inga073
06.08.07, 22:11
Mój mąz zostawił mnie z dwójka małych dzieci dla TEJ spontanicznej,
rozumiejącej go, cudownej i wspaniałej po 11 latach małżeństwa .
Wczesniej zafundował rok hustawki emocjonalnej prowadząc podwójne
życie i kłamiąc patrząc mi oczy , robiąc ze mnie paranoiczke . To ja
stawałam na rzęsach żeby sie nam udało , żebysmy zbiżyli sie do
siebie , on nie zrobił nic nie dał nam szansy, oszukiwał cały
czas ,ani przez chwile nie zerwał tej znajomości . Ostatni rok
naszego zycia byłby swietnym scenariuszem "brazylijskiego
dreszczowca" bo myslałam , że pewne zdarzenia moga byc tylko
wytworem chorej wyobrazni a nie rzeczywistością. Każdy mój dzień od
bardzo długiego czasu możnaby podsumowac oklepanym sloganem " nic
nie boli tak jak zycie" Jeszcze kilkanaście miesięcy temu
zapewnial mnie że mnie kocha i wiem ze mówił to szczerze , a teraz
kocha ją . Czy to jest możliwe, zeby w przeciągu roku zakochac sie
tak , że przestaje się liczyc cokolwiek : dzieci , rodzina , majatek
wszystko staje sie mało wazne ...Nie rozumiem tego . Nie moge
uwierzyc ze to co sie stało jest faktem , ze nas zostawił , ze go z
nami nie ma . Cały czas rodzi sie we mnie przekonanie , ze wróci
zrozumie co stracił , zatęskni. Nie wiem jak pozbyc sie takiego
myslenia , nie chciałabym zeby moje zycie stało sie czekaniem na cos
co moze nigdy nie miec miejsca . Nie wiem jak zacząc zyc bez
niego....