milenium5
26.01.08, 19:36
Mój mąż po trzy miesięcznej ostatnio próbie ratowania naszego
małżeństwa wyszedł z domu po bułki i już nie wrócił. A ja na
spokojnie tym razem, bez emocji prawie, podjęłam decyzję, że jednak
czas skończyć ten związek:
- i tak faktycznie jestem sama - z problemami, finansami, dzieckiem.
Przyjmniej odpadną mi jego liczne problemy ezgzystencjalne - będzie
musiał podołać im sam.
- nie chcę więcej jego kłamstw. Jestem naiwna, chcę mu wierzyć, i
zbyt wiele kosztują mnie kolejne próby zaufania.
- nie chcę się bać. Nie chę drżeć i nie wiedzieć co - ze strony
mojego męża - przyniesie każda nachodząca godzina, każdy dzień. On
jest kompletnie nieprzewidywalny w swoim świecie.
- chcę spokoju. Jest bardzo potrzbny mnie i naszemu dziecku.
Problem tylko w tym, jak w tej decyzji wytrwać. Jak znam życie,
kruszony mąż - jutro, pojutrze, najpóźniej we wtorek będzie błagał o
jeszcze jedną (22 którąś w tym roku) ostatnią szansę, grał uczuciami
dziecka, przysięgał, klękał, groził samobójstwem i tak dalej. Bardzo
nie chcę się ugiąć. Bardzo chcę, aby tym razem przejść przez ten
cały cyrk ostatni raz. Wiem, że macie duże doświadczenie i że
większość z Was to bardzo mądrzy ludzie. Dlatego chciałam Was prosić
o rady - konkretne - jak to przetrwać i złamać się, nie zmienić
decyzji, nie dać sznatażom emocjonalnym, nie zapomnieć, że uległość
z mojej strony oznacza tylko, że to wszystko powtórzy się za kilka
tygodni... Jak nie zmienić tej decyzji.... Pomóżci proszę.