magd.a
28.05.08, 11:09
Tak mnie ciapnęło po oczach stwierdzenie w innym wątku, że gdyby nie
dotychczasowe ułożone wygodnie życie i dziecko to małżonek nie walczyłby o
małżonkę która chce odejść.
Czyli wartościowa jest ta osoba jako część maszynerii która mnie zapewnia
wygodę ale nie jest już wartościowa sama w sobie??
Czy to nie jest tak, że mościmy wygodną dla siebie spółkę z podziałem
obowiązków i przestajemy się przejmowac małżonkiem bo on jest i to wystarcza?
zapominamy, że druga osoba ma uczucia i chce się czuć wyjątkowa jako
jednostka, doceniona, że nie chce się czuć jak trybik w maszynie, który ma
spełniać okreslone czynności nam ułatwiające życie.
zaprząc do kieratu.
A potem zjawia się jakiś Boski Romeo, lub jakaś Słodka Rusałka o ciepłym
spojrzeniu i dziwimy się, że małżonka(ek) nagle pęka, wypisuje się z
maszynerii bo ktoś pogłaskał po ręce, zatrzymał się nad nią, porozmawiał o
uczuciach, powiedział rozumiem cię i podziwiam ... za kilka ciepłych gestów
maszyna staje?
Każdy chce czuć się wartościowy sam w sobie... Małżeństwo to nie wyrok
dożywocia tylko wspólna wola i o podtrzymanie jej wzajemnie trzeba dbać
codziennie...
Mądr polak po szkodzie.