emde74
12.07.07, 16:04
szybkim krokiem podchodzi do recepcji kurier z paczką. potrzebna opłata. biorę
zaliczkę. "ile?" pytam. xxx pln. ok, biorę ciut więcej, bo kwota nierówna.
płacę. resztę zabieram z lady...
za 2 dni telefon. "Marta?". "Tak". "Tu M... - odbierałaś wczoraj paczkę do
mnie, reszty dla mnie powinno być xxx pln, a dostałem yyy pln". "Jak to,
przecież to wychodzi xxx pln" mówię. "Nie, źle policzyłaś". "Nie, dobrze
policzyłam". "To powinno być tyle i tyle" mówi głos w słuchawce - "policz
dobrze". "O rany" ja na to - "sorki, rzeczywiście" i jednocześnie myślę "no
muszę facetowi oddać z własnej kasy, bo się rąbnęłam". głos w słuchawce "zaraz
u Ciebie będę". wchodzi Marek. ciemnowłosy przystojniak o wieeeeelkich
brązowych oczach, w białym kombinezonie pracownika fabrycznego i z kaskiem w
ręku. patrzy i mówi... "nie ma sprawy, postawisz mi pizzę". "ok, kiedy?" - to
ja. przystojniak mówi "przyjadę po Ciebie w niedzielę o 18-tej, ok?". "ok" -
znów ja. przystojniak wybiega na schodzi i robi "yeeeeees", czego ja już nie
widzę, a co znam już z późniejszej relacji...
mija 11 lat... ten sam ciemnowłosy przystojniak i ta sama blond dziewczyna (z
trochę większą liczbą zmarszczek

wychodzą z sali nr 366 I Wydziału Cywilnego
Sądu w Wawie. jako ex i exi. ...
... i nie będzie tu puenty ze łzami w tle. rozwód to nic normalnego, zgadzam
się. i to, że tak się stało, to też nic normalnego. ale to, co sobie potem
powiedzieliśmy, wyjaśniliśmy i wywnioskowaliśmy, to wyraz dojrzałości dwojga
ludzi "na poziomie" (bez względu na to jakie larum wywołało tu kiedyś to
stwierdzenie).
"a na pizzę jeszcze się umówimy" - mówi dziś ona. "nie ma sprawy" - mówi dziś
on. bo wtedy jednak dotarliśmy na inne jedzonko

...