Widoczek: formowa parka w fazie zalotów, on mówi, ona spija słowa z
jego warg, ona komentuje - on przytakuje, itp. itd. pełna
zgodność...

))
Uderzyła mnie ta scenka, bo pamiętam nieomal identyczną w wykonaniu
mojej przyjaciółki 15 lat temu. On był wówczas fantastycznym,
odpowiedzialnym facetem, zaradnym, zdroworosądkowo myślącym, z takim
racjonalnym podejściem do życia.... Teraz jest kompletnym idiotą,
bezmyślnym gamoniem, który nie ma pojęcia o życiu, sierotą
podesraną, która potrafi załatwić najprostszych spraw.
jak to jest, że na początku człowiek rozumie się bez słów, czyta w
myślach, omawiając cokolwiek - jedynie przytakuje sobie wzajemnie,
słowem - ma wrażenie że trafił na tę drugą połówkę, z którą wreszcie
da się pogadać i dogadać, no nareszcie ktoś normalnie myślący....
jak to się dzieje, że po np. dwóch latach to porozumienie, związek
dusz jest jedynie wspomnieniem?? słucha się jednego z drugim i
zastanawia jakim cudem w takim tempie ze szczętem zgłupiał bo
chrzani jak potłuczony, jego pomysły są w większości beznadziejne, a
poglądy i opinie wywołują często politowanie albo dzikie kłótnie...?
Ideał sięga bruku?
mój np. onegdaj twierdził, że sport jest od tego żeby go uprawiać, a
nie oglądać. Teraz co prawda uprawia go nadal, za to w mordę MUSI
oglądać: mecze, cholerną Formułę 1, rozgrywki tenisowe, skoki do
wody, Małysza, lekkoatletykę, a nawet tę porąbaną grę w turlanie
takiego wielkiego kamiennego krążka, gdzie panienki zawzięcie
polerują trasę szczotą...
i niech mi ktoś powie, że widziały gały...