Dodaj do ulubionych

Jeszcze raz dzieciowo

16.10.07, 06:53
Do rozwodu prowadzą złe albo bardzo złe relacje miedzy rodzicami.
Nic nie dzieje się z dnia na dzień, narasta latami. W takiej
atmosferze dorastają dzieci, jakże trudno im będzie ... odnaleźć
się... w życiu.
Otóż borykam się z pewnym problemem (bo od dłuższego czasu uładzam
krajobraz po bitwie) jak dalece rodzic ma prawo, może obowiązek,
ingerować w stosunki pomiędzy rodzeństwem? Jaką zająć pozycję?
Matkojec wie dość dobrze, co i kto zawalił, a więc się poczuwa. To
trochę za mało, trzeba wiedzieć: jak? Bo zamiast lepiej może zrobić
gorzej, a to z braku mądrości, niczego poza tym. Moje dzieci szukają
siebie wzjemnie, a ja się boję, że mogą się minąć. Nadopiekuńczość?
Brak zaufania?
Meritu: konfklitowa sytuacja pomiędzy dziećmi. Moje są milczkami,
więc staram się połączyć kabelki, doprowadzić do kontrolowanego
zwarcia, trochę popchnąć w plecy - gdy widzi mi się - sprawy
przybierają zły obrót. Bóg wie, czy słusznie kombinuję, ja nie wiem.
Prezentuję swoje stanowisko wtedy, gdy mnie o to pytają lub gdy co
do swoich racji jestem absolutnie pewna. Co do jednego jestem
głęboko przekonana, że bez prawdy się nie da, lecz ta może być
różnie podana. Kiedy się nie znajduje w danej chwili odpowiedniego
sposobu, lepiej przemilczeć i się zastanowić, po czym wrócić do
sprawy. Że nie wolno mi stać się stroną konflitu, to oczywistość.
Tak przy okazji, choć nie wiem czy jest czym się chwalić, nie
zdawałam sobie sprawy, jak wielką wagę dzieci przykładają do moich
słów. Tu jakoś sobie radzę, nie udzielam jedynie słusznych
odpowiedzi, tym bardziej gdy nie wiem.
Moja największa nadzieja na tym się zasadza, że dzieciska wpakowały
łapki do cebrzyka z gliną. Lepimy jak umiemy. Boję się, żeby nie
wyszło nam byle jak. Mieć rodzeństwo to wielka sprawa na życie
szczególnie, gdy niezbyt dobrze spisali się rodzice.

P.s. Nie wiem, czy osoby znużone rozwodową tematyką zauważyły, że
zakładam wątki "co potem", a może i "co w ogóle". Formuła forum jest
na tyle szeroka, że jak sądzę, mieści się w niej to, o czym
klepię.
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 08:23
      A o czym konkretnie jest ten post?
      • a.niech.to Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 08:33
        O starym półślepym Indianinie, który zszywał skóry igłą, której nie
        posiadał. Nie tak, nie umiał jej odszukać, bo trzęsły mu się ręce z
        obawy.
        • sylwiamich Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 08:40
          Czyli coś na kształt niczym nieskrępowanego potoku myśli w
          urokliwych warunkach pampy, prerii i takich tam?
          • a.niech.to Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 10:05
            Sylwio, daj spokój. Nie jest mi do śmiechu.
      • jasminowo Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 08:34
        Możliwości popełnienia błędów jest zapewne mnóstwo. Nie wiem gdzie
        przebiega granica umiejetnego pertraktowania między rodzeństwem.
        Wiem jedno - nie zderza się dzieci głowami wink Trochę to żartobliwe,
        jednak sama tego doświadczyłam od "kochanego" tatusia - mam
        szczęście, że nam płatów czołowych niepouszkadzał (a może mnie
        uszkodził, skoro takie rzeczy piszę z rana?). Mam jedno dziecko i
        omija mnie problem zawiązywania miedzy nimi więzi. Mnie z bratem nie
        udało się stworzyć idealnego związku jednak czuję, że możemy na
        siebie liczyć gdzieś tam na rozdrożach życia. Nie przyjaźnimy się,
        nie biegamy do siebie ze swoimi sprawami, jednak jest gdzieś i wiem,
        że to mi wystarcza. Byłam przy nim gdy brał rozwód, gdy była żona
        zabraniała mu widzeń z dziećmi. I myślę, że rodzeństwo nie musi się
        przyjaźnić żeby wiedzieć, że może na siebie liczyć.
        Co do porad praktycznych - nie znam takich książek, jednak na pewno
        możesz znaleźć coś co pomoże Ci w takich sytuacjach konfliktowych
        między rodzeństwem.
        • sylwiamich Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 08:41
          jasminowo napisała:
          > Co do porad praktycznych - nie znam takich książek, jednak na
          pewno
          > możesz znaleźć coś co pomoże Ci w takich sytuacjach konfliktowych
          > między rodzeństwem.


          Najpierw trzeba opatrzyć ranysmile))
          • bazyliada Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 09:23

            "Rodzeństwo bez rywalizacji" A. Faber E. Mazlish
            trochę teorii, które ciekawie tworza praktykę smile
          • a.niech.to Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 10:10
            To już jest sukces wspólnie je odszukać. Dalej powinno iść prosto
            jak po sznurku w domu wisielca, a właśnie że tak.
        • a.niech.to Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 10:08
          jasminowo napisała:

          > I myślę, że rodzeństwo nie musi się
          > przyjaźnić żeby wiedzieć, że może na siebie liczyć.
          Przyjaciół się wybiera, rodzinę się MA, szczególnie rodziców.
          • jasminowo Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 10:22
            a.niech.to napisała:

            > > Przyjaciół się wybiera, rodzinę się MA, szczególnie rodziców.

            Zgadzam się z tym. Z rodziną można się przyjaźnić ale nie zawsze
            trzeba, żeby wiedzieć, że posłuży pomocą w sytuacji kryzysowej. A
            można się i nie przyjaźnić i nie mieć zupełnie wsparcia. Nie mogę
            liczyć na emocjonalną pomoc mojej matki, na fizyczną - raczej tak.
            Na brata - nie jest mi na tyle bliski, żebym się przed nim otwierała
            ale wiem, że jest w jakiś sposób przy mnie. Ubolewam nad tym, że nie
            mamy tak bliskiego związku jak niektóre rodzeństwa ale cóż - mogło
            by być gorzej...
    • a.niech.to Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 10:14
      Może niepotrzebnie popadam w panikę. Mam wyrobiony zmysł smaku i
      powonienia, gdyż zabrakło wzroku i słuchu na normalnym poziomie.
      Musi wystarczyć, pewnie sięgnę po książkę, przecież nawet nie wiem,
      na czym polega rywalizacja w rodzeństwie.
      • sylwiamich Re: Jestem beznadziejną matką 16.10.07, 10:32
        Nigdy się nie zastanawiam jak im się ułoży dalej.Chyba za mało
        myślę.Na serio najpierw opatruję rany.Ostatnio tak stłukli że mojej
        nastoletniej córce musiałam opartywać rozciętą głowę.Syn był
        podrapany na gębie jakby wpadł w zywopłot.Jakis kontakt cielesny
        muszą mieć...na przytulanie są za duziwink)))A że zaczyna się od
        drobnych szturchanek ze śmiechem a kończy regularną bijatyką...no
        cóż...lepiej w domu niż szkole...
        • jasminowo Re: Jestem beznadziejną matką 16.10.07, 10:40
          sylwiamich napisała:

          > Nigdy się nie zastanawiam jak im się ułoży dalej.Chyba za mało
          > myślę.Na serio najpierw opatruję rany.Ostatnio tak stłukli że
          mojej
          > nastoletniej córce musiałam opartywać rozciętą głowę.Syn był
          > podrapany na gębie jakby wpadł w zywopłot.Jakis kontakt cielesny
          > muszą mieć...na przytulanie są za duziwink)))A że zaczyna się od
          > drobnych szturchanek ze śmiechem a kończy regularną bijatyką...no
          > cóż...lepiej w domu niż szkole...
          >
          >
          >
          Argument, ze lepiej w domu niż w szkole jakoś do mnie nie przemawia.
          Przesada z tą beznadziejną matką. Ale dla dobra dzieci może popracuj
          nad ich umiejętnością wyrażania złości w bardziej konstruktywny
          sposób niż rozbijanie głowy przeciwnikowi wink
          • sylwiamich Re: Jestem beznadziejną matką 16.10.07, 10:46
            Sami się nauczą...głowa i podrapana gęba boliwink))
            • jasminowo Re: Jestem beznadziejną matką 16.10.07, 11:03
              sylwiamich napisała:

              > Sami się nauczą...głowa i podrapana gęba boliwink))

              Boli. Gorzej jak złość jest tak duża, że nie patrzy się na krzywdę
              własną tylko na to by przeciwnika była większa niż moja... zresztą
              nawet jak już to szkoda, żeby powstrzymywały się dlatego, że gęby
              ich bolą a nie dlatego, że są inne sposoby na dogadanie się niż
              podbicie oka sąsiadowi...
            • a.niech.to Re: Jestem beznadziejną matką 16.10.07, 13:47
              Facet z blizną jest sexi. <wtrąciła>
        • a.niech.to Re: Jestem beznadziejną matką 16.10.07, 13:45
          sylwiamich napisała:

          > A że zaczyna się od
          > drobnych szturchanek ze śmiechem a kończy regularną bijatyką...no
          > cóż...lepiej w domu niż szkole...
          Przyglądałam się kiedyś, jak chłopcy równo prali się po pyskach. Nie
          ingerowałam zbyt spiesznie, niech sami zobaczą, do czego prowadzi
          taka forma kontaktu. Wkroczyłam dopiero wtedy, gdy naruszono zasadę
          jeden na jednego.
        • a.niech.to Błędów nie popełnia ten, co nic nie robi 16.10.07, 14:00
          Nie przeżywaj nadmiernie, bo rozszerzysz listę kompleksów. Rozejrzyj
          się, popatrz na inne, wypośroduj. A najlepiej zapytaj dzieci,
          odpowiedzą tak, jak potrafią.
    • ivone7 Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 13:16
      moja corka ma swoja siostre przyrodnia..wiec na codzien jest
      jedynaczka..
      ale ja mam siostre..i ten post sprawil, ze zastanowilam sie nad
      naszymi relacjami, ktore teraz sa cudowne..ale nie zawsze tak bylo..
      i nasze wspomnienia sa tak bardzo rozne, ze trudno dociec co bylo
      ich przyczyna..
      ja pamietam, ze musialam sie opiekowac mlodsza siostra, ustepowac
      jej, oddawac moje zabawki, bo ona mlodsza itd...
      a ona pamieta, ze ja sie na niej wyzywalam...ze ja osmieszalam..ze
      ciezko jej bylo mnie dorownac..
      do rekoczynow tez dochodzilo..na szczescie niegroznych, ale mama i
      tak rwala wlosy z glowy..
      zawsze bedzie rywalizacja miedzy rodzenstwem..i mysle, ze lepiej
      stac z boku, niz komus cos narzucac..
      i wazne, zeby podkreslac indywidualnosc kazdego dziecka..nie wzmagac
      tej rywalizacji..nie kazac na sile dorownywac do tego lepszego w
      czyms tam..
      P.S, dzieki a.niech.to za watki, ktore sklaniaja do
      przemyslen..szczegolnie do tego ogolnego zycia po..
      • a.niech.to Re: Jeszcze raz dzieciowo 16.10.07, 13:57
        ivone7 napisała:

        > nie kazac na sile dorownywac do tego lepszego w
        > czyms tam..
        Nie ma lepszych dzieci, są różne. Wiem, że to banał. Dzięki Waszym
        wpisom to i tamto ułożyłam sobie w głowie. Czasem jak przyrżnę to
        wprost jak kulą w płot. Drugi raz zaliczyłam poważną wsypę. Cóż, dwa
        kroki do tylu i od początku. Widzę teraz przynajmniej następny krok.
        Dzięki!
        > P.S, dzieki a.niech.to za watki, ktore sklaniaja do
        > przemyslen..szczegolnie do tego ogolnego zycia po..
        Piszę o tym, co jest po. Wyszłam z sali sądowej. Złożyłam ostatnie
        pożegnanie, na kondolencje mnie nie stać. Sądzę, że Forum powinno
        zmierzać i w tę stronę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka