dlugodystansowe malzenstwa, jakie znalam, mialy wbudowany
                        element WZAJEMNEJ troski o siebie.


                        • zupelnieinna Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 23:01
                          Ale kto powiedzial, ze to pierwsze schody a ja pakuje walizki? To trwa kilka
                          lat. Rozmowy, placze, zale, systemy motywacyjnesmile nie pomagly. Albo jestem
                          nieskuteczna albo nie chce byc juz nianka prowadzaca doroslego faceta za raczke.
                          • turzyca Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 23:13
                            Nikt. smile
                            Ale mierzymy wlasne miarka... a miarka ktora posiadam jest suma doswiadczen
                            rodziny, przyjaciol oraz znajomych przefiltrowanych przez odleglosc (choc jakos
                            mam szczescie do robienia za mankiet do wyplakiwania, wiec moze ten dystans nie
                            taki duzy wink)
                            Jesli nie chcesz prowadzi doroslego faceta za raczke mozesz go albo zostawic
                            albo doprowadzic do dorosniecia - czasem to przekracza nasze, amatorskie sily i
                            trzeba skorzystac z pomocy fachowcow - a z mojej miarki (w ktorej zawiera sie
                            miedzy innymi teza, ze milosc to wzajemne wspieranie sie) wynika upieranie sie
                            przy drugim rozwiazaniu. Ale to moja miarka, a Twoje zycie. smile
                        • z_mazur Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 23:08
                          Niestety kobiety bardzo często mylą troskę z matkowaniem.

                          smile
                          • turzyca Re: z_mazur zdumiewasz mnie 04.06.07, 23:20
                            ej no! cieplych gaci i czapki Mu nie zakladam! wink

                            Znalam taka niesamowita pare z 65-letnim stazem malzenstwa. I dla mnie rownie
                            wzruszajacym przejawem ich milosci jak to, ze calowali sie publicznie czy ze on
                            przychodzil z kwiatami zupelnie bez powodu bylo, jak on pilnowal, zeby ona
                            wypila odpowiednia ilosc wody dziennie. Miala zaburzenia pragnienia i nie
                            pamietala sama, zeby wypic odpowiednio duzo, wiec sie odwadniala - to w tym
                            wieku bardzo niebezpieczne. I to on sprawdzal czy ona na pewno nie wypila za
                            malo wody w ciagu dnia. Takie codzienne wspieranie sie.
                            Chcialabym w ich wieku, byc w ich sytuacji.
                            • aron95 Re: z_mazur zdumiewasz mnie 05.06.07, 10:36
                              turzyca napisała:

                              > ej no! cieplych gaci i czapki Mu nie zakladam! wink
                              >
                              > Znalam taka niesamowita pare z 65-letnim stazem malzenstwa. I dla mnie rownie
                              > wzruszajacym przejawem ich milosci jak to, ze calowali sie publicznie czy ze on
                              > przychodzil z kwiatami zupelnie bez powodu bylo, jak on pilnowal, zeby ona
                              > wypila odpowiednia ilosc wody dziennie. Miala zaburzenia pragnienia i nie
                              > pamietala sama, zeby wypic odpowiednio duzo, wiec sie odwadniala - to w tym
                              > wieku bardzo niebezpieczne. I to on sprawdzal czy ona na pewno nie wypila za
                              > malo wody w ciagu dnia. Takie codzienne wspieranie sie.
                              > Chcialabym w ich wieku, byc w ich sytuacji.


                              Chcialabyś ale nie bedziesz . Bo obowiązki , kompromisy jakie ta kobieta
                              wcześniej na siebie wzieła nie są w Twojej naturze . Nie tylko Twojej niestety
                              • turzyca Re: z_mazur zdumiewasz mnie 05.06.07, 13:50
                                Pewnie powinnam sie odciac, komentujac, ze w naturze wspolczesnych mezczyzn tego
                                typu kompromisy tez nie sa.
                                Albo sarkastycznie skomentowac, ze nie bede chocby dlatego, ze w moim wieku ona
                                byla mezatka od 7 lat. Ew. stwierdzic, ze miejmy nadzieje, ze nigdy nie bede
                                mogla przezyc tak strasznego zycia, bo druga wojna swiatowa juz sie wydarzyla i
                                trzeciej nie powinno byc.


                                Ale ze wzgledu na jej pamiec i poniewaz pasuje to do poruszonego tematu, napisze
                                cos troche innego.

                                To, co w nich zawsze uderzalo, byla ich nieprawdopodobna dobroc. Dobroc, ale nie
                                miekkosc, trzeba chyba dopisac. Zawsze gotowi pomoc, umieli innych do tej pomocy
                                rowniez zaangazowac. Swoja obecnoscia sprawiali, ze chcialo sie byc rowniez
                                dobrym czlowiekiem.
                                Wydaje mi sie, ze moj zwiazek ma spore szanse na dlugie trwanie wlasnie dlatego,
                                ze przy Nim czuje to samo. Umiem byc potwornie zlosliwa, wredna, niesympatyczna,
                                po prostu najgorsza zolza. Przy Nim nie chce. Jego poprzednia dziewczyna rzucila
                                Go wlasnie pod haslem, ze jest za dobry, ze nie mozna sie z Nim nawet poklocic.
                                Ja, mimo duzo gorszej znajomosci jezyka, umiem sie z Nim poklocic. Ale nie chce.
                                Wole spokojna dyskusje, dzieki ktorej obydwoje zyskujemy niz wsciekla klotnie,
                                na ktorej obydwie strony traca.
                                Dla mnie Jego dobroc jest impulsem do rozwijania moich dobrych stron. I walki z
                                tymi gorszymi. smile
                                Jesli chodzi o kompromisy - ze wzgledu na Niego zmienilam sporo zyciowych
                                planow, przeprowadzam sie o ponad tysiac kilometrow. Moglam oczywiscie upierac
                                sie przy Jego przeprowadzce do Warszawy - z takim zawodem na pewno znalazlby tu
                                prace, ale... no wlasnie, po tysiacu rozmow i przeanalizowaniu wszystkich
                                mozliwych wariantow wspolnie wybralismy akurat ten, bo prawdopodobnie to bedzie
                                najlepszym rozwiazaniem dla nas - moze nie najlepszym dla mnie i nie najlepszym
                                dla Niego, ale dla nas.
                                Mysle, ze obydwoje zobaczylismy w swoim zyciu, w bardzo bliskim nam otoczeniu,
                                tak potworne skutki nieumiejetnosci zawierania kompromisow, ze to memento bedzie
                                nam zawsze przypominac, ze warto troche ustapic, zeby moc dalej isc razem.
                                Ale oczywiscie mozemy te teorie sprawdzic dopiero za jakies 50 lat. wink
                                • aron95 Re: z_mazur zdumiewasz mnie 05.06.07, 14:14
                                  Zyczę Ci aby moje słowa się nie ziścily . pfu pfu
      • panda_zielona Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 20:07
        Stracilam szacunek do
        > niego, gdy tak na wszystko sie godzi, nie odmowi zaproszenia do domu, bo ktos
        > ma ochote do nas przyjsc, a on lezy z goraczka np.
        Czyli nie odmawia nikomu bez względu na status,a zaraz potem piszesz
        Utrzymuje kontakty z tymi, z
        >
        > ktorymi mozna zrobic biznes nazywajac ich przyjaciolmi.

        Nie trzyma się kupy.
        A tak pomijając wszystkie Twoje pretensje,to myślę,ze głownie chodzi o ten
        marny w Twoim mniemaniu seks.Gdyby był wspaniałym kochankiem wszystko byłoby ok.
        Seksuolog może pomóc.
    • artemisia_gentileschi Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 19:39
      Jezu, jak ja bym chciala miec takie problemywink
    • turzyca Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 19:43
      Ja myslalam, ze jak dziewczyna 22-letnia rzucila faceta "bo on jest za dobry" to
      dowiodla tym swojej totalnej niedojrzalosci, bo mi sie takie zachowanie
      kojarzylo wylacznie z nastolatkami i to takimi wczesniejszymi. Ale czlowiek sie
      uczy przez cale zycie.

      Wydawaloby sie, ze problemy, ktore przytaczasz sa do rozwiazania:
      -nikt nie zabrania Ci dawac wiecej, choc na poczatku moze to wzbudzac pewien
      opor, ale w ten sposob nie musisz tylko brac - to czy dajesz zalezy przeciez
      przede wszystkim od Ciebie,
      -nikt nie zabrania Ci skorzystania z rady seksuologa, bo zbyt krotki czas
      stosunku to problem dosc powszechnie znany i sa na to odpowiednie, skuteczne,
      cwieczenia,
      -nikt nie zabrania Ci prowadzenia aktywnego zycia, a prawdopodobienstwo, ze on
      sie dolaczy, chyba jest duze,
      -takoz skoro jest zgodny wyciagniecie go do psychologa, zeby te kompleksy
      wyleczyc nie powinno byc trudne.



      Ale w sumie - zerwij! Dzieki czemu jakas madra kobieta bedzie mogla podniesc to,
      co Ty odrzucilas i doceniac spokojna, stala milosc.
      • artemisia_gentileschi Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 19:56
        > Ale w sumie - zerwij! Dzieki czemu jakas madra kobieta bedzie mogla podniesc
        to
        > ,
        > co Ty odrzucilas i doceniac spokojna, stala milosc

        No wlasnie, tak mi przyszlo do glowy, ze moglabym sie z zalozycielka watku
        wymienic facetami i wszyscy beda happy. Z moim eksiem bedzie miala wrazen pod
        dostatkiem.
      • misbaskerwill Turzyco:) 04.06.07, 19:59
        Pięknie to napisałaś.
        Też bym tak napisał, gdybym, oczywiście, tak ładnie potrafiłsmile.

        Tyle, że taka odpowiedź u faceta, zostałaby uznana za przejaw seksizmu.

        Droga Zupelnieinna!
        Daj facetowi szansę na spotkanie kobiety, która go pokocha.
        Skoro twierdzisz, że nie lubisz kłamstwa, zacznij od Siebie - przestań go
        oszukiwać. Jak sama wiesz, że go nie kochasz, to rzuć.
        Za grosz go nie szanujesz i to wystarczy, by stwierdzić, że nie powinnaś być
        jego partnerką.
        Już byś nią nie była, gdyby on kochał Cię mniej, a szanował bardziej siebie samego.
        • marek_gazeta Kobitę trzeba "pod siebie" 04.06.07, 22:28
          W życiu, jak w brydżu, zawsze damę pod siebie.

          Inaczej - wcześniej czy później - facet dostanie patelnią przez łeb.

          --
          Pośladki, durniu!
        • zupelnieinna Do Marka! 04.06.07, 22:46
          EUREKA!
          "szanował bardziej siebie samego". I oto odnalezlismy psa pogrzebanego - brak
          szacunku do siebie samego! Wyszlo na to ze to on jest winien?? No ladnie.
          • zupelnieinna do Misiabaskerwilla 04.06.07, 22:48
            Sorka to do Misia bylo.
          • turzyca Re: Do Marka! 04.06.07, 22:57
            Ladnie! - masz logiczny trop: jemu "brak szacunku do siebie samego!" ale czy
            Twoj wniosek: "Wyszlo na to ze to on jest winien??" jest uprawniony? Czy brak
            szacunku do samego siebie jest jego wina? Czy mozna to zmienic? Czy jestes w
            stanie mu pomoc to zmienic? Czy jedyna rada jest odejscie?
            • zupelnieinna Re: Do Marka! 04.06.07, 23:03
              Zastanawiam sie czy ten moj przypadek to nie wyglada tak: zmienmy polityka zeby
              byl uczuciwy, pradowmowny i zyl za 1000 zl. Niemozliwe juz dzis jak dla mnie.
              Sprawy zaszly za daleko w jego zyciu zawodowym/prywatnym. Ja jestem tylko
              czasteczka mysle.
          • misbaskerwill To zawsze będzie Twoja wina... 05.06.07, 15:51
            zupelnieinna napisała:

            > EUREKA!
            > "szanował bardziej siebie samego". I oto odnalezlismy psa pogrzebanego - brak
            > szacunku do siebie samego! Wyszlo na to ze to on jest winien?? No ladnie.

            ...Ty za niego wyszłaś.
            Skoro gość jest tak fatalny, to albo byłaś kretynką albo masochistką.
            Nie opowiadaj bajek, że udawał, oszukał Cię itp.
            Oszukać to można 5-letnią dziewczynkę, a nie dorosłą i przenikliwą kobietę.

            Nie zwalaj winy na innych. Pij to piwo, jako i my pijemy.
    • zwierciadlo0 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 20:35
      zupelnie inna, napisalam @ do Ciebie!
    • der1974 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 04.06.07, 23:31
      Bardzo mi się spodobało jedno twierdzenie. Doprowadź faceta do tego, żeby był
      mężczyzną (tak zrozumiałem Turzycę). W każdym z nas jest duży-mały chłopiec,
      który szuka kochanki, partnera który będzie współdecydował, matki która się nim
      zaopiekuje i dziewczynki którą się zajmie i narzuci swoje zdanie. Wszystkiego w
      tej samej proporcji. Nie uwierzę, że mężczyźni oczekują czegoś innego.
      Umiejętność przeprowadzenia przez inicjację męskości może dać kobiecie wiele
      satysfakcji i wiele frustracji. Właściwie dokładnie tyle ile w każdym innym
      związku.
      • divide1 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 10:59
        Zupelnieinna, a ja Ciebie rozumiem. Zastanawiam się dlaczego tytuł wątku jest
        taki a nie innny? Za dobry? Być może to sformułwanie powoduje, że niektórych
        mierzi jak można chcieć odejśc od "za dobrego" czlowieka? Nie bije, nie pije,
        można jeszcze dodać nie zdradza - to co kobieta wymyśla...
        Rzadko się udzielam na tym forum, bo nie mam odwagi, ponieważ to ja podjęłam
        decyzję o rozwodzie, a mam wrażenie, że większość osób tu pisujących, to
        zranione i porzucone serca i dusze.
        Ale do sedna. Mój były mąż był właśnie taki jak opisuje autorka wątku. Różnica
        jest taka, że ja nie nazwałabym go za dobry, ale "zbyt rozmemłany, nijaki,
        niemęski" - nie czułam, że mam odbok siebie odpowiedzialnego mężczyznę, który
        potrafi podjąć jakąkolwiek decyzję. Czułam się jak mąż i żona, matka i ojciec,
        i opiekunka w jednym. Zawsze mi przytakiwał, ale potem się okazało, że
        przytakiwał mi dlatego, że tak mu było wygodnie, również z punktu widzenia
        materialnego.
        Mogłabym jeszcze długo pisać, ale nie chcę zaśmiecać wątku Zupelnieinnej.

        Reasumując: w moich oczach przestał być mężczyzną i straciłam do niego
        szacunek. I właśnie z tego powodu się rozwiodłam, miałam odwagę to zrobić, bo
        jestem uczciwa. Tkwienie w fikcji i zakłamaniu jest nie dla mnie.
        Pewnie ktoś mi zada pytanie, to co w nim widziałam i dlaczego za niego
        wyszłam??? O tym być może innym razem, zbyt dużo bolesnych wspomnień.
        • lilyrush Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 11:07
          Divide- ja Cie doskonale rozumie, bo właśnei dlatego rozstaje sie z moim mężem.
          tylko róznica miedzy Tobą, mna i zupełnieinna jest zasadnicza- Ty wiedizałaś,
          ze chcesz odejsc i dlaczego to robisz. Ja wiem, że odcodze i dlaczego to robie.
          A Zupelnieinna chyba nie wie. cos sie tam jej majaczy ale nie do końca.
          Ja ja zdecydowanie namawiam na jakas kostruktywna decyzje i przemyslenie.
          Odchodzenie w takim przypadku jest, co moze wydawac sie dziwne, trudniejsze niz
          wtedy, kiedy pił, bił czy zdradził. Bo wtedy powody sa oczywiste. A tu
          wszystkim wokól wydaje sie ze wydziwiasz. No o co Ci koebieto chodiz- przeciez
          on Cie tak kocha. to nawet bardzo wyraźnei widac na forum. I ja sie nie dziwie,
          bo kazdy postrzega świt przez pryzat swoich doswiadczeń. I dlatego podejmujac
          decyzje o odejsciu z takich powodów "bo był za dobry" trzeba byc podwójnie
          zdecydowanym i silnym. Bo raczej mało kto w tym procesie nam pomoze
          • z_mazur Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 11:14
            Uff, już myślałem, że tylko ja tak myślę. smile)
            • cien_wiatru Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 11:35
              Ja tez sie wlacze do tego watku i ze tak powiem go zasmiece.

              To, co tu przeczytalam, po prostu mnie olsnilo. Zrozumialam, dlaczego mi jest
              zle w moim malzenstwie, dlaczego w innym moim watku sformulowalam,ze maz mnie
              mierzi. Moj maz ma dobra prace, dobrze zarabia, oczywiscie nie pije i nie
              bije , powtarza, ze mnie kocha. Ale ja mam dosc tej jego uleglosci wobec
              wszystkich dookola, a najbardziej wobec jego rodziny. Prosze go, zeby dzwonil
              do swojej matki, kiedy mnie nie ma, albo zeby uprzedzal, ze dzwoni, zebym
              przypadkiem nie uslyszala, jak do niej mowi tonem 7-letniego chlopczyka, ktory
              sie tlumaczy z uwagi w dzienniczku.
              Nie moge zniesc, ze nie jest w stanie odmowic swojej siostrze pozyczki na duza
              sume na wieczne nieoddanie ( zaznaczam, ze siostra nie jest w ciezkiej sytuacji
              zyciowej, tylko te pieniadze rozpieprza ). Przyznal mi wprost, ze jemu tez tych
              pieniedzy szkoda, ale nie jest w stanie w rozmowie z siostra wypowiedziec slowa
              NIE.
              Jego siostrzenica studiujaca niedaleko oznajmia po poludniu, ze przyjedzie
              wieczorem po pozyczke, bo jej sie kasa skonczyla. Kiedys ta siostrzenica byla u
              nas tydzien, zapewniam was, ze gosciom niczego u nas nie brakuje, a pozniej
              przy stole wigilijnym stwierdzila z perfidnym usmieszkiem, ze " u wujka nie
              bylo co jesc ". Nie odezwal sie ani slowem.

              Dodam, ze rodzina to ten najbardziej razacy aspekt, sa jeszcze inne.

              Podsumowujac-mam dosc tego slabeuszostwa, niemoznosci sprzeciwienia sie.
              Po prostu chlopa mi sie chce, chlopa z jajami !!!!
            • divide1 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 11:38
              Uff, ulżyło mi trochę, że inni też tak myśląsmile))

              A na poważnie, dobrze napisałaś Lilirush, że decyzja o odejściu była trudna i
              bolesna. Niestety sterotyp ogólnie panujący jest taki, że jak nie bije, nie
              pije, to już samo bycie żoną/ kobietą takiego "cudownego" chłopa do szczęścia
              wystarcza. A tak wcale nie jest. Pomiędzy bielą i czernią jest tak dużo odcieni
              szarości...
              • rozwodnica Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 12:00
                Pozwolę się podpiąć...
                Mój ex niedawno powiedział, że nim MANIPULOWAŁAM. A mogłabym się podpiąć pod
                wszystkie wasze zarzuty o niemęskości, braku własnego zdania i prowadzeniu za
                rączkę...nawet pozew miałam pisać (on jako pozywający)"bo Tobie to lepiej idzie".

                W skrócie mówiąc odkąd nie mieszkamy razem ani raz nie odczułam braku mężczyzny
                w domu z powodów nazwijmy to logistyczno-praktycznych, bo po prostu nic się w
                tej kwestii w moim zyciu nie mzieniło. I jak się dowiedziałam - była to
                bezczelna manipulacja z mojej strony... Jak mam doła to faktycznie myślę, że z
                mojej winy on stał się "ofermą". No bo przecież nie z lenistwa i własnego wyboru
                prawda? smile
                • lilyrush Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 12:04
                  wiesz co dobrego ja wyniosłam z tego malzeństwa- pewnosc ze ja sobie swietnie
                  sama poradze. Bo zawsze tak było!!!
                  Nawet z samochodem do warsztatu jezdziłam ja bo "Ty załozysz spódnice, zrobisz
                  blondynke i szybciej to załatwisz"
                  • rozwodnica Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 12:15
                    Ech...bo faktycznie wiele rzeczy załatwiamy lepiej i szybciej smile Choć znam i
                    przypadki kiedy kobieta to totalna mimoza...hardcorowy przykład: dzwonienie do
                    męża ze sklepu z zapytaniem jaki kolor kija do miotły wybrać...

                    Teraz mój ex próbuje kombinować, bo przepuścił swoja połowę oszczędności.
                    Mieliśmy sprzedawać mieszkanie (czyli spłacić wspólny kredyt) a tu nagle "ale ja
                    nie mam kasy". No tak...wredna byłam i jędza, bo z naszych średnich pensyjek
                    zawsze potrafiłam coś odłozyć, niestety odmawiając np. super nagłośnienia do
                    samochodu. Tylko jak się ten samochód popsuł to fajnie było po prostu wiedzieć,
                    że stać nas na naprawę.
                    A poza tym to naprawdę fajny facet...tylko za dobry dla mnie smile
                • cien_wiatru Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 12:13
                  Oferma - wlasnie tego slowa mi zabraklo.

                  Mnie moja dwukrotnie rozwiedziona kolezanka powiedziala, ze ona w przypadku
                  obydwu rozwodow wcale nie obwinia calkowicie tych mezow. I ze w kazdej relacji
                  miedzyludzkiej, jezeli cos nie wychodzi ( wszystko jedno czy to relacja maz-
                  zona, czy pracownik-pracodawca ) zawsze wina jest po obu stronach.

                  On od poczatku chcial w naszym zwiazku grac role dziecka a nie chlopa z
                  jajami.Ale nikt mi nie kazal sie na to godzic.
                  No wiec obcinam mu paznokcie, smaruje twarz kremem, reszty wam oszczedze. Moja
                  siostra skwitowala to tak : " a tylka mu nie wycierasz ? "
                  • rozwodnica Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 12:20
                    Specjalnie użyłam tego słowa bo ex go nienawidził smile Było naprawdę zakazane,
                    nawet w żartach.
                    Ale użyłam cudzysłowia bo nie myślę tak o nim, jest zbyt negatywne. On dał się
                    zdominować, ja jako młoda dziewczyna czerpałam satysfakcję z dominacji... Już
                    kiedyś pisałam - ot, gówniarze. Teraz jestem stara wink i już mnie satysfakcjonują
                    inne rzeczy.

                    Mnie z kolei kolega powiedział, że słabi mężczyźni lgną do silnych
                    kobiet...pewnie kolejny komunał smile
                  • divide1 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 12:30
                    Cien-wiatru, podpisuję się obiema rękami pod tym, co mówi Twoja koleżanka.
                    Dodam jeszcze jedno, zanim zdecydowałam się na rozwód zadałam sobie pytanie: co
                    się zmieni w moim życiu jak Go w nim nie będzie? Nic, po prostu nic...
                    • cien_wiatru Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 13:24
                      Zeby oddac mu sprawiedliwosc - prawda jest, ze w domu nie robi kompletnie nic,
                      nie umie zainstalowac lampy ( z zawodu inzynier ), jak budowalismy mieszkanie,
                      to kazdym gwozdziem i kazda uszczelka ja sie zajmowalam - ale on sie zajmuje
                      sprawami finansowymi. Ciagle mi to wypomina, ze to on robi rozliczenie
                      podatkowe,wszystkie ubezpieczenia, dzwoni do jakichs urzedow, kupil dzialke,
                      zeby zainwestowac pieniadze. Ja sie na tym kompletnie nie znam. No i sie boje -
                      co to bedzie jak zostane sama ? Ale przeciez kompletnie w wieku 27 lat
                      wykonczylam mieszkanie, potem znalazlam lokatorow na wynajem , potem
                      remontowalam. W zyciu mi nie przyszlo do glowy, ze to umiem. To moze jak bede
                      musiala, to i sprawami finansowymi sie zainteresuje. Albo sie przelamie i kogos
                      zapytam.Ostatnio sie przelamalam i poprosilam kolege o pomoc w zainstalowaniu
                      jakiejs proscizny w komputerze. Albo zapisze sie na kurs komputerowy i mnie
                      naucza.
                      • lilyrush Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 13:31
                        albo zapytasz na forum i wytłumaczą
                        mój ma zma nade man przewage tylko w pracach ywmagajacyhc wiekszej siły
                        fizycznej
                        wiercenia dziur w scianie nie przeskocze- ale od tego mam tatę albo znajomych
                        • divide1 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 13:46
                          Wiecie, mnie rozwód bardzo wiele nauczył także o sobie. To było trudne,
                          bolesne, ale patrząc wstecz, bardzo potrzebne dla mnie doświadczenie życiowe.
                          Tak napradwdę dopiero teraz wiem, że będę szczęśliwa w związku z mężczyzną
                          równie samodzielnym jak ja i to w każdej płaszczyźnie. Mężczyzna-partner, po
                          prostu.
                          Mam takie przemyślenia, że kiedy w związku jedna osoba odpowiada całkowicie np.
                          za finanse, a druga za całą resztę, to następuje takie wzajemnie, niezdrowe
                          uzależnienie. A z kolei to uzależnienie może doprowadzić do frustracji, a w
                          przypadku kryzysu czy wygaśnięcia uczucia, do wzajemnego wyniszczenia,
                          narastajacych pretensji,itd. I wtedy tracimy wiarę we własne możliwości, a tak
                          naprawdę każdy może "prawie" wszystko. Chodzi mi o to, że chyba warto
                          przypomnieć sobie jaka/i byłam/em przed ślubem? Przecież wtedy byłam niezależną
                          jednostką i dawałam sobie radę ze wszystkim.
                          No nic, nie umiem przelać na papier swoich myśli, nie chcę też generalizować.
                          Teraz już wiem, czego chcę.
                          • turzyca Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 14:01
                            divide!
                            Napisalas kilka bardzo madrych rzeczy, wiec chyba nie jest tak zle z
                            przelewaniem mysli na papier. smile

                            Napisalas, ze warto pomyslec "jaka bylam/em przed slubem" i przypomniec sobie,
                            ze wtedy dawalo sie sobie rade ze wszystkim. I ze teraz wiesz, ze bedziesz
                            szczesliwa w zwiazku z mezczyzna rownie samodzielnym jak Ty i to w kazdej
                            plaszczyznie.

                            I to chyba jest kluczem (jednym z wielu) do dobrego zwiazku. Obydwoje znamy
                            swoja wartosc i wartosc partnera i wiemy, ze jestesmy ze soba nie dlatego, ze
                            samodzielnie sobie nie poradzimy, tylko dlatego ze chcemy byc ze soba. Podzial
                            obowiazkow, jest zas taki, a nie inny, bo taki nas satysfakcjonuje. On wklada
                            naczynia do zmywarki, rozlicza pity i wymienia zarowki. Ale nie dlatego ze ja
                            tego nie umiem, tylko dlatego ze akurat tak sie umowilismy. Jesli go nie bedzie
                            to sobie sama z tym poradze. Swiadomosc tych faktow u obojga, przypomina ze
                            warto dbac o zwiazek dla samego zwiazku. Ze wzgledu na milosc.
                            • divide1 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 14:07
                              No właśnie - bo chcemy być ze sobąsmile. A nie dla jego/jej cech, które
                              uzupełniają moje braki, a juz najgorzej, jeśli myśli się li tylko i wyłącznie o
                              brakach finansowychwink i ich regularnym uzupełnianiu...
                        • aron95 A Wasi synowie będą mieć " jaja "? 05.06.07, 13:48

                          Wszystko to błedy w wychowaniu powodują że nieudaczników za męzów czy żony macie .
                          Jak wychowujecie swoje pociechy też na nieudaczników ? Samo wykształcenie nie
                          wystarczy jak widzicie aby być dobrym mężem czy żoną .
                          • divide1 Re: A Wasi synowie będą mieć " jaja "? 05.06.07, 13:52
                            aron95 napisał:

                            >
                            > Wszystko to błedy w wychowaniu powodują że nieudaczników za męzów czy żony
                            maci
                            > e .
                            > Jak wychowujecie swoje pociechy też na nieudaczników ? Samo wykształcenie nie
                            > wystarczy jak widzicie aby być dobrym mężem czy żoną .

                            Aronie, a ja mam zupełnie inne zdanie. Wykształcenie nie ma nic do tego, czy
                            jest się dobrą żoną/ dobrym mężem. Moim zdaniem dobrym współmałżonkiem jest się
                            wtedy, kiedy ludzie się dobrze dobiorąsmile)). Jakże piękna teoria i trudna do
                            zrealizowania w praktyce, nieprawdaż?
                            Innymi słowy, dla jednej kobiety nieudacznik, a dla drugiej ten sam mężczyzna
                            może być ideałem. I vice versasmile))))
                            • cien_wiatru Re: A Wasi synowie będą mieć " jaja "? 05.06.07, 13:59
                              KOra jackowska na pytanie o tajemnice szczesliwego zwiazku odpowiedziala, ze "
                              nalezy dokonac wlasciwego wyboru ".
                              Chyba trafila w sedno.
                              • z_mazur Re: A Wasi synowie będą mieć " jaja "? 05.06.07, 14:00
                                Sedno jak sedno, ale Kora też ma za sobą rozwód.
                                Więc z tym trafianiem nawet jak się wie, to nie jest takie proste. smile
                            • aron95 Re: A Wasi synowie będą mieć " jaja "? 05.06.07, 14:08
                              Jeśli przyjmie się w wychowaniu priorytet - wykształcenie , nie zwraca sie uwagi
                              na podstawowe zajęcia domowe i wiedzę z tym związaną . I tak im wyższe
                              wyksztalcenie tym większy nieudacznik życiowy .
                              Tym większe problemy z nim w małżenstwie .
                              Ale owszem komuś ktoś taki może odpowiadać .
                              • divide1 Re: A Wasi synowie będą mieć " jaja "? 05.06.07, 14:19
                                A teraz Aronku, to się na glos roześmialamsmile)). Bo widzisz, są też na tym
                                świecie ludzie, którzy nie są za bardzo wykształceni i jednocześnie nic w domu
                                nie robili, bo rodzicie (a zwlaszcz mamusia) uslugiwali. Są też wykształceni, a
                                nauczeni prac domowych i jeszcze inne kombinacje...
                                • aron95 Re: A Wasi synowie będą mieć " jaja "? 05.06.07, 14:30
                                  A pewnie że tak jest , wcześniej pisałem o wychowaniu . Wychowanie jest
                                  najważniejsza . Ale obserwuję że u niektórych tylko wykształcenie się liczy i
                                  ich dzieci zadnej innej wiedzy nie posiądą .
    • mindsailor Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 14:12
      tak sobie czasem myslę, że ja własnie odeszlam, bo on był za dobry. to tak w
      uproszczeniu.
      czasem wraca tęsknota za jego bezgraniczną miłością, egoistyczne pragnienie
      bycia najwazniejszą, najpiękniejszą, najlepszą, naj... itd ale czy mozna zyć
      tylko biorąc? ja nie umiałam.
      w oczach niekótrych znajomych jestem wyrachowaną i wredną suka, że zostawiałm
      takiego faceta. który tak kochał, był taki dobry itd
      • zupelnieinna Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 14:32
        Siostra..........wlasnie!
        Jak napisala jedna z przedmowczyn - pozyczki dla siostry na wieczne nieoddanie.
        To samo jest z synem, ale tu jestem bardziej ulegla - dziecko to dziecko, jego
        sprawa.

        Powiem wiecej, zwolnienie rodzenstwa z prezentow swiatecznych dla nas, bo ich
        nie stac. Spytalam jak to? Przeciez pracuja, mozna kupic drobiazg za 20-30 zl!!
        Do diabla! Ale nie, my ich zapraszamy, bo nam sie powodzi, robimy prezenty,
        rozdajemy jedzenie po wigilii i ....zostajemy z ich spojrzeniami nienasocynomi
        i z brudnymi garami. Dokladnie tak samo jest w urodziny/imieniny. Ja sie
        postawilam w tym roku i stwierdzilam, ze nie mam ochoty na wlasne imieniny. Nie
        zaprosilam, wogole nie pamietali, nawet o telefonie! Ta uleglosc/bezjajowosc
        jest porazajaca! A co najciekawsze on sie swietnie z tym czuje chyba, zawsze
        merda ogonkiem, bleeeeeeeee. A ja w oczach jego rodziny - jako ze jestem druga
        zona - wychodze na potworna sknere, zlotowe i wogole zmienilam go na zle, bo
        nie rozdaje tego co ciezko zarobi!!

        Moze zle sformulowalam tytul watku, ale nic innego mi nie wpadlo do glowy, stad
        moze te baty na mnie?
        • divide1 Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 14:42
          Zupelnieinna, przeczytałam jeszcze raz, co napisalaś i widze dwa główne
          problemy: kwestia pieniędzy i relacje z Jego rodziną.
          Zastanów się, czy na pewno te dwie sprawy i złość z powodu Jego zachowania, nie
          wpływają na Twój stosunek do niego? Czy to nie przesłania Ci całości obrazu?

          A porpos' relacji z rodziną współmałżonków, to nie wiem ,czy się ze mną
          zgodzicie, ale...po ślubie okazuje się, że wyszłam/ ożeniłem się nie tylko z
          nim/ nią, ale z całą rodziną. Ot życie...
          Kiedyś myślałam,że to tylko starsze i doświadczone życiem osoby tak mówią.
          Osobiście przekonałam się, że nie tylko miłość do partnera się liczy, ale też
          wzajmeny stosunek do naszych rodzin jest niezmiernie ważny.
          • cien_wiatru Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 14:53
            U mnie sie jeszcze od 2 lat pogorszylo, od kiedy tesciowa miala zawal. Teraz
            panoszy sie juz po dyktatorsku. jak tylko ktos robi cos nie tak jak ona chce,
            to lapie sie za serce i krzyczy, ze ma atak, powietrza nie moze zlapac, oczami
            wywraca, itd. Wrzeszczy " bedziecie mnie miec na sumieniu ! " No I wszyscy sa
            pod jej dyktando.Tylko nie ja, wiec jestem zdzira i lafirynda.
            W ostatnich wyborach prezydenckich zazadala od calej rodziny glosowania na jej
            ulubionego Leppera smile

            Dodam, ze nie tylko moj maz jest wobec mamusi tak ulegly. Wpieprza sie rowniez
            do zycia swoich corek, najezdza na zieciow, na swoje wnuki, na partnerow wnukow
            i nikt ale to nikt nie pisnal slowa sprzeciwu. Nietykalna swieta krowa.
            • cien_wiatru Re: ...odchodze bo on jest za dobry? 05.06.07, 14:54
              P.S.
              Wychodzac za maz wlasnie tak myslalam, ze przeciez nie wychodze za maz za cala
              jego rodzine, tylko za niego. Ale mialam 25lat. Tearz po jednym spotkaniu z ta
              rodzina bym uciekala gdzie pieprz rosnie.
      • aron95 Kolejna nawiedzona ? 06.06.07, 10:28
        mindsailor napisała:

        > tak sobie czasem myslę, że ja własnie odeszlam, bo on był za dobry. to tak w
        > uproszczeniu.
        > czasem wraca tęsknota za jego bezgraniczną miłością, egoistyczne pragnienie
        > bycia najwazniejszą, najpiękniejszą, najlepszą, naj... itd ale czy mozna zyć
        > tylko biorąc? ja nie umiałam.
        > w oczach niekótrych znajomych jestem wyrachowaną i wredną suka, że zostawiałm
        > takiego faceta. który tak kochał, był taki dobry itd


        Nie pomyślałaś że on taką Cię chciał , taka mu dopowiadałaś bezgranicznie ,
        bezkrytycznie . Skrzywdziłaś siebie , jego , dzieci i wszystkich innych którzy
        po waszej pszyszłości czegoś oczekiwali .

        Weź taki gumowy młotek i kiedy o tym pomyślisz to walnij się bo szare komórki
        mają to do siebie ze czasami się układają .

        • angoisse apel do adminów 06.06.07, 10:37
          jak myslicie, co by tu można zrobić?
          • aron95 Re: apel do adminów 06.06.07, 10:47
            witaj angoise

            jakieś błędy ??
          • crazyrabbit Re: apel do adminów 06.06.07, 17:46
            angoisse napisała:

            > jak myslicie, co by tu można zrobić?

            Myslę , że admini traktują to jak pewien rodzaj forumowego folkloru i darmowego
            kabaretu tongue_out
        • z_mazur :)) 06.06.07, 10:47
          > Weź taki gumowy młotek i kiedy o tym pomyślisz to walnij się bo szare komórki
          > mają to do siebie ze czasami się układają .

          Aron, coś Ty z tym waleniem???
          Czyżbys przetestował na sobie, że tak innym polecasz? wink
          • crazyrabbit Re: :)) 06.06.07, 20:44
            A mnie się tak w związku z waleniem kawał przypomniał (abstrakcyjny):

            Siedzi krowa i koń na gałezi drzewa. Podchodzi byk i mówi: Krowa! Zwalę cię!
            A krowa na to: A konia se zwal!

            big_grinDD
        • mindsailor Re: Kolejna nawiedzona ? 06.06.07, 11:16
          > Weź taki gumowy młotek i kiedy o tym pomyślisz to walnij się bo szare komórki
          > mają to do siebie ze czasami się układają .


          sam się walnij! a na poczatku naucz się czytać ze zrozumieniem. to nie boli
    • marek_gazeta Kobiety nie lubią słabych mężczyzn 05.06.07, 15:33
      Słaby mężczyzna budzi w kobiecie pogardę i agresję. Co ciekawe, rodzi również agresję u kobiet mocno poturbowanych w poprzednich związkach, choć oczywiście wszystko jest kwestią proporcji. Mężczyzna ma prawo być mało uczuciowy (biorąc "klasyczny przykład" na warsztat - odwracać się na bok i zasypiać zaraz po tym, jak "zrobi swoje"), ale nie ma prawa być słaby. Myślę, że jest to mechanizm ewolucyjny, służący eliminacji słabych (nie rokujących) osobników. Właśnie tak - mechanizm ewolucyjny.

      Pisząc "słaby" mam raczej na myśli stronę psychiczną, nie siłę fizyczną; w każdym związku zresztą ta słabość może się w różny sposób objawiać. Może to być mała asertywność, nieumiejętność załatwiania codziennych spraw (praca, urzędy itp.), ogólna ofermowatość, "dwuleworęczność" w prostych zajęciach domowych, "maminsyństwo" itp. itd.

      Najgorzej jest wtedy, gdy nie dość silny facet trafia na dominującą (i potrafiącą umiejętnie wykorzystywać poczucie winy) kobietę; może go ona w dość krótkim czasie "sprowadzić do parteru" i skutecznie "osłabić". Taki związek ma spore szanse dość szybko się rozpaść.

      Słaby mężczyzna może być atrakcyjnym partnerem wyłącznie dla kobiety o odpowiednim charakterze i temperamencie, bądź dla kobiety, która w swoim życiu trafiła na partnera zbyt silnego. Mówiąc wprost, dostała mocno po d. i teraz szuka czegoś innego.

      Jeśli to zabrzmiało jak wykład, to przepraszam, jest to po prostu garść obserwacji z życia własnego, jak i z relacji zaobserwowanych. A kobietom, które trafiły na zbyt słabych partnerów, życzę silnych mężczyzn w następnych związkach - byle nie zbyt silnych (co dodaję bez żadnych podtekstów).
      • misbaskerwill Re: Kobiety nie lubią słabych mężczyzn 05.06.07, 15:47
        Dobrze gada, dolać mu wódki!
        Faktycznie, brzmiało to jak wykład, ale niestety - wszystko to prawda.
        Amen, Marku.
        • divide1 Re: Kobiety nie lubią słabych mężczyzn 05.06.07, 15:57
          A tak, celne obserwacjesmile

      • lilyrush Re: Kobiety nie lubią słabych mężczyzn 05.06.07, 15:56
        Za prawdę sie nie przeprasza smile
        Mądrze gadasz i Toie tez życzymy tego samoego- czyli wg życzeń
        • zupelnieinna Re: Kobiety nie lubią słabych mężczyzn 05.06.07, 16:51
          No cos w tym jest Marku. Choc chlop jak dab, to jednak chlopina jak widac.

          Tylko jakos ciezko mi przelknac ze to z rodzina wzielam tez slub.
    • nangaparbat3 brać i dawać 05.06.07, 22:45
      Niestety tylko przejrzałam watek, choc bardzo ciekawy.
      zastanawia mnie jedno: powtarzajace sie parokrotnie, u róznych osób - nie chce
      tkwic w związku, bo nie chce tylko brać, chce tez dawac.

      Mnie sie nasuwa: chcesz dawać, dawaj.
      Albo lepiej napisz - mam dość tego czlowieka, tego zwiazku, wypaliłem?am sie.
      Czy zawsze trzeba doszukiwać sie wad, niedociagniec i wystepków tej drugiej
      strony,m zeby odejść? czy nie wystarczy powiedzieć "Nie chce juz z toba być,
      wybacz"? Czy musi sie udowodnic temu drugiemu, jak niewiele jest wart?
      • lilyrush Re: brać i dawać 05.06.07, 23:10
        jemu nie
        sądowi tak
        nawet jeśli nie chcemy
        • nangaparbat3 bzdura 05.06.07, 23:23
          lilyrush napisała:

          > jemu nie
          > sądowi tak
          > nawet jeśli nie chcemy


          Mamy dziecko, a rozwód dostalismy od reki - i nie musiałam na exa złego słowa
          powiedzieć.
          • 13monique_n Re: bzdura 06.06.07, 10:07
            Potwierdzam. Nie trzeba sprowadzić exa do poziomu szpar w podłodze, by dostać w
            sądzie rozwód, nawet kiedy są "maloletnie" dzieci.
            Nango, ukłony nieustające za kojące działanie smile - na mnie szczególnie
      • mindsailor Re: brać i dawać 06.06.07, 07:32
        czy nie wystarczy powiedzieć "Nie chce juz z toba być,
        > wybacz"? Czy musi sie udowodnic temu drugiemu, jak niewiele jest wart?

        ja nic nie udawadniałam mężowi tylko odeszłam. nie potrafiłam go tak kochać jak
        on mnie.
      • divide1 Re: brać i dawać 06.06.07, 12:11
        nangaparbat3 napisała:

        > Mnie sie nasuwa: chcesz dawać, dawaj.
        > Albo lepiej napisz - mam dość tego czlowieka, tego zwiazku, wypaliłem?am sie.
        > Czy zawsze trzeba doszukiwać sie wad, niedociagniec i wystepków tej drugiej
        > strony,m zeby odejść? czy nie wystarczy powiedzieć "Nie chce juz z toba być,
        > wybacz"? Czy musi sie udowodnic temu drugiemu, jak niewiele jest wart?

        Oczywiście, że wystarczy i na przykład ja nigdzie nie napisałam, że trzeba
        udowadniać temu drugiemu jak niewiele jest wart. Ale chyba naturalną rzeczą
        jest, że każdy rozsądny człowiek zastanawia się, analizuje: dlaczego się
        wypaliło/ uczucie wygasło/ staliśmy się sobie obcy???

        Poza tym w moim odczucie nie można powiedzieć "Wybacz, nie chcę juz z Tobą
        być". Przepraszam, ale to jak zachowanie obrażonego dziecka: znudziły mi się
        Twoje zabawki, zabieram swoje i zmieniam piaskownicęwink.

        Dodam jeszcze, że nas się Sędzia pytała dlaczego wygasło uczucie i nie
        obrzucaliśmy się błotem. Po prostu każdy z nas opowiedział co czuje. Tyle i aż
        tyle, bo stres był okropny...ale znowu świeci Słońce czego i Wam życzę!
    • zwierciadlo0 Aron95! 06.06.07, 10:34
      Nie czujesz ze nie pasujesz do tego forum?smile Jest tyle innych, tez mozna
      popisac.
      Pozdrawiamsmile
      • aron95 Re: Aron95! 06.06.07, 10:46
        Krytykę trzeba umieć przyjmować jak i odpierać .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka