Dodaj do ulubionych

Miłość do dziecka- męski punkt widzenia

13.06.08, 08:41
Chciałabym zrozumieć jedną rzecz i tu ukłon w strone panów .Ex mieszka z nową
panią i jej dziecmi.Wozi do szkoły ,robi zakupy,kiedys widziałam jak prowadzał
za rączkę młodsze dziecko a dla swojego nie ma czasu.Twierdzi zaś że bardzo
kocha swego syna a jedynymi kontaktami jest kontakt telefoniczny i od czasu do
czasu przywiezienie ze szkoły i da kieszonkowe/alimentów nie płaci bo jak
twierdzi nie ma pieniędzy/. Syn chodzi do gimnazjum więc wiele rzeczy rozumie
ale ostatnio zapytał mnie ,,mamo czemu mój tata mnie nie chce ,co Ja takiego
zrobiłem że nie jest dla mnie ojcem?Dla mnie to facet nie dojrzał do tego aby
byc ojcem tylko jak to wytłumaczyc dziecku które czuje sie niechciane przez
ojca.Czy to zwykły brak uczuc wyższych u ex?Pomóżcie zrozumiec
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 08:50
      Nie wiem jak jest konkretnie w przypadku Twojego eksa, ale często
      jest tak, że kontaktów z dzieckiem unika się tak jakby przy okazji,
      żeby uniknąć kontaktów z eks. Ja za każdym razem cieszę się, że mam
      na tyle dużą córkę, że podtrzymywanie z nią kontaktów praktycznie
      nie wymaga kontaktów z moją eks.

      Jest też pewnie trochę prawdy w tym (przynajmniej w niektórych
      przypadkach), że uczucia do dziecka są w pewien sposób skorelowane z
      uczuciami do matki tego dziecka. Jeśli nie uda się wytworzyć w
      trakcie trwania związku dobrych relacji ojciec - dziecko, to nie ma
      na to co liczyć po rozwodzie i w drugą stronę, jeśli ojciec brał
      aktywny udział w wychowaniu dziecka, to nie sądzę, żeby chciał z
      tego zrezygnować po rozwodzie.
      • hela37 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:02
        Moje kontakty z ex ograniczam do minimum,nigdy też nie zabraniałam synowi
        kontaktów z ojcem wręcz przeciwnie ,prosiłam ex wiele razy aby poświęcił synowi
        więcej czasu.Ex nie odwiedza dziecka w domu ,nie zabiera go do siebie ale prawdą
        jest że nigdy za bardzo nie interesował sie synem ale wtedy tłumaczył to
        brakiem czasu, bo jeszcze za mały jest.....Dzisiaj rano usłyszałam ,,mamo
        wstydzę się że mam takiego ojca''Boli, bo to Ja mu zafundowałam takiego tatę
        • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:07
          Dlatego wydaje mi się, że nie ma co liczyć na to by po rozwodzie
          ojciec nagle zaczął być odpowiedzialnym, interesującym się dzieckiem
          rodzicem, skoro wcześniej nim nie był.

          A zasłanianie się przez ojca brakiem czasu i czekaniem aż dziecko
          będzie większe..., to sygnał że coś w relacji ojciec dziecko jest
          nie tak.
          • hela37 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:17
            Ogólnie mówiąc relacje dziecka z ojcem zależą od relacji z partnerką?Dla mnie
            to jest chore .ale bardzo Ci dziękuje za odpowiedzi
            • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:24
              Nie do końca jest tak. Tak to wygląda w przypadku, gdy ojciec nie
              nawiąże WŁASNYCH więzi z dzieckiem.
              Często dzieje się tak, bo matka nie da ojcu szansy na nawiązanie
              tych więzi.
              • hela37 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:35
                W tym przypadku szanse miał tylko nie umiał/nie chciał jej wykorzystać Kiedy
                sie kogoś kocha zwłaszcza dziecko robi sie wszystko aby czuło się
                kochane.Widocznie są to tylko puste słowa
              • sylwiamich Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:37
                Kidyś usłyszałam od psychologa dziecięcego że bardzo czesto dzieje
                się tak że ojciec kocha dziecko przez matkę.Nie ma miłości do matki,
                cofnięta jest też dla dziecka.
                A w Twoim przypadku...może on się po prostu wstydzi?Może jesteście
                świadkiem jego niedotrzymania obietnicy, jego wyrzutem sumienia,
                dlatego tak postępuje..unika z Wami kontaktów
                • tricolour Masz rację... 13.06.08, 09:46
                  ... dzieci kocha się przez matkę. Oczywiście uczucie do dziecka pozostaje po
                  rozejściu sie rodziców, ale uczucie. W sferze zachowań jest bardzo luźno.
                  • nangaparbat3 Re: Masz rację... 13.06.08, 17:25
                    ricolour napisał:

                    > ... dzieci kocha się przez matkę. Oczywiście uczucie do dziecka pozostaje po
                    > rozejściu sie rodziców, ale uczucie. W sferze zachowań jest bardzo luźno.

                    jest albo nie jest.
                    Róznie bywa.
                    Najwyraźniej to zalezy od konkretnego człowieka.
                    • a.niech.to Re: Masz rację... 13.06.08, 17:42
                      Kto chce uderzyć matkę, ten bije jej dzieci.
                • manderla Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:37
                  sylwiamich napisała:

                  > Kidyś usłyszałam od psychologa dziecięcego że bardzo czesto dzieje
                  > się tak że ojciec kocha dziecko przez matkę.Nie ma miłości do
                  matki, cofnięta jest też dla dziecka.

                  A mi ex inaczej powiadał, kiedy liczyl na to ze wrócę: przepraszam
                  cie za wszystko, wiem ze nie wrocisz, i wiem juz ze nie pozostalo mi
                  nic innego, jak tylko kochac cie przez naszego syna.

                  I badź tu czlowieku madry....
                  • sylwiamich Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:50
                    manderla napisała:

                    > sylwiamich napisała:
                    >
                    > > Kidyś usłyszałam od psychologa dziecięcego że bardzo czesto
                    dzieje
                    > > się tak że ojciec kocha dziecko przez matkę.Nie ma miłości do
                    > matki, cofnięta jest też dla dziecka.
                    >
                    > A mi ex inaczej powiadał, kiedy liczyl na to ze wrócę: przepraszam
                    > cie za wszystko, wiem ze nie wrocisz, i wiem juz ze nie pozostalo
                    mi
                    > nic innego, jak tylko kochac cie przez naszego syna.
                    >
                    > I badź tu czlowieku madry....


                    Manderla...toz to samo.Kocham Ciebie i dziecko przez miłość do
                    Ciebie.
                    • manderla Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:56
                      No ja to inaczej odebralam. Bo pisaliscie o tym , ze facet kocha
                      dziecko, tak dlugo, jak kocha kobiete.
                      A ja mowie o sytuacji odwrotnej: kiedy on mowi, ze pozostało mi
                      tylko kochac ciebie poprzez nasze dziecko. Bo (w domysle) ty mi
                      ucieklas.
                      Kurcze, sama juz nie wiem. Nieprzytomna jestem ostatnio, to pewnie
                      juz nie kumam...
                      Moze i masz racje, ze nie ma roznicy...
                      • manderla Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 15:02
                        a poza tym zawsze tez powtarzał, ze kobiety maja tendencje do
                        kochania "warunkowego" dzieci, a faceci to kochaja bezwarunkowo.

                        A ogolnie to slyszalam, ze jest naodwrót.
                        Sie pogubilam, bo juz nie wiem, kto w naszym zwiazku byl "facetem",
                        a kto "kobietą".
                        W ostatecznym rozrachunku to chyba swoj na swego
                        trafił...tragikomedia jakas.uncertain/
                      • a.niech.to Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 15:15
                        Za to jest różnica, gdy facet kosi równo przy ziemi stary trawnik,
                        aby wejść na nowy bez zbędnych zaszłości.
                        • manderla Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 15:19
                          a.niech.to napisała:

                          > Za to jest różnica, gdy facet kosi równo przy ziemi stary trawnik,
                          > aby wejść na nowy bez zbędnych zaszłości.

                          Nie wiem co jest lepsze. Czy to co napisałaś, czy jak obydwa
                          trawniki utrzymuje w takim stanie, jak to JEMU odpowiada.

                          Moze lepiej nawet uporzadkowac jeden, a potem zabierac sie za drugi.
                          Uwzam, ze to byloby najbardziej w porządku. A nie... dwie sroki za
                          ogon...
                  • nangaparbat3 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:27
                    > A mi ex inaczej powiadał, kiedy liczyl na to ze wrócę: przepraszam
                    > cie za wszystko, wiem ze nie wrocisz, i wiem juz ze nie pozostalo mi
                    > nic innego, jak tylko kochac cie przez naszego syna.

                    A to bardzo wzruszajace, naprawdę.
                    • manderla Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:44
                      nangaparbat3 napisała:
                      >
                      > A to bardzo wzruszajace, naprawdę.


                      Potrafił mówic rzeczy baaaardzo wzruszające. Mimo wszystko, wierzę,
                      że jak mówił to , to własnie tak myślał. Pewnie ja jakas jestem nie
                      teges;-/
                      Z tym ze zycie pokazuje, ze jakoś inaczej to wszystko jest. I im
                      dalej, tym bardziej sie przekonuję, ze to tylko słowa. Jakkolwiek
                      piekne by nie były.
                      Ale jak nieraz sie wsciekne, to sobie mówie: jak mogłam być taka
                      kretynką by sie tak dawać nabrać przez kupe lat.?
                      Kochałam go do nieprzytomności. Nawet imię dziecku dałam na cześć
                      ojca. Bo chciałam, by mój syn był dokładnie taki jak jego ojciec.
                      Ot, głupi babsztyl ze mnie i tyle.
                      • nangaparbat3 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:52
                        No tak, dawac synowi imie jego ojca to nie jest najlepszy pomysł.
                        Ale że zakochana byłas do nieprzytomnosci - to nie głupota, tylko zdrowie.
                        Trzeba kochac. Bez miłosci to wszystko szlag trafi.
                        ja tez wierzę, że on mówił, co myślał.
                        • nangaparbat3 PS 13.06.08, 17:53
                          Lece na pocztęsmile
                        • manderla Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 18:19
                          nangaparbat3 napisała:

                          > No tak, dawac synowi imie jego ojca to nie jest najlepszy pomysł.

                          Dlaczego??

                          Chyba tez mamy to rodzinne. Ja mam po babci, ktorej nie znalam
                          nigdy. Moja siostra - po mamie. Moj syn - po ojcu ( na drugie po
                          mnie - dla odmiany wink, Moja siostra twierdzi jak bedzie miała
                          dziewczynkę, to tylko moje imie jej nada. ....Pewnie jakies paranoje
                          rodzinne.
                          Owszem słyszałam kiedyś, ze sie tak nie robi. Jakieś fatum, czy
                          cóś uncertain
                          • nangaparbat3 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 18:39
                            manderla napisała:

                            > nangaparbat3 napisała:
                            >
                            > > No tak, dawac synowi imie jego ojca to nie jest najlepszy pomysł.
                            >
                            > Dlaczego??
                            >
                            Bo chłopak musi wiedziec, ze jest OSOBNA OSOBA. a jak sie nazywa identycznie jak
                            ktoś, wobec kogo powinien sie kiedys zbuntowac, zeby zbudowac własna tożsamosc -
                            to chyba musi mu ztrasznie utrudniac dojrzewanie. TAk myślę.
                            U nas tez sie daje imiona "po" - ale po zmarłych, i na drugie - moja córka na
                            przyklad jest Paulina po siostrze mojej babci, ale ta od wojny nie zyła.
                            Za to córka i ex maja identyczne zdrobnienie - tak wyszło, i to jakos chyba nie
                            przeszkadzało, chociaz wlasciwie nigdy córki nie pytałam - chyba czas, by to
                            zrobic smile))
                            • manderla Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 18:52
                              Nieee, nie chce, zeby się mlody buntował przeciwko ojcu. W imię
                              czego? Okresu dojrzewania?
                              To i tak w okresie dojrzewania bedzie buntowal sie przecowko
                              wszystkim i wszystkiemu. Normalka. Ale przeciwko ojcu,- nie sądzę.
                              może mając takie same imię, faktycznie moze się utożsamiać z ojcem,
                              ale wydaje mi się, ze nie pozbawia sie tym samym własnej tozsamości.

                              Kiedyś, jak latałam od jednych do drugich drzwi adwokackich,
                              konfrontowałam opinie prawne itp., siłą rzeczy musiałam przedstawić
                              sytuację, jaka była naprawdę.
                              Usłyszałam parę razy opinie: ależ to jest bardzo przyzwoity i dobry
                              człowiek. Nie wiem, co pani poradzić.

                              Fajnie, nie? Po rpostu Franciszek z Asyżu. Ino ja jestem
                              jakąś "Marią Magdaleną" ;-/
            • tricolour Helu - może to jest i chore... 13.06.08, 09:49
              ... że "relacje dziecka z ojcem zależą od relacji z partnerką". A może nie jest
              chore tylko inne niż relacje matki z dzieckiem i stąd taki szok.
              • sylwiamich Re: Helu - może to jest i chore... 13.06.08, 09:52
                Wiesz Tri...fajnie że potrafisz coś takiego napisać.Może poprzez
                rozwalanie "torów" dzieci będą mieć mniej schiz w związkach
                niepełnych.
              • nangaparbat3 Re: Helu - może to jest i chore... 13.06.08, 17:30
                tricolour napisał:

                > ... że "relacje dziecka z ojcem zależą od relacji z partnerką". A może nie jest
                > chore tylko inne niż relacje matki z dzieckiem i stąd taki szok


                Myslę, że to nie jest chore, tylko atawistyczne.
                Że po prostu sa męzczyźni zdolni do rozwijania głebokiej więzi z dzieckiem
                niezależnie od stosunku do jego matki i są mężczyźni do tego niezdolni.
                Sa kobiety zdolne pokochac dziecko z gwałtu i są niezdolne.
                I już.
            • nangaparbat3 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:08
              hela37 napisała:

              > Ogólnie mówiąc relacje dziecka z ojcem zależą od relacji z partnerką?Dla mnie
              > to jest chore .ale bardzo Ci dziękuje za odpowiedzi


              To nie jest chore.
              W czasach kiedy męzczyźni ( czy moze nawet małpoludy) nie wiedzieli, że seks i
              ich działalnosc mają zwiazek z rodzeniem się dzieci, opieka nad dzieckiem
              stanowila sposob na przypodobanie sie jego matce i zdobycie jej wzgledów.
              Podobno wtedy własnie wytworzył się "instynkt ojcowski".
              • hela37 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:12
                Ja potrafię wiele zrozumieć ale od epoki małpoludów troszkę czasu upłynęło.I nie
                chodzi o opiekę nad dzieckiem ale o w miarę normalne relacje syna z ojcem.Ale
                dzięki za wyjasnienie
                • nangaparbat3 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:32
                  hela37 napisała:

                  > Ja potrafię wiele zrozumieć ale od epoki małpoludów troszkę czasu upłynęło.I ni
                  > e
                  > chodzi o opiekę nad dzieckiem ale o w miarę normalne relacje syna z ojcem.Ale
                  > dzięki za wyjasnienie

                  hela, niewiele czasu mineło, naprawdę.
                  Ale faktem jest, ze są mężczyxni, którzy bardziej się rozwijnęłi.
                  Prawdopodobnie to ci, którzy mają więcej rezeptorów oksytocyny.
              • chalsia Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 14.06.08, 12:54
                > To nie jest chore.
                > W czasach kiedy męzczyźni ( czy moze nawet małpoludy) nie
                wiedzieli, że seks i
                > ich działalnosc mają zwiazek z rodzeniem się dzieci, opieka nad
                dzieckiem
                > stanowila sposob na przypodobanie sie jego matce i zdobycie jej
                wzgledów.
                > Podobno wtedy własnie wytworzył się "instynkt ojcowski".


                tak jest obecnie np. u pawianów
          • chalsia Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 14.06.08, 12:50
            z_mazur napisał:

            > Dlatego wydaje mi się, że nie ma co liczyć na to by po rozwodzie
            > ojciec nagle zaczął być odpowiedzialnym, interesującym się
            dzieckiem
            > rodzicem, skoro wcześniej nim nie był

            ojciec mojego dziecka dopiero jak się wyprowadził, to zacząl
            rzeczywiście poświęcać czas i uwagę naszemu dziecku, bo był to
            jedyny powód przyjeżdżania do nie swojego już domu.
    • agni-76 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:34
      Mój eks mieszka z kobietą i jej dwójka dzieci, odbiera ze szkoły itp
      poprostu prowadzi normalny tryb życia w rodzinie. Również są
      zapewnienia że kocha naszego syna i myślę że tak jest aczkolwiek
      jest to taka miłość bez zobowiązań np. ja kocham zwierzęta ale nie
      mam żadnego w domu, jak spotykam psiaka to go wygłaszczę itp i
      podobnie jest mój eks a syn. Gdy go zabiera do siebie nie spędzają
      tego czasu ze sobą, syn bawi się z córką jego kobiety a on ogląda
      telewizję, nie chodzą na spacery itp. Alimentów również nie płaci,
      prezentów nie dostaje (eks oczywiście pracuje), czasem nie przyjdzie
      po niego.
      Syn (6,5 roku) czasem sam wspomina że u niego się nudzi, nie ma co
      robić bo tacie się nic nie chce ale za to na wszystko pozwala. Ja
      próbowałam rozmawiać z eksem o tym że w ten sposób to rozluźniają
      się miedzy nimi stosunki ale nic to nie dało.
      • tricolour Hm... jak to delikatnie nazwać... 13.06.08, 09:44
        ... dzieci partnerki wraz z tą partnerką stanowią rodzinę. Własne dzieci nie są
        rodziną po rozwodzie.

        Już o tym kiedyś napisałem, że moja córka nie jest moją rodziną - właśnie w
        takim rozumieniu zachowań, o jakich Ty piszesz.
      • nangaparbat3 agni 13.06.08, 17:34
        On po prostu zyje teraz w innej watasze - i wobec niej ma obowiazki.
        • agni-76 nangaparbat3 13.06.08, 21:47
          jestem tego świadoma i nie mam mu tego za złe, cieszy mnie nawet
          fakt że ułożył życie na nowo.
          Poprostu opisałam jaka podobna sytuacja jest u mnie
          • nangaparbat3 Re: nangaparbat3 13.06.08, 23:25
            agni-76 napisała:

            > jestem tego świadoma i nie mam mu tego za złe, cieszy mnie nawet
            > fakt że ułożył życie na nowo.
            > Poprostu opisałam jaka podobna sytuacja jest u mnie

            Chyba wyszło, jakbym chciała bronic tego podejscia - a to był (w zamiarze)sarkazm.
    • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 09:58
      Kobietom czasem chyba trudno zrozumieć, jak dużym obciążeniem
      emocjonalnym dla ojca jest bycie rodzicem dochodzącym.

      W przypadku gdy to on odchodzi, wiąże się to z uporaniem się z
      poczuciem winy, które zawsze pojawia się przy każdym kontakcie z
      dzieckiem i byłą żoną. W momencie gdy zostaje porzucony, każdy
      kntakt wiąże się z poczuciem żalu i smutku. Jeśli facet nie potrafi
      się uprać z tymi uczuciami, to unika ich wywoływania poprzez
      unikanie kontaktu.
      • agni-76 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 10:06
        >jak dużym obciążeniem
        > emocjonalnym dla ojca jest bycie rodzicem dochodzącym.

        Zdaję sobie sprawę z tego, skoro nie uczestniczy się w życiu
        codziennym dziecka to mało się o nim wie.

        >W momencie gdy zostaje porzucony, każdy
        >kntakt wiąże się z poczuciem żalu i smutku.

        Zgadza się.
      • sylwiamich Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 10:07
        Dlaczego trudno zrozumieć? Ja to rozumiem od dawna...wystarczy że
        spojrzę w oczy mojemu eks gdy przyjeżdża do dzieci, lub jeszcze
        bardziej gdy wyjeżdża.Strasznie mi go wtedy szkoda.
        • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 10:09
          > Dlaczego trudno zrozumieć?

          Nie wiem Sylwiu.

          Twoje zrozumienie, jest raczej wyjątkiem, niż regułą.
      • julka1800 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 10:55
        z_mazur napisał:

        Kobietom czasem chyba trudno zrozumieć, jak dużym obciążeniem
        emocjonalnym dla ojca jest bycie rodzicem dochodzącym.
        W przypadku gdy to on odchodzi, wiąże się to z uporaniem się z
        poczuciem winy, które zawsze pojawia się przy każdym kontakcie z
        dzieckiem i byłą żoną. W momencie gdy zostaje porzucony, każdy
        kntakt wiąże się z poczuciem żalu i smutku. Jeśli facet nie potrafi
        się uprać z tymi uczuciami, to unika ich wywoływania poprzez
        unikanie kontaktu.

        Tu mamy sedno sprawy.
        Dodalabym jeszcze od siebie, ze nawet gdy byla zona 9ta, ktora
        zostala zostawiona) wykaze sie zrozumieniem, przekaze to Ex mezowi w
        sposob najladogniejszy z lagodnych, ze rozumie ze mu trudno, i ze
        moze wymysla cos co mogloby pomoc, to i tak nic z tego.
        Czyzby poczucie winy bylo silniejsze?
      • tricolour Mam inne zdanie... 13.06.08, 11:04
        ... i nie "czuję" dorosłego faceta, który albo chodzi z poczuciem winy, albo z
        poczuciem odrzucenia i latami przenosi to na dziecko. Nawet gdyby takie poczucia
        sie pojawiły, to jest czas, by się z nimi uporać i wieść normalne życie ojca.
        Dla dobra swego i dziecka.

        Moim zdaniem rozwiązanie prostsze jest bardziej prawdopodobne: ojcu nie zależy,
        a deklaracje "miłości" składa sie łatwo.
        • z_mazur Re: Mam inne zdanie... 13.06.08, 11:42
          To jest takie troche błędne koło. Zaniedbania poczynione w
          trakcie "dochodzenia do siebie", również wywołują poczucie winy i ta
          powstała bariera coraz bardziej narasta. Jeśli się nie znajdzie
          sposobu, żeby ją przełamać, to pozostaje ucieczka.

          A, że czasem zwyczajnie nie zależy, oczywiście jak już pisałem,
          jeśli ojciec nie byl ojcem w trakcie małżeństwa, to trudno żeby się
          nim stał po rozpadzie małżeństwa. No chyba, że zostaje postawiony w
          sytuacji przymusowej, wtedy niektórzy faceci mimo wszystko się
          sprawdzają jako ojcowie.
    • marek_gazeta Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 13:02
      Ciężko zrozumieć, może ma jakieś problemy sam ze sobą. W zasadzie natura powinna eliminować geny tego typu osobników z procesu ewolucji, ale on akurat zdążył je przekazać dalej.
      • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 13:17
        Co do genów, to nie do końca tak. smile))

        Patrząc z punktu widzenia psychologi ewolucyjnej, kobiety pociągają
        męscy, niezależni faceci w typie zdobywcy (samca Alfa). Dlaczego?
        Ponieważ mają nadzieję, że ich męskie potomstwo też będzie miało
        takie cechy, co zwiększy póśniej prawdopodobieństwo zapłodnienia
        przez nich innych kobiet i przekazania zarazem genów kobiety dalej.
        Z wychowaniem sobie one same poradzą, ewentualnie postarają się o
        to, żeby wspomógł je w tym osobnik męski w typie samca Beata, czyli
        miły spolegliwy, opiekuńczy... smile)))
        • marek_gazeta Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 13:57
          Geny samca alfa pod opieką samca beta? Co z tego wyrośnie?
          • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:12
            Udomowiony samiec alfa...? smile)))
        • sylwiamich Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:01
          No to idę sobie w łeb strzelić.Bo okazuje się że to ja chcę, aby
          moje dzieci porzucały swoje dzieci (niezależność, samiec alfa) i
          stawiam na takie geny.Nie znoszę badań...są...płytkie...
          • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:11
            > Nie znoszę badań...są...płytkie...

            Bo dają niewygodne odpowiedzi???

            Czyli jeśli z faktami jest coś nie tak, to tym gorzej dla faktów...?

            Zaraz pewnie usłyszę wykład, na temat indywidualności i wyjątków...

            Dziwne, że potrafimy o każdym innym gatunku zwierząt myśleć jak o
            gatunku, oceniać zachowania i znajdywać w nich pewne uogólnione
            zasady, natomiast jeśli chodzi o człowieka to już nam się to nie
            podoba. smile)))
            • sylwiamich Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:19
              z_mazur napisał:

              > > Nie znoszę badań...są...płytkie...
              >
              > Bo dają niewygodne odpowiedzi???

              Bo robią to co spychacz z górzystym krajobrazem.
              Uogólnienia są oki.Teza może być po prostu błędna, aczkolwiek do
              udowodnienia, oczywiście poza wyjątkami które tak naprawdę być może
              ją po prostu obalają?
              • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:29
                Życie bez uogólnienia, które pozwala uporządkować otaczający nas
                świat, byłoby niemożliwe. Ja nie burzę się na możliwość istnienia
                wyjątków, nie rozumiem Twojego oporu przed zaakceptowaniem istnienia
                reguł. smile

                Poza tym badania tylko badają i dają odpowiedzi na zadawane pytania.
                Tworzą reguły, ale również mówią o wyjątkach, co tu jest do lubienia
                albo nielubienia?
                • sylwiamich Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 14:49
                  Badania pieszczą stereotypy.
                  Przykład:
                  Dzieci z rodzin niepełnych sprawiają więcej kłopotów wychowawczych.
                  Niby prawda.Z tym że rozpropagowywanie takich badań pogłębia w
                  społeczeństwie ostracyzm.Co wpływa znacząco na funkcjonowanie
                  dziecka i samotnego rodzica.
                  Jak już napisałam dzisiaj...kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje
                  się prawdą. W psychologii nazywa się to samosprawdzająca się
                  przepowiednia.
                  Dlatego nie lubię podpierania się badaniami...zwłaszcza w
                  rozmowach "na temat".
                  • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 15:00
                    Ależ Ty mówisz o stereotypach, które po prostu ewoluują.
                    Jeszcze kilknaście lat temu istniało silne powiązanie pomiędzy
                    występowaniem patologii w rodzinie i rozwodem (margines stanowiły
                    rozwody z innych przyczyn i dotyczyły najczęściej środowisk wolnych
                    zawodów), w związku z tym pojęcie - rodzina niepełna zawierało się w
                    pojęciu rodzina patologiczna. Sytaucja zmienia się dopiero od paru
                    lat, więc pewne stereotypy jeszcze będą pokutowały.

                    A odniesienie do badań pojawiło się w kontekście żartobliwym w
                    kontekście ironicznej wypowiedzi Marka. smile
                  • z_mazur Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 15:02
                    A i jeszcze jedno, badania niczego nie pieszczą. Badania odpowiadają
                    na zadane pytania.

                    Czy nie lepiej mieć świadomość, że niepełna rodzina może być
                    przyczyną dodatkowych trudności wychowawczych, żeby móc podjąć w
                    związku z tym odpowiednie działania?
                    • chalsia Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 14.06.08, 12:59
                      z_mazur napisał:

                      > A i jeszcze jedno, badania niczego nie pieszczą. Badania
                      odpowiadają
                      > na zadane pytania.
                      >
                      > Czy nie lepiej mieć świadomość, że niepełna rodzina może być
                      > przyczyną dodatkowych trudności wychowawczych, żeby móc podjąć w
                      > związku z tym odpowiednie działania?

                      zgadzam się z Mazurem
          • nangaparbat3 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:40
            Moze niedokładnie Z mazur napisał.
            Chodzi nie tyle o niezaleznośc, co o siłe i sprawnosc fizyczną, tudziez urodę -
            okazało sie, ze po ojcach właśnie fizycznośc dziedziczymy, umysł po mamusi (a
            wiec idealna para: piekny tato, madra mama, zupełnie na odwrót niz zwykło sie
            uważac - no i madry, zapobiegliwy, opiekunczy mąz mamy).
      • hela37 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 16:52
        Marek ,trafiłeś chyba w 10.własnie wróciłam z sądu i po rozmowie z adwokatem
        ex.Adwokat inteligenta bestia ale za pewna przysługę /nie ,nie sex/po paru
        głębszych wylał z siebie że chętnie by olał ex bo ma go dość /nie płaci a
        wymaga/,kilka razy wyciągał go z róznych dziwnych historii typu jazda po pijaku,
        awantury, prochy w samochodzie/ale ma zobowiązania ,,partyjne''/a ex działaczem
        rządzącej partii jest/ i ogarnął mnie taki śmiech że nie mogłam się
        uspokoić.Potem śmiech mi przeszedł kiedy skojarzyłam że to wszystko świadczy o
        tym iż facet popłynął i stracił kontrolę nad sobą.I jeszcze jak pomyślałam o
        synu to nawet apetyt mi odszedł.Bo dzxiecko ma problem i to duży ,problem z ojcem.
        • akacjax Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 17:28
          Ja tam wierzę, że dobre geny od ojca są cenną zdobyczą dla moich potomków(stan zdrowia, wygląd, mniejsza skłonność do chorób itp.), a złe exa zachowanie nie musi być dziedziczne. Może nabył to nie z genami, ale ze środowiska.
          I właśnie środowisko, w jakim wychowywali się moi synowie ma również duży wpływ na ich obecne i przyszłe zachowania. Wg badań często większe od wpływu rodziców. Zwłaszcza nieobecnych.

    • aron95 dlaczego męski punkt widzenia ? 13.06.08, 14:47
      Na swoim przykładzie mógłbym napisać o kobiecym punkcie widzenia .
      Którego też nie rozumie .
      Wydaje mnie się że ludzie funkcjonują w zakresie i w okręgu swojego
      najbliższego otoczenia i to co jest nawet kilometr dalej choć własne już takiego
      zainteresowania w nich nie wzbudza .
      • akacjax Re: dlaczego męski punkt widzenia ? 13.06.08, 15:42
        Jakim odsetkiem jest Twoja ex? (Nie w skali forum, bo to niemiarodajne) a jakim nasi exowie, którzy wypisują się z zauważania wręcz własnych dzieci?
        • aron95 Re: dlaczego męski punkt widzenia ? 14.06.08, 09:19
          To ja chyba w jakimś innym świecie żyję , bo spotykam non stop facetów muszących
          sprostać roli mamo-taty
          • hela37 Re: dlaczego męski punkt widzenia ? 14.06.08, 09:28
            aron95 napisał:

            > To ja chyba w jakimś innym świecie żyję , bo spotykam non stop facetów muszącyc
            > h
            > sprostać roli mamo-taty
            gdzie jest ten twój świat, chętnie się przeniosę bo w moim niestety to rzadkość
            • aron95 Re: dlaczego męski punkt widzenia ? 14.06.08, 09:35
              Gdy będąc w Polsce widzisz Czeskie góry , to, to jest ten świat
              • hela37 Re: dlaczego męski punkt widzenia ? 14.06.08, 09:51
                aron95 napisał:

                > Gdy będąc w Polsce widzisz Czeskie góry , to, to jest ten świat

                Oj aron Ty masz po prostu piękne widoki i piękny świat
              • sylwiamich Re: dlaczego męski punkt widzenia ? 14.06.08, 09:54
                Ja też znam trzech facetów wychowujących dzieci.
                1.Ona uciekła od niego i dzieci.On był alkocholikiem i
                przemocowcem.Miłość własna była silniejsza od maciezyńskiej.On teraz
                morduje swoje córki
                2.On zabrał jej dziecko.Ona miała 18 lat, z patologii.On zrobił jej
                dziecko, gdy była 16-latką.On miał wtedy blisko 50.
                3.Ona zapiła się na śmierć.On wtedy przetrzeżwiał.
                No i piszę to, ale wiem że są faceci normalni.Tacy co podołają i
                chcą.
    • sadaga Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 19:15
      Hela dzięki za ten wątek. temat jest mi wyjątkowo bliski, choć nie jestem w
      stanie jeszcze się wypowiadać. to co piszecie pozwala spojrzeć z dystansu na
      wszystko.
      • sadaga Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 19:16
        dodam tylko ze nie utrudniam kontaktów ex z małym...
        • zielona_ropucha Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 19:25
          Ja niestety jestem na etapie pogodzenia się z faktem,że miłość do
          matki =miłość do dziecka,gdy kończy się jedno kończy się
          drugie...takie oklepane powiedzenie,że słowa nic nie znaczą tylko
          czyny jest tu bardzo na miejscu,przestałam zabiegać o te
          kontakty,przestałam analizować,po prostu staram sie jak mogę,żeby
          dziecko miało normlną rodzinę,bez taty,ale rodzinę,silną moją siłą i
          spokojem mojego dziecka.Trudno,po prostu trudno,był czas przywyknąć
          przecie,życie weryfikuje moje nazbyt wybujałe ambicje i mam
          nadzieję,że bedę potrafiła zminimalizować straty takiego,a nie
          innego dzieciństwa mojego syna.Zrozumienie tego zajeło mi sporo
          nerwów i czasu.Warto było.
      • hela37 Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 20:19
        sadaga napisała:

        > Hela dzięki za ten wątek. temat jest mi wyjątkowo bliski, choć nie jestem w
        > stanie jeszcze się wypowiadać. to co piszecie pozwala spojrzeć z dystansu na
        > wszystko.
        >
        wiesz mimo że dla mnie to wszystko jest jeszcze świeże staram sie oszczędzić
        dzieci.Ja co najgorsze juz przetrawiłam ale dla nich to cały czas będzie balast,
        zwłaszcza dla młodego.I tak z jednej strony jestem szczęśliwa że mimo wszystko
        mam dzieci a z drugiej strony wyrzuty sumienia że dałam dzieciom takiego ojca
        • bozenadwa Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 21:04
          Czytam Was i nasuwa mi sie cos takiego ,dobrze ,ze moje dzeci sa juz
          stare,Po drugie bardzo wspolczuje dzeciakom ,w rodzinach gdzie jedno
          z rodzicow postanowilo odejsc ,a co gorsza zalozyc NOWA
          RODZINE,Smutne to wszystko ,Jak czytam wypowiedzi panow, to nasuwa
          mi sie po pierwsze ,ze jednak sa slabsi od nas psychicznie,i troche
          mi jest ich o dziwo zal,po drugie jednak wiekszosc ,> Nie wszyscy >
          nie kocha swojej partnerki tylko kocha Siebie w tej partnerce,Totez
          jak mu nie jest za fajnie z nia ,to poprostu przestaje kochac,nie
          siebie naturalnie,ale ta partnerke ,i nie jest wazne wtedy ,ze
          oprocz niej sa jeszcze dzieci ,no bo te dzieci sa jakby
          mimochodem,Na szczescie nie wszyscy mezczyzni maja taka
          osobowosc,Dlatego sa na swiecie szczesliwe rodziny ,szczesliwe
          kobiety i szczesliwe dzieci,
          • bozenadwa Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 13.06.08, 21:09
            Jestem dziesiaj dosc zmeczona i znowu nie wyrazam sie moze
            precycyjnie ,piszac ,ze mazczyzni sa slabsi psychicznie od kobiet ,i
            kochaja siebie w partnerkach ,nie partnerki ,Mam na mysli mezczyzn
            ogolnie ,i to nie wszystkich,a nie Naszch Panow,
    • atilka Re: Miłość do dziecka- męski punkt widzenia 14.06.08, 14:14
      Ja wlasnie jestem na etapie godzenia i zrozumienia takiej sytucaji.
      Roztalismy sie z eksem, a on zapomnial o synku. Juz sobie powoli to
      ukladam i mam nadzieje, że mój synek tez dzieki mnie bedzie sobie
      umial to wszystko poukladać. Chociaz wolałabym żeby kontakty miedzy
      nimi były przyjacielskie, ale sama tego nie moge zbudować.
      Wkurza mnie jedynie, hasło typu "faceci tacy są" i patrzenie na nich
      z wyrozumialością i pobłażaniem. Mam nadzieje, że sa gdzieś dojrzali
      męrzczyżni, a nie tylko mali chłopcy!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka