wmiedzyczasie 13.06.07, 15:11 To ja złozyłam pozew. Sprawa 17.07. Jak to wygląda? o co pytają? co zesoba zabrać (jakieś rachunki, kwitki?)stresuję się, kurczę. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
delika1 Re: sprawa o alimenty 13.06.07, 15:17 o winie czy za porozumieniem?Najlepiej mieć wszystko dogadane we wniosku rozwodowym (alimenty, kontakty, jesli ojciec ma mieć ograniczone).I jeśli jest dziecko, powinniscie powołać świadka, który bedzie zeznawał na okolicznosc małoletniego. I jeśli nie bedziesz miała takiego pecha jak ja , powinno sie zakończyć na 1-szej sprawie (mówię o opcji za porozumieniem) Odpowiedz Link
delika1 Re: sprawa o alimenty 13.06.07, 15:18 sorrki, Ty pytasz o sprawę tylko o alimenty, a nie ogólno-rozwodową- zagalopowałam sie... Odpowiedz Link
majkel01 Re: sprawa o alimenty 13.06.07, 18:49 pytaja: o dochody obojga rodzicow oraz o (uzasadnione) potrzeby dziecka. kwitki: zaswiadczenie o wysokosci dochodow, jakies rachunki mogace uwiarygodnic ze na dziecko wydaje sie mniej wiecej tyle i tyle miesiecznie. wyglada tak: wchodzice na sale. Najpierw Sad pyta sie o stanowisko w sprawie (tzn. ty mowisz kwote i tatus dziecka mowi swoja). Jesli sa rozne (a z pewnocia sa bo gdyby nie byly rozne to do Sadu sprawa by nie trafila Sad bedzie was przez kilkanascie minut albo do skutku namawial do zawarcia ugody. Jesli wasze kwoty sie po drodze spotkaja Sad spisuje ugode i jest po sprawie. Jesli co do kwot sie nie zgodzicie to pogodzi was Sad. Przepyta najpierw jedno pozniej drugie...nastepnie grzecznie wyprosi ze sali i ustali jaka wysokosc alimentow jest odpowiednia. Pozniej zawola i oglosi wyrok. To tak grubo z grubsza Odpowiedz Link
wmiedzyczasie Re: sprawa o alimenty 14.06.07, 07:47 dzięki. Ale i tak sie stresuję. Pan mąż dostał wczoraj pozew i przybiegł z pretensjami.Pisałam o 400 zł. dziecko ma 8 lat. Mąz wrzeszczał,ze przesadziłam z tą kwotą,ze w zyciu mi tyle (tak jakby to mi dawał) nie da.Ze jestem materialistka i inne tam takie. I teraz myśle,że moze faktycznie przesadziłam, choć z drugiej strony dlaczego mojemu dziecku ma czegoś brakować? wystarczy,ze przez występy pana męża całe jego zycie się przewróciło do góry nogami.Do sprawy mam miesiąc zacznę zbierać kwitki. Co ile mnie kosztuje. Aha ! do powiadomienia o terminie przybili pieczątkę,że mam przynieść zaświadczenie o zarobkach za ostatnie 6 miesięcy, a wlaśnie takie dołaczyłam do pozwu (za miesiące grudzień - kwiecień, bo pozew składałam w maju). Czy muszę mieć faktycznie jeszcze jedno? Odpowiedz Link
majkel01 Re: sprawa o alimenty 14.06.07, 18:46 > Aha ! do powiadomienia o terminie przybili pieczątkę,że mam przynieść > zaświadczenie o zarobkach za ostatnie 6 miesięcy, a wlaśnie takie dołaczyłam do > > pozwu (za miesiące grudzień - kwiecień, bo pozew składałam w maju). Czy muszę > mieć faktycznie jeszcze jedno? moze ktos tak zrobil z rozpedu. Na wszelki wypadek lepiej wziac, chociaz zalezy ktore zaswiadczenie bylo by korzystniejsze. Na rozprawie warto miec jak najwiecej dokumentow ale przeciez nie wszystkie musisz skladac. Warto miec je i zlozyc dopiero na zadanie Sadu, badz jesli bedzie wymagala tego sytuacja procesowa. Co do wysokosci aliemntow to niestety przy sprzeciwie meza zapewne kwota zostanie jednak przez Sad obnizona, chociaz rownie dobrze Sad moze uznac ze to kwota adekwatna do potrzeb. Odpowiedz Link
f.l.y Re: sprawa o alimenty 15.06.07, 11:51 zapewniam Cię, że 400 zł alimentów to nie jest 'za dużo' na alimenty składa się nie tylko utrzymanie dziecka typu jedzenie, ubrania, wyjścia do kina, szkoła, internet na przykład, leki itp ale zarówno czynsz, energia i takie tam.. wystarczy, że dziecko wypija jeden litrowy sok dziennie to prawie 100 zł na miesiąc ) nie miej skrupułów moja droga....tym bardziej, że tatuś nie ma.... Odpowiedz Link
majkel01 Re: sprawa o alimenty 15.06.07, 22:11 przypomne jednak ze kwota alimentow od ojca wcale nie ma pokrywac calosci kosztow utrzymania dziecka. Przyjelo sie dzilenie kosztow na pol, chociaz nie jest to prawidlowy podzial bowiem nie uwzglednia to tzw. staran wlasnych. Sady najczesciej zasadzaja alimenty w kwotach pomiedzy 200 a 300 PLN. No chyba ze oczywiscie tatus moze placic wiecej wowczas sa one odpowiednio wyzsze. Odpowiedz Link
rozwodnica Re: sprawa o alimenty 15.06.07, 12:04 To ja mam pytanie. W związku z tym że oto nadszedl pierwszy raz (czyli 4 alimenty) kiedy musiałam przypomniec się jesli chodzi o pieniądze na dziecko postanowilam zawczasu zacząć zbierać rachunki. Jak to ma wyglądać? Zbierać wszystko, rachunki z marketu i podkreślać co dla dziecka? Rozumiem - ubrania, przedszkole, kino itp. Jak potraktowac wczasy? nie mam zamiaru prosić o dotację, ale powinnam wziąć rachunek i to co wydam na dziecko doliczyć do wydatkow? Wiem, ze takie wątki już byly i przejrzę z pewnością - ale jak obliczyć wydatki na wodę, prąd, gaz? Po prostu podzielić na pół to co na rachunku? Odpowiedz Link
tricolour Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 15.06.07, 12:10 ... wiem, że to "ciężka" praca, ale jej efektem mają być pieniądze na dziecko więc chyba warto ją podjąć. Co do energii, wody, smieci - to jest typowe dzielenie włosa na czworo i szukanie wytłumaczenia dla "uciążliwości" podliczania rachunków. Bo założe się, że ten straszny prąd+woda+smieci+winda nie wyjdą więcej niż 100zł na osobę więc nie róbcie już problemów tylko 100 i koniec. Odpowiedz Link
rozwodnica Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 15.06.07, 14:43 Tri ja nie napisalam że to ciężki i trudne...tylko nie chcę przegiąć i ośmieszyć się w sądzie. I wiesz - jakoś nie chcę też oskubać exa. Policzyłam trochę "na oko" i wyszło mi, że NA RAZIE te 350 które dostaję na przedszkolaka spokojnie wystarcza, wliczając nawet wyjazd na tydzien nad morze. Chyba, że o czymś zapomnialam Ale pewnie jak młody pójdzie do szkoły to wydatki wzrosną. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 15.06.07, 14:56 Ciekawe. Wiekszość pań (na tym forum rówież) uważa, że kwota ok 600 zł alimentów na dziecko, to absolutne minimum. A tu nagle "350 zł które dostaję spokojnie wystarcza". Dzięki, że to napisałaś. Odpowiedz Link
tricolour Nie pomyślałeś o jednym... 15.06.07, 16:47 ... że dziecko po rozwodzie rodziców nagle dostaje skrzydeł. Objawiają się talenta pływackie, tenisowe, narciarskie, dziecko staje sie miłośnikem kina, teatru, opery i rozwija inne zdolności, o których nawet samo nie wie, ale finansować trzeba. Toż to takie proste... Odpowiedz Link
tricolour Aha... no i na soki litrowe doliczyc trzeba... 15.06.07, 16:48 ... 30 dni po litrze (a 3 zł każdy) daje rzeczywiście 100zł miesięcznie na soki. A gdzie zagrycha? ) Odpowiedz Link
chalsia napisała, że "NA RAZIE" i licząc na oko 16.06.07, 00:42 ze swoich i cudzych doświadczeń jestem pewna, że wyjdzie jej więcej i te 350 zł alimentów jednak będzie stanowiło mniej niż 50% kosztów utrzymania dziecka. Jeszcze po prostu nie ogarnęła wszystkiego. Chalsia Odpowiedz Link
chalsia Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 16.06.07, 00:46 koszty czynszu, gazu, prądu, wody, scieków i śmieci przeypadające miesięcznie na moje dziecko to ponad 200 zł. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 16.06.07, 01:57 IMHO jeśli matka mieszka z dzieckiem, to nie powinna liczyć po prostu połowy ponoszonych kosztów zwiazanych z mieszkaniem jako kosztów utrzymania dziecka, bo gdyby była sama to i tak większą część tych kosztów musiałaby ponosić. Poza tym nie każdy mieszka w Warszawie Odpowiedz Link
chalsia Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 17.06.07, 01:30 no sorry, ale ilość zużywanego gazu, wody, prądu etc jest zalezna od ilości osób - najprostszy przykład - mieszkasz sam - używasz jedną wannę wody dziennie - mieszkasz z dzieckiem - zużywasz dwie. No chyba, ze jak za dawnych czasów - dziecko kąpie się w wodzie po kąpieli dorosłych ) Chalsia Odpowiedz Link
turzyca Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 17.06.07, 02:48 niekoniecznie. Jako osobka zupelnie wolna i niezbyt wybredna moge sie zdecydowac na wynajecie polowy pokoju poza miastem za kwote 100 zl miesiecznie. I jesli nie jestem nadwrazliwa to karakany biegajace po grzybie jakos zniose. Dziecka w takich warunkach jednak zadna normalna matka nie umiesci. A wiecie jakie sa czynsze? Nawet za kawalerke na Tarchominie? Zywnosci itp tez to dotyczy. Dziecku niektorych rzeczy sie nie daje. Albo raczej sa rzeczy, ktore dziecku sie daje, a dorosly moze zrezygnowac. Juz nie mowiac o tym, ze biorac prysznic leje wode przez dwie minuty. Wyobrazacie sobie umycie dziecka w tym czasie? Odpowiedz Link
maheda Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 17.06.07, 06:19 Jestem tego samego zdania, co Turzyca. My akurat wynajmujemy mieszkanie. Dwupokojowe i nie w centrum miasta, ale w okolicy dobrze z centrum miasta skomunikowanej. Gdyby nie dziecko, i przy założeniu, że nie wyprowadziłabym się z Polski, wynajmowałabym pokój w miejsce mieszkania, bo tak jest wiele taniej. Koszt wynajmu tych dwóch mieszkań jest nieporównywalny ze sobą, i na pewno koszt wynajmu i utrzymania dwupokojowego mieszkania jest ponaddwukrotnie wyższy od wynajmu i utrzymania pokoju. Gdyby jeszcze ojciec dziecka sam mieszkał w jakichś nienajlepszych warunkach, oczywiście trudno by wymagać opłacanie fanaberii posiadania odrębnego pokoju dla dziecka. Jeśli natomiast ojciec dziecka mieszka sobie w dwupokojowym na razie mieszkaniu, mając w planach wyremontowanie drugiego poziomu mieszkania, mam nadzieję, że nie usłyszę w sądzie od niego, że przesadzam z ilością pieniędzy na mieszkanie i że dziecku wystarczyłoby pół pokoju dzielonego z matką, w zakaraluszonej garsonierze. Odpowiedz Link
chalsia Re: Rachunki trzeba zebrać i policzyć... 17.06.07, 11:28 dokładnie - jak się jest samemu to - jeśli się chce - można świadomie wybrać styl życia "byle co i byle jak". Ale normalny rodzic nie chce przekazywać swojemu dzieckui takiego modelu i stara się by nie było "byle co i byle jak". Chalsia Odpowiedz Link
tricolour A ja w to nie wierzę... 16.06.07, 20:08 ... żeby koszt "gazu, prądu, wody, scieków i śmieci" wynosił więcej niż 100 zł. Natomiast zgodzę się, że zsumowany z czynszem przekroczy znacznie 200zł. Problem w tym, że czynszu nie dzieli się na pół żeby obliczyć część dziecka. Część dziecka, to czynsz za dwie osoby minun czynsz za jedną osobą w mieszkaniu. Zwykle jest to kilkadziesiąt złotych. Odpowiedz Link
chalsia rzeczywiście, pomyliłam się 17.06.07, 01:25 stan faktyczny dotyczący kosztów utrzymania dziecka jest taki: - prąd 75 zł/mc - gaz 140 zł/mc - woda plus ścieki 53 zł/mc - śmieci 22 zł/mc czyli razem 290 zł/mc. Chalsia Odpowiedz Link
z_mazur Re: rzeczywiście, pomyliłam się 17.06.07, 01:39 Sorry Chalsiu, ale ja teraz mieszkając z bratem, na nas dwóch nie wydajemy takich pieniędzy na media, a Ty liczysz to na jedno dziecko??? Coś tu jest nie tak. Odpowiedz Link
z_mazur PS 17.06.07, 01:42 Przy czym przypuszczam, że jak brat mieszkał sam to te koszty nie były o połowę mniejsze, bo pewna kwota jest stała niezależna od ilości osób. Odpowiedz Link
chalsia Re: PS 17.06.07, 02:03 nigdy nie mieszkałam, tu gdzie mieszkam, sama, więc nie wiem jakie by były koszty zycia w pojedynkę - nie mam porównania. Ale wiem jaki tryb życia prowadziłam przed dzieckiem (ilość czasu w domu, ile gotowania, prania etc) i wiem jak olbrzymiej zmianie to uległo odkąd mam dziecko. Chalsia Odpowiedz Link
chalsia Re: rzeczywiście, pomyliłam się 17.06.07, 01:56 a co tu może być nie tak? sumuję rachunki za podane wyżej rzeczy z całego roku, dzielę na 12 a potem na 2 (bo mieszkam z dzieckiem). Tak się to po prostu liczy. Poza tym fakt, że Ty z bratem nie wydajecie tyle nie jest argumentem ) - może Was nie ma w domu od rana do wieczora, nie gotujecie etc. a mje dziecka ma np. lampkę zapaloną przez całą noc, a ja mam dużą wannę. Po prostu nie ma dwóch identycznych przypadków. Odpowiedz Link
z_mazur Re: rzeczywiście, pomyliłam się 17.06.07, 02:19 Ależ oczywiście, wiem że tak się liczy, ale dla mnie dyskusyjne jest to czy powinno się tak liczyć. Spora część kosztów jest stała (ugotowanie obiadu na jedną czy dwie osoby to porównywalna ilość energii), podobnie z oglądaniem telewizji, czy włączaniem światła w domu. Nie do końca zgodzę się, że dzielenie kosztów mediów na 2 jest słuszne, zresztą podobnie z czynszem. Moja była żona mieszka z córką w mieszkaniu m-5, gdyby chciała liczyć jako koszt utrzymania córki połowę czynszu to bym ją wyśmiał. Nikt nie zmusza jej do mieszkania w takim dużym mieszkaniu, a za jej fanaberie nie mam zamiaru płacić. I dla mnie np. "duża wanna" też jest taką "fanaberią". Nocna lampka gdyby miała enoergooszczędną żarówkę to koszty są praktycznie pomijalne, a jeśli nie ma to też jest "fanaberia". A w ogóle to nie lubię tych dyskusji o pieniądzach bo one są jakieś takie... Ja akurat w tym temacie dogaduję się z byłą żoną. Odpowiedz Link
chalsia Re: rzeczywiście, pomyliłam się 17.06.07, 11:26 > inno się tak liczyć. Spora część kosztów jest stała (ugotowanie obiadu na jedną > czy dwie osoby to porównywalna ilość energii), tak jak pisałam - sytuacje są rózne. Nie mając dziecka gotowałam jeden obiad na jeden dzień czyli raz na tydzień. A teraz dziecko je obiad codziennie. Chalsia Odpowiedz Link
chalsia Re: rzeczywiście, pomyliłam się 17.06.07, 02:06 no dobra )))) Chciałam jedynie przeciwstawić się stwierdzeniu Tri, że coś tam "nie kosztuje więcej niż" - więc na swoim przykładzie pokazałam, że może - ale ja nie jestem "miarodajna" ) Chalsia Odpowiedz Link
tricolour Takie sobie bzdury... 17.06.07, 21:48 ... albo wyjątkowo szczególny przypadek, który nijak ma się do innych. 75 zł kosztuje 450kWh. Miesiąc ma 30x24=720 godzin. Wynika, że za 75 złotych możesz świecić lampką nocną mocy pół kilowata przez okrągłą dobę. Albo podłączyć pralkę automatyczną na osiem godzin dziennie na gotowanie. Mam dalej obliczać? No szkoda czasu... bo wychodzą brednie dla zwyklego człowieka. Odpowiedz Link
rozwodnica Re: Takie sobie bzdury... 17.06.07, 22:16 Tri mnie się nawet liczyć nie chce. Załóżmy, że każdy jest inny i ma różne potrzeby, wymagania, przyzwyczajenia itp. Jedno dziecko jest chore, a inne zdrowe. A najlepiej byłoby się nie rozwodzić Odpowiedz Link
tricolour Masz rację... 17.06.07, 22:28 ... i takie dyskusje na tym forum od lat wyglądaja podobnie. Odpowiedz Link
chalsia przecież napisałam 17.06.07, 23:17 ze nie jestem "miarodajna". Nie znasz moich warunków zycia to i nie przeliczysz. Te "brednie" jak to nazywasz to fakt wynikający z rachunków za prąd. Chalsia Odpowiedz Link
turzyca Re: Takie sobie bzdury... 17.06.07, 23:34 wystarczy dorzucic do tego np elektryczny grzejnik w lazience, chodzacy na okraglo komputer itd itp A tak na marginesie w moim rodzinnym domu rachunki za gaz zima wychodza kolosalne. Teraz bylo nie najgorzej, ale przy bardzo ostrej zimie umie wyjsc ponad trzy tysiace miesiecznie. Jakos nikt podczas wyboru typu ogrzewania domu nie pomyslal, ze cena gazu moze pojsc az tak bardzo w gore. Przy tej sumie wyliczenia chalsi przestaja byc tak bredniaste, prawda? Odpowiedz Link
tricolour Komputer dziecka chodzący na okrągło? 17.06.07, 23:37 A po co to dziecku w nocy, w przedszkolu lub szkole? Jak ktoś ma wielkie wydatki na ogrzewanie domu, to niech myśli intensywnie nad jego ociepleniem i mniejszym zużyciem energii, a nie tylko o możliwości sfinansowania marnotrawstwa. Odpowiedz Link
chalsia Re: Komputer dziecka chodzący na okrągło? 17.06.07, 23:43 ROTFL. już widzę jak chętnie byli mężowie współfinansują modernizację domu by w wyniku tegoż móc płacić niższe alimenty ( z racji spadku kosztów utrzymania dziecka). Chalsia Odpowiedz Link
tricolour Mowy nie ma o modernizacji domu. 17.06.07, 23:46 Co mnie obchodzi czy ex mieszka w ogrzewanym gejzerem pałacu czy w zimnym szałasie - jej sprawa. Ogrzewanie szałasu to też jej sprawa. Płacenie za ogrzewanie leży w gestii mieszkającego. Odpowiedz Link
turzyca Re: Mowy nie ma o modernizacji domu. 17.06.07, 23:56 Ale poniewaz polowe kosztow utrzymania dziecka ponosi tatus to w jego interesie lezy zeby te koszty, w tym koszty ogrzewania byly jak najmniejsze, czyz nie? Odpowiedz Link
tricolour I tu się chyba mylisz... 18.06.07, 00:04 ... bo cała ta dyskusja dowodzi, że jedyne o co chodzi w alimentach, to by były w odpowiedniej wysokości - a nie jak dojść do porozumienia i kompromisu. Odpowiedz Link
chalsia bo porozumieniem i kompromisem 18.06.07, 00:16 nie nakarmisz, nie wyleczysz ani nie wykształcisz dziecka. Do tego służą pieniądze. Chalsia Odpowiedz Link
turzyca Re: Komputer dziecka chodzący na okrągło? 17.06.07, 23:55 Ja tam bym chciala zobaczyc jak tri przeprojektowuje izolacje domu moich rodzicow okna sa wymienione na nowe o odpowiednich parametrach, dom ma bardzo wysokie wskazniki izolacji, w lecie jest cudownie chlodny - nawet w taki upal jak teraz nagrzewa sie w sposob znikomy, piec jest sterowany automatycznie na podstawie czujnikow temperatury, zaprogramowany na utrzymywanie temperatury 20 stopni celsjusza w czasie obecnosci domownikow i 18 podczas nieobecnosci i noca. Wietrzy sie metoda zamkniecia kaloryfera, otwarcia okna, zamkniecia okna, wlaczenia kaloryfera. Takoz mycie sie z dwuminutowym laniem wody jest efektem swiadomosci, ze na dole bija dwa liczniki jednoczesnie. Marnotrawstwo powiadasz? Odpowiedz Link
tricolour A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 17.06.07, 23:58 Może zwyczajnie koszty poszły tak znacząco do góry, a zarobki nie, że trzeba mysleć o obniżeniu standardu? Odpowiedz Link
chalsia Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 00:15 jak najbardziej - to jak ojca nie stać, niech zacznie oszczędności i obniżanie standardu od SIEBIE a nie od dziecka. Chalsia Odpowiedz Link
tricolour Chodziło o cos innego... 18.06.07, 00:18 ... jak ktoś się skarży, że w mroźne zimy płaci 3000 za ogrzewanie, to może sprzeda dom i przeprowadzi się do mieszkania z nieduzym czynszem? Odpowiedz Link
chalsia Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 00:32 konkretnie to się akurat nikt tu nie skarżył. w tym układzie wydaje się, że jedyną osobą, która się ewentualnie może skarżyc jest eks - i wracamy do propozycji, by aktywnie uczestniczył finansowo w obniżeniu kosztów ogrzewania )) wiesz co, chyba byś padł trupem ze śmiechu, gdyby Twoja eks zasugerowała Ci np. zmianę Twojego mieszkania na inne z powodu np. zbyt małego pokoju dla córki. Identycznie brzmi Twój pomysł, by zmienić dom na małe mieszkanie by finalnie doprowadzić do obniżenia alimentów na dziecko. Chalsia Odpowiedz Link
turzyca Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 00:35 tri, tak dlugo jak moi rodzice beda chcieli ze soba mieszkac w tym domu i bedzie NAS stac na jego utrzymanie tak dlugo nie bede wywierala na nich zadnego wplywu. Jesli sa szczesliwi w domu, ktory wybudowali po czesci wlasnymi rekami, w ogrodzie ktory razem stworzyli na czyms co wczesniej bylo piaszczystym ugorem, na swoim zaciszu z dala od miejskiego zgielku, to ja ich do wyprowadzki namawiac nie bede. A ze sama wole malutkie mieszkanko w centrum miasta to moj gust i moj wybor. To mial byc tylko przyklad, ze wyliczenia chalsi wcale nie sa tak od czapy jak twierdzisz. Ludzie mieszkajacy na wsi tez sie rozwodza. I dom jest opalany nie gazem, ale weglem. Koszty tez sa spore. I co maja porzucic ojcowizne tylko dlatego ze eksowi sie nie podoba? Odpowiedz Link
z_mazur Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 00:49 > I co maja porzucic ojcowizne tylko > dlatego ze eksowi sie nie podoba? Nie ale nie powinni wymagać od eksa pokrywania kosztów, które wynikają z podjętych przez nich decyzji. Dlatego w kodeksie jest sformułowanie "niezbędne koszty utrzymania dziecka" Odpowiedz Link
z_mazur PS 18.06.07, 00:56 Pisałem już o tym. Moja eks mieszka w mieszkaniu po swoich rodzicach i pewnie nie będzie się chciała z niego wyprowadzać. To mieszkanie to spore M-5 co jak na nią i córkę to całkiem dużo. Gdyby coś wspomniała o kosztach z tego tytułu (czego nie robi bo jest rozsądna) chyba umarłbym ze śmiechu. To jej wybór kierowany emocjami i jej wygórowanymi potrzebami, który nijak się ma do "uzasadnionych potrzeb dziecka". Odpowiedz Link
chalsia Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 00:59 > Nie ale nie powinni wymagać od eksa pokrywania kosztów, które wynikają z podjęt > ych przez nich decyzji a jeśli wynika to z dezycji podjętych przez parę zanim się rozstała? Chalsia Odpowiedz Link
z_mazur Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 01:01 Ale już nie są parą. Więc w zasadzie wszystkie te decyzje, poczynając od tej o wejściu w formalny związek przestają obowiązywać. Odpowiedz Link
chalsia Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 01:13 aaaa, rozumiem więc, że także wspólna decyzja o posiadaniu dzieci też przestaje obowiązywać i od momentu gdy nie sa parą, to dzieci stają się "problemem" jedynie matki ??? Chalsia ps. pisałam "para" bo nie ma znaczenia, czy byli małżeństwem czy nie Odpowiedz Link
z_mazur Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 09:02 > aaaa, rozumiem więc, że także wspólna decyzja o posiadaniu dzieci też przestaje > > obowiązywać i od momentu gdy nie sa parą, to dzieci stają się "problemem" > jedynie matki ??? Mogłoby tak być,ale własnie o tym decyduje Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy. Co innego ślub i zobowiązania z niego wynikające, które po rozwodzie zostają rozwiązane, co innego rodzicielstwo i zobowiązania z niego wynikające, które reguluje właśnie ten kodeks. Odpowiedz Link
turzyca Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 01:01 Jego rodzice zyja, jej nie, dostala dom i gospodarstwo w spadku. Zakochuja sie, pobieraja, on sie do niej wprowadza, plodza dzieci, rozwodza sie, on sie wyprowadza. Czy ona ma sie przeprowadzic dlatego ze jego zdaniem alimenty sa za duze? Odpowiedz Link
z_mazur Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 01:03 Szczerze? Tak powinna, bo to jej resentymenty i to ona powinna ponosić koszty ich posiadania. Chyba, że ją stać ponosić koszty z tego tytułu. Odpowiedz Link
turzyca Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 01:25 resentymenty? to ona moze miec do niego... Odpowiedz Link
chalsia Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 01:53 > Tak powinna, bo to jej resentymenty i to ona powinna ponosić koszty ich posiada > nia. Chyba, że ją stać ponosić koszty z tego tytułu. alez ją stać by ponosić te koszty, co nie stoi w sprzeczności z tym, że facet ma w ramch alimentów pokrywać przysłowiowe 50% kosztów utrzymania wynikającą z tego, iz dziecko z matka nadal tam mieszkają. Fakt, iż kobieta jest w stanie w 100% utrzymać siebie oraz dziecko nie zwalnia ojca z płacenia alimentów - i powinien płacic nie mniej niż 50% uzasadnionych kosztów utrzymania dziecka. Czyli może nie płacić za 50% złotego nocnika (jesli nie jego zarobki były wyznacznikiem stopy zyciowej rodziny przed rozstaniem), ale już 50% za plastikowy czy metalowy - tak. Chalsia Odpowiedz Link
turzyca Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 02:02 swoja droga dlaczego 50%? jesli to ona wklada dodatkowo wysilek, czas itp ale to tylko czysta ciekawosc.... Odpowiedz Link
z_mazur Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 09:11 > swoja droga dlaczego 50%? jesli to ona wklada dodatkowo wysilek, czas itp > > ale to tylko czysta ciekawosc.... Zaspokoję Twoją ciekawość. Nie wiem jak to wygląda w innych przypadkach, ale gdyby moja żona posłużyła się takim argumentem (czego nie robi, bo na tyle dobrze się znamy), to dla mnie jest odpowiedź prosta. Jeśli ona tą opiekę traktuje jak takie obciążenie (dla mnie jest to swego rodzaju przywilej), to ja podejmę się jej z chęcią bez żadnej dodatkowej gratyfikacji (poza pokryciem połowy kosztów utrzymania). I nie są to słowa rzucone na wiatr. Pozbawienie mnie codziennego kontatku z córką jest dla mnie trudniejsze do zaakceptowania niż rozstanie z żoną i nie domagam się z tego tytułu rekompensaty za straty moralne. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Chodziło o cos innego... 18.06.07, 09:05 > alez ją stać by ponosić te koszty, co nie stoi w sprzeczności z tym, że facet > ma w ramch alimentów pokrywać przysłowiowe 50% kosztów utrzymania wynikającą z > > tego, iz dziecko z matka nadal tam mieszkają. Ale wcale nie muszą tam mieszkać, jeśli matka podejmuje decyzję o kontynuowaniu zamieszkania w drogim w utrzymaniu lokalu to jest to już tylko i wyłącznie jej decyzja i ona powinna ponosić koszty tej decyzji, a nie jej były mąż. Odpowiedz Link
turzyca Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 00:29 Znam. A poniewaz zawsze czulam sie kobieta, to bede sie wzorowac na kobietach. I jesli koszty wzrosly, a zmiana standardu z jakiegos wzgledu jest niemozliwa, to nalezy doprowadzic do wzrostu pensji. Np. wzorem Babci otwierajac wlasna firme w 65 roku zycia. Wzorem jej brata ciotecznego decydujac sie na studia inzynierskie w 40 roku zycia. Albo wzorem Mamy robiac kolejne studia podyplomowe. Jej zarobki od czasu gdy zdecydowali sie na kupno domu wzrosly stukrotnie, bo wtedy byla pomoca biurowa daleko za nasza wschodnia granica. Zarobki Taty sa porownywalne z tamtym czasem, bo Tata nie zmieni firmy, nie pojdzie prosic o podwyzke, siedzi w budzetowce. Wole matrylinearny wzorzec aktywnego podejscia do zycia niz bierne czekanie na okazje. Jesli warunki zycia sie zmieniaja, to nalezy tez zmienic nasze podejscie don. Tym bardziej ze alimenty liczy sie od dochodu mozliwego do uzyskania a nie od uzyskiwanego, prawda? Odpowiedz Link
z_mazur Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 00:45 No tu już trochę nadinterpretujesz dochód możliwy do uzyskania jest trochę inaczej interpretowany. Jeśli ktoś pracuje w wyuczonym zawodzie przyjmuje się, że uzyskuje dochód możliwy do uzyskania. Potencjalnie to każdy z nas jest milionerem, co nie znaczy, że każdy z nas może wydawać miliony na dziecko. Odpowiedz Link
turzyca Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 00:53 Zadne z moich rodzicow-inzynierow nie pracuje w zawodzie wyuczonym. No moze Mama by mogla, choc ta branza przemyslu ledwo przedzie, ale Tata nie ma szans - ten przemysl juz w Polsce nie istnieje. Co nie zmienia faktu, ze obydwoje wieki temu sie przekwalifikowali. I Tata gdyby zdecydowal sie na przejscie do firmy komercyjnej na wejsciu dostalby pewnie co najmniej dziesieciokrotnosc obecnej pensji. Ale woli trzymac sie budzetowki. Czy trzymanie sie najnizszej mozliwej pensji jest uzyskiwaniem dochodu mozliwego do uzyskania? Odpowiedz Link
z_mazur Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 00:57 > Czy trzymanie sie najnizszej mozliwej > pensji jest uzyskiwaniem dochodu mozliwego do uzyskania? Zgodnie z interpretacją sądu? Tak. Odpowiedz Link
chalsia Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 01:08 z_mazur napisał: > > Czy trzymanie sie najnizszej mozliwej > > pensji jest uzyskiwaniem dochodu mozliwego do uzyskania? > > Zgodnie z interpretacją sądu? Tak. > mylisz się. Oto stanowisko sadu najwyzszego, z którego wynika, ze najniższa pensja w danym zawodzie nie jest wyznacznikiem - bowiem przy dołożeniu nalezytej staranności mogłaby osiągać w danym zawodzie więcej niż minimum płacy: "Przez ustawowe określenie "możliwości zarobkowe i majątkowe" rozumieć należy nie tylko zarobki i dochody rzeczywiście uzyskiwane ze swojego majątku, lecz te zarobki i te dochody, które osoba zobowiązana może i powinna uzyskiwać przy dołożeniu należytej staranności i przestrzeganiu zasad prawidłowej gospodarki oraz stosownie do swoich sił umysłowych i fizycznych. Możliwości zarobkowe zobowiązanego nie mogą być zawsze utożsamiane z faktycznie osiąganymi zarobkami. W przypadkach uzasadnionych obejmują one także wysokość zarobków, które zobowiązany jest w stanie uzyskać, lecz nie osiąga ich z przyczyn nie zasługujących na usprawiedliwienie. Chodzi tu o przypadki, w których osoba zobowiązana nie wykonuje wyuczonego i dobrze wynagradzanego zawodu, pracuje w niepełnym wymiarze godzin, bądź też pracuje dorywczo." Odpowiedz Link
z_mazur Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 01:10 Chyba niedokładnie przeczytałaś tą interpretację. W niej jest mowa, że niestarannością jest np. praca w niepełnym wymiarze godzin, lub niewykonywanie wyuczonego i dobrze płatnego zawodu, czyli dokładnie to o czym ja pisałem. Odpowiedz Link
chalsia Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 01:19 to co podałeś to są "przyczyny nie zasługujące na usprawiedliwienie". A wcześniej jest napisane coś, co jasno świadczy o tym, że najniższa pensja w zawodzie to brak staranności. Zresztą z kazuistyki wynika, że sądy w konkretnych zawodach biorą pod uwagę średnie dochody/pensje w danym zawodzie. -------- Większość ludzi to ssaki. Odpowiedz Link
z_mazur Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 08:58 Z moich doświadczeń wynika co innego. Mieszkańcy Warszawy mają chyba trochę spaczony obraz polskiej rzeczywistości. Odpowiedz Link
z_mazur PS 18.06.07, 01:08 Można by przyjąć, że przecież każdy alimenciarz może teraz wyjechać do pracy do Irlandii i zarobić co najmniej 2000 Euro... Więc co, każdy ma możliwości zarobkowe w wyskości 8000 zł??? Odpowiedz Link
chalsia Re: PS 18.06.07, 01:25 no fakt, teoretycznie każdy może wyjechać. Ale nie każdy chce i rzeczywiście może. Jednak jest to rozdymanie kwestii do absurdu, bowiem oczywistym jest, że możliwości zarobkowe określa sie dla naszego kraju. Odpowiedz Link
chalsia Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 00:57 > dochód możliwy do uzyskania jest trochę inaczej interpretowany. Jeśli ktoś prac > uje w wyuczonym zawodzie przyjmuje się, że uzyskuje dochód możliwy do uzyskania czyli jak ktoś np. jest historykiem (wyuczony zawód) ale pracował jako dyrektor działu personalnego w dużej firmie i zarabiał 8000 netto, to jego możliwości zarobkowe sa jakie? Jak historyka (czyli raczej niskiej dochody) czy jak menadżera wyższego szczebla (czyli raczej wysokie dochody)? Chalsia Odpowiedz Link
z_mazur Re: A znasz takie pojęcie "nie stać mnie"? 18.06.07, 01:00 Możliwości są takie jakie są aktualnie, chyba że nie pracuje się w wyuczonym zawodzie i przez to zarabia się mniej niż zarabiałoby się pracując w wyuczonym. Np. magister ekonomii pracujący jako ochroniarz i zarabiający 1500 zł. Odpowiedz Link
tricolour I to jest bardzo dobre pytanie... 18.06.07, 08:47 ... dleczego, jeśli chodzi o pieniądze, interesujesz się czyimiś możliwościami zawodowymi (żeby mu potem zasądzić wysokie alimenty) a nie swoimi, żebys także zarabiała bardzo dobrze adekwatnie do swoich możliwości zawodowych i ambicji. Odpowiedz Link
chalsia To do mnie pytanie? 19.06.07, 00:22 jeśli tak - zasądzać wysokich alimentów już nie trzeba, bo są zasądzone - teraz ino bronię by je utrzymano (a ich wysokośc jest adekwatna do kosztów utrzymania dziecka, zresztą przez kilka lat tychże kosztów eks nigdy nie kwestionował, teraz dopiero przy sprawie o obniżenie alimentów zaczął, gdy okazało się, że argumenty dotyczące jego sytuacji jakoś mało przekonujące dla sądu są oraz że fakty przeczą czesto temu co eks mówi). Czemu się interesuję? Z tych samych powodów co sąd - bowiem od możliwości oraz kosztów dziecka poziom alimentów zależy. A moimi zarobkami sie nie martw, są OK - właśnie takie, jak napisałeś. Chalsia Odpowiedz Link
tricolour A ja i tak odnoszę wrażenie... 19.06.07, 08:37 ... że w Twoich alimentach nie chodzi o to, by były w wysokości adekwatnej do potrzeb dziecka, tylko o coś innego. Piszesz, że dziecko ma lampkę zapaloną przez całą noc i - tak rozumiem - ma być to argument do zwiększonego zużycia prądu. Zabawa polega na tym, że lampka nocna z żarówką o mocy 7W, świecąca się 12 godzin na dobę, pobierze energii za 40 groszy miesięcznie. Jak się to ma do 75zł? Podobnie z innym wydatkami choćby na gaz... W sumie też bym zakwestionował w sądzie takie obliczenia. Odpowiedz Link
chalsia Re: A ja i tak odnoszę wrażenie... 19.06.07, 16:51 he he he, akurat nie te sa kwestionowane, ale np. takie, ze dziecko zjada 5 kg bananów miesięcznie. BTW do TEJ konkretnej lampki nie mozna zamontować innej zarowki, a ja nowej kupić nie zamierzam tylko po po by obniżyć koszty. Alimenty SĄ adekwatne, a chodzi o to, że bronię się przed ich obnizeniem z powodów, ktore są niezgodne ze stanem faktycznym Odpowiedz Link
tricolour Dziwna rzecz... 19.06.07, 17:01 ... bo 5kg bananów to ze siedem złotych kosztuje. Albo całe dziesięć... Odpowiedz Link
turzyca Re: Dziwna rzecz... 19.06.07, 22:09 Tri, mozesz mi DOKLADNIE napisac, gdzie Ty robisz zakupy? Bo bananow za 1,2 zl/kg to ja nie widzialam. A bardzo bym chciala zobaczyc! W hurcie to min. 3 zl/kg. Swoja droga chcialam powiedziec, ze znalam dziecko, ktore w sezonie zjadalo kilogram truskawek dziennie. Odpowiedz Link
chalsia Re: Dziwna rzecz... 19.06.07, 23:01 no, na całe szczęście sędzia również znała dziecko, które jadło 7 kg bananów miesięcznie )), więc nie miała problemów z uznaniem tego akurat kosztu utrzymania dziecka (w przeciwieństwie do ojca dziecka). Odpowiedz Link
tricolour Najczęściej zakupy robię w Carrefourze... 20.06.07, 18:37 ... bo mam blisko. Nawet niech te banany sa po 5 zł, to 7 kg miesięcznie daje raptem 35zł... Ale, ale... widzę, że został opracowany nowy sposób oblicznia alimentów: na dziecko, które się znało: - "znalam dziecko, ktore w sezonie zjadalo kilogram truskawek dziennie" - i to dodajemy do sumy. - "sędzia również znała dziecko, które jadło 7 kg bananów miesięcznie" - nie jest ważne, że to nie to samo dziecko, ale dodać warto... )) Odpowiedz Link
rozwodnica Re: sprawa o alimenty 16.06.07, 08:26 No dobra, była rozmowa o mnie beze mnie Policzyłam wszystko, wydaje mi się. Wiadomo, że każdej sytuacji nie dam rady przewidzieć. Pamiętem, że jak mały poszedł do przedszkola to na same leki wydawałam bajońskie sumy, a już kończący się rok "przedszkolny" był pod tym względem dużo lepszy. Moje dziecko ma też dużo ubrań. Tylko, że to już moja fanaberia, mniejsza ilość też by wystarczyła, więc nie sądzę że dzielenie na pół całej kwoty, którą wydaję jest fair. Wyjścia - mąż też zabiera małego do kina, do cyrku, czy McDonald's, więc w zasadzie ja też powinnam zwracać mu za bilety dzieciaka. Mały jest u niego 2 razy w tygodniu po południu i w piątki na noc - dostaje posiłki, jakieś soczki, przekąski... Fakt, na śląsku pewnie jest taniej niż w Warszawie. Napisałam NA RAZIE, bo kiedy dzieciak pójdzie do szkoły ujawnią się inne wydatki. Jeśli mały zainteresuje się jakimiś zajęciami dodatkowymi spróbuję pogadać z jego ojcem i może uznamy, że nas na to stać. A może nie - w pełnej rodzinie też by tak było. Generalnie moje oblicznia opierają się na fakcie, że ojciec dziecka interesuje się nim i zajmuje. Nie wiem czy nie zmieniłby się mój punkt widzenia gdyby ex zaczął zachowywać się inaczej. Choć nadal twierdzę, że nie chcę go rujnować. Staram się być obiektywna. Z resztą ja w ogóle wolałabym zarabiać tyle, żeby nie brać od exa ani złotówki, wtedy czułabym się dużo lepiej. Odpowiedz Link
z_mazur Re: sprawa o alimenty 16.06.07, 13:58 > Moje dziecko ma też dużo ubrań. Tylko, że to już moja fanaberia, mniejsza ilość > też by wystarczyła, więc nie sądzę że dzielenie na pół całej kwoty, którą wydaję jest fair. > Wyjścia - mąż też zabiera małego do kina, do cyrku, czy McDonald's, więc w > zasadzie ja też powinnam zwracać mu za bilety dzieciaka. > Mały jest u niego 2 razy w tygodniu po południu i w piątki na noc - dostaje > posiłki, jakieś soczki, przekąski... Czy Ty jeteś realna???? Istnieją kobiety o takim podejściu???? Ja już nawet nie chciałem poruszać nigdy takiego argumentu podczas dyskusji jak widziałem zawsze wymieniane wydatki na kulturę, w tym kino i itp. wyjścia. Moja córka wychodzi do kina praktycznie tylko ze mną (no ostatnio zdarza się też z koleżankami) i są to oczywiście wyjścia finansowane przeze mnie. Podobnie jak basen itp. Oczywiście są ojcowie, którzy w ogóle się nie zajmują swoim dzieckiem. I wtedy te koszty można wliczać, ale nie zawsze tak wyglądają kontakty. Ojciec jeśli chce utrzymać dobry kontakt z dzieckiem (co przecież jest w interesie dziecka) ponosi czasem spore dodatkowe (poza alimentami) koszty, o czym matki przy uwzględnianiu wysokości alimentów bardzo często zapominają. Odpowiedz Link
rozwodnica Re: sprawa o alimenty 16.06.07, 14:38 Jak najbardziej realna. I mocno realistyczna też Na marginesie: znam kogoś kto dobrowolnie płaci 1000zł i niedawno usłyszał, że "dla dziecka zawsze będzie za mało". A na jeszcze jednym marginesie - muszę się dziś upić na smutno a po ocenie realnych możliwości znajomych wszyscy odpadli więc istnieje szansa zaśmiecania przeze mnie wieczorem forum pijanymi postami. Odpowiedz Link
wujek_fido Re: sprawa o alimenty 16.06.07, 15:09 A ja jestem przed druga rozprawa. Moja zona zazadala 2,200PLN na miesiac (na dziecko jeszcze nawet nie trzyletnie). ONa zarabia 1600, ja kilka tysiecy. Wyszczegolnione przez nia wydatki to, m. in.: jedzenie - 700 PLN, wyjazdy z dzieckiem - 250, leki/lekarze - 150, i jeszcze jakies tam, plus na opiekunke 1200 (mimo ze dziecko chodzi do przedszkola). Ja sie zajmuje dzieckiem jak moge - niestety tylko co drugi weekend (piatek wieczor do niedzieli wieczor, bo jej sie wydaje ze to standard i ze czesciej mi nie wolno), ale bede wnioskowal o czestsze kontakty. Wydaje na niego sam nieduzo - ok 100-150 mies. Ona wydaje bardzo malo (prawie zero ubran, absolutnie zero zabawek) i twierdzi, ze ona "w domu ksiegowosci nie bedzie prowadzic" (tzn nie bedzie zbierac rachunkow). Mam nadzieje, ze sad tych jej bzdur nie kupi... Aha, jeszcze mnie w pismie do sadu obsmarowala twierdzac, ze ja kupuje dziecku tylko po to, zeby sie na rozprawie wykazac. No comment. Chcialem placic 1200. Powiedziala ze "moge to sobie w dupe wsadzic i na jednej nodze poskakac" (sorry, cytat). A najgorsze jest to, ze na dziecko wydaje naprawde smieszne sumy WF Odpowiedz Link
z_mazur Re: sprawa o alimenty 16.06.07, 15:37 rozwodnica napisała: > Booosz. > Niech zgadnę, Ty odszedłeś. > No właśnie tu chyba dochodzimy do clou problemu. Jakby na to nie patrzeć, nawet jeśli większość kobiet twierdzi inaczej, to alimenty są też dla wielu z nich w pewnym stopniu rekompensatą z tytułu krzywd poniesionych po porzuceniu przez męża. Jeśli to kobieta jest tą osobą, która mocno przyczyniła się do rozpadu związku, to wtedy podejście do kwestii alimentów jest o wiele bardziej racjonalne. Odpowiedz Link
tricolour Jest dokładnie tak, jak piszez... 16.06.07, 20:12 ... i stąd te wielkie problemy z obliczniem wysokości alimentów, bo pobieżne policzenie da taki wynik, jak u koleżanki Rozwodnicy. I jak wtedy czarno na białym dopisać do tysiąca? Na co? No to zaczynają sie korowody z czynszami, nartami, kinami i operami we wsi. Odpowiedz Link
rozwodnica Re: Jest dokładnie tak, jak piszez... 16.06.07, 22:38 Tri to jest dość logiczne nawet. Taka osoba porzucona nie ma innego sposobu na dowalenie byłemu/byłej niż poprzez pieniądze. A żądza zemsty jest wielka. I może narażę się kobietom, ale jakoś my w tym przodujemy... Odpowiedz Link
wujek_fido Re: sprawa o alimenty 16.06.07, 16:12 rozwodnica napisała: > Booosz. > Niech zgadnę, Ty odszedłeś. > Jak kula w plot. Nikt od nikogo nie odszedl. Bylo pieklo. ONa sie wyprowadzila do swojego mieszkania, ja zostalem w swoim. To prawda, ja napisalem pozew, ale tylko dlatego, ze jej zal bylo pieniedzy (600PLN) i ciagle mnie pytala, czy juz zlozylem. Glupi mi: nie pomyslalem kiedys, ze mozna wiazac sie z kims z powodow, ktorymi gardze (zapytasz skad wiem? Odpowiem, ze jej matka w przyplywie szczerosci wyznala mi niedawno, ze jej "mowila, zeby dla pieniedzy za maz nie wychodzila," ale to tylko jeden dowod, nie jedyny). Ona sie po prostu urzadzila. Juz dostala 20-plus K (na remont mieszkania), dostanie nastepne dwadziescia kilka tysiecy, ponad dwadziescia zostanie przelane na jej konto emertyalne, plus walczy do upadlego o absurdalnie wysokie alimenty (de facto dla siebie, choc naturalnie dla siebie oficjalnie nie ma szans). Wiem, nie sa to kokosy, ale ona przed slubem miala klopoty z utrzymaniem sie w W-wie (kredyt na mieszkanie) WF Odpowiedz Link
rozwodnica Re: sprawa o alimenty 16.06.07, 22:36 To wiesz...jeszcze gorzej. Bo gdyby to była zwykła kobieca urażona duma, zranione uczucia to ja bym rozumiała. Ale od początku nastawić się na kasę...bardzo smutne. Odpowiedz Link
chalsia Re: sprawa o alimenty 17.06.07, 01:49 rozumiem, że pisząc iż 350 zł alimentów jest OK, masz na myśli, że koszty utrzymania Twojego dziecka wynoszą 700 zl miesięcznie? Samo przedszkole to jakieś ca. 250 - 280 zł/mc. koszty mieszkania bez czynszu (jak na oko wyliczył Tri) - 100 zł. a reszta? Mój eks twierdzi, że utrzymanie jego córki (chodzi do przedszkola) z aktualnego związku kosztuje 1500 zł/mc. Chalsia Odpowiedz Link
rozwodnica Re: sprawa o alimenty 17.06.07, 20:52 Chalsiu u mnie przedszkole to jakieś 170 zł z rytmiką. Angielski mamy bezpłatny gaz i prąd to jakieś 240 zł raz na dwa miesiące - czyli na dzieciaka przypada 60 na miesiąc... po prostu wydatki mam inne niż Ty I najważniejsza sprawa - w miarę dobre układy z ex. Jak już pisałam - jeśli będę zmuszona załatwiać alimenty drogą oficjalną to policzę wszystko skrupulatnie, bo na razie odpuszczam windę, śmieci itp. Odpowiedz Link
chalsia Re: sprawa o alimenty 17.06.07, 23:22 > I najważniejsza sprawa - w miarę dobre układy z ex. Jak już pisałam - jeśli będ > ę > zmuszona załatwiać alimenty drogą oficjalną to policzę wszystko skrupulatnie, b > o > na razie odpuszczam windę, śmieci itp. no i to jest ta zasadnicza różnica - te 350 zł alimentów, które uznajesz za OK, tylko dlatego jest OK, że nie policzyłaś wszystkiego, bo ojciec współdziała i sa to alimenty "na gębę". Czyli jakbyś policzyła wszystko, top by wyszło, że 350 to jednak za mało by pokryć przynajmniej 50% kosztów utrzymania dziecka. I o to mi tylko chodziło. Chalsia Ps. Ja mam zupełnie inną sytuację - brak współpracy (min. kwiatki jak opisane wcześniej) oraz alimenty nie "na gębę". Odpowiedz Link
kupelweiser Re: sprawa o alimenty 25.06.07, 17:49 rozwodnica napisała: > Z resztą ja w ogóle wolałabym zarabiać tyle, żeby nie > brać od exa ani złotówki, wtedy czułabym się dużo lepiej. Czemu nie ożeniłem się z 'Rozwodnicą'? ) O ile prostsze byłoby życie, gdyby wszystkie kobiety dysponowały podobnym honorem i godnością osobistą. Co sądzicie o takiej sprawie: - 'ex' łącznie z dorosłym dzieckiem otrzymuje 3600 miesięcznie, starając się równocześnie wycisnąć 'ile wlezie' pod różnymi pozorami (choroby, lekarstwa, kursy dokształcające, korepetycje, remonty itp.). Podliczenie przelewów za ostatni rok ujawniło sumę ok. 4400 miesięcznie! - 'ex' zalega z opłatami czynszu za kilka miesięcy i jest zadłużona na sumę kilku tysięcy złotych (według ostatnich zeznań). Oczywiście świadczenia za media są regulowane, bo przez przypadek mogliby odłączyć. - 'ex' podjęła po długim okresie bezrobocia 'potajemną' pracę. Od pół roku jej szacunkowe 'nieujawniane' dochody wynoszą między 1200 a 2500 złotych netto - to według mojej oceny rynku pracy. Praca jest oczywiście jak najbardziej legalna, lecz moja skromna osoba niegodna jest dzielenia się taką wiadomością. - Dziecko sięgnęło po telefon i zadzwoniło w dniu ojca z pretensją, że jeszcze nie otrzymało przelewu i ostro musi kombinować na temat jutrzejszego obiadu. I jak Wam się podoba? Nie piszcie mi tylko, że jestem idiotą, bo sam to widzę. Odpowiedz Link
tricolour No... jesteś idiotą... 25.06.07, 17:56 ... i do tego współwinnym lenistwa, bo je finansujesz. I chyba winnym skoro pieniądze dostaje także ex... Odpowiedz Link
chalsia Re: sprawa o alimenty 25.06.07, 18:23 > Czemu nie ożeniłem się z 'Rozwodnicą'? ) O ile prostsze byłoby życie, gdyby > wszystkie kobiety dysponowały podobnym honorem i godnością osobistą. "TO" nie przeczy ani honorowi ani godności osobistej. Ja bym mogła utrzymać swoje dziecko sama, ale nie ma powodu bym zwalniała jego ojca od odpowiedzialności (w tym przypadku finansowej) za to, że jest ojcem. Odpowiedz Link
z_mazur Moje podsumowanie 17.06.07, 11:56 OK nie lubię tych dyskusji o pieniądzach, to na zakończenie napiszę tylko ogólnie co myślę na ten temat, zresztą pisałem o tym już trochę wcześniej. Jeśli inicjatorem rozstania jest kobieta, najczęściej jej żadania alimentacyjne są o wiele bardziej racjonalne niż w przypadku gdy to mąż podejmuje decyzję o odejściu. Nawet na tym forum jest wiele przypadków potwierdzających tą tezę. IMHO jednak duże znaczenia mają tutaj emocje. Dla kobiety, która odchodzi alimenty są tylko dodatkiem, bo ona i tak decyzję podejmuje niezależnie od pieniędzy, dla kobiety porzuconej są one również formą rekompensaty. Odpowiedz Link
chalsia Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 12:04 > Dla kobiety, która odchodzi alimenty są tylko dodatkiem, bo ona i tak decyzję p > odejmuje niezależnie od pieniędzy, dla kobiety porzuconej są one również formą > rekompensaty. ja myślę, że to nie chodzi o rekompensatę (na pewno w moim przypadku), tylko o to, że nie mam sentymentów w stosunku do eksa i liczę wszystko co do grosza. Zresztą w moim konkretnym przypadku sam eks do tego doprowadził swoją postawą - przykład - ojciec kazał na pobyty u siebie szykować nawet takie rzeczy jak kaszka kukurydziana czy kleik ryżowy, bowiem stwierdził, że skoro płaci alimenty to "nie będzie płacił dwa razy". Do tej pory tak jest, że np. dziecko nie ma u ojca swojej szczoteczki do zębów i jeździ z "domową". Chalsia Odpowiedz Link
chalsia Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 12:08 a przypomniało mi się inne "kuriozum" - ojciec kazał sobie zwrócic za fryzjera, do którego poszedł z dzieckiem. Zwróciłam - z napiwkiem. Od tamtej pory nie było więcej domagania się zwrotu kosztów np. za Zoo czy basen. Chalsia Odpowiedz Link
z_mazur Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 12:09 Czyli jednak emocje... Ona mi tak, to ja jej tak. On mi tak, to ja mu tak. Odpowiedz Link
chalsia Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 13:49 Ja to jednak widzę inaczej - skoro ojciec uważa, że alimenty to wszystko co on ze swojej strony finansowo zapewnia - to OK, ale w takim razie podstawą ich wyliczenia są absolutnie wszystkie koszty związane z dzieckiem. Chalsia Odpowiedz Link
z_mazur Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 13:55 Rozumiem, chociaż dla mnie zarówno jego jak i Twoja postawa jest mało racjonalna. Tak swoją drogą to zastanawiam się, w przyszłym miesiącu ja będę się opiekował córką, nie mówię już o tym, że żona powinna się dołożyć trochę do tej mojej opieki, ale IMHO niekoniecznie jestem o tym przekonany, że powinienem jej płacić za ten okres alimenty. Odpowiedz Link
maheda Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 14:04 Twój czynsz nie podskoczy tylko dlatego, że dziecko będzie pod Twoją opieką, tak samo, jak czynsz żony nie spadnie wyłącznie dlatego, że dziecko wyjechało. Są pewne wydatki, które pozostają niezmienne. Można się rozliczyć oczywiście zawsze, i powinno się. Ale na pewno nie na zasadzie "jak dziecko jest u mnie, to ja Ci na to dziecko nie dam ani grosza". Choćby dlatego, że wydatki są rozłożone w ciągu całego roku mocno nierówno, a alimenty są jakimś wypadkowym ułamkiem uśrednionych kosztów utrzymania dziecka w ciągu całego roku kalendarzowego. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 14:14 Tak, ale alimenty nie są jedynym źródłem utrzymania dziecka i w tym miesiacu kiedy dziecka nie ma, IMHO ta kwota którą matka i tak co miesiąc powinna ponosić pokryje tą "stałą część kosztów" czyli czynsz itp. A ojciec z racji pełnej opieki nad dzieckiem w tym okresie i tak sporo dołoży do tej kwoty którą by wydał na alimenty. Odpowiedz Link
z_mazur PS 17.06.07, 14:17 Chodzi mi o to, że podczas przygotowania takiego "rocznego nakładu kosztów" na dziecko przeważnie pojawia się pozycja "wypoczynek wakacyjny", ale jakoś nigdy nie jest ona pomniejszona o te nakłady, które z tego tytułu poniesie ojciec. Odpowiedz Link
maheda Ależ czytaj uważnie... 17.06.07, 14:33 Napisałam przecież "Można się rozliczyć oczywiście zawsze, i powinno się." Ja po prostu uważam, że nie może to być na zasadzie "bo wg mnie koszty moich alimentów akurat pójdą na utrzymanie dziecka, jak jest u mnie". To nie powinno być wg niczyjego widzimisię - ani jednej, ani drugiej strony. Odpowiedz Link
chalsia Re: Moje podsumowanie 17.06.07, 23:30 prawnie nie ma takiej możliwości, ale starać się dogadać oczywiście warto spróbować. Jednak uważam, że w przypadku pobytu dłuższego u ojca (przykładowo przez miesiac): - jesli alimenty stanowią mniej niż 50% kosztów utrzymania dziecka, nie ma podstaw by zmniejszać kwote alimentów w czasie miesiaca, gdy dziecko jest u ojca - jesli alimenty = 50% kosztów dziecka - mozna by było dogadać pomniejszenie alimentów o rzeczy bezpośrednio związane z pobytem dziecka u ojca jak jedzenie, prąd, gaz itp - jeśli alimenty są powyżej od 60% wzwyż kosztów dziecka - można by dogadać całkowite niepłacenie alimentów a także dopłatę ze strony matki. Chalsia Odpowiedz Link
tricolour A dlaczego tak komplikować? 17.06.07, 23:33 Można prościej: dziecko u mamy - płaci tata i odwrotnie: dziecko u ojca, to alimenty płaci mama. Odpowiedz Link
chalsia Re: A dlaczego tak komplikować? 17.06.07, 23:40 dlaczego? po prostu dlatego, że alimenty to nie jest kwota wynikająca jedynie z kosztów bieżących utrzymania takich jak jedzenie - wliczone w nie jest także np. 1/12 kosztów wyprawki do szkoły. Chalsia Odpowiedz Link
tricolour Wiesz co... 17.06.07, 23:47 ... to jest doprowadzone do absurdu. To liczenie wszystkiego co do grosza - świętego wyprowadziło by z równowagi liczenie takich dupereli. Prawdę mówiąc, to przestaję się dziwić, że masz kłopoty z alimentami skoro celem nie jest ich uzyskanie w odpowieedniej wysokości tylko napierdzielanka... Odpowiedz Link
maheda Zaraz, Tri, czegoś nie rozumiem 18.06.07, 00:02 Najpierw stajesz na stanowisku, że przecież to nic trudnego - siąść porządnie, spisać wszystkie koszty utrzymania dziecka, policzyć, ile średnio wychodzi tych kosztów miesięcznie, zliczając wszystko do kupy, a teraz się dziwisz, że ktoś broni tego, co wyliczył, nazywając to "napierdzielanką"? Jesteś niekonsekwentny. Odpowiedz Link
tricolour Może się źle wyraziłem.... 18.06.07, 00:08 ... i stąd takie wrażenie. Już wyjaśniam: Zarówno Z-Mazur, jak i ja płacimy alimenty i nie skarżymy się ani na wysokość ani na nic. A obaj nie potrafimy dojść do porozumienia z Chalsią w prostych zagadnieniach, a potrafiliśmy dojść ze swoimi exami. Stąd mój wniosek (może pochopny), że Chalsia mnoży problemy. Odpowiedz Link
chalsia Re: Może się źle wyraziłem.... 18.06.07, 00:25 > Zarówno Z-Mazur, jak i ja płacimy alimenty i nie skarżymy się ani na wysokość > ani na nic. I chwała Wam za to. > ani na nic. A obaj nie potrafimy dojść do porozumienia z Chalsią w prostych > zagadnieniach, a potrafiliśmy dojść ze swoimi exami. A ze mną nie musicie dochodzić do porozumienia, bo nie jestem Waszą eksią (cóz to by była za konstrukcja rodzinna ))) > Stąd mój wniosek (może pochopny), że Chalsia mnoży problemy. Jedynie staram się pokazać, że: - nie wszystko jest takie, na jakie wygląda - nie ma jednej prostej recepty - tego typu sprawy nalezy rozpatrywać indywidualnie Chalsia Odpowiedz Link
maheda Wyraziłeś się bardzo jasno. 18.06.07, 08:07 "To liczenie wszystkiego co do grosza - świętego wyprowadziło by z równowagi liczenie takich dupereli." Z tym, że na kwotę alimentów składa się część comiesięcznych opłat w stylu "czynsz", które pozostają niezmienne po stronach obojga rodziców, czy też lekarzy, ciuchów, butów, co ja Ci zresztą będę opowiadać - sam wiesz. Owszem - jeśli w kosztach utrzymania dziecka zostały uwzględnione (a powinny zostać) koszty ponoszone przez oboje rodziców, to rodzice za wyjazd dziecka do ojca powinni się rozliczyć i ojciec - jeśli zajmuje się dzieckiem przez cały miesiąc - powinien w danym miesiącu albo nie płacić alimentów, albo płacić je obniżone. Odpowiedz Link
chalsia Re: Zaraz, Tri, czegoś nie rozumiem 18.06.07, 00:19 maheda napisała: > Najpierw stajesz na stanowisku, że przecież to nic trudnego - siąść porządnie, > spisać wszystkie koszty utrzymania dziecka, policzyć, ile średnio wychodzi tych > kosztów miesięcznie, zliczając wszystko do kupy, a teraz się dziwisz, że ktoś > broni tego, co wyliczył, nazywając to "napierdzielanką"? > Jesteś niekonsekwentny. no właśnie, też tego nie rozumiem. Już nie raz wymienialiśmy sie postami w róznych wątkach o kosztach utrzymania dziecka i jak pisałam ogólnie, to Tri pisał, by mu podać konkrety, a jak teraz dostaje konkrety, to tez źle. Czepia się dla zasady ?? Chalsia Odpowiedz Link
chalsia Re: Wiesz co... 18.06.07, 00:11 kłopoty z alimentami polegają na tym, że zostały między mną i eksem ustalone kilka lat temu a obecnie eks chce je trzykrotnie obnizyc. Ja się nie staram o więcej, mimo iz dziecko rośnie. Chalsia Odpowiedz Link
tricolour To duża obniżka... 18.06.07, 00:16 ... i rozumiem, że odpowiednio umotywowana - inaczej sobie tego nie wyobrażam. No i jest pytanie czy te wcześniejsze alimenty były w wysokości adekwatnej do potrzeb, a może znacznie większe. Może ex przestał dobrze zarabiać. Może doszedł do wniosku, że ustalenia sprzed lat trzeba renegocjować... Jest wiele spraw, które mogą skłonić kogoś do tak wielkiej obniżki. No i na razie to ex tylko chce obniżyć. Odpowiedz Link
chalsia Re: To duża obniżka... 18.06.07, 00:38 tak, były ustalone w wysokości adekwatnej do potrzeb. tak, przestał dobrze zarabiać. Ale mógłby znowu, gdyby chciał. A może i zrabia dobrze, tyle tylko, że "niejawnie". czy obniżka odpowiednio umotywowana? hmmm, nie powiedziałabym , bowiem argumenty podane za obniżką nie były zgodne ze stanem faktycznym. A sprawa toczy się w sądzie już ponad 1,5 roku. Chalsia Odpowiedz Link
maheda Ja obliczając ostatnio koszty utrzymania 17.06.07, 14:01 poprosiłam eksa o doliczenie do kosztów utrzymania dziecka wszystkich pieniędzy, które ze swojej strony wydaje na dziecko, a o wysokości których to wydatków nie mam pojęcia - to też się przecież składa na całkowity koszt. Tatuś dodał do kosztów utrzymania dziecka również swoje koszty, które w związku z tym ponosi, na przykład swoje bilety, w tym na basen Oczywiście w takim wypadku przy hipotetycznym przyszłym płaceniu 50% kosztów utrzymania dziecka przez tatusia (na razie jest to jakieś 35% kosztów), przy np. tygodniowym wyjeździe dziecka do niego część kosztów zostawałaby u niego w kieszeni. Przecież można by się było jakoś normalnie rozliczyć. Ale ojciec dziecka wyraźnie unika takich konkretnych rozliczeń i nie lubi rozmów o pieniądzach - widać zdaje sobie niejasno sprawę, że nie do końca jest w porządku. Odpowiedz Link
angoisse Re: Ja obliczając ostatnio koszty utrzymania 18.06.07, 09:09 maheda napisała: > Tatuś dodał do kosztów utrzymania dziecka również swoje koszty, które w związku > z tym ponosi, na przykład swoje bilety, w tym na basen heh dobry. Ale może tak normalnie do kina ani na basen tatuś nie chodzi... więc jeśli dziecko tatusia tam ze sobą zabiera to niech dziecko tatusiowi funduje bilety) Odpowiedz Link
akacjax Tyle wątków w jednym:) 18.06.07, 09:16 Co do alimentów to mnie wkurza, że sąd chce dochodów od obojga rodziców, a nie tylko od pozwanego o alimenty. No dla mnie to obłęd. Niech sąd wyznaczy alimenty, na miarę możliwości pozwanego, ale bez oceny możliwości moich udziałów... mnie syn nie pozywa o alimenty. Odpowiedz Link
jonna38 Re: Tyle wątków w jednym:) 21.06.07, 07:54 Alimenty to nie zapomoga dla ex, a udzial w kosztach zycia dziecka.Te zas powinny byc naliczane biorac pod uwage rzeczywiste koszta oraz zdolnosc platnicze rodzica. Panie ex zapomniaja, ze placacy alimenty ex ma tez swoje zycie, chce byc moze miec ponownie nowa rodzine i wiecej dzieci.A te, jak rowniez ewentualna malzonka tez maja swoje prawa.Jak sie decyduje na dziecko to sie decyduje tez na jego utrzymanie i dotyczy to obojga rodzicow.Uwazam, ze granica byc powinno 10% dochodow brutto ex-a(maksymalna), ale nie wieksza niz rzeczywiste , udokumentowane koszta. Sama jestem kobieta rozwiedziona i utrzymuje swoje dziecko, wiec wiem o czym mowie.Strasznie mnie wkurzaja panie traktujace swoich ex jak chodzace bankomaty...Czesto jednoczesnie izoluja dziecko od swojego drugiego rodzica i utrudniaja kontakty z nim. Odpowiedz Link
chalsia Re: Tyle wątków w jednym:) 21.06.07, 11:57 a dlaczego akurat 10% a nie 15% czy 20% i dlaczego od brutto a nie od netto? Odpowiedz Link
tricolour No... taki pomysł, że 10% jest OK. 21.06.07, 16:48 Niektórzy mając lampkę nocną za pół złotego miesięcznie chcą 150-krotnośc tej sumy na prąd. Do tej lampki głównie... P Odpowiedz Link
chalsia Re: No... taki pomysł, że 10% jest OK. 21.06.07, 16:57 wiesz Tri, ja się dziwię - w tym wątku przyssałeś się tylko do jednego przykładowego drobiazgu (w dodatku nie znając całokształtu) - co stoi w sprzeczności z Twoim image człowieka rozsądnie i logicznie myślącego. Odpowiedz Link
tricolour Przyssałem się, bo mnie to rozbawiło. 21.06.07, 17:05 ... no to podpieranie lampką nocną rachunku za prąd. Trudno było wybrać mniej energochłonne urządzenie... Ale z drugiej strony dalej mam podejrzenie, że Twoje obliczenia polegają na podzieleniu przez dwa domowego zużycia prądu i gazu, co w moim rozumieniu nie jest obliczniem prawidłowym, ale za to korzystnym... Odpowiedz Link
chalsia Re: Przyssałem się, bo mnie to rozbawiło. 21.06.07, 17:44 > Ale z drugiej strony dalej mam podejrzenie, że Twoje obliczenia polegają na > podzieleniu przez dwa domowego zużycia prądu i gazu, co w moim rozumieniu nie > jest obliczniem prawidłowym, ale za to korzystnym... na razie nikt nie wymyślił lepszego sposobu niż podzielenie tego typu kosztów przez ilosć osób zamieszkujących w tymże gospodarstwie domowym. Odpowiedz Link
tricolour Lepsze jest wrogiem dobrego... 21.06.07, 18:11 ... kiedys zastanawiałem się dlaczego płacę wysokie rachunki za prąd. Wyjeżdżając na dwa tygodnie spisałem licznik, a po powrocie policzyłem co i jak. Wyszło, że domowa lodówka zżera 30% całej energii. Telewizor wyłączony (ale stand'by więc pod napięciem), podobnie monitor, do tego budzik nad łóżkiem i drugi po drugiej stronie. Zegarek w kuchence i okapie, telefon - to razem z tą lodówką dało 50% domowego zużycia nawet jak nie ma domowników. Reszta to pralka, telewizor i komputer. A z czynszem to jeszcze gorzej, bo ogrzewanie to 60% kosztów, potem części niezależne od ilości domowników (podatki, grunta, remonty, oświetlenie budynku). Od ilości domowników zależy woda, winda, śmieci - to chyba z 50 zł w moim przypadku. Reasumując - jestem przekonany, że 2/3 kosztów nie zależy od ilości domowników i są to koszta stałe. Pozostała część jest do podziału. I pisze to tylko dlatego, że być może na tym zasadza się właśnie niechęć facetów i powszechna (na nieszczęście dla wszystkich) opinia, że kobiety na alimentach zarabiają. Odpowiedz Link
soniaaa Re: sprawa o alimenty 21.06.07, 18:34 Nie wiem,czy ktos to juz napisal, nie przeczytalam paru wiadomości. Ale mysle, ze w kwestii tego, ze te kobiety, ktore odchodza sa rozdadniejsze w egzekwowaniu alimentow, cala rzecz polega na tym, ze one po prostu sa samowystarczalne finansowo i moga sobie na to pozwolic. Oczywiscie sa tez te, ktore odchodza bez zaplecza finansowego, ale one sa juz tak zdesperowane, ze chca ugody ze wzgledu na jak najszybsze pozbycie sie problemu. Stad chyba "rozsadek alimentacyjny" u tych odchodzacych kobiet. pzdr i zycze powodzenia w tej niezbyt przyjemnej drodze Odpowiedz Link