i33
22.08.07, 22:52
Julita Dybowska
Miłość przychodzi na zaproszenie
Miłość przychodzi na zaproszenie.
Zaproszeniem jest gotowość, otwartość, dojrzałość, szacunek i miłość
do siebie.
A to nie przyjdzie z zewnątrz i nie stanie się bez naszego udziału.
To smutna wiadomość dla czekających na księcia na białym koniu, czy
księżniczkę z bajki, która spełni ich oczekiwania. Dla poszukujących
tej jedynej, wybranej osoby, tej idealnej drugiej połówki,
dopasowanej pod każdej względem. Od ciebie zależy, czy ta połówka
ujawni się w Twoim życiu, czy nie. Czy jesteś gotów ją przyjąć,
otworzyć się, zaufać i pozwolić kochać.
Jeśli nie, to możesz przejść obok tej swojej wielkiej miłości i jej
nie zauważyć, albo nawet ją zdeptać lub spojrzeć na nią z pogardą.
Albo uciec, zaopatrzywszy się uprzednio w niezliczoną ilość
wymówek „dlaczego nie”. „Bo nie ta osoba, nie ten czas, bo nie chcę,
nie mogę, nie potrafię, bo tak będzie rozsądniej, lepiej, bo mnie
nie kocha”. A czy Ty kochasz siebie?
Miłość zaczyna się w nas. A jednak większość ludzi z uporem szuka
jej na zewnątrz.
Ja także szukałam na zewnątrz.
Mimo że, słyszałam, czytałam tysiące razy, że najpierw trzeba
pokochać siebie. Powtarzałam niezliczone afirmacje i pozytywnie
naładowana rzeczywiście uważałam już, że kocham siebie. Okazało się
jednak, że moja miłość własna była zaledwie w powijakach.
Przekonałam się o tym, kiedy w końcu spotkałam obiekt, który wywołał
we mnie długo oczekiwaną myśl: „to ten”. I wierzcie mi, w tamtym
momencie byłam przekonana, że to ten.
Dzisiaj dziękuję bogu za to, że to jednak nie był ten.
W miarę własnego rozwoju, poczucia własnej wartości i miłości do
siebie, coraz więcej jesteś w stanie sobie dać. I coraz więcej od
życia przyjąć. Przestajesz minimalizować swoje potrzeby. Znasz swoją
wartość i swoje prawa. Potrafisz je wyrażać i zaspokajać. Coraz
lepiej rozumiesz zasadę wzajemności i cenisz zarówno to co
dostajesz, jak i to co oferujesz.
Im bardziej cenisz siebie i to co masz do zaoferowania innym, tym
cenniejsze dary otrzymujesz. Wybierasz relacje wyższej jakości, bo
potrafisz samemu taką jakość stworzyć.
Ja zadowoliłam się niższą jakością i miałam potrzebę dawania więcej
niż potrafiłam wziąć.
Czytałam wtedy mądre książki, które znów mi przypominały, że miłość
zaczyna się w nas. Co z tego, jak ja już wiedziałam swoje i na
tamten moment byłam pewna co do słuszności swojego przekonania.
Człowiek ma zdolność wybiórczego przyjmowania informacji, więc ja
także dopasowałam nabywane informacje do tego co chciałam
potwierdzić. „Trzeba kochać siebie, by poczuć, że kocha Cię ktoś
inny”. „Zgoda” – myślałam, ale wolałam skupić się na innej
zasadzie: „To co wysyłasz, to do Ciebie wraca” i czekałam, aż
miłość, którą promieniowałam z taką intensywnością do mnie wróci. I
prawdopodobnie wracała, ale co z tego jak jej nie potrafiłam przyjąć.
Trudno jest uwierzyć, że ktoś Cię kocha, jeśli sam siebie nie
kochasz. Nawet jeśli wydaje Ci się, że jest inaczej. Jednak życie
doskonale pokazuje i odzwierciedla wewnętrzne wzorce i głęboko
zakorzenione przekonania.
Najpierw musisz poczuć, że kochasz siebie, zanim naprawdę poczujesz,
że kocha Cię ktoś inny.
Kochać siebie to wierzyć w siebie, ufać sobie i traktować siebie z
akceptacją, miłością, troską i szacunkiem. To dbać o siebie, o swój
umysł, swoje emocje i swoje ciało, dbać o swoje samopoczucie i
otoczenie. Dostarczać sobie najwyższych jakości duchowych i
materialnych. To znać i respektować swoje prawa, szanować swoje
zdanie, doceniać siebie i swoje umiejętności, wyrażać i zaspokajać
swoje potrzeby.
I dopiero wtedy, kiedy ugruntujesz w sobie taką postawę, inni także
zaczną Cię tak traktować.
Ty natomiast nie będziesz uparcie trzymał się tych, którzy Cię tak
nie traktują.
Kochać uczymy się od chwili narodzin do końca życia.
Uczymy się poprzez własne doświadczenia i obserwacje, często
nieświadomie powielamy wzorce przekazane nam przez innych,
zaczerpnięte z filmów, książek, bajek, legend, przysłów i powiedzeń.
Nasi rodzice są w stanie przekazać nam tylko tyle miłość, ile sami
dostali i w sposób w jaki sami się nauczyli. Potem my odtwarzamy w
życiu to co poznaliśmy.
Nasze doświadczenia nie jeden raz nas zawodzą czy ranią, więc na
nowo uczymy się ufać. Zaufanie i rozwijanie miłości wymaga odwagi,
ale miłość tą odwagę także daje.
Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Najtrudniej jest uwierzyć i
zaufać. Często zakładamy, że skoro raz się nie udało, to już zawsze
nie będzie się udawać. Mamy wątpliwości, boimy się zaryzykować. I
zaprzestajemy prób. A przecież nawet popełnienie tysięcy pomyłek czy
najgorszego błędu jest stokroć lepsze niż zaprzestanie działań.
Zaprzestanie działań, to poddanie się lękowi i oporom. I nie ważne
jaką do tego dodamy filozofię i ile stworzymy pretekstów, u źródeł
takiego bezruchu zawsze jest lęk.
Kochać innych jesteś w stanie na tyle, na ile kochasz siebie.
Im bardziej krytycznie oceniasz innych, tym bardziej krytycznie
oceniasz siebie. Im bardziej krytycznie podchodzisz do swojego
partnera, czy przyszłego partnera, tak samo krytycznie podchodzisz
do siebie. I tak dwoje ludzi zaczynają dzielić ich własne, wzajemnie
nieakceptowane cechy i zachowania. Zwłaszcza jeśli swoje
niedoskonałości nieświadomie spychają w strefę cienia. Cień rzucają
potem na innych: „To przecież z nimi jest coś nie tak, to on/a ma
problem”.
MIŁOŚĆ DOJRZEWA W NAS.
Przechodzi różne fazy, ewoluuje w nas przez całe życie.
Jeśli porównać miłość do rośliny, to jest jak piękny, delikatny
kwiat. Początek to ziarno, które pada na wilgotną glebę, kiełkuje.
Ziarno ma sobie zapas substancji odżywczych i roślina korzysta z
nich rozwijając się bardzo szybko. Kiedy zapas się skończy,
potrzebne są substancje odżywcze z zewnątrz. I teraz już od żyzności
gleby zależy przetrwanie rośliny. Jeśli ziemia okazuje się jałowa,
roślina usycha równie szybko jak wykiełkowała. Gleba nie była gotowa
jej przyjąć.
Nazywamy to zauroczeniem, zakochaniem, fascynacją. Dla niektórych
jest jedyną formą miłości jaką znają.
Miłość niedojrzała potrzebuje atrakcji, nowości i zmian. Szybko się
nudzi. Szuka ideału, podąża za ułudą, stwarza oczekiwania i jest
niecierpliwa.
Tylko dojrzała miłość jest w stanie przetrwać zawirowania, kryzysy i
zmiany.
Roślina dla swojego wzrostu i rozwoju wymaga sprzyjających warunków
i ciągłej pielęgnacji. Zadbana kwitnie. Im staranniej jest
pielęgnowana, tym piękniej się rozwija i piękniejsze kwiaty wydaje.
Zapomniana, zaniedbana wysycha i umiera.
Wielu ludzi tego nie pojmuje, pozostawiając miłość bez opieki. Nie
zauważają umierającej miłości, zapominają o jej pielęgnacji w
pośpiechu codziennych spraw i zaspakajaniu bieżących potrzeb. Gubią
ją pomiędzy pracą, a snem. Pomiędzy obowiązkami, a chwilowymi
przyjemnościami, pomiędzy urwanymi rozmowami, a namiastkami
bliskości.
A potem ludzie patrzą na siebie jak na obce osoby i pytają się ze
zdziwieniem: „Co się stało z naszą miłością?”.
Czasem pragniemy miłości tak bardzo, że nazywamy miłością coś, co
nie koniecznie nią jest. Przymykamy oczy na wszystko co nam nie
pasuje do naszej wizji. Godzimy się na lekceważące traktowanie, na
zachowania, których wcześniej nie tolerowaliśmy. Zaciskamy zęby,
tłumimy wątpliwości i sami przed sobą udajemy, że wszystko jest w
porządku. W imię miłości.
Kiedy indziej miłość wyrasta na bazie niezaspokojonych potrzeb.
Uzupełnia braki. Partner czy kochanek ma spełnić nasze potrzeby, ma
nam dać poczucie bezpieczeństwa lub podnieść samoocenę, wypełnić
pustkę po wcześniejszej stracie, czy po prostu być na pokaz, by nas
lepiej postrzegano.
Na koniec przedstawię dwie skrajne postawy, które nazwałam
tutaj „miłością roszczeniową” oraz „miłością błagalną” . Mogą
pojaw