Dodaj do ulubionych

odejść jak pije?

12.01.08, 00:02
Właśnie jestem w trakcie pakowania, on śpi po kolejnej awanturze a w
drugim pokoju śpi moja córka, dla której chcę to zrobić. cztery i
pół roku związku a nie układa się od dawna, tak się boję zmian, boję
się że sobie nie poradzę ...nie mam dokąd iść...
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: odejść jak pije? 12.01.08, 00:11
      A probowałaś grupy al-anon? Dla partnerów osób uzaleznionych?
      • pannatoja Re: odejść jak pije? 12.01.08, 00:14
        Pierwszy raz o tym słyszę, co to takiego? Gdzie o tym poczytam?
        • nangaparbat3 Re: odejść jak pije? 12.01.08, 00:33
          Zobacz tu na początek:
          www.al-anon.org.pl/kontakt.html
          Poznałam kiedys pana, który wyleczył się z alkoholizmu (zaleczył?) dzięki temu,
          ze zona zaczęła na taka grupę al anon chodzić, tam nauczyli ja, jak zyc z
          chorym, co robić, zeby nie umacniać go w chorobie - dzięki temu on zacząl
          chodzic na spotkania AA - nie pije od paru lat, a ich małzeństwo przetrwało,
          kiedy mowił o żonie było widać, ze ją kocha.
    • lapina Re: odejść jak pije? 12.01.08, 00:16
      Odejść, zdecydowanie odejśc pisze to przez pryzmat własnego
      doświadczenia. Żałuje, że nie odeszłam na poczatku - tylko czekałam
      wspieram, pomagałam. Pod koniec juz byłam ze strachu ze sobie nie
      poradzę, od roku nie jestesmy razem i radę sobie coraz lepiej,
      zaczełam spotykać się z ludzmi,marzyć... po prostu żyć
      Oczywiście czasami warto spróbowac być razem (o ile oczywiście ona
      zechce się leczyć), ale tylko raz. Nie ma się co łudzić , ze tym
      razem 3,4...20 jednak się uda...
      Może masz kogoś kto mógłby Ci pomóc wesprzeć Cię...? Jesli naprawdę
      nie jest też sporo ogranizacji, które pomagają, na stronce
      znajdziesz informacje www.oska.org.pl i listę organizacji:
      www.oska.org.pl/index.php?option=com_sobi&catid=90&Itemid=189
      Życze powodzenia! Poradzisz sobie! Tylko w to uwierz! Pozdrawiam
      serdecznie
    • la_persona_divorciada Re: odejść jak pije? 12.01.08, 00:32
      Oddaj go na leczenie przymusowe do SANATORIUM a gdy bedzie na odwyku porozmawiaj
      i ewentualnie wtedy oddaj sprawe do sądu. Teraz jedynie co dostaniesz to
      separacje albo duuużo rozpraw. Musi być całkowity rozpad małżeństwa do wmiarę
      spokojnego i szybkiego rozwodu.Jeśli musisz coś podejmować to nie wiem dlaczego
      Ty masz uciekać i zostawić go w domu.Naprawde postarałbym się aby wysłać go na
      przymusowe leczenie.
      Pozdrawiam
      **
      Cierpienie oczyszcza dusze, ułatwia oderwanie od przywiązań, niszczy zło moralne.
      • jarkoni Re: odejść jak pije? 12.01.08, 04:55
        Brawo za odpowiedzi Drogie Panie.
        To może po prostu zabić, nie tylko odejść albo oddać na "przymusowe" leczenie?
        Innych opcji nie ma?
        A rozmowa, psychiatra (oby nie psycholog), terapia wspólna, leczenie, ale nie
        "przymusowe"..
        Wiecie o czym piszecie? Facet dowieziony do szpitala przez policję, traktowany
        jak przestępca, na przymusowe leczenie, będzie miał ochotę i dobrą wolę, żeby
        się leczyć?
        Ktoś podpowiada, że masz uciekać.
        Nie mam słów
        • a.niech.to Re: odejść jak pije? 12.01.08, 08:04
          Widzisz, jak ładnie się nam wątki skorelowały.smile
        • la_persona_divorciada Re: odejść jak pije? 12.01.08, 09:32
          Witam
          Lepiej dać na odwyk bo alkoholizm to choroba a chorobę trzeba leczyć. Odejście
          to ostateczność.
          Nie znamy dokładnie sytuacji więc każdy podpowiada to co uważa.Drogi jarkoni a
          Ty jaką dasz radę tej kobiecie??
          Pozdrawiam
          **
          Dwie najkrótsze odpowiedzi: TAK i NIE, wymagają najdłuższego zastanowienia.
          • wania46 Re: odejść jak pije? 12.01.08, 12:16
            odejsc= fizycznie sie oddalic -to skutkuje po pewnym czasie dystansem
            psychicznym i wtedy mozna sie zastanawiac juz bez emocji co robic,zasiegnawszy
            rady madrzejszych.Przepraszam,ale chyba nie tym forum.Juz drugi watek wolajacy o
            pomste do nieba!
            • wania46 do pannatoja 12.01.08, 12:21
              Jesli masz dostep do internetu to wyszukasz sobie miejsce na
              "przechowanie".Mozesz dzwonic na niebieska linie
              www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1280.
              do telefonu zaufania
              JA TEZ TAK STRASZNIE BALAM SIE ZMIAN...
          • jarkoni Re: odejść jak pije? 12.01.08, 12:49
            la_persona_divorciada, umiesz może czytać ze zrozumieniem?
            Rada już była, zaraz po waszych genialnych podpowiedziach:

            1. Nie uciekać od razu, tylko starać się pomóc.
            2.Nie "przymusowe" leczenie z nakazu sądu i w efekcie z policją zawożącą do
            szpitala, bo efekt będzie mierny, zaręczam.

            Tylko tyle, albo aż tyle.
        • oinga Re: odejść jak pije? 12.01.08, 12:19
          Zgadzam się z Jarkonim. Nie ma czegoś takiego jak przymusowe
          leczenie, bo ktoś inny tak chce (chyba, że decyzją sądu). Sam musi
          chcieć się leczyć, ale oczywiście ty powinnaś skorzystać z pomocy i
          wsparcia odpowiednich organizacji. To naprawdę działa!
          Jarkoni, pytanko: dlaczego nie psycholog?
          • la_persona_divorciada Re: odejść jak pije? 12.01.08, 12:57
            Sprawy dotyczące zwalczania alkoholizmu uregulowane są w ustawie o wychowaniu w
            trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Co do zasady poddanie się leczeniu
            odwykowemu jest dobrowolne. Wyjątki od tej zasady określa ustawa. Członkowie
            rodziny osoby uzależnionej od alkoholu, dotknięci następstwami nadużywania
            alkoholu przez osobę uzależnioną, uzyskują w publicznych zakładach opieki
            zdrowotnej świadczenia zdrowotne w zakresie terapii i rehabilitacji
            współuzależnienia oraz profilaktyki. Za świadczenia te od wymienionych osób nie
            pobiera się opłat. Osoby, które w związku z nadużywaniem alkoholu powodują
            rozkład życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchylają się od pracy albo
            systematycznie zakłócają spokój lub porządek publiczny, kieruje się na badanie
            przez biegłego w celu wydania opinii w przedmiocie uzależnienia od alkoholu i
            wskazania rodzaju zakładu leczniczego. Na badanie takie kieruje gminna komisja
            rozwiązywania problemów alkoholowych właściwa według miejsca zamieszkania lub
            pobytu osoby, której postępowanie dotyczy, na jej wniosek lub z własnej
            inicjatywy. Osoby, o których mowa wyżej jeżeli uzależnione są od alkoholu,
            zobowiązać można do poddania się leczeniu w stacjonarnym lub niestacjonarnym
            zakładzie lecznictwa odwykowego. O zastosowaniu obowiązku poddania się leczeniu
            w zakładzie lecznictwa odwykowego orzeka sąd rejonowy właściwy według miejsca
            zamieszkania lub pobytu osoby, której postępowanie dotyczy, w postępowaniu
            nieprocesowym. Sąd wszczyna postępowanie na wniosek gminnej komisji
            rozwiązywania problemów alkoholowych lub prokuratora. Do wniosku dołącza się
            zebraną dokumentację wraz z opinią biegłego, jeżeli badanie przez biegłego
            zostało przeprowadzone. Orzeczenie o obowiązku poddania się leczeniu zapada po
            przeprowadzeniu rozprawy, która powinna odbyć się w terminie jednego miesiąca od
            dnia wpływu wniosku.

