bolutiebolutie
20.04.08, 12:47
Wczoraj spędziłam naprawdę super świetny dzień z moim długoletnim
przyjacielem od serca. Był on ze swoja narzeczona na szym slubie, my
bylismy z moim M na ich ślubie, potem każde zajęło sie własnymi
sprawami i rodzinami i jakoś kontakt nam sie rozluźnił. Nawiązaliśmy
kontakt kilka miesięcy temu - oczywiście czysto przyjacielski.
Zawsze świetnie nam sie gadało, potrafilismy sie doskonale bawić w
swoim towarzystwie - super przyjaźń między kobietą a mężczyzną, bez
podtekstów seksualnych. Ale wczoraj... 2 butelki wina, głupawa
odstresowująca komedyjka na DVD, księżyc, nocne Polaków rozmowy i...
No właśnie... Od słowa do słowa okazało sie, że on podkochiwał sie
we mnie latami z ukrycia. Byłam naprawde w szoku! Wino, noc,
zwierzenia jakos tak nagle nas do siebie zblizyły i zaczęlismy się
do siebie zbliżać w sensie cielesnym... Na szczęście mnie w
odpowiednim momencie zapaliła sie czerwona lampka STOP! CO TY ROBISZ
DZIEWCZYNO?! To nie TEN facet, nie TEN dotyk, nie TE pieszczoty, nie
TE pocałunki, nie TEN zapach, nie mój mąż... Po prostu nie mogłam
tego zrobić. Pomimo tego, że miałam ogromna ochotę, a mój przyjaciel
jest facetem przy którym kobieta czuje, że jest kobietą - to nie
mogłam sie przełamać. Ale nie to jest meritum sprawy - chodzi mi o
to, że zawsze postrzegałam tego mojego przyjaciela jako faceta
prawie idealnego - czuły, ciepły, troskliwy, cholernie ambitny,
dowcipny, inteligentny, super sie z Nim zawsze gadało i równie
dobrze milczało w Jego towarzystwie, myslałam, że to mężczyzna,
który nigdy nie zrobiłby niczego, żeby skrzywdzić swoją żonę... To
facet z zasadami, konkretny, rzeczowy... To, że wczoraj wydarzyło
się to co prawie sie wydarzyło - podważyło i zachwiało moja wiarę w
to, że nawet tacy faceci gdy nadarzy sie okazja do spełnienia
marzenia, pragnienia - są w stanie zapomnieć o żonie, domu... Jakby
WIERNOŚĆ nic już nie znaczyła... Jakby była pustym słowem... Jak
mozna budować kiedyś kolejny związek - mając na każdym praktycznie
kroku do czynienia ze zdrada, kłamstwem, obłudą i oszukiwaniem
najbliższych...? Jak uwierzyć w miłość, lojalność... Czy te
wartoście naprawde w tym świecie nic już nie znaczą...? Może jestem
głupią, naiwna romantyczka, ale... jak tak nie chcę żyć...