Dodaj do ulubionych

Moje ".. i co dalej?"

22.09.07, 22:03
Po pół roku od wyprowadzenia się z mieszkania, po ponad miesiącu od
rozwodu...
... moje życie, to jedna wielka tęsknota. Bardzo tęsknię za córkami.
Widuję je przynajmniej raz w tygodniu. Chociaż spotkanie z nimi
bardzo mi "ładuje akumulatory", to zaczynam tęsknić za nimi w 5
sekund po tym jak je odwiozę do mieszkania ex. Chociaż rozmawiam z
nimi telefonicznie codziennie, to zaczynam tęsknić w momencie
odłożenia słuchawki. Chociaż spędziliśmy cudowny czas na wakacjach w
górach i bawiliśmy się świetnie (nierzadko padając na twarz po
całodziennych wyprawach), to zacząłem potwornie za nimi tęsknić w
minutę po tym, jak je ex zabrała do siebie...

Co z tego, że wybrałem 3 najpiękniejsze ich zdjęcia z prawie 2000,
jakie zrobiłem na naszych wakacjach? Zrobiłem powiększenia
największe, jakie się dało w fotolabie, oprawiłem w antyramy,
powiesiłem na ścianie, patrzę na nie co chwila... ale co z tego,
kiedy tęsknię za córkami jak cholera...

Jak sobie z tym poradzić?

Wczoraj miałem dół, jak Rów Mariański na Pacyfiku.
Próbowałem go zalać Johnnie Walkerem, ale dziś już wszystko
wisiąknęło (wsiąkło?). Cholera, obawiam się żeby w alkoholizm nie
wpaść. sad

Dobrze, że jutro zobaczę się z córkami... naładuję akumulatory...
tylko na jak długo znów wystarczy?

... i jak do jasnej cholery zabić do reszty to uczucie do ex, które
jeszcze we mnie siedzi?!?!? A może mi się tylko wydaje?

M
Obserwuj wątek
    • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 22:18
      rozumiem Cie doskonale...mam teraz weekend bez corki, pojechala do
      exa..nie mam ochoty nic robic, choc plany byly wielkie..nie ma corki
      we mnie nie ma zycia..tesknie za nia..choc wiem, ze wroci jutro..
      staram sie jakos zajac ten czas..choc czasami dol i chandra
      spowodowana czym innym jest potegowany przez tesknote za nia..
      ale powtarzam sobie..ze moze dzieki temu bardziej doceniam te nasze
      wspolne chwile..i staram sie je wykorzystac na maxa..
      popatrz do przodu...do jutra juz niedlugo..
      a tesknic do poprzedniego zycia niestety jeszcze dlugo
      bedziesz..pamiec ludzka czasami jest przeklenstwem..
      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 22:27
        > ... a tesknic do poprzedniego zycia niestety jeszcze dlugo
        > bedziesz..pamiec ludzka czasami jest przeklenstwem..

        Tylko dlaczego pamietam głównie te dobre chwile, choć tych złych
        była cała masa? ... szczególnie przez ostatnie 4-5 lat małżeństwa.

        ech, chyba się znów nasączę. sad
        • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 22:35
          mam na ten temat swoja teorie...
          czym bedziesz sie nasaczal??? ja wyciagne imbirowe piwo z lodowki...
          • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 22:56
            > mam na ten temat swoja teorie...
            jaka to teoria?

            > czym bedziesz sie nasaczal???
            Johnnie Walker Red Label z lodem, poczwórna porcja.
            • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:05
              brrrr nie doroslam jeszcze do jaska..pod zadna postacia...
              a moja teoria jest taka..ze wlasnie ludzie dziela sie na takich co
              pamietaja tylko to co zle..i wypominaja sobie jakies grzeszki male i
              wieksze przy kazdej okazji..i na takich co wola pamietac te dobre
              chwile..a w niepamiec puszczac potkniecia..i przewaznie ta druga
              grupa..niestety bardziej cierpi..bo po prostu bardziej kochala..samo
              zycie, zadne odkrycie..
              zawsze staram sie cieszyc z drobiazgow..pokazywalam to..docenialam
              male gesty..przynajmniej teraz nikt mnie z tego powodu nie wysmiewa..
              doceniam to...
    • marcelka38 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 22:40
      Kurcze...Jak ładnie umiesz mówić o uczuciach... Zawsze tak miałeś,
      czy nauczyleś sie już po... A moze tylko w "wirtualu"??? Podziwiam
      mężczyzn,którzy mają tę umiejętność I jakoś smutno mi się robi
      jednocześnie
      • ewelka01 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 22:55
        ja tez tak mam czasem, a nawet czesto, tesknie ale sama nie wiem za
        czym przeciez bylo zle miedzy nami a chcialabym zeby wrocil zeby
        bylo wszystko dobrze, o Boze jakie to straszne uczucie chyba tez sie
        napije Kaluah
      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:00
        W sumie jestem "techniczny" z wykształcenia, ale parę lat temu
        przestawił się we mnie jakiś "przełącznik" i zacząłem być bardziej
        wrażliwy, zacząłem dostrzegać wiele rzeczy, zacząłem tworzyć (co
        kontynuuję)... szkoda, że ex tylko z tego drwiła... ale cóż,
        przełknę to kiedyś.

        > ... A moze tylko w "wirtualu"???
        Nie, nie tylko w wirtualu,... przynajmniej przyjaciele tak twierdzą.
        • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:07
          docen to, ze mozesz rozwijac pasje..bez wysmiewania i ponizania..
          mozesz byc tym kim czujesz ze jestes..to naprawde bezcenne..
          • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:11
            > docen to, ze mozesz rozwijac pasje..bez wysmiewania i ponizania..

            Doceniam. Uwierz. Staram się wypełnać dzień maksymalnie. Ale w tych
            krótkich chwilach, kiedy nic nie robię, dopada mnie... najchętniej
            bym sobie wtedy dał po gębie.
          • sylwiamich Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:13
            A ja kurcze nie potrafię wspominać dobrych chwil.Jeśli kogoś
            kochałam bardzo i zdecydowałam się na odejście to obrzydzam go sobie
            do nieprzytomności żeby przestało bolećsad((
            Poza tym ostatnie trafiam na kłamców...a jak ktoś skłamie raz to
            mógł zawsze.Więc wszystko co wydawało mi się wspaniałe mogło byc
            tylko moją ułudą...gówno.
            • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:20
              sylwiamich napisała:

              > ... to obrzydzam go sobie do nieprzytomności żeby przestało boleć:
              (((

              I co? Boli mniej?
              Też próbowałem tej metody... Jednak dobre wspomnienia są silniejsze,
              przynajmniej u mnie... poza tym wciąż wraca do mnie wątpliwość: czy
              może mogłem zrobić jeszcze więcej, aby uratować małżeństwo?
              • ewelka01 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:22
                ja tez tak mam jak ty
              • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:26
                ja wiem, ze zrobilam wszystko...
                natomiast moge sie zastanawiac, czy wczesniej..zanim zaczelo sie
                psuc moglam cos zmienic, zeby strzec sie przed tym co sie stalo...
                • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:30
                  > natomiast moge sie zastanawiac, czy wczesniej..zanim zaczelo sie
                  > psuc moglam cos zmienic, zeby strzec sie przed tym co sie stalo...

                  Też nad tym myślę, ale muszę coś zrobić, żeby przestać... przecież w
                  ten sposób można się zamordować.
                  • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:37
                    ale na to trzeba czasu..daj go sobie..
                    ja zamknelam za tym rozdzialem mojego zycia drzwi..
                    po prostu na to juz nie mam wplywu..nie mam wplywu na
                    przeszlosc..jedynie na przyszlosc..i staram sie teraz zyc zgodnie ze
                    soba..szkoda energii na rozstrzasanie przeszlosci..lepiej
                    sporzytkowac ja na przyszlosc..a ta buduje terazniejszosc..
        • marcelka38 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:23
          To musi coś się "zadziać' żeby sie "przełączyło"??? Cholera im
          dłuzej szukam u facetów( własciwie u jednegosmile) tej wrażliwości tym
          berdziej widzę zimnych dranismile))
          • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:29
            Nie wiem, czy musi się "zadziać"... u mnie się po
            prostu "przełączyło", np. nigdy nie grałem na instrumencie, a zawsze
            marzyłem (jak pamiętam). Po "przełączeniu" siadłem i zagrałem (bez
            ekstrawagancji oczywiście) i rozwijam tą pasję, co daje mi ogromną
            satysfakcję, bo widzę postępy.
            • marcelka38 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:47
              ja chyba nawet zapomniałam co znaczy słowo "marzenie" sad((
              • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:54
                Natychmiast odszukaj znaczenie tego słowa!!!! smile
                Marzenia dają nadzieję, a realizacja marzeń szczęście. smile
                • marcelka38 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:03
                  ooo łatwo powiedziećsmile))) jakoś tak wszystko siep porzestawiało...
                  zawsze wiedziałam (a przynajmniej mi się wydawało) co jest czarne,
                  co białe, kto jest uczciwy, a komu nie ufam... Teraz niewiele wiem,
                  mam paranoidalna wizję świata i ludzi ( ja do niedawna chodząca
                  zyczliwość).. Jak mogę marzyć, kiedy nie potrafie odnależć samej
                  siebie ???? Ja teoretycznie dorosła, dojrzała matka rozkosznego
                  trzylatka i póki co żona człowieka,któremu przestałam ufać... I kto
                  jeszcze? Nie wiem.. Inni mowią, że śliczna foligranowa,
                  inteligenta, przesympatyczna kobieta... Inni... Ja nie wiem kim
                  jestem, chociaż wiedziałam
                  • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:10
                    pamietaj...tylko TY wiesz jaka jestes..i nie wolno tego nigdy
                    zatracac..
                    • marcelka38 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:15
                      wiem,wiem... ale wiem też, że kiedys nie umiałam się złościć...Teraz
                      mam w sobie dużo gorsze uczucie.. przeraża mnie ono , ale i
                      fascynuje.. i dlatego nie wiem, czy to jeszcze ja czy juz nie ja..
                      • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:19
                        alez oczywiscie ze TY...tylko taka ktora potrafi okazac emocje..nie
                        tlumi ich w sobie..
                        to normalne ze sie zmieniasz, ewoluujesz...wiec inna jestes teraz a
                        inna bedziesz za 5 lat...ale to ciagle bedziesz TY...
                        • marcelka38 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:22
                          tyle, że wszyscy się przyzwyczaili że ja to ta od "pozytywnych"
                          emocji niestetysmile) nawet na forum zadawano mi pytania dlaczego tak
                          czuję? po co ???
                          • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:27
                            hihi to czas uswiadamiac ze kobieta zmienna jest..
    • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:35
      Witaj,"jak miło" spotkac kogoś kto potrafi sie przyznać to tego ze teskni ze mu
      brakuje,ze potrafi czasami przypomniec sobie jakies piekne chwile tego
      wszystkiego.Ja tez jestem po rozwodzie bo nie było juz sensu ciagnac tego dalej
      ,mam dwójke dzieciaków i bardzo za Nimi tesknie kazdego razu jak sie rozstajemy
      to mam wąskie gardło i juz mysle kiedy sie znów zobaczymy,mimo ze kontakty sa na
      dzien dziesiejszy nie ograniczone to wiem ze sie to zmieni za jakis czas.
      WIEM JEDNO ZE TYLKO GŁUPCY NIE TĘSKNIĄ


      czasami szukamy czegoś co pokazuje nam droge smile
      • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:53
        mimo ze kontakty sa n
        > a
        > dzien dziesiejszy nie ograniczone to wiem ze sie to zmieni za jakis czas.

        Skąd Ty to wiesz? Może tylko boisz sie tego? albo ktos nagadał Ci bredni?
        • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 14:26
          To sa swłowa mojej Ex ze jak nie bede grzeczny to dostane popalic i tyle.a juz
          jak w moim zyciu pojawi sie ktos wazny to juz bedzie na bank problem za
          problemem sadale ja sie tym nie martwie bo to nie ja strace ,ja jako duzy
          chłopczyk sie pozbieram i tyle a gorzej z resztą.
      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 21:55
        tgz.74 napisał:

        > Witaj,"jak miło" spotkac kogoś kto potrafi sie przyznać to tego ze
        teskni ze mu
        > brakuje,ze potrafi czasami przypomniec sobie jakies piekne chwile
        tego
        > wszystkiego.Ja tez jestem po rozwodzie bo nie było juz sensu
        ciagnac tego dalej
        > ,mam dwójke dzieciaków i bardzo za Nimi tesknie kazdego razu jak
        sie rozstajemy
        > to mam wąskie gardło i juz mysle kiedy sie znów zobaczymy,mimo ze
        kontakty sa n
        > a
        > dzien dziesiejszy nie ograniczone to wiem ze sie to zmieni za
        jakis czas.
        > WIEM JEDNO ZE TYLKO GŁUPCY NIE TĘSKNIĄ
        >
        >
        > czasami szukamy czegoś co pokazuje nam droge smile


        No tak. A czemu skrywać tą tęsknotę? Napisałem o tym, bo może
        uczestnicy forum mają na to jakąś receptę? Może jest coś co pozwala
        przetrwać?
        Dziś znów widziałem się z córkami, własciwie z jedną, bo druga
        przeziębiona, więc tylko u niej pobyłem. Przed chwilą ją odwiozłem.
        Akumulatory niby naładowane, ale już tęsknię.

        A czy "tylko głupcy nie tęsknią"? Nie wiem... chyba ludzie
        pozbawieni uczuć nie tęsknią. Jaeśli takich nazwać głupcami, to
        mógłbym się zgodzić.
        • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 22:04
          Ktos mi powiedział kiedys ze tylko nowy zwiazek pozwoli uspokoic tesknote ale ja
          w to nie wierze a recepte musimy znaleść w sobie sami tylko czasami to jest
          zmudne poszukiwanie i długo trwa.Ja nie miałem dzis okazji sie naladowac ale
          mysle ze wkrótce to nastapi i mnie bedzie lepiej
          • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 22:06
            > w to nie wierze a recepte musimy znaleść w sobie sami tylko
            czasami to jest
            > zmudne poszukiwanie i długo trwa

            Jestem właśnie na początku tej żmudnej drogi...
            ... a podobno faceci są twardzi.
    • i33 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:42
      ty pomyśl chłopie o sobie tez
      to pięknie że tak kochasz i normalnie.ale one tzn dzieci ---
      wyfruwają z gniazda czy rodzice się rozwodzą czy nie przecież
      bywa że układają sobie zycie za granicą--i co wtedy?
      zrób miejsca w sercu swoim dla samego siebie---twoje dzieci chcą
      żebyś był szczęśliwy..........
      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:47
        Jeszcze za młode na wyfrunięcie z gniazda. Wiem, ze tak kiedyś
        będzie, bo przecież "chowamy" dzieci dla świata, dla innych, a nie
        dla siebie.
        Staram się myśleć o sobie, ale dopada mnie czasem... co poradzę?
        Kiedy jestem z moimi dziewczynami, jestem przeszczęśliwy... i one
        też smile
        • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:54
          Tak sie bedziesz nasaczał, to zostanie z Ciebie karaluch w formalinie.

          a bardziej serio - moze jednak warto rozwazyc powrót do rodziny?
          • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:58
            > Tak sie bedziesz nasaczał, to zostanie z Ciebie karaluch w
            formalinie.

            Spokojnie, mam wprawę. wink ... ale z tym karaluchem, to
            przegięłaś. ;-PP

            > a bardziej serio - moze jednak warto rozwazyc powrót do rodziny?
            po rozwodzie? Ex, ma mnie w d... A ja nie zamierzam "skamleć".
            Przed rozwodem proponowałem separację, żeby dać sobie jeszcze czas
            do namysłu, ale ex mnie wyśmiała.
            • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:04
              No nie wiem.
              Przepraszam za karalucha, schulz mi chodzi po głowie, to dlatego.

              To "nie wiem" serio , juz nie w sprawie karalucha.
              Pamietam, ze Akacja (a to bardzo madra Foremka jest) pisała, ze Twoja Ex chyba
              jeszcze nie do końca przekonana, ze chce rozstania - ajkos tak, ze sie miota.
              Mnie to pasuje - dopoki jeszcze były we mnie jakies resztki uczuc
              paramałzeńskich do Exa, dopoty do szału mnie doprowadzał w moim domu.
              A jakis rok temu sama poprosiłam go, by pod moją nieobecność nocowal z córką, na
              moim łózku (bo nie mamy goscinnego), i nie ruszyło mnie to w najmniejszym
              stopniu, byłam zadowolona, ze Mloda nie jest sama.

              Zmierzam do tego, ze moze Twoja Ex też jakos tęskni i nie ma co sie unosic
              urazona dumą, jeśli tylko to Cie powstrzymuje, to jesteś... no, dziwny.
              • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:07
                jest wiele racji w tym co piszesz nanga...bo ty tez bardzo madra
                foremka jestes..
                tylko do tego, zeby nawet zaczac rozmowe o powrocie..potrzebna jest
                determinacja jednej strony, chec wyslychania drugiej strony i ciezka
                proba dla obojga danie sobie szansy..nie kazdy jest na tyle silny...
              • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:08
                szczegolnie jak za wiele slow padlo..takich ktore rania..i po
                ktorych pozostaja trwale blizny..
                • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:13
                  ivone7 napisała:

                  > szczegolnie jak za wiele slow padlo..takich ktore rania..i po
                  > ktorych pozostaja trwale blizny..


                  o Boże... ile tych słów było... ile musiałem "wchłonąć"...
              • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:11
                > Przepraszam za karalucha, schulz mi chodzi po głowie, to dlatego.
                Spokojnie, nie ma za co przepraszać. smile Łatwo się nie obrażam. smile

                > Pamietam, ze Akacja (a to bardzo madra Foremka jest) pisała, ze
                Twoja Ex chyba
                > jeszcze nie do końca przekonana, ze chce rozstania - ajkos tak, ze
                sie miota.

                Tak, też to pamiętam. Ale jak można się miotać, kiedy już wszystko
                skończone? Rozwód orzeczony. Game over. Finito.

                > Zmierzam do tego, ze moze Twoja Ex też jakos tęskni i nie ma co
                > sie unosic urazona dumą, jeśli tylko to Cie powstrzymuje, to
                > jesteś... no, dziwny.

                Oj Nanga, uwierz, że dumę, to ja dawno odstawiłem na półkę. A czy ex
                teskni?.. nie mam zielonego pojęcia. Nie kontaktuje się, nie chce
                normalnie rozmawiać, nie chce się nawet spotkać, aby pogadać o
                córkach.... Czy to jest tęsknota?
                • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:15
                  albo urazona duma albo instynkt samozachowawczy..
                  jesli to drugie..to mozliwe ze teskni...
                  • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:19
                    > jesli to drugie..to mozliwe ze teskni...

                    a po co ja się mam nad tym zastanawiać? Ona nie daje żadnego znaku
                    życia... Znaczy już dawno ma mnie w d.... więc chyba czas zacząć
                    układać sobie życie na nowo.
                    • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:22
                      Ja bym sie jednak na Twoim miejscu upewniła.
                      Niedawanie znaku zycia o niczym nie swiadczy. Może, ale nie musi.
                      Napisałabym papierowy list, o ty co nam tutaj powiedziałeś - ze pamiętasz wciąż
                      te dobre chwile - i czy może nie warto spróbować. Ryzyk-fizyk, najwyzej powie,
                      ze nie warto.
                      No chyba ze Ty mimo wspomnień jesteś całkiem pewien, ze próbować nie chcesz.
                      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:28
                        > Napisałabym papierowy list, o ty co nam tutaj powiedziałeś - ze
                        pamiętasz wciąż
                        > te dobre chwile - i czy może nie warto spróbować. Ryzyk-fizyk,
                        najwyzej powie, ze nie warto.

                        myślisz, że nie pisałem? ... Napisałem kilka... "kamień w wodę"...
                        olewka... zero odpowiedzi...
                        czuję się, jak idiota teraz. Co, ja mam ją "wołami zaciągąć" do
                        powrotu? A może ona ma już nowego faceta? Nie wiem i chyba nie chcę
                        wiedzieć.... Jedno, co czuję, to że mnie po prostu olewa....
                        ... a z tym nie zamierzam walczyć. Nie, to nie. I już.
                        • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:37
                          Z olewaniem walczyc się po prostu nie da, fakt. Nie da się, bez wzgledu na nasze
                          zamiary.
                          No to musisz sobie znaleźć jakąś ciepłą kochajacą next, nie ma rady.
                          • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:41
                            > No to musisz sobie znaleźć jakąś ciepłą kochajacą next, nie ma
                            rady.

                            Chętnie. Nie wiem tylko, czy już jestem na to gotowy. Nie chcę kogoś
                            skrzywdzić.
                            • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:44
                              No to sie formalinuj dalej.
                              • nangaparbat3 PS 23.09.07, 00:45
                                A po czym poznać, ze ktos jest "na to" gotowy"?
                                • ivone7 Re: PS 23.09.07, 00:48
                                  chyba po tym, ze nie rozpamietujesz dawnego zycia i ze jestes gotowy-
                                  gotowa na nowe uczucie..
                                  oczywiscie to teoria..a zycie i tak pisze swoje scenariusze..
                                • z.odzysku Re: PS 23.09.07, 00:48
                                  > A po czym poznać, ze ktos jest "na to" gotowy"?

                                  po chęci do nowego życia, po chęci poznania kogoś, po przekonaniu,
                                  że jest się wartościowym człowiekiem, ktory zasługuje na miłość i
                                  który moza dać to miłość innej osobie.

                                  Ale to tylko moje zdanie.
                                  • nangaparbat3 Re: PS 23.09.07, 00:52
                                    Jest w tym jakis sens.
                              • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:52
                                > No to sie formalinuj dalej.

                                Nie dam rady... JW mi się skończył. wink)
                                • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:55
                                  z.odzysku napisał:

                                  > > No to sie formalinuj dalej.
                                  >
                                  > Nie dam rady... JW mi się skończył. wink)
                                  >
                                  >Hmmm.
                                  Ja jestem bardziej ekonomiczna, wymiękam po flaszce piwa.
                                  albo i bez.
                                  • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:57
                                    nangaparbat3 napisała:
                                    > Ja jestem bardziej ekonomiczna, wymiękam po flaszce piwa.
                                    > albo i bez.

                                    Trening czyni mistrza. wink
                                    • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:00
                                      hihi nanga a dzis trenujesz z flaszka? czy bez???
                                      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:02
                                        > hihi nanga a dzis trenujesz z flaszka? czy bez???

                                        takie intymne pytania na forum publicznym?!?!?! ;-PP
                                        • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:04
                                          zapomnialam sie...hihi
                                          juz nie bede...
                                      • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:03
                                        ivone7 napisała:

                                        > hihi nanga a dzis trenujesz z flaszka? czy bez???

                                        He he, dzis z antybiotykiem sad(((((
                    • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:26
                      pytales..odpowiedzialam..
                      ja nie wiem czy dla Ciebie to juz czas...sam sobie na to
                      odpowiedz..czy to juz masz za soba..
                      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:30
                        > pytales..odpowiedzialam..

                        Oczywiście. Dzięki. smile

                        > ...sam sobie na to odpowiedz..czy to juz masz za soba..

                        Nie mam, ale pracuję nad tym.
                        • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:37
                          jak zapracujesz...to sobie ulozysz..
                          bo inaczej ktos moze przez Ciebie, oczywiscie niechcacy cierpiec..bo
                          Ty jeszcze nie gotowy jestes..
                          pozwol sie poniesc fali..nie dasz rady z nia wygrac..
                          • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:40
                            > jak zapracujesz...to sobie ulozysz..

                            Fakt. Tylko muszę się nauczyć pracować.

                            > bo inaczej ktos moze przez Ciebie, oczywiscie niechcacy
                            cierpiec..bo Ty jeszcze nie gotowy jestes..

                            nie rozumiem. Kto może przeze mnie cierpieć?

                            > pozwol sie poniesc fali..nie dasz rady z nia wygrac..

                            byle nie tsunami.
                            • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:45
                              cierpiec moze ta osoba z ktora bedac jeszcze niegotowy, bedziesz
                              probowal ulozyc sobie zycie...mozesz bac sie zaangazowac..to
                              skomplikowana sprawa..dlatego lepiej wiedziec, ze cos jest zamkniete
                              i jest sie na cos nowego gotowym..
                              a tsunami nie zycze...hihi swoja droga co za
                              skojarzenia...destrukcyjne..
                              • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:54
                                > cierpiec moze ta osoba z ktora bedac jeszcze niegotowy, bedziesz
                                > probowal ulozyc sobie zycie...mozesz bac sie zaangazowac..to
                                > skomplikowana sprawa..dlatego lepiej wiedziec, ze cos jest
                                zamkniete

                                toż właśnie, będąc tego świadom, nie próbuję jak na razie.


                                > skojarzenia...destrukcyjne..

                                tak mi czasem wraca
                                • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:58
                                  rozumiem..
            • i33 Re:karaluch 23.09.07, 00:07
              to przecież bardzo cwany gość nie dosyt że przystosowuje się do
              różnych warunków klimatycznych, długowieczny, może i upierdliwy ale
              za to---zadowoli się resztkami---niewybredny...szybko się i dużo
              rozmnaża też, trudno mu ten garniturek chitynowy zgnieść...a odmiana
              afrykańska jakiema rozmiary...ho ho!
              • z.odzysku Re:karaluch 23.09.07, 00:15
                > za to---zadowoli się resztkami---

                No i w tym punkcie dupa....
                ... ja się resztkami nie zadowalam. wink))
                • ivone7 Re:karaluch 23.09.07, 00:16
                  hihi...
                • i33 Re:karaluch 23.09.07, 00:25
                  kochający facet mówi "dupa"?
                  joke me a say aschloch!
                  not fair is fail...
                  • i33 Re:karaluch 23.09.07, 00:26
                    and have so pritty long...jak jest czułki?
                  • z.odzysku Re:karaluch 23.09.07, 00:32
                    > joke me a say aschloch!
                    > not fair is fail...

                    O tej porze i w tym stanie, po polsku proszę wink
                    • i33 Re:karaluch 23.09.07, 00:43
                      to te przypiski na dole to zapożyczone hę..?
                      • z.odzysku Re:karaluch 23.09.07, 00:56
                        > to te przypiski na dole to zapożyczone hę..?

                        oczywście, ze zapożyczone. Żródło podałem przecież.
                        Poza tym wykułem je na pamięć (tłumacząc kiedyś cały tekst utworu),
                        więc teraz jestam taki "mądry". wink
                        • i33 Re wow ! 23.09.07, 01:00
                          to nie bede sie wysilać bo słabo sie starałam choć tendencje miałam -
                          do languagów ma się rozumieć
                          no ide te sałatke robić
                          dobranoc tatuśkom

                          mamuśkom też...
                      • i33 Re:karaluch 23.09.07, 00:56
                        ciemna jest noc-
                        dobrze że koc... okrywa moje..kolana
                        pomyśleć że za chwilę tę
                        sałatkę bede kroiła..
                        i przyjdzie "gość"
                        któremu nie dość
                        żem sobie palec zraniła.

                        i mu do-pieprzę i mu-dosolę
                        ach jak się bardzo mozolę...

                        gotowa jest!
                        a niech to bies
                        niech mu na zdrowie jest

                        karaluchowi oczywiście!

                        • z.odzysku Re:karaluch 23.09.07, 00:59
                          Świetny tekst!! smile
                          Twój?

                          A surówkę, to ja na obiad (z córkami) na jutro już przygotowałem. smile
                          • i33 Re:karaluch 23.09.07, 01:01
                            za perfekcyjny jesteś, ale miłe że taki wegetariański
                            ba takie pro bio
                            • z.odzysku Re:karaluch 23.09.07, 01:04
                              > za perfekcyjny jesteś,
                              eeee, a gdzież tu perfekcjonizm?

                              > ale miłe że taki wegetariański, ba takie pro bio
                              surówka wegetariańska będzie do kotletów z piersi indyczej smile)
                              • i33 Re:karaluch 23.09.07, 01:10
                                indyk mdławy jest...ale zaś kucharz nie........................
                                kurcze bo sie nie wyśpie
                                dobranoc
                                • z.odzysku Re:karaluch 23.09.07, 01:12
                                  > indyk mdławy jest...

                                  odpowiednio przyprawiony nie jest mdławy.
                                  zresztą, moje córki lubią i to jest najważniejsze smile

                                  Dobranoc
            • rafanetka Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 18:53
              Nie mogę się oprzeć. Po tym co napisałeś muszę odpowiedzieć. U nas
              to ja podałam o rozwód. Mąż przez pół roku chodził za mną, ale ja
              byłam nieugięta. Ale minęło trochę czasu, zaczęłam tak jak Ty
              widzieć tylko to co dobre. Postanowiłam spróbować od nowa z nim być.
              Powiedziałam mu o tym. Ale on właśnie od paru dni stwierdził, że
              kocha, ale już nie mnie (pisałam o tym tutaj sporo i się radziłam).
              Dalej pamiętam to co dobre, tylko teraz już nie boli. Daj jej może
              trochę czasu. A i Tobie ten czas się przyda. JW powiadasz...Hmm wolę
              JD.smile
              • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 22:57
                Hm ciekawe jak bedzie u Nas ale teraz juz wiem ze w sytacji podobnej moze byc
                podobnie,ale to juz zbyt pózno.a natura człowieka jest taka ze nie widzi co
                stracił tylko widzi co chce miec sad

                bywaja zwiazki szcześliwe.......ale gdzie????
                • sylwiamich Re: Moje ".. i co dalej?" 24.09.07, 04:35
                  po wyprowadzce od męża, pracowałam nadal w poprzednim
                  miejscu...czyli około 150km dalej.Mój system polegał na tym że
                  tydzień w Wawce, tydzień w obecnym mieście.Początkowo wyłam całe
                  noce w poduszkę, znieczulałam się alkoholem żeby móc usnąć bez
                  dzieci.Ale to przechodzi.Może musiałam przestać tak kochać?Może
                  zmieniłam priorytety?Nie wiem...nie chcę o tym mysleć....nie ma
                  sensu.To da się sobie w głowie wypracować.Tyle że ja wiedziałam że
                  wrócę do nich...Ty z odzysku musisz się pogodzić z czymś innym
                  • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 24.09.07, 10:03
                    sylwiamich napisała:

                    > ...Ty z odzysku musisz się pogodzić z czymś innym

                    Wiem, że jeszcze nie "wyrzuciłem" z siebie ex. To mi zajmie jeszcze
                    trochę czasu, ale różnymi metodami pracuję dzielnie nad tym. Na
                    razie głównie mi doskwiera tęsknota za córkami, za tym codziennym
                    byciem z nimi. Spotkania, telefony, imprezy, wakacje, zdjęcia,
                    etc... nie załatwiają sprawy. Ciągle mi mało tego kontaktu z nimi.
                    A Twoim zdaniem, z czym jeszcze muszę się pogodzić?
          • i33 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:00
            no i teraz wyjeżdza dlaeko i na długo...ja mam wszystkie problemy na
            głowie a on będzie miał "tylko" zdjęcia jak ty...tylko że on wziął
            więcej
        • i33 Re: Moje ".. i co dalej?" 22.09.07, 23:55
          musze ci się przyznać że ja tę tęsknote u swojego jeszcze nie do
          końca odłączonego zauważyłam po dłuudim czasie...tak mocno byłam na
          niego zła o to co mi zrobił jak mnie traktował, jest o co się
          wściekać, ale zrozumiałam jak go zobaczyłam pewnego dnia na dworzu z
          nimi--jak spojrzałam na oczy....cholera zrobiło mi się żal---
          wiedziałam że wyziera z niego brak bycia w rodzinie--w domu ---no
          wiesz zjesć razem obiad ....uczestniczyć w tych wszystkich zajęciach
          w domu przy dzieciach....no i zmiekłam
          ale vco jakiś czas nie wytrzymuje jego zachowania i
          się "rzucam"...potem jestem wkurzona bo chce żebyśmy się dogadywali
          jak tylko można najlepiej dla dzieci przede wszystkim ale i dla nas
          też...bo wiem że ---szczęśliwy rodzic to dobry rodzic
          • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:01
            No to tylko brava dla Ciebie za takie spojrzenie bo jesli o mnie chodzi to
            usłyszałem ze nie mam prawa tesknic bo to ja odszedłem bo to ja jestem ten zły
            bo gdyby nie ja to....tylko do jasnej czy ja nie mam prawa tesknic za cześcią
            mnie za moimi "czasteczkami"czasami myslałem o powrocie ale mysle ze juz nigdy
            sie nie uda tylko moze czas to pokaze i jakies spotkanie.

            Tesknisz wiec jesteś,widzisz wiec żyjesz
            • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:04
              tgz.74 napisał:

              > ... usłyszałem ze nie mam prawa tesknic bo to ja odszedłem bo to
              ja jestem ten zły

              klasyczne przerzucanie całej odpowiedzialności na Ciebie. Moja ex
              prezentuje to samo. Terapeuta w mig to zauważył, kiedy jeszcze
              chodziliśmy na teraię.

              > Tesknisz wiec jesteś,widzisz wiec żyjesz

              Masz rację. To trzyma przy życiu.... Jest sens... są dzieci i mnie
              potrzebują.
              • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:12
                Jakos terapia nie przypadła mi do gustu,byłem na kilku i stwierdziłem ze nikt
                nie naprawi za nas tego wszystkiego bo juz zbyt wiele sie podziało. A zwalanie
                winy ja stwierdziłem 49%ja 49%Ona a te 2% to zycie.i nie ma co dalej szukac w
                tym samym koszyku jakiegos szczesliwego losu tylko gdzie stoi nastepny
                koszyk???i wiem ze teskni sie jak sie kocha a miłosci do dzieci nam nikt nie
                zabroni!!!
                • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:17
                  > ... a miłosci do dzieci nam nikt nie zabroni!!!

                  Howgh!!!!!
                  • marcelka38 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:18
                    nie ma nawet takiego prawa
                    • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:23
                      Widzisz ja kiedys usłyszałem ze jak odejde to dzieci mnie przestana kochac a tu
                      nawet wrecz przeciwnie jakos Mamusi maja dośc jak mnie tam nie ma i co tu
                      zrobic??czasami bym ich zabrał ale nie mam jak sad

                      sa takie tyczki ze nie pomoga nam przeskoczyc zycia
          • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:03
            zeby na trwale zmienic relacje..nalezy po prostu pojsc na terapie..
            moze warto sprobowac..skoro tylko czasami sie rzucasz..
            pomysl o tym...
            • i33 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:18
              niestety to już było po różnych "wywrotkach" sądowych -stwierdziłam
              że musi dwoje chcieć...poza tym cały czas jestem k... sz....zerem, a
              ja wiem że nie jestem
              prObowałam dla dzieci; nie da się tak jeśli się okaże że nie kocha i
              nie chce kochać, dzieci tak są jego szczególnie że prawie same
              dziewczyny-nie utrzymuje dobrych stosunków z rodziną nie ma
              przyjaciół więc są jemu --jedynymi drogimi istotami
              więc mu pozwalam przychodzić czasem i do domu pomimo że na tym sama
              cierpie, chociaż chyba już nawykłam i szybciej się otrząsam---chyba
              twardnieje
              • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:21
                masz racje...przede wszystkim musi byc milosc i szacunek..bez tego
                marne szanse...
                • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:25
                  a jesli Mamusia o tacie mówi on a dzieci o ojcu Tata a o Mamie Ona to gdzie tu
                  jest ten szacunek???
                  • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:33
                    a jak Tata mówi o Mamie?
                    • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:36
                      Zawse dobrze zawsze Mama lub Mamusia i to nie tylko teraz bo na forum ale
                      szacunku dzieci ucza sie od rodziców

                      jak człowiek ma swoja nature to jej nie zmienia smile
                      • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:39
                        Wiesz, ja zawsze podejrzliwa jestem, bo tu poza jednym znanym mi przypadkiem
                        zawsze tylko jedna strona sie wypowiada - trudno sadzic.
                        A sama niedawno pisałam, ze na pewne grzechy exa wobec mnie po latach i nowych
                        doswiadczeniach (i to nie mesko-damskich bynajmniej) patrzę zupełnie inaczej.
                        • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:44
                          Wierze i to szanuje i ja mam to samo i jakos czasmi nie potrafie tylko zrozumiec
                          takiej sytacji dlaczego nie ufamy.Wiem ze tutaj jestem anonimowy przed Wami i
                          moge pisac co chce tylko jak sobie spojrzec rano w gebe przy goleniu jak czowiek
                          straci szacunek sam do siebie,dlatego jestem szczery i pisze jak jest


                          to ze taki jestem zawdzieczam sobie smile
                          • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:49
                            Dziwne rzeczy piszesz.
                            Czy chcesz powiedziec, ze straciłbys szacunek do siebie, gdybys nam tu nakłamał?
                            Ja klamstwa nie biore nawet pod uwagę - wyłacznie inna perspektywe,
                            nieporozumienia, nietrafne interpretacje zachowania sią sie tej drugiej osoby -
                            gdybyście widzieli to wszystko tak samo, pewnie nie byłoby zadnego rozwodu.
                            • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:01
                              Tak dla samego siebie.
                              i wiem ze gdyby tu była ex to była by druga strona tylko czy to cos zmienia jak
                              i tak nie umiemy sie dogadac od wiekow,kazdy ma swoje racje pragnienia i
                              oczekiwania tylko sa to trzy proste i jakos nie umia sie przecinac.
                              • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:07
                                Ty tez z butelką???
                                To jest szesć prostych!
                                Madrzy ludzie twierdzą, ze szczęście jest w wyzbywaniu sie oczekiwań.
                                Tylko ze to truno.
                                • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:12
                                  bez butelki bez puszki dla mnie to nie bo zbyt łatwo sie po tym robi lekko,na
                                  jakis czas
                                  a te proste to po kazdej stronie to masz racje ze jest ich 6.
                                  i jeszce jedno jak w zyciu wyzbyc sie oczekiwan i pragnien gdzie wtedy bedziemy
                                  my sami???nie mozna poswiecic wszystkiego dla Kogos bo my przestajemy wtedy
                                  istniec sad
                                  • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:31
                                    Nie nie, nie chodzi o poświecanie sie - zeby nie mieć oczekiwań, wyobrażeń, bo
                                    one zaburzaja nam odbiór rzeczywistosci, zamiast widzic to co jest naprawdę
                                    widzimy porownanie z ocekiwaniami - bez sensu. Skupiamy sie na oczekiwaniach,
                                    nie na realnosci.
                                    Na przyklad: wyobrazilam sobie, ze maż przyjdzie na obiad punktualnie, cały w
                                    usmiechach i z kwiatami (mamy rocznice). A on przychodzi spoxniony, wsciekły,
                                    ledwo żywy, chce zjeść i miec spokój.
                                    Co zrobi wiekszość pań? (I ja oczywiscie tez) - ano ochrzan, strzelanie focha,
                                    rozne rodzaje kar. Dlaczego? Bo nasze oczekiwania zawiódł.
                                    (A on miał straszna jazdę w pracy).
                                    Niewiele jest rzeczy za ktore mniej sklonnibyśmy byli karać najblizsze osoby
                                    rownie ochoczo co za zawiedzenie naszych oczewiwań.
                                    To okropnie niszczycielskie istoty, te oczekiwania.
                                    • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:36
                                      no ale tak juz bywa w zyciu i niewiele na to poradzimy,mysmy mieli tak ze kazdy
                                      miał rózne hobby i zawsze jak jakies chciało realizowac swoje to drugie
                                      oczekiwło rezygnacji ale ze tak nie było to pózniej były jazdy jak u malych
                                      dzieci zeby tylko obrzydzic drugiemu to co lubi,przykłady mozna mnozyc w nie
                                      skończonść.Dwoje ludzi którzy nie umieli dojsc z soba do ładu.
                                      • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:39
                                        Chyba większość z nas miała wlasnie jakoś tak.
                                        Kurka wodna, dlaczego tak jest?
                                        • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 01:43
                                          bo taki jest zycie bo tacy sa ludzie
                                          itylko sie zastanawiam czy po przejsciach jeszcze zbuduje cos dobrego i
                                          trwałego z kims innym wyciagajac wnioski z tego co było???czy juz wszystko
                                          bozostanie marazmem na zawsze
                                          • nangaparbat3 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 13:32
                                            Podobno drugie zwiazki są lepsze od pierwszych. Tak kiedys czytałam,że z badań
                                            wynika. Może mozna miec nadzieję?
                                            • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 14:14
                                              ponoc tak jest z drugimi, tylko z tego co wiem to strach przed drugim czasem
                                              paralizuje samą cheć jego sworzenia ale ja jestem dobrej mysli i moze uda sie to
                                              co nie udało sie wczesniej.
                                              Podstawa to jasne regóły zasady i oddanie sie wzajemnie sobie na ile to
                                              mozliwe,a czasmi z poprzednich zwiazków ciaza takie bagaze ale mysle pozytywnie.

                                              KIEDY SIE WSZYSTKO UŁOZY .....?????BEDE SZCZEŚLIWY DO KOŃCA smile))
                                              • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 22:10
                                                No przecież, jak mi się wydaje, wszyscy tu piszący liczą na to, ze
                                                drugi związek jest lepszy. Zresztą kilka uczestników forum
                                                potwierdza to na własnym przykładzie... i to napawa optymizmem i
                                                nadzieją.
                                                Problem w tym, żeby odnaleźć siebie i nie stracić siły w
                                                poszukiwaniu swojego szczęścia i lepszego życia... a raczej reszty,
                                                jaka już pozostała do końca.
                  • i33 Re: obydwoje 23.09.07, 00:40
                    myśle że powinniśmy starac się nie mówić o drugim żle do dzieci przy
                    dzieciach bo wyjdzie nam to bokiem dla---wszystkich i nikt do nikogo
                    nie bedzie miał szacunku
                    staram się być obiektywna, i nawet w sądzie na moją niekorzyść mi to
                    wyszło bo w aktach napisano że powodka raz broni raz łaje męża a ja
                    chciałam po prostu prawde mówić [nie wolno]
                    facet kocha dzieci sobie odejmie im da choć nie myśli czy to co daje
                    to wychowawcze, tak umie kochać i tak to robi
                    nie chodzi o przeciąganie liny ja lepszy ty gorszy, nikt nie jest
                    ideałem,,,z małpią miłością tez można przesłodzić
                    w małżeństwach gdzie po rozwodzie świoetnie się dogadują ale sobie
                    nie "dogadują" dzieci są szczęśliwsze
                    nasze zranione ega tooliwa do ognia000wiecznie nadąsane aw tym
                    problem wg mnie
                    • tgz.74 Re: obydwoje 23.09.07, 00:49
                      pieknie ujete "OBYDWOJE" tylko tak musi byc a jak nie jest to juz inna bajka.ja
                      mam takie rozumowanie :rozstałem sie z mamą a nie z dziecmi i musze im pokazac
                      ze Mama kocha je nawet bardziej niz ja bo to Ona jest z nimi cały cas a ja tylko
                      na chwile.
                      • ivone7 Re: obydwoje 23.09.07, 00:53
                        ja nie mowie, kto bardziej kocha..
                        mowie ze przestalismy siebie kochac i nie potrafimy zyc razem..ale
                        milosc do mlodej nie ulegla zmianie ani moja ani exa do niej...
                        jak zwazyc milosc..kto kocha bardziej????
                        ja mloda kocham najbardziej na swiecie i ona o tym wie..za exa sie
                        wypowiadac nie bede...
                    • tgz.74 Re: obydwoje 23.09.07, 00:51
                      I jeszce jedno ja w Ex nie widze złej osoby tylko taką z która akurat ja nie
                      mogłem sie dogadać i jestem pełen szacunku dla Niej za wszystkie lata RAZEM a
                      było tego troche.
                      • nangaparbat3 Re: obydwoje 23.09.07, 00:54
                        tgz.74 napisał:

                        > I jeszce jedno ja w Ex nie widze złej osoby tylko taką z która akurat ja nie
                        > mogłem sie dogadać i jestem pełen szacunku dla Niej za wszystkie lata RAZEM a
                        > było tego troche.

                        To bardzo piekne, co napisałeś.
                        • tgz.74 Re: obydwoje 23.09.07, 01:03
                          Raczej smutne bo mimo wszystko takie myslenie jest okupione najwieksza przegrana
                          mojego zycia
                          • nangaparbat3 Re: obydwoje 23.09.07, 01:05
                            Dlaczego?
                            Wiesz, nigdy nie pomyślałam, ze rozwod to moja przegrana.
                            Chociaz nigdy go nie uwzglednialam w planach, i bardzo kochałam exa.
                            • tgz.74 Re: obydwoje 23.09.07, 01:19
                              Bo bardzo kochałem i pewnie nawet kocham Ex ale nie widac w tym wszystkim
                              szczescia.i nigdy nie myslalem ze tak skoncze po tylu latach a robic wszystko
                              dla dobra dzieci to tez jest bez sens
                            • chalsia Re: obydwoje 23.09.07, 13:14
                              > Wiesz, nigdy nie pomyślałam, ze rozwod to moja przegrana.
                              > Chociaz nigdy go nie uwzglednialam w planach, i bardzo kochałam
                              exa.

                              może nie przegrana, ale porażka (jednak ma ciut inne znaczenie) - w
                              gruzy legły wszystkie młodzieńcze idee nt. miłości po grób, damy
                              sobie radę itp i dzieci nie będą miały wspomnień wspólnego czasu z
                              obojgiem rodziców (albo odczują brak takowych - jesli rozstanie było
                              w późniejszym wieku dzieci)
                      • z.odzysku Re: obydwoje 23.09.07, 22:16
                        No to mamy podobnie. Ja też mam wiele szacunku dla ex i też nie
                        uważam jej za złą osobę... raczej wydaje mi się, że to ja nie
                        potrafiłem sprawić, aby była szczęśliwa. Dlatego odszedłem.

                        A 15 lat spędzonych razem również żałuję. Ale chyba bardzej żałuję,
                        że ex nie chciała naprawiać związku, nie chciała mieć ze mną
                        wspólnych planów, ... to m.in. potwornie podcięło mi skrzydła.
                        • tgz.74 Re: obydwoje 23.09.07, 22:47
                          Wiele rzeczy w tym wszystkim załujemy tylko musimy wyciagac wnioski i sie
                          pzbierac.Czasmi liczymy ze to sie zrobi samo ale ja kolejny raz zrozumiałem ze
                          nie tedy droga samo to sie moze ......a reszta zalezy od nas.A co do drugich
                          zwiazków to mysle ze juz po wszystkich przejsciach beda lepsze tylko trzeba nad
                          nimi popracowac bo w kazdym sa jakies drzazgi przeszłosci które trzeba powyciagac.

                          NIe stolarz a sam wiór sie sypie smile
            • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:23
              > zeby na trwale zmienic relacje..nalezy po prostu pojsc na terapie..

              choćby nie wiadomo jak się starać, nawet na terapii, nie da się
              naprawić związku w pojedynkę. Wiem, co mówię, bo to przećwiczyłem.
              W pewnym momencie ex zrezygnowała z terapii... ja kontynuowałem, ale
              to już była indywidualna terapia.
              • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:29
                u mnie to ja stwierdziłem ze ta terapia nic nie daje bo po wyjsciu juz były
                pretensje wyrzuty.i nie mozna naprawiac czegos co juz dawno poległo w
                gruzach,drapanie ran nie powodowało gojenia tylko sączenie ropy z duzym smrodem

              • ivone7 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:30
                masz racje..bo w tym caly jest ambaras zeby dwoje chcialo na raz...
                • tgz.74 Re: Moje ".. i co dalej?" 23.09.07, 00:34
                  nie powiem bo moja tez chciała tylko ja juz miałem dosc zmian na chwile i Ona
                  pewnie tez to ja chyba byłem słabszy i dałem pozew i juz po sprawie i teraz
                  zobaczymy co bedzie
    • brygida_jonska Re: Moje ".. i co dalej?" 24.09.07, 14:26
      Z.odysku, to co przeżywasz wydaje mi się być standardem (niestetysad.
      ja nie mam dzieci, więc nie wiem jak wygląda tęsknota za
      latoroślami. ale mam exa, który mi się śni, o którym myślę i mimo
      tabunu facetów na mojej drodze, w żadnym nie potrafię się chociażby
      zauroczyć (nie licząc jednego palanta, ale to ma głębszy wymiar
      mojej zwichrowanej psychikismile. co prawda wywróciłam swoje życie do
      góry nogami, łącznie ze zmianą tożsamości, by poszukać kolejnego
      etapu co dalej i nie tkwić w marazmie. mam nadzieję, że to
      przyniesie owoce. dojrzałe i smacznesmile

      Ty tęsknisz w głównej mierze za córkami. i będziesz tęsknił, bo One
      z Tobą nie mieszkają. a to dodatkowo potęguje ból. pytanie, które
      się nasuwa to dlaczego w takim układzie nie zawalczyłeś o Nie? by
      mieć je przy sobie? nie wiem, nie wnikam. ale może to by pomogło.
      teraz musisz po prostu cieszyć się każdą chwilą z Nimi. ale nie żyć
      tylko tym. zająć się czymś, co zawsze chciałeś robić, ale nie mogłeś
      z różnych przyczyn. odświeżyć stare znajomości, nawiązać nowe. oddać
      się pasji czy hobby, może też wywrócić swoje życie na drugą stronę?
      ja, mimo że ma problem z oderwaniem się mentalnie od exa, to
      mogłabym nazwać siebie hedonistką. czerpię z życia na maxa. praca,
      imprezy, pasja, książki, urządzanie mieszkania. to wszystko
      pochłania tyle czasu i przede wszystkim energii, że padam na
      przysłowiowy pysk. i jest lepiej. z czasem tęsknota za ex zacznie
      blaknąć.

      minęło pół roku od Twojej wyprowadzki. to mało. i dlatego ta
      tęsknota tak wielka. w stosunku do ex, to też na pewno
      wyolbrzymienie Jej pozytywnych cech, co automatycznie robi nasz
      mózg, skreślając to, co złe. na pewno z czasem to też zacznie
      blednąć. w końcu z jakiegoś powodu się rozstaliście, więc nie brakło
      wielu burz w Waszym życiu. gdyby miłość była głęboka i miała b silne
      korzenie w każdym z Was, nie doszłoby do tego.

      a jestem pewna, że przyblaknie na pewno, gdy pojawi się ten Ktoś.

      jeśli masz ochotę na przyłączenie się wspólnej konsumpcji łyskacza,
      przybywaj na spotkania forumowe.

      • z.odzysku Re: Moje ".. i co dalej?" 24.09.07, 21:24
        > Z.odysku, to co przeżywasz wydaje mi się być standardem (niestety

        No właśnie. Większość doświadczonych uczestników forum pisze to
        samo. Nie pozostaje mi nic innego, jak skorzystać z ich rad i
        przetrwać ten czas z nadzieją na lepszą przyszłość.

        > Ty tęsknisz w głównej mierze za córkami. i będziesz tęsknił, bo
        > One z Tobą nie mieszkają. a to dodatkowo potęguje ból. pytanie,
        > które się nasuwa to dlaczego w takim układzie nie zawalczyłeś o
        > Nie? by mieć je przy sobie? nie wiem, nie wnikam. ale może to by
        > pomogło.

        Dlaczego nie zawalczyłem? Otóż dlatego, że zważywszy moje szanse w
        sądzie na uzyskanie opieki nad dziećmi (które szacowałem na 0,01%)
        odpuściłem zawczasu tą walkę, aby oszczędzić sobie szarpaniny z ex.
        Zresztą uważam, że ex jest bardzo dobrą matką dla naszych córek i za
        nic w świecie nie dałaby sobie odebrać opieki nad nimi, czy też
        zgodzić się aby mieszkały ze mną.
        Biorąc pod uwagę powyższe zrezygnowałem z walki, dlatego po prostu
        muszę odcierpieć swoje. Mam nadzieję, że z czasem bardziej okrzepnę
        w tej sytuacji. Na razie jednak jest trudno.

        > teraz musisz po prostu cieszyć się każdą chwilą z Nimi.

        ekstremalnie się cieszę tymi chwilami. smile Córki zresztą też. smile

        > ale nie żyć tylko tym. zająć się czymś, co zawsze chciałeś robić,
        > ale nie mogłeś z różnych przyczyn. odświeżyć stare znajomości,
        > nawiązać nowe. oddać się pasji czy hobby, może też wywrócić swoje
        > życie na drugą stronę?

        staram się wypełniać sobie maksymalne czas różnymi zajęciami
        (wysiłek fizyczny, hobby, również nowe, chałtury, etc.), ale
        wystarczy 15 min bezczynności (np. jedząc obiad) i już mnie dopada.
        Na nowe znajomości jeszcze pewnie przyjdzie czas. Na razie staram
        się poradzić sobie sam ze sobą... w sumie idzie coraz lepiej.

        > minęło pół roku od Twojej wyprowadzki. to mało. i dlatego ta
        > tęsknota tak wielka. w stosunku do ex, to też na pewno
        > wyolbrzymienie Jej pozytywnych cech, co automatycznie robi nasz
        > mózg, skreślając to, co złe. na pewno z czasem to też zacznie
        > blednąć. w końcu z jakiegoś powodu się rozstaliście, więc nie
        > brakło wielu burz w Waszym życiu. gdyby miłość była głęboka i
        > miała b silne korzenie w każdym z Was, nie doszłoby do tego.

        No niby tak... ale.. (dobra przymykam się)... masz rację.

        > jeśli masz ochotę na przyłączenie się wspólnej konsumpcji
        > łyskacza, przybywaj na spotkania forumowe.

        łiskacza i pacierza nie odmawiam, więc z najwyższą przyjemnością
        przyłaczę się do gremialnej konsumpcji wzmiankowanego... jeśli
        tylko przełamię swoją nieśmiałość i odważę się przyjść na takie
        spotkanie.
        • chalsia Re: Moje ".. i co dalej?" 24.09.07, 22:28
          >
          > łiskacza i pacierza nie odmawiam, więc z najwyższą przyjemnością
          > przyłaczę się do gremialnej konsumpcji wzmiankowanego... jeśli
          > tylko przełamię swoją nieśmiałość i odważę się przyjść na takie
          > spotkanie.

          zawsze kiedyś jest ten pierwszy raz smile
          popytaj tych, co mieli podobne do Twoich obawy, jak było na
          spotkaniu - każdy odpowie, że strachy na lachy smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka