kjl2004
31.08.07, 10:02
sądziłam, że się już jakoś zbieram, że zaczynam sobie wszystko
układać, ale jednak nie, nie potrafię sie wyciszyć, nie potrafię
normalnie funkcjonować, jest mi tak źle jak cholera...na domiar
złego, ciagle szarpię się z mężem o to czy może zabrać dziecko na
noc do siebie czy też nie, nie chcę żeby to robił, mieszka blisko,
więc może po niego przyjechać z samego rana i odwieźć mi go
wieczorem, nie robie mu problemów w widzeniach (chociaz on twierdzi,
że tak), widuje małego co drugi dzień po pracy, usypia go i dopiero
jedzie, a weekendy może go brać co sobotę, więc myslę, że chyba
naprawdę nie jest to jakaś zła sytuacja dla niego i dziecka, sam
wybrał, że chce go widywać co drugi dzień, wczesniej przyejżdżał
codziennie...ze mna wogóle nie potrafi rozmawiać, o wszystko obwinia
mnie, czy to ja do cholery wsadziłam go do lóżka obcej babie...juz
naprawdę nie mam sił na nic, nie wiem co robić dalej, jak się
chociaż trochę uspokoić...