Dodaj do ulubionych

I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo długie)

26.11.07, 00:02
Sorry, że długie ale zanim się całkiem zdołuję, pozwólcie mi się wygadać.

Od czego zacząć ?
Mam za sobą 14 lat małżeństwa i 9-letnią córkę. Po tylu latach i mnie dopadło
widmo rozwodu. Nie żeby nagle, nie żeby wcześniej nie nachodziły mnie takie
myśli. Teraz doszło do momentu, w którym odechciało mi się już walczyć o
małżeństwo lub o coś co małżeństwem się nazywało.

Moje życie to z jednej strony długa i konsekwentna droga do stworzenia własnej
firmy. Nie jakiejś wielkiej, ale małej i własnej. Zbudowanej ciężką własną
pracą i poświęceniem. Praktycznie zaczynałem od przysłowiowej (i nie tylko)
złotówki. Z drugiej strony to droga bez wsparcia najbliższej osoby. Kiedy
firma dobrze prosperowała i można było brać co się chciało z kasy, to było
dobrze. Jak z czasem obroty spadły, trzeba było zacząć kontrolować wydatki, to
już było źle. Jeszcze na początku miałem pomoc, choć i ciągle narzekania, że
uczę żonę (i zmuszam ją !) księgowości, obsługi komputera, itp. Gdy potem
dzięki temu dostała pracę, to juz się nie liczyło. Ona mogła (!) się mylić -
ja nigdy. Zresztą od tego czasu stopniowo przestawala mi pomagać.
Parę lat temu załatwiłem jej pracę u mojego znajomego (de facto mojego
klienta). Trafiła tam na stanowisko ... księgowej. Przez długi czas pomagałem
jej, zresztą jako biegły w tych sprawach byłem też dla jej szefa gwarancją
prawidłowej pracy. Nie raz zresztą ratowałem ją z różnych opresji. Kiedy córka
zaczęła chodzić do przedszkola a potem do szkoły na mnie spadło zawożenie,
przywożenie, wizyty w szkole, itp. Z czasem żona awansowała w pracy i praca
stała się dla niej najwyższą wartością. W wakacje córka była odsyłana (tzn.
miała zorganizowane wakacje) do jej rodziców. Wracała w połowie sierpnia
(ostatnio po prawie 1,5 miesiącu). Powód takich wakacji ? No przecież sezon w
pracy. Tyle, że do jej biura przyjęto dodatkową osobę i nawet ją puszczono w
"sezonie" na urlop. Z tą dodatkową sobą tez jest tak, że znam ją dobrze i jest
dosyć bystrą osobą, ale w pracy nie może się wykazać, bo nie może być
wazniejsza od zony. Zresztą jak szef ja pochwali, to mi zona robi awanturę na
kilka dni, że Szef niesprawiedliwy, a ja napewno z nią spiskuję (bo pochwały
często dostaje za rzeczy które u mnie lata temu się nauczyła). Generalnie ...
w domu i w pracy jest tak, ze kto nie jest za moją żoną (tzn. za jej plecami)
ten jest wróg. Nawet jak gralismy ze znajomymi w kręgle, to jedyna radość była
wtedy jak ja dostawałem łupnia, a nie nasi znajomi.

Czy ja jestem dobry a one nie ?
Nie, ja jestem zodiakalna panną. Upierdliwą, pedantyczną, konsekwentną w
swoich działaniach. Zarówno w kwestiach wychowania córki, jak również w
kwestiach wydatków rodzinnych itp. Zona jest spod znaku barana i musi być jej
zdanie na wierzchu. Dobre czy nie - nie ma znaczenia. Tak więc zbieżność
charakterów fatalna. Nie potrafię zaspokajać czyiś żądań przekazywanych mi w
sposób nie znoszący sprzeciwu czy tez rozkazujący. Ciężko pracuję, więc staram
się mądrze wydawać kasę. Każdy z nas jest dobry (oraz zly) )ale chyba każdy w
innych warunkach.

Wiele razy były spory, ale jak to się mówi: a któż ich nie ma. Wiele razy
ustępowałem dla świętego spokoju. Powiedzieć przepraszam czy kupić kwiaty też
potrafiłem, chociaż nie ja to powinienem był wiele razy robić. Mieliśmy razem
jechać na te święta do jej rodziny. Od wtorku zeszłego tygodnia wrócila zła z
pracy i się pospieraliśmy o zakupy. Strzelila focha przed sklepem i nastały
poprostu ciche dni. W sobotę zrobiła mi awanturę, twierdząc że jest
nieszczęśliwa, że jestem zły dla niej i że ... to ja się do niej przestałem
odzywać jak wróciłem z piwa ze znajomymi w niedzielę (spotykamy się raz na
kwartał !). Ogólnie szok. Najciekawsze jest to, że zadzwoniła do swojej mamy,
żeby ta ją zabrała stąd. Parę minut po tym dostałem telefon od szwagra z
pytaniem ... dlaczego się znęcam nad jego siostrą. Ze oni juz od dawna
wiedzieli że się znęcam ale dlaczego nie daję jej spokoju. Że oni się
zaporzyczą, ale wynajmą jej adwokata i przyjadą zrobić ze mną porządek.
Zaniemówilem. W tej jednak sytuacji widzę, że dalsze kontynuowanie takiego
małżeństwa nie ma sensu. O wyjeździe na święta już nie myślę.

Kurde, żebym naprawdę był zły, żeby rodzina klepala biedę, żebym ją bił, córkę
wychowywał źle, lub coś podobnego. Wiele wytrzymywałem, bo widziałem, że
ostatnio zona traci wpływy w firmie, więc mogłem sobie tłumaczyć jej dziwne
zachowania. No ale żebym usłyszał o sobie, że się nad nią znęcam ? Bo nie daję
jej tyle kasy co chce, bo ciągle mało ? Bo nie uczestniczę w jej gierkach w
pracy mających na celu wyeliminowanie znajomej ? Bo potrafię powiedzieć
uczciwie kto co robi dobrze a co źle a powinienem być zawsze za nią.

To wszystko jest dla mnie jak zły sen. super historia poznania dwojga ludzi,
która tak naprawdę okazała się napewno nie bajką. Walczyłem o wiele rzeczy,
ale już nie mam sił. Nie chcę dalej się upokarzać i przepraszać nie za swoje
winy. O sprawach łóżkowych to już wogóle lepiej nie mówić. Więc co poza córką
może mnie jeszcze zatrzymać ? Majątek ? Kiedyś o tym myslałem. Teraz myślę, że
przyjdzie, odejdzie, a jak będzie bratnia dusza to i znowu kiedyś przyjdzie.
Tylko ... jak trudno po 14 latach wszystko wyrzucić do kosza. Cale życie, cale
małżeństwo. Także te dobre chwile, bo całe życie nie było takie. Nie było
różowe, ale nie tak czarne jak teraz. Jak nic nie zrobię, to stracę także
firmę, bo w takich warunkach nie mogę pracować w domu (a w domu projektuję np.
strony internetowe). Zaczynam odpuszczać zlecenia, bo nie mogę pracować.
Zresztą i tak codziennie siedzę do 1-2 w nocy.

Nie liczę na to, że ktoś z Was mi pomoże. Jutro jestem umówiony ze znajomą,
która przez to przechodziła. Dostanę od niej kontakt do dobrego psychologa, bo
sam o zdrowych zmysłach przez to nie przejdę. Tak tylko sobie myślę, że może
mam prawo otrzymać inne życie. Własny dom, do którego wrócę z chęcią. Ja
poprostu chcę żyć. NIE SAM. jak najbardziej z kimś. Zabierać moją kobietę na
wycieczki, na piwo, do kręgielni, na basen, nad morze i w góry, pod namiot i
do hotelu. Kupować jej kwiaty. Chcę pracować, ale tak by pieniądze wydawane
przynosiły satysfakcję i szczęście. Kiedyś był taki fajny rysuneczek
satyryczny ale z bardzo dobrym i prawdziwym tekstem: za silnym mężczyzną
zawsze stoi silna kobieta. Byle by ta siła się sumowała.

Pozdrawiam i przepraszam za zbyt długi wątek.
Obserwuj wątek
    • i33 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 00:53
      oj wojtuś ależ ty masz doła---tak sądze bo rozpisałeś sie
      elaborancko...
      rzeczywiście panna z baranem ambitnym i na pedestale---to trudny
      związek..tym bardziejże ty jesteś ,zdaje mi sie , jak am przyznajesz
      panna ale nie dupowata a z ikrą dość...
      sorry za język alem zmęczona psychicznie...i jeszcze muze krasnalowi
      brode zrobić [do szkoły]...
      to cieżkie chwile i zdaża sie że wszystko na łeb siie wali---i
      finansowo i rodzina i znajomi--warto znależć sobie przyjaciół którzy
      kumają o co chodzi,jak tu--jak sam mówisz rodzinka pokazuje pazury
      nie pytając sie drugiej strony o jej wersję...
      cóż moge ci tylko życzyć siły im dużo mocy do opanowania i
      utrzymania rozsądku --dystansu do rodzinki żony ---nie pozwól by
      zatruli cie i wykończyli finansowo
      zreszta widać mądry facet przezorny jak to panna i szukaz fachowej
      pomocy a tu chłopaki ucieszą sie z nowego bo ich grono zdaje sie
      być mniejsze
      pozdrawiam cie serdecznie..trzymaj sie..
      po burzy zawsze świeci słońce--dla każdego
      świetne zdanie na końcu ---zapamiętam !!!
      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 01:17
        Co do mojej osobowości ... masz rację. Życie mnie nauczyło, ze trzeba być
        czasami twardym i nawet jak wewnątrz boli, trzeba jakoś trwać. Nauczyło mnie
        także, ze jeżeli samemu się siebie nie ceni, to nikt Cię cenić także nie będzie.
        Trzeba szanować innych ludzi, ale walczyć także o ich szacunek. I to wiedzą,
        osobowością a nie siłą.
        Już parę tygodni temu poprosiłem o rozmowę z naszą wspólna przyjaciółką (w
        prawdziwym tego słowa znaczeniu). Jak na spowiedzi opowiedziałem co i jak się
        dzieje, co się zmieniło na lepsze a co na gorsze. Owszem, zwróciła mi uwagę na
        pewne praktyczne kwestie i te poprawiłem. Nawet ostatni miesiąc był lepszy niż
        inne. A tu po względnej (nie idealnej) ciszy ... burza.
        Jest mi przykro i stąd chyba aż taki dół, że jej rodzina powiedziała mi, że ja
        się nad nią podobno znęcam, że nikt nie zapytał się mnie, co u Was słychać. Czy
        pomóc Ci jakoś ? Zostałem oskarżony, pomówiony i postraszony. Do tej pory zawsze
        dla nich były drzwi otwarte. Dziś nie śmiem ich zamykać, ale chyba będę mial
        wrażenie ze wpuszczam wroga a nie przyjaciela. I w ich progi nijak nie mam
        ochoty się wybierać. Tylko co z córką i świętami z nią ?
        • crazyrabbit Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 01:21
          Ha ha ha... a mój ex skarżył się MOIM rodzicom smile i to on zawsze
          był "ten dobry i pokrzywdzony" , a ja "ta zła" (Królik dziki ,
          Królik zły).
          Jak odmówiłam komentarza , to się moi rodzice obrazili smile
    • crazyrabbit Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 00:56
      Szkoda , ze Wasze drogi się rozeszły...
      Zgodnie z forumową tendencją powinnam pewnie napisać coś o terapii i
      próbach posklejania małżeństwa , ale nie napiszę.
      Rozumiem , bo przechodziłam przez coś podobnego , chociaż u mnie
      przybierało bardziej drastyczne formy.

      Mam tylko pytanie , czy przemyślałeś kwestię rozwodu dobrze i na
      zimno? Może najpierw spróbuj się wyprowadzic na jakiś czas i
      zdystansować? Zobaczyc jaka będzie jej reakcja?

