Dodaj do ulubionych

Jak to jest...

07.08.07, 14:41
Witam,
Zastanawiam sie. Czy chce probowac nie wiadomo ktory raz? Czy znowu rozmawiac,
zastanawiac sie, probowac zmieniac... Czy to ma sens, skoro jestesmy tak
rozni, skoro mam wrazenie ze nic nas nie laczy. To nie jest tak, ze dom
wyglada jak pole walki, ale ciagle sa jakies zadry, jakies male glupie sprawy
z ktorych robia sie wielkie problemy, ciagle jakies podchody...
Jest synek, ktorego bardzo kocham ale dotaje gesiej skorki kiedy lapie sie na
mysli, ze powinienem pracowac nad malzenstwem, zeby byc blisko niego, dla
niego. Wcale nie wiem czy to bedzie dla niego dobre. Zreszta zadne rozwiazanie
pewnie nie bedzie.
Nie wiem co robic - przepraszam za tak banalne stwierdzenie, ale czuje sie jak
wilk na lodzie: wszystko wyglada swietnie tylko lapy sie rozjezdzaja we
wszystkie strony.
Jestesmy razem juz 10 lat i zawsze to byl trudny zwiazek - nie pasujemy do
siebie jak cholera, na poczatku byla fascynacja, potem milosc, przywiazanie i
zawsze w tle totalne niedopasowanie. Ostatnio czuje ze nie mam juz sil zeby to
kontynuowac, ale po pierwsze - przysiega przysiega i mam obowiazek pracowac
nad tym zeby bylo jak najlepiej bo obiecalem ''do smierci'' a kobieta
poswiecila mi kawal swojego zycie; po drugie - synek - ma miec normalny, dobry
i spokojny dom. Tylko ze wiem ze dobre chwile sa przelotne, a po nich znowu
bedzie cicha klotnia o pietruszke, ciche dni, dramat, smutek i JUZ MI SIL
BRAKUJE!!!
Czy jest tu ktos kto zaczynajac od impasu wypracowal malzenstwo w ktorym sie
szczesliwie zestarzeje? Czy to w ogole ma sens - bo jesli tak to bede
probowal, ale mam coraz czesciej wrazenie, ze to bez sensu...

Przepraszam, ale musialem sie wygadac...
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Jak to jest... 07.08.07, 14:48
      Rozumiem potrzebę wygadania się, ale raczej nie znajdziesz na tym
      forum odpwoeidzi na nurtujące Cię pytanie. Tutaj jednak są głównie
      osoby, których związki albo są w kryzysie i mają takie wątpliwości
      jak Ty, albo już uległy rozpadowi w wyniku kryzysu.

      Poczytaj historię tictac11, ona akurat pisze o tym, o co Ty pytasz.
    • tictac11 Re: Jak to jest... 07.08.07, 15:21
      Mi pomogło odkrycie i akceptacja faktu, ze jesteśmy po prostu różni.
      Stąd zapewne wzięła sie fascynacja winkPostaw sobie pytanie "Jeśli nie
      z Nią, to z kim?"
      Być moze ogarneło Cię chwilowe zniechęcenie...
    • ivone7 Re: Jak to jest... 07.08.07, 15:37
      widzisz najgorsze to wychodzic z zalozenia, ze jak ludzie do siebie
      pasuja...to nad zwiazkiem nie trzeba pracowac..
      trzeba pracowac zawsze i to we dwoje..ludzie sie zmieniaja i to nie
      tylko fizycznie, ale dojrzewaja psychicznie, zmieniaja im sie
      poglady na wiele spraw..i jak tu nad tym ciagle zywym tworem nie
      pracowac..
      odejsc-najlatwiej
      mysle, ze masz chwilowego dola..pogadaj z zona, opowiedz o swoich
      oczekiwaniach, posluchaj jej...rozmawiajcie..nie tylko o zakupach,
      garach, synku..o sobie..przede wszystkim o sobie i sluchajcie siebie
      nawzajem..
      jesli to nie pomoze, to sprobujcie terapii..
      dacie rade..ale pod jednym warunkiem-RAZEM..
      pozdrawiam i zycze powodzenia
    • sbelatka Re: Jak to jest 07.08.07, 15:52
      nie wiem jak to jest..

      ale wiem jak może byc...

      z powodu drobiażdżków, które urastaja do rangi problemów odejdziesz
      od zony i dziecka...

      za jakis czas mozlwie, ze sie zwiazesz z kimś... i prawdopodobnie
      pojawia sie podobne drobiażdżki, ktore z czasem beda urastac do
      rangi problemów...

      i pewnego dnai zastanowisz sie PO CO ja odchodzilem od mojej zony i
      mojego syna...

      zachęcam żebyś zadal sobie to pytanie juz teraz...

      powodzenia

      i cóz, trawa na innych łąkach zawsze z daleka wygląda na bardziej
      zieloną...
      z akcentem na "z daleka..."
    • bedzislawa Re: Jak to jest... 07.08.07, 16:55
      walcz, skoro tyle lat jestescie razem nie marnujcie tego, czasami
      poprostu odpusc, gdy zaczyna sie awantura lub slowne potyczki o
      pietruszke-odpusc przytul zone i powiedz, ze nie warto. Ja sie
      wlasnie rozwiodlam i tesknota za przeszloscia za moim jak mi sie
      wtedy wydawalo bezsensownym zyciem jest gorsza i bardziej boli niz
      te zle chwile, ktore sa w kazdym ale to naprawde w kazdym
      malzenstwie.
    • lilyrush Re: Jak to jest... 07.08.07, 22:41
      nikt z nas Ci nie odpowie czy Twoje małżeństwo i próbowanie ma sens. Nawet nikt
      z Twoich znajomych widzących Was razem Ci tego nie powie. Tylko Ty sam potrafisz
      podpowiedzieć na pytanie czy to Twoje poczucie "źle" jest prawdziwe i trwałe i
      sie nie zmienia i nie wynika z kłótni, która akurat dzisaj była.
      Moje małżeństwo na zewnątrz było takie jakby modelowe. Tyko ja sie o mało w tym
      modelu nie udusiłam
      • robotobibok2 Re: Jak to jest... 08.08.07, 00:50
        Nie bylo dzisiaj klotni... Ale nastepne spiecie to tylko kwestia czasu. I nie
        chodzi o typowe klotnie, ktore zdarzaja sie w kazdym malzenstwie. Pamietam
        wczesne lata moich rodzicow - oboje maja niezle temperamenty - zdarzaly sie
        klotnie, ba nawet pare talerzy polecialo na podloge, raz jajecznica za okno, ale
        to dzialalo jak wentyl bezpieczenstwa - po takim spieciu godzili sie i
        dochodzili do porozumienia i sa juz razem 35 lat, nadal sie kochaja i kloca od
        czasu do czasu.
        U nas jest niestety inaczej - ja probuje przegadac problem - ona nie, zbywa mnie
        stwierdzeniami typu ''widzialy galy co braly'' albo ''jak ci sie nie podoba to
        mozemy sie rozwiesc'' albo kiedy probuje powiedziec co mnie w zwiazku boli ona
        prawie zawsze odwraca problem na zasadzie ''ty robisz to samo tylko bardziej''...
        I dla tego rece mi opadaja - ciagle przy klotniach dowiaduje sie, ze jej nie
        kocham, ze do siebie nie pasujemy, ze po co sie z nia ozenilem skoro tak jej nie
        nawidze...
        I strasznie nie podoba mi sie ten facet w ktorego sie powoli zmieniam -
        zgorzknialy i coraz bardziej cyniczny.
        Kiedys mowilem sobie - ''oboje powinnismy sie bardziej starac - jezeli cos jest
        nie tak to jest to problem jej i twoj'', teraz coraz czesciej mysle ''Pieprzyc
        to'' i nie staram sie nic lagodzic.
        Najbardziej jest mi przykro, kiedy stwierdzam ze moja zona olana i potraktowana
        w sposob niemily nagle ma wieksza ochote sie godzic ze mna...
        Dwa razy proponowalem, zebysmy sie zapisali na terapie. Skutek: ''Nie stac nas
        zreszta nie jestem jakas wariatka'' i ''Po co ci terapia? Jak chcesz to mozemy
        sie rozwiesc''

        Do tego dochodzi kwestia stosunku do naszych rodzin - ona mojej nie trawi - wiec
        po kazdej wizycie (a wlasciwie sa juz bardzo rzadkie) musze wysluchac jacy sa i
        co zrobili zle. To jest czasami tak niemadre, ze nawet nie chce mi sie komentowac.
        Ale ostatnio bylem zmuszony z powodu niezadowolenia zony wyprosic z domu swoja
        siostre, ktora pomieszkiwala z nami w trakcie zmiany mieszkan. I to byl dla mnie
        jeden z najbardziej przykrych momentow zycia...
        Wiem lilyrush ze nikt mi nie odpowie czy moje malzenstwo ma sens. Mnie samemu
        jest trudno znalezc odpowiedz. Poki co probuje, ciagle - tylko motywacja mi sie
        konczy.

        To sie nagadalem...
        Dobranoc.


        • a.niech.to Re: Jak to jest... 08.08.07, 06:54
          Robotobibok2 napisał:

          > nikt mi nie odpowie czy moje malzenstwo ma sens. Mnie samemu
          > jest trudno znalezc odpowiedz. Poki co probuje, ciagle - tylko
          > motywacja mi sie
          > konczy.
          No to masz gotową odpowiedź: Co dalej?
        • lilyrush Re: Jak to jest... 08.08.07, 09:36
          Rada mojego psychologa, jeśi normalne rozmowy nie pomagaja i on
          rzuca takimi tekstami- spakuj sie i wyrowadz. Na jakiś czas. Powiedz
          dlaczego to robisz. Że jak sie zastanowi i dojdzie do wniosku, ze
          chce waczyć o Wasze małzeństwo to niech do Ceibie zadzwoni. Jeżeli
          ona ci rzuca "mozemy sie rozwiesć" a Ty nie reagujesz to ona cczuje
          sie bezpieczna. Bo Ty nic nie robisz.
          Jeżeli jej jednak zależy to po 2-3 dniach zadzowni i moze coś sie
          zmieni. Jeśi nie, to bedizesz miał odpowiedz na Twoej wątpliwosci...
    • zuzka712 Re: Jak to jest... 08.08.07, 09:06
      Wiesz, do tanga trzeba dwojga.
      Nie wystarczy, że jedna strona próbuje coś zmienić.

      Przede wszystkim żona chyba nie jest świadoma powagi problemu.
      Spróbuj powaznie z nią porozmawiać. Uprzedź ją o tej rozmowie,
      napisz w punktach co cię gryzie (tylko niech to nie będą zarzuty do
      żony typu: "bo ty jesteś.." "bo przez ciebie...")
      Raczej weź pół winy na siebie - doprowadziliśmy do takiej
      sytuacji... Bardzo mnie boli jak robisz..

      No i moim zdaniem bez terapii małżeńskiej się nie obejdzie.
      Czasem taki kryzys powoduje przełom i w efekcie sprawi, że
      małżeństwo przetrwa i będzie dużo szczęśliwsze. Czego ci życzę.

      Myślę, że bez względu na to co zrobi żona tobie też by się przydało
      kilka wizyt u psychologa. Tak, żeby obejrzeć i uporządkować swoje
      emocje, myśli, odczucia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka