Dodaj do ulubionych

Liczę na Wasze pomysly....

11.02.08, 18:13
... jakis czas temu opisalam jak maz mnie zdradza, podjelam
ostateczna decyzje o rozwodzie, jeszcze mu nie mowiac, bo mam za
malo dowodow, zadnych zdjec, pare listow z ktorych nie wynika ze
zdradzal, jedynie ze byl mily dla niej, zadnych swiadkow..... Zdrady
sa na 100%, przyznal sie. Ale ja nie mam dowodow, wiec prawniczka
powiedziala ze mam poczekac..... byc cierpliwa, bo bez tego nei
wygram alimentow na siebie.
NO i.... wczoraj odkrylam ze dostaje ponaglenia od wlasciciela
jakiegos wynajetego mieszkania. Udalo mi sie tylko tyle dowiedziec
ze mieszkanie jest na zaprzyjazniona z mezem firme, nie na niego sad:
(, ze rachunki przychodzily na jego skrzynke mailowa tak dlugo jak
trwa kolejny romans, bylam pod mieszkaniem..... ale oczywiscie (jak
mozna bylo sie spodziewac) nikogo nie zastalam, sasiadka powiedziala
ze rzadko ktos tam przychodzi, nie umiala opisac ...
Pol roku temu, kiedy pierwszy raz odkrylam istnienie tej umowy
najmu, maz wykpil sie ze to dla pracownikow firmy kolegi i ze on mu
tylko prowadzi rachunki bo tamtego nie ma w kraju. Teraz wiem ze to
nieprawda, czuje ze sie z nia tam spotyka albo spotykal.
I teraz... jak to udowodnic. NIe moge zadzwonic do jego przyjaciela
i zapytac czy wynajmuje mieszkanie dla pracownikow, bo sie wyda ze
juz wiem, sasiadka nic nie wie, mieszkanie stoi puste, poczta nie
wybierana, wlasciciel mieszkania mowi ze to na firme, detektyw
odpada bo koszty olbrzymie, a to w bloku wiec nawet zdjec by nie
zrobil w mieszkaniu, wiec nie ma sensu.
Nie wiem jak go podejsc....jak to zalatwic.... Mieszkanie jest na
tyle daleko ze nie moge tam sama czatowac, poza tym maz pracuje w
ruchomych godzinach.... wiec sami rozumiecie.
Taki... dowod i sie zmarnuje...sad
Moze cos mi poradzicie, bylabym bardzo wdzieczna.
Obserwuj wątek
    • tricolour Służe pomocą... 11.02.08, 18:47
      ... daj sobie spokój. Robisz z siebie pośmiewisko...
    • jp66 Ogladałas program "usterka"? 11.02.08, 19:27
      tam masz gotowe rozwiązania techniczne, do całego zestawu kamer, mikrofonów i
      pluskiew dokup jeszcze mikrofon kierunkowy (możesz nagrywać odgłosy w
      "obserwowanym" mieszkaniu z odległosci kilkudzesieciu metrów (np z sąsiedniego
      bloku) i kamerę termowizyjną (najlepiej Izraelską - sa najlepsze)można nagrywać
      osoby nawet przez ścianę. Całosc inwestycji to koszt około 100 000 może troszkę
      więcej- ale jaka satysfakcja smile Powodzenia roli szpiega
      • aron95 Re: Ogladałas program "usterka"? 11.02.08, 20:19
        Tansze będzie posadzenie drzewa takiego na niby (atrapa) wydrążone w środku w
        chodzisz i obserwujesz albo ustawiasz malucha ( za darmo dostaniesz ) jedyne
        koszty to przyciemnienie szyb ale za to jak masz laptopa to możesz nam tu
        relacje zdawać .
        • ewa009 Re: Ogladałas program "usterka"? 11.02.08, 20:39
          Dziewczyno chcesz zakonczyc swoje małzenstwo to po prostu złóż pozew i nie
          staraj sie na siłe udowadniac ,ze to jego winna. Bo to co nam tu prezentujesz na
          forum swiadczy o Twojej nadziei, ze Cie mazz zdradza ale nie jestes tego pewna a
          chcesz miec tylko alimenty na siebie. Pozrozmawiaj otwarcie z mezem a nie rób z
          siebie posmiewiska.
          • sbelatka Re: Ogladałas program "usterka"? 11.02.08, 23:47
            Nie rozumiem czemu sie tak na Ciebie rzucili. Tri sie co prawda
            rzuca do gardła niejako z definicji i zasady.
            Osobiście zawsze głosuje za rozowdzeniem sie bez orzekania o winie.
            Bez względu na okoliczności - chyba, ze facet lub kobieta na
            ochotnika sie zgadzają (a tak bywa).
            Ale z drugeij strony jesli możesz wygrac na tym, ze Cie mąż zdradza
            to nie widze w tym nic złego. Co chwila pochylamy sie tu nad
            kobietami, ktore sie musza borykac z problemami finansowymi.
            A tak poza tym zawsze zostaje ci detektyw... Tylko sie upewnij czy
            warto sie szarpac. W różnych obszarach.. Nir tylko finansowym.
            Ale jeśli warto - to nie przejmuj sie tym co napisali panowie... I
            Ewa...
          • sbelatka Ewo 12.02.08, 00:00
            nie wiedze ani jednego powodu żebys miala obrażac autorke postu. Nie
            sądze zebys byla uprwaniona do używania stwierdzeń "nie rób z siebie
            pośmiewiska"
            Sugeruje - dla bezpieczenstwa- uzywania zdan w 1 os. l.poj. Unikania
            jak ognia OCENIANIA innych ludzi.
            I nie naśladuj Tri. Bo to co jemu będzie wybaczzone - Tobie juz
            prawdopodobnie nie.
    • biedroneczka33 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 07:12
      Dario nic Ci nie powiem na Twoje pytania...ale wiem ze nie mozna nikogo zmusic do milosci ani ukryc ja tam gdzie jej nie ma .Piszesz "bez tego nei wygram alimentow na siebie" czy tak naprawde pieniadze to wszystko czego oczekujesz od tego zwiazku..lub pamiatke po nim ? Nie oceniam Cie ale czy efekt Twoich staran jest wart tego stresu ,determinacji przez jaka teraz przechodzisz ?

      Czytajac odpowiedzi "naszych" chlopakow smiem zauwazyc ze oni chyba doskonale wiedza do czego zdolna jest zdesperowana kobieta.Albo maja swietne zadatki na zalozenie biura detektywistycznego.

      Ostatnio na kablowce znalazlam program "ZDRADA"...nie jest to zadna polska edycja ale jakas zagraniczna.Wynajmujesz tam detektywa a on z swoimi ludzmi , kamera obserwuje i nagrywa.Poprostu szok jak ludzie potrafia sobie skomplikowac zycie wpogodni za namietnoscia.
    • adela38 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 07:25
      Wiesz...lepiej skup sie na tym jak chcesz sobie ulozyc zycie po rozwodzie.
      Lepiej ci by sie oplacalo, by maz mial poczucie winy i cie lepiej "uposazyl"
      przy podziale majatku, zas sam rozwod wziac bez klotni i bez babrania sie w
      g...Jesli juz cie nie kocha i ty jego tez nie to przynajmniej moglibyscie
      zachowac przyjazne stosunki chocby ze wzgledu na dawne uczucie...
    • da.ria35 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 08:06
      Dziekuje za wszystkie wypowiedzi. Szczegolnie za te, ktore mnie
      bronily. Nie chce sie tlumaczyc, ale jestem w takim stanie
      psychicznym ze chwytam sie kazdej mysli, a od prawnika ciagle
      slysze... dowody, dowody, dowody.
      Jestem ostatnia osoba, dla ktorej pieniadze sa wazne, to wlasnie z
      ich powodu, zamilowania meza do pieniedzy zamienil nasze zycie w
      pieklo. Moze to co robie, jest dla was smieszne, ponizajace, ale
      mysle o przyszlosci swojej i corki. Jestem przewlekle chora,
      potrzebuje pieniedzy na leki i pomimo tego ze pracowalam zawsze i
      pracuje, to nie bedzie mi latwo. Stad podpowiedz prawnika ze
      powinnam sie starac o alimenty na siebie. TO nie zemsta, nie proba
      wyciagniecia z niego czego sie da.... to zabezpieczenie siebie
      chociaz na poczatek.
      Latwo jest oceniac, kiedy nie jest sie w danej sytuacji. Prosilam
      tylko o pomoc a poczulam sie tak jakbym dostala znow w twarz.
      Szkoda, bo nie tego mi teraz potrzeba.
      Moze sposob w jaki opisalam sytuacje, nie oddaje mojego stanu i
      myslicie ze jestem materialistka.
      Tak nie jest. Ktos (maz) podjal sam decyzje o przekresleniu tego co
      bylo...bo wybral proste, lekkie rozwiazania w postaci kochanek. Wiec
      dlaczego to ja mam dostawac po glowie...
      Pieniadze nie sa wazne, ale z czegos trzeba zyc i kupic leki...
      • plujeczka Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 08:30
        Twoja sytuacja jest bez watpienia bardzo trudna chociazby z tytułu
        choroby i jakby na to nie patrzeć wiażę się to z duzzymi wydatkami
        na leki itp a co w przyszłości tego nikt nie wie, wiem doskonale z
        autopsji ,ze kobietom jest niestety po rozwodzie zdecydowanie
        finansowo ciężej.Po prostu mniej zarabiamy mimo ,że w naszą prace
        wkladamy o wiele wiecej wysiłku niz inni , jesteśmy bardzo dobrze
        wykształcone i co i nic....dzisiaj stawia sie na młodość ktos kto ma
        40 jest tak naprawde zawodowo przegrany no może poza nielicznymi
        wyjatkami.Doskonale Cie rozumiem poniewaz sama na utrzymanie domu
        pracyję od rana do wieczora.Co do zgromadzenia dowodów na
        okolicznośc zdrady meża będzie Ci bardzo trudno no chyba ,że ktoś z
        jego kumpli sie " sypnie" ale w sądzie i tak bedzie miał "
        amnezję".Dedektyw to dobre rozwiazanie ale dla bogatych, jego usługi
        to wydatek rzędu kilku ładnych tysiecy złotych a Ty nie jesteś w
        najlepszej sytuacji finansowej, poza tym pamietaj nie wolno robic Ci
        zdjęć w mieszkaniu chocby nie jego poniewaz naruszasz jego
        prywatność i z tego tytułu mozesz mieć ogromne nieprzyjemności .Moze
        zrobić zdjecie w plenerze i pózniej przed sądem powiedzieć ,że
        fotografowałaś dom a maż Twój przez przypadek znalazł sie w twoim
        kadrze czy obiektywie jak kto woli.Nie jestem zwolenniczka
        tropienia ale mogę racjonalnie wytłumaczyć to ,ze ktoś swoja
        sytuacja osobistą, obawa o przyszłość chce skorzystać z każdego
        środka do osiagniecia celu czego Ci zycze z całego serca.
      • aron95 da.ria35 12.02.08, 09:16
        prosiłaś o porady jak zdobyć dowody . Więc uruchomiliśmy wodze fantazji
        i porady Ci przekazaliśmy .

        a co do Twojego drugiego postu ;
        Nie wstrzynał bym nic , moim zdaniem ten romansik nie jest poważny .
        Dowiedziałaś się o czymś o czym nie powinnaś , lepiej by Ci było w
        nieświadomości pozostać . Minęło by mu bez Twej wiedzy .
        Jeżeli jego romans będzie poważny to przecież sam będzie chciał rozwiązać
        sytuację a w tedy ugrasz więcej niż teraz wstrzynając
        wojnę .
        • da.ria35 do arona 12.02.08, 09:37
          Wiem, zycie w nieswiadomosci... to wygodne i blogo szczesliwe zycie.
          Ale stalo sie jak sie stalo, poza tym, to nie pierwsza zdrada
          (wykryta, bo mysle ze bylo wiecej). Pierwsza wybaczylam, ze pelna
          swiadomoscia, poniewaz bylismy bardzo dobrym malzenstwem i rodzina
          (tak wiem ,wiem co powiecie, nie mozna kochac i zdradzac).
          Wybaczylam bo kochalam, bo on bardzo sie staral, zalowal, doszlismy
          wspolnie do wnioskow dlaczego ta zdrada (seks) miala miejsce.
          Poprawilismy to co bylo do poprawienia w zwiazku... i bylo dobrze.
          Ale to czego "nauczylam" sie przy pierwszym razie.... dalo szybko
          swoje "owoce", zaczelam zauwazac jego dziwne zachowania, nieobecne
          oczy, wychodzenie z komorka... i tak udawalo mu sie dlugo, rok
          ukrywal... Tylko tym razem mowi ze kocha, ze chce z nia byc.... ale
          nie teraz, bo dziecko, bo jej dzieci.... Po tygodniu zmienia wersje
          ze to zauroczenie, ze to nie milosc, ze chce byc z nami... Ale ...
          mysle ze robi to z egoizmu, miec dom, rodzine, obiady i tysiace
          spraw zalatwianych przez zone...... sprobowac znow ja udobruchac,
          doprowadzic do stanu w ktorym juz nei bedzie chciala odejsc...... no
          i lepiej sie ukrywac.
          Miotaja mna rozne emocje, mysli i decyzje. Wiem ze nie mam do niego
          szacunku, brzydze sie nim, nie chce tego ratowac bo jak zyc, nie
          wierzac w zadne slowo? No jak?
          Piszesz aron ze sam bedzie chcial rozwiazac sytuacje, otoz nie, wiem
          to na 100%.... on chce byc tu.... z nami i miec kochanki. NIe chce
          zakladac nowej rodziny. To nie ten typ, nie lubi dzieci, chce zyc
          wygodnie, bez obowiazkow. Pytalam dlaczego nie odejdzie, nie zostawi
          nas w spokoju, dlaczego nie wezmie na siebie odpowiedzialnosci za
          swoje czyny. Nie- chce tu byc. I tyle.
          Wiec to na mnie spadnie ta decyzja. Na razie jest zbyt wiele lęku we
          mnie, niepewnosci, glownie o byt, i nie wstydze sie tego. I nie
          postrzegam jak materializmu.
          Wiem ze powinnam grac tak jak on, zyc sobie dalej, patrzac na niego
          jako kolejny przedmiot w domu, albo ew obsluge techniczna. Robic
          swoje i nie zastanawiac sie. Ale nie potrafie.
          Tak wiec..... moze trzeba bylo nie drazyc..... i zyc w
          nieswiadomosci.... tylko ze po jednej zdradzie.... czlowiek nie
          potrafi juz ... miec zamkniete oczy na symptomy zdrady....
          Nie krzyczcie juz na mnie prosze, bo jest mi naprawde ciezko. Nie
          chce rozczulania, bo wiem ze to nie pomoze....
          Po prostu.... chce tu czasem z Wami pobyc, napisac.....
          Dziekuje
          • aron95 Re: do arona 12.02.08, 11:16
            Musisz sobie odpowiedzieć jeszcze na pytania .
            - Dlaczego chce być z wami ?
            - Czy jesteś w stanie akceptować jego podwójne życie
            mając na uwadze że Ono kiedyś się skończy ?
            - Jakie masz perspektywy gdy zostaniesz sama ?

            Twój M ma większe potrzeby seksualne które w ten sposób zaspokaja .
            Idzie do łóżka dla samego seksu z tego co piszesz uczucia tam nie ma a dopóki
            nie ma , nie jest to w pełni zdrada .
            Nie chcę go tu usprawiedliwiać tylko zwrócić uwagę na pewien egoistyczny aspekt
            . Przynajmniej chwilowo z nim Ci będzie lepiej .
            Przygotuj sobie "alternatywę " i wtedy
            • natasza39 Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 12.02.08, 12:11
              aron95 napisał:


              > Twój M ma większe potrzeby seksualne które w ten sposób zaspokaja .
              > Idzie do łóżka dla samego seksu z tego co piszesz uczucia tam nie
              ma a dopóki
              > nie ma , nie jest to w pełni zdrada .


              Kiedyś ogladałam taka polska komedię, gdzie główny bohater wylicza
              swojej kochance majacej wyrzuty sumienia co to jest zdrada, a
              zasadniczo co nią nie jest.
              Mniej więcej w tym stylu to było.
              Podobno "po francusku" to tez nie jest "zdrada"smile


              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
              jest z głupcami.
              • sylwiamich Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 12.02.08, 12:43
                A ja pękam ze smiechusmile)
                Tri w innym wątku woła że sprawiedliwość musi być...nawet gdy koszty
                przewyższają zyski.Teraz pisze o ośmieszaniu się.
                Posądzacie dziewczynę o materializm...równocześnie radząc zostać z
                mężem dla kasy tylko.Paranojasmile))
                • tricolour Bo to jest ośmieszanie się... 12.02.08, 15:37
                  ... latać za mężem po cudzych mieszkaniach, wypytywać sąsiadów i nawet dojśc do
                  wniosku, że mieszkanie jest za daleko żeby pod nim warować - co oznacza, że
                  gdyby było bliżej, to by warowała.

                  Zresztą czego można oczekiwać w takim mieszkaniu? Ociekającej, świeżej
                  prezerwatywy z materiałem gotowym na badania DNA? Może filmu na video z polskimi
                  napisami (żeby było bez wątpliwości kto kogo dyma)? Facet przyznał się do
                  zdrady, co jest wystarczające... ale do czego?

                  Właśnie to nazwywam ośmieszaniem się, że Darii nie wystarcza przyznanie się do
                  zdrady, ale jeszcze potrzebuje zdjęcia jak mąż rżnie inną, a nie ją...
                  • sylwiamich Re: Bo to jest ośmieszanie się... 12.02.08, 16:31
                    tricolour napisał:

                    > ... latać za mężem po cudzych mieszkaniach, wypytywać sąsiadów
                    Darii nie wystarcza przyznanie się do
                    > zdrady, ale jeszcze potrzebuje zdjęcia jak mąż rżnie inną, a nie
                    ją...

                    Taki sam wstyd jak opowiadać przed sądem że żyło się z łajdusem co
                    nie tylko latał po cudzych mieszkaniach, ale i więcej. I zostaje z
                    nia z ...poczucia obowiązku...no proszę bardzo...jaki moralnysmile)
                    Darii to może i wystarczyło...chce wziąć rozwód.Ale jak widzisz
                    sądowi nie wystarczy.Bo sądowi czasami nawet nie wystarcza gdy
                    sąsiadka zezna że żona pobita uciakała z mieszkania...bo może to nie
                    mąż.
                    "Czy pani widziała jak ją bił OSOBIŚCIE?"
                    Bo sądowi nie wystarczają sms od męża w których zapewnia że musi
                    kupować nieruchomości na rodzinę...żeby alimentów nie płacić.
                    Zdradzony mąż radzi żeby zyła z nim dla kasy (Aron), matka
                    zostawiająca dziecko z przyczyn materialnych (Ewa) mówi zeby się nie
                    ośmieszła...bo próbuje walczyć o lepszy byt dla dziecka.Świat do
                    góry nogami się przewraca.
                    • tricolour Odróżniaj moje posty od Arona... 12.02.08, 16:36
                      ... ja piszę, że latanie po mieście i czekanie aż mąz zdejmie gacie jest
                      uwłaczające.

                      Nic nie piszę o pieniądzach, alimentach, konieczności zostania czy odejścia.
                      Zresztą zdrada nie jest dowodem winy, zdrada nie jest nawet podstawą do
                      orzeczenia rozwodu - przecież wiesz o tym...
                    • panda_zielona Re: Bo to jest ośmieszanie się... 13.02.08, 00:10
                      A mnie wcale nie do śmiechu,czytałam te posty i szlag mnie trafiał
                      na tę "moralność".Pewnie, najlepiej zmieszać kogoś z błotem na dzień
                      dobry.
                • natasza39 Faktycznie paranoidalne! 12.02.08, 15:50
                  Z jednej strony kobita nie jest ponoć w porzo, bo chce alimentów na
                  siebie, a z drugiej strony byłaby w porzo, jak z dwulicowym zdrajca
                  współżyłaby pod jednym dachem de facto dla pieniędzy.
                  Paranoja jakaśsmile
                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                  jest z głupcami.
                  • natasza39 Tym niemniej... 12.02.08, 15:54

                    Daria faktycznie nie wybrała zdroworozsądkowego sposobu pozbycia się
                    zdrajcy ze swojego życia.
                    Nie tędy droga w dowodzeniu zdrady. Ale sposób zaproponowany przez
                    arona sposób, na dodatek tłumaczący erotomana, że zwykłe dymanie to
                    nie zdradzanie jest chyba jeszcze mniej rozsądny.

                    ---------------------------------------------------------------------
                    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                    jest z głupcami.
              • aron95 Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 12.02.08, 14:26
                natasza39 napisała:


                >
                > Podobno "po francusku" to tez nie jest "zdrada"smile


                A sny erotyczne gdzie w roli głównej jest sąsiad/ka to zdrada ?



                ---------------------------------------------------------------------
                > Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                > jest z głupcami.
                • natasza39 Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 12.02.08, 15:47
                  aron95 napisał:

                  > A sny erotyczne gdzie w roli głównej jest sąsiad/ka to zdrada ?

                  A śni ci się?
                  Dopóki nie pomylisz snu z rzeczywistościa, to chyba nie.
                  Tym niemniej jak masz dociekliwą i zasadniczą partnerkę może nagrać
                  na video jak się obleśnie uśmiechasz przez sen i nie daj Boże język
                  wywalasz.
                  Potem w sądzie w razie co dowód zdrady na bank!

                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                  jest z głupcami.
                  • aron95 Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 13.02.08, 09:45
                    Większość z Was nie odróżnia zwykłej chuci od zdrady i dochodzi do paradoksów że
                    uśmiechnięcie , przytulenie lub inne tego typu oznaki sympatii dla płci
                    przeciwnej są traktowane jak zdrada .
                    darii radzę aby sie nie spieszyła z odejściem ponieważ nie ma zabezpieczonej
                    przyszłości i jakikolwiek pośpiech dla niej nic dobrego nie przyniesie . Z
                    interpletowałyście to iż radzę aby dla kasy zostały . A wy radzicie aby dla
                    alimentów odeszła - też kasa .
                    Powietrzem żyć nie będą .


                    Sny są normalnym zjawiskiem i źle gdy ich się nie ma
                    • sylwiamich Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 13.02.08, 13:46
                      A wy radzicie aby dla
                      > alimentów odeszła - też kasa .

                      No umarłam ze śmiechu.Od kiedy to odchodzi się dla alimentów?smile)Co
                      ty chłopie pleciesz?Blekotu się najadłeś?smile))
                    • sylwiamich Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 13.02.08, 13:49
                      Uśmiechnięcie, przytulenie czy inne oznaki sympatii to chuć?
                      Bo coś mi się wydaje że TY nie odróżniasz zdrady od dowodów
                      sympatii.A juz napewno nie odrózniasz dowodów sympatii od
                      przekraczania przyjacielskich granic.
                      • aron95 Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 14.02.08, 09:55
                        sylwiamich napisała:

                        > Uśmiechnięcie, przytulenie czy inne oznaki sympatii to chuć?
                        > Bo coś mi się wydaje że TY nie odróżniasz zdrady od dowodów
                        > sympatii.A juz napewno nie odrózniasz dowodów sympatii od
                        > przekraczania przyjacielskich granic.


                        Odwinęłaś kota ogonem . Nie czytasz uważnie .
                        >
                    • sylwiamich Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 14.02.08, 10:05
                      Aronku...ja po prostu tym razem odebrałam dokładnie to co
                      napisałeś.Ale gdybym się posłużyła swoja inteligencją to dokładnie
                      wiem o co Ci chodzi.Bo to Ty niedokładnie piszesz.Uśmiechnąć się,
                      puścić oczko, czy inne oznaki sympatii mnie jako kobietę z gruntu
                      zazdrosną, ale zbyt dumną aby to bez śmiechu i wykpiwania
                      okazać....nie razi i nie boli.Przytulenie?Tylko na filmach widziałam
                      takie sceny gdzie babka zaczyna płakać, facet ją przyjacielsko
                      przytula...a żona akurat wchodzi.Na brazylianach Aronsmile
                      Nikt dla alimentów nie odchodzi.Bo alimenty można mieć bez
                      rozwodu.Ja tak miałam.To ewidentna bzdura.
                      Daria nie potrafi być na tyle wyrachowana aby być ze zdrajcą, z
                      facet który ją poniża i kłamie (zostaję z Tobą , boi muszę się wami
                      opiekować).Nie potrafi.Ktoś powie: Głupia, nie dba o dziecko.Gdyby
                      została ten sam ktoś powiedziałby: Wyrachowana, interesowna sucz.
                      • aron95 Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 14.02.08, 11:16
                        sylwiamich napisała:

                        > Aronku...ja po prostu tym razem odebrałam dokładnie to co
                        > napisałeś.Ale gdybym się posłużyła swoja inteligencją to dokładnie
                        > wiem o co Ci chodzi.Bo to Ty niedokładnie piszesz.


                        Sylwiu napisałem dokładnie to co chciałem i oznacza to co miało oznaczać . A
                        biorąc pod uwagę Twój wcześniejszy post przytoczę jeszcze raz swoją wypowiedz ;
                        Większość z Was nie odróżnia zwykłej chuci od zdrady i dochodzi do paradoksów że
                        uśmiechnięcie , przytulenie lub inne tego typu oznaki sympatii dla płci
                        przeciwnej są traktowane jak zdrada .

                        - masz rację że na brazyliadach to widać dokładnie ale to życie
                        wiele takich sytuacji się przydarza

                        darii radzę aby sie nie spieszyła z odejściem ponieważ nie ma zabezpieczonej
                        przyszłości i jakikolwiek pośpiech dla niej nic dobrego nie przyniesie .

                        - z tym się chyba zgadzasz

                        Z interpletowałyście to iż radzę aby dla kasy zostały . A wy radzicie aby dla
                        alimentów odeszła - też kasa .
                        Powietrzem żyć nie będą .

                        - owszem alimenty się jej należą ale na dziecko a z nimi sobie nie poradzi bo
                        walczy ze swoją chorobą .
                        Unieść się honorem i odejść to działanie na własną i dziecka szkodę .
                        Odejść tak,ale po uprzednim przygotowaniu się .




                        > Daria nie potrafi być na tyle wyrachowana aby być ze zdrajcą, z
                        > facet który ją poniża i kłamie (zostaję z Tobą , boi muszę się wami
                        > opiekować).Nie potrafi.Ktoś powie: Głupia, nie dba o dziecko.Gdyby
                        > została ten sam ktoś powiedziałby: Wyrachowana, interesowna sucz.
                        >
                        - gdy ma się na uwadze dobro dzieci nie myśli się o tym kto co mówi
                        • sylwiamich Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 14.02.08, 11:39
                          > Większość z Was nie odróżnia zwykłej chuci od zdrady i dochodzi do
                          paradoksów ż
                          > e
                          > uśmiechnięcie , przytulenie lub inne tego typu oznaki sympatii dla
                          płci
                          > przeciwnej są traktowane jak zdrada .


                          Logika wypowiedzi każe mi wnioskować że przyjacielskie usmiechnięcie
                          jest zwykłą chucią.
                          Nam może trudno zrozumieć to o czym piszesz...bo kobiety ze względu
                          na swoja empatię i uspołecznienie, ponad chuć przekładają emocje.I
                          pociąg czują do innego gdy uczuć w związku brak.Gdy kocham...inni
                          faceci nie istnieją.I chociaż mam w domu marnego, łysiejącego,
                          brzuchatego Teletubisia....Przewrócę się, a nie zauważę Brada Pita,
                          ani innego Antonio.Nie staje mi wtedy..że się wyrażę kolokwialnie.
                          Darii radzisz.A pomyślałeś że poza żarłem i nawet lekami są inne
                          ważne sprawy?Ja...to nie tylko moje życie.Ja to moje marzenia, moje
                          kochanie, mój usmiech i nastrój.I czasami się nie da rady inaczej.Bo
                          zginąć można na wiele sposobów.I nie sugerowałam że jej zalezy na
                          opinii innych.Tylko właśnie że tymi opiniami nawet butów sobie zimą
                          chłodną nie ogacisz.Daria wybrała.Chce rozwodu.Teraz.I chce
                          dowodów.I ma do tego prawo.Bo walczy o prawdę...czyż nie tak Tri?smile))
                          • aron95 Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 14.02.08, 11:59
                            sylwiamich napisała:
                            Bo walczy o prawdę...czyż nie tak Tri?smile))

                            sylwiu czy Ty się czegoś dziś najadłaś ?
                            Z aronkiem dyskutujesz !!!!!!! halo pobudka
                            • sylwiamich Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 14.02.08, 12:06
                              Kawałek tortowego ciasta, potem bułę z serkiem topionym który
                              przykrył pół kilo masła.Potem kanapkę z taką dziwną kiełbachą...z
                              majerankiem...jakoś tak oblesnie mi się kojarzyłą że ją pomalowałam
                              ładnie chrzanek.Dalej to była cała Danuśka.Wtedy przypomniałam sobie
                              że mam się odchudzać to wzięłam za karę 4 pastylki błonnika.Lampka
                              wermutu cytrynowego...też mają teraz wynalazki.2 kubaski kawy.Tyle
                              chybasmile)))
                              Aronku....z Tobą dyskutujęsmile)Wiem, wiem.Wstaąłm już....ciężko
                              było.Szkoda że mnie ze 3 godziny wcześneij nie obudziłeśwink))
                              • aron95 Re: Po prostu cudne, czyli definicja zdrady! 14.02.08, 15:24
                                Och Ty mordko moja kochana , ależ "zakręcona" jesteś !!
                                • sylwiamich Re: Aron.... 15.02.08, 07:40
                                  aron95 napisał:

                                  > Och Ty mordko moja kochana , ależ "zakręcona" jesteś !!

                                  To nie zakręcenie aronku...to zespół napięcia przedmiesiączkowego z
                                  kompulsywnym obżarstwem.Cóż...kobiecości trudno się wyprzećwink))
                                  • aron95 Re: Aron.... 15.02.08, 08:10

                                    sylwiamich napisała:
                                    To nie zakręcenie aronku...to zespół napięcia przedmiesiączkowego z
                                    > kompulsywnym obżarstwem.Cóż...kobiecości trudno się wyprzećwink))

                                    Już dobrze , już dobrze, tylko nic więcej o miesiączkach , proszę !
            • panda_zielona Re: do arona 13.02.08, 00:13
              Aron,mam pytanie.Czy gdyby Twoja żona zdradzała Cię tylko dla seksu
              też tak łatwo byś rozgrzeszył? I dalej byście sobie zyli długo i
              szczęśliwie.
              • aron95 Re: do arona 13.02.08, 09:31
                Gdyby to byl tylko sex - tak bylibyśmy razem
                • panda_zielona Re: do arona 13.02.08, 15:35
                  aron95 napisał:

                  > Gdyby to byl tylko sex - tak bylibyśmy razem

                  Dzięki,nie mam wiecej pytań i jestem pełna podziwu uncertain
                • natasza39 Re: do arona 13.02.08, 23:24

                  aron95 napisał:

                  > Gdyby to byl tylko sex - tak bylibyśmy razem

                  W takim razie, aron, jesteś chyba jedynym facetem na świecie o takich poglądach!
                  Naukowo udowodniono, że facet jest zazdrosny o "uprawianie seksu", bo jako
                  samiec musi mieć pewność, że dziecko, na które łozy nosi jego geny. Odgania
                  zatem inne samce od swojej samicy, bo dla niego najważniejsze jest aby mieć
                  pewność, że to on jest ojcem.
                  Odwrotnie u kobiety. To właśnie dla niej nie jest wazna sfera fizyczna tak jak
                  emocjonalna i materialna.
                  Ona jest pewna, ze dziecko, które wyszło z jej łona nosi jej geny. Dla niej
                  najwazniejsze, aby utrzymać samca do osiągnięcia pełnoletności przez jej dzieci.
                  Tak aby samiec przyniósł przysłowiowego mamuta do jaskini i ona wraz z
                  potomstwem mogła się najesć do syta.
                  Zazdrośc jest uczuciem prostym. Opiera się na behawioryźmie i jej rodzaj
                  determinuje płeć.
                  Facet, który nie odczuwa zazdrości wiedząc o tym, że inny facet rżnie mu
                  partnerkę jest nienormalny i powinien się leczyć. Osobiście nie znam faceta,
                  którego nie ruszałoby to. Natomiast emocjonalne zaangazowanie partnerki wogóle
                  go nie rusza. Jak facet widzi, ze jego baba wzdycha sobie do zdjęcia
                  Podkościelnego w negliżu, to w 9 przypadkach na 10 najwyżej stwierdzi, ze i tak
                  jest przystojniejszy od tego metroseksualnego pedała i patrząc w lustro powie,
                  że co tam Podkościelny i tak on ma większego penisa.
                  Natomiast 9 babeczek na 10 przebaczy wyskok na delegacji zakrapianej, albo wypad
                  do burdelu, szczególnie jak sama leży w ciąży zagrożonej w szpitalu (przecież
                  biedny facet musi sobie ulżyć) i nie będzie winiło za to swojego misia tylko tą
                  k....
                  Rożnica pomiędzy płciami w tej kwestii sprowadza się głównie do tego, że
                  zdradzany facet słowami k...a określi zdradzającą go partnerkę, a zdradzana
                  baba nazwie tak obiekt porządania własnego misia.
                  Aby nie uznawać za "zdradę" seksualnego zbliżenia partnerki z innym samcem
                  trzeba nie mieć chyba jaj.


                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
                  • panda_zielona Re: do arona 14.02.08, 00:13
                    Nataszo,dałaś piękny wykład,podziwiam szczerze.Jak widać Aron jest
                    ewenementem na skalę światową.
                    • sylwiamich Re: do arona 14.02.08, 09:56

                      A ron nie czytał tej pozycji po prostu: Remy de Gourmont "Fizjologia
                      miłości" smile)))
                      Ja tam się wymądrzać nie zamierzam, ale dla mnie Aron właśnie mówi
                      do swojej Ewy...nie do Was dziewczyny.
                    • aron95 Re: do arona 14.02.08, 10:03
                      Każdy jest kowalem swego losu za swe czyny również odpowiada .
                      Przyjmuję iż człowiek jest istotą słabą na pokusy podatną i słabości
                      jestem wstanie wybaczyć . Premedytacji nie .
                      • otylka24 Re: do arona 14.02.08, 11:38
                        aron95 napisał:

                        > Każdy jest kowalem swego losu za swe czyny również odpowiada .
                        > Przyjmuję iż człowiek jest istotą słabą na pokusy podatną i
                        słabości
                        > jestem wstanie wybaczyć . Premedytacji nie .
                        Też tak uważam. Człowiek jest istotą słabą i ma prawo zbłądzić.
                        Ważne tylko jak z tego wyjdzie? Po zdradzie można czasem żyć jeszcze
                        lepiej ale zależy to od dwóch osób.
                        • aron95 Re: do arona 15.02.08, 08:13
                          otylka mnie rozumie - super .


                          ewa o tym dobrze wiedziała
    • akacjax Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 09:36
      Zdrada, a nawet jej podejrzenie zawsze bardzo boli. To jeden temat. Ale to nie zawsze jest powód do rozwodu. Mam pytanie-czy naprawdę potrzebujesz rozwodu? Czy sytuacja jaka jest nie jest lepsza dla Ciebie, gdy potrzebujesz pomocy finansowej od męża?
      Alimenty na siebie gdy jest orzeczona wina dostaje się do czasu ponownego ślubu. Często osoby w takiej sytuacji po prostu nie biorą ślubu-ale czy to jest uczciwe? Pewnie nie całkiem.
      Jeżeli napiszesz, że nie zamierzasz szukać następnej miłości-to może prościej zostać w tym, co jest?
      A tylko popracować nad tym bólem, nad tą raną, którą czyni zdrada?
      • da.ria35 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 10:17
        Tez o tym myslalam. Zostac, trwac, cieszyc sie ze nie musze martwic
        sie czym zaplacic rachunki i ze z domu wyladuje w ciasnym
        mieszkaniu. Myslalam i nijak mi nie wychodzi ze tak sie da. Nie
        potrafie zyc tak jak moj maz. Prowadzac gre, podwojne zycie. To
        byloby zostanie tylko dla pieniedzy. A wtedy kazdego dnia sama sobie
        plulabym w twarz, nie mowiac o tym ze i tak zylabym jak na minie. Bo
        nigdy nie wiem co on wymysli, kiedy zacznie szantazowac pieniedzmi,
        kiedy mu sie juz na tyle znudzi bycie z nami, ze faktycznie rzuci
        wszystko i odejdzie. Moge zostac w wieku 50 lat, ze straconym czasem
        i bolem. Moze masz racje, ze to sie da przezyc, ze w koncu sie
        przyzwyczaje, ale chyba nie potrafie tak zyc. Tym bardziej bez
        przytulenia, milosci, ciepla. On probuje to dac, tzn. zachowuje sie
        normalnie w domu, twierdzac, ze juz jest po sprawie i mam przestac
        sie martwic, bo nie odejdzie. Ale ja sie nie martwie ze odejdzie...
        tylko wlasnie ze zostanie. Ze to ja musze na siebie wziasc ciezar
        zlozenia papierow do sadu, przeprowadzenia rozwodu, udowadniania.
        Alimenty, chce tylko wtedy kiedy beda potrzebne. Jezeli bedzie nowy
        zwiazek, nawet bez slubu, nie chce od niego nic, tylko to co nalezy
        sie dziecku. Chce zyc uczciwie i w zgodzie ze soba. Dlatego tak
        trudno jest mi trwac i czekac. Kazdy dzien, kiedy wraca do domu,
        zachowuje sie jakby nic sie nie stalo, probuje sie przytulac i dziwi
        sie ze to nie czas na to, jest katorga. NIe wydaje mi sie ze sie
        przyzwyczaje, ze perfidnie bede korzystac z pieniedzy nie myslac o
        uczuciach, o tym co minelo. Za chwile wpadne w pulapke i zaczne
        tracic sily na ratowanie, bo uznam ze moze warto, ze moze tym razem
        sie nie powtorzy. Ale powtorzy sie, bo on kocha pieniadze i wladze
        ktora mu daja. A kobiet chetnych jest wiele.
        Powiem jeszcze dlaczego tak boli... bo wszyscy mu zawsze zazdroscili
        zony, bo dom jest zadbany, bo ja jestem zadbana, bo nie jestem
        uwieszona na nim, bo dbalam o zwiazek, o to zeby rutyna nas nie
        zabijala, inwestowalam w ten zwiazek milosc, czas, bo seks byl fajny
        bez oporow i ograniczen, bo ciagle powtarzal ze wygral los na
        loterii z taka zona, bo ciagle powtarzal ze niczego mu nie
        brakuje....
        Nigdy nie uslyszlam, zmien cos, jest zle.
        Dlatego tak boli.
        • plujeczka Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 10:30
          masz święte prawo sie wygadac na tym forum, to pomaga kopniaki tez o
          czym niejedna, niejeden się z nas o tym przekonał.Niestety wiele
          pań, panów na tym forum równiez by powiedziało ,ze bardzo się
          starali w swoim związku, dbali o dom, dzieci, zonę,męża, obiady na
          czas, seks na zawołanie burzliwy i namiętny jak za starych czasów a
          mimo to się nie udało.Moim zdaniem trudno jest wybaczyć zdradę Ty
          juz to raz zrobiłaś -ja chyba bym nie umiała strasznie nie lubię po
          nikim "zlizywać zupy z talerza" a zatem i tak jesteś kobietą z
          klasą , której jemu zdecydowanie brakuje.Pozdrawiam Cię serdecznie
          • mary171 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 11:07
            Rozumiem Cię, że nie chcesz z nim byc dla wygody, bo to byłoby
            zostanie dla pieniędzy. Zrobiłabyś z siebie utrzymankę. Ja też
            wybaczyłam I zdradę, II już nie potrafię (z tą samą osobą). Moj też
            nie chce do niej odejśc, bo kocha mnie, i nie wie co do tamtej
            czuje. ja nie będę czekać aż się zastanowi (skoro przez rok nie
            potrafił) bo nie zniżę się do tamtej poziomu. A być i przytulać się
            do mężczyzny, korego się kocha majac świadomosc że robi to samo z
            inną?? Dla mie to chore jest po prostu.
            • aron95 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 11:30
              mary171 napisała:

              A być i przytulać się
              > do mężczyzny, korego się kocha majac świadomosc że robi to samo z
              > inną?? Dla mie to chore jest po prostu.

              A jednak nie chore , poliamoria to się nazywa i jest popularyzowana przez ruch o
              nazwie " Loving more " czyli kochając więcej .
              Najbardziej zaskakuje ich regulamin w którym często pada słowo odpowiedzialność
              np . Jesteśmy odpowiedzialni za to by wspólnie utrzymywać rodzinę . i Jesteśmy
              odpowiedzialni za poszanowanie zasad
              • mary171 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 11:55
                aron95 napisał:


                >
                > A jednak nie chore , poliamoria to się nazywa i jest
                popularyzowana przez ruch
                > o
                > nazwie " Loving more " czyli kochając więcej .

                To już wiem, że mnie w tym ruchu nie zobaczą big_grinbig_grin A szacunek wg.
                moich zasad bardziej mi się podoba smile
                • da.ria35 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 12:11
                  To moj maz chyba dziala w tym ruchu, bo czesto powtarza slowo
                  obowiazek, opieka. Do znudzenia slysze ze musi sie nami opiekowac i
                  nas nie zostawi. Jakbysmy byly zwierzakami, ktore bez pana zdechna...
                  Aron, ja nie potrafie rozdzielic tego ze on tutaj jest, ze probuje
                  zachowywac sie poprawnie i niby cos tam do mnie czuje, od tego ze
                  jest tez ona. Dla mnie to ponizenie. Wiec sama sobie odpowiadam....
                  trzeba to zakonczyc, ale masz racje, nie teraz. Teraz musze dojsc do
                  siebie, pozbierac, pomyslec o zabezpieczniu materialnym na jakis
                  chociaz krotki czas. Boje sie jednak (a strach jest dominujacym
                  uczuciem w ostatnich tygodniach) ze on mnie urobi znow. A ja
                  skapituluje. Wygra. A ja zostane bez godnosci, ponizona.
                  Wiem ze on moze chciec i mnie i ja. W koncu ja to stabilnosc,
                  przeszlosc, to jakis obraz jego osoby wsrod znajomych, rodziny. Ona
                  to nowosc, jak to sam okreslil.
                  Najpierw mowil ze ja kocha, pozniej ze robil to z nudy, dla zabawy,
                  bo go przytulala. A ja do cholery co robilam?
                  .. marze o jednym.... zebym w koncu wiedziala czego chce, zeby
                  obudzic sie z jasnym planem... Ale to chyba szybko nie nastapi.
                  Mysle ze on zostaje dla samego siebie, z egoizmu, bo sie boi co
                  powie rodzina, znajomi, dla wygody posiadania rodziny, bo mu sie nie
                  chce wprowadzac zmian, poza tym tez nie lubi byc sam, zostaje z
                  litosci (moja choroba), ze moze bedzie musial zyc z poczuciem winy
                  ze mi sie cos stalo.
                  Tak jak mary171 napisala...... tego nei da sie juz uratowac, ale
                  strach przed przyszloscia paralizuje mnie. Moze kolejne tygodnie
                  przyniosa jasniejsze mysli, wiecej wiary w siebie, bo decyzji
                  jeszcze pewnie nie.
              • i33 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 11:57
                a czy my mamy prawo decydować za ciebie--to twoje życie nie nasze--
                ty bedziesz cierpieć albo nie...
                jestem tego zdania,-jesli podejme decyzje pod wpływem czyichś myśli--
                a bedzie żle --bede podwójnie wściekła..
                sama decyduje--sama ponosze konsekwencje..
                zawsze warto wysłuchać--analizować--ale i ztego otrząsnąć sie trzeba
                i zajrzeć w siebie--cvo ja myśle czuje,z czym , kim jestem w stanie
                wytrzymać, co jestem w stanie poświęcić...
                koleż. napisała takie zdanie na innym forum---"kto nie patrzy wgłab--
                -rozmywa sie"--tylko ty możesz wiedzieć co z twoim życiem zrobić--
                czy tam nie ma czego układać --czy jest jeszcze szansa..
                jesli masz wątpliwości--może terapia!, a dowody możesz zbierać
                swoją drogą..
                sama wole układy jasne i uczciwe--ale wiem z doświadczenia że z
                niektórymi ludzmi nie da sie --ty podajesz ręke --on ci ją je, łamie-
                -a sądzie bedzie udowadniał że ty mu złamałaś--a adwokat jeszcze
                doda że zjadłaś....
                skupiłaś sie na mieszkaniu-może lepiej zwrócić uwage na zwyczajne
                nagrywanie rozmów póki co, prowokowanie tematu z
                przygotowanym "podstepem" ale przy tym trzeba udawać że może jednak
                wybaczyśz, może ci rozmydlił oczy..
                ale przede wszystkim dbaj o siebie--może sam na terapie, może po
                prostu rób sobie przyjemnośc--by utrzymać choć troche równmowagi i
                spokoju--wtedy jaśniej sie widzi swoją sytuacje--obiektywniej--i
                wzrasta zaufanie i wiara w siebie...

                a jesli idzie o męża--wydaje mi sie że nie można tłumaczyć faceta
                tym że ma duże potrzeby seksualne--nie wytrzymuje-..
                duże potrzeby nie zwalmniają od uczciwości, zajmowania sie dziećmi-
                dbania i okazywania czułości,troskliwości..
                facet jest po prostu niedojrzały, egoistyczny--niedorobiony słowem--
                a na ile?-czy można go jescze doformoewać--chociażby jednym
                walnięciem w łeb--myśle tu o jakis silnym wydarzeniu np.--albo
                terapią?
                tylko ty wiesz..
                pozdrawiam cie serdecznie..trzymaj sie
        • akacjax Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 13:03
          To normalne, że rozważasz jak może się to potoczyć. Jednak siejesz w sobie tylko złe myśli. Nie piszesz-może to faktycznie było-minęło. Może on jest szczery. Czujesz chłod w związku-mówisz mężowi o tym, proponowałaś np.terapię?
          Poza tym naruszyłaś tajemnicę korespondencji-zupełnie jakbyś nie mogła po prostu zapytać męża-co to za list?
          Być może więcej przykładów braku jedności u Was by się znalazło.

          Moje pytanie brzmi: czy kochasz męża? Czy nie? I nie chcesz być z nim bo nie kochasz. A szukanie dowodów zdrady ma tylko uspokoić Twoje sumienie-że nie oboje, a tylko on zawinił.
          • adela38 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 20:36
            Jak on sie chce tak toba/wami opiekowac to po co ci rozwod? Niech sobie facet
            wynajmie kawalerke i tam mieszka a was niech odwiedza od czasu do czasu...
            Bedziesz miala spokoj...
    • burza4 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 12.02.08, 23:23
      słuchaj, ta twoja adwokatka jest chyba nie najlepsza, w końcu na
      czym ma polegać jej rola, skoro masz jej wszystko podać na tacy?
      niech się trochę wysili i zarobi na swoje honorarium - to ona
      powinna ci podpowiedzieć jakie dowody mogą się przydać.

      skoro się przyznał do zdrady - to wróć do tematu i nagraj jego
      wyznanie na dyktafon - to ostanio dość modne.
      te maile od właściciela - też jakaś poszlaka, może by z nim pogadać,
      spytać kto się z nim kontaktował w sprawie mieszkania, brał klucze,
      i jak mu płaci (z czyjego konta), wziąć go na świadka?
      opowiadałaś znajomym o swojej sytuacji, ktoś wie o tym i poprzednich
      razach? ich zeznania też mogą być pomocne, zawsze po czasie się
      okazuje, że ktoś kogoś widział na mieście.

      chcesz się rozwieść - to się rozwiedź, i walcz o swoje.
    • ewa009 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 13.02.08, 01:00
      Tak przyznaje, że czytając Twoj poczatkowy post odniosłam wrazenie, ze pisze to
      kobieta, ktorej bliska osoba wymyka sie z pod kontroli i faktem jest tez, ze
      dziwi mnie bieganie i trawienie swej energii na zbieranie dowodów przeciwko
      wiarołomnemu męzowi. Owszem pomyslałam, ze chodzi Ci o zemste o walke i
      zniszczenie dla samej tylko satysfakcji ale czy warto?. Jesli jestes w takiej
      sytuacji jaka dalej naszkicowałas to moge Ci tylko doradzic spokój, poczekaj a
      czas sam rozwikła Twój problem i pamietaj ,ze czy z winą czy nie to masz prawo
      do połowy majatku i nikt Ci tego nie odbierze.
    • honeyandmilk Re: Liczę na Wasze pomysly.... 14.02.08, 14:02
      nie czytałam wcześniejszych wątków, więc nie wiem może już ktoś to
      proponował. Wynajmij agencję detektywistyczną. Takie zebranie
      dowodów to koszt około 1000 zł. I pewnie, że warto. Dlaczego facet
      ma z Ciebie robić idiotkę? Znajdź dowody i zażądaj co twoje.
      • aron95 Re: Liczę na Wasze pomysly.... 14.02.08, 15:26
        honeyandmilk napisała:

        > nie czytałam wcześniejszych wątków, więc nie wiem może już ktoś to
        > proponował.


        Więc czytaj i nie pisz bzdur .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka