Dodaj do ulubionych

oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziadkami

18.05.08, 23:35
nie dbam o kontakty młodej z dziadkami ze strony przyszłego byłego
i dbac nie chcę

teściowa się obraziła, jak od chorej 2tygodniowej małej nei
odeszłam, gdy nas odwiedziła (po naszej prośbie, by wizyty
odpuściła, bo mała naprawdę była chora) - zresztą teściowa uparła
się bagatelizowac chorobę małej (może to już taki jej urok) do
chwili podejrzenia sepsy

mimo to obraziła się na rok, małej nei widziała, bo "czuła się
niechciana" - potem prosiłam exa, by beze mnie małej do babci nei
woził, bo mała jej nei zna (mała w wieku niemowlęcym była, z
normalnym strachem przed obcymi - teraz ma rok i 3 miesiące) - na
proszony obiad bez problemu się udaliśmy z dziecięciem jak
najbardziej
- babcia nadal nei daje rady nas odwiedzic, choc o małą pyta według
relacji exa
nie da się ukryc, utrudniam i tyle

dziadek po miesiącu od narodzin małej zadzwonił z pytaniem, co się
urodziło, współczuł, że dziewczynka, po czym po kilku miesiącach
zadzwonił z żądaniem, by mu potomka przedstawic, bo on się źle czuje
i chce pozamykac sprawy - przy okazji zapytał, co się urodziło
(może nawet nei byłoby tragicznie, ale dziadek wybucha znienacka
poalkoholowymi/przedalkoholowymi awanturami i boję się kontaktów
małej z nim)
i tu wręcz chciałabym miec decyzję sądu, by mala raczej kontaktów
nei miała - moze wredne, ale ex nieco bezmyślny jest i może chciec
tatusiowi przyjemnosc sprawic

może ja jeszcze sobie nieco kipię złością na exa, dopiec raczej bym
mu nie chciała, a o małą się najnormalniej boję

napiszcie, proszę, jak to dla Was wygląda, bo ja jednak mogę miec
uszczuplony obiektywizm
Obserwuj wątek
    • takasoobie Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.05.08, 23:42
      Czy według Ciebie teściowie w jakilowiek sposób przyczynili sie do
      rozpadu waszego małżenstwa?Jeżeli tak, to rozumiem Twoje emocje
      nastawione na utrudnianie,co nie oznacza,że to akceptuje. Jeżeli
      nie, to nie utrudniaj.W końcu to swietna sprawa dla małego dziecka
      mieć dziadkow i jednych i drugich.Nie przenos więc swoej niechęci do
      exa na jego rodziców, czyli dziadków Twojej corki.
      • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.05.08, 23:45
        czy dziadek alkoholowy to świetna sprawa - polemizowałabym

        czy babcia lekceważąca prośby rodziców związane z bezpieczenstwem
        noworodka... tu bym się długo zastanawiała...
        • takasoobie Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.05.08, 23:50
          Dobra dziadek alkoholowy jest problematyczny.A babcia zachowanie
          pewnie wynikało z Twojego, bo ta wizyta raczej miłą nie była. Wiec
          jej się tez nie moża dziwić, ze nie mając zachęty z Twojej strony
          wnuczkę po prostu brzydko mówiąc olała. Od Ciebie zależy jak to
          uregulujesz. Jednak im bardziej bedziesz utrudniac wszystkim, bo
          exowi pewnie tez, tym bardziej robisz krzywde małej.
          • lampka_witoszowska Re: a widzisz, nie... 19.05.08, 13:36
            exa jestem gotowa namawiac i zachęcac, coby dziecka nei olewał,
            ojcem jest, a małej się należy kontakt dla jej zdrowia psychicznego -
            i on to na szczęście, póki co, wie...
            choc wciąż mam obawy, czy jest w stanie skupic się na niej, nei na
            sobie (ale przy rozwodach takie obawy chyba bywają normą, więc to na
            marginesie)
    • sylwiamich Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.05.08, 08:47
      Od dbania do utrudniania deleka droga.Moi teściowie od momentu mojej
      wyprowadzki od ich syna nie zadzwonili do dzieci ani razu.Wiedzą że
      bym pozwoliła, bo rozmawiałam z teściową przy okazji złożenia do
      prokuratury wniosku o stwierdzeniu uchylania się od alimentacyjnego
      obowiązku(syn w zagrożeniu)smile
      Do swoich wnuków mówiła: Chodżcie do Pani.A na Dzień Dziecka
      składała życzenia synowi jedynie.Było minęło.Do kiedy byłam jego
      zoną wydzwaniałam ponawiając zaproszenia na święta, komunie.Po
      rozwodzie o te kontakty nie zamierzam dbać.Pozwolę pojechać do
      dziadków na weekend (dzieci nastoletnie), ale nie dam ich wozić
      300km na kilka godzin....w celu obejrzenia.Córa ma chorobę
      lokomocyjną.Tak więc w ich przypadku wystarczyło abym przestała
      nalegać...
    • agni-76 Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.05.08, 09:56
      Nie zabraniaj kontaktów, dziadkowie to jednak dziadkowie nie mają
      nic do Twojej nienawiści do eks-a. To normalne że się martwisz ale
      gdybyście byli razem to wtedy te kontakty byłyby raczej nie
      ograniczane ale też nie wymuszaj spotkania (nic na siłę) bo to jak
      wymuszenie od kogoś uśmiechu - nie jest szczere. Niech to będzie
      inicjatywa od nich a w przyszłości naucz dzidzie, że ładnie jest
      dać/wysłać laurkę z okazji dnia babci/dziadka
      • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.05.08, 13:44
        Ty mi, Agni, o nienawiści nei pisz, bo wściekłą jestem jak jasny
        gwint, ale nie ślepa nienawiścią, mam rozeznanie póki co w swoich
        uczuciach...
        no i ex to ex, a dziadkowie tematem osobnym są - i jakże
        kwiecistym... boję się kontaktów z dziadkiem, babci nei zabraniam
        (choc wytłumaczeniem teściowej i exa utrudniam), ale oczekuję tej
        jej inicjatywy i tyle

        dziadek na mnie się z wrzaskiem i płaczem rzucił, jak wlazłam do
        niego się przywitac, a on "w stanie zadumania" dogorywał
        a to przy okazji proszenia na ślub, awanturą się skonczyło, bo ex
        poleciał w mojej obronie się stawic... ja po prostu wariatów się
        boję
        no, sama zastanów się, czy aby taki dziadek to wymarzona sprawa dla
        Twojego dziecka by była?

        (aha, laurki i życzenia to byłaby obraza święta, bo świadkowie J.
        nei obchodzą żadnych świąt i życzen nei przyjmują - więc mnei do
        złego nei namawiaj - juz znicze na grobie prababci są nie do konca
        na miejscu wink)))
        • agni-76 Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.05.08, 13:47
          już nie pisze i nie denerwuje. Ja się wypowiedziałam z mojego punktu
          widzenia bo taki był tytuł wątku Twojego.
          Pozdrawiam
          • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.05.08, 13:53
            pisz, pisz, jak cos dodałam znaczącego z Twojego punktu widzenia,
            nie denerwujesz mnie, ja muszę widzec rzecz z różnych punktów, żeby
            swój do konca przemyslec i ustalic... a za uwagi będę wdzięczna,
            nawet jak mi nie podejdą do całoksztaltu
    • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.06.08, 21:48
      Od 6 dni wiem o rozwodzie syna. Jeszcze wciąż nie mogę w to
      uwierzyć, a co dopiero się z tym pogodzić. Wiem, że to ich życie i
      mają prawo do własnych decyzji, a nawet błędów. To ich życie. Ale...
      co ze mną? Co z moją ukochaną wnuczką? Jestem w najgłupszej
      sytuacji. To mój syn porzucił żonę. Z synową miałam zawsze dobre
      relacje, bardzo ją lubię i nigdy nie miałyśmy konfliktów. Ale jak
      będzie teraz? Czy złości na syna nie przeleje również na nas? Ale
      przecież ja nie odpowiadam za dorosłego syna. Byłabym
      najszczęśliwsza, jeśli to małżeństwo nadal by istniało. Jestem
      bardzo zżyta z wnuczką (3latka) i nie wyobrażam sobie bez niej
      życia. Chyba się zapłaczę
      • sylwiamich Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.06.08, 22:16
        A może pogadasz z synową? Jej potrzebne teraz Twoje sparcie...
      • hela37 Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.06.08, 22:42
        Chciałabym mieć taką mądrą teściową! Moja teściowa nigdy sama nie przyjechała do
        wnuków,łaskawie dała kilka razy się przywiezc do naszego domu/7 km/ i wizyty
        spędzała na kanapie.Pojadła,pospała pochwaliła że wnuki takie piękne/ bo syn
        ładny/ i odwoziliśmy Ją do domu.Nigdy sama z własnej inicjatywy nie pobawiła
        się z dziećmi nie mówiąc już o pilnowaniu.O urodzinach nie pamiętała na komunię
        wnuka nie przyjechała bo ,,nie miała czym''.Teraz dzieci są duże i taką
        <<kochaną babcię>> nie chcą odwiedzać bo ,,babcia dla nich nigdy nie miała
        czasu'' w przeciwieństwie do drugiej babci /którą kochały bardzo/.I to nie
        rylko w stosunku do moich dzieci taka jest.Z pozostałymi wnukami też nie
        utrzymuje kontaktu.Aż mi jej czasami żal.
        • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.06.08, 23:02
          ja też bym chciała! moja córka miałaby mądrą, fajną babcię...

          jeśli nie zerwiesz teraz kontaktu, BabciuZosi, z synową - to to
          zaprocentuje w przyszłości i skorzysta na tym głównie wnuczka, nie
          wspominając o Was wszystkich...
          • sbelatka Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.06.08, 23:13
            Ja nie mam wątpliwości, ze moi byli teściowie sa pożądanym elentem
            zycia moich dzieci. Sa w porządku i utzrymuja żywy kotakt z mlodymi.
            Glownie zreszta za sprawa exa, który to u nich spotyka sie z
            mlodymi. Zreszta - nad czym ubolewam - pod moim nosem.
            Cieszy mnie to z bardzo wielu róznych powodów.
            Zasadniczo dziadkwoie tak jak ojciec dobrze jest jesli wystepuja w
            życiu dzieci po rozwodzie. Ale jesli dostarczaja ZLEGO?.. no to może
            trzeba ich zdelejtować... Z akcentem na JESLI....
            • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.06.08, 23:22
              u nas nie występują nadal
              ostatnio teściowa widziała mnie na ulicy z małą, na chwilunię
              przystanęła, po czym szybciutko ruszyła dalej oddalając się z
              miarową, stałą prędkoscią

              w pierony z taką troską i zamiłowaniem do wnuczki sad
    • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 18.06.08, 23:58
      Przeczytałam chyba wszystkie fora dotyczące rozwodów i wcale nie
      czuję się lepiej sad Mam fajną synową: ładną, mądrą i kochaną. Tylko
      czy ona teraz gdy jest jej ciężko, czuje się zraniona i zawiedziona,
      nie przeleje złości na wszystkich nas? Bezpośrednio po tym jak syn
      wyprowadził się z domu zadzwoniłam i razem płakałyśmy. Spotkałyśmy
      się dwa dni później i też rozumiałyśmy to co czuła każda z nas.
      Teraz umilkła, a ja nie chcę się jej narzucać. Jest mi jej żal i
      chciałabym jej pomóc, ale jak?
      • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.06.08, 00:09
        Moze miałabys ochotę zaprosic synową z wnuczką np. na kawę i ciasto -
        przy okazji mogłybyście porozmawiac, jak z Waszymi dalszymi
        kontaktami - o ile zależy Ci na kontaktach z nimi obiema

        synowa raczej pierwsza propozycji nie wysunie, sama pewnie nie za
        bardzo może się w tym odnaleźc
        a możecie miec fajną, przyjazną relację
      • nicol.lublin Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.06.08, 08:44
        babciuzuzi smile moja teściowa co niedzielę dzwoni do mnie czy wpadnę
        z małą na obiad. często przychodzę. zaproponowała też, że 1 dzień w
        tygodniu zaopiekuje się małą i chętnie z tego korzystam a dziadkowie
        nawiązują więź z dzieckiem.
      • chalsia Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.06.08, 14:18
        > Teraz umilkła, a ja nie chcę się jej narzucać. Jest mi jej żal i
        > chciałabym jej pomóc, ale jak?

        jak? najprościej jak można - zaoferuj jej swoją pomoc w postaci zajmowania się
        wnuczką w jej domu np. 2 razy w tyg po 3 godziny (czy jak tam jej i Tobie
        bardziej pasuje) by mogła spokojnie zająć się swoimi sprawami.
        Czas na załatwienie spraw czy dla siebie samej to dla samotnej matki rzecz bezcenna.
        • sadaga Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.06.08, 22:11
          również doradzam wyjście z propozycją: opieki, odwiedzin, obiadu. by kontakt się
          nie urwał. myślę że jest duża szansa na dalsze, ciepłe stosunki. i trzymam za to
          kciuki
          • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.06.08, 22:22
            Dzięki za rady. Tak właśnie zrobiłam i rzeczywiście wyszło ok. Nie
            mieszkamy w jednym mieście, chociaż dzieli nas tylko kilkanaście
            kilometrów. Wnuczka spędzi z nami najbliższy wtorek smile Synowa ma
            nienormowany czas pracy i malutka spędza wiele czasu u opiekunki w
            jej domu. Jestem babcią pracującą, ale teraz gdy zaczęły się
            wakacje, będę mogła pomóc więcej w opiece nad nią. Bardzo chciałabym
            być nadal częścią Ich życia, być kimś na kogo będą mogły liczyć. I
            mam też nadzieję, że i układy między synem i synową z czasem się
            ułożą i będą umieli wspólnie wychowywać Zuzię. Chociaż jak same
            wiecie, to bardzo, bardzo trudne. Ale i tak im tego życzę.
            Jeszcze raz dziękuję, że dodałyście mi odwagi.
            • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 19.06.08, 22:35
              i chwała Ci za to smile
              Podziwiam, pozdrawiam i życzę naprawdę cudownej, spokojnej rodziny...
              nie ma to jak mądra, wyważona, wprowadzająca POKÓJ starsza osoba w
              rodzinie!
    • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 28.06.08, 14:04
      Niestety... sad Mojej wnuczki nie było. Synowa bardzo zmieniła swój
      stosunek do nas, odsunęła się i zaczyna nas mierzyć tą samą miarą co
      naszego syna. Rozumiem jej rozgoryczenie, zachował się jak ostatni
      drań, jest mi za niego wstyd, ale dlaczego ja płacę za jego
      postępowanie? Może nie umiałam go wychować, skoro postąpił tak jak
      postąpił, ale nie mam na niego wpływu. Teraz nie mam syna, który
      wiedząc jak bardzo potępiam to co zrobił woli nasz dom omijać z
      daleka, nie mam synowej, która widzi w nas tylko rodziców faceta,
      który ją zawiódł i nie mam wnuczki. Nic mnie nie cieszy, bardzo za
      malutką tęsknię, wiatr smutno kołysze pustą huśtawką w ogrodzie, a
      piaskownicę porasta trawa. Wiem, że i Zuzia za mną na pewno tęskni,
      ale ona o mnie szybko zapomni, a mi chyba serce pęknie z żalu sad
      • burza4 Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 29.06.08, 12:10
        Babciu, a rozmawiałaś o tym z synową? normalne jest, że czuje się
        zraniona, i normalne jest również, że podświadomie ma pretensję do
        was jako rodziców, tak jakbyście byli w stanie zabronić mu
        czegokolwiek...

        powinna wiedzieć, że jesteście po jej stronie, ale z czasem zrozumie
        również, że choć nie zawsze akceptujemy postępowanie naszych dzieci -
        to naszymi dziećmi pozostają. Zaoferuj pomoc, powiedz, że może na
        was liczyć, powiedz, że rozumiesz jej emocje, ale masz nadzieję, że
        kiedyś nauczy się patrzeć na was nie przez pryzmat tego, co zrobił
        wasz syn - a jak na niezależne istoty.

        Nie mów jej o SOBIE i swoich uczuciach, mów o DZIECKU. Że przykro
        ci, że jej ojciec tak ją skrzywdził, ale właśnie dlatego - trzeba
        minimalizować straty. Że dziecko straciło ojca - nie ma powodu, żeby
        dokładać do tego stratę kochających dziadków, bo mała dodatkowo to
        przeżyje. Nikt na tym nie zyska, a mała najbardziej straci. Wy
        jesteście dorośli - serce boli, ale uporacie się z tym. Dziecku jest
        znacznie trudniej.

        miałam do byłych teściów wiele pretensji - że nie widzieli, nie
        słyszeli, stali po stronie syna, obwiniali mnie za jego picie. A
        jednak dziadkami pozostali - i moja córka ma z rodziną eksa bardzo
        dobre, ciepłe kontakty, mimo rozwodu nie odcięłam jej całej reszty
        rodziny. I to złagodziło skutki rozwodu.
    • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 28.06.08, 14:19
      Moja siostra radzi mi przeczekać ten zły czas. Tłumaczy, że synowa
      postępuje tak dlatego, że jest to z jej strony sposób na ukaranie
      mojego syna. Czy tak może być? Może przypuszcza, że syn przebywa u
      nas, że mamy kontakt? Wiedząc, że bardzo kochamy wnuczkę może w ten
      sposób chce mu dokopać? Myślicie że to możliwe?
      • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 28.06.08, 14:56
        zapytaj ją...
        i bez asekuracji powiedz, jak Ty to widzisz, że potępiasz jej
        krzywdę - to, co napisałas tu
        jak odłoży słuchawkę, to jej to napisz
        i wyraź nadzieję, że naprawdę bedziecie miały kontakt, że bardzo
        kochasz wnuczkę i chcesz wspierac je obie jak potrafisz

    • misbaskerwill u mnie wygląda to tak... 29.06.08, 12:57
      Właśnie mija druga rocznica, kiedy moi rodzice ostatni raz widzieli wnuka (mojego syna)...
      Dwa razy rodzice próbowali interweniować sądownie, jednak dla polskich sądów najwyraźniej takie kontakty nie mają żadnego znaczenia - spotkali się na przemian z agresją sędzi (że dowalają jej robotę) oraz z kompletnym olewaniem.
      Widząc zawziętość i nienawiść mojej ex i taką postawę sądów niestety zrezygnowali z dalszej walkisad.
      Co najgorsze - w przypadku matki, która wydaje się woleć pobić własne dziecko (np. by zgłosić to potem na policję) niż oddać na chwilę teściom, być może była to słuszna decyzja.

      Osobiście też mogę się spotykać tylko w obecności matki, mimo że jest to niezgodne z wyrokiem rozwodowym (sąd od roku również "nie może" ukarać za to matki, bo przecież to "niezgodne z dobrem dziecka"?!).

      Dziadkowie nie mają więc szans widzieć wnuka, a gdyby przyszli kiedyś na spotkanie, to pewnie też bym już nigdy nie zobaczył syna (co exia podkreślała dość wyraźnie).

      Skąd taka postawa matki? To chyba postawa osoby, która zawsze dostawała to, czego żądała, a tym razem ktoś jej odmówił...

      Sama kilkakrotnie wskazywała, że jej zemsta jej związana z tym, że nie mogła pozostać w mieszkaniu (kupionym przez moich rodziców).
      Wprost nigdy o tym z nimi nie rozmawiała - najpierw obiecała się wyprowadzić, po kilku miesiącach sam jej w końcu znalazłem mieszkanie. Kazała przewieźć rzeczy (nawet spisała jakie), po czym stwierdziła, że mieszkanie jednak jej się należy i mam przewieźć je z powrotem. Jednak dalej nie stwierdziła tego wprost - wolała nasyłać na mnie i moją rodzinę policję oraz składać donosy na prokuraturę.
      Wszystkie jej skargi zostały jednak najwyraźniej odrzucone (o części z nich dowiedziałem się dopiero z akt sprawy). Pomimo to, sąd od dwóch lat nie chce zmusić ex do podania mi adresu miejsca zamieszkania mojego dziecka - bo przecież ex dalej "się boi".

      Dla mnie ważną kwestią jest fakt, że to właśnie ex zniszczyła nasze małżeństwo, swoją wielokrotną zdradą i pomawianiem mnie (o czym dowiedziałem się dopiero z jej maili, których "odważnie" nie kasowała z pamięci przeglądarki, mimo że korzystała z _mojego_ profilu).

      Być może, dobrzy ludzie powinni jej zostawić mieszkanie (i opłacać większość rachunków, bo ona zamierzała płacić tylko połowę czynszu), pewnie powinienem też dalej z dumą nosić rogi i pięknie wybaczać, "dla dobra dziecka" (jak twierdziła głęboko praktykująca ex).
      Ale czy zemsta poprzez pozbawienie własnego dziecka połowy rodziny i sprowadzenie ojcostwa do "widzeń" jest adekwatna?
      • young_and_bored Re: u mnie wygląda to tak... 29.06.08, 15:07
        Ja się właśnie zastanawiam czy nie napisać wniosku o ustalenie
        kontaktów dziecka z moimi rodzicami, ale na razie skłaniam się ku
        temu żeby im zaoszczędzić stresów. Ewentualnie wezmę od ojca
        pełnomocnictwo i samemu się podroczę, ale zastanawiam się czy mogę
        być jednocześnie pełnomocnikiem wnioskodawców i uczestnikiem
        postępowania.
        Na razie mam zamiar złożyć wniosek o wyłączenie sędziego, bo sędzia
        od 9 miesięcy nie chce rozpatrzeć mojego wniosku o zabezpieczenie
        (a były już dwie rozprawy i sędzia na każdej obiecywała mi że
        rozpatrzy).
        Co do miejsca zamieszkania dziecka - jakbym sobie sam nie znalazł,
        to sąd też by mi go nie podał. Kuratorka przy okazji wywiadu
        napisała w notatce że "na prośbę matki nie może ujawnić jej miejsca
        zamieszkania".

        Jak się patrzę na to co napisałem powyżej, to nikt normalny by nie
        zrozumiał o co w tym chodzi, ale dla Ciebie wszystko powinno być
        jasne smile
        Eee, szkoda słów, chyba pójdę pograć w piłę.

        Co do Twojego to mam jedno ptanie - jak wyglądają spotkania z
        dzieckiem, skoro nie znasz miejsca zamieszkania eks, sama raz na
        jakiś czas przyjeżdża z dzieckiem ?
        • misbaskerwill Re: u mnie wygląda to tak... 29.06.08, 15:19
          Spotykamy się w miejscach publicznych. Pół biedy, gdy jest ciepło.
          Gdy syn jest chory - nie widuję go (czasem ex wymyśli jakieś widzenia "zastępcze", żeby uniknąć ukarania w sądzie, choć jak mały był poważnie chory, to przez kilka tygodni go nie widziałem), gdy są wakacje lub wyjeżdża do "jedynych" dziadków - podobnie go nie widzę.
          Exia kiedyś proponowała wspólny wyjazd na wakacje - musi być szalenie odważna, żeby chcieć wyjechać z kimś tak strasznym smile
          Niestety - ja tak odważny nie byłem. Po tylu numerach jakie mi wycięła ex, wolę nie zgadywać, czym by to się skończyło dla mnie.

          A do miejsca zamieszkania syna i tak wolałbym się nie zbliżać - exia natychmiast napuściłaby na mnie policję lub prokuraturę, oskarżając o nękanie, pobicie itp.
      • manderla Re: u mnie wygląda to tak... 29.06.08, 15:25
        Jesli Twoje dziecko ma adres zameldowania taki jak zamieszkania, to
        zawsze sie mozesz zwrocic z wnioskiem do CBA - Centralne Biuro
        adresowe w Warszawie. podadzą Ci informację nt. stałego
        zameldowania dziecka. Ew ex.
        Oczywisci problem jest gdzy adres zameldowania i faktycznego
        zamieszkania się różni. Ale. Jeżeli masz jakiegoś dobrego znajomego
        w policji, to Ci odnajdzie dziecko na podstawie TYLKO czasowego
        zameldowania. policja ma wszystkie dane w bazach. Postaraj się o
        taka znajomość. wiesz... znajomi znajomych znajomych znajomi etc.
        Przerabiałam to, jak poszukiwalam pewną osobę. Udało się.
    • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 00:38
      I znowu kolejne rozczarowanie... Mojej wnuczki nie było u nas już od
      miesiąca sad Do tej pory spędzała z nami tak wiele czasu. Lubiłam,
      gdy zostawała u nas na noc, tak tęsknię za tymi jej małymi łapkami
      głaszczącymi mój policzek gdy zasypiała. Nasze zabawy w
      przebieranki, rysowanie wymyslonych przez nią rzeczy, lepienie z
      plasteliny. Nasze zabawy, piosenki. Odwiedziłam ją trzy razy u
      synowej w domu. Było miło, symatycznie i ...zupełnie inaczej sad
      Wreszcie po wielu próbach i daniu słowa, że syn nie zobaczy się u
      nas z córeczką, synowa obiecała, że Zuzia przyjedzie do nas na
      sobotę. Tak bardzo się cieszyłam! Jak głupia. Ugotowałam jej
      ulubioną zupę,żeby jutro nie tracić na to czasu, zrobiłam jej
      obiecaną koronę, kupiłam balony sad O 23ciej na gg dostałam
      wiadomość, że synowej nie pasuje. Że może kiedy indziej. We wtorek
      wyjeżdżam na trzy tygodnie i ona o tym wie. Czy ja aż tak bardzo się
      pomyliłam w jej ocenie? Zawsze i wszędzie mówiłam przez te lata że
      jest wrażliwą i dobrą osobą, ale przecież to chyba nieprawda. Ktoś
      wrażliwy i dobry by tego nie zrobił. A teraz siedzę i płaczę. Z
      tęsknoty za tą małą dziewczynką, która niebawem o mnie zapomni.
      • chalsia Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 01:39
        Babciuzuzi, bardzo Ci współczuję. Małej też.
        Nie wiem - może synowa boi się, że mała do niej nie wróci, że
        jesteś w zmowie z synem i chcecie małą porwac?
        Ja wiem, że to brzmi idiotycznie, ale różne emocje i myśli mogą
        się tłuc synowej po głowie tak niedługo po rozstaniu. No i nie
        wiadomo czy i jaki wpływ na jej zachowanie ma to co i jak
        rozmawia/robi z nią Twój syn.
        Nie pozostaje nic innego niż powiedzieć jej o Twoich
        przygotowaniach na wizytę wnuczki i jak Ci przykro i ponownie
        zapewnić, że mała jest u Ciebie "bezpieczna" i na pewno wróci do
        mamy zgodnie z ustaleniami.
        I powtarzać do skutku.
        • aron95 babciazuzi 12.07.08, 06:53
          Nie jedna tu taka co utrudnia spotkania z babciami
          Dla refleksji niech pomyślą ,że same kiedyś moga zostać pozbawione
          kontaktów z wnukami .
          • lampka_witoszowska Re: dokładnie 12.07.08, 13:04
            i niech się boją
            cały czas, wychowując dziecko, niech sie boją tej wizji, czego za
            karę zostaną pozbawione
            i niech nawet chwili spokoju czy radości nie mają... przecież to dla
            dobra dziecka ten strach smile))))))))))))))))))))))
      • ronja.r Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 08:16
        Wspolczuje bardzo i potwierdzam, chyba jednak pomylilas sie w ocenie synowej.
        Czy ona nie zdaje sobie sprawy ze robi krzywde dziecku zabraniajac kontaktow z
        ojcem i dziadkami. Dziecko napewno tez teskni.
        Miejmy nadzieje ze ochlonie i zrozumie ze odbiera swojemu wlasnemu dziecku to co
        jest ewidentne, co kazde dziecko bardzo potrzebuje: prawo byc kochanym.
        Zawsze dbalam aby moj syn mial kontakt ze swymi dziadkami, z siostra ojca i nie
        zaluje tego. Mial lepszy kontakt z nimi niz z ojcem ktory wyemigrowal.
        Trzymam kciuki babciuzuzi.
        • nicol.lublin Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 08:36
          moim zdaniem najlepsze sa najprostrze rozwiązania. zadzwoniłabym i
          męczyła o odpowiedź co się stało? jak synowa zajęta, to zaproponować
          osobiste zabranie dziecka z dowolnego miejsca i mówić że zupa
          ugotowan, balony nadmuchane itp. mówić, że tęsknisz...
          i ponawiać propozycję ciągle, do znudzenia. odwiedzać małą w miarę
          mozliwości i proponuję również otwarcie powiedzieć, że potępiasz
          zachowanie syna.
          • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 11:30
            Nie chcę hodować w sobie żalu, urazy, czy innych negatywnych odczuć.
            Patrząc na to, co pisali misbaskerwill czy young_and_bored, nie jest
            przecież aż tak źle. Ich rodzice wogóle nie mogą spotkać swoich
            wnuczat, a mnie synowa przyjęła pysznymi lodami ze śmietaną i
            czekoladą. Ona jest bardzo młodą osobą, a młodości daleko jest do
            empatii. Młodośc z natury jest egoistyczna i wpatrzona w siebie.
            Synowa jest teraz pochłonięta swoimi własnymi emocjami i nie
            dostrzega, że sama też rani innych. Postanowiłam, że nie będę
            prosiła już więcej o przyjazd Zuzi. Wproszę się czasami do nich w
            odwiedzinki, zobaczę jak Malutka rośnie, będę się cieszyła tym co
            jest. Nasza sytuacja jest trochę nietypowa, bo syn i synowa byli
            krótko po maturze, kiedy urodziło się im dziecko. Mieszkali osobno,
            ale często do nas przyjeżdżali. Nadal się uczyli, a gdy mieli
            zjazdy, to Zuzia przez te trzy lata soboty i niedziele spędzała z
            nami lub drugimi dziadkami. To dlatego jesteśmy z nią tak zżyci. Po
            raz pierwszy została u mnie na noc, gdy miała dwa miesiące.I wtedy
            synowa nie obawiała się zostawić malutkiej u nas sad Cieszę się, że
            wyjeżdżam. Nabiorę przez te trzy tygodnie dystansu, przestanę się
            zamartwiać. Gdy wyjadę, będzie mi łatwiej niż tutaj, gdzie Zuzia
            jest tak blisko i jednocześnie tak bardzo daleko. Może przestanę
            czuć się tak bardzo ograbiona z czegoś dla mnie tak cennego. Tylko
            że najbardziej okradziona jestem nie ja, tylko Zuzia... Jesteśmy
            dużą i zgraną rodziną, zawsze możemy na siebie liczyć. Miała tu
            ukochaną prababcię, która za nią tęskni nie mniej niż ja, dużo cioć
            i wujków, a że była pierwszym dzieckiem w rodzinie po około 10
            latach, to wszyscy mieli na jej punkcie lekkiego bzika smile Wszyscy
            ją bardzo kochają. Ja przecież będę miała jeszcze wnuki, które będę
            kochała, w rodzinie urodzą się następne maleństwa, na punkcie
            których ciocie i wujkowie dostaną bzika, a co z Zuzią? Te wszystkie
            bliskie jej osoby staną się dla niej obcymi ludźmi. Ile czasu trzeba
            trzylatce aby zapomniała? Pewnie kilka miesięcy. Gdy wrócę z
            wakacji, miną już dwa miesiące od ostatniego spotkania z prababcią
            czy ciociami. W rezultacie to ona, która nie ma żadnego wpływu na
            pogmatwany świat dorosłych straci najwięcej sad Kiedyś jej opowiem,
            że oprócz nieodpowiedzialnego ojca, miała też dużą i kochającą ją
            rodzinę. Próbowałam wytłumaczyć synowej, że im więcej kochających
            ludzi wokół, tym szczęśliwsze dziecko, a im więcej autorytetów, tym
            łatwiej jest je wychować. Ale chyba mi nie uwierzyła sad Myślę, że
            moje pisanie nie tylko pomaga mi odreagować, usłyszeć jakieś cenne
            rady od tej "drugiej strony", ale może coś zmienić w podejściu
            synowych do byłych teściowych. Nie wszystkie są potworami, które
            będą nastawiać dzieci przeciwko Wam. Są też takie, dla których dobro
            dziecka jest najważniejsze i nigdy by tego nie zrobiły, bo chcą aby
            ich ukochane wnuki były szczęśliwe. To kobiety, które kochają Wasze
            dzieci, a Wy możecie mądrze wykorzystać tą miłość z pożytkiem dla
            wszystkich.
            • hela37 babciazuzi 12.07.08, 11:42
              Ile dałabym aby miec tak mądrą teściową i babcie dla moich dzieci.myslę że
              powinnas utrzymywac kontakt z małą , spokojnie tłumaczyc synowej że nie miałaś
              wpływu na postępowanie syna.Taka babcia to skarb.
            • kasper254 Do babcizuzi 12.07.08, 15:01
              Pisząc tak pięknie, a przy tym dramatycznie - odwołujesz się do
              wzniosłych uczuć synowej i innych, jej podobnym, którzy za nic mają
              prawa dzieci: do prawidłowego rozwoju w harmonii z najbliższymi, do
              miłości, do nieograniczonych kontaktów z "dziadkami". Tak myślę, że
              młodzi dzisiaj "nie są z natury egoistyczni", bo to tak, jakby
              kiedyś byli bardziej altruistyczni. Młodzi dzisiaj (badania
              socjologiczne i kryminologiczne) są bezwzględni, okrutni, brutalni,
              zachłanni. W relacjach ze swoimi dziećmi czują sie ich
              właścicielami, przyznając sobie prawo do wyznaczania ich
              praw.Najlepiej widać to właśnie w niemożliwianiu kontaktów z babcią
              czy dziadkiem pod różnymi pozorami. Znam takich s...w, że, aby
              uniemożliwić kontakry dziecka z dziadkami, oskarżyli ich o
              pedofilię. Te nieludzkie i brutalne zachowania wyciskają niezatarte
              piętno na dziecku. Może nawet zapomnieć babcię czy dziadka, ale
              kiedyś odkryje zapomniany świat, który mu ukradli podli rodzice.
              Dostrzegł to współczesny prawodawca. W niektórych państwach
              precyzyjnie określono płaszczyzny odniesień dziecka, jego
              praw,związków z "dziadkami". W Polsce projektuje się już przepisy
              kodeksu rozinnego i opiekuńczego, w którym znajdzie się regulacja,
              uniemożliwiająca manipulację dzieckiem przez rodziców. Już teraz
              można, korzystając z wyroków Sądu Najwyższego, ustalić kontakty z
              wnukiem/czką. W praktyce sądowej nie sprawaia to najmniejszego
              problemu.Misbaskerwill i young nie zrobili wszystkiego, co należy
              (być może brak determinacji) i dlatego piszą, jak piszą.
              Babciuzuziu, pomyśl, czy w imię dobra dziecka warto walczyć o
              jego prawo? Jak odpowiesz na to pytanie - sprawa będzie prostsza.
              Twoją synową nikt nie upoważnił do stosowania środków
              reglamentacyjnych odnośnie kontaktów "jej" dziecka z kochającymi je
              ludżmi. Ale już wiesz, że w sytuacji bezprawia nie możesz prosić,
              błagać, kłaniać się. Twoja wnuczka po prostu wymaga pomocy.
              • dsz27 różnie się układa... 12.07.08, 15:10
                Moi teściowie a dziadkowie Kubusia nawet go jeszcze na oczy nie widzieli a syn
                ma ponad dwa lata.Ok mieszkaliśmy bardzo daleko od siebie a oni często
                przebywają za granicą ale nikt nigdy kontaktów im nie bronił. Nie pamiętam tez
                żeby teściowa zadzwoniła i zapytała o wnuka. Może dlatego, że nigdy nie byłyśmy
                specjalnie blisko.
                trochę to przykre ale tak już jest.
                A teraz to raczej sie nie zmieni. Rozwód za pasem


                Współczuję babci Zuzi ale może trzeba dać czas synowej. On ponoć leczy rany.
              • ronja.r Re: Do babcizuzi 12.07.08, 15:23
                Prawda co piszesz Kasper ale dla babcizuzi to chyba za wczesnie aby wchodzic na
                droge sadowa. Jak napisala synowa jest bardzo mloda, napewno wplywaja na nia tez
                inni ludzie, nalezy dac jej troche czasu aby ochlonela.
                Bardzo dobrze jezeli w Polsce projektuje sie nowe przepisy regulujace prawa
                dziecka do rodziny zarowno matki jak i ojca gdyz jak dotad wyglada na to ze
                dziecko jest wlasnoscia matki i w przypadku rozwodu traci kontakt z ojcem i jego
                rodzina.
                Co do tej bezwzglednosci, okrucienstwa, brutalnosci dziesiejszej mlodziezy
                powiem krotko: nie zgadzam sie. Dzieci w Polsce zawsze byly traktowane jak
                wlasnosc rodzicow. Teraz dopiero to sie zmienia. Jako mloda osoba znalam kilka
                osob ktoraych rodzice sie rozwiedli, ani jedna nie miala kontaktow z ojcem lub
                ojca rodzina.
                Przede wszystkim potrzeba pomocy prawa, trzeba trabic wszem i wobec i
                nauczac...ze potrzeby i prawa dziecko to podstawa.
                • nicol.lublin normalnie się zapieniłam :-/ 12.07.08, 15:54
                  nie można tak generalizować. dzieci po rozwodzie mają kontakt z
                  ojcami, dziadkami i dalszą rodziną. zazwyczaj. jednostki nie mają -
                  może nie promile, ale chyba raczej mniejszość, prawda? nawet tu na
                  forum, to też daje jakąś statystykę.
                  a młodzi są jak zawsze. jedni fajni inni nie.
                  • lampka_witoszowska Re: Nicol,niemal czyhałam na tę okazję... 12.07.08, 20:21
                    ...i nareszcie się z Tobą zgodzę, bo zwykle mamy nieco różne poglądy

                    młodzi są raz fajni, raz nie
                    (i do tego czasem ci sami młodzi są jednego dnia fajni, drugiego nie)

                    raz dziecko ma kontakt z ojcem, raz nie - i tez wydaje mi się, że
                    częściej ma

                    co do generalizowania... nie można manipulowac dzieckiem, niby każdy
                    to wie, ale to, co czasem robią babcie i dziadkowie, bo zięc/synowa
                    to zły człowiek i dziecku trza tę prawdę uświadamiac albo sprzedawac
                    chociaż w podtekstach... tragedia


                    ja akurat marzę o dobrych układach dziecka z rodziną exa - o ich
                    bezinteresownej miłości do Małej, a nie tej religijnej zawierającej
                    poczucie krzywdy, wyczuwalne na każdym kroku "bo świat ich nie
                    rozumie i niszczy"
                    marzę o uśmiechniętej babci, która widząc Małą na spacerze zatrzyma
                    się i poczeka, by ją zobaczyc, a nie zwieje, bo ja z Małą idę

                    marzę o radości Małej ze spotkan z jego rodziną, z których będzie
                    wracała spokojna i szczęśliwa, a nie nasycona ich ciągłymi bolesnymi
                    westchnieniami, półsłówkami, kto dobry, a kto zły... a póki co
                    widzę, że będzie z tym ogromny kłopot

                    marzę o tym, bo mojej rodziny tu nie ma, a zawsze trzymaliśmy się
                    blisko mentalnie i tłumnie bywało - i wiem, ile znaczy taki dobry
                    układ rodzinny z ciotkami, wujkami, dziadkami...

                • kasper254 Re: Do babcizuzi 12.07.08, 15:57
                  Jak będzie ktoś kradł czy oszukiwał, będziesz czekać, aż zrozumie,
                  że to jest bezprawne, niemoralne, krzywdzi innych?
                  Synowa babcizuzi narusza normy prawa natury, pozytywnego i inne
                  normy społeczne. I krzywdzi swoje dziecko. Albo babciazuzia -
                  dorosła, świadoma tego, da odpór takiemu postępowaniu, albo je
                  utwierdzi. To sprawa jej, a przede wszystkim jej wnuczki, która sama
                  nie może się bronić. Na tym forum wiele/u jest takich
                  właścicielek/dzieci. Forum powinno też uczyć.
                  Po drugie. Co do statusu moralnego młodych nie zgadzasz się nie
                  ze mną, ale z badaniami. Jak myślisz, dlaczego dotąd w prawie nie
                  było omawianej przez nas ochrony dzieci przed ich rodzicami -
                  uzurpatorami; dlaczego np. była w prawie zwyczajowym, starodawnym
                  (kodeks Hammurabbiego - około 1700 lat p.ne.)? Odpowiedż jest
                  prosta. Kryje się w omawianych przeze mnie badaniach. Prawo nie
                  nadążyło za życiem. Stąd potrzeba regulacji i tak też będzie w nowym
                  kodeksie. Gdyby nie było nagminnego problemu łamania praw dziecka
                  przez rodziców m.in. w kontekście uniemożliwiania kontaktów
                  z "dziadkami", nie trzeba byłoby jurydyzacji tego.
                  • ronja.r Re: Do babcizuzi 12.07.08, 16:20
                    Nie zgadzam sie ze stwierdzeniem ze "dzisiejsi mlodzi". To o czym piszesz bylo
                    zawsze, bywalo jeszcze gorzej! Mowisz o prawie? tak, polskie prawo nie nadaza i
                    chyba wiesz co mowia panowie poslowie gdy mowi sie o zakazie bicia dzieci.
                    Tak, synowa babcizuzi narusza prawo jednak sa okolicznosci lagodzace, zreszta
                    sama pisala ze gdy odwiedzila synowa zostala ugoszczona. Sadze jednak ze
                    wszystkie strony skorzystaja na tym ze bedzie to polubownie zalatwione.
                    Wyobrazasz sobie teraz gdyby poszla przeciwko synowej do sadu? jasne, moze
                    bedzie miala wnuczke raz w miesiacu ale rowniez przeciwna sobie byla synowa.
                  • lampka_witoszowska Re: Kasper... 12.07.08, 20:25
                    póki nasze sądy przeczą jakiejkolwiek psychologii i wystarczy
                    nawiedzenia sędziego, by przyznac prawo do spotkan z dziadkiem
                    alkoholikiem, który powie, że kontakt z wnuczką da mu siły do
                    zerwania z nałogiem...

                    teoretycznie żenada, w praktyce psychiczny koszmar pod
                    przykrywką "więzi rodzinnych"
                    osobiście uważam, ze kazda jedna sprawa sporna z urzędu powinna byc
                    załatwiana z użyciem dobrego psychologa - i to po wielu spotkaniach,
                    zaczynając od chwili wpłynięcia pozwu akurat czasu do pierwszej
                    rozprawy starczyłoby na dobrą psychoterapię, nie tylko na
                    rozpoznanie przyczyn konfliktu
                    • kasper254 Re: Kasper... 12.07.08, 20:38
                      Masz rację i nie, lampko. Prawda, że sędziowie są różni - o
                      psychologii, socjologii wiedzą tyle, ile usłyszą. I nie chodzi tutaj
                      o kontakt dziadka alkoholika z wnukiem, aczkolwiek i ona pa takie
                      prawo. Nie wiem, dlaczego lepszy jest minister czy profesor -
                      dziadek? Omawiana przez nas sprawa ma jednak dzisiaj inny wymiar.
                      Sędziego ograniczają wytyczne SN oraz - szczególnie - jurysdykcji
                      międzynarodowej, unijnej. Tutaj bierze się pod uwagę głównie dobro
                      dziecka, prawa dziecka, widziane w kontekście szerszym, niż prawny.
                      Uzurpacja rodziców jest zahamowana. Dość jasno ograniczył brutalizm,
                      woluntaryzm rodziców, ograniczanie przez nich praw dziecka do
                      kontaktów z "dziadkami" jeden z wyroków SN. Każdy sąd polski
                      rozpatrując tego typu sprawy, musi go brać pod uwagę. Oczywiście
                      inaczej wygląda to w płaszczyżnie regulacji administracyjnych (np.
                      policyjny charakter prawa Wielkiej Brytanii - oczywiście w omawianej
                      sferze opieki rodzicielskiej), ale o tym nie mówimy. Wspominam o tym
                      dlatego, że ma to związek z póżniejszą wykonalnością wyroku itd.
                      • lampka_witoszowska Re: Kasper... 12.07.08, 20:48
                        nie chodzi o zawód, ale o stan umysłu
                        niech bedzie spawaczem, byle bez nałogu, który z mózgu zrobił mu
                        sieczkę

                        a własciwie, może nawet lepiej, jak jest spawaczem niz ministrem?
                        czasu więcej, więc ciepła na kilogramy może dac... dziadek z
                        zaawansowaną chorobą alkoholową w każdej chwili moze stac sie
                        brutalny i agresywny - i to nijak ma sie do dobrego samopoczucia
                        dziecka - i jego bezpieczenstwa

                        a mówimy o 1,5 - rocznym dziecku, tak na marginesie...

                        każda sytuacja jest inna
                        i stąd moje zdanie
                        • kasper254 Re: Kasper... 12.07.08, 22:48
                          Masz rację, lampko. Mnie także chodzi o bezwarunkową miłość, którą
                          mogą dać babcia i dziadek. I jest to niezależne od statusu
                          społecznego, materialnego itd. Nie chciałem urazić. Mój brak czasu -
                          skrótowe, urwane myśli.
                          Ja także, young, sugeruję kontakty z synową. Sąd to
                          ostateczność. Dobrze jednak wiedzieć, że rodzice (opiekunowie) nie
                          są prawem i w sprawach ochrony naturalnych praw dziecka władnym
                          jest sąd. W ostateczności babciazuzi musi zdecydować, gdyż, być
                          może, kiedyś, wnuczka powie: "Babciu, byłaś dorosła, mówiłaś, zże
                          mnie kochałaś... to na czym polegała twoja miłość, jeśli nie na
                          dbałości o mój rozwój. Bez ciebie był on ułomny... Inne dzieci miały
                          babcię i dziadka,a ja nie...Co więc robiłaś? Czemu mnie zostawiłaś?
                          • lampka_witoszowska Re: Kasper... 12.07.08, 23:00
                            Dziękuję, ale zupełnie nie uraziłeś smile

                            i przyznaję, że jak się nie dba o kontakt, to dziecko naprawdę czuje
                            się oszukane, równiez gadaniem o miłości

                            przezyłam i wiem
                            potem, jak zadbali o kontakt - i ojciec, i jego rodzina - to jako 12
                            latka oczy byłam gotowa wydrapywac za każdą krytykę mamy z ich strony

                            więc od razu uwaga - jak ktos ma krytykowac rodziców i wrzucac w
                            dziecko jak do kosza swoje opinie na temat przyczyn ich rozwodu - to
                            lepiej odpuścic - często uderza to w krytykanta...
                          • z_mazur Re: Kasper... 15.07.08, 08:36
                            Oj Kasper Kasper. A Biblię czasem czytałeś?
                            Historię króla Salomona i jego wyroku w sprawie dziecka?

                            Czasem miłość do dziecka, to umiejętność odpuszczenia w odpowiednim
                            momencie, a nie dochodzenie praw za wszelką cenę.
                            • kasper254 Re: Kasper... 16.07.08, 06:45
                              Znam, z_mazur. Masz rację. Ja nie namawiam do pójścia do sądu babci
                              forumowej i każdej innej. Sam nie posunąłbym się do tego - w imię
                              dobra dziecka.Mówię tylko, że ma takie możliwości, które - niestety -
                              tkwią tylko w sferze prawnej. Ułomnej i zawodnej. Gdyby
                              postępowanie takiego drania, który niszczy kontakty dziecka
                              z "dziadkami", regulowały mocno inne normy społeczne, nie mielibyśmy
                              takich sytuacji. Historia babcizuzi (wymyślonej, idealnej), jak jej
                              zakończona szczęśliwie historia kontaktów z realną czy wirtualna
                              Zuzią jest na miarę amerykańskich, filmowych standardów. Oby tak
                              było w życiu. Ale nie jest. Inni moi znajomi od roku nie widzą
                              wnuczka, którego chowali od małego. Ich wyrodna córka nie chce znać
                              ich i napawa się tym, że może ich ranić tak okrutnie. I ranić
                              dziecko. Robi tak dlatego, bo tak "wolno", bo takie zachowania są
                              dopuszczalne, bo nas to nie interesuje itd. W morzu obojętności
                              cierpienie innych jest niczym. Nie ma "pamięci" pokoleń, bo nie ma
                              kto nieść ich okruszków, jak "kagańca oświaty". Jedno z bardziej
                              cynicznych stwierdzeń, które zanotowałem na tym forum, to
                              następujące ( mniej-więcej tak): "gdy dziecko zapomni, gdy nie
                              będzie się je "dopuszczać" do rodzica czy babci,to co będzie chciało
                              wiedzieć w przyszłości od osoby już przecież obcej"?
                              Salomon miał prostą sprawę do rozstrzygnięcia. Na tym
                              forum obserwuje się jednak przypadki ciągłego kupczenia dzieckiem -
                              wobec drugiego rodzica, czy dziadków, zawłaszczania jego praw,
                              ograniczania jego życia. I tak jest w życiu. My sami musimy
                              rozstrzygać dylematy moralne, samotni w samotnej rodzinie. Nie ma
                              Salomona, ale jest niewyobrażalne okrucieństwo młodych.
                              To nie jest świat dla starych ludzi - realny czy wirtualny...
                              • sylwiamich Re: Kasper... 16.07.08, 07:07
                                Dlaczego patrzysz i mierzysz według siebie?


                                "Nie ma "pamięci" pokoleń, bo nie ma
                                > kto nieść ich okruszków, jak "kagańca oświaty".
                                jest niewyobrażalne okrucieństwo młodych.
                                > To nie jest świat dla starych ludzi - realny czy wirtualny..."

                                Z uproszczania i uprzedzeń ludzie nie chca wejść z czyjąś
                                skórę.Patrzą, oceniają i już wiedzą.Brakuje tu myślenia...o innych.
                                Ciągle piszesz o rodzinie jako wartości nadrzędnej.A czy Ci młodzi
                                nie są z rodziny? Nie ze świata starych ludzi wynieśli to, co mają?
                                Najprościej powiedzieć...wyrodna.Zdejmuje to odpowiedzialność z
                                barków "starych, dobrych rodziców".
                                Jedna babcia moich dzieci przez 3 lata nawet nie zadzwoniła żeby się
                                dowiedzieć czy jej wnuki żyją, czy mają co jeść.Druga wyzywała swoją
                                wnuczkę bo jej głośne powtzrzanie materiału przeszkadzało w
                                oglądaniu telenowel.Poczytaj o "naszych dziadkach" I nie piernicz
                                o "cudownym świecie starych ludzi".Bywa tak samo pusty i bezwzględny
                                jak młodych.Od kogoś się uczymy.Co nie zwalnia ani nas, ani ich od
                                myślenia.
                                Dodam tu młodzieńczą pychę i starczą "wszechwiedzę".
                                • kasper254 Re: Kasper... 16.07.08, 07:51
                                  To nie jest świat dla starych ludzi to tytuł oscarowego, dość
                                  porządnego filmu amerykańskiego.
                                  Po drugie - opisywane tutaj inkryminowane zachowania młodych są
                                  wytworem ich wyobrażni, powieleniem pustki,którą niosą itd. O tym
                                  wszystkim mówią badania socjologiczne i kryminologiczne (Podgórecki
                                  i inni). To dziejsze pokolenie rozpowszechniło wzorzec szantażowania
                                  wnukami, kupczenia ich zyciem. Dowodem tego jest brak jurydyzacji
                                  tego typu zachowań. Dopiro nowy polski kodeks rodzinny się ty
                                  zjawiskiem zajmie: ochroną dzieci przed ich rodzicami. Choćby podała
                                  jeszcze pięc innycy przykładów głupich, złych babć, czy dziadków, to
                                  nic nie zmieni.Mówimyo zjawisku społecznym, a nie incydentalności.
                                  Po trzecie - skąd się bierze przypisany mi twór:"cudowny świat
                                  starych ludzi"? W zacietrzewieniu nie twórz iluzji. Jest coś takiego
                                  jak fenotyp i genotyp. To tyle.
                                  • lampka_witoszowska Re: Oj, Kasper... 16.07.08, 10:54
                                    kurczę, co Ty tak zafiksowałes na tym jednym aspekcie kontaktów
                                    między dziadkami a dziecmi porozwodowymi?
                                    przeciez jest tyle różnych sytuacji...
                                  • sylwiamich Re: Kasper... 16.07.08, 11:31
                                    Nie oglądam filmów...zwłaszcza amerykańskich.Niewiele z nich dla
                                    mnie jest porządnych, a może nie pożadności w sztuce szukam?
                                    Inkryminowane zachowania..pustka którą niosą.Nieżłe.Nakarmiono
                                    dzieci chłamam amerykańskim zresztą i dziwne że wyrośli nadęci,
                                    otłuszczeni i wiecznie głodni.Ale ja widzę w nich głód.Tych wartości
                                    które niby starym są bliskie.Niby, bo starość zdziecinniała jest i
                                    ślepa.Czasami.Zgorzkniała i pazerna.Musisz mi zrobić, musisz dać, na
                                    moich warunkach, teraz.Ty szczenianiaku, jesteście pustym
                                    pokoleniem, badania pokazują.To ja za młodymi powiem.....pocałujcie
                                    mnie w dupę.
            • young_and_bored Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 22:35
              babciazuzi napisała:

              >Patrząc na to, co pisali misbaskerwill czy young_and_bored, nie
              >jest przecież aż tak źle.


              Ze swojej strony sugeruję Pani dalsze próby porozumienia z synową,
              zmotywowanie syna do starań o kontakty z dzieckiem, i trzymanie się
              z dala od sądów w tym kraju tak długo jak się da.


              Za Dziennikiem Toruńskim z 27 czerwca 2008 r.:


              Zabito nam syna! Wnuków po nim nie damy sobie odebrać!
              - zaręczają Jolanta i Tadeusz Głowalowie.
              Przegrali właśnie batalię w sądzie. Muszą zapłacić grzywnę
              za „dokuczliwe i złośliwe niepokojenie” synowej oraz jej konkubenta.

              Całość:

              www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrArticle=105948&NrIssue=842&NrSection=
              80&IdTag=832
              • young_and_bored Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 22:41
                www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrArticle=105948&NrIssue=842&NrSection=
                80&IdTag=832
                • young_and_bored Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 22:45
                  Inne źródło:

                  www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article_druk.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=842&NrSection=80&NrArticle=1059
                  48
                  • young_and_bored Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 22:49
                    hmm, no to może tak:

                    www.google.pl/search?hl=pl&lr=&q=Jolanta+i+Tadeusz+G%C5%82owalowie&start=0&sa=N&filter=0
                  • sylwiamich Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 22:56
                    Babciazuzi naprawdę kocha to dziecko...gotowa jest zrezygnować dla
                    jego dobra....
                    • young_and_bored Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 12.07.08, 23:13
                      Nie watpię i jestem zdania że Babciazuzi ma spore szanse jako tako
                      dogadać się z synową.

                      p.s. ten ostatni link przez google jest ok, proszę o wycięcie
                      reszty smile
    • joaska_r Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 13.07.08, 23:23
      lampka_witoszowska napisała:

      > nie dbam o kontakty młodej z dziadkami ze strony przyszłego byłego
      > i dbac nie chcę

      bardzo źle postępujesz zweryfikuj swoje zachowanie wystarczy troche pokory
      • lampka_witoszowska Re: kochana joasiu :) 13.07.08, 23:26
        przeczytaj cosik więcej z napisanego smile
        ja się naprodukowałam, a Ty tak jednym kopem do jednego zdanka?
        normalnie mnie olałas smile)))

        ps. albo prowadzaj 1,5-roczne dziecię do wieloletniego alkoholika,
        moze zrozumiesz, co mam na mysli
        • joaska_r a to przepraszam 13.07.08, 23:30
          ale nie można karać dziadków za męża, absolutnie
          • lampka_witoszowska Re: a to przepraszam 13.07.08, 23:36
            ok, dzięki i masz rację co do karania - zresztą nawet meża bez sensu
            jest "karac", a już za pomocą dziecka to zwykłe świnstwo
    • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 15.07.08, 00:14
      smile))))))))))))))
      Synowa sama zaproponowała, aby Zuzia spędziła dzisiejszy dzień z
      nami. Sama również nam Zuzię przywiozła. Chyba wpłynęło na tą
      decyzję to, że wyjeżdżamy na wakacje. Wiedziała, że nie wybaczyłabym
      Jej, gdybym nie zobaczyła Zuzi przed tym wyjazdem. Spędziła u nas
      cały dzień, a po południu odwieźliśmy ją do mamy. Płakała gdy
      wsiadałyśmy do auta i nie chciała odjeżdżać. Chyba tęskniła za nami
      nie mniej niż my za nią. Cieszę się z tego co zrobiła nasza synowa,
      bo daje to nadzieję, że wszystko się ułoży. Że Zuzia nie będzie już
      musiała tęsknić, że ja nie będę wypłakiwać oczu, że nadal będę mogła
      być szczęśliwą babcią małej Zuzi. Życzę tego wszystkim babciom i
      dziadkom w sytuacji podobnej do mojej.
      • anarkia Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 15.07.08, 00:20
        Fajną jestes babcią. Zazdroszczę Twojej Zuzi.
        Moj syn ma tylko moja mame za babcię.
        Ale wnuk niestety nie spelnia wymagań....babci. wiec jest niedobrym
        wnukiem.
        Przykre to jest.
        • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 15.07.08, 00:39
          A ja myślałam, że babcie to kochają wnuki bezwarunkowo, za to tylko
          że są.
          • nasyl Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 15.07.08, 08:08
            babciazuzi napisała:

            > A ja myślałam, że babcie to kochają wnuki bezwarunkowo, za to tylko
            > że są.

            i dobrze myślisz i tak jest, myślę że babciom nie tyle chodzi o relacje z
            wnukami (złe zachowanie, wygląd, fochy itp., tym bardziej kiedy wnuk jest mały)
            chodzi raczej o stosunki z "byłymi" synowymi i 'byłymi" zięciami. Powinno się
            spojrzeć na siebie, wykorzystać wszystkie możliwości perswazji. Substytut babci
            dziadka w postaci mamy/ojca mija się z celem i źle wpływa na dziecko i to chyba
            nie podlega dyskusji. Nie mówię tu np. o pijących na umór dziadkach, ale o
            normalnych ludziach.
            Wiem łatwo wysuwać argumenty i pouczać kiedy sami mamy swoje bagienko, ale nie
            jesteśmy tu bez powodu.
            • lampka_witoszowska Re: hehehe 16.07.08, 10:57
              chciałbys, żeby świat był taki idealnie biało-czarny smile))
              ja akurat rozumiem, co pisze Anarkia, moja mama jest jedyną babcią
              dla mojej Młodej, ale jak Młoda głośniej jęknie, że cos jest nei po
              jej myśli, to babacia juz z naganą w głosie mówi do Młodej: ej! ej!
              a co to za nerwy?!
              znam to z własnego dzieciństwa, następny etap brzmiał: dzieci nie
              mają prawa sie złościc big_grinDDDDD

              a że staję po stronie Młodej, babacia z wyrzutem stwierdza: tak,
              tak, strasz dziecko babcią big_grinDDD

              niezła jazda z tymi bezwarunkowymi miłościami babc z masą warunków
              do spełnienia przez dzieci smile
              • nasyl Re: hehehe 16.07.08, 11:40
                egoizm przez Ciebie przemawia i tyle.
                • anarkia Re: hehehe 16.07.08, 12:07
                  Nasyl, miałes fajne dziecinstwo, to się ciesz. Miałeś/masz fajnych
                  rodziców, a dziadków dla Twoich dzieci - pozazdrościc tylko.

                  Uwierz, ze istnieją TOKSYCZNI ludzie. Dotyczy to rownież babć.

                  - Co dostałeś ze sprawdzianu?
                  - czwórę
                  _ a dlaczego nie piątke? Pewnie nie chciało sie uczyc? Lepiej przy
                  komputerze siedziec godzinami?
                  - nie , babciu, po prostu jakiś rozkojarzony byłem, zle sie czułem.
                  - No tak, ty zawsze jestes rozkojarzony.zawsze zle sie czujesz. Leki
                  trzeba brac w porę. Tez o tym zapominasz? Czy ty w ogole o
                  czymkolwiek pamietasz? Niedługo glowe zgubisz! Nic cie nie obchodzi!
                  Nawet wlasna szkoła! a wiesz, ze moja znajoma ma wnuczka, to taki
                  madry chlopczyk, w twoim wieku jest. I dobrze sie uczy, i pomaga
                  mamie w domu i taki grzeczny, i w ogole ostatnio na trlalala jakiejs
                  olimpiadzie dostał pierwsze miejsce. pamietaj, jak nie bedziesz to
                  tamto i sramto, to ,..... itd itp.
                  A w ogole , to za moich czasów....
                  Ach jaka jestem wspaniała i hej do przodu, ino cała reszta jest
                  jakas niedorobiona!

                  ps. tak, to jest faktycznie czysty egoizm. Babci marzenia nie
                  zostały spełnione.!!!!!!!
                  I sie nigdy nie spełnią! Rozpacz!
                  Tfu!
                  • sylwiamich Re: hehehe 16.07.08, 12:19
                    Anarkia...to Ty mnie rano sprawdzałaś?smile)
                    • anarkia Re: hehehe 16.07.08, 12:24
                      Wczoraj w nocy raczej wink
                      Pewnie juz spałaś smile
                      Z ....marzeniami wink
                      big_grinDD
                      • sylwiamich Re: hehehe 16.07.08, 12:28
                        To zapisuję...a już myślałam że to "jakieś nowe kłopoty"?smile))
                        • anarkia Re: hehehe 16.07.08, 12:38
                          Myslałaś, ze to jakis gach się dowala drzwiami i oknami ? hehe smile
                • sylwiamich Re: hehehe 16.07.08, 12:16
                  I ciągle mówimy o egoiżmie.A ja o stawianiu granic.Moi jedni
                  dziadkowie nigdy nie byli chętni do odwiedzin u nas.Rozumiałam.Ot,
                  starsi ludzie.Gdy jechałam z dziećmi do nich, po kilku godzinach
                  babcię straszliwie bolała głowa.Utyskiwała że dzieci brudzą, są
                  głośno, że ona nie wyobraża sobie abyśmy nocowali.Powrót to 3.5
                  godziny.Czyli razem około 7 godzin w samochodzie.Moja córka,
                  podobnie jak babcia ma chorobę lokomocyjną.Z tym że do nas zawsze z
                  otwartymi ramionami byli zapraszani na kilka dni.Nie
                  chcieli..warunki złe.Potem mieli do swojej dyspozycji pokój z
                  łazienką.Też nie chcieli.Babcia potrafiła zadzwonić w dzień dziecka
                  i szukać synka, żeby mu złożyć życzenia...o wnukach zapomniała.Albo
                  z tekstem "chodż do pani" przygarniać swojego wnuka.Po rozwodzie jej
                  syn nie płacił mi nawet grosza.Nigdy...mija kilak lat nie zapytała
                  jak sobie radzę, czy nie potrzeba czegoś dzieciom.Nieprawda.Raz
                  zadzwoniła.Czemu utrudniam im widzenia z dziećmi.Powiedziałam że
                  zawsze są mile widziani u mnie w domu i zapraszam serdecznie, ale
                  teraz moje dzieci musiałyby jechać do nich 6 godzin w jedną
                  stronę...więc na kilka godzin to zbyt duże obciążenie.I na tym temat
                  dzieci się zakończył...za to była ciekawa czemu złożyłam doniesienie
                  na jej syna do prokuratury o uchylanie się od alimentów.I chyba
                  tylko z tego powodu zadzwoniła.Moje dzieci nigdy nie usłyszały na
                  dziadków złego słowa.Obecnie, gdy są więksi, jeżdżą do nich.
                  Moja matka.Osobistych przeżyć z matka opowiadać Ci nie będę.Powiem
                  tylko że dzięki niej mam trochę więcej problemów w życiu.Teraz jest
                  w stanie terminalnym.Myję jej tyłek i pielęgnuję odleżyny.Jestem
                  uwięziona w domu, bo ma ataki paniki.Moja córka doprowadzała jej do
                  porządku rękę po zdjęciu gipsu.Delikatnie wmasowywała krem i
                  zdłubywała starą, martwą skórę.Pomimo tego że babcia biła ją i
                  wyzywała gdy ja jechałam do pracy 120km dalej.Nie mów mi o
                  egoiżmie.Nikomu nie pozwolę skrzywdzić swoich dzieci..czy to będzie
                  ojciec, babcia, czy ja sama.Ale to ich chroni przed innymi
                  rzeczami...zbyt dużym oddawaniem siebie, cierpiętnictwem.
                • anarkia Re: hehehe 16.07.08, 12:37
                  A jeszcze Nasyl, tu nie chodzi o ogrniczanie relacji z dziadkami.
                  Jak mi ex opowiadał o swoich rodziców, to uwazam, jestem wrecz
                  pewna, ze postokroc wolalabym aby moje dziecko miało tylko teściową
                  za babcię, niz moją mamę.
                  Malo tego, myslę, że jakby jego mam zyła, to pewnie bylibysmy razem
                  do tej pory. Zreszta, zawsze powtarzał, ze mu strasznie jego matke
                  przypominam i charakterem i urodą.
                  Ponadto, zawsze stawalam po stronie exa kiedy moja mama zaczynała
                  jątrzyć, zawsze tez stawałam i stane po stronie swojego dziecka a
                  przeciwko własnej mamie, jezeli stane przed takim wyborem.
                  Nie chce tego, uwierz. Ale musze. Tak, jak Sylwia tez powiedziała i
                  Lampka. Bede chronic swoje dziecko.
                  Ale to nie ma nic wspolnego z chęcią zastepowania dziadków przez
                  rodziców.
                  Bardzo bym chciała, aby moje dziecko, czy dziecko mojej siostry
                  mieli przynajmniej jedną, bezwarunkowo kochającą babcię.
                  Ale...chciec, to sobie można.
                  • sylwiamich Re: hehehe 16.07.08, 12:48
                    A najgorzej jest, gdy usiłuję coś powiedzieć.Młodzi nie mają
                    prawa.Bo są głupi, niedoświadczeni. Bo starsi z nadania mają
                    bezgraniczne prawo do szacunku, podporządkowywania, mówienia,
                    bezkrytyczności.A gdzie te fajne babciezuzi....rozładowujące
                    napięcia, będące mediatorem, kochające, spokojne.Kto ma nam pokazać
                    jak się chowa dzieci?Kto ma w nas wzbudzać szacunek do starości?
                    Ten dziadek który zabiera dzieciom piłkę, bo hałasują? A może ten
                    który zwrócił na przystanku uwagę nastolatce palącej papierosy: Jak
                    Cię kopnę w gębę, to Ci zęby dupa wylecą?
                    Ja rozumiem rozczarowanie starością i frustracje tych ludzi w tym
                    kraju.Ale nie są świętymi krowami.
                    Zresztą ta dyskusja jest niepotrzebna, po prostu wśród młodych i
                    starych są żli ludzie, poturbowani ludzie, bezwzględni ludzie.
                    • anarkia Re: hehehe 16.07.08, 12:56
                      No miałam tak. Tylko ze poniekąd byłam wychowywana jako jedynaczka.
                      (siostry wczesniej wyjechały z domu),. No i pieszczona przez tatusia
                      byłam. To, zapewne, jakos mnie uratowało przed kompletna ruina
                      psychiczną.
                      Dzieci i ryby nie maja głosu.... tysiace razy słyszałam.
                      Ale nie ten charakterek. Protestowalam. I to bardzo. protestowalam,
                      bo nie widziałam spójności w zachowaniu a deklaracjach tego co mówia
                      i czynia dorosli. Dysonans ten mnie meczył.
                      Dlatego pozwalam młodemu na powiedzenie "nie".
                      Bo to głeboko czuły młody człowiek i wrązliwy. I stać mnie, aby
                      przed dwunastoletnim gówniarzem powiedziec "przepraszam"," dałam
                      ciała", "wybacz, synku."dlatego wciąż przychodzi i przychodzi i sie
                      przytula, bo sie po prostu kochamy. Bezwarunkowo. Co nie znaczy, ze
                      nie potrafimy sobie wprost powiedziec co nas boli. I sobie wybaczyć.
                      • lampka_witoszowska Re: hehehe 16.07.08, 20:45
                        ...i niejednej córuni tatus życie psychiczne uratował...

                        nawet, jeśli biologiczny się wypiął, to Tata stanął na wysokości
                        zadania, do konca życia będę mu wdzieczna i z miłością

                        i to niezaleznie od dyskusji, które ciągle toczy z Nim matka, mówiąc
                        do mnie, bo Tata od kilku lat nie żyje
                  • papaigor Re: hehehe 16.07.08, 23:19
                    anarkia napisala:
                    > Malo tego, myslę, że jakby jego mam zyła, to pewnie bylibysmy
                    razem do tej pory.

                    [...] i za nexią by nie poleciał ... sad
                • lampka_witoszowska Re: hehehe, nasyl... 16.07.08, 12:42
                  nasyl napisał:

                  > egoizm przez Ciebie przemawia i tyle.

                  kto wie, ale chyba musisz rozwinąc wypowiedź, żeby nabrała sensu i
                  osadzenia w kontekście, bo ja tego egoizmu za cholerę nie widzę - a
                  chętnie zrozumiem Twoją wypowiedź smile

                  bo bronię dziecka, które ma WŁASNE uczucia i zachcianki, jak każdy
                  człowiek? czy dlatego, że nie wzmacniam wizerunku babci, która sama
                  sobie go wzmocnic nie umie, bo łatwiej jest krytykowac i wymagac?


    • nasyl spokojnie niewiasty 16.07.08, 14:08
      lampka_witoszowska napisała:

      > nie dbam o kontakty młodej z dziadkami ze strony przyszłego byłego
      > i dbac nie chcę

      Po prostu niezbyt ciekawa teza.
      A w ogóle to niepotrzebnie się zaraz nakręcacie. Osy smile))

      Czy Wasze dzieciństwo miało wpływ na powyższą tezę, czy sytuacja obecna ?
      Moje dzieciństwo było poprawne, moja Mama miała chłodne stosunki z teściową tj.
      moją babcią, ale ja o tym dowiedziałem się potem, nie odczuwałem tego on-line i
      chyba dobrze. Staram się nie wciągać dzieci w moje kontakty z teściami, powinny
      mieć szacunek do starszych...niezależnie co myślimy i uważamy.
      • sylwiamich Re: spokojnie niewiasty 16.07.08, 18:12

        nasyl napisał:
        powinny
        > mieć szacunek do starszych...niezależnie co myślimy i uważamy.

        Ciekawe czemu zeszłe pokolenia nie ukuły powiedzenia: "Trzeba mieć
        szacunek do dzieci"smile)))
        Szanowac trzeba ludzi w ogóle, zwierzęta, przedmioty.Nikogo
        szczególnie, tylko dlatego że jest stary.Szacunek pozwala na
        krytyczne spojrzenia na czyny, zachowania.
      • anarkia Re: spokojnie niewiasty 16.07.08, 20:07
        nasyl napisał:
        >>Osy smile))

        Cholera, jeszcze nikt tak do mnie nie mówił smile Fajne to!
        A nie tam jekies "misius", "pyciupyciu" i inne fiu bzdziu big_grinD

        > Czy Wasze dzieciństwo miało wpływ na powyższą tezę, czy sytuacja
        obecna ?

        - po japońsku. Ito ito wink

        Najpierw "to":
        Bo jak widziałam ze moja matka nie cerpi swojej tesciowej i awantury
        wybuchały np. z (jak dla mnie) z błahego powodu, typu: przychodzi
        babcia i mówi: wiesz, no ja ci tu troche pomoge, ugotuje moze cos i
        posprzątam. Matka: co ty chcesz mi powiedziec, ze ja jakas
        niechlujna jestem? ze nie potrafie posprzatac? ugotowac?
        No comments.
        A potem "to"-
        Mama do exa: wersja jeden: ile mozna w tej pracy siedzieć, lepiej
        byś sie rodzina zajął!
        za pięć minut wersja dwa: ile ty zarabiasz! może byś wreszcie zaczął
        zarabiac jak człowiek! Nic w tym domu nie macie! nic! Zacznij
        wreszcie zarabiać!

        >>Staram się nie wciągać dzieci w moje kontakty z teściami, powinny
        > mieć szacunek do starszych...niezależnie co myślimy i uważamy.

        Ja tez nie wciągam swojego dziecka w moje kontakty z mamą wink
        wrecz staram sie , aby sie spotykali jak nak najrzadziej. po co maja
        sie denerwowac, i moje dziecko, i moja mama wink
        • sylwiamich Re: spokojnie niewiasty 16.07.08, 20:10
          Widzę że humorek lepszy?smile))
          • anarkia Re: spokojnie niewiasty 16.07.08, 20:16
            sylwiamich napisała:

            > Widzę że humorek lepszy?smile))

            Nooooo, a dzieki komu????? Jak myslisz?
            Dziekuję, moja kochana smile

            ps. bez podtekstów tu proszę, bez! smile

      • lampka_witoszowska Re: powiem wprost: nasyl, ty leniu śmierdzący.... 16.07.08, 20:39
        rusz tyłek i przeczytaj, co napisałam dalej, bo - jak już
        naprodukowałam się - to nawet nie chce ci sie przeczytac całości,
        tylko mi tu wyskakujesz z tym tekstem

        a odpowiem ci jako parę dni temu JoasiR - albo przeczytaj, albo lec
        do wieloletniego alkoholika, który nie panuje nad sobą, z
        półtorarocznym dzieckiem

        i teraz tez będę szczera - w doopie mam, czy teza brzmi ładnie czy
        brzydko
        chodzi mi o bezpieczenstwo mojego dziecka i reszta się nei liczy w
        tym temacie

        ps. pierwszy post był o teściach, teraz rozmowa zeszła na nasze
        matki - a ja z moją kontakty jak najbardziej utrzymuję i vice versa,
        ona z nami też
        co nei zmienia faktu, że potrafi zachowac się beznadziejnie

        co jeszcze mogę ci wytłumaczyc? big_grinDDD
        • sylwiamich Re: powiem wprost: nasyl, ty leniu śmierdzący.... 16.07.08, 20:42
          Lampka...skąd jesteś?
          • lampka_witoszowska Re: kurczę... a co mi chcesz zrobic?...:) nt 16.07.08, 20:46
            • sylwiamich Re: kurczę... a co mi chcesz zrobic?...:) nt 16.07.08, 20:57
              Z sympatii pytamsmile)
              • lampka_witoszowska Re: kurczę... a co mi chcesz zrobic?...:) nt 16.07.08, 21:04
                a może Ty jestes stąd, co ja? (nadzieja zatliła mi się na
                klawiaturze)
                z południowego zachodu - strasznie południowego i strasznie
                zachodniego smile






                • sylwiamich Re: kurczę... a co mi chcesz zrobic?...:) nt 16.07.08, 21:05
                  Ja to mam wszędzie blisko...bo w samiutkim środeczku mieszkamsmile)
                • sylwiamich Re: kurczę... a co mi chcesz zrobic?...:) nt 16.07.08, 21:06
                  lampka_witoszowska napisała:
                  nadzieja zatliła mi się na
                  > klawiaturze

                  Dać namiar na zarąbistego strażaka? Młody, silny i dzikismile))
                  • lampka_witoszowska Re: :DDDDD dziecko mi obudzisz moim śmiechem :DDD 16.07.08, 21:16
                    ...fajnie z tym strażakiem... smile))))) z sikawką... kurczę, no,
                    no... smile))))) i to z dziką sikawką smile))))))

                    to się nazywa dar wyobraźni smile

                    ps. panowie moderatorzy, mam nadzieję, że owa sikawka nie będzie
                    powodem usuwania postów... wink
                    • sylwiamich Re: :DDDDD dziecko mi obudzisz moim śmiechem :DDD 16.07.08, 21:31
                      Z dwiema sikawamismile))
      • bozenadwa Re: spokojnie niewiasty 16.07.08, 20:52
        nasyl napisał:

        >> chyba dobrze. Staram się nie wciągać dzieci w moje kontakty z
        teściami, powinny
        > mieć szacunek do starszych...niezależnie co myślimy i uważamy.
        Nasyl ,w innym watku piszesz ,ze sad Ci dowalil na dzieci .Jak
        myslisz jaki one beda miec kiedys szacunek do Ciebie ,jako do
        ojca ??
        • sylwiamich Re: spokojnie niewiasty 16.07.08, 20:56
          Ech Bożenko.."szacunek trzeba mieć do starszych"smile))
          • bozenadwa Re: spokojnie niewiasty 16.07.08, 20:59
            Mysliiiisz ?????
        • babciazuzi od Babci Zuzi 08.10.08, 15:13
          I już październik - jak ten czas szybko płynie! Zuzia rośnie, od
          września jest przedszkolakiem smile Ze względu na nienormowany czas
          synowej czasami opiekuję się nią gdy wraca z przedszkola. Synowa
          rozpoczęła rok akademicki i miała już pierwszy zjazd, a Zuzia była u
          nas. Spotykamy się bardzo często, czasami Zuzia u nas nocuje. Z
          synową jesteśmy sobie bliskie i mamy właściwie prawie codzienny
          kontakt. Radzi się nas w różnych sprawach, niekoniecznie dotyczących
          Zuzi. Cieszę się, że udało nam się pozostać nadal w dobrych
          relacjach. Ze względu na Zuzię, ale też dlatego, że bardzo lubię
          moją - niestety już prawie byłą - synową. Ale żeby nie było zbyt
          słodko, to powiem Wam, że poznałam nową towarzyszkę mojego syna i
          już wiem, że nie potrafię jej polubić. Nie dlatego że jest z moim
          synem, bo zaczęli się spotykać już po rozpadzie jego małżeństwa. Po
          prostu nie lubię takich ludzi: pełnych tupetu, idących przez życie z
          szeroko rozstawionymi łokciami. Ma wiele zalet, świetnie gotuje,
          jest gospodarna, wesoła, ale nadajemy na zupełnie innych falach, po
          prostu mi nie pasuje. Oczywiście staram się tego po sobie nie dać
          poznać, bo skoro mój syn ją sobie wybrał, to widocznie mu odpowiada.
          To on będzie z nią żył a nie ja. Ale wiem, że nie będzie mi nigdy
          tak bliska jak tamta.
          • lampka_witoszowska Re: od Babci Zuzi 09.10.08, 00:17
            ech, żyzń, żyzń...
            kochana z Ciebie kobieta smile
            ...i teściowa, i babcia smile
          • a.na Re: do Babci Zuzi 09.10.08, 11:38
            poryczałam się jak bóbr czytając pani historię.... sama nie wiem
            czemu może dlatego że moi teściowie wcale nie interesują się wnukami
            mimo moich zaproszeń - szkoda.....
            mogło być tak pieknie wink
    • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 07.08.08, 01:32
      Wróciliśmy wczoraj z długich wakacji, a dziś spędziliśmy razem z
      wnuczką cudowny i wspaniały dzień. Wieczorem odwieźliśmy malutką do
      mamy i wiecie co? Aż sama nie mogę w to uwierzyć - synowa napisała
      mi na gg, że dzięki nam Zuzia jest o ileś usmiechów szczęśliwsza smile
      I że Zuzia bardzo nas kocha smile Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa.
      • aron95 Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 07.08.08, 07:13
        Miły gest . Twoja synowa patrzyła na Was przez pryzmat syna
      • chalsia Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 07.08.08, 10:18
        babciazuzi napisała:

        > Wróciliśmy wczoraj z długich wakacji, a dziś spędziliśmy razem z
        > wnuczką cudowny i wspaniały dzień. Wieczorem odwieźliśmy malutką
        do
        > mamy i wiecie co? Aż sama nie mogę w to uwierzyć - synowa
        napisała
        > mi na gg, że dzięki nam Zuzia jest o ileś usmiechów
        szczęśliwsza smile
        > I że Zuzia bardzo nas kocha smile Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa.

        nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam i wzruszyłam, czytając to.
        Zuzia ma wspaniała i mądrą babcię, ma też mądrą, empatyczną mamę.
        Oby tak dalej.
      • lampka_witoszowska Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 07.08.08, 13:05
        nadal uważam, że chciałabym, żeby moja Młoda miała taką babcię smile

        oby Wam się już tylko dobrze i ufnie w dwie strony układało smile
        • babciazuzi Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 10.11.08, 00:47
          Poddałam się wreszcie. Cóż, może rzeczywiście przyjaźń między byłą
          teściową i synową naprawdę nie jest możliwa? Ale mam przynajmniej
          poczucie, że zrobiłam wszystko co mogłam, żeby zaprzeczyć tym
          stereotypom. Przez trzy lata małżeństwa moja synowa nie usłyszała
          nigdy ode mnie słowa krytyki. Oczywiście, że nie wszystko mi się
          podobało, ale zawsze wychodziłam z założenia, że skoro im to pasuje,
          to mi nic do tego. Akceptowałam jej poczynania, wspierałam,
          pomagałam. Nigdy się nie posprzeczałyśmy, nie powiedziałyśmy sobie
          żadnych przykrych słów, a przecież nasze kontakty były bardzo
          częste. Uwierzcie, że nietrudno być w porządku teściową, jeśli lubi
          się synową. Była mi bliska i wydawało mi się, że ja stałam się jej
          równie bliska.
          Po rozpadzie ich małżeństwa po prostu nie wyobrażałam sobie naszego
          życia bez niej. Bardzo chciałam, aby nasza przyjaźń przetrwała. Poza
          pierwszymi tygodniami, przez te prawie pół roku od rozstania się
          syna i jego żony miałam wrażenie, że tak właśnie jest. Zresztą
          pisałam o tym całkiem niedawno. Tydzień temu Zuzia miała spędzić z
          nami piątek. Jak zwykle bardzo się z tego cieszyliśmy, mieliśmy
          odwieźć ją wieczorem do mamy. Była 14-sta kiedy nagle zjawiła się
          synowa. Była bardzo wzburzona i roztrzęsiona, powiedziała do Zuzi,
          że ma się natychmiast ubierać. Zuzia zaczęła bardzo płakać, ale ona
          nie zwracając na to uwagi w pośpiechu ją ubierała. Wiedząc, że
          widziała się z synem nie trudno było się domyśleć, że spotkanie
          musiało mieć burzliwy przebieg. Widząc jej zdenerwowanie nie
          chciałam o nic pytać. Poprosiłam tylko, żeby nie mieszała nas do
          konfliktów między nimi, ale w odpowiedzi tylko coś warknęła. Wlokła
          za sobą zapłakaną Zuzię, a kiedy pakowała do auta fotelik, ta
          złapała mnie mocno za nogi i prosiła płacząc, żeby mogła zostać. Łzy
          mi się kręciły pod powiekami, ale starałam się zachować spokój ze
          względu na nią. Nie zapomnę tej jej zapłakanej twarzyczki
          przyklejonej do szyby samochodu. Nie wiem dlaczego to zrobiła i po
          co? Chciała nas ukarać? Tylko za co? Ukarać syna? Ale jego przecież
          tu nie było i ona o tym wiedziała! Tak naprawdę ukarała niczemu nie
          winną Zuzię. Kolejny stres, kolejne przeżycie, którego mała nie
          mogła rozumieć. Przecież nas kocha i czuje się przez nas
          kochana,czuła się tu zawsze dobrze i bezpiecznie, a nagle mama swoim
          zachowaniem burzy te resztki jej świata, który się nie zmienił. Nie
          rozumiem, dlaczego tak postąpiła. I co mam o tym myśleć? Czy cała ta
          jej postawa wobec nas z ostatnich miesięcy to było jedno wielkie
          udawanie? Gra? Tylko po co? Do tej pory miałyśmy częsty kontakt.
          Choćby kilka słów zostawionych na gg. Od tygodnia nie mamy kontaktu.
          Czekałam na słowo „przepraszam”, ale zamilkła. Przykro mi i czuję do
          niej żal. Nie chodzi mi o nas, tylko o Zuzię. Zawsze znalazłam
          wytłumaczenie dla każdego jej zachowania, ale teraz już nie mam na
          to ochoty. Jeśli dobro jej dziecka tak mało się dla niej liczy, to
          tego nie potrafię już niczym usprawiedliwić. Z synem dogadali się
          dwa dni później i rozwiązali swoje sporne kwestie. Cieszę się, bo
          gdyby i synowi ograniczyła kontakt z Zuzią, to byłaby dla małej
          jeszcze większa krzywda.
          • marzenamil Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 11.11.08, 13:49
            A zapytałaś syna czym tak strasznie wkurzył byłą żonę?
            • kasper254 daj spokój 12.11.08, 08:01
              A co to ma do rzeczy, czy spytała i jaka byłaby odpowiedż? Mógł jej
              nawet powiedzieć, że marsjaninem. Dziecko nie jest własnością
              rodziców. Niezależnie od tego, co robią rodzice, jak się do siebie
              odnoszą itd. relacja między dziadkami a wnukami są na innym
              poziomie, niż relacje między rodzicami i dziećmi. Rodzice nie
              powinni w nie wkraczać, manipulową w tej sferze, instrumentalizować
              zachowaniami jednej czy drugiej strony. Zabranienie tych kontaktów
              to naruszanie norm prawnych i moralnych. Niedługo te sprawy jasno
              ureguluje nowy kodeks. "Młodzi" już nie będa mogli stosować swoistej
              inżynierii.
              Słuchaj, babciuzuzi, jak chcesz, to pomogę ci i wygrasz sprawę
              sądową i to szybciej, niż myślisz. Ale nie warto. Omiń gówno - twoja
              synowa to zwykły łajdak, który kupczy dobrem dziecka. Niech twoja
              wnuczka zostanie piękną, a nie potarganą przez postępowania sądowe.
              Pocieszę cię. Nie ty jedna jesteś w takiej sytuacji. "Młodzi"
              dzisiaj w Polsce potrafią być bestiami. Na szczęście w Europie
              Zachodniej ten trend się odwraca. Zbuntowane pokolenie lat 60-tych
              ma juz inne dzieci, które chcą współpracować ze starym pokoleniem i
              rozumieją jego potrzeby. Innymi słowy - dziadkowie nie są tylko od
              dawania kasy, nie są trepami itd., ale odzyskują wymiar ludzki.
              • babciazuzi Re: daj spokój 16.11.08, 23:44
                Masz rację Kasper, że nie ma znaczenia o co pokłócił się syn i
                synowa. To zupełnie inna płaszczyzna relacji: mąż-żona, rodzice -
                dziecko, dziadkowie-wnuki. Nie powinno się ich mieszać. Przecież mój
                dorosły syn ma własne normy postępowania, zasady, własne zdanie, za
                które odpowiada, a których ja nie muszę akceptować. Mając jakieś 9
                lat kopiąc piłkę stłukł lampę w domu naszych przyjaciół i już wtedy
                musiał opróżnić świnkę skarbonkę i zapłacić za wyrządzone szkody. A
                teraz kiedy dorósł ja mam płacić za jego błędy? Nie wiem, może
                synowa znowu podejrzewała nas o zmowę przeciwko niej. Jestem już tym
                wszystkim naprawdę zmęczona. Wiele razy miała dowody naszej
                lojalności wobec niej i nie mam już ochoty niczego więcej jej
                udowadniać. Nie będę Kasper walczyła o widzenia z wnuczką w sądzie.
                Masz rację, że nie warto. Nie zrobię tego dziecku, które kocham. Na
                razie na szczęście widuję ją raz w tygodniu. Początkowo synowa
                pozwalała na spotkania ojca z Zuzią tylko w jej domu i w jej
                obecności, po jakimś czasie pozwoliła na takie spotkania u nas w
                domu, bo wiedziała, że tu Zuzia nie spotka się z nowa towarzyszką
                syna. Na razie tak pozostało i mam nadzieję, że będzie trwało.
                • manderla Re: daj spokój 17.11.08, 00:02
                  Babciu Zuzi, fajny obraz się wyłania Twój, jako babci.
                  Tak, na pierwszy rzut oka.
                  I zapewne fajna babcią jesteś.
                  Tylko nie bierzesz może pod uwagę, że ktos (twoja synowa) może nie chcieć tych kontaktów?
                  Oczywiście, nieludzkie jest pozbawiać wnuczki babci i vice versa, ale czasami wiesz, tak bywa, że babcie z powodów tylko sobie wiadomych, bywają nadgorliwe. bo nie mają gdzie swojej energii wyładować, bo chca czuć sie potrzebne, niezbędne wręcz...ale, któś (synowa) wcale tego nie oczekuję, nie potrzebuje i nie chce.
                  Może wystarczy powiedziec (zapewnić) synową, ze, jakby była w potrzebie, to zawsze ją wesprzesz ( i wnuczką sie zajmiesz), i ze moze liczyć na Ciebie. Czasami własnie taka deklaracja jest o wiele więcej warta, niż nadskakiwanie.
                  A poza tym. Jestes w stanie być obiektywną w kwestii Twój syn - Twoja była synowa? Ale tak na sto procent obiektywna? Potrafisz synowi swojemu strzelić w twarz, jako matka i kobieta, jezeli zauwazysz , ze sie zachował jak sk...?
                  Cholera, nie mnie CIę uczyć na pewno...ale mam taki pewien odnośnik...no to tak sobie dumam, czy aby wina nie leży po dwóch (trzech) stronach.
                  • alfika Re: daj spokój 17.11.08, 00:20
                    a ja tu juz nic nie dodaję, bo co wpis, to inny obraz sytuacji
                    cholera
                    kobieta ma prawo obawiac się o zmowy i ma prawo obawiac się
                    wplątywania w to dziecka
                    i nie tyle obawiałabym się nowych towarzyszek zycia exa (o ile
                    dziecku nei będą robiły krzywdy), co drążenia umysłu dziecka
                    smutnymi oczętami, treściami "podskórnymi" przeciwko rodzicom od
                    innych bliskich osób, podkopywania autorytetu kogos, kto z dzieckiem
                    musi sobie - przynajmniej chwilowo - radzic sam, radząc sobie
                    równoczesnie z życiem, które spłatało figla

                    co rozwód, to syf
                    jak nei patrzec...
                    • kasper254 Re: daj spokój 17.11.08, 08:19
                      Manderlo i alfiko - ależ Wy naprawdę wierzycie w te bzdety, co
                      piszecie! Najgorsze, że wielu innych może dawać temu wiarę i posłuch
                      takim poglądom - i daje - jak to wynika z forum. A to tylko bzdety.
                      Dziecko ma własne prawa, które wynikają z norm społecznych, a w
                      tym - z prawnych. To, czy synowa babcizuzi chce kontaktów swojego
                      dziecka z tąże babcią, nie ma żadnego znaczenia. Nie ma żadnego
                      znaczenia, czy chodzi tutaj o kontakty z kosmitami czy żabką
                      franią.Ta synowa ma to uszanować i koniec, jeśli kontakty służą
                      wzmacnianiu więzi emocjonalnych dwóch stron. A że służą, to tego
                      dowodzi praktyka ludzka od początku dziejów. Wg kodeksu Hammurabiego
                      z 1700 r. p.n.e, gdyby taka rzecz "zabraniania" kontaktów z
                      dziadkami nastapiła, ojciec czy matka dziecka byliby ukaranmi karami
                      mutylacyjnymi, np. obcięciem rąk. Wg tego samego kodeksu, gdyby
                      Manderla i alfika głosiły takie poglądy, ucięto by Im języki.
                      Cholera, ale dalej mogłyby pisac na klawiaturze tego typu rzeczy.
                      Jeśli kontakty dziecka synowej babcizuzi z babciązuzi nie służą
                      prawidłowemu rozwojowi dziecka, to powienien orzec sąd, wspomagając
                      się opinią psychologów,a nie ta synowa. Ona jest sędzią we własnej
                      sprawie i - z tego - co wiem - nie jest pytią, nie zna przyszłości
                      swojej córki.
                      Jeśli, jak Ci radzi Manderla, dla ugruntowania wiary synowej
                      babcizuci w dobre chęci babcizuci względem jej wnuczki, wystarczy
                      dać w moordę synowi, to utnij mu penisa, albo po prostu głowę. To
                      bęzie wystarczające świadectwo oddania babcizuci sprawie jej
                      synowej, jej krucjacie w "jedyne" i "słuszne" wychowywanie dziecka.
                      Nie mam winy po twojej stronie, babciuzuci. O tym orzeka sąd. A
                      jak masz zbyt smutne oczy, żeby patrzeć na swoją wnuczkę, po prosu
                      oślep się. I nie będzie problemu. Bęziesz patrzeć oczodołami.


                      • alfika Re: daj spokój 17.11.08, 22:12
                        Kasper smile A któż Ci broni kierowac się tylko normami i zapisami
                        prawnymi???
                        do dzieła smile
                        skoro uważasz, że cokolwiek osiągniesz bez zrozumienia drugiego
                        człowieka, bez próby postawienia się na jego miejscu - to walcz!
                        walcz, do ostatniej kropli krwi smile

                        tylko dzieci tego nie ucz, bo może moja córka z nimi się zetknie...
                        a strasznie chcę, żeby umiała byc Człowiekiem, który niesie pokój i
                        zrozumienie, a nie byle maszynką zaprogramowaną na normy i przepisy
                        • manderla Re: daj spokój 17.11.08, 22:19
                          EEE tam Alfi nie przejmuj sie.
                          Kasper zyje wg kodeksu Hammurabiego. I niech żyje sobie człowieczyna.
                          Co tam. My jestesmy w xxi wieku, on w 1700 r pne.
                          Czujesz power?
                          wink)
                          • manderla Re: daj spokój 17.11.08, 22:24
                            O, nawet laska u Majewskiego fajnie powiedziała teraz: ja jestem afro-polką,
                            lesbijka i zydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej.

                            Amen smile
                • marzenamil Re: daj spokój 17.11.08, 22:30
                  babciazuzi napisała:

                  > Masz rację Kasper, że nie ma znaczenia o co pokłócił się syn i
                  > synowa.


                  Synowa przychodzi mocno wzburzona z rozmowy z waszym synem i natychmiast zabiera
                  od was dziecko. A wy podsumowujecie mniej więcej tak, że syn niech sobie gada do
                  niej co chce ale jej obowiązkiem ma być dawanie wam dziecka bo wy tego chcecie i
                  wam z tym jest fajnie.
                  A może syn nagadał jej cos o was? A może ją zniewazył i unaocznił że dziecko
                  jest nastawiane wrogo do niej w waszym domu? Nie zainteresowało was to, czy
                  boicie się syna zapytać, bądz przywołac do porządku by rozmawiał z byłą zoną
                  spokojnie?
                  A może dajcie dziewczynie spokój wespól w zespół z synem bo ona ma obecnie duzo
                  bardziej pod górke niz wy?
                  • nianiao Re: daj spokój 18.11.08, 09:52
                    Właśnie. A może syn powiedział, że dziecko zabierze i wywiezie i może sobie go
                    potem przez internet szukać? A może rzucił, że ma fatalne metody wychowawcze i
                    nawet babciazuzi uważa, ze lepiej chowałaby dziecko jego nowa hmmm partnerka
                    (kochanka), i że chwała Bogu, że dziecko się zdrowych pojęć choć w domu dziadkow
                    nałyka? Jest sporo możlwiości co do tego, jaką metodą syn sprowokował żonę do
                    takiego zachowania.
                    A babciazuzi uważam, ma dwie opcje: albo siedzieć cicho i czekać, aż emocje
                    opadną (co w sytuacji porzucenia rodziny dla kochanki może potrwać) albo
                    wypracować sobie własne zasady postępowania wobec żony syna i syna i jasno je
                    określić i ściśle bez kantów ich przestrzegać.
                    • kasper254 Re: daj spokój 18.11.08, 10:42
                      Polska to dziwny kraj, a już osobliwe jest grono osób, którego
                      członkowie uważają, że są "właścicielami" dzieci.
                      Muszę Cię pocieszyć, Manderlo, że nie tylko ja żyję w czasach
                      Hammurabiego. Otóż sędzia sądu brytyjskiego, amerykańskiego i
                      niemieckiego (tu ten sam system prawny, co nasz), w sytuacji, gdyby
                      któreś z rodziców ograniczałoby prawa dziecka, w tym głównie
                      nieograniczonego dostępu do dziadków, ograniczyłby prawa
                      rodzicielskie temu rodzicowi.
                      Dziecko, rodząc się, nabywa prawa związane z jego
                      człowieczeństwem. Co do innych norm społecznych - tu jest różnie -
                      może je nabyć w moralności, ułożonej przez wieki i usankcjonowanej
                      przez prawo w sposób niekonfliktowy (jak np. eutanazja, aborcja)lub
                      w takiej "moralności" rodziców, jak Wasza, która wynika z wym.
                      właściwości "właścicielskich". Dla Was, jak widzę, dziecko, jest
                      rzeczą.
                      Idąc dalej Waszym rozumowieniam, gdyby nauczyciel był "nie-taki
                      ', należałoby dziecku zabronić iść do szkoły; gdyby ktoś żle mówił
                      dziecku o jego rodzicach, klął itd,należałoby wydac stosowne zakazy.
                      Wy macie patent na miłość, na "jedyne" i "słuszne" metody... A kto
                      Wam dał takie upoważnienie?
                      Babciazuzia ma siedzieć cicho, w kącie itp.To jest
                      nieprawdopodobne. Przecież to dalej niż czasy Hammurabiego - czasy
                      ludożerstwa. I beznadziejnej głupoty.Tylko żal tych niewinnych
                      dzieci - rzeczy.
                      • lampka_witoszowska Re: daj spokój 18.11.08, 23:13
                        mocno wątpię, czy sędziowie wszystkich krajów, które wymieniłes,
                        zinterpretowaliby sytuację tak jak ty, nie patrząc na dziecko - i
                        również nie wiem, czy możesz wypowiadac sie za nich
                        i to za nich wszystkich smile
                        ale to juz kwestia pokory albo chociaż zastanowienia się, na ile
                        wolno orzekac za kogos

                        bo moze sam Bóg by przemówił Twoimi ustami?... nie szczyp się, MASZ
                        PRAWO MÓWIC wink

                        dziecko ma prawo do zadowolonej, spokojnej mamy (skoro na placu boju
                        pozostała sama) -
                        jeśli tatus wypisuje sie z rodziny, powinien zadbac o taki stan
                        rzeczy, a nie występowac w roli herosa, który byłej uprzykrzy życie
                        i spuchnie z dumy z tego tylko powodu -
                        do przemyślenia pozostawiam
                        również rodzinom takich "mężczyzn"...
                        • kasper254 Re: daj spokój 19.11.08, 07:52
                          Możesz wątpić, a już najbardziej w to, że sam Bóg przemawia
                          czasami. "Dobro dziecka" to prawniczo ujęte odesłanie pośrednie,
                          które odwołuje do innych norm: moralnych, obyczajowych, zasad i
                          reguł prawa. I sędziowie, jak napisałem, tak postąpiliby, gdyż
                          zgodność prawa z aksjologią innych norm społecznych jest
                          podstawą "prawa sprawiedliwego". Zakaz czy nakaz musi wynikać q
                          czegoś konkretnego, a nie tylko a woli dokopania byłemu/ej, z zemsty
                          itd.
                          Dziecko ma prawo do zadowolonej, spokojnej mamy, jak i taty, ale
                          ma też inne prawa - do niekrępowanego rozwoju z innymi ludżmi, w tym
                          głównie - z najbliższymi. Jest takie powiedzenie: "rodzice daja
                          racjonalność, a dziadkowie - miłość". Jeśli "zabronimy" dziecku
                          kontaktować się z babciązuzi, innym razem wymyślimy zakaz kontaktu a
                          ciocią, wujkiem itd., żyrafą w zoo i nauczycielem - homoseksualistą.
                          Zakazy może formułować tylko prawo i inne normy społeczne (np.
                          molestowanie, ale już nie np.alkoholozm dziadka czy babci). Gdy
                          pozwolimy sobie na jedne zachowania, zezwolimy dziecku na kontakt z
                          dobrą babcią, a juz ze "złą" nie, mądrą tak, ale już głupią - nie.
                          Przemyśl to lampko. Przezemnie nie przemawia Bóg, bo jestem
                          ateistą. Ale takich wartości, które w skrócie przedstawiam - uczą
                          studentów w Nowym Jorku, Londynie, w Berlinie i Warszawie. Na
                          takich "mądrościach" opiera się prawo, psychologia, psychiatria i
                          pedagogika.
                          Manderla swoje mądrości zna "z życia", stąd i mądrości. Marks
                          wymyślił klasę robotniczą i chłopska, a manderla, i inni - podobnie
                          myślący - klasę właścicieli dzieci. W sam raz na Nobel.
                          • lampka_witoszowska Re: daj spokój 19.11.08, 14:23
                            nie przeinaczaj moich słów smile
                            po prostu czytając czyjąs wypowiedź postaraj się też o zrozumienie
                            treści

                            tyczy to np. kwestii przemawiania Boga, tego, kto ma dawac dzieciom
                            miłosc, a kto racjonalnosc, poczucia własnosci co do dzieci,
                            rozpędzania sie Twoich wyobrażen, które nei mają podstaw - to tylko
                            wyobraźnia, to tylko wyobraźnia...
                            nie rozbiorę całej Twojej wypowiedzi, sam przemyśliwuj
                      • manderla Re: daj spokój 18.11.08, 23:22
                        Kasper, zyjesz w jakiejś zupełnej abstrakcji.
                        ja nie mówie o tym, co CHCIAŁABYM, tylko mówię o tym jak jest i jakie sa realia..
                        Ty natomiast potrafisz namiętnie i zawzięcie imputowac wszystkim interlokutorom
                        swoją projekcję- "Idąc dalej takim tokiem myslenia, to..."
                        ...To, to już zakrawa na zupełny absurd.
                        Żyj, trwaj według kodeksu Hammurabiego; ja mam swój. Zapewniam tylko, ze nie
                        gorszy, jesli chodzi o MOJE dziecko.
                        Kodeks jest prosty: ja jestem matką, i ja (tudzież ojciec) ponoszę całkowitą
                        odpowiedzialnośc za prawidłowy rozwój mojego dziecka.
                        A nie babcia, dziadek, czy inny sąsiad. Oni mieli swoją szansę, aby dzieci swoje
                        wychować. Koniec i kropka.
                        (Tu Babcię Zuzi z góry przepraszam, nie ma to do niej zadnego odniesienia, tylko
                        odpowiadam na (sorki) sraczkę myślową Kaspera254.)
                • luna67 Re: daj spokój 19.11.08, 17:59
                  Babciu Zusi; rozwiodlam sie z synem mojej pierwszej tesciowej ok 7 lat temu, to
                  ona mi pomogla przebrnac przez widmo rozwodu, to ona wyciagnela do mnie reke, to
                  w jej kolnierz wyplakalam wszystkie lzy, za co jej bardzo jestem wdzieczna.
                  Moje dzieci a jej wnuki, do tej pory odwiedzaja ja (i tak juz zostanie), robia
                  jej zakupy (ja tez), pomagamy w remontowaniu mieszkania, itd.
                  Jej syn ma fajna kobiete, ale nie moze sie oswoic z nia, nie dlatego, ze jest
                  zla, ale inna niz ja. Ja moja kochana tesciowke znam od 25-ciu lat, przezylysmy
                  wzloty i "uloty", jezdzilysmy razem na urlopy, nigdy nie bylo miedzy nami
                  niesnasek, byla przy mnie przy porodzie jak moj byly maz nie mogl. Jest dla mnie
                  jak rodzona matka, a ona sie cieszy, ze ma "corke", ktorej tak bardzo pragnela.

                  Jej syn (Ex) nie raz chcial nas poroznic wymyslajac niesamowite bajki, ale zadna
                  z nas nigdy nie zwatpila w nasza przyjazn i oddanie.

                  Mam od pewnego czasu cholerny problem z teazniejsza tesciowa (wyszlam ponownie
                  za maz), ana czuje sie urazona, ze mam kontakt z byla tesciowa, pomimo opowiadan
                  co mojej pierwszej zawdzieczam i co nas laczy (ona chyba nie chce zrozumiec). Do
                  tego moj Ex doszedl do wniosku, ze jego terazniejsza pani, nie ma dobrego
                  kontaktu z jego matka, bo ona ma dobry kontakt ze mna i zarzadal od matki
                  zerwania ze mna jakichkolwiek kontakowsad Ex mnie teroryzuje i zada odemnie tego
                  samego co od swojej matki, nastawia dzieci, zeby babcie nie odwiedzaly (za kare)sad
                  Wiem, ze moja pierwsza tesciowa kocha syna (mojego exa), i wiem, ze kocha tez
                  mnie, czy to ja mam sie wycofac jako pierwsza?????sad co ja mam zrobic?
      • nangaparbat3 babciu zuzi 19.11.08, 08:58
        Przeczytalam Twoje wypowiedzi z całego watku.
        Siedzę i płaczę - naprawdę.
        wiekowo moglabym juz tez byc babcią. Ale nie placzę nad Tobą - placzę nad Twoja
        synową.
        Czy Ty masz swiadomosc, jak ją traktujesz? Jak przedmiot. Widzisz ja tylko w
        kontekscie Twojej relacji z wnuczka - a to jest mlodziutka kobieta, ktorą z
        maleńka coreczką porzucil maz dla innej, mlodziutka kobieta, ktora pracuje,
        studiuje, wychowuje dziecko. Czy Ty w ogole się zastanowilaś, co ona czuje, co
        przeżywa, jak wygląda jej zycie dzień po dniu? Cały czas rozwazasz, czy ona
        przypadjkiem nie chce poprzez Ciebie ukarac syna - a nie myslisz, co ona ma
        zrobic ze swoimi uczuciami, ze swoim pragnieniem bycia kochana, potrzebną,
        ważną, ze swoja potrzebą bliskosci, bezpieczeństwa, ciepła, seksu. Co ma byc z
        jej zmeczeniem, stresem, rozpaczą, zazdroscią.
        Niby piszesz o niej z wielka zyczliwoscią, ale tylko tak dlugo, jak długo ona
        zaspokaja Twoje potrzeby, spelnia Twoje oczekiwania jako matka Twojej wnuczki. A
        ona nie jest tylko matka - jest przede wszystkim sobą, potwornie zranioną,
        porzuconona dla innej mlodziutką kobietą, która zawiódł ojciec jej dziecka.
        Kobietą, która cięzko pracuje, moze byc po prostu tez zmeczona, zestresowana,
        moze miec absolutnie wszystkiego dosc - i rozpaczliwie potrzebowac pomocy i
        zrozumienia - ona, nie czyjakolwiek mama.
        Piszesz:
        >Była 14-sta kiedy nagle zjawiła się
        >synowa. Była bardzo wzburzona i roztrzęsiona, powiedziała do Zuzi,
        >że ma się natychmiast ubierać. Zuzia zaczęła bardzo płakać, ale ona
        >nie zwracając na to uwagi w pośpiechu ją ubierała. Wiedząc, że
        >widziała się z synem nie trudno było się domyśleć, że spotkanie
        >musiało mieć burzliwy przebieg. Widząc jej zdenerwowanie nie
        >chciałam o nic pytać. Poprosiłam tylko, żeby nie mieszała nas do
        >konfliktów między nimi, ale w odpowiedzi tylko coś warknęła. Wlokła
        >za sobą zapłakaną Zuzię, a kiedy pakowała do auta fotelik, ta
        >złapała mnie mocno za nogi i prosiła płacząc, żeby mogła zostać. Łzy
        <mi się kręciły pod powiekami, ale starałam się zachować spokój ze
        >względu na nią. Nie zapomnę tej je


        W sytuacji, kiedy synowa po rozmowie z Twoim synem, ktory zrobił jej co zrobil,
        przychodzi kompletnie rozstrzesiona, Ty spokojnie prosisz, by nie mieszała Cie
        do konfliktow między nia a meze. Czy Ty wiesz, co te słowa znaczą? One znaczą:
        mam gdzies twoje cierpienie, tówj bol, twoja rozpacz - mnie zalezy tylko na
        kontaktach z wnuczka. Chcac się zdystansowac od ich konfliktu, nie przyjmujesz
        do wiadomosci całego bezmiernego cierpienia, na jakie Twoj syn skazal synową. A
        to cierpienie jest teraz istota jej samej, jesli tego nie uznasz, odrzucasz ją
        jako osobę.

        Sprobuj, przez chwile, wyobrazic sobie, ze to co spotyka Twoją synową, spotkało
        Zuzię. Że to ona. Że wszystko, co spotyka jej mamę, jest jej udziałem.
        I co?
        • d234 Re: babciu zuzi 19.11.08, 14:41
          MOja teściowa, a babcia moich dzieci nie żyje. Ale wiem, co mnie by dzisiaj
          spotkało z jej strony. To samo co w trakcie małżeństwa. Mąż pił i to bardzo,
          wielokroć prosiłam o pomoc, żeby porozmawiała (mąż był jej pupilkiem, oczkiem w
          głowie), wytłumaczyła. Wtedy od niej usłyszałam, że przecież mówiła mi żebym za
          niego nie wychodziła za mąż, i mam to co chciałam. Gdy wnuczki przekonywały ją,
          że tato ciągle pije, to wmawiałam im, że przesadzają, że nie jest tak źle. Do
          swoich wnuczek miała chłodny stosunek. Ja o niej zawsze mówiłam, że nie pomaga i
          się nie wtrąca.
          Ale dzisiaj moim dziewczynkom jej brak. Jednak nikt nigdy nie zastąpi babci,
          nawet tej (jak w moim przypadku) która nigdy nie powiedziała wnuczkom jak
          bardzo je kocha. A wnuczki odwiedzają ją tylko na cmentarzu, a wtedy tam
          wspominamy ją życzliwie, bo to nie jej wina, tak była wychowana.


        • kasper254 Re: babciu zuzi 19.11.08, 15:59
          Już teraz wiesz, babciuzuziu, jak przyjdą walnąć twoją wnuczkę w
          twarz, to najpierw spytaj, w jakim stanie psychicznym są napastnicy.
          Mozliwy jest jeszcze rozbój, a takze porwanie.
          "Który zrobił, co jej zrobił" - to pewnie zwrot, zaczerpnięty z
          Galla Anonima:" co uczynil, to zrobil", czyli - zgwałcił.
          Nieważne, co zrobił syn babcizuzi, matka dziecka nie powinna karać
          jednocześnie i córki i babcizuzi, chyba, że nanga stosuje miary
          talionizmu:"oko za oko, ząb za ząb". Ale ty, babciuzuziu i twoja
          wnusia nie zrobiłyście nic złego.





        • kasper254 Re: babciu zuzi 19.11.08, 16:15
          Babciuzuziu, nanga ujawniła twoją dwuznaczną moralność, egoizm,
          cynizm i inne wredne uczucia. Ale ty, babciuzuziu, jesteś ponadto
          tak głupia, a przy tym wyrachowaną, że nawet nie wiesz, co spotkało
          twoją synową i - przy okazji - twoją wnusię.Ty w tym czasie, gdy
          stawał się rozwód, klęska twoich marzeń, gdy umierała twoja miłośc
          do syna - sprawcy tych nieszczęść - byłaś w wesołym miasteczku.Nawet
          nie wiesz, co i kogo jest udziałem, głupia. Dlatego dystansujesz się
          od konfliktu, chcąc chronić, osłonić, biedne dziecko swoją miłością.
          Trzymaj sie, babciuzuciu, miałas pecha; trafiłaś na podłą synową.
          Wierzę jednak, że to chwilowe, że ona zrozumie, chociaż po takiej
          argumentacji, jak niektórych z tego forum, to może być trudne.
          Jak na razie, nango, to masz powody do płaczu.
          • chalsia Re: babciu zuzi 19.11.08, 16:52
            > nie wiesz, co i kogo jest udziałem, głupia. Dlatego dystansujesz
            się
            > od konfliktu, chcąc chronić, osłonić, biedne dziecko swoją
            miłością.

            bzdura.
            To, że babciazuzi nie chce być wmieszana w konflikt między
            rodzicami oznacza nie tylko brak odwagi cywilnej tejże babci, ale
            także to, że nie jest w stanie działac na rzecz dobra wnuczki - po
            prostu z niewiedzy.
            Najłatwiej jest schować głowę w piasek. I bać się synowi - jesli
            trzeba - zmyć głowę.
            A być może zaanagżowanie się w sytuację i wzięcie na siebie roli
            mediatora dbającego o dobro dziecka byłoby tym co wszystkim pomoże.
            Osobiście mogę tylko napisać, że żałuję iż moja teściowa wyznawała
            taką samą filozofię - głowa w piasek, nic nie chcę wiedzieć, syna
            nie upomnę, pokorne cielę dwie matki ssie. Mogła wiele zdziałać na
            korzyść dziecka, no ale po co się angażować, nie?
          • nangaparbat3 Re: babciu zuzi 19.11.08, 17:32
            Jak na razie, Kasper, to Ty zapominasz o bardzo prostej prawdzie: jesli chcesz
            byc dobrym dla dziecka, bądź dobrym dla jego matki.
            Badź uprzejmy, przeczytaj uwaznie, co pisze Babcia - a pisze, ze synowa byla w
            porządku, ze miały dobry, częsty kontakt, ze umozliwiala dziecku kontakt z
            dziadkami.
            Tamtego dnia przywiozla Zuzie na caly dzień - wiec dowiodla chyba, ze ma dobra
            wolę, ze nie chce izolowac dziecka od dziadkow.
            A potem wpadla nagle, roztrzęsiona (to sa slowa Babci), po rozmowie ze swoim
            jeszcze meżem. I co usłyszała od osoby, ktorej powierza swoje dziecko? Spokojna,
            zdystansowaną informację - nie mieszaj nas do tego.
            Nie trzeba sie mieszac. Trzeba tylko zaakceptowac bol i rozpacz, i to okazac. I
            nie musi sie wcale przyznawac racji, opowiadac po ktorejs ze stron. Chodzi tylko
            i wylącznie o akaceptacje uczuc I tego Babcia synowej odmowiła - a to rani
            bardziej niz cokolwiek innego.
            Byc moze ja tez zareagowałam zbyt emocjonalnie - spedzilam niedawno wiele czasu
            z kobietami, z ktorych wiele jest w wieku matki Zuzi - 22-25 lat. Widziałam, jak
            sa kruche, wrażliwe, jak bardzo potrzebuja miłosci, akceptacji, wsparcia. A
            zadna z nich nie byla w sytuacji tak trudnej jak matka Zuzi.
            Babcia Zuzi nie widzi w synowej osoby - widzi tylko rolę. Funkcje, jaka ta
            kobieta pelni - matki i - juz nie bardzo wiadomo - bylej synowej? Zawsze, kiedy
            widzimy człowieka tylko w jednej jedynej roli, a nie jest to rola scisle
            zawodowa, krzywdzimy. Nie probujemy go zrozumiec, a tylko rozliczyc.
            Jedna chwila wielkiego wzburzenia wystarczyla, by bBabcia odwrócila sie od
            synowej. A przeciez to wzburzenie nie bylo skutkiem zlej woli synowej -
            przyszlo, bo w jakis sposób została silnie zraniona.
            Gdybym była Babcią Zuzi, zapytalabym syna, co takiego zrobil, że doprowadzil
            zonę do stanu tak wielkiego wzburzenia. Probowalabym doradzic mu, jak rozmawiac
            z zona, by nie ranic jej silniej, niz to nieuniknione. Probowalabym mediowac -
            wlaśnie dla dobra dziecka.
            Nie obrazalabym sie i nie czekala na przeprosiny tej z dorosłych uczestników
            dramatu, która jest w tym wszystkim najslabsza i najsilniej obrywa.
        • marzenamil Re: babciu zuzi 19.11.08, 19:21
          > W sytuacji, kiedy synowa po rozmowie z Twoim synem, ktory zrobił jej co zrobil,
          > przychodzi kompletnie rozstrzesiona, Ty spokojnie prosisz, by nie mieszała Cie
          > do konfliktow między nia a meze. Czy Ty wiesz, co te słowa znaczą? One znaczą:
          > mam gdzies twoje cierpienie, tówj bol, twoja rozpacz - mnie zalezy tylko na
          > kontaktach z wnuczka.


          Nangaparbat, ja mam podobne wrażenie. Jak może osoba która twierdzi ze "zawsze
          lubiła synową" tak niechętnie ją potraktować? Teściowa mojej przyjaciółki w
          podobnej sytuacji nie bała się powiedzieć synowi co o nim myśli i przyjaciółce
          służyła POMOCĄ gdy tej pomocy potrzebowała i była otwarta na nią, a nie jedynie
          "daj mi wnuczkę bo ja ją chcę"... Gdy teściowa została sama po śmierci teścia
          to u byłej synowej spędziła wigilię, bo ona wzajemnie pomyślała co teściowa
          czuje i o nią się zatroszczyła, choć przecież nie musiała..
          Obawiam się jednak, że babcia zuzi zbyt boi się syna by głowe z piasku
          wyciagnąć. Woli uznać synową za tą "złą" i rozgrzeszyć siebie.
          • nangaparbat3 Re: babciu zuzi 19.11.08, 19:47
            Wiesz, ja bym nie oczekiwala, ze Babcia opowie sie po stronie synowej. Syn to
            syn, i nie sądzę, by miało sens wypowiadanie mu wojny. Ale zeby nie zrywac z
            synem, a jednocześnie zaakceptowac cierpienie synowej, trzeba by odrzucic
            schemat szukania winnego. A to jest niesłychanie trudne. Nie wiem jaki procent,
            ale jakas przytlaczajaca wiekszosc ludzi zyje w przekonaniu, ze jesli dziesiej
            sie cos zlego czy chocby nie po naszej mysli, to ktoś musi byc winny. Ze
            wystarczy tego winnego wskazac, ukarac, i OK. I potem staje sie przed dylematem
            - po czyjej stronie stanac.
            Ja do dzisiaj jestem wdzieczna mojej mamie, ze informacje o moim z męzem
            owczesnym rozstaniu skwitowala: obojescie siebie warci.
            Ale niedawno to moja mama jechała pomoc Next przy chorym dziecku, a nie jego
            rodzona babcia, moja tesciowa, ktora kiedysmy sie rozstawali, stanęla twardo po
            stronie syna (ktory mnie przed swoja mamunią bronił, podobnie jak ja broniłam
            jego przed moim tatuniem).
            • marzenamil Re: babciu zuzi 19.11.08, 20:03
              Nie chodzi mi tyle o opowiedzenie się po "stronie" w tym przypadku. Ale jeśli
              osoba mi bliska jest "roztrzęsiona" to naturalne jest bycie wobec niej otwartą
              by mogła się wypłakać lub tylko poczuć, że nie jest sama, bo może tego tylko
              potrzebuje w tym momencie. Nieważne kto to. Mówiąc jej w takim momencie "nie
              mieszaj mnie do waszych spraw" odrzucam ją i jestem wobec niej okrutna. A może
              wystarczyło "zadziałać" na poziomie słów "poczekaj, widzę że coś się stało,
              pogadajmy, zrobię ci herbatę, chcesz to zaraz pójdziecie ale usiądźmy na chwilę,
              itd"... Czy to ZA DUŻO? uncertain
              • manderla Re: babciu zuzi 19.11.08, 20:53
                Wy się tu dziewczynki po plecach poklepujecie, a zaraz przyjdzie Kasper i powie Wam, żeście zdziry ostatnie i tylko czekacie na to aby dziecko własne przehandlować za prezenty od babci, a dzięcię swoje traktujecie jak rzecz. ...i idąc tym tokiem myslenia dalej.... tongue_out

                Lampa, bo Twój to w końcu wątek jest, oczywiście rób jak TY uważasz.
                Matka, która musi lawirować pomiędzy dzieckiem a osobami trzecimi (w relacjach matka-dziecko-dziadkowie), nie jest dobrą matką.
                Mało tego, krzywdzi, swiadomie lub nie własne dziecko. Uczy fałszywej lojalności, dwulicowości i powierzchowności relacji międzyludzkich.
                A często tak się zdarza, kiedy młoda kobieta, matka, próbuje być "miła" w stosunków do dziadków, bo tak "wypada". ( i niewazne, czy sa to tesciowie czy rodzice)
                Granice sie stawia od razu. Jasne granice. Rodzice, to sa rodzice, dziadkowie- dziadkami sa. I nie powinno sie tu mieszac roli, a kazdy swoje miejsce znac powinien.
                I zeby byla jasnosc - nie neguje pozytywnego wplywu dziadkow na wnukow...jezeli ten wplywa jest pozytywny, rzecz jasna. sama mialam ogromne szczescie i mialam dziadkow. Dzieki nim tez wiem, kim jestem, i skad, i jak to bylo etc. Jest ciaglosc slowem.
                Mowienie, natomiast, ze rodzice sa od egzekwowania czegos, a dziadkowie od kochania, - jest to grube uogolnienie. Mnie dziadkowie, jak i moje kuzynostwo, tresowali o wiele bardziej niz nasi rodzice.
                A wiec reguly nie ma.

                Wlasnie matki, ktore maja potworne poczucie panowania i wlasnosci nad swoim dzieckiem, nie sa w stanie ustawic takie "dziecko" dorosle dziecko , jak syn babci Zuzi, do pionu. Ewentualnie powiedziec mu, co o tym wszystkim mysli. I dac do zrozumienia przynajmniej, ze robi zle.
                A synowa? Synowa dba o spokoj wlasnego dziecka, anie o dobre samopoczucie babci. Przeciez to jest naturalne!
                I moze na koniec juz tej dyskusji, Kasper, powiem Ci.
                Kocham swoje dziecko ponad wszystko, ale moja milosc nie jest slepa, ani falszywa. I, zanim moj syn przyszedl na swiat (a bardzo chcialam miec wlasnie syna), majac przed oczami roznorakie obrazki relacji rodzinnych blizszych i dalszych krewnych, gdzie kazdy kazdemu chcial zrobic dobrze ( oczywiscie wszystko z mysla, ze wnukow trzeba uszczesliwiac), a tak naprawde zaspokajali swoje wlasne kompleksy kosztem tychze wnukow.
                Dlatego tez wiem, ze za jakichs 15-20 lat, moj syn nie bedzie dokonywal wyborow, bo mamusia kazala. Ale tez jak zrobi zle, to bede pierwsza , ktora mu to powie. Ot, mam takie zboczenie jedno (z licznych), wybitnie rozwiniete poczucie sprawiedliwosci. I niewazne, czy to moje dziecko, czy moja matka, czy moj szef czy ktokolwiek inny. Reaguje tak samo. A wiec nawiazujac do historii Babci Zuzi, nie powiedzialabym, nie mieszja mnie w to, tylko wzielabym starego chlopa-syna "na dywanik" i powiedziala co o jego zachowaniu mysle.
                Proszac go jednoczesnie o minimum przyzwoitosci, jezeli potrafi, i majac przy tym zal do siebie, ze tej przyzwoitosci i umiejetnosci wyjscia z sytuacji z twarza, nie potrafilam go nauczyc.



                • lampka_witoszowska Re: Manderla :) 19.11.08, 22:27
                  póki co, popatrzyłam, co zrobiłam przez te kilka miesięcy od
                  założenia wątku - i jestem zadowolona z siebie
                  odsuwam tych, co manipulują dzieckiem
                  pijaki zostają pijakami, manipulatorzy manipulują dalej

                  musze jedynie dziecku ukazywac uczciwosc i całkowita szczerosc, samo
                  będzie wyczuwało fałsz i rozgrywki za jej pomocą
                  ja to wyczuwałam jako dziecko
                  wiem, że ją też nauczę, o to jestem spokojna

                  juz nie pytam, a watek służy dalej - i niech żyje własnym życiem, o
                  to chodzi
            • marzenamil Re: babciu zuzi 19.11.08, 20:13
              I chyba o ten schemat "obdarzenia kogos winą" może tu chodzić. Z tym duży
              problem, dodatkowo jesli w rodzicach jest poczucie winy za sprawki dorosłych
              dzieci i utkwią w konflikcie 1.lojalności wobec wyboru(przypisanie komuś winy),
              2.obrony siebie przed własnym przekonaniem że "porzucona synowa na pewno chce
              nas karać za sprawki syna" ..
        • lampka_witoszowska Re: babciu zuzi 19.11.08, 22:32
          a ja się zawiodłam

          bo po kilku pierwszych rozpaczliwych postach Babcizuzi wyczytałam u
          niej zgrzytliwe - wiele razy tłumaczyłam sobie zachowanie mojej
          synowej, potem znowu cos, potem coraz więcej poczucia
          bycia "karaną", bo synowa nei zachowuje się - jak? poprawnie? tak
          jak sie od niej oczekuje?

          to co to za przyjazne nastawienie?...

          w ciągu tych kilku miesięcy moja była teściowa od nastawienia
          nielubienia małych dzieci doszła do chęci wyznanej przed sądem
          zajmowania się moją córką gdy ja - wedle jej i jej synka oczekiwan -
          miałabym byc w pracy

          pomimo tej jakże ciekawej, acz nieszczerej metamorfozy nadal nie
          zyskała jako babcia
          może tak to już jest, że prawdziwe nastawienie człowieka wyłazi
          niezaleznie od tego, co by zrobił...
          • rybak Re: babciu zuzi 20.11.08, 10:34
            Poczytałem trochę.
            Cały czas sobie powtarzałem - nie osądzajcie, to nie będziecie
            osądzani, ale nie wytrzymałem. Nadzwyczaj prosty jestem chłopina, to
            prosto powiem i tylko raz:
            Dwie opcje tu się tak naprawdę ścierają: życie i wyobrażenie życia.
            Ale ci, co tu sobie tak elokwentnie wyobrażają życie - jak powinno
            wyglądać, jak wyglądało kiedyś i jak teoretycznie wygląda tu i
            ówdzie dziś - tak naprawdę znów wyobrażają sobie tutaj tylko i
            wyłącznie siebie. I znów wrzucają to wyobrażenie innym na głowy.

            A życie jest po prostu takie, że porzucona matka została z
            dzieckiem. Ona odpowiada, ona ma problem, ona została zraniona, ona
            zostanie rozliczona. Przez wszystkich. Przez swoje dziecko także.
            Właśnie dlatego, że ono NIE JEST rzeczą.
            Tyle.

            Teoretyzowanie fajne jest. Można być dla odbiorców takim mądrym
            człowiekiem. Ale tkankę społeczną wspołczesnego świata tworzą
            miliony takich kobiet i ich dzieci. Fakt - niektóre tu i ówdzie już
            nie są bite i oślepiane, a ich dzieci nie trafiają na ulice. Też
            jakiś sukces.

            Mnie tu nie ma
            I nigdy nie było
            • chalsia OT 20.11.08, 10:49
              Rybak

              fajnie Cię widziec znów. Nie czaj się, tylko bądź normalnie.
              • babciazuzi Re: 23.11.08, 20:54
                Jejku, jak bardzo się wkurzam sad Chociaż pewnie niepotrzebnie.Wiem,
                że każdy przypadek jest inny i każdy patrzy na to przez pryzmat
                własnych przeżyć i doświadczeń. Normalne więc, że każdy z nas ocenia
                to inaczej. Ale jak czytam takie głupoty jak nangaparbat3 to aż mnie
                skręca.
                Mylisz się uważając, że traktuję moją synową jak przedmiot. Ja
                doskonale wiem, jak wygląda dzień mojej synowej, znam jej obawy i
                problemy i naprawdę ich nie lekceważę, są dla mnie ważne. Ona sama
                jest dla mnie ważna, inaczej wogóle bym o niej nie pisała. Czasami i
                u mnie emocje biorę górę i myślę, że właśnie dlatego tu jestem.
                Kiedy przyjaciele zaczynają mówić coś o niej, oceniać ją czy
                krytykować, to im przerywam. Lojalność wobec niej nie pozwala mi o
                tym z nimi rozmawiać. Tu mogę się wyżalić, bo czuję się anonimowa.
                " A ona nie jest tylko matka - jest przede wszystkim sobą, potwornie
                zranioną, porzuconona dla innej mlodziutką kobietą, która zawiódł
                ojciec jej dziecka. Kobietą, która cięzko pracuje, moze byc po
                prostu tez zmeczona, zestresowana,moze miec absolutnie wszystkiego
                dosc - i rozpaczliwie potrzebowac pomocy i zrozumienia - ona, nie
                czyjakolwiek mama." Ty nie piszesz o mojej synowej. Może piszesz o
                sobie, może o kimś kto jest dla Ciebie ważny. Nie wiem. Moja synowa
                naprawdę nie jest sama. Ma wspaniałych rodziców którzy są przy niej,
                brata z którym ma bardzo dobre relacje, ma całą rzeszę przyjaciół,
                ma nas. Ma pracę, którą uwielbia i w niej też fajnych znajomych, z
                którymi często się spotyka. Jest bardzo towarzyską osobą i samotność
                nie jest czymś co może się z nią kojarzyć. I bardzo dobrze!
                Kolejna osoba każe mi się zastanowić co syn zrobił mojej synowej, że
                była taka rozstrzęsiona. Przecież ja dobrze wiem od początku o co im
                poszło, a że nie zamierzam nikogo oceniać, rozstrzygać które z nich
                zawiniło, to nie mam też zamiaru zabierać w tej sprawie głosu. Czy
                nie zauważyłyście, że jeśli uważałam, że syn zachował się jak
                nieodpowiedzialny gówniarz, to o tym pisałam? W porządku, napiszę
                to - uważam, że teraz moja synowa nie miała racji i dlatego nie
                chciałam aby mieszali mnie do tego. Bo musiałabym jej to powiedzieć,
                a tego bym nie chciała. Bo to są ICH sprawy, a nie MOJE. I nadal mam
                zamiar służyć radą czy pomocą na wyraźne życzenie mojej synowej, a
                takiego sygnału z jej strony nie było. Ja nie chcę być dla synowej
                drugą matką, bo tą się ma jedną, nie chcę być koleżanką, bo te ma w
                swoim wieku. Owszem, patrzę na nią jak na matkę mojej wnuczki i nie
                widzę w tym nic złego. Bo ona przecież jest matką mojej wnuczki i
                zawsze nią będzie. Los okazał się na tyle łaskawy, że jest też fajną
                i miłą dziewczyną, którą polubiłam i zawsze będę lubiła. Czego wobec
                tego oczekuję? Normalności. Zuzia spędziła teraz u nas piątek i
                sobotę, bo synowa pracowała w piątek do wieczora, więc nie było
                sensu wozić jej po nocy. I tak właśnie sobie tą normalność
                wyobrażam. Ja jestem Zuzi babcią, więc służę pomocą jeśli one jej
                potrzebują. Od początku pomagam synowej finansowo i nie przestałam
                tego robić gdy rozpadł się ich związek, wręcz przeciwnie,
                zwiększyłam tę pomoc, chociaż jest w dobrej sytuacji materialnej. To
                według mnie jest normalność, do której ja zobowiązuję się jako
                babcia. A jak widzę normalnośc z tej drugiej strony? Liczę na
                szacunek i sympatię. Będę na pewno nad tym pracować. I myślę, że tak
                właśnie między nami będzie. Skoro tyle lat umiałyśmy się dogadać, to
                myślę, że i przez to przebrniemy.
                A co do wpływu na postępowanie dorosłych dzieci... Łatwiej jest
                wpływać na małe dzieci. Uwierzcie, że na dorosłe jest o wiele
                trudniej.
                • chalsia Re: 23.11.08, 23:16
                  Ten post Babciuzuzi ma sie do tamtego ( zwtedy, gdy synowa z nagła
                  Zuzię zabrała) ma sie jak dzień do nocy.
                  Cieszę się, że i Twoje i synowej emocje opadły, a sytuacja się
                  pozytywnie dla dziecka unormowała.
                  • babciazuzi Re: 23.11.08, 23:42
                    To proste - byłam wtedy na nią nieźle wkurzona smile
                • nangaparbat3 co do moich głupot 23.11.08, 23:41
                  to wzięly sie one przede wszystkim z tego, co wyczytalam z Twoich postow.
                  Jak słusznie napisala Chalsia - nie bardzo juz pamietasz, co pisalaś.
                  Ale dobrze, ze sie odmienilo, oby juz na zawsze.

                  Co do samotnosci lub nie porzuconej kobiety z dzieckiem - wierz mi, rodzice i
                  najlepsze rodzeństwo nie zastapią meza. Oczywiscie, lepiej, kiedy ma sie w nich
                  wsparcie - ja na przyklad mam wielkie do dzisiaj, ale moze wlasnie dlatego, ze
                  mam, wiem az za dobrze, ze nijak sie to ma do tamtej samotnosci - to są po
                  prostu dwie rozne sprawy.

                  Dawkujesz nam informacje wedle wlasnej woli - my wiemy zawsze tyle, ile chcesz
                  nam powiedziec, i z tego budujemy obraz. On zalezy od Ciebie.
                  • babciazuzi Re: co do moich głupot 24.11.08, 00:00
                    Moje pisanie trwa od czerwca, czyli od chwili, kiedy dowiedziałam
                    się, że syn i synowa nie mieszkają razem. Myślę że każde z nas przez
                    ten czas przeszło długą drogę. Moja zaczęła się od niedowierzania
                    (ileś tam razy słyszałam to od syna, to znów od synowej, że się
                    rozchodza i żyli wspólnie dalej), złości na syna, współczucia wobec
                    synowej, po akceptację. Z perspektywy pół roku potrafię już
                    zaakceptować to co się stało i przyznać im rację, że nie byli
                    dobraną parą, a życie jakie prowadzili spotykając się tak rzadko nie
                    dało im szansy na tzw dotarcie się. Myślę że i moje pisanie
                    zmieniało się wraz z moimi odczuciami. Myślę, że wreszcie mam do
                    tego wszystkiego dystans, jakiego brakowało mi na poczatku.
                    • babciazuzi już lipcowo 01.07.09, 13:49
                      Zaczął się kolejny rok od tamtych wydarzeń. Nie wszystko ułożyło się
                      tak, jak tego pragnęłam, ale najważniejsze, że mamy regularny
                      kontakt z wnuczką. Nie myliłam się pisząc, że moja synowa jest mądrą
                      kobietą. Żal i poczucie krzywdy nie przesłoniło Jej dobra dziecka.
                      Syn ma również częste kontakty z dzieckiem, synowa nie utrudnia ich,
                      wręcz przeciwnie- często nawet je ułatwia. Bardzo się z wnuczką
                      kochamy i jest z nami związana emocjonalnie. Cieszę się z tego, bo
                      chciałabym mieć swoje choćby malutkie, ale stałe miejsce w życiu
                      Zuzi. Z synową nie udało się zachować tej bliskości jaka była. Zimą
                      wyprowadziła się około 150km od nas. Mimo to widuję wnuczkę dwa,
                      trzy razy w miesiącu. Z synową widujemy się rzadko. Rozmawiamy
                      grzecznie, poprawnie i miło, ale Ona wybudowała wokół siebie mur,
                      którego nie umiem przebić. Mam wrażenie, że Ona jest przekonana, że
                      Jej miejsce zajęła już przyjaciółka syna, że my już mamy wszystko
                      poukładane i nie ma w naszym życiu dla Niej miejsca. Chciałabym
                      kiedyś mieć możliwość takiej naprawdę szczerej rozmowy, w której
                      umiałabym Ją przekonać, że nikt i nigdy nie zajmie Jej miejsca. Na
                      ścianie nadal wisi jej zdjęcie, podobnie u mojej mamy na półce. W
                      moim telefonie nadal figuruje pod nazwą ” XXXkochana”, tak jak to
                      wpisała przed laty. Nie umiem wyrzucić Jej z serca i nic na to nie
                      poradzę. Teraz oburzą się na mnie wszystkie "nexie", ale dla mnie
                      synową nadal jest Ona i obawiam się, że tak już pozostanie, bo
                      trudno byłoby synowi znaleźć godną jej następczynię. Z Nią
                      rozumiałam się bez słów, była dla mnie jak córka. Wiem, że nie daję
                      sobie szansy na zbudowanie dobrych relacji z przyjaciółką syna, ale
                      nawet ich nie chcę. Nie jestem na to gotowa, a potem pewnie będzie
                      na to za późno. I tak to życie się toczy. Jesteśmy wplątywani w
                      tysiące zdarzeń, które niezależnie od nas komplikują nasze losy.
                      • errormix Re: już lipcowo 01.07.09, 14:12
                        Miło mi się to czytało. Od razu przypomniałem sobie moją mamę, która na każde
                        imieniny, urodziny mojej żony czy jakieś święta - zawsze dzwoniła z życzeniami,
                        zawsze dawała jej prezent, zawsze pamiętała, by także jej przywieźć coś z
                        jakiejś podróży. Zapraszała na damskie pogaduchy i często "fukała" na mnie przy
                        niej, że coś źle zrobiłem czy że powinna mnie trzymać krótko w pewnych
                        sytuacjachsmile))

                        Później wracaliśmy do domu, a żona chowała te prezenty głęboko do szafy nawet
                        nie odpakowując, albo dawała córce jako zabawki. Raz znalazłem perfumy
                        oryginalnie zapakowane pod zlewem przykryte stertą brudnych szmat.

                        Nigdy o tym mojej mamie nie wspominałem. Nie pytałem też żony dlaczego to robi.
                        Ot może po prostu niektórzy traktują swoich teściów nie jak ludzi, ale jak
                        bohaterów z dowcipów o teściowych. Na zasadzie: bo skoro to teściowa to od razu
                        trzeba ją skreślić.

                        A dzisiaj moi teściowie przyszli do mnie z płaczem, prosząc mnie - ich zięcia -
                        bym pomógł im w sądowym uregulowaniu widzeń z ich własną wnuczką, a moją córką,
                        bo moja żona, a więc ich własna córka zabrania im tego. Ironia losu.

                        • nangaparbat3 Re: już lipcowo 01.07.09, 16:56
                          Moja tesciowa w miarę podobnie traktowala prezenty od swojej synowej.
                          widac niektore (damy) tak maja, i już.
                      • nangaparbat3 Re: już lipcowo 01.07.09, 17:03
                        I tak to życie się toczy. Jesteśmy wplątywani w
                        > tysiące zdarzeń, które niezależnie od nas komplikują nasze losy.

                        A wiesz, mam łzy w oczach. Pięknie to powiedziałaś.I dokladnie tak jest.
    • plujeczka Re: oświeccie mnie... kontakty dziecięcia z dziad 01.07.09, 15:13
      Babcia Zuzia to skarb i jakim mozna tylko pomarzyc, niestety moja młoda
      nie miała takiego szcześcia, teściowa jej nie lubiła i wzajemnie, córka
      płakała ,darła się w niebogłosy kiedy ta( mimo ,że mieszkaliśmy z nią)
      usiłowała przy ludziach( co by widzieli jaka dobra babcia) brac na
      rece.KIEDY W DOMU BYLI" SAMI SWOMI" POTRAFIŁA WYRWAĆ DZIECKU z rąk zabawkę
      z komentarzem ,że to nie jej a innych ( kochanych wnuków)Słodycze , kabłka
      deż dawał po kryjomu przez córką aby ta nie widziała ale jak to dziecko
      dostrzegło, weszło nie w porę to...wyrzucała za drzwi jak psiaka, córka
      płakała.Słowem horror,na szczęscie zmarła i niech jej ziemia..ciezką
      bedzie.
      Córka tego nie pamieta, były lata kiedy opwoadałam jak głupia zmyslone
      historie jak to babvia ja za zycia lubiła co jej kupowało choć to
      g..prawda i pewnie ta mitologia trwałaby do dziasiaj gdytby nie rozwód i
      pewien dokumnet , który niejako zza grobu ujrzał światło dzienne.Młoda
      poczytała, zbaraniała, zaniemówiła i powiedziała tylko...mamuś jak ty to
      wszystko wytrzymałaś.....cholera heros ze mnie czy co?Zazdroszcze takiej
      babci ,to skarb mysle ,mze synowa zrozumiemie tylko musi troche upłynac
      czasu, upweniaj ją w tym ,że kochasz obydwie i wciaz są bardzo wazne w
      twoim zyciu.Szkoda ,że syn postapił jak cham....coz nie zawsze
      wychowywanie dzieci nam wszystkim wychodzi i u Ciebie coś zawiodło ale
      pewnie do końca swoich dni nie bedziesz wiedziała co..zatem skup się na
      tym co jest teraz i wspieraj swoją synową.Ciekawi mnie co zrobisz kiedy
      druga synowa powije Ci wnuka?...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka