Po pół roku od wyprowadzenia się z mieszkania, po ponad miesiącu od
rozwodu...
... moje życie, to jedna wielka tęsknota. Bardzo tęsknię za córkami.
Widuję je przynajmniej raz w tygodniu. Chociaż spotkanie z nimi
bardzo mi "ładuje akumulatory", to zaczynam tęsknić za nimi w 5
sekund po tym jak je odwiozę do mieszkania ex. Chociaż rozmawiam z
nimi telefonicznie codziennie, to zaczynam tęsknić w momencie
odłożenia słuchawki. Chociaż spędziliśmy cudowny czas na wakacjach w
górach i bawiliśmy się świetnie (nierzadko padając na twarz po
całodziennych wyprawach), to zacząłem potwornie za nimi tęsknić w
minutę po tym, jak je ex zabrała do siebie...
Co z tego, że wybrałem 3 najpiękniejsze ich zdjęcia z prawie 2000,
jakie zrobiłem na naszych wakacjach? Zrobiłem powiększenia
największe, jakie się dało w fotolabie, oprawiłem w antyramy,
powiesiłem na ścianie, patrzę na nie co chwila... ale co z tego,
kiedy tęsknię za córkami jak cholera...
Jak sobie z tym poradzić?
Wczoraj miałem dół, jak Rów Mariański na Pacyfiku.
Próbowałem go zalać Johnnie Walkerem, ale dziś już wszystko
wisiąknęło (wsiąkło?). Cholera, obawiam się żeby w alkoholizm nie
wpaść.
Dobrze, że jutro zobaczę się z córkami... naładuję akumulatory...
tylko na jak długo znów wystarczy?
... i jak do jasnej cholery zabić do reszty to uczucie do ex, które
jeszcze we mnie siedzi?!?!? A może mi się tylko wydaje?
M