            • jarkoni Re: odejść jak pije? 12.01.08, 18:10
              la_persona_divorciada napisał:

              > Sprawy dotyczące zwalczania alkoholizmu uregulowane są w ustawie o wychowaniu w
              > trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Co do zasady poddanie się leczeniu
              > odwykowemu jest dobrowolne. Wyjątki od tej zasady określa ustawa. Członkowie
              > rodziny osoby uzależnionej od alkoholu, dotknięci następstwami nadużywania
              > alkoholu przez osobę uzależnioną, uzyskują w publicznych zakładach opieki
              > zdrowotnej ...................

              I dalsze blablabla... Po co to cytujesz? To ustawa i każdy może ją przeczytać
              kiedy chce. Podaj w którym MP była opublikowana.
              A jak to się ma do wątku? Nijak? No proszę... Teraz pomyślałaś?
          • jarkoni Re: odejść jak pije? 12.01.08, 13:01
            oinga, nie w tym przypadku, dyrdymały kolesia po uniwersyteckiej psychologii
            może pomogą Małyszowi lepiej odbijać się z progu i lepiej zagryzać bułkę z
            bananem. Pewnie też jako dorosły autorytet pomógłby i Klimkowi Murańko.
            Na pewno to może być pomoc w problemach małżeńskich w trakcie trwania
            małżeństwa, choć polecam "Kasię i Tomka", tam było wiele scen z psychologiem,
            baardzo polecam, taka ogólna opinia o psychologach, nazywają się teraz +kliniczni+
            Jak zobaczysz to zrozumiesz.
            Znam kilku, jednemu nawet płaciłem koło 100 za wizytę, wytrzymałem 3,
            już na drugiej wiedziałem co powie i jakich rad udzieli na parę sekund zanim to
            powiedział.
            To nie żart.
            Chcesz terapii przez e-mail? Proszę bardzo.
            • sylwiamich Re: odejść jak pije? 12.01.08, 14:11
              Najpierw zastanów się czy go kochasz, czy chcesz spróbowac mu
              pomóc.Jeśli nie potrafisz...oderwij się od tego.I to jest to
              odejście o ktorym mówią dziewczyny.Odejdż...skup sie na sobie.Bo
              tylko pewna i silna możesz pomóc.
              Gdy juz podejmiesz decycję że chcesz spróbować
              zawalczyć...koniecznie terapia dla osób
              współuzaleznionych.Informacje znajdziesz najprawdopodobniej w
              Ośrodku Pomocy Społecznej, kościele, PCPR, przy klubach AA.
              Oni dalej Cię poprowadzą. Znam wiele małżeństw uratowanych w ten
              sposób.I wiele kobiet które odeszły z czystym sumieniem.Trzymaj się.
              • sylwiamich Re: odejść jak pije? 12.01.08, 14:12
                Nie ma sytuacji bez wyjścia...czasami tych wych wyjść po prostu nie
                widzimy.
            • sylwiamich Re: odejść jak pije? 12.01.08, 14:15
              jarkoni napisał:
              > oinga, nie w tym przypadku, dyrdymały kolesia po uniwersyteckiej
              psychologii
              > może pomogą Małyszowi lepiej odbijać się z progu i lepiej zagryzać
              bułkę z
              > bananem. Pewnie też jako dorosły autorytet pomógłby i Klimkowi
              Murańko.

              ...czasami lepiej nic nie napisać...ćwiczę to....Ciebie też zachęcam
              • jarkoni Re: odejść jak pije? 12.01.08, 18:06
                sylwiamich napisała:
                > ...czasami lepiej nic nie napisać...ćwiczę to....Ciebie też zachęcam

                DOKŁADNIE TAK..
                A co konkretnie Ci się nie spodobało w moim tekście?
                Bo poniżej już się ze mną zgadzasz
            • oinga Re: odejść jak pije? 15.01.08, 23:14
              Trzymam za słowo, jak będe w potrzebie, to nie omieszkam skorzystać
              ze wsparcia.
        • akacjax Jarkoni 12.01.08, 16:56
          co Ty wiesz o alkoholiźmie?
          A jak się "uzgadnia" z alkoholikiem wspólną wizytę u psychiatry?

          Oczywiście on bez własnej woli nie będzie "zdrowiał", ale co go może natchnąć, że warto? Na pewno nie żonka czekająca z obiadkiem.
          • sylwiamich Re: Jarkoni 12.01.08, 17:16
            akacjax napisała:

            > co Ty wiesz o alkoholiźmie?
            > A jak się "uzgadnia" z alkoholikiem wspólną wizytę u psychiatry?
            >
            > Oczywiście on bez własnej woli nie będzie "zdrowiał", ale co go
            może natchnąć,
            > że warto? Na pewno nie żonka czekająca z obiadkiem.



            Akacjo...z alkoholikiem można uzgodnić wizytę u psychiatry.
            1.Poprosi Cię o pomoc.Sam nie jest w stanie, potrzebuje wsparcia.
            2.Nakłaniasz go na ta wizytę..on się zgadza.Istnieje dość nikłe, ale
            prawdopodobieństwo że on w trakcie tych wizyt "załapie"
            Akacjo...alkoholika można przymuszać do terapii:
            1.Jesli chcesz mieć dowody na jego alkoholizm.
            2.Jeśli zakładasz że istnieje dość nikłe, ale prawdopodobieństwo że
            w trakcie realizowania przymusu leczenia "załapie".
            Nie ma skutecznej terapii, gdy nie ma woli zmiany w
            uzależnionym.Wola może się pojawić w każdej chwili...bo obudził się
            zasikany na klatce schodowej, bo żona odeszła, bo pocisnęli mu na
            przymusowej terapii, bo.....
            Ale w tym wszystkim są osoby bliskie.Dlatego lepiej żeby radzić
            fachowo
            • akacjax Re: 12.01.08, 20:32
              > Akacjo...z alkoholikiem można uzgodnić wizytę u psychiatry.
              > 1.Poprosi Cię o pomoc.Sam nie jest w stanie, potrzebuje wsparcia.
              > 2.Nakłaniasz go na ta wizytę..on się zgadza.Istnieje dość nikłe, ale
              > prawdopodobieństwo że on w trakcie tych wizyt "załapie"

              hahahahaha

              Wieksze jest ponoć prawdopodobieństwo, że załapie, gdy będzie miał nakaz, czasem trzeba i wielokrotny, niż to, że jak ładnie poprosisz to on się zgodzi i pójdzie tam. Bo może się zgodzi, tak, tylko, że zapije zanim tam dojdzie.
              • sylwiamich Re: 13.01.08, 09:13
                akacjax napisała:
                > hahahahaha
                >
                > Wieksze jest ponoć prawdopodobieństwo, że załapie, gdy będzie miał
                nakaz, czase
                > m trzeba i wielokrotny, niż to, że jak ładnie poprosisz to on się
                zgodzi i pójd
                > zie tam. Bo może się zgodzi, tak, tylko, że zapije zanim tam
                dojdzie.

                Niektórzy chcą pić i mówią że nie mają problemu.Najczęściej winą
                obarczają sytuację, inne osoby.Lub mówią że piją w normie, a
                wszytssy się czepiają.Są też tacy alkoholicy, którzy picie
                zapewniają sobie w inny sposób.Przyznają się do problemu, czasami
                nawet proszą o pomoc, po czym stwierdzają że nie dają rady.Potrafią
                nawet żebrać o zostanie i brać na litość.Inwencja nałogowca bywa
                duża.
                Nie jestem miłośniczką ograniczania ludziom wolności.Teoretycznie
                człowiek w nałogu funkcjonuje jak zakochany...nie myśli racjonalnie,
                jest "naćpany".I zdawać by sie mogło, że tylko siłą można go z tego
                zniewolenia wyrwać.I czasami to zadziała, tak samo jak czasami
                zadziała prośba o pójście na terapię.
                Tak jak nie ma jedynego właściwego sposobu wpływu na człowieka, tak
                nie można jednoznacznie powiedziec że ten, czy inny sposób jest
                dobry.
                W tym sposobie który podajesz...czyli przymusowa terapia... tkwi
                jednak pewne niebezpieczeństwo.Osoba współuzależniona dostaje
                poczucie kontrolowania sytuacji.Złudne poczucie kontroli.Dlatego
                radzę iść na terapię...nie chce mi się pisać tak długich postów.
                • akacjax Re: 13.01.08, 12:50
                  Jeżeli znasz temat-to wiesz, że przymusowe leczenie-to jest ewentualnie tylko wstepem, a nie leczeniem, które trwa co najmniej dwa lata.
                  Oczywiście są osoby, które proszą o wsparcie-ale wiesz-to jest ich walka, ich determinacja. Możesz za rękę zaprowadzić na terapię, siedzieć pod drzwiami, możesz być na każdy telefon, ale to uzależniony musi sam naiuczyć się jak sobie radzić z nawrotami, z chorymi emocjami.

                  Każdy przypadek jest inny. Jeżeli dziewczyna napisał tu o tym, to jest duże prawdopodobieństwo, że etap zwracania uwagi mężowi-że za dużo pije itd. ma za sobą. A on raczej nie awanturował sie, bo ona nie chce mu pomóc... Innymi słowy-nie pijany ma mówić: "chcę pomocy", ale trzeźwy.
                  • akacjax p.s. 13.01.08, 12:55
                    Wg mnie najlepsze metody pomocy uzależnionemu (kolejność może być różna zależnie od sytuacji):
                    - odebranie mu komfortu picia
                    - w razie problemów innych(awantury, uciążliwość dla rodziny itp.) podjęcie wszelkich kroków prawnych ze zgłoszeniem do GKRPA włacznie
                    - terapia własna dla osoby wspóluzależnionej
                    - odejście, szczególnie polecam gdy nie ma żadnych znaków, że alkoholik chce się leczyć
    • a.niech.to Re: odejść jak pije? 12.01.08, 12:48
      Tylko ścięta piłka ze wskazaniem na drugiego seta. Inaczej się nie
      da. Znajdź przechowalnię.
    • akacjax Re: odejść jak pije? 12.01.08, 16:52
      > Właśnie jestem w trakcie pakowania, on śpi po kolejnej awanturze a w
      > drugim pokoju śpi moja córka, dla której chcę to zrobić.

      Ten tekst jest słusznym wyjaśnieniem na takie podejście do tej niebezpiecznej i dla Ciebie i dla dziecka sytuacji.
      Po pierwsze zapewnienie bezpieczeństwa i spokoju dla siebie i dziecka. A dopiero po drugie alkoholik.
      Aby przestał pić-musi sam dojść do swojego dna, dla jednego to totalne zatrucie organizmu, niewydolność itd. dla innych odejście żony.
      Na pewno warto nie zapewniać mu komfortu picia.
      Na pewno trzeba poszukać terapii dla siebie(adresy: www.odwyk.pl)-to profesjonalna pomoc dla rodzin uzależnionych od alkoholu.
      Tam dostaniesz przede wszytskim wiedzę-dowiesz się o mechanizmach uzależnień, o wszystkich regułach tej śmiertelnej gry. I zobaczysz, c jest dla Ciebie ważne, a co nie.

      Być może czytasz ten tekst, bo nie byłaś konsekwentna. Być może byłaś, być może napiszesz nam o tym.
      • jarkoni Re: odejść jak pije? 12.01.08, 18:26
        Akacjo droga, sytuacja jest oczywiście niebezpieczna, ale do awantur, groźnych
        szczególnie, chyba winno się wzywać policję, a nie obwieszczać światu, ze się
        pakuję i uciekam zimą z dzieckiem, dodając, że nie mam gdzie uciekać..
        To rozsądne? Na ulicę? Problem pojawił się dziś?
        Jeśli na trzy ostatnie pytania odpowiedź brzmi "nie" to warto wrócić do moich
        poprzednich postów.
        Omijając geniuszy, którzy np. cytują ustawę o wychowaniu w trzeźwości(po co?),
        proponują policję z przymusowym leczeniem i inne takie rady..
        • akacjax Jarkoni drogi 12.01.08, 20:28
          Być może "dziś" pojawił się przebłysk innej reakcji na sytuację.
          Policja owszem jest..ale niezbyt chętnie przyjeżdża do awantur.
          Owszem jest problem gdzie uciekać..ale i na to jest rada. Jak się dobrze szuka...

          Alkoholik nie prędko prosi o wsparcie, najczęściej na propozycję pomocy-odpowiada: ja nie mam problemu.

          Jarkoni, Twoje wypowiedzi brzmią dla mnie jakbyś miał utrwalony, specyficzny obraz alkoholowego domu. Obraz z bliską osobą uzależnioną w tle.
          Jeżeli ten post Cię drażni, skasuj go.
          • jarkoni Re: Jarkoni drogi 13.01.08, 00:40
            Akacjo, Twoje odpowiedzi to"być może+ owszem, ale niezbyt chętnie+ owszem jest
            problem"
            Przypadkiem nie głosowałaś na partię naszego byłego mlaskającego premiera?
            Wybacz wtręt polityczny, ale oni z tego obozu dokładnie tak odpowiadają. Czyli
            tak, żeby nie odpowiedzieć, rozmydlić i jeszcze na końcu zaatakować.
            Tutaj też widzę na końcu:
            "Jarkoni, Twoje wypowiedzi brzmią dla mnie jakbyś miał utrwalony, specyficzny ob
            > raz alkoholowego domu. Obraz z bliską osobą uzależnioną w tle."

            Nie Akacjo, nie miałem nigdy okazji poznać obrazu alkoholowego domu, ani nie
            miałem i nie mam żadnej uzależnionej osoby w tle.
            Natomiast sam temat, nawet od podszewki, i owszem znam.
            Dlatego bardzo dobrze wiem o czym piszę.
            • nangaparbat3 Re: Jarkoni drogi 13.01.08, 11:21
              Nie do końca, Jarkoni.
              Najgorsze w tym temacie (z punktu widzenia zony chorego) jest właśnie to, ze
              często po podjeciu i sukcesie leczenie zwiazek się rozpada. Tak jak pisze Ropucha.
              Czy masz pojecie, ile trzeba mieć odwagi i siły, zeby podjac próbę ratowania?
              • a.niech.to Re: Jarkoni drogi 13.01.08, 14:08
                nangaparbat3 napisała:

                > Czy masz pojecie, ile trzeba mieć odwagi i siły, zeby podjac próbę
                ratowania?
                Myślę, że przede wszystkim rozsądku, żeby wyznaczyć sobie granicę
                pomiędzy kobietą ratującą związek a GC. Sądzę, że to bardzo
                indywidualna sprawa, gdzie należy ją wytyczyć. Dla mnie było nią
                zyskanie całkowitej pewności, że nie ma najmniejszej szansy, aby
                odbudować/zbudować sensowny związek.
                Głupio by było umrzeć jako szefowa GC.big_grin
              • jarkoni Re: Jarkoni drogi 13.01.08, 15:52
                Nango,
                trzeba mieć dużo siły.
                Wiesz w czym? Żeby podjąć ostateczną decyzję.. A mianowicie: czy to ten kochany,
                któremu obiecałam, że nie opuszczę go (w zdrowiu czy chorobie) aż do śmierci..
                Wtedy pomagam, aż do końca, na wszelkie sposoby, bo "mój ci on".
                Albo:
                Zlewam wszystko, bo jest niebezpiecznie. Uciekam z dzieckiem. A on niech sobie
                radzi, w końcu to on ma problem.
                • a.niech.to Re: Jarkoni drogi 13.01.08, 16:23
                  jarkoni napisał:

                  > czy to ten kochany
                  > ,
                  > któremu obiecałam, że nie opuszczę go (w zdrowiu czy chorobie) aż
                  do śmierci..
                  > Wtedy pomagam, aż do końca, na wszelkie sposoby, bo "mój ci on".
                  Nie mniej ważne, a może i ważniejsze jest pytanie: kim ja jestem dla
                  tego, komu przysięgałam? Zdarza się, że konieczne jest rozstanie
                  nawet z najmojejszym, bo inaczej klub GC zasili jeszcze jedna
                  kochająca za bardzo.
        • zielona_ropucha Re: odejść jak pije? 12.01.08, 21:49
          Ja nie odeszłam.Walczyłam.Najbardziej przeraża,że nie warto
          było...bo on odszedł.
          Co przeżyłam...tylko ja wiem.Nie polecam .Boli podwójnie bo
          niepotrzebne były te lata walki i łez...przegrałam.
          Przegrałam podwójnie bo i z nim i ze sobą.
          • maza15 Re: odejść jak pije? 12.01.08, 22:40
            przegrałaś,ale po walce,nie oddałaś walkowerem
            możesz być spokojna,nawet jak bardzo boli
          • wania46 Re: odejść jak pije? 12.01.08, 22:42
            To moze ropuszko zakonczysz te walke z soba (bo tylko wtedy mozna mowic o
            wygranej lub przegranej)i pokochasz siebie bo na pewno jest za co)Bardzo Ci tego
            zycze.Autorce watku rowniez.Jak trudno to zrobic bedac na codzien z alkoholikiem
            i w ogole kolekcjonerem nalogow dobrze wiem-Wania
          • a.niech.to Re: odejść jak pije? 13.01.08, 07:34
            zielona_ropucha napisała:

            > Przegrałam podwójnie bo i z nim i ze sobą.
            Dalczego twierdzisz, że przegrałaś ze sobą?
            • zielona_ropucha Re: odejść jak pije? 13.01.08, 08:30
              Ja ciągle walczyłam ze sobą..odejść czy nie...i
              zostawałam,próbowałam chociaz wewnetrzny głos mówił mi,że nic z tego
              nie bedzie...a teraz też przegrywam ze soba..nie potrafię powiedzieć
              sobie dosyć już myslenia,dosyć roztrząsania,weź się w garść kobieto.
              Na dodatek zrobiłam sie nerwowa i podejrzliwa i nijak nie wiem,co
              zrobic ze sobą dalej...wyniszczam się i nie umiem zadbać o
              siebie,fryzjer tu nic nie pomoże,prędzej psychiatra,ale jakoś na
              prochy nie mam ochoty.
              • a.niech.to Re: odejść jak pije? 13.01.08, 09:42
                zielona_ropucha napisała:

                > jakoś na
                > prochy nie mam ochoty.
                Bez obawy, prochy stanowią podparcie w momentach, gdy zawodzą nerwy.
                Chwyta się równowagę, rozwiązuje problemy - w takiej kolejności, i
                do następnej okazji. big_grin
                Pozdrawiam
                • zielona_ropucha Re: odejść jak pije? 13.01.08, 10:30
                  Dziękuję.Ja też pozdrawiamsmile
                  Postanowiłam wywiesić białą flagę.

    • ewa009 Re: odejść jak pije? 12.01.08, 23:22
      Witaj, dziewczyna uważam ,że jesli na tym forum zadałas to trudne pytanie to
      musisz miec dosyc wszystkiego i poczucie bezsilnosci, moje zdanie to uciekaj i
      zabieraj dziecko bo nie warto, alkoholizm to choroba ale to nie oznacza ,ze
      musisz sie litowac i wspierac bo moze byc tak, ze teraz wyciagniesz Twojego z
      tego stanu ale jak bedziecie miec problemy to wpadnie w to znowu i znowu i
      znowu.Ty i Twoje dziecko jestescie najwazniejsze, On jest dorosły wiec niech
      radzi sobie sam.
      • jarkoni Re: odejść jak pije? 13.01.08, 20:33
        Ewa, sam nie wiem co napisać, bo już napisałem jakie mam zdanie..
        Oczywiście uciekać, bo to najlepsze dla matki i dziecka, nawet się nie zastanawiać.
        A co z tym chorym facetem, którego kochasz/kochałaś?
        Zostawić jak śmiecia? Zapomnieć? Niech zginie, zgnije?
        To dopiero trudne.
        Wracam do swojego pytania: obiecałaś mu, że go nie opuścisz w zdrowiu czy
        chorobie? Dotrzymasz słowa? Ucieczka z dzieckiem OK, ale potem go zostawisz?
        Chorego?
        Niezła ta instytucja małżeństwa i przysięgi, nawet przed Bogiem składane...
        • panda_zielona Re: odejść jak pije? 13.01.08, 21:21
          Chory? tak,na własne życzenie.I żadne głaskanie i litowanie się nie
          pomoże,jeśli chory sam nie zrozumie,że niszczy rodzinę i siebie.
          Mówią,że trzeba sięgnąć dna zeby móc się mieć od czego odbić.
        • wania46 Re: odejść jak pije? 13.01.08, 23:12
          To ja Ci napisze tak: taki alkoholik to w swej "przebieglosci"potrafi sie
          rowniez powolywac na przysiegi przed Bogiem.Ale Pan Bog nie chce zebysmy glupio
          kochali- tego jestem pewna.Milosc do alkoholika musi byc TWARDA (albo madra jak
          wolisz).Zostawiasz go/ją po to zeby w nim/niej sie obudzil instynkt
          samozachowawczy i zeby wzial/wziela odpowiedzialnosc za swoje zdrowie i zycie.
          • wania46 to bylo do Jarkoniego 13.01.08, 23:13

            • pomidorowa5 Re: to bylo do Jarkoniego 14.01.08, 09:59
              To nie jest taka prosta sprawa. Alkoholizm to choroba ,ktora dotyka cala rodzine
              , nie tylko pijacego. Wiekszosc pisze tutaj o AA, o Al-anon,tylko malo kto zdaje
              sobie sprawe ,ze wiekszosc alkoholikow notorycznie zaprzecza ,ze maja problem z
              alkoholem. Wiekszosc z nich nie chce slyszec o jakiej kolwiek terapii bo po co ,
              niepotrzebne im to.I ile lat mozna tak zyc pod jednym dachem z alkoholikiem ?
              Szanse trzeba dac, ale postawic warunki i byc konsekwentnym , bo przewaznie bywa
              tak,ze dopoki alkoholik nie zacznie tracic tego co najcenniejsze , nie osiagnie
              dna nic nie zrobi w tym kierunku by zaczac sie leczyc. Nieliczni potrafia
              przebudzic sie w pore i zadne tam .... w zdrowiu i w chorobie .... bo niby
              dlaczego i jakim prawem mam zyc z kims kto jest chory a nie chce sie leczyc. Mam
              pozwolic na to by wykonczyl mnie i dzieci tylko dlatego ,bo przysiegalam ?

              Polecam to forum. Tam sie sporo dowiesz na ten temat:
              free4web.pl/3/?59990
        • akacjax Re: odejść jak pije? 14.01.08, 12:34
          Myślę, że w jednym się nie rozumiemy-Jarkoni, czy wiesz jak działa alkoholik na rodzinę? Jest kilka filmów dobrze to pokazujących.
          To nie jest tak, że alkoholik sobie pije i nie ma to skutków-zawsze są skutki. Dom nie jest normalny, tylko niepewny, dzieci nie wiedzą co jest właściwe, co nie. Itd.
          Trzeba ratować dzieci, siebie-to pierwsza kolejność. Jeżeli da się przy okazji uratować alkoholika, to jeszcze lepiej.
          On musi zobaczyć, że żyje jak śmieć i chcieć sobie pomóc. Dopóki tego nie zobaczy będzie spadał po równi pochyłej, jeżeli będzie miał rodzinę pod ręką pociągnie w dół i ich.
          Pamiętasz wątek o DDA? Był taki kiedyś na forum.

          Wyprowadzenie się nie od razu znaczy opuszczenie w świetle przysięgi. Pomijam, że wyciaganie na tym forum przysięgi małżeńskiej jako argumentu powinno działać jak prawo Godwina w Usenecie.

          • nangaparbat3 a my wszyscy - gdzie jesteśmy? 14.01.08, 21:44
            Bo w Polsce panuje społeczne przyzwolenie na picie. Ludzie pija latami,
            przychodzą po alkoholu i pija w pracy, i nic sie nie dzieje.
            Widziałam kiedyś, jak ekspedientka odmowiła sprzedania piwa podpitemu mezczyxnie
            (tzw. "porządny" na oko). Był w szoku - nie mógł uwierzyć, ze ona to zauwazyła.
            Pomyślałam wtedy, ze moze gdyby cześciej, łatwiej mówić: jest pani pijana, nie
            sprzedam, pił pan, prosze wracać do domu i zglosić sie na leczenie, inaczej
            następnym razem wylatuje pani/pan z pracy - moze wtedy byłoby łatwiej naklonic
            do leczenia?
            A tak - zona i dzieci zostaja z tym same, tym bardziej niewiarygodne, boo
            przeciez nikt sie nie czepia, a ja nie jestem uzalezniony, tylko czasem wypiję,
            jak każdy.
          • jarkoni Re: odejść jak pije? 14.01.08, 21:59
            Akacjo, wiem to wszystko.
            Myślałem tylko o czymś takim: czy żona i matka mieszkając pod jednym dachem z
            kimś, kto pije coraz więcej- pozwalała na to, przymykała oko, aż w końcu się
            wyprowadziła z dziećmi?
            Ot, taka banalna historia?
            Słusznie mówicie, że taki pijący ktoś nigdy w życiu nie uzna się za alkoholika,
            bo niby wszyscy piją, a on oczywiście to kontroluje.. Stare śpiewki.
            Ale moje pytanie brzmi: co zrobiłaś żono/partnerko życiowa w okresie (może
            długim, nawet kilkuletnim) od zauważenia symptomów do momentu ostatecznej
            decyzji o wyprowadzce i o końcu bycia razem?
            Dobrze wiadomo ile jest opcji: od wspólnej terapii po drastyczne odbieranie
            komfortu picia, mówienie wszystkim głośno, że ten człowiek ma problem.
            Ale jakoś w tym wątku było cicho o pomocy, poparciu, wspólnej walce.
            Ja słyszałem tylko o wyprowadzkowej końcówce..
            • nangaparbat3 Re: odejść jak pije? 14.01.08, 22:29
              jarkoni napisał:
              czy żona i matka mieszkając pod jednym dachem z
              > kimś, kto pije coraz więcej- pozwalała na to, przymykała oko, aż w końcu się
              > wyprowadziła z dziećmi?

              Miała zabronić, mówisz?
              Dorosłemu czlowiekowi?
              Postawic do kąta? Szlaban na samotne wyjscia na miesiąc? Szlaban na seks czy
              zamkniecie lodówki?


              > Ale moje pytanie brzmi: co zrobiłaś żono/partnerko życiowa w okresie (może
              > długim, nawet kilkuletnim) od zauważenia symptomów do momentu ostatecznej
              > decyzji o wyprowadzce i o końcu bycia razem?
              > Dobrze wiadomo ile jest opcji: od wspólnej terapii po drastyczne odbieranie
              > komfortu picia, mówienie wszystkim głośno, że ten człowiek ma problem.
              > Ale jakoś w tym wątku było cicho o pomocy, poparciu, wspólnej walce.
              > Ja słyszałem tylko o wyprowadzkowej końcówce..

              A Ty, Jarkoni, co zrobiłeś, zeby Twoj kolega z pracy przestał pić? I zapewniam
              Cię, że łatwiej rozmawiać o tym z kolegą, niz z ojcem czy mężem. Na tym to
              polega, ze najblizsi umieraja ze wstydu, kiedy tylko pomyślą, ze tajemnica
              mogłaby sie wydać.
              Znam osobiście wiele wspaniałych, mądrych, dobrych i silnych kobiet, ktore nie
              poradziły sobie z alkoholizmem męża. ("Poradziły sobie" = umiały nakłonic go do
              terapii, przejść przez to, a związek przetrwał.) Znam przynajmniej jednego
              mężczyznę, który - silny, dzielny i odpowiedzialny - nie umie zmusic ? zachęcić?
              przekonać? żony do podjecia leczenia.
              Proszę, nie oceniaj tak łatwo.
              • jarkoni Re: odejść jak pije? 14.01.08, 22:35
                Nango, mimo całego szacunku dla Ciebie - bardzo uprościłaś, i wybacz, nie masz
                racji.
                Pielęgnujesz jedynie zasadę naszego polskiego piekiełka- nic nie mówić, nie
                pomagać, niech się nie wyda, dla wszystkich mamy być wzorową cacy rodziną..
                A potem pakowanie po nocy, szloch i ucieczka z dzieckiem pod pachą
                • akacjax Re: odejść jak pije? 14.01.08, 23:26
                  Widzisz Jarkoni znasz teorię, a nie chcesz przyjąć do wiadomości, że nie ma w
                  naszym kraju tradycji pokazywania palcem-ten to pije za dużo.
                  Popatrz na artykuł i na komentarze:
                  kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,63125,4783681.html
                  Niektóre z nich są, od alkoholików-widzisz oni nie mają problemu, może tylko ich
                  żony, mężowie, kochanki, dzieci, matki.....
                  Oni piją bo lubią, bo nie widzą innego sposobu odreagowania. Za chwilę ktoś w
                  ich domu może wpaść we współuzależnienie, sprzątać, wyręczać, usprawiedliwiać,
                  prosić, błagać o leczenie itd.
                  A może przejrzeć na oczy i powiedzieć: wobec tego problemu jestem bezsilny(a), a
                  chcę żyć i trzasnąć drzwiami z drugiej strony.

                  Musisz przyjąć do wiadomości, że nie ma opcji poproszenia uzależnionego o
                  leczenie się.
                  • pomidorowa5 Re: odejść jak pije? 15.01.08, 00:07
                    akacjax napisała:

                    > Widzisz Jarkoni znasz teorię, a nie chcesz przyjąć do wiadomości, że nie ma w
                    > naszym kraju tradycji pokazywania palcem-ten to pije za dużo.
                    > Popatrz na artykuł i na komentarze:
                    > kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,63125,4783681.html
                    > Niektóre z nich są, od alkoholików-widzisz oni nie mają problemu, może tylko ic
                    > h
                    > żony, mężowie, kochanki, dzieci, matki.....
                    > Oni piją bo lubią, bo nie widzą innego sposobu odreagowania. Za chwilę ktoś w
                    > ich domu może wpaść we współuzależnienie, sprzątać, wyręczać, usprawiedliwiać,
                    > prosić, błagać o leczenie itd.
                    > A może przejrzeć na oczy i powiedzieć: wobec tego problemu jestem bezsilny(a),
                    > a
                    > chcę żyć i trzasnąć drzwiami z drugiej strony.
                    >
                    > Musisz przyjąć do wiadomości, że nie ma opcji poproszenia uzależnionego o
                    > leczenie się.


                    Dokladnie akacjax mialam to na mysli co napisalas.
                • nangaparbat3 NIczego nie pielęgnuję 14.01.08, 23:48
                  jarkoni napisał:

                  > Nango, mimo całego szacunku dla Ciebie - bardzo uprościłaś, i wybacz, nie masz
                  > racji.
                  > Pielęgnujesz jedynie zasadę naszego polskiego piekiełka- nic nie mówić, nie
                  > pomagać, niech się nie wyda, dla wszystkich mamy być wzorową cacy rodziną..
                  > A potem pakowanie po nocy, szloch i ucieczka z dzieckiem pod pachą
                  Przeczytaj z łaski swojej moj poprzedni post.
                  Rozumiem tylko, jak trudno jest.
                  I zawsze uważam, ze naprawianie swiata trzeba zacząć od siebie - co ja, Nanga,
                  robię, zeby to zmienić (akurat troche robię, robiłam, bardzo konkretnie).
                  I Ciebie tez proszę o stawianie wymagan najpierw sobie, zwłaszcza ze jestes
                  lekarzem i ilu pacjentom powiedziałeś, tak jak moja przyjaciolka-neurolozka:
                  pan/pani pije, to widać. Jesli tak mówisz, kiedy widzisz, chwała Ci za to. Ale
                  ja wiem, ze naprawdę niewielu lekarzy potrafi.
              • sylwiamich Re: odejść jak pije? 14.01.08, 23:34
                nangaparbat3 napisała:
                > Miała zabronić, mówisz?
                > Dorosłemu czlowiekowi?
                > Postawic do kąta? Szlaban na samotne wyjscia na miesiąc? Szlaban
                na seks czy
                > zamkniecie lodówki?


                Nie nango ....miała walczyć właśnie wtedy.Gdy między ludżmi jest
                żle, ale się kochają, to zazwyczaj nie robią nic aby naprawić
                związek.
                W przypadku uzależnienia:
                -Brak umiejętności.Bliski alkocholika nie potrafi sobie poradzić z
                sytuacją, nie umie być szczerym ze sobą, sam stosuje techniki
                obronne (racjonalizacja, wyparcie, nieadekwatne poczucie
                siły...itd).Nie umie pomóc, stawiać granic i wymagać.
                -Miłość.Kocham i boję się że stracę partnera.Że odejdzie odemnie.Że
                stawiając mu granice,których nie będzie ich respektował, poniżę się
                bardziej.Gdy dowiedzą się inni, będę musiała podjąć jakąś
                decyzję.Dlatego nic się nie mówi...najczęsciej nie ze wstydu.Często
                kobiety umożliwiają wręcz picie facetowisad((
                Potem problemy nawarstwiają się, miłość znika.Zaczyna się walka o
                siebie.I mąż idzie w odstwkę.Tak po prostu jest.Czy można winić
                kobietę Jarkoni? Tam chory jest cały związek i wszyscy w nim
                uczestniczący.To co nie udaje się facetowi, nie udaje się kobiecie.
                W nałóg powoli wchodzą obydwoje.Ona pozwalając od początku na
                to....on brnąc.Żyłam kilkanaście lat z patologicznym kłamcą.Wszytsko
                to przerobiłam na własnej skórze.Współuzaleznienie, koniec miłości,
                walka o siebie.I te refleksje na koniec.Przecież mogłam po drugim
                kłamstwie odejść.Ja karmiłam to...nie widząc, wierząc, udając że
                wierzę, bojąc się, nie mówiąc.
                • nangaparbat3 Sylwia 14.01.08, 23:55
                  dokładnie o to mi chodziło.
                  Nie umiemy walczyc, nie mamy pomocy, a nawet jesli mamy, nie wiemy gdzie, albo w
                  nia nie wierzymy, albo wstydzimy sie jej szukać - bo szukac pomocy to przyznac
                  się do problemu.
                  Kiedy w szkole rozmawiam z dziećmi o alkoholu, wystarczy ze spojrzę, a wiem,
                  które zmaga sie z tym w domu. I jednocześnie wiem, jak niewielu z nich potrafi o
                  tym rozmawiać, szukac pomocy.
                  Oficjalne programy profilaktyczne stawiaja na tłumaczenie młodym ludziom, ze źle
                  jest pic. A moze powinnismy zaczynać od rozmowy z dziecmi o tym, jak sie
                  zachować, kiedy mama czy tata piją? To znaczy - uważam, ze własnie to powinnismy
                  robić, inaczej powtarzanie "dziecko, nie pij" jest czystą hipokryzja.
                  Jak prawie wszystko w Polsce, na kazdym kroku.
                  • akacjax Re:Nango 15.01.08, 00:29
                    > Oficjalne programy profilaktyczne stawiaja na tłumaczenie młodym ludziom, ze źl
                    > e
                    > jest pic. A moze powinnismy zaczynać od rozmowy z dziecmi o tym, jak sie
                    > zachować, kiedy mama czy tata piją? To znaczy - uważam, ze własnie to powinnism
                    > y
                    > robić, inaczej powtarzanie "dziecko, nie pij" jest czystą hipokryzja.

                    A co Ty mówisz?

                    Wiedzę na temat choroby alkoholowej mamy jako naród uznawany za dużo pijący
                    zerową. Ale nasz rząd wstydzi się przyznać do problemu, na którym taka kasę robi.
                    A do tego to, co już pisałaś-społeczne przyzwolenie na upijanie się.
                    • nangaparbat3 Re:Nango 15.01.08, 00:33
                      Co?
                      Że to choroba.
                      Że wpływa na wszystkich w rodzinie.
                      Że to normalne, kiedy człowiek sie wstydzi.
                      Że dobrze mimo wstydu poszukac pomocy.
                      I konkretnie: adresy, kontakty, gdzie te pomoc mogą znaleźć.
            • panda_zielona Re: odejść jak pije? 14.01.08, 22:36
              > Ja słyszałem tylko o wyprowadzkowej końcówce..

              A skąd wiesz,że autorka wątku nie walczyła?Może tylko nie napisała o
              tym.Czy wiesz co to awantury po pijaku w dodatku przy małym dziecku.
              Patrzy na tatusia leżącego zafaflunionego i kompletnie nie rozumie
              co się dzieje.Jeśli taki osobnik nie dostanie wstrząsu i mu się we
              łbie nie poukłada,to lepiej odejść.Może właśnie to będzie wstrząsem.
              • pomidorowa5 Re: odejść jak pije? 14.01.08, 23:42
                Odejsc - jesli rozmowy i prosby nie pomagaja<a rzadko cos daja>
                Odejsc - jesli jest przemoc,wyzwiska,awantury
                Odejsc -jesli z miesiaca na miesiac sa obiecanki cacanki
                Odejsc - jesli pomimo wszystko alkoholik problemu nie widzi , nie chce slyszec o
                terapii, leczeniu

                Odejsc po co ? Po to ,by wlasnie dac szanse!
                Bo czym Jarkoni dla Ciebie jest wsparcie?Ciagly strach, lęk kazdego dnia?
                Przeplakane noce i dnie? Pranie, gotowanie i podawanie takiemu co codziennie
                chla obiadkow pod nos? Zalatwianie za niego spraw ,bo on nie jest w stanie ? Bo
                zapil? Sprzatanie jego rzygowin ? I co ? Tak do usr.... śmierci bo sie przysiegalo?
                I uwierz mi pomocy i wsparcia czasami bardziej potrzebuje osoba
                wspoluzalezniona niz taki alkoholik , ktory chce tak zyc , ktory chce tak
                skonczyc , ktory czesto tej pomocy nie chce dopoki nie dostanie obuchem w łeb a
                takim obuchem moze byc wlasnie rozstanie , odejscie... ktore spowoduje ,ze
                czlowiek naduzywajacy alkoholu zobaczy ,ze cos traci i sie ocknie ,albo nie
                zobaczy i zapije sie na smierc!I uwierz mi sami zalczeni alkoholicy mowia o tym,
                ze taki wlasnie obuch byl im potrzebny ,by przejrzec na oczy i spojrzec trzezwym
                wzrokiem kim sa , co maja, co traca a kim moga byc .
                • jarkoni Re: odejść jak pije? 15.01.08, 00:56
                  Dziewczyny drogie.
                  W liczbie mnogiej, bo podobnych prawie odpowiedzi było kilka.
                  Po pierwsze, ja naprawdę wiem o czym mówię.
                  Po drugie: nie mam zamiaru usprawiedliwiać alkoholików jako ludzi z problemem,
                  niszczących małżeństwo, wpadających w ciągi, robiących awantury, opuszczających
                  pracę itp.
                  Pytałem o coś innego, o dziwo mało to zostało zauważone.
                  Mianowicie czy kochająca i żona i cała rodzina nie mogła pomóc, kiedy problem
                  się zaczynał?
                  To jest to moje "nie opuszczę Cię, czy w zdrowiu czy w chorobie".
                  Jeśli męża boli żołądek, ma katar, dużą gorączkę to jest mile widziana pomoc.
                  Ale jeśli zaczyna podpijać, źle się dzieje, jeszcze nie ma awantur,jeszcze jest
                  niby ok, nawet sobie popłakuje czasem, trwa to może miesiącami, to już nic nie
                  widzimy? To już nie chory jak przy nagłej grypie?
                  O tym tylko mówiłem Drogie Panie... Wtedy czas na terapię, na pomoc, na
                  zainteresowanie.
                  A nie wyczekać kolejny rok, aż będzie bardzo źle, i uciec z dzieckiem,
                  zostawiając chorego, TAK, "chorego", niech ma za swoje..
                  I nie jest to męskie szowinistyczne podejście, to trochę prawdy o problemach
                  alkoholowych, które zresztą skądś się biorą..
                  Może stresy wszelakie, rodzinne, w pracy, brak porozumienia z kimś bliskim, brak
                  rozmów..
                  Rośnie to bardzo powoli, a potem widzimy niby nagle tylko sam szczyt "góry
                  lodowej".. I odchodzimy..
                  No niby tak najłatwiej.
                  Teraz sobie na mnie pokrzyczcie
                  • panda_zielona Re: odejść jak pije? 15.01.08, 02:05
                    > Pytałem o coś innego, o dziwo mało to zostało zauważone.
                    > Mianowicie czy kochająca i żona i cała rodzina nie mogła pomóc,
                    kiedy problem
                    > się zaczynał?
                    > To jest to moje "nie opuszczę Cię, czy w zdrowiu czy w chorobie".

                    Drogi Jarkoni,kiedy problem się zaczyna i mówi się,że widzisz
                    problem,pijacy odpowiada,że się czepiasz.Z uporem maniaka
                    powtórzę,że sam musi to zrozumieć.
                    • panda_zielona Re: odejść jak pije? 15.01.08, 02:09
                      A i jeszcze coś mi się przypomniało.Ostatnio u Drzyzgi był
                      facet,dyrektor szkoły,który od 18 lat jest niepijącym alkoholikiem.
                      Przełomem dla niego było,kiedy dziecko powiedziało "tatusiu kocham
                      Cię"
                      • sylwiamich Re: odejść jak pije? 15.01.08, 08:01
                        Tak...bo jak wygląda ta nasza bezgraniczna miłość?
                        Dlaczego tak trudno nam podejść do męża i mówić głaskając go po
                        głowie:
                        -Widzę że dzieje się coś złego.Że masz problem.Siedzisz smutny,
                        zamyślony, więcej pijesz...
                        Dlaczego mężczyżni nie czują z nami takiego silnego związku i pozują
                        na kogoś, by z otwartością odpowiedzieć prawdę?
                        Mam w nosie takie miłości.
                        A najgorsze jest to że jeśli chcesz pomóc...okazuje się że jesteś
                        wrogiem.
                        A najgorsze jest to że jeśli pomożesz to ktoś wyleczony chce
                        zacząć "na czysto", bez tego niewygodnego świadka swojego upadku.
                        A najgorsze jest to że jeśli mi chcą pomóc, traktuję to jako napad
                        na moją suwerennośc i wolną wolę i nie mam zamiaru wejść pod niczyj
                        but.
                        Gdzie ta dobra miłość?
                        Może potrzeba by było jej zupełnie brak...żeby pomóc.
                  • akacjax Re: odejść jak pije? 15.01.08, 10:59
                    > Mianowicie czy kochająca i żona i cała rodzina nie mogła pomóc, kiedy problem
                    > się zaczynał?

                    A czy widać kiedy problem się zaczyna?
                    A czy prośba i głaskanie po głowie, gdy picie zaczyna przeszkadzać przynosi właściwą reakcję? U tych, u których przyniosło-problem zdławiono w zarodku. U tych, którzy rzucili-nie mam problemu- urósł do niebotycznych rozmiarów.
                    • sylwiamich Re: odejść jak pije? 15.01.08, 11:20
                      Akacjo..można wtedy zacząć stawiac granice.Postawić warunki.I odejść
                      gdy nie respektuje.Bo jesli nie może dla nas ograniczyć wypijanego
                      alkoholu...to potem juz lepiej chyba nie będzie?
                      • plujeczka Re: odejść jak pije? 15.01.08, 14:42
                        POWIEM TAK ODEJŚC, ODEJŚĆ I JESZCZE RAZ ODEJŚC-NIGDY NIE JEST POTEM
                        LEPIEJ A JEZELI SIE TAK ZDARZY TO JEST TO PROMIL NA CAŁĄ
                        POPULACJĘ.mÓJ MĄŻ JEST ALKOHOLIKIEM WIEM CO MÓWIĘ.
                      • nangaparbat3 Re: odejść jak pije? 15.01.08, 14:55
                        sylwiamich napisała:

                        > Akacjo..można wtedy zacząć stawiac granice.Postawić warunki.I odejść
                        > gdy nie respektuje.Bo jesli nie może dla nas ograniczyć wypijanego
                        > alkoholu...to potem juz lepiej chyba nie będzie?

                        To sie łatwo mówi, wiesz?
                        Ale jakos tak sobie myślę, ze dopoki sie kocha, trudno odejść. A jeśli sie nie
                        odejdzie, nic sie nie zmieni. Pułapka. Jak o tym myślę, serce mi sie kurczy. Nie
                        umiem radzic.
                        • sylwiamich Re: odejść jak pije? 15.01.08, 22:33
                          Nanga...o tym pisąłam kilka postów powyżej.Ja tylko mówię że Jarkoni
                          ma trochę racji...swojej racji.I czasami warto się zastanowić bez
                          złości nad tym co ktos inny pisze.Tylko tyle
                          • akacjax ?? 16.01.08, 07:58
                            Ma rację, czy ma "swoją rację".
                            A gdzie widzisz złość przy zastanawianiu się nad tym, co ktoś inny pisze? wink

                            Czy można precyzyjnie wyłapać kiedy psuje się związek i od razy zadziałać?
                            Czy można precyzyjnie ustalić początek alkoholizmu-zadziałać ze skutkiem pozytywnym?
                            To nie takie proste.
                            Poza tym nie można zakładać, że takie działania w jakiejkolwiek formie nie były podejmowane. Tylko-niewiele osób chce spojrzeć na siebie jak na osobę zagrożoną. Przeważnie jest myśl:mnie to nie dotyczy, ja nie jestem jak inni..czyż nie?
                  • lapina Re: odejść jak pije? 16.01.08, 21:23
                    czuje sie przywołana do tablicy, odpowidam. Uważam,że zrobiłam
                    wszystko co mogłam Oczywiście nie jestem za tym aby zostawić chorego
                    i uciec. Nie zrobiłam tego, zostałam wspierałam, chodziłam na
                    mitingii, terapie, zajmowałm sie wszystkim kiedy on był na terapi,
                    wierzyłam prosiłam o wsparcie rodziny itp.Przestał pić...po 2-3
                    latach spokoju (zdecydowaliśny sie na drugie dziecko), dziwne
                    psychozy... kłamstwa... przyznał, że bierze..no nie pije, ale
                    narkotyki bierze ... od lat.Odpowiednia stymulacja, manipulacje i
                    dali sie nabrać wszyscy: zona, przyjaciele, rodzina... nie zostawiam
                    go, kocham zostaje-kolejna terapia, psychiatra, szpital znów
                    terapia - ja wspierająca, potem juz tylko coraz gorzej
                    manipulacje,szantaże. Ja nie mogłam odejśc rodzina dzieci , kocham
                    go nie zostawię, stawiam warunki, wyrzucam z domu- twarda
                    miłośc...przyznaje, że właściwie bierze od wielu lat i nigdy tak
                    naprawde nie próbował przestać i odchodzi, obarczając mnie winą za
                    rozpad związku.... sad Teraz chodzimy z córkami na terapię...Dlatego
                    wybacz, moze jestem zgorzkniała i cyniczna,ale odradzam po pierwszej
                    nieudanej próbie odejście...dla własnego dobra i dobra dzieci.
                    • sylwiamich Re: lapina 16.01.08, 22:19
                      ...Mądry post.Nikt tu nikogo nie osądza.Bo nikt do tego nie ma
                      prawa.Nawet mówić że rozumie.Staramy się tylko zrozumieć,
                      pzreanalizować pewne mechanizmy.Może komuś to coś da?
                      Lapina...wiesz że każdy ma swoje dno.Jedna ma po pierwszym nieudanym
                      odwyku, inna nie zostawi nigdy.I każda ma prawo do przeżycia swojego
                      życia wg własnego sumienia.Nie ma zmarnowanych lat...one były
                      potrzebne do tego aby spojrzeć w lustro i powiedzieć:
                      -Zrobiłam WSZYSTKO.
                      Pozdrawiam i przytulam.I olać oceniaczy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka