julka1800 26.11.07, 13:38 kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,66725,4699929.html nie musicie komentowac, po prostu przeczytalam i pomyslalam ze tu wkleje Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
dzimi_dzimi Re: Jeszcze raz o tym samym... 26.11.07, 14:09 Smutny list. Dużo żalu. Jedna perspektywa. I zero pomysłu jak to zmienić. I to chyba najsmutniejsze. Odpowiedz Link
tricolour Może warto poznać faceta... 26.11.07, 14:21 ... który już sie kiedyś rozwodził. Jakis powód tego rozwodu był nawet jeśli "niewinny"... Odpowiedz Link
ivone7 Re: Może warto poznać faceta... 26.11.07, 14:35 nie tylko takiego, ktory sie rozwodzil...kazdego warto poznac...zanim wejdzie sie z nim w zwiazek.. tylko na ile ten czlowiek da nam sie poznac..? Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: Może warto poznać faceta... 26.11.07, 14:45 Poznanie, poznawaniem, a czas, sytuacje w jakich jesteśmy zmieniają nas, naszych partnerów i relacje między ludźmi. Nie da się poznać siebie, cóż dopiero kogoś z kim znamy się tylko kilka lat. Odpowiedz Link
ivone7 Re: Może warto poznać faceta... 26.11.07, 15:17 jasne tyle sie poznamy na ile nas sprawdzono... Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: Może warto poznać faceta... 26.11.07, 15:23 To bardzo słuszna uwaga. Na taka sama sytuację, w różnych okolicznościach zareagujemy różnie. Wierzę, że moja eks Żona była przekonana, że mnie nie zdradzi. A potem okazało się, że zrobiła coś co wydawało się Jej niedopuszczalne. Ja zawsze myślałem, że takie zachowanie u partnerki zdyskwalifikuje ją w moich oczach, a czuję, że ciągle ją kocham na swój sposób. Odpowiedz Link
ivone7 Re: Może warto poznać faceta... 26.11.07, 15:38 dlatego jestem przeciwniczka generalizowania... ja myslalam, ze zdrade bede potrafila wybaczyc...a dzis wiem, ze nie.. i im wiecej nad tym mysle..to wiem, ze po prostu bez zaufania do drugiej osoby nie moge budowac zwiazku...a zdrada to zaufanie bezpowrotnie zabiera... Odpowiedz Link
tricolour Na ile się da poznać - to jedna sprawa... 26.11.07, 14:46 ... a druga - na ile sami chcemy go poznać. Gdy gość jest po rozwodzie, to zupełnie naturalne (dla mnie) jest, że o swoim małżeństwie umie opowiedzieć. Także o rozwodzie, jego przyczynach, powodach, skutkach. Opiekuje się dziećmi z dawnego małżenstwa, co daje podstawy do przypuszczenia, że będzie troszczył się "nowymi" dziećmi. Tego nie da się ukryć, a próby ukrywania cvzegokolwiek, to odstrzał gościa. Żeby nie było późniejszych skarg... Odpowiedz Link
julka1800 Re: Na ile się da poznać - to jedna sprawa... 26.11.07, 15:01 Poznać wydaje mi sie da sie, o ile nie stanie nam na drodze jakis/jakas perfidnie przewrotna osoba. Poznac po gestach, slowach, zachowaniu, to oczywiscie nie dzieje sie w miesiac. tricolour napisał: Gdy gość jest po rozwodzie, to zupełnie naturalne (dla mnie) jest, że o swoim małżeństwie umie opowiedzieć. Także o rozwodzie, jego przyczynach, powodach, skutkach. Opiekuje się dziećmi z dawnego małżenstwa, co daje podstawy do przypuszczenia, że będzie troszczył się "nowymi" dziećmi." Zapewne umiec umie, nalezy tylko wziac poprawke ze jego opowiadanie nie bedzie obiektywne. Co do opieki nad dziecmi z poprzedniego malzenstwa...wlasnie Tri jak to jest? Znam kilka kobiet, ktore sa w zwiazkach z mezczyznami po przejsciach, ktorzy nie interesuja sie zbytnio swoimi dziecmi. Tym kobietom to nie przeszkadza. Przynajmniej takie mam wrazenie. Balabym sie takiego czlowieka. Odpowiedz Link
tricolour Bałabyś się? 26.11.07, 15:09 Z reguły boimy sie nieznanego... więc jeśli jakims kobietom nie przeszkadza, że ich faceci mało interesują się swoimi dziećmi, to może tak właśnie ma być. Bo co to znaczy "nie interesuje się zbytnio"? Mogę powiedzieć o sobie, że - w rozumieniu pełnej rodziny - nie interesuję się zbytnio córką. Ale nasze kontakty są bliskie. Podejrzewam, że większość "całodobowych" ojców nie ma tak bliskiego kontaktu wyrażonego np. zaufaniem, sposobem spędzania czasu. No bo co z tego, że rodzina mieszka razem gdy dzieci nie gadają z ojcem uważając go za zgreda, frajera i dupka? Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:12 Staram się nie wypowiadać w temacie ojcostwa bo niestety sam ojcem nie jestem. Ale zawsze dziwi mnie iz kobiety chcą odseparować swego męża od dzieci z pierwszego małżeństwa, złoszcząc się jeśli ich działania nie są uwieńczone sukcesem. A potem same planują potomstwo z tym mężczyzna i oczekują, że sprawdzi się on jako ojciec. Na jakiej podstawie? Odpowiedz Link
ivone7 Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:34 bo next, sa zazdrosne o czas jaki mezczyzna poswieca dzieciom...nie jej..i nie ich potomstwu.. oczywiscie, ze to myslenie jest krotkowzroczne..ale kto o tym mysli na biezaco? Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:37 I właśnie tego należy się bać przede wszystkim - własnej bezmyślności w związku. Jak poza emocjami używa się rozumu to wzrastają szanse na dobrą komunikację. A dobra komunikacja zwiększa szansę na udany związek. Odpowiedz Link
ivone7 Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:42 to tak jak z dziecmi..jest fajna ksiazka jak mowic zeby dzieci sluchaly...i jak sluchac zeby dzieci mowily... komunikacja jest naj, najwazniejsza...a dopiero potem cala reszta.. Odpowiedz Link
jasminowo Re: Bałabyś się? 26.11.07, 16:03 ivone7 napisała: > bo next, sa zazdrosne o czas jaki mezczyzna poswieca dzieciom...nie > jej..i nie ich potomstwu.. > oczywiscie, ze to myslenie jest krotkowzroczne..ale kto o tym mysli > na biezaco? Wiesz Ivon.. dzięki Temu co napisałaś będę pamietała, żeby powiedzieć narzeczonej mojego brata, że cieszę się, że on jest właśnie z nią. Że stara się jak może być dobrą macochą jego trójki dzieci, że jest przeciwieństwem tego wszystkiego o czym pisaliście, i że dzięki niej łatwiej mi znosić znajomość mojej córki z moją następczynią... Odpowiedz Link
ivone7 Re: Bałabyś się? 26.11.07, 16:11 bo sa kobiety, ktore rozumieja, ze dzieci z dawnych zwiazkow, to czesc zycia ich partnerow...i powiem wiecej, stosunek next do dzieci partera, tez wplywa na ich wzajemne relacje... pozdrow narzeczona i ode mnie...musi byc fajna babka.. Odpowiedz Link
jasminowo Re: Bałabyś się? 26.11.07, 16:22 fajna jest i powiem Ci, że znałam jego byłą latami i przygladam się tej i temu związkowi i wiem jedno - on nie był nigdy tak szczęśliwy. Jak ich widzę razem, jak się przekomarzają, wygłupiają, współpracują, opiekują dziećmi (jego) to serce mi rośnie. To ona powiedziała - miej nadzieję, ze Twoja neXt będzie fajna bo będzie się opiekowała twoja córką. POmaga mi to wytrwać kiedy mała wraca od taty i opowiada o Pani J... Odpowiedz Link
julka1800 Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:37 Tak, tak, boimy sie nieznanego..., jaką "gwarancje" opieki nad "nowymi" dziecmi daje mi mezczyzna, ktory nie opiekuje sie dziecmi z pierwszego malzenstwa? Milosc ojcowska dziala wybiorczo? A moze winna jest tu zasada "nie kocham ich matki - nie kocham ich"? Sorry ze sprowadzam tak subtelny temat niejako do parteru. Nurtuje mnie to. I jeszcze jedno: ciagle zadaje sobie pytanie jak to wyglada z tej drugiej strony tzn od strony ojca dochodzacego. Moze takie zajrzenie z drugiej strony pomogloby mi zrozumiec i w pewiem sposob naprawic stosunki na linii tata-dzieci. "Nie interesuje sie zbytnio" oznacza ze zabiera dzieci raz w miesiacu na 1 dzien, wykona jeszcze 2-3 telefony, np. Odpowiedz Link
ivone7 Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:46 i wydaje mi sie, ze wlasnie to nalezy wziac pod uwage... choc jestem przeciwniczka generalizowania..to wzielabym pod uwage, wlasnie to, czy zajmuje sie dziecmi, jak rozstal sie z eks zona..i jak o niej mowi...bo jest ryzyko, ze jak nam sie nie uda ....mnie spotka to samo... Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:52 Warto posłuchać i starać się spojrzeć oczami wolnymi od uczuć. A,że to niełatwe to widać po tym jak często te próby kończą się porażką. Te oczekiwania Pań obecnych, że mężczyzna zapomni o dzieciach z pierwszego związku i Pań byłych, że ich dzieci są ważniejsze niż te z drugiego i tatusiów którzy zamiast czynić to co nalezy okazują się strusiami z głową w piachu, pokazują iż zamiast rozumu działają tylko emocje. Efekt? Miało być dobrze a jest jak zwykle. Odpowiedz Link
julka1800 Re: Bałabyś się? 26.11.07, 15:56 ivone7 napisała: > i wydaje mi sie, ze wlasnie to nalezy wziac pod uwage... > choc jestem przeciwniczka generalizowania..to wzielabym pod uwage, > wlasnie to, czy zajmuje sie dziecmi, jak rozstal sie z eks zona..i > jak o niej mowi...bo jest ryzyko, ze jak nam sie nie uda ....mnie > spotka to samo... ja tez taka obawe w czesci nosze w sobie Odpowiedz Link
tricolour O spotkaniach decydują spotykający się... 26.11.07, 15:47 To znaczy, że ojciec wraz z dziećmi wypracowują wspólne sposób spędzania czasu. Może tak sie stać, że raz na miesiąc wystarczy obu stronom - przecież nie chodzi o spotkanie codzienne czy co trzeci dzień, bo nawet w pełnej rodzinie ojciec nie poświęca tyle uwagi dzieciom. Poza tym duże znaczenie ma fakt, że dzieci DAJE się matce, a od ojca WYMAGA się jedynie alimentów - no tak jest w wyroku rozwodowym. To też nadaje kształt relacjom. Odpowiedz Link
ivone7 Re: O spotkaniach decydują spotykający się... 26.11.07, 15:55 hmmm...wydaje mi sie, ze to zalezy tylko od ojca...skoro sam stawia sie w roli platnika alimentow...to jak mozna to zmienic? sami wiemy, ze trudno zmienic dorosla osobe..latwiej zmienic siebie.. wiec zacznijmy najpierw wymagac od siebie ..a potem miejmy pretensje do innych.. Odpowiedz Link
julka1800 Re: O spotkaniach decydują spotykający się... 26.11.07, 15:59 Nie Tri, w wyroku jest ze tata posiada prawa i obowiazki (chyba ze jest ich pozbawiony), wiec nie tylko obowiazek placenia alimentow, opieki, ale tez przywilej widywania sie kiedy i jak zechce. Problem tylko ze ON NIE CHCE. Odpowiedz Link
tricolour A jak z obowiązkami ojca w pełnej rodzinie? 26.11.07, 16:05 Ile mężów przewija niemowlaki, potem uczestniczy aktywnie w nauczaniu pozalekcyjnym, potem rozmawia z dziećmi o problemach? Ilu ojców rozmawia z dziećmi o seksie, alkoholu, narkomanii? Ilu ojców zauważy i wyrazi moment gdy z córki robi sie kobieta, co diametralnie powinno zmienić postrzeganie młodej kobiety? Ilu ojców odważnie wyrazi swoje stanowisko na temat sympatii, pierwszych miłości i ich konsekwencji? Dlaczego ojciec w pełnej rodzinie ma tak mało klarownych (dla wszystkich członków rodzony) obowiązków i dlaczego nagle ma mieć gdy go nie ma? Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: A jak z obowiązkami ojca w pełnej rodzinie? 26.11.07, 16:08 Bardzo ciekawe to co napisałeś. Nie powinno wymagać się więcej po rozwodzie niż się wymagało będąc jeszcze w związku małżeńskim. Odpowiedz Link
julka1800 Re: A jak z obowiązkami ojca w pełnej rodzinie? 26.11.07, 16:13 Nie znam odpowiedzi na Twoje pytania. W zyciu w pelnej rodzinie (wg Twojej listy) doszlismy do etapu przewijania. Pytanie kto pozbawia mezczyzn-ojcow tych wszystkich aspektow zycia rodzinnego? Kobiety-zony? czy oni sami? Odpowiedz Link
tricolour Razem. 26.11.07, 16:17 Razem żona z mężem dzielą się nierówno rolami. Po rozwodzie tak pozostaje lub sie jeszcze bardziej wyostrza... a rzadziej dochodzi do właściwego "podziału". Myślę, że dopiero dorosłość dzieci ustali właściwe ralcje - o ile dzieci będą jeszcze miały ochotę na te ralacje z nieobecnym ojcem.... Odpowiedz Link
julka1800 Re: Raczej.. 26.11.07, 16:24 ...sklanialabym sie ku tezie ze to zycie zmusza rodzicow do dokonania podzialu rol (niekoniecznie scislych): jedno pracuje i zarabia, drugie pracuje i nie zarabia (pracuje w domu z dziecmi co praca sie nie zowie). Nie oznacza to bynajmniej ze nie moga sie wymieniac rolami. I wspierac. Ale tu odbieglismy od watku ktory mnie interesuje. Odpowiedz Link
ivone7 Re: A jak z obowiązkami ojca w pełnej rodzinie? 26.11.07, 16:28 przepraszam Tri...a ktos tym ojcom ZABRANIAL sie zajmowac niemowlakami...ZABRANIAL rozmawiac z dziecmi o seksie, narkotykach itd... przeciez to zalezy tylko i wylacznie od ojca... jesli facet takich potrzeb nie wykazuje to co nalezy ukarac matke? bo chlopczykiem nie pokierowala jak mamusia? najpierw moze panowie by dorosli do bycia tata..do tego ze to nie tylko zabawa i wspolna gra ale i obowiazki... Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: A jak z obowiązkami ojca w pełnej rodzinie? 26.11.07, 16:32 Ja myślę, że chodziło mu o coś innego (przepraszam za przyjęcie roli advocatus diaboli). Jeśli nie wymagamy od partnera gdy był z nami w relacjach małżeńskich. Trudno oczekiwać i zacząć wymagać po rozwodzie. Co innego jeśli właśnie tumiwisizm był powodem rozpadu związku. Wtedy można próbować oczekiwać i wymagać. Tylko czy wtedy już nie jest na to za późno ? Odpowiedz Link
ivone7 Panowie !!! 26.11.07, 17:40 czyli mam rozumiec, ze jak partnerka/zona/matka waszego dziecka nie wymaga zebyscie sie zajeli dzieckiem to tego nie robicie? rozumiem, ze w domu nie pomagacie, aczkolwiek ciezko mi to pojac..ale to stereotypy..ale babki maja wymagac milosci ojcowskiej i checi zajecia sie dzieckiem, budowania wiezi? panowie...po prostu jestem w szoku.....a raczej dzieciaczki.... to dzieciaczki zrozumcie jedno..jak sie poscielisz-tak sie wyspisz... i pretensji do innego czlowieka o to miec nie mozna..jedynie chyba o to, ze zony traktowaly was jak doroslych partnerow.. i faktycznie wredne, zaczely wymagac po rozwodzie...,mogly zaczac wczesniej..perfidne baby... Odpowiedz Link
tricolour Nic nie rozumiesz... 26.11.07, 17:54 ... i wyciągasz kulawe "wnioski". Potem się nakręcasz głupotami, która sama wymyśliłaś, co prowadzi do ogólnego (i głupiego) stwierdzenia, że my jesteśmy dzieciaczkami, a baby są perfidne. Wytłumaczę Ci to po chłopsku: facet ma zapierniczać w domu jak mały samochodzik, a umiejętność tą ma wynieść z domu rodzinnego. Gdy tej umiejętności nie ma, to żona ma go nauczyć waląć w łeb wałkiem od ciasta. Gdy go nauczy, to facet zapiernicza jak mały samochodzik, jest z tego powodu szczęśliwy i jego żona także. Kiedy facetowi nie chce się zapierniczać, a żonie nie chce walić wałkiem w łeb, to żona musi zapierniczać po rozwodzie sama. Koniec. Odpowiedz Link
ivone7 sorki 26.11.07, 18:04 masz racje...pomylilam sie...ja po prostu rod meski bralam za istoty myslace..a nie roboty, ktore nalezy walic w leb zeby rowno chodzily... i brak checi zajmowania sie dzieckiem zwalac a to na dom rodzinny ( bo tego z niego nie wyniosl) albo na zone, ze nie nauczyla i nie wymagala... przepraszam... Odpowiedz Link
tricolour Przeprosiny przyjmuję... 26.11.07, 18:33 ... jednak bardzo sie mylisz. Masz jakąś swoją teorię, która zwalnia Cię z odpowiedzialności za losy Twoje i Twojego małżeństwa. Nie chcesz zobaczyć ciągłości przyczynowo-skutkowej, związku decyzja-konsekwencja, który doprowadził Cię do miejsca w którym obecnie jesteś. Twój mąż to był także Twój świadomy wybór... chciałaś tego faceta, a nie innego. Odpowiedz Link
ivone7 Re: Przeprosiny przyjmuję... 26.11.07, 21:03 teorii nie mam odpowiedzialnosc za malzenstwo jak i jego koniec...biore,przyjmuje na klate.. moj maz to byl swiadomy moj wybor...oczywiscie, moja wielka milosc, ktora niestety nie dorosla do roli meza i ojca..a ja nie nadawalam sie na nauczycielke,, bo wczesniej meza nie mialam, dziecka tym bardziej...ani zadnego doswiadczenia w tym zakresie...\ a teraz serio...tri..nie zamierzam nikogo w zyciu zmieniac, bo majac doswiadczenie 35-latki, wiem ze to i tak efektu nie da..moge sama sie zmieniec, zeby moimi zmianami jakby sprowokowac do zmian drugiego czlowieka... tak jak starych drzew sie nie przesadza...na sile czlowieka nie zmienisz.. ale skoro na Ciebie tylko walek i bacik dziala...no coz wspolczuje narzeczonej, ze wyjdzie za maz za "prawie" myslacego czlowieka... a "prawie" czyni wielka roznice.... Odpowiedz Link
sylwiamich Re: Przeprosiny przyjmuję... 26.11.07, 21:21 Boszeee...jak perwersja tu przebija)))Ech Tri...Ty łobuzie )) Odpowiedz Link
tricolour Wiesz... ja takie personalne wycieczki... 26.11.07, 21:22 ... o mojej narzeczonej uznaję za chamstwo i debilizm. Boisz się czepić mnie, bo dostaniesz po nosie w dwie sekundy, to czepiasz się osoby, której nie ma na forum i bronić się nie może. Odpowiedz Link
ivone7 Re: Wiesz... ja takie personalne wycieczki... 26.11.07, 23:29 skoro nie zrozumiales aluzji....no coz... gwoli wyjasnienia....to bylo czepienie sie Ciebie....ale ze nie zrozumiales...przepraszam... Odpowiedz Link
movisz Re: sorki 26.11.07, 18:46 Sami potwierdzaja ze powinno sie ich traktowac jako osoby ubezwlasnowolnione. Tylko nie kazda ma wystarczajaco sil by opiekowac sie dziecmi i jeszcze na dodatek niedorozwinietym doroslym. Tak samo zdaza sie ze kobiety wychodza z domow gdzie nic nie musialy robic a jednak jak zakladaja rodzine i maja dziecko to nie tylko POCZUCIE OBOWIAZKU ale takze zwykla przyzwoitosc i szacunek do wspolmalzonka (nie wspominajac o milosci) powoduje ze umieja stanac na wysokosci zadania i nikt nie musi ich gonic z walkiem by pomyly po sobie. Po prostu panowie czesto myslicie ze zeniac sie zdobywacie darmowa gosposie i kochanke. Ale nie te czasu juz. Kazdy kiedys idzie po rozum do glowy i zaczyna sie buntowac a wtedy wielkie rozgoryczenie i zal ze gosposia sie zbuntowala bo przeciez zawsze taki bylem. Tylko ze do zmian trzeba dorosnac i wymaga czasu by calkowicie przejrzec na oczy. Jak sie wychodzi za maz to sie nie ma doswiadczenia jacy sa mezczyzni w pracach domowych. Najczesciej bazujemy na tym jaki byl ojciec czy brat. A co jak maz mial zupelnie innego ojca? Dlatego polecam zawsze przyszlym mezatka by popatrzyly jaki jest ojciec narzeczonego i jak traktuje swoja zone. Czesto sie to pokrywa z tym czego mozemy oczekiwac w przyszlosci. Odpowiedz Link
tricolour To jest ciekawa rzecz... 26.11.07, 18:56 ... po co mieć dzieci z niedorozwiniętym facetem? Po co było wychodzić za takiego durnia i lenia - przecież samemu sobie wystawia sie kiepską opinię... Odpowiedz Link
movisz Re: To jest ciekawa rzecz... 26.11.07, 19:29 Z ta opinia to sie zgadzam bo do tej pory wstyd mi ze z takim palantem mam dzieci, ale wychodzac za niego jawil mi sie jako normalny a to ze niedorowiniety wyszlo pozniej. Poczul sie w jego rozumieniu "bezpiecznie" jak dzieci przyszly na swiat. Wreszcie mogl sobie pozwolic byc SOBA bo myslal ze mnie uziemil. Blad! Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Ech 26.11.07, 21:52 Wiedziałem,że powodu braku doświadczenia nie powinienem się odzywać w tak drażliwym temacie. Chodziło mi o coś innego niż usprawiedliwianie zaangażowania tatusiów w życie rodzinne. Raczej o pewną zależność. Nie wymagało się przed rozwodem, więc bezsensowne jest wymaganie po. Jeśli przed rozwodem facet był dupkiem, po rozwodzie trudno oczekiwać, że zmieni się w troskliwego papę. To znaczy oczekiwać można, tylko poza frustracją nie wnosi to nic innego. I tu dochodzę do tego co mówił Tricolour - warto spojrzeć na potencjalnego ojca dzieci bez emocji. Jeśli facet ma dzieci z pierwszego małżeństwa uważać za pozytywne jego troskę o potomstwo. Jeśli nie ma, spójrzmy jak traktuje mamę czy siostrę. Ale na etapie "łapania faceta" i eks i przyszła teściowa i szwagierka to wróg. Do takich wniosków doszedłem czytając fora kobiece. Więc o co potem żal? I od razu się usprawiedliwiam wystawiając głowę zza węgła - mówię o zjawisku , nie konkretnych osobach. Odpowiedz Link
julka1800 Re: Ech 27.11.07, 10:01 Dzimi dzimi, kazdy moze sie odzywac Ja wiem co chce osiagnac, chce po czesci zrozumiec myslenie ojca, ojca czulego, wrazliwego, ktory nie bal sie wypelniania domowych obowiazkow wzgledem dziecka (kapania, przewijania, potem bawienia sie, gotowania obiadkow itp itd) w ojca ktory po rozwodzie z ledwoscia jest w stanie raz na miesiac zadzwonic do dziecka, a w wiekszosci telefonow dziecka "nie ma czasu", nie ma czasu rowniez na odwiedziny. Pytam sie co sie w takim czlowieku dzieje? Czyzbym sie pomyslila? A to wszystko co widzialam w czasie trwania naszego malzenstwa bylo gra pozorów? Nie chce dopuscic do siebie mysli, ze to ojcu bardziej potrzebne bylo dziecko, by kochalo go miloscia bezwarunkową niz odwrotnie... Odpowiedz Link
tricolour Po co takie myslowe komplikacje o miłości? 27.11.07, 10:31 Facet inaczej podchodzi do dziecka (i innych spraw) od kobiety. Kiedy była rodzina, to wynikały z tego określone obowiązki i zachowania. Gdy rodziny nie ma, to zmienia się i zachowanie - co dobrze widać na przykładzie Twego męża. To jest jasne i zrozumiałe - nie było żadnych pozorów w trakcie małżenstwa, a teraz, po rozwodzie facet nie ma wcale czasu na byłą żonę i ma mało czasu na dziecko. Zresztą czego byś konkretnie oczekiwała? Odpowiedz Link
julka1800 Re: Bezduszne dranie:P 27.11.07, 13:19 ... Ci faceci, masz racje, a ja bym chciala zainteresowania, odrobiny czasu poswieconego dzieciom i to od ich ojca, nie dla siebie, nie, nie. Dla siebie to ja bym chciala tez, ale juz od kogos zupełnie innego)) Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Julka 27.11.07, 13:25 Na te pytania nie odpowiem. Nie jestem ojcem. Nie mieści mi się w głowie to co piszesz. Mam nadzieję że jeśli dane mi będzie mieć dziecko poświęcę mu całą moja uwagę i uczucie. Ale teraz to ja głupi i zielony w tym temacie jestem. Odpowiedz Link
marek_gazeta Re: sorki 27.11.07, 09:49 > Po prostu panowie czesto myslicie ze zeniac sie zdobywacie darmowa > gosposie i kochanke. Darmową?! > Ale nie te czasu juz. Tak, na szczęście kobiety są dzisiaj wyzwolone i świadome, nie zamierzają być darmowymi gosposiami i kochankami. Odpowiedz Link
tricolour Nikt nie zabraniał... 26.11.07, 17:07 ... tyle, że taki punkt widzenia nie prowadzi do niczego. Nie chodzi o zabranianie. Chodzo o to, że ojcowie w większości DOBROWOLNIE tego nie robią, a ich żony na to sie GODZĄ przejmując większość domowych obowiązków. A jeżeli nawet nie godzą się zbyt chętnie, to i tak widok tatusia zmęczonego pracą jest częstszy od widoku matki z piwem przy TV z nogami na stole. W ten sposób wypracowuje sie standard ojca zarabiającego i matki wychowującej, co po rozwodzie przekłada się na matke wychowującą, a ojca tylko płacącego alimenty... Odpowiedz Link
dzimi_dzimi Re: O spotkaniach decydują spotykający się... 26.11.07, 15:57 tricolour napisał: > To znaczy, że ojciec wraz z dziećmi wypracowują wspólne sposób spędzania czasu. Jeden warunek - dziecko jest już na tyle samodzielne, że może oczekiwać, wypowiadać się i ewentualnie umieć się oprzeć rodzicowi który stara się je w kontaktach z tym drugim ograniczyć. > Poza tym duże znaczenie ma fakt, że dzieci DAJE się matce, a od >ojca WYMAGA się Tricolour te mamy samotnie wychowujące dzieci mają przed sobą tyle wymagań, że ja bym tego nie demonizował. > jedynie alimentów - no tak jest w wyroku rozwodowym. To też nadaje >kształt relacjom. Sądy regulują minimum. Nie trzeba przy tym minimum pozostawać. Tak mi się wydaje. Odpowiedz Link
julka1800 Re: Jeszcze raz o tym samym... 27.11.07, 09:54 w temacie: powrottaty.blox.pl/html Odpowiedz Link