Pokręciło mi się w życiu

. Na razie przestajemy razem mieszkać.
Żadne z nas nie jest bardziej ani mniej winne że już od dłuższego
czasu żyjemy jak współlokatorzy i rodzice a nie małżeństwo. Nie
chcemy krzywdzić dzieci i umiemy się w tych sprawach dogadać. On
jest naprawdę super ojcem, ma klasę. Tylko mężem niefajnym

. Ja
pewnie podobnie. Mi jest źle i coraz gorzej, nie umiem sobie
poradzić z własnymi nastrojami ( zawsze tak było ale tym razem jest
autentycznie niedobrze). Chyba zwrócę się o pomoc do psychologa lub
psychiatry nawet. I tylko trochę się niepokoję czy mąż może
wyciągnąć to przed sądem w trakcie rozwodu? I czy będzie to
świadczyło na moją niekorzyść? Że taka niepoukładana jestem i sobie
nie radzę sama? Już wcześniej korzystałam z pomocy psychologa po
poronieniu.