      Królik
      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 01:06
        Daleki jestem od pochopnych decyzji, skoro nawet tak głupią rzecz jak zmywarkę
        wybierałem przez 3 tygodnie (internet, opinie, recenzje, itp. big_grin ), a co dopiero
        małżeństwo i moja droga córka.
        Myślę co zrobić i napewno nie złoże pozwu już jutro, tylko dokumenty wprawdzie
        zacznę zbierać, ale decyzja ostateczna zapadnie wtedy jak już będę naprawdę
        pewien swego kroku. Stąd chcę jeszcze złożyć wizytę u dobrego psychologa (pomógł
        mojej znajomej, ale już po rozwodzie). Propozycję wyprowadzenia się przemyślę,
        wszak "... ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto Cię stracił ..."
        • crazyrabbit Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 01:17
          "Jak coś kochasz , puść to wolno. Jak nie wróci , to znaczy że nigdy
          nie było Twoje" smile

          Ja złożyłam pozew prawie rok po wyprowadzce.
          • ewa-kociara Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 08:12
            Ta... Łudziłam się, że jego wyprowadzka pozwoli nam zdystansować
            sie do problemów...Ja miałam nadzieję, a on po tygodniu bycia sam
            wziął kredyt i kupił: mikrofalówkę, telewizor, pralkę i samochód...
            Szybko się zdystansował...
            Nawet nie zastanawia się co ze świętami z córką(nie ma już rodziny a
            z dalszą to ja utrzymywałam kontakty), nie myśli o alimentach na
            córkę "przecież mi też jest ciężko".
            Gdzie się podziały podstawowe ludzkie uczucia i
            odpowiedzialność!!!???
            • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 08:34
              Mojej żonie też się bardzo nie podoba, że ja potrafię być całkowicie
              samodzielny. Nie stanowią dla mnie problemów porządki, zakupy, z gotowaniem też
              sobie dobrze daję radę. Jak były ostatnie "ciche dni", których powodem były
              także wydatki na żywienie w rodzinie, to potrafiłem pokazać że jak się liczy w
              sklepie to co się wkłada do koszyka, to można zrobić i więcej i lepiej i jeszcze
              na słodkie starczało (żeby nie było, że narzekam na nadmierne wydatki, a sam nie
              potrafiłbym tak gospodarować). Ci więcej, przez ten czas gotowałem dla całej
              rodziny, bo zona powiedziała że czego ona nie kupuje to tego robić też nie
              będzie. I tym sobie chyba najbardziej przerypałem. Dla niej najlepiej byłoby
              gdybym był nieporadny i bez niej nie potrafiłbym wody zagotować. A ja tak nie
              potrafię. Prawdziwy chłop musi umieć sobie radzić w każdej sytuacji, ale nie
              zapominać o kobiecie. Nie potrafiłbym zapomnieć o córce, czy też o wydatkach na
              ich życie. W czasie największej kłótni zawsze pamiętałem o ich odwożeniu i
              przywożeniu z i do pracy/szkoły. I zawsze sobie myślę, że kto ma miękkie serce
              ... ale ja taki jestem.
              • salsa13 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 08:46
                crazy ma rację
                spróbuj przez jakiś czas zamieszkać osobno, wyciszyć się, przemysleć
                wszystko na spokojnie, wyciągnąć wnioski ze swojego obecnego życia
                dobrym sposobem (na serio) jest wypisanie na kartce po jednej
                stronie co jest dobre w Waszym związku a co złe
                co cieszy a co boli, co przemawia za tkwieniem w tym związku a co za
                rozstaniem. W sumie to prosta sprawa ale czasami jak sobie to
                zobrazujesz w całości na papierze to można przeżyć szoksmile
                A może jak zamieszkacie osobno to jednak do Niej dotrze kogo i co
                traci...
                Czasami taki wstrząs jest potrzebny...
                • sylwiamich Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 09:28
                  Facet Panna tylko dla konesereksmile))Mi kiedyś taki kupił na dzień
                  kobiet paczkę słodyczowo-owocową i podarował z życzeniami:
                  -Ty jestes taki łakomczuch...a i ja coś skorzystamsmile))
                  Mi się podobało, większośc moich koleżanek była zniesmaczona..

                  A tak na serio..w Twoim poście często pojawia się motyw:Moja żona
                  duzo mi zawdzięcza.Dla kobiet trudne do przełknięcia.Dawanie rad
                  kobiecie jak się robi zakupy powinno być sądzone z kodeksu karnego.
                  Panny mają to do siebie że mają swoją wizję wszystkiego.A cały świat
                  ma pomagać w jej realizacji.Inaczej czują sie niedocenione i
                  osamotnione.Na pewno masz skłonność do marudzenia.W pewnych tematach
                  jestes piczek-zasadniczek.I mówię to jako rasowa Panna.Żonę trzeba
                  przytulić jak plotkuje na koleżanki, kupić jej coś ładnego,
                  nieprzydatnego w domu, powiedzieć że się rozumie jej rozterkismile)).
                  • z.odzysku Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 09:31
                    sylwiamich napisała:

                    > ...Żonę trzeba przytulić (...) powiedzieć że się rozumie jej
                    > rozterkismile)).

                    no i po co kłamać? wink
                    to jak w tym dowcipie o dżinie: już łatwiej wybudować autostradę 4-
                    ro pasmową z Hawajów do L.A. wink))
                    • jasminowo Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 17:46
                      No kurcze i co mam powiedzieć? Matka - panna, ojciec - panna, eks -
                      panna... i mimo niewiary w sens znaków zodiaku - aż się nóż w
                      kieszeni otwiera bo z żadnym nie uklada się dobrze.
                      A poważnie - myślę, że szuka się wytłumaczenia dla pewnych zachowań
                      w znakach zodiaku. A jesteśmy mieszaniną zdolności, postaw - kazdy
                      inaczej. A potem mówi się - no tak, ten to wyjątek potwierdzajacy
                      regułę... jak wyjątek może potwierdzać regułę? Każda z
                      moich "panien" jest inna. Matka - zawsze ma rację, ojciec - brak
                      odpowiedzialnosci, eks - .... a co tam wymieniać...
                      Popieram Twoją decyzję szukania pomocy u psychologa. Współczuję
                      postawy rodziny żony. Boli... Trzymam kciuki mocno za stanięcie na
                      nogi. I jeżeli faktycznie podejmiesz decyzje o rostaniu - córka
                      będzie wiedziała, że mimo wszystko ją kochasz, tylko nie zapomnij o
                      niej...
                      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 21:37
                        Dzisiaj zapytałem się żony co zamierza dalej robić (wszak panuje ogólnie cisza
                        pomiędzy nami), a w zamian tylko puste frazesy ze ją zawiodłem, ze jestem nie w
                        porządku. Konkretów "mniej niż zero". Ja nawet nie wiem o co jej chodzi i z tego
                        widać że się nie dowiem, bo nie ma żadnych argumentów.
                        Zapytałem się co z wyjazdem na święta, to ona że jedzie do rodziców. Na moje
                        stwierdzenie że nie pojadę po tym co usłyszałem to z ironią usłyszałem, że w ten
                        sposób tylko udowodnię ze się przyznaję do winy czyli ... się nad nią znęcam.
                        Znaczy się, że powinienem udowadniać że nie jestem wielbłądem ?
                        • marie.walewska Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 23:05
                          Wtrace swoje 3 grosze. Brales pod uwage jakas forme terapii
                          malzenskiej? Nie ma w tym pytaniu podtekstu "Twoje malzenstwo na
                          pewno da sie naprawic, masz wydumane problemy etc". To pytanie
                          przyszlo mi na mysl, poniewaz, gdy czytam Twoja opowiesc, mam
                          wrazenie, ze nie umiecie ze soba rozmawiac. Nie umiecie, czy tez
                          jedno z Was nie umie, przekazac drugiemu swoich potrzeb, oczekiwan,
                          mysli... Moze warto podjac probe, chocby po to, by dowiedziec sie co
                          bylo nie tak. By nie zadawac sobie pozniej pytania - dlaczego tak
                          naprawde to malzenstwo sie rozpadlo i o co chodzilo w tym kryzysie.
                          Duzo spokoju zycze.
                          • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 23:22
                            marie.walewska napisała:

                            > Wtrace swoje 3 grosze. Brales pod uwage jakas forme terapii
                            > malzenskiej?

                            Owszem, parę lat temu. Byla bezskuteczna, ponieważ jak się okazało, przedstawiła
                            bardzo wygodną dla siebie historię. W końcu teraz nawet jej rodzina dała się
                            "podejść".

                            > To pytanie
                            > przyszlo mi na mysl, poniewaz, gdy czytam Twoja opowiesc, mam
                            > wrazenie, ze nie umiecie ze soba rozmawiac. Nie umiecie, czy tez
                            > jedno z Was nie umie, przekazac drugiemu swoich potrzeb, oczekiwan,
                            > mysli... Moze warto podjac probe, chocby po to, by dowiedziec sie co
                            > bylo nie tak.

                            Ja nie boję się mówić o moich potrzebach, nie jedna była taka rozmowa. Tez nie
                            jest tak, że nie znam jej potrzeb, ale nie jestem w stanie dużej części z nich
                            podzielić. wszem stać mnie na kwiaty, jakiś niespodziewany wyjazd, wiele innych
                            rzeczy, ale kiedy tak przez tyle lat dochodzisz do wniosku, że drugą osobę nie
                            obchodzą Twoje potrzeby to ... zapał kiedyś minie.
                            W kwestiach jej zawodowych, które obecnie są największą częścią (przyczyną)
                            obecnej sytuacji, niestety pomóc nie mogę. Nie mogę pomóc jej wyeliminować jej
                            "przeciwników". Tym bardziej, że "przeciwnikami" są dlatego, że starają się w
                            pracy i są w tym dobrzy ale jednocześnie osłabiają pozycję mojej małżonki (żeby
                            bylo jasne - w jej tylko wyobrażeniu). Ja jestem nauczony grać w grupie, a ona w
                            pracy chce grać sama. Nie ważne czyim kosztem, ale sama.

                            > Duzo spokoju zycze.
                            Staram się i to bardzo, ale ... rezerwy się kończą. Natomiast wszystkie tutejsze
                            wypowiedzi czytam i analizuję. Staram się nie zaogniać sytuacji, ale widzę że po
                            telefonie szwagra, czuje przewagę. Czuję też, że prowadzi swoją rozgrywkę, bo
                            gdyby chciała tak rozwodu jak groziła, to jakoś zapału w drodze do Sądu nie
                            widzę. Więc albo kolejne sprawy za plecami, albo próba wymuszenia czegoś na mnie
                            i zastraszenia mnie. Tyle że tym razem, sytuacja ją chyba przerosła i wymknęła
                            się spod kontroli. A ja już nie chcę się dalej tak bawić sad
                            • marie.walewska Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 23:35
                              Wojciechu! Te rezerwy spokoju musisz jakos ladowac. Nie ze wzgledu
                              na zaogniona sytuacje, ale wzgledu na siebie samego i dziecko. Masz,
                              oprocz pracy, jakas pasje? Cos co po prostu lubisz? Sprobuj
                              wygospodarowac czas i sily na spacer w lesie/basen/... Moze sprobuj
                              na piwo ze znajomymi poumawiac sie teraz czesciej niz raz na kwartal
                              smile Takie rzeczy w ferworze rozpadu spycha sie na dalszy plan, a one
                              potrafia swietnie ladowac nasze wewnetrzne baterie.
                              Nie znam Ciebie, ani Twojej zony. Tym bardziej nie znam Waszych
                              potrzeb. Odnosze tylko wrazenie, ze gdzies komunikacja zawodzi - ona
                              nie mowi wprost czego chce, tylko probuje cos na Tobie wymusic, - Ty
                              wiesz dokladnie czego chce w pracy, ale nie mozesz jej tego dac, -
                              dajesz jej w za to kwiaty... Mam wrazenie, ze gdzies tu jest jakas
                              niespojnosc. Moze to tylko kwestia "objetosci" - nie da sie w
                              kilkudziesieciu nawet zdaniach opisac calosci zycia.
                              W terapii wazne tez jest, by poznac wersje tej drugiej osoby. By
                              wiedziec dlaczego cos sie dzieje. Kiedy bylam bardzo zla na mojego
                              ex meza, terapeutka pokazala mi kartonowa podstawke pod piwo i
                              zapytala co widze. Odpowiedzialam opisujac obrazek, odpowiedziala
                              mi, ze ona widzi szary papier. To byla wciaz ta sama podstawka, ale
                              kazda z nas widziala tylko jej jedna - swoja - strone.
                              Nie musisz zgadzac sie z zona, nie musisz przejmowac jej punktu
                              widzenia, ale namawiam Cie, bys go sprobowal dokladnie poznac i
                              moze, jesli Ci sie uda zrozumiec.
                              • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 27.11.07, 00:20
                                marie.walewska napisała:

                                > Wojciechu! Te rezerwy spokoju musisz jakos ladowac. Nie ze wzgledu
                                > na zaogniona sytuacje, ale wzgledu na siebie samego i dziecko. Masz,
                                > oprocz pracy, jakas pasje? Cos co po prostu lubisz?

                                Oczywiście, że mam i między innymi dzięki temu jeszcze "żyję" i się uśmiecham.
                                Wbrew pozorom, ja jestem dosyc pogodnym człowiekiem, ale często działam jak
                                lustro. Ktoś serdeczny, ja też. Ktoś wredny, ja się dystansuję.
                                Moimi wiekszymi pasjami są dwie rzeczy: fotografia i granie na keyboardzie. Na
                                szczęście od paru dni organizuję małe atelier fotograficzne i jednocześnie taki
                                wlasny kąt na wyciszenie. To pozwala mi tez zachowac mimo wszystko pewien
                                dystans i nie dać się zwariować. Oczywiście zona moich pasji nie podziela, bo
                                zamiast kupować jakiś obiektyw, móglbym przecież kupić 10 bluzkę, w której
                                poszlaby do pracy.

                                > Nie znam Ciebie, ani Twojej zony. Tym bardziej nie znam Waszych
                                > potrzeb. Odnosze tylko wrazenie, ze gdzies komunikacja zawodzi - ona
                                > nie mowi wprost czego chce, tylko probuje cos na Tobie wymusic, - Ty
                                > wiesz dokladnie czego chce w pracy, ale nie mozesz jej tego dac, -
                                > dajesz jej w za to kwiaty...

                                Nie za to, ale czasami po to, by sprawic komuś przyjemność. W zyciu są nie tylko
                                złe dni. Więc łapmy te dobre, chociaż jest już ich tak niewiele.
                                A komunikacja nie zawodzi ... ona się ostatnio gdzieś urwała.

                                > Mam wrazenie, ze gdzies tu jest jakas niespojnosc.

                                ...

                                > Nie musisz zgadzac sie z zona, nie musisz przejmowac jej punktu
                                > widzenia, ale namawiam Cie, bys go sprobowal dokladnie poznac i
                                > moze, jesli Ci sie uda zrozumiec.

                                No i wlaśnie tego nie robię. I za to jestem ten Zły. Podobno ZAWSZE powinienem
                                podzielać JEJ zdanie. A ja tak nie potrafię. A zrozumieć się nie da. Należę do
                                osob o bardzo analitycznym sposobie myślenia (co zresztą w pracy jest duzym
                                atutem). Ale ślepego i nieracjonalnego myślenia ... nie dam rady zrozumieć.
                                Zatracila się w pracy, bo tylko tam uważa że jest kimś (czytaj: może rządzić
                                podleglymi pracownikami). Zapomina przy tym o jednej ważnej rzeczy: zgodnie z
                                porzekadłem "nosił wilk razy kilka ...", że autorytet wśród podległych
                                pracowników buduje się profesjonalizmem i osobowoscią, a nie krzykiem, rozkazem
                                i zwalnianiem niewygodnych/nieposłusznych. Pożyjemy - zobaczymy.
                                A na razie czekamy na rozwój wypadków i zabezpieczamy tyły.
                                • marie.walewska Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 27.11.07, 00:57
                                  Dobrze, ze masz swoj swiat. Niedobrze, ze sie Wam wszystko tak w
                                  szwach rozlazlo. Dobrze, ze sie usmiechasz... Czyli jak w prawdziwym
                                  zyciu + i -, a czlowiek w samym srodku.
                                  Pozdrawiam serdecznie i wytrwalosci zycze.
                                  Jesli mozna gdzies w necie obejrzec Twoje zdjecia, to wstaw linka,
                                  podziel sie radoscia smile
    • faith75 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 26.11.07, 21:36
      miałam dzisiaj napisać lub powiedzieć komukolwiek coś podobnego.mam dwoje
      dzieci, córeczka ma 3 miesiące.powinnam byc szczęśliwa, a ja czuję się
      niekochana.i też przede mną pytanie, które czasami już sobie zadawałam: a może
      rozwód? ta perspektywa budzi we mnie ogromny niepokój.mąż nie jest bynajmniej
      jakimś alkoholikiem, nie bije mnie, ale myślę że już mnie nie
      kocha.pozdr.również zodiakalna Panna
      • crazyrabbit Zodiak? 26.11.07, 22:56
        Nie tłumaczcie siebie i innych znakami zodiaku tongue_out
        To naprawdę niewiele tłumaczy... chociaż... jak pomyślę...
        ex - Waga , jakieś niewypały totalne - Wagi... może coś w tym jest?
        Szukam teraz zodiakalnego Skorpiona!

        Królik - zodiakalny Strzelec
        • e-wojciech Re: Zodiak? 26.11.07, 23:06
          Nie w zodiaku przyczyna, aczkolwiek żona reprezentuje cechy typowego "barana"
          natomiast ja "panny". Na szczęście są pewne cechy, których ja nie na szczęście
          nie odziedziczyłem po swoim znaku, natomiast żona "niestety". Prawdziwa rzecz
          jest w pozostałym opisie faktów.
          Natomiast wracając do znakow ... kiedyś w to nie wierzyłem. Jak w każdym opisie
          zgodności znaków tylko RAZ gdzieś napisano dobrze, tak obecnie już bym tego tak
          nie lekceważył. Wybierałbym dalej osobę, ale w wątpliwych cechach ... smile
          • crazyrabbit Re: Zodiak? 26.11.07, 23:48
            Wojtek , czytaj pewne rzeczy z przymróżeniem oka wink
            Pisze czasem coś nie do końca poważnie , żeby ludzie uśmiechnęli
            chociaż troszeczkę.
            W końcu kogoś , kto grasuje w necie jako Szalony Królik chyba nie
            powinno się brać tak całkiem serio?

            smile))))))
            • e-wojciech Re: Zodiak? 27.11.07, 00:21
              > Wojtek , czytaj pewne rzeczy z przymróżeniem oka wink

              Tak tez czytam, ale paradoksalnie wnioski (poważne) same się nasuwają smile
              • aron95 Re: Zodiak? 27.11.07, 12:06
                Ja waga a ex koziorożec i w porównaniach dwie przeciwności
                A 15 lat i oki było
                Po rocznikach też by można podobieństw szukać .
                A w horoskopach często pisze - graj bo wygrasz - i co? kilka milionów ludzi
                danego znaku nagle wygrywa ?
                Ludzie mają pewne wspólne cechy ale jest to bardziej zależne od pór roku w
                jakich się urodzili . Tak mi się wydaje
        • ivone7 Re: Zodiak? 27.11.07, 16:39
          na skorpiona kroliku uwazaj....szczegolnie w meskim wydaniu-
          koszmarny znak..
          • anbale Re: Zodiak? 27.11.07, 16:47
            ivone7 napisała:

            > na skorpiona kroliku uwazaj....szczegolnie w meskim wydaniu-
            > koszmarny znak..


            E tam, wcale nie koszmarnysmile Dobry przyjaciel, groźny wrógsmile
            Ja akurat miałam straszliwe przejścia z pewnym rybą (rybem?), facet
            wykończał mnie psychicznie. Potem nawinął kolejny psychopata- ryba,
            tym razem szef w pracy i znowu deptał po mnie buciorami. Więc
            mogłabym powiedzieć, że ryby to koszmar- ale nie, znienacka
            spotkałam rybę (ryba?) który jest absolutnie jest przeciwieństwem
            obu, po prostu bardzo pierwszorzędny gość- no i bądz tu człowieku
            mądry z tym zodiakiem...wink
            • ivone7 Re: Zodiak? 27.11.07, 17:11
              zgadzam sie...skorpion wrog-to koszmarny znak...
              a ze od przyjazni, milosci do nienawisci krotka droga...to..
              i jeszcze jedno..skorpion szybko przechodzi z jednej opcji w
              druga....wystarczy naprawde maly blad-on tego nie zapomina...
              i nie mowie tylko na przykladzie jednego aczkolwiek adekwatnego
              przykladu...wink)))
              • sylwiamich Re: Zodiak? 27.11.07, 17:30
                A ja lubię sobie pogadać o znakachsmile))W piątek zawsze sobie moge
                pójść do znanej mi knajpy na pifko.Wiem że przy stoliku będą
                siedzieli: Nigdy nie pracująca koleżanka-znawczyni tarota, znaków
                zodiaku i zjawisk paranormalnych oraz kolega-bigot, pracownik
                miejscowego zadładu pogrzebowego, zawsze z ciekawymi historiami
                pogrzebowymi.Ale czasami bywa jazda....smile))))
                • crazyrabbit Re: Zodiak? 27.11.07, 20:16
                  Sylwia , zabierz mnie kiedyś do tej knajpy plizzzzz.....
                  W ramach programu rozrywkowego zaprezentuję cykl satyryczno-
                  realistyczny pod tytułem: "Urolog powiedział..."
                  big_grinDDDDDDDDD
      • ivone7 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 27.11.07, 16:45
        a moze maz czuje sie odrobine odsuniety...ty teraz zajmujesz sie
        maluszkiem, jestes zmeczona, niewyspana...a moze warto troszke meza
        zaangazowac w opieke nad dziecmi? a moze postarac sie lekko olac
        sterte prasowania i garow w zlewie...i obejrzec razem film...
        jest taki watek, swiezutki zalozony przez julke...w ktorym tri pisze
        ze meza nalezy walkiem gonic do roboty...moze schowaj zasady gleboko
        w kieszen i zacznij od niego wymagac...
        pozdrawiam rowniez zodiakalna panna
    • natasza39 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 27.11.07, 00:57

      Trudno oczywiście jednoznacznie wypowiedzieć sie na temat Twojego małżeństwa
      tylko po tym co piszesz, ale jesteście niedopasowani z zona charakterami po prostu.
      Facet taki jak Ty powinien był związać się z kobietą typu bluszcz spolegliwy.
      Tobie jest potrzebna kobieta, dla której byłbys autorytetem we wszystkim, taka
      spolegliwa, cicha myszka.
      Jej potrzebny jest facet, który każdy jej pomysł zaakceptuje, którym ona
      kieruje, który zarabia kupe kasy i wszystko oddaje zonie. Taki Dulski.
      Upierdliwa i oszczędna panna i popadajacy w samozachwyt podczas słuchania
      własnych madrości baran, to raczej niefortunne połaczenie.
      Raczej watpię, żeby jakaś terapia coś dała.
      żeby się dogadać w związku, trzeba iść na ustępstwa albo olać niektóre przywary
      ukochanego czy ukochanej.
      Ale ustępstwa nie mogą dotyczyć kwestii zasadniczych, fundamentu wartości,
      zgodnie z którymi chcemy żyć.
      Dogadać można się w kwestiach upodobań kulinarnych, albo spędzania wolnego czasu.
      Przeciwieństwa się przyciągają na początku znajomości,tak jak w fizyce. Na
      dłuższa metę życie musi być poskładane jak matematyka a w matematyce plus i
      minus zawsze daje minus.
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • ivone7 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 27.11.07, 17:07
        zgadzam sie ze nie dopasowali sie charakterami...ale kobieta bluszcz
        w towarzystwie pana panny szybko by nie byla jego partnerka...bo
        panny cenia wolnosc swoja i drugiej osoby, rozwijaja wlasne
        zainteresowania i cenia to w drugiej osobie...
        i zgadzam sie ze kompromisy sa mozliwe...ale nie w kwestiach
        fundamentalnych...
        no coz...psycholog pomoglby tej parze...na pewno w polepszeniu
        komunikacji..czy beda razem, czy nie..na pewno sie przyda..
        • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 27.11.07, 23:26
          ivone7 napisała:

          > zgadzam sie ze nie dopasowali sie charakterami...ale kobieta bluszcz
          > w towarzystwie pana panny szybko by nie byla jego partnerka...bo
          > panny cenia wolnosc swoja i drugiej osoby, rozwijaja wlasne
          > zainteresowania i cenia to w drugiej osobie...

          Nic dodać - nic ująć
          Ja cenię ludzi, którzy do czegoś w zyciu dążą. Mają jakieś pasje. sam jestem
          strasznie ciekawski świata, więc chetnie bym jej pomógł i starał się pomóc w
          rozwijaniu swoich dążeń. Wazne by w tych dążeniach nie zapomnieli o
          najważniejszych celach, takich jak rodzina.

          > i zgadzam sie ze kompromisy sa mozliwe...ale nie w kwestiach
          > fundamentalnych...
          > no coz...psycholog pomoglby tej parze...na pewno w polepszeniu
          > komunikacji..czy beda razem, czy nie..na pewno sie przyda..

          Trochę niestety czeka się u nas na wizytę. Tak czy tak warto będzie się przejść.
          Dzisiaj poprosiłem wieczorem małżonkę o rozmowę.
          Napewno prościej byłoby machnąć na to ręką i od razu poprowadzić do ostatecznego
          rostrzygnięcia, ale przede wszystkim nie chcę by córka miala wybierać, z którym
          rodzicem spędzi Święta. Trzeba się ugryźć w język, zacisnąć pięści, ale widzieć
          przede wszystkim dobro dziecka.
          Siedząc razem na tapczanie (a nie metr od siebie) najpierw sporo czasu poszło na
          stopniowe obniżenie tonu, a dopiero potem na merytoryczną dyskusję. W zasadzie
          moje podejrzenia o powody się potwierdziły. Niestety, bo trudno będzie coś
          pomóc. Zadzwoniłem też z rana do szwagra, który tak zamotał, by na spokojnie
          wyjaśnić sobie jego słowa. Tu rozmowa także zeszła zdecydowanie na lepsze tory.
          Niestety, wbrew pozorom ta rozmowa nie nastroiła mnie optymistycznie. Widzę, że
          jak się wyciszę i przynajmniej w pewnych kwestiach żonę, to jakoś się rozejdzie
          z czasem po kościach. Tyle, że nie na zawsze tylko na jakiś czas. Widmo rozwodu
          zostanie tylko zawieszone. Mimo wszystko to może nie jest tak źle. Pozwoli to na
          przygotowanie się do rozwodu na spokojnie (o ile to możliwe), zebranie
          dokumentów, przygotowanie spraw majątkowych, itp. Ta sytuacja uświadomiła mi, że
          na siłę związku utrzymywać nie będę. Ze względu na córkę, postaram się wyciszyć
          na okres świąt, a może trafi się jakiś świąteczny cud ?
    • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 11.12.07, 00:35
      No cóż, moja historia wciąż nie ma końca.
      Czy się polepszyło ? Może lekko wyciszyło. Wprawdzie troszkę ustąpiłem licząc na
      spokój, który pozwoli przetrwać w miarę spokojnie święta i nie zniszczyć ich
      córce, jednakże moja żona jak była zawzięta, tak i jest. Nie było żadnego
      przepraszam, tylko jak wytrącałem jej stopniowo argumenty z ręki, tak znajdywała
      inne.
      Niestety mam wrażenie, że wykorzystuje święta, by pokazać że to ja ustąpię (ze
      względu na córkę). A mnie już po takim okresie przestało zależeć na żonie. Tym
      telefonem do rodziców i szwagra przekroczyła pewną granicę jakiej nie należało
      przekraczać. Teraz widać nie wie jak to cofnąć, więc chce to jeszcze obrócić na
      własną korzyść.
      Wiecie co mnie przeraża ? Że zastanawiam się czy cały czas miałem takiego
      "potwora" przy sobie i tego nie widziałem, czy też to że można w tak krótkim
      czasie dla pieniędzy czy chorych ambicji się zmienić.
      W pracy u niej chyba osiągnie swój cel, jakim było wyeliminowanie wrogów czyli
      swojej współpracownicy. Z tego co mi wiadomo dziewczyna chce odejść z pracy po
      Nowym Roku.
      No i jak nic się nie zmieni, na 15 rocznicę ślubu przypadającą w lutym, dostanie
      chyba najbardziej oczekiwany prezent tj. odpis pozwu rozwodowego. Próbowałem,
      ale ... dziś już jestem prawie pewien, że to było bezsensu. Tak tylko na
      marginesie napiszę, że raz mówi że ze mną nie chce już być, ale sama pozwu
      napisać nie chce.
      Tylko jak tu żyć i pracowac w takich warunkach (o świętach nie wspominając) ... sad
      • zawsze.malina06 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 11.12.07, 07:55
        Witam rozumiem przez co przechodzisz, ja po 9 latach małżeństwa zostałam
        oszukana przez męża, okazało się że przez dwa lata prowadził podwójne życie (on
        pracuje w Londynie ) ja z 8 letnim dzieckiem w Polsce, praca , do m dziecko i
        czekanie na męża telefony, zapewnienia o powrocie Święta i na miesiąc przed
        świętami przekazał mi przez skype że zostaje tam na stałe i chce rozwodu.To był
        szok. Zawsze uważałam że szczera rozmowa pomoże.Bardzo to boli.
        • bigjoasia Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 11.12.07, 14:54
          I ja przechodzę przez to samo. Jak już pisałam gdzieś, że spędziliśmy tam
          cudowny sierpień a we wrześniu był w Polsce.15 września wylatywał, a 17
          września, również telefonicznie ( w naszą 19 rocznice ślubu)poinformował mnie,
          abym sobie życie ułożyła sama, bo on od dwóch lat kocha inną kobietę
          (współlokatorka), też prowadził podwójne życie. Przeżyłam szok. Był nie złym
          aktorem. Wiem przez co przechodzisz, bo sama też w tym tkwię, pozdrawiam.
    • zuzka712 pomyśl o terapii 11.12.07, 08:36
      Bardzo dobry pomysł z tym psychologiem. Jeżeli w małżeństwie było
      dobrze to powinniście spróbować o niego zawalczyć.
      Ale nie robiąc w kółko to samo. Pomyśl co można by zrobić inaczej. W
      tym psycholog może być pomocny.
      A później ( w celu oczyszczenia się z nawarstwionych pretensji
      terapia dla dwojga).
      Jeżeli obydwoje chcą naprawić to powinno się udać. Potrezba tylko
      czasu i wytrwałości.

      • e-wojciech Re: pomyśl o terapii 12.12.07, 18:15
        > Jeżeli obydwoje chcą naprawić to powinno się udać. Potrezba tylko
        > czasu i wytrwałości.

        I tu jest sęk. Do tanga trzeba dwojga zgodnych serc.
        Ja przez ten czas od kiedy napisałem początek tego tematu, przekonałem się tylko
        że nie ma szans na dłuższą zgodę. Życie nie polega tylko na uleganiu i chodzeniu
        na kolanach, a jak widzę to jedyny sposób na spokój ... tylko na jak dlugo ?
        • anetus28 Re: pomyśl o terapii 12.12.07, 20:41
          Terapia to dobry pomysł, będziecie mieli okazję powiedzieć sobie o
          tym co was wzajemnie w sobie drażni.Jeśli się żona zgodza to jest
          jeszcze nadzieja.Terapeuta na pewno wyjaśni kazdemu z was błędy
          jakie popełniacie i może pokaże jak wstąpić na wspólną drogę.
          Nie poddawaj się, zrób wszystko by ratować małżeństwo.
          • serganda Re: pomyśl o terapii 12.12.07, 21:32
            Taką huśtawkę jak Ty miałam prawie 23 lata.
            Nie uratowałam małżeństwa, a dzieci miały zafundowane ponad 20 lat życia w
            toksycznych warunkach, ciągły atak z jego strony i ciągła obrona z mojej strony.
            Rykoszetem obrywały dzieci.
            Zostałam tak wychowana,że rodzina jest najważniejsza, ale moja rodzina była
            ciepłą, kochającą się rodziną, mojego exa nie.
            To on wprowadził te toksyny, nie ja, ale winą próbował obarczyć mnie.
            Do dzisiaj teściowa sączy jad w dusze dzieci.
            To konsekwencje mojej naiwności przed ślubem, nie poznałam dobrze mojego exa i
            zapłaciliśmy za to ogromną cenę, wszyscy.
            PO rozwodzie dzieci są spokojne, ja się realizuję, mój ex jest miły.
            Nie mam ochoty opowiadać o piekle przedrozwodowym, ale czasem lepiej to przeciąć
            niż w tym tkwić i się pogrążać.
            Chyba najwięcej nienawiści jest w niedobranych małżeństwach i stworzonych przez
            nich rodzinach.
            • e-wojciech Re: pomyśl o terapii 13.12.07, 00:28
              > Taką huśtawkę jak Ty miałam prawie 23 lata.

              W lutym minęłoby 15 od cywilnego (kościelny był później - inne względy). zapewne i minie, ale to już nie będzie święto.
              Twoja odpowiedź ... potwierdziła moje przemyślenia. W chwilach gdy miałem wcześniej wątpliwości, myślałem ze to może minie, może się poprawi a jak się nie poprawi, to chciałbym dotrwać do czasu gdy córka opuści rodzinny dom. Już wiem, ze zapewne jeśli do tego czasu bym dotrwał, to i pewno już bym się nie pożegnał.
              Mam dość takiego życia, mam dość tej drogi przez życie samemu (bez niczyjego wsparcia).
              Z drugiej strony o tak wiele rzeczy się boję. Czy wytrzymam, czy ktoś inny nie us=cierpi z tego powodu że mam już dość, czy moja córka na tym zyska czy straci. Bo żyjąc w takim związku widzę, że ona to odczuwa. Że kocha obydwu rodziców. Nie chcę na sile zabierać ją matce. Wiem że chciałbym iść na łatwiznę bo wolałbym by to Sąd pozwolił Jej zdecydować z kim chce pozostać. Wiem, że gdyby została ze mną, zrobiłbym wszystko by była szczęśliwa, ale nie znaczy to że nic bym od niej nie wymagał. Na miłość u dziecka trzeba zapracować uczciwością i autorytetem a nie tylko upominkami. Obawiam się jednak, że może też zostać z obecną żoną, a wtedy boję się o jej przyszłość. Już dziś wiele lat pracy zostało zmarnowanych tylko przez to, żeby pokazać że to ja jestem tym "złym gliną". Tyle, że ja wymagam, ale też i w zamian daję coś od siebie i słowa danego dotrzymuję.

              Kurcze, żeby ten mój dom to był taki, że mąż pije i włóczy się z kolegami, że brak kasy i bieda totalna, że nie ma gdzie mieszkać i za co żyć.
              Nie wiem, nie rozumiem, nie potrafię tak żyć. Jak coś mam do kogoś to mówię szczerze. Brzydzę się ludźmi, którzy patrzą prosto w oczy a za plecami robią swoje. Niestety w ostatnim czasie dowiedziałem się, że taki człowiek był cały czas obok mnie ...
    • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 09.05.08, 22:41
      Witajcie, odkąd napisałem ten post minęło parę miesięcy. Napiszę więc co stało
      sie dalej.

      Nie wystąpiłem jednak wówczas o rozwód. Na wspomniane święta w końcu pojechałem.
      W dużej mierze ze względu na córkę. Potem sytuacja się lekko uspokoiła, choć
      daleko było wciąż od poziomu jaki chciałbym posiadać.

      Dwa miesiące temu, jeden z moich klientów (odbiorców) rozwiązał z nami umowę na
      jedną z usług. Koniec umowy wypada na połowę czerwca. Nie analizuję tuta czy
      dobrze czy źle sie stało. Poprostu nic nie trwa wiecznie. Przeżyjemy bez tego,
      co więcej prawdopodobnie wyjdzie nam to na dobre, ale będą jakieś 2-3 miesiące
      przyciśnięcia pasa. Kiedy zakomunikowałem o tym żonie powiedziała: Jakoś damy
      radę. To były pierwsze i ostatnie takie słowa, bo już parę dni później dała mi
      do zrozumienia, że damy se radę, pod warunkiem ze na dom nie będę dawał mniej
      niż dotąd, a nawet wymagania wręcz wzrosły.
      W międzyczasie wydarzyło się jeszcze kilka spraw, które dały mi do zrozumienia,
      że jednak nie ma co snuć jakiś dalszych nadziei.
      Dwa dni temu coś pękło na dobre. Dotarło w końcu do mnie, że na siłę nie da się
      ułożyć życia. Że jeżeli chce się zadbać o zdrowy rozwój córki, to wbrew pozorom
      nie należy utrzymywać toksycznego związku, że kłótnie w domu to nie pożywka dla
      dobrego wychowania dziecka. W końcu uświadomiłem sobie i uświadomili mi to też
      moi przyjaciele, że trzeba żyć dalej.
      Córka już została poinformowana o tym co się wydarzy. Na spokojnie, w obecności
      mamy, z zapewnieniem ze obydwoje rodziców będą ją kochać i wspierać przez całe
      życie. Żyjemy w oddzielnych pokojach, oddzielnie się żywimy, w lodówce półki już
      podzielone. Córka może brać co chce z dowolnej z nich. Pozew już napisany,
      dokumenty wszystkie zgromadzone, obecnie czekam już tylko na odpis zupełny aktu
      małżeństwa (ślubowaliśmy w innym mieście). Zrobiłem co mogłem by ratować
      związek. Już się pogodziłem z sytuacją i zawdzięczam to przyjaciołom.
      Nie jest mi lekko. Poszło w łeb 15 lat małżeństwa.
      Dla mojej żony coraz bardziej liczy się kariera i pieniądze. Mam nadzieję, że
      kiedy straci "dom i rodzinę" zrozumie, co w życiu jest tak naprawdę ważne. Ale
      ja już z obranej drogi nie zawrócę. Mam nadzieję, że uda mi się ułożyć jeszcze
      życie. W końcu 38 lat to jeszcze nie emerytura smile

      Pozdrawiam wszystkich, którzy mi w tym temacie pomagali. O rozwoju wydarzeń nie
      omieszkam poinformować.

      PS. Próby skłonienia do terapii małżeńskiej nie spotkały się z akceptacją żony.
      • young_and_bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 09.05.08, 23:05
        No dobrze, a można zapytać co ustaliliście w sprawie córki ?
        • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 09.05.08, 23:35
          To zależy o co pytasz. Jeżeli chodzi o to z kim zamieszka po rozwodzie, to
          chciałbym by zdecydował o tym Sąd opierając się na życzeniu córki i opinii
          psychologa.
          Nie chcę, by była przedmiotem wojny. Żona jej sama nie odda, ponieważ jej pijar
          by na tym ucierpiał. Ja natomiast chcę uszanować jej wolę, ale być gotów na
          przyjecie jej w każdej chwili, gdy tego będzie chciała, jak również na walkę o
          nią, jeśli tylko będzie jej dziać się krzywda.
          Nie ukrywajmy, ze ojciec w razie rozwodu ma małe szanse na opiekę nad dzieckiem,
          jeżeli nie ma dowodów na to by matka, nagannie wychowywała je do tej pory. Po co
          więc narażać dziecko na tak wielki stres, nie mając wielkich szans ? Jak
          napisałem powyżej, zawalczę jak lew, jeśli tylko okaże się, że zona córke krzywdzi.
          • young_and_bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 10.05.08, 16:40
            Twoja córka jest za mała, żeby można było scedować na nią prawo
            decydowania o tym z którym z rodziców chciałaby zamieszkać. Sąd nie
            skieruje was także do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno -
            Konsultacyjnego celem przeprowadzenia badania więzi emocjonalnych
            łączących dziecko z każdym z rodziców i wydania opinii w zakresie
            powierzenia opieki, skoro zamierzasz przedstawić zgodne z linią żony
            stanowisko w tej sprawie - więc obarczenie odpowiedzialnością
            psychologów też nie przejdzie. Odpowiedzialny jesteś Ty i jako
            ojciec poniesiesz konsekwencje swoich wyborów.
            Rozumiem, że chcesz uniknąć konfrontacji i liczysz na polubowne
            rozstanie, to brzmi teraz racjonalnie i rozsądnie. Ale piszesz
            między innymi:

            "Tym bardziej, że "przeciwnikami" są dlatego, że starają się w
            pracy i są w tym dobrzy ale jednocześnie osłabiają pozycję mojej
            małżonki (żeby bylo jasne - w jej tylko wyobrażeniu). Ja jestem
            nauczony grać w grupie, a ona w pracy chce grać sama. Nie ważne
            czyim kosztem, ale sama."

            To Ty znasz swoją żonę, nie ja. W związku z tym czy jesteś w stanie
            sam sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie, czy jesteś pewien, że
            Twoja małżonka nie okaże się niebawem równie autorytarna i nie
            zechce znaleźć wroga również w Tobie, pomimo że sam szukasz
            kompromisu ? Że kiedy któregoś dnia przyjedziesz do córki nie
            wyjdzie ten szwagier od którego dostałeś telefon i tym razem nie
            zakomunikuje Ci żebyś nie nachodził jego siostry i jej córki ? Nie
            licz za bardzo na praworządność w tym kraju, na sąd, na policję, na
            przyjaciół - bo prawdopodobnie będziesz wówczas osamotniony i
            bezbronny.
            Życzę Ci samych kulturalnych relacji z matką dziecka, ale weź pod
            uwagę, że rozwód, sprawy majątkowe, potem własne życie z osobna - to
            wszystko może was do reszty podzielić i zweryfikować w przyszłości
            Twoje aktualne założenia. Jeśli nie chcesz wojny, to przynajmniej
            poszukaj sposobu żeby zabezpieczyć się na takie nieprzewidzine
            ewentualności, dopóki jeszcze masz coś do powiedzenia.
      • ivone7 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 09.05.08, 23:20
        najwazniejsze ze decyzja juz podjeta i koniec hustawki, dla was
        wszystkich tak jest lepiej..
        zycze powodzenia, rozwagi i spokoju..
        skoro zrobiles wszystko, zeby to ratowac..mozesz spac spokojnie..a
        zreszta jak juz podjales decyzje, to wszystko powoli ale sie
        ulozy..grunt to miec grunt pod nogami i wiedziec na czym sie stoi..
        • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 09.05.08, 23:38
          oj tak. Ważne, że są jeszcze wokół mnie prawdziwi przyjaciele. Ze wspierają i
          razem ze mną martwią się, żeby córka przeszła możliwie najmniej przykrych chwil
          związanych z rozstaniem rodziców. Możliwie najmniej.
          • ivone7 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 09.05.08, 23:48
            grunt to nie oklamywac, odpowiadac na pytania zgodnie z prawda ale
            na odpowiednim dla dziecka poziomie..to procentuje..
            • phokara Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 10.05.08, 11:01
              Jakoś tak sensownie piszesz człowieku, że nawet się nie dłuży. To
              pewnie dlatego, że jestes panną a nie tylko męskim młotkiemsmile

              A tak serio.
              Myślę, że teraz oboje odżyjecie - i Ty i żona. Bo paradoksalnie
              najgorszą traumą jest życie w rozkroku i bujanie się z decyzją. To
              wykańcza i wszystkiemu odbiera radość - na dłuższą metę jest po
              prostu nie do wytrzymania, a najczęściej doprowadza do
              nieodwracalnego, emocjonalnego autyzmu. Bez sensu.
              W ogóle myślę, że macie spore szanse na fajne relacje 'po' - jak już
              Wam obojgu ulży, że nie musicie się katować relacją żona - mąż
              (kulawą dość mocno, jak wynika z całej historii). Czasem naprawdę
              spojrzenie na drugą stronę w nowej konfiguracji pozwala zobaczyć ex
              partnera w lepszym świetle. Innym. Bo też ludzie się zmieniają solo
              lub przy kimś innym; a może dopiero wtedy tak naprawdę zaczynają być
              sobą. Bywa i tak. I tego życzę i Tobie i Twojej żonie, po równo, bo
              tez niczyjej winy w tym nie widzę, że tak się żeście dobrali - że
              nie dobrali wcale. Mam nadzieję, że odżyjecie oboje - córce to też
              bardzo pomoże, jak zobaczy efekt u rodziców. Oczywiście zapłaci cenę
              za taką zmianę, wszyscy zapłacicie tu się nie ma co czarować; ale
              przenajmniej będzie wiadomo za co.
              Powodzenia.
              • aron95 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 11.05.08, 07:13
                słusznie
                • clio11 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 11.05.08, 19:05
                  Wojtku, tez uważam, że pomysł, by córka "wybierała" pomiędzy
                  rodzicami jest zły. Uzgodnij to z żoną na spokojnie i sądowi
                  przedstawcie zgodną decyzję, taka jest moja rada. Że sąd przyznałby
                  i tak opiekę matce-sam wiesz.
                  Jest kobieta, jaka jest. "Potworem" nie była zapewne przez całe 14
                  lat, a wielu ludzi w sytuacji kryzysowej zachowuje się dość
                  zaskakująco.
                  Zadbaj o jak najlepsze relacje z żoną w tym trudnym dla Was okresie.
                  Będzie to procentować w przyszłości jej stosunkiem do Twojej osoby.
                  Nie zapominaj, że to ona będzie miała największy wpływ na waszą
                  córkę i ona będzie organem "opiniotwórczym" w jej kontaktach z Tobą.

                  Poza tym podoba mi się Twój tok rozumowania.
                  Zazdroszczę Ci mądrych przyjaciół. Nie każdy ich ma (odnoszę
                  wrażenie, że Twoja żona chyba nie).





                  • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 13.05.08, 20:18
                    clio11 napisała:
                    > Wojtku, tez uważam, że pomysł, by córka "wybierała" pomiędzy
                    > rodzicami jest zły. Uzgodnij to z żoną na spokojnie i sądowi
                    > przedstawcie zgodną decyzję, taka jest moja rada. Że sąd przyznałby
                    > i tak opiekę matce-sam wiesz.
                    > Jest kobieta, jaka jest. "Potworem" nie była zapewne przez całe 14
                    > lat, a wielu ludzi w sytuacji kryzysowej zachowuje się dość
                    > zaskakująco.

                    Przemyślałem to na spokojnie jeszcze kilka razy i przyznaję Tobie rację. Z
                    jednej strony nie chciałbym, by córka kiedyś pomyślała (bądź też wmówiono jej),
                    że tata ją zostawił. Poszedł byc może na lepsze a biedną mamę z córką zostawił.
                    Z drugiej strony gdzieś w duszy wierzę, że kiedy zona zostanie sama wcześniej
                    czy później zrozumie co (nie koniecznie kogo) tak naprawdę straciła. Że będzie
                    mimo tego co między nami, dla córki dobrą matką. Że wszystkim nam może potrzebna
                    kiedyś jakaś przeszkoda (wypadek) by zatrzymać się z ciągłego ruchu. Zatrzymać
                    się i zobaczyć, że życie przemija, a to co straciliśmy nie zawsze się uda odzyskać.
                    W obecnej chwili, nie zamierzam na siłę odbierać córki matce. Nie zmuszać jej
                    także do wyboru albo ja albo Mama. Dla niej faktycznie mamy dalej być razem
                    rodzicami. Szczerze powiem, że walkę o córkę uzależniam od zachowania żony w
                    trakcie sprawy. To pokaże na co ją stać, co zrozumiała a co nie. Jeżeli widać
                    będzie, że nie zagwarantuje dobrego wychowania córki w miłości i szacunku do
                    obecnej żony i do mnie, to będę walczył o córkę. Mnie nie mieści się w głowie by
                    jeden rodzic ograniczał kontakty z drugim rodzicem. Ach te dylematy ...
                    Pozdrawiam.
      • a.b1 powodzenia na nowej drodze życia 12.05.08, 11:35
        wiesz co, czasami warto zapomniec o 10-20 latach i zaczynac wszystko
        na nowo, nie popełni tego samego błędu i powodzenia
      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 01.08.08, 23:04
        Jak obiecałem tak i czynię. Historii ciąg dalszy.
        Od 9 maja odkąd dokonałem podziału ról i innych rzeczy w domu, w zasadzie
        przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Córka na tym nawet i zaczęła korzystać.
        na koniec czerwca moja zona zdecydowała (sama), ze córka jedzie na miesiąc czasu
        do jej rodziców (tak jak co roku) na wakacje. Tak tez się stało. Nie oponowałem,
        ponieważ co do teściów darze ich wielkim szacunkiem i wiedziałem, ze mi dziecka
        przerabiać nie będą. Więc wyjechała.
        W tym czasie ja postanowiłem oddać się swojej pracy (by nie powodować jakiś
        niepotrzebnych zadrażnień), a zona niby swojej wracając codziennie o 20.30,
        21.30 (od 7-mej rano) itp. W zasadzie dyskusji żadnych nie było.
        Ja z początkiem czerwca wniosłem sprawę o rozwód, bez orzekania o winie, z
        prośbą o nieustawianie sprawy pojednawczej (wniosek żony bym to dopisał),
        aczkolwiek wnioskując o przydzielenie opieki nad dzieckiem mnie.
        Co do spraw majatkowych, to spokojnie zaproponowalem ugodę majątkową przed
        notariuszem odnośnie mieszkania (zostaje przy mnie, a część mieszkania
        zaproponowałem, że spłacę). Do tego w zamian zaproponowałem, by określiła się co
        chce z urządzeń i majątku w domu. Oczywiście wybrała większość sprzętu i mebli,
        ale coś za coś. Byleby mi dała czas na usprzętowienie siebie, bym czasem latem
        bez lodówki nie został. Przy okazji się dowiedziałem, że to co ja kupiłem
        (zarabiając na to po godzinach) to wspólne, a to co ona kupiła na raty płacąc
        raty z pensji to tylko jej smile
        Tyle, że jakoś do tej ugody formalnej sie nie pchała.
        Parę dni temu wracając do domu wieczorem, okazało się ze pod moją nieobecność
        zona spakowała "swoje" rzeczy i córki wszystkie rzeczy. Okazało się, że przez 15
        lat nic nie kupiłem do domu, bo wszystko było albo kupione przez nią, albo od
        jej rodziny, nawet ślubne prezenty jak były od wujka to znaczy ze są jej.
        Podobno dlatego tak zrobiła bo kazałem sie jej i córce (której nie było w domu)
        wynosić się. Kiedy jej sie spytałem co robi to rzuciła się do drzwi, kazała mi
        sie usunąć bo ona dzwoni na Policję. Nie wiem wprawdzie o co, aczkolwiek
        poprosiłem by się troszkę uspokoiła i nie robiła obciachu. potem spokojnie
        usiadłem i wytłumaczyłem, że napewno jej a tym bardziej córki nie wyganiam.
        Jeżeli zamierza się wyprowadzić, to niech załatwi sprawy majątkowe, ale córki do
        czasu wyroku nie ma prawa mi przenosić. Że niech pomyśli jaką huśtawkę robi
        dziecku. Chwilę sie uspokoiło.
        W międzyczasie dopowiem, że chciałem w poniedziałek (w tym tygodniu) odebrać ją
        po tym miesiącu u dziadków i zabrać córkę na parę dni w góry. Już było
        załatwione a tu sie okazuje, że córka nie chce ze mną nigdzie jechać. Dopowiem
        też że w lipcu zona pojechała do niej w dwa weekendy. Po pierwszym córka już nie
        dzwoniła do mnie (a do matki 3 x dziennie). Moje próby to albo nieodebrane
        połączenia, ale zdawkowe odpowiedzi. Żona powiedziała mi, że dlatego nie chce,
        że u dziadków mają z koleżanką świetne zabawy i nie chce tu wracać teraz. No to
        okej. Nic na siłę.
        Dzisiaj wracam z pracy a tu ... rzeczy wywiezione, szafy puste, sprzęt o jakim
        rozmawialiśmy wywieziony. Nawet firanki, obrusy, wszystko zabrane. Książki,
        albumy, zdjęcia - nic. Wszystkie rzeczy córki, pianino, zabawki. Dzwonię do żony
        ... nie odpowiada. Po może 20 próbie odbiera i mówi mi, że skoro kazałem jej się
        wynosić to się wyniosła i zabrała tylko "swoje" rzeczy. Wspólne zostawiła. Po
        chwili telefon wyrywa jej brat (który przyjechał 300 km) i odgraża mi się, że
        jak ruszę jego siostrę, to on przyjedzie i mi mordę obije. SZOK !
        Od znajomej dowiedziałem sie dwie godziny później, że widziała moją małżonkę na
        spacerze w naszym mieście ... z naszą córką (!). Ja oczywiście nic o jej
        przyjeździe nie wiem, ani żadnego kontaktu z nią nie mam.
        Jestem w szoku, w domu wymieniłem wkładkę w drzwiach (poinformowałem zonę),
        poczułem się okradziony (ale no nie będę zgłaszał kradzieży).
        W zasadzie zastanawiam się co powinienem teraz zrobić i co zglosic do Sądu w
        związku ze sprawą rozwodową.
        A myslałem, że mozna się rozstać "z klasą" ...
        • young_and_bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 02.08.08, 01:18
          Wojtku, szczerze Ci współczuję. Chrzanić meble, ale jak już złożyłeś
          wniosek o powierzenie opieki Tobie, to trzeba było pilnować
          dzieciaka jak oka w głowie a nie wysyłać małą do teściów.
          Czy Ty naprawdę nie widziałeś co jest grane ?

          >W zasadzie zastanawiam się co powinienem teraz zrobić i co zglosic
          >do Sądu w związku ze sprawą rozwodową.

          Nic im totalnie nie zrobisz.


          >Po
          >chwili telefon wyrywa jej brat (który przyjechał 300 km) i odgraża
          >mi się, że jak ruszę jego siostrę, to on przyjedzie i mi mordę
          >obije. SZOK !

          I to jest jedyne, co mi przychodzi do głowy - jeśli szwagier
          naprawdę jest wyrywny.
          Zgłosić te groźby przez telefon na komendzie, potem jechać, wziąć
          dyktafon, schować ze dwóch znajomych w samochodzie i dać się pobić.
          Zadzwonić po policję, zrobić obdukcję po czym delikatnie dać do
          zrozumienia, że albo przywożą Ci dzieciaka albo gościu ma wyrok.
          Musiałbyś się decydować natychmiast, bo później z nich emocje zejdą.
          To byłoby dokładnie na poziomie metod, którymi gra Twoja żona.
          • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 02.08.08, 04:09
            > Wojtku, szczerze Ci współczuję. Chrzanić meble, ale jak już złożyłeś
            > wniosek o powierzenie opieki Tobie, to trzeba było pilnować
            > dzieciaka jak oka w głowie a nie wysyłać małą do teściów.
            > Czy Ty naprawdę nie widziałeś co jest grane ?

            Wiedziałem, ze teściom mogę zaufać, że nie będą małej przekręcać. Serio (choć
            dziwnie teraz to brzmi). To wyjazdy mojej zony w tym czasie do nich i
            jednocześnie do córki raczej tak zadziałały, ale tego już nie moglem przewidzieć.

            > >W zasadzie zastanawiam się co powinienem teraz zrobić i co zglosic
            > >do Sądu w związku ze sprawą rozwodową.
            >
            > Nic im totalnie nie zrobisz.

            Bardziej chodzi mi tu o to, że szwagier przywiózł córkę żonie (do nowego
            mieszkania) a ja jako ojciec mający jak dotąd pełną władzę rodzicielską nic o
            tym nie wiem. Nie wyrażałem tez zgody na jej zmianę miejsca zamieszkania. Nie
            wiem nawet oficjalnie,że córka jest u niej a nie jest już u teściów.

            > Zgłosić te groźby przez telefon na komendzie, potem jechać, wziąć
            > dyktafon, schować ze dwóch znajomych w samochodzie i dać się pobić.
            > Zadzwonić po policję, zrobić obdukcję po czym delikatnie dać do
            > zrozumienia, że albo przywożą Ci dzieciaka albo gościu ma wyrok.
            > ...
            > To byłoby dokładnie na poziomie metod, którymi gra Twoja żona.

            Tylko, ze ja nie chcę grać takimi samymi metodami. Wiele osób powiedziało mi:
            córka zrozumie i sama oceni. Jeśli nie teraz to za rok, dwa trzy czy pięć. I ja
            wiem, że w tym jest wiele racji.
            Tyle, że serce boli, bo jako ojciec nie mam sobie nic do zarzucenia. Byłem w
            każdej ważnej chwili mego dziecka od jego urodzin. Zawsze też tam, gdzie jej
            mamusia nie miała czasu być. Nie chcę teraz robic jej piekła, wyrywać na siłę bo
            może i wyrwę, ale ... jak to córka odbierze ? Wiem: kto ma miękkie serce ...
            Nie mniej nie zniżę sie do poziomu mojej żony. Nawet jak będzie baaardzo bolało.
            Powiecie, że głupi jestem i ... jak widać JESTEM
            • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 03.08.08, 07:51
              No i dalej nie mam żadnego kontaktu z córką ani żoną. Nie odbierają telefonów,
              nie odpisują na smsy. Nie wiem gdzie córka jest. Moje prośby o to, że chcę sie
              widzieć z córką pozostają bez echa.
              Wczoraj jedynie telefon od szwagra, że jak będę chciał wystąpić o ograniczenie
              władzy mojej zonie, to on ma już wynajętych 2 adwokatów i ze mają już świadków
              na to, że znęcałem się nad żoną. Ze jak co to on ma kasę i razem z siostrą mnie
              usadzą.
              Kiedy po 15 latach małżeństwa spotyka Cię coś takiego, kiedy przekonujesz się, z
              jakim człowiekiem spędziłeś tyle czasu, dla kogo zasuwałeś dniami i nocami, to
              ... dusza płacze i nic tylko się iść i powiesić. I kto wie, czy coś bym nie
              zrobił, gdyby nie przyjaciele. Oni też nie potrafią zrozumieć takiego
              postępowania. Czy naprawdę nie idzie rozstać się w zgodzie. Dla dobra własnego,
              ale przede wszystkim dziecka ?
              • anbale Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 03.08.08, 10:13
                Z "portretu psychologicznego" swojej żony, który nakreśliłeś w pierwszym poście
                wynika, że jest to osoba o prymitywnej ambicji i prostackiej potrzebie "moje
                zawsze na wierzchu". Tacy ludzie zawsze działają na tym samym schemacie, jakieś
                wygrażanie, odgrażanie, obmowa, robienie świństw. A przede wszystkim porażający
                brak jakiejkolwiek refleksji...Współczuję ci konfrontacji z kimś takim, pewnie
                jeszcze nie raz poczujesz się ubabrany- ale jedyne co ci można doradzić, to
                absolutnie zimna krew. Wszelkie pogróżki nagrywaj i zrób z nich użytek w
                odpowiednim momencie. No i trzymaj się, łatwo nie będzie.
              • young_and_bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 03.08.08, 17:47
                e-wojciech napisał:

                > No i dalej nie mam żadnego kontaktu z córką ani żoną. Nie
                odbierają telefonów,
                > nie odpisują na smsy. Nie wiem gdzie córka jest. Moje prośby o to,
                że chcę sie
                > widzieć z córką pozostają bez echa.

                Na w miarę normalne kontakty z córką masz szanse o ile przystaniesz
                na warunki które postawi Ci żona (przede wszystkim wycofanie wniosku
                o opiekę nad dzieckiem, możliwe że także jakieś jej propozycje
                odnośnie podziału majątku). Żona teraz weźmie Cię na przeczekanie,
                żeby Cię "zmiękczyć". Ale za jakiś czas będzie szukała porozumienia,
                bo nie zależy jej na walce samej w sobie, tylko na osiągnięciu
                swoich celów. Oczywiście z jej strony będzie to rodzaj ultimatum,
                który Ty będziesz miał zaakceptować w imię spokoju, dobra dziecka
                itp.

                Nie próbuj się z nimi kontaktować, bo to bezcelowe. Postępujesz
                dokładnie tak, jak zakłada Twoja żona. Mnóstwo emocji i zero
                działań, tylko się odsłaniasz. Lepiej pokombinuj jak ustalić gdzie
                przebywa córka.

                >Wczoraj jedynie telefon od szwagra, że jak będę chciał wystąpić o
                ograniczenie
                >władzy mojej zonie, to on ma już wynajętych 2 adwokatów i ze mają
                już świadków
                >na to, że znęcałem się nad żoną. Ze jak co to on ma kasę i razem z
                siostrą mnie
                >usadzą.

                Ze szwagrem w ogóle nie rozmawiaj, olej kolesia. To nie jest partner
                do rozmowy na temat Twojej rodziny. Poinformuj, że nie życzysz sobie
                od niego żadnych połączeń ani wiadomości i się rozłącz. Od niego i
                tak się niczego nie dowiesz, strata czasu.
                Nie sorry, szwagier przekazał Ci jedną istotną informację:
                "jak będę chciał wystąpić o ograniczenie"
                - zdają sobie sprawę, że nia mają prawa pozbawiać Cię kontaktu i
                informacji o córce i obawiają się, jakie podejmiesz działania w tej
                sprawie.

                >Powiecie, że głupi jestem i ... jak widać JESTEM

                Nie jesteś głupi, nie potrafisz tylko w przeciwieństwie do żony
                postępować niekulturalnie i bezkompromisowo. Daleki jestem od
                stwierdzenia, że do źle.

                • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 03.08.08, 22:55
                  > Nie próbuj się z nimi kontaktować, bo to bezcelowe. Postępujesz
                  > dokładnie tak, jak zakłada Twoja żona. Mnóstwo emocji i zero
                  > działań, tylko się odsłaniasz. Lepiej pokombinuj jak ustalić gdzie
                  > przebywa córka.

                  W dniu dzisiejszym, moja Córka zadzwoniła do mnie. Tak się złożyło, ze
                  pojechałem dzisiaj do Biura (nie pracować, ale odpocząć przy instrumencie jaki
                  tam wywiozłem (muzyka koi). Z telefonu wynikło, ze widziała mój samochód w
                  czasie spaceru. Domniemywam więc, ze być może powiedzieli jej ze ja pojechałem
                  na urlop (na jaki miałem zabrać tez i córkę) a tu zonk. Jak zobaczyła samochód
                  to prawdopodobnie chciała przyjść, a że deszcz zaczął padać, to Mama zapewniła
                  ja, ze da jej zadzwonić do mnie. To by się zgadzało z czasem w jakim pierwszy
                  raz próbowała dzwonić do mnie (ale byłem poza zasięgiem).
                  Nie chcę zbytnio wiedzieć, gdzie zona z nią mieszka, by mnie nic nie korciło. A
                  Żona wie, że ja i tak będę w życiu, w szkole, itp. (bo dyrektorzy i tak
                  informują mnie o uroczystościach w szkole).
                  Co do szwagra i żony to young_and_bored potwierdził mi pewne podejrzenia: tylko
                  ten co się boi straszy przeciwnika. Więc bez ruchów, przejdę raczej tez na
                  odczekanie i zmęczenie przeciwnika. Jedyne co, to ponieważ się wyprowadzili, nie
                  ma (jak na razie) żadnych żądań alimentacyjnych, to założę małej konto i będę
                  wpłacał jej a konto co miesiąc jakąś kasę na utrzymanie.
                  Na szczęście są wokół mnie życzliwi ludzie i w tych chwilach służą wsparciem
                  (dzisiaj dostałem 6 łyżeczek do kawy i 2 ręczniki kuchenne, bo w domu została
                  tylko jedna łyżka jeden widelec i jedna łyżeczka smile ). Dzisiaj złapałem sporego
                  doła, to kumpela przejechała 20 km byleby mnie na bilard wyciągnąć.
                  • aga240973 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 04.08.08, 21:01
                    Czytam Twoje wypowiedzi i naprawdę współczuję,nie zasłużyłeś na to co Cię
                    spotkało. Myślę,że sobie poradzisz,bo masz głowę na karku. Aż dziw bierze,że
                    trafiłeś na taką kobietę,która zupełnie nie potrafiła Ciebie docenić. Trzymam
                    kciuki i pozdrawiam.
                  • young_and_bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 04.08.08, 22:51
                    e-wojciech napisał:

                    > Nie chcę zbytnio wiedzieć, gdzie zona z nią mieszka, by mnie nic
                    nie korciło. A
                    > Żona wie, że ja i tak będę w życiu, w szkole, itp. (bo dyrektorzy
                    > i tak informują mnie o uroczystościach w szkole).

                    Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Moim zdaniem Twoja żona uważa,
                    że będziesz obecny na tyle w życiu córki, na ile ona (żona znaczy)
                    Ci pozwoli. I jeśli poczuje, że w tej szkole, do której dziecko
                    uczęszcza, jej pozycja jako rodzica jest słabsza od Twojej pozycji
                    (bo to Ty masz lepszy kontakt z dyrektorem, z nauczycielami córki) -
                    to nie zawaha się przepisać dziecka do innej szkoły. Argumentując
                    przy tym na sto sposobów, że tak będzie dla dziecka lepiej (bo np.
                    teraz do tej szkoły będzie miała bliżej, a w tamtej do tego miała
                    nieodpowiednie koleżanki itp.)
                    Z jej strony tu nie będzie rozsądku, sentymentów - tak jak z Twojej
                    strony, nie licz na coś takiego. Z jej strony będzie punktowanie Cię
                    na każdym kroku tak jak było to teraz, walka o dominację aż
                    sprowadzi Cię do parteru. A jeśli chcesz wierzyć w te astrologiczne
                    zabobony, to dodam że pisze to zodiakalny skorpion.
                    Tak czy inaczej jestem pod wrażeniem Twojego spokoju i chociaż
                    uważam, że jesteś totalnie pasywny (nie próbujesz nawet dowiedzieć
                    się gdzie mieszka Twoja córka, nie mówiąc już o podjęciu próby
                    odzyskania jej) i do optymizmu mi daleko, to nie wykluczam, że
                    dzięki spokojowi coś jeszcze ugrasz.
                    Pomimo wszystko piszesz czasami odruchowo z wielkiej litery "Mama",
                    "Żona", rzadko kogo byłoby stać w tej sytuacji na coś podobnego.

                    pozdr,
                    • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 10.08.08, 18:25
                      young_and_bored napisał:

                      > Tak czy inaczej jestem pod wrażeniem Twojego spokoju i chociaż
                      > uważam, że jesteś totalnie pasywny (nie próbujesz nawet dowiedzieć
                      > się gdzie mieszka Twoja córka, nie mówiąc już o podjęciu próby
                      > odzyskania jej) i do optymizmu mi daleko, to nie wykluczam, że
                      > dzięki spokojowi coś jeszcze ugrasz.

                      Chciałbym odczuć taki prawdziwy spokój, ale nie potrafię podchodzić do takich
                      spraw "na zimno". Nie mniej, poprostu zauważyłem ze jakiekolwiek emocje mogłyby
                      działać na moją niekorzyść. Że tego oczekuje moja Żona. Tym bardziej w
                      kontekście jakichkolwiek prób posądzenia mnie o rzekome "znęcanie" się nad nią.
                      Jak zauważono w tym temacie, groźby były sposobem na zastraszenie mnie, ale i
                      potwierdzeniem że brak jakichkolwiek dotychczasowych dowodów (bo i skąd - tylko
                      nie pisać,że wszystko da się spreparować, bo to już wiem smile ).Więc tylko spokój.
                      To, że wyprowadziła się z domu w ostateczności wyszło mi jak na razie na dobre.
                      Wracam do domu nie zastanawiając się czy będzie mnie czekać jakaś
                      "niespodzianka" no i że nie będzie jakiś gier.
                      Dzisiaj po raz pierwszy od wyjazdu na wakacje (czyli czerwca) odwiedziła mnie
                      córka. Zadzwoniła rano, ze będzie o 14-tej. Na wszelki wypadek poprosiłem ojca
                      by był na miejscu, bo nie wiedziałem, czy przyjdzie sama czy z Mamą. Ostatecznie
                      Mama zostawiła ja pod blokiem i córka przyszła sama. Dużo się zmieniła. Na
                      początku troszkę zimno i uciekała przed spojrzeniem mi w oczy. Potem stopniowo
                      lody pękły. Powiedziała tylko, że jest wkurzona na rodziców (no i zapewne ma
                      rację). Chwilę porozmawialiśmy, potem poleciała do koleżanek z bloku. Ja w tym
                      czasie odwiozłem ojca. Wytłumaczyłem również jej w czasie spokojnej rozmowy, że
                      zawsze będzie miała jednego "prawdziwego" tatę i jedną "prawdziwą" mamę. Że bez
                      wzgledu na to z kim dalej będzie, obydwaj będziemy ją kochać i obydwaj się nią
                      opiekować. Że jej pokój jest dalej jej pokojem a dom domem, zawsze kiedy tylko
                      będzie chciała przyjść, odwiedzić, przenocować, itp. Zauważyłem też, ze prawda
                      jest to co wielu tu mówiło, że dziecko zawsze będzie czuło się moim dzieckiem i
                      nikt mu tej miłości nie zabierze. Dziś jestem mocniejszy w tym by czekać i
                      wierzyć. By dalej zachowywać spokój nawet gdy serce płacze.
                      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 23.02.09, 19:43
                        Żeby nie było, że zniknąłem czy zapomniałem.
                        W lutym br. Sąd orzekł rozwód. Po dwóch rozprawach.
                        Miało być "z klasą", ale tej "klasy" zabrakło mojej Żonie i jej rodzinie. Mimo
                        to, Sędzia wykazała się dużym doświadczeniem i rozwiązała małżeństwo sprawiedliwie.
                        Teraz czekam na uprawomocnienie się wyroku i czy w tym czasie moja "być może już
                        Eks" wraz ze swoją panią Adwokat czegoś nie wykręcą. Wówczas wrócę do tematu i
                        nadrobię zaległości.
                        Na szybkiego tylko dopiszę, że ów "spokój" oraz "adwokat z kulturą" dały
                        odpowiedni skutek. Pod tym względem powiedziałbym, że się udało.
                        Niestety dziecko jest manipulowane przez żonę i to jak dotąd najbardziej boli.
                        Pamiętam jednak, że i w tym przypadku tylko spokój może przynieść odpowiedni efekt.
                        Tyle tu żalów, że ojcowie po rozwodzie nie chcą kontaktu z dziećmi i są źli, a
                        ja tego pragnę i podobno też jestem zły. Moja Żona dała mi swego czasu do
                        zrozumienia, że chciałaby by mój kontakt ograniczył się tylko do płacenia
                        alimentów a nie decydowania o córce. Że córka jest jej i jej rodziny.
                        Szczęśliwie dla mnie Sąd nie podzielił jej zdania, ale czy to znaczy, że muszę
                        walczyć o dziecko dalej przez Sąd ?
                        Narazie czekam cierpliwie na uprawomocnienie.
                        Pozdrawiam.
                        • young-and-bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 23.02.09, 20:24
                          e-wojciech napisał:

                          >Moja Żona dała mi swego czasu do
                          > zrozumienia, że chciałaby by mój kontakt ograniczył się tylko do
                          płacenia
                          > alimentów a nie decydowania o córce. Że córka jest jej i jej
                          rodziny.

                          To mnie specjalnie nie zaskoczyłeś, bo od początku się na to
                          zanosiło.


                          > Szczęśliwie dla mnie Sąd nie podzielił jej zdania, ale czy to
                          znaczy, że muszę
                          > walczyć o dziecko dalej przez Sąd ?
                          > Narazie czekam cierpliwie na uprawomocnienie.

                          Tzn. widujesz się ze swoim dzieckiem czy nie ?
                          • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 23.02.09, 21:58
                            > > Szczęśliwie dla mnie Sąd nie podzielił jej zdania, ale czy to
                            > znaczy, że muszę
                            > > walczyć o dziecko dalej przez Sąd ?
                            > > Narazie czekam cierpliwie na uprawomocnienie.
                            >
                            > Tzn. widujesz się ze swoim dzieckiem czy nie ?

                            Widuję się w ten sposób, że staram się by nasze drogi w miarę często się
                            przeplatały. Jestem obecny na lekcjach grania na pianinie ku szczególnemu
                            zadowoleniu jej nauczycielki, bo prawie że zakończyłaby edukację na 4 roku cyklu
                            6 letniego (Mama nie była w stanie dopilnować ćwiczeń w domu a na końcu wyszło,
                            że to wina Pani i mnie bo podobno się znęcamy nad córką wymagając poziomu
                            odpowiedniego do programu). Poza tym widzimy się co jakiś czas w różnych
                            miejscach. Ale to jest kontakt wypracowany przez mnie. Do mnie do domu na ferie
                            czy Święta jak dotąd robiła Żona wszystko by nie doszły do skutku. Ja natomiast
                            do czasu zakończenia rozwodu staram się nie wyszarpywać córki. Natomiast na ile
                            tylko mogę, daję jej do zrozumienia i udowadniam że ją kocham i tęsknię za nią.
                            • dsz27 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 23.02.09, 22:20
                              Życzę powodzenia, nie odpuszczaj, bądź konsekwentny i pokazuj córce jak bardzo
                              ją kochasz!
                              Trzymam kciuki i jeszcze raz życzę powodzenia
                              • arj.1 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 23.02.09, 23:01
                                napisałem na maila gazetowego.
                                Pozdr.
                            • young-and-bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 24.02.09, 01:15
                              e-wojciech napisał:

                              >Ja natomiast
                              > do czasu zakończenia rozwodu staram się nie wyszarpywać córki.
                              >Natomiast na ile
                              > tylko mogę, daję jej do zrozumienia i udowadniam że ją kocham i
                              >tęsknię za nią.


                              No cóż, nie jestem pewny czy taka sytuacja jest dla córki optymalna.
                              W moich oczach jesteś kolejnym facetem po rozwodzie, który otoczyłby
                              dziecko właściwszą opieką niż matka i co istotne - nie utrudniałby
                              kontaktu z drugim rodzicem.
                              Postaraj się odważniej egzekwować przysługujące Ci kontakty,
                              szczególnie teraz, kiedy ta porozwodowa rzeczywistość dopiero się
                              kształtuje. Jeśli od początku przyzwyczaisz byłą żonę do braku
                              Twojej obecności w życiu dziecka i do tego że sądowe ustalenia można
                              bezkarnie łamać, to taki stan rzeczy może zacząć trwale funkcjonować
                              stając się regułą na wiele lat i ciężko Ci to będzie potem odkręcić.
                              Twój rozwód trwał krótko, a Wasze rozstanie odbyło się stosunkowo
                              niedawno. Ten ważny moment, który może zaważyć na przyszłych losach
                              Twoich relacji z corką ciągle jeszcze trwa.
                              Nie przegraj tego.

                              pzdr,
    • aron95 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 11.05.08, 23:55
      <
      • panda_zielona Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 13.05.08, 21:53
        aron95 napisał:

        > <
        i z poprzedniego wątku,...dostałem pozew.

        Poradzisz sobie,wierzę w to.
    • aron95 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 12.05.08, 00:04
    • pawellama Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 14.05.08, 00:41
      Przepraszam wszystkich za ortografię a właściwie za jej brak.
      Jestem w podobnej sytuacji. 14 lat małżeństwa dziecko w wieku 7 lat
      i żonę o postawie roszczeniowej. Tu podobieństwa się kończą.
      Wyprowadziłem się w maju zeszłego roku, żyję w nowym związku nigdy
      nie byłem szczęśliwszy. Niestety z synem widuję się tylko w
      weekendy, to jest jedyny minus.W zeszłym roku założylem sprawę o
      rozwod, jednak Temida okazała się bardziej kaleka niźli opis
      Parandowskiego. sąd ( tu celowo małą literą),odrzucił pozew
      obarczając mnie wszelkimi kosztami, np. koszt opinii psychologa
      sądowego w kwocie 600PLN, której nie wzią w ogóle pod uwagę. Tak
      więc trwam w zawieszeniu i niebardzo wiem co mogę zrobić.
      Co do Twojego problemu , wygląda na to że chodzi o pieniądze, nie
      wiem czy jest to powód do rozwodu, Twoja sprawa. Przy rozwodzie
      tracisz prawie wszystko(zależy to od kobiety) wyprowadź się
      pomieszkaj poza domem. odpocznij i zdystansuj się. Moje
      doświadczenia są takie że skoro jesteś facetem to TY jesteś
      winny.Zfeminizowane sądy nie przyznają racji mężczyznom, to się da
      odczuć po trzech sekundach na sali rozpraw. powodzenia na nowej
      drodze życia, czy z czy bez rozwodu
      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 15.05.08, 22:18
        No cóż, nie zazdroszczę Ci i nie jestem pewien czy i ja nie znajdę się w
        podobnej sytuacji.
        Co do jednej rzeczy się ustosunkuję: w mojej sprawie nie chodzi tylko czy
        głównie o pieniądze. Pieniądze są tu, rzekłbym jednym z tych złych objawów. Co
        więcej, ja należę do ludzi, którzy nie boją sie pracy. Za to należę do ludzi,
        którzy w tym co robią muszą widzieć jakiś sens. Czy sensem jest urabianie się do
        1-2 w nocy, w soboty czy niedziele, tylko po to by druga osoba (która w tym
        czasie nie powie Ci nawet dobrego słowa o szklance kawy nie wspominając) mogła
        sobie (pod przykrywka potrzeb córki) kupić ? Czy sensem jest pracować na
        potrzeby np. wspólnego wyjazdu, jeżeli druga osoba rzuca Ci 50 zł i mówi, że to
        wszystko co może dać (na całe wspólne wakacje) i nie da ani grosza więcej (i nie
        myśl że zarabia 100 zł). Czy sensem jest tracić zdrowie mając świadomość, że
        cokolwiek byś zrobił, ilekolwiek byś zarobił, cokolwiek byś dał ... to i tak za
        mało ?
        Ile bym teraz nie stracił, to odzyskując sens w życiu odrobię to na nowo.
        Zresztą nie mam wbrew pozorom aż tak dużo do stracenia, bo nijak było sie w
        takich warunkach dorobić czegoś bardziej stałego.
        Pieniądze to nie wszystko. Ja chciałbym kiedyś spotkać na swojej drodze kogoś,
        kto przywróci mi wiarę w to co robię. W to, że do wielu celów dochodzi się
        razem. Że miłość potrafi dodać skrzydeł (niepoprawny optymista ?).
        Wiele lat próbowałem ratować ten związek, ale teraz wiem, że to była tylko
        strata czasu. Trwać z kimś, dla kogo jestem na samym końcu, dla kogo seks jest
        czymś czego się nie daje nie inicjuje tylko czeka by ktoś mi go dał i nic przy
        tym nie chciał, dla kogo wspólne wypady są dobre tylko jeżeli ktoś mu je
        zafunduje i zadba o atrakcje a jak coś nie wyjdzie to ponarzeka, dla kogo
        wspólne wyjście na zabawę czy wesele to okazja do potańczenia z wszystkimi tylko
        nie z własnym mężem ?
        Najlepsze w tym wszystkim jest to ... że to ja pomogłem stać się jej tym kim
        jest. Ja przez lata nauczyłem ja zawodu w którym obecnie pracuje, ja załatwiłem
        jej tą pracę, ja pomogłem stać sie jej tym kim jest i ja za nią poręczyłem. Los
        bywa czasami okrutny. Mam jednak nadzieję, że również z czasem i sprawiedliwy.
        • zuza-anna Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 15.05.08, 22:46
          Ależ ty biedniutki, żona nie chciała z Toba tańczyć na weselu?. A
          umiesz????? Taki byłeś wspaniały, pracowałeś, nauczyłeś tę sierotke
          losu wszystkiego, w tym ciężko pracować, a ona sie nie odwdzięcza?.
          Pomogłęś, poręczyłeś, a ona się stawia? kawki nie robi? ma wymagania
          a pieniędzy do wspólnej kasy nie dokłada ?
          Nie czytałam od początku całego wątku, ale ten ostatni wpis e-
          wojciecha woła o pomste do nieba. Tylko ja, ja i ja. Biedny
          sfrustrowany egocentryk. Nic dziwnego, że żony Was rzucają. Nie ma
          tu oni razu słowa MY
          • nicol.lublin Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 15.05.08, 22:48
            zanim coś napiszesz Aniu, wysil się czasem żeby przeczytać.
            • zuza-anna Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 15.05.08, 22:58
              Przeczytałam wszystko co pisał e-wojciech, bo on zaczął wątek.
              Zerkniej do pierwszej wypowiedzi..... chcę zabierać swoja
              kobietę.... Co to znaczy zabierać kobietę?. To walizka, torba z
              użytecznymi rzeczami?. A nie łaska sie w małżenstwie równiez
              zaprzyjaźnić ze sobą?. A nie wspanialej i normalniej brzmi chciałbym
              pojechać z moja rodziną, gdzieś, gdzie wszyscy bedziemy sie świetnie
              bawić. Ustalimy to wspólnie!!!!
              I w każdej wypowiedzi e-wojciecha pełno takich kwiatków.
        • young_and_bored Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 16.05.08, 00:03
          Niech wiarę w to co robisz przywraca Ci córka. Na podstawie Twoich
          wypowiedzi przypuszczam, że nowa kobieta może w przyszłości radość z
          życia tylko dopełnić jeśli Twoje kontakty z córką i jej sytuacja po
          rozwodzie będą zadowalające ; ewentualnie stępić ból, kiedy relacje
          z dzieckiem "siądą". I nie mam tu na myśli skrajnych przypadków, w
          którym matka utrudnia po całej linii. Wystarczy taki bardzo
          pośredni, kiedy w widujesz się z dzieckiem dość regularnie średnio 1-
          2 dni w tygodniu, ale matka co jakiś czas i tego odmówi, bo akurat
          ma gorszy dzień, chce Ci pokazać kto tu rządzi, ma inne plany albo
          zwyczajnie nie ma ochoty Cię widzieć - co też potrafi co mniej
          odpornych skutecznie dołować i wybijać z rytmu.
          Co do sprawiedliwości losu to liczyłbym na nią o ile jesteś
          wystarczająco silny, żeby sobie drogę do tej sprawiedliwości
          wykarczować jak drzewa w dżungli.
        • otylka24 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 18.05.08, 02:15
          e-wojciech napisał:

          > Pieniądze to nie wszystko. Ja chciałbym kiedyś spotkać na swojej
          drodze kogoś,
          > kto przywróci mi wiarę w to co robię. W to, że do wielu celów
          dochodzi się
          > razem. Że miłość potrafi dodać skrzydeł (niepoprawny optymista ?).
          > Wiele lat próbowałem ratować ten związek, ale teraz wiem, że to
          była tylko
          > strata czasu. Trwać z kimś, dla kogo jestem na samym końcu, dla
          kogo seks jest
          > czymś czego się nie daje nie inicjuje tylko czeka by ktoś mi go
          dał i nic przy
          > tym nie chciał, dla kogo wspólne wypady są dobre tylko jeżeli ktoś
          mu je
          > zafunduje i zadba o atrakcje a jak coś nie wyjdzie to ponarzeka,
          dla kogo
          > wspólne wyjście na zabawę czy wesele to okazja do potańczenia z
          wszystkimi tylk
          > o
          > nie z własnym mężem ?
          > Najlepsze w tym wszystkim jest to ... że to ja pomogłem stać się
          jej tym kim
          > jest. Ja przez lata nauczyłem ja zawodu w którym obecnie pracuje,
          ja załatwiłem
          > jej tą pracę, ja pomogłem stać sie jej tym kim jest i ja za nią
          poręczyłem. Los
          > bywa czasami okrutny. Mam jednak nadzieję, że również z czasem i
          sprawiedliwy.

          Wojtku trochę Cię rozumię i jak czytam twój post to jak bym czasami
          widziała siebie. Mówisz wprawdzie cały czas tylko o sobie ja to, ja
          tamto ale myślę, że wynika, to z twojego rozżalenia , że ty dajesz z
          siebie wszystko a żona nic. Ja mam podobne odczucia, bo wiele
          poświęciłam, dla mojego męża, który nie potrafił tego docenić a do
          tego znalazł sobie inną. Ja teraz już wiem, że nie można się tak do
          końca poświęcać a szczególnie wtedy gdy druga strona nic z siebie
          nie daje. Teraz wiem, że obydwoje dążyliśmy do innego celu a
          przecież w małżeństwie nie oto chodzi.I chociaż rozstanie przeżyłam
          strasznie to myślę sobie, że może dla mnie otwiera się druga lepsza
          szansa być z kimś, kto mnie zrozumie, pójdzie na spacer, zabierze do
          kina, posiedzi tak po prostu w domu i potrzyma za rękę. Mój m nie
          miał takich potrzeb i nie miał zamiaru nic więcej w życiu osiągać.
          Wystarczało mu to co ma.

          Wojtku z twoich wypowiedzi wynika, że Ty i Twoja żona myślicie
          zupełnie innymi kategoriami a tak długo żyć się nie da. Dobrze, że
          zdecydowałeś się coś z tym zrobić. Postaraj się tylko żeby twoja
          córka, jak najmniej na tym ucierpiała.
          • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 22.05.08, 19:09
            otylka24 napisała:

            > Mówisz wprawdzie cały czas tylko o sobie ja to, ja
            > tamto ale myślę, że wynika, to z twojego rozżalenia , że ty dajesz z
            > siebie wszystko a żona nic. Ja mam podobne odczucia, bo wiele
            > poświęciłam, dla mojego męża, który nie potrafił tego docenić a do
            > tego znalazł sobie inną. Ja teraz już wiem, że nie można się tak do
            > końca poświęcać a szczególnie wtedy gdy druga strona nic z siebie
            > nie daje. Teraz wiem, że obydwoje dążyliśmy do innego celu a
            > przecież w małżeństwie nie oto chodzi.

            I dokładnie jest tak jak piszesz.

            > I chociaż rozstanie przeżyłam
            > strasznie to myślę sobie, że może dla mnie otwiera się druga lepsza
            > szansa być z kimś, kto mnie zrozumie, pójdzie na spacer, zabierze do
            > kina, posiedzi tak po prostu w domu i potrzyma za rękę. Mój m nie
            > miał takich potrzeb i nie miał zamiaru nic więcej w życiu osiągać.
            > Wystarczało mu to co ma.

            I tak staram się myśleć, bo chociaż wewnątrz ból to staram się jednak trzymać.
            Myśleć o córce i także o tym, że zasługuję jeszcze na to by zmienić swoje życie
            i że jeszcze mam na to czas. Każdy dzień, który mija teraz utwierdza mnie tylko
            w tym, że już nie ma szans na ratowanie małżeństwa, bo nie ma takiej woli z
            drugiej strony.

            > Wojtku z twoich wypowiedzi wynika, że Ty i Twoja żona myślicie
            > zupełnie innymi kategoriami a tak długo żyć się nie da. Dobrze, że
            > zdecydowałeś się coś z tym zrobić. Postaraj się tylko żeby twoja
            > córka, jak najmniej na tym ucierpiała.

            Z jednej strony myślę, że szkoda ze dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo się
            różnimy. Z drugiej strony, to dopiero teraz mogę liczyć na to że córka jest w
            stanie już pewne sprawy zrozumieć. Dłużej z pewnymi decyzjami nie należy już
            czekać. Wczoraj zapytałem się zony, by ostatecznie powiedziała co chce: zgody,
            separacji i rozwodu. Odpowiedź brzmiała: rozwodu. Ja brakujące dokumenty
            odebrałem wczoraj. W piątek lub poniedziałek dostarczę je do Sądu i ruszy maszyna.

            Życzę Ci otylka24 byś odnalazła w życiu, to czego Ci do tej pory w związku
            brakowało. Ja mam nadzieję, że wcześniej czy później to odnajdę.
            • otylka24 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 24.05.08, 00:11
              dziękuję bardzo. Za 3 tygodnie mam pierwszą sprawę rozwodową jak to
              przeżyję to już chyba dam radę. Pozdrawiam
            • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 27.05.08, 21:59
              No i dokumenty poszły. Oby teraz sił i zdrowia mi starczyło na dalszą drogę.
    • pawellama Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 16.05.08, 10:50
      Witam ponownie. Znowu przepraszam za orografię.
      Zuza pojechała nieco po Tobie, ale przyznaję ma potrosze racji. Bądź
      co bąź TY jesteś twórcą jej postawy, pomogłeś i motywowałeś.
      Teraz może być nieco rewolucyjnie- może starczy już utyskiwań i
      płaczu nad okrutnym losem. Jest źle, wydaje Ci się że znasz powody.
      Do roboty więc. Jak sprawy się mają dzisiaj? Co robisz by przyszłość
      okazała się lepszą? Jakie kroki planujesz zrobić? To są pytania o
      jutro. Wczoraj już minęło. Jak widzisz rozwiązanie? Co myśli Twoja
      żona? Czy rozmawiałeś z Nią o Twoich odczuciach, potrzebach, o JEJ
      potrzebach? Pomyśl czy gotowi jesteście do negocjacji ze sobą ,
      macie CÓRKĘ. Nie czasu na emocje, matemetyka. Kartka papieru
      podzielona , po jednej stronie wypisz ZA po drógiej PRZECIW, karzdy
      argument zaopatrz w rubryczkę KONSEKWENCJE. Po napisaniu zobaczysz
      co dalej masz robić. Fajnie by było by i ONA zrobiła to samo. Ona
      terz ma zastrzeżenia do Ciebi i gwarantuje Ci że słuszne. Gdyby Ona
      pisła na tym forum większość z czytających przyznała by Jej racje.
      Tak to już jest. Prawda i fałsz są tak względnymi żeczami że
      właściwie ich niema. Emocje określają nasz stosunek do świata i jego
      postrzeganie. Zdrugiej strony tylko emocje znaczą coś dla nas w
      życiu.
      • pawellama Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 16.05.08, 11:12
        Sory baro nieprzeczytałem wcześniejszych wpisów, sprawy mają się tak
        że jesteśie po wstępnych ustaleniach- to dobrze, decyzja o rozwodzie
        zapadła , jest postęp więc techniczne szczegóły poprzedniej mojej
        wypowiedzi zatosuj kiedyś. Dziś dbaj o pozytywne relacje z
        Córką.Sytuacja z sięlskiej i pozytywnej może zmienić się gdy któreś
        z was znajdzie nowego partnera. W sądzie masz przerypane ,
        spodziewaj się tego, chyba że dogadacie się z żoną i będziecie
        jednomyślni. Życzę powodzenia (będzie Ci potrzebne) Okres
        małrzeństwa nie jest stracony, Nie żałuj tego czasu.Było mineło.Ale
        masz napewno takrze dobre wspomnienia.
    • malabrytania73 Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 29.05.08, 08:03
      e-wojtku wysłałam Ci coś na maila gazetowego pozdrawiam i powodzenia smile
      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 01.06.08, 22:01
        Odpisałem smile
    • crazyrabbit Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 05.08.08, 01:51
      Z tego , co wyczytałam w Twoich ostatnich postach , to ustaliłeś z
      jeszcze_żoną kwestię podziału majatku , ale nie ustaliłeś , że to Ty
      wystapisz o opiekę nad córką... prawda?
      Czytałam w miarę dokładnie... skoro została niemile zaskoczona
      treścią pozwu , to nie dziw sie jej zachowaniu. Ja postąpiłabym tak
      samo.
      W końcu Ty też nie dotrzymałeś umowy...

      Ciekawe , co żona napisałaby o całej sprawie.
      • e-wojciech Re: I mnie dopadla kwestia rozwodu (baaardzo dług 05.08.08, 07:56
        > Z tego , co wyczytałam w Twoich ostatnich postach , to ustaliłeś z
        > jeszcze_żoną kwestię podziału majatku , ale nie ustaliłeś , że to Ty
        > wystapisz o opiekę nad córką... prawda?
        > Czytałam w miarę dokładnie... skoro została niemile zaskoczona
        > treścią pozwu , to nie dziw sie jej zachowaniu. Ja postąpiłabym tak
        > samo.
        > W końcu Ty też nie dotrzymałeś umowy...

        Przed wysłaniem pozwu dałem Jej go do przeczytania. Co więcej wspólnie
        ustaliliśmy np. że nie chcemy sprawy pojednawczej. O tym, że w treści pozwu
        wystąpiłem o przyznanie opieki nad córką mnie wyczytała z pozwu, jak również
        dowiedziała się z rozmowy ze mną. Także o tym, że jeżeli miałbym pewność, że nie
        ograniczy mi i córce żadnych spotkań i zrobi co możliwe byśmy razem wychowali
        córkę tak jak należy, to w Sądzie odstąpię od tego, bo najważniejsze jest dla
        mnie dobro córki.
        Umowa była taka, że rozejdziemy się z klasą, bez winy, dogadamy się do majątku
        (by nie było dzielenia bombek choinkowych na pół) i nie będziemy fundować córce
        niepotrzebnych zawirowań. Taka była umowa !
        I tak tez myślałem, że będzie bo od początku maja żyliśmy obok siebie, ale bez
        kłótni, krzyków, sporów, przeciągania dzieciaka itp. W domu był spokój jak
        nigdy. A tu nagle ